Kilka słów odnośnie SUP-a. W tym roku trochę popływałem, z SUP-em byłem w Chorwacji, Czarnogórze, Albanii, Macedonii Północnej i Rumunii. Deska po spakowaniu zajmuje niewiele miejsca w bagażniku, co zapewnia jej fantastyczną mobilność (zawsze możemy mieć nasze "pływadełko" pod ręką, jak tylko mamy ochotę wskoczyć na taflę jeziora, morza czy rzeki).
Tu moje dzieci.
Deska to też platforma do skoków i innych zabaw.
I doskonała platforma do odpoczynku.
Pływałem po morzach, deska jest stabilna nawet na fali dochodzącej do 1 metra. Warto ją po takim pływaniu przemyć słodką wodą.
W Macedonii, pływałem po jeziorze Ochrydzkim oraz po Mavrovo. Jezioro Ochrydzkie, jest prześliczne, ta przejrzystość wody. Mavrovo jest dość trudne do pływania, silne sztuczne prądy (to sztuczny zbiornik wodny).
W Rumunii był to zalew utworzony na Dunaju (Żelazna Brama Dunaju). Tu nie pływałem na swojej desce, tylko na lokalnej 8,6. Była zdecydowanie mniej stabilna od mojej 11,6. Była też bez statecznika (został wcześniej przez kogoś zgubiony), więc szybko przesiadłem się na kajaki.
W Polsce odkryłem zalew w miejscowości Nowe Miasto (fajnie zagospodarowany teren, dość blisko Warszawy).