Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.07.2022 w Odpowiedzi
-
I jeszcze dwa zdania o jedzeniu. Efekt krewetek, które przygotowałem dla żony (a wcześniej z takim poświęceniem nabyłem). A to już pyszna pizza. I jeszcze jedna. Neapolitańska, z nieco grubszym ciastem, długo wyrastającym.5 punktów
-
Zdjęć mało bo miałem kolarki i telefon w plecaku. Kolarki które mi popsuły wyjazd. Miało być wygodnie a było piekło 😆 Miało być 220 a wyszło 160 😆 W Danii nie ma praktycznie drogi, przy której w pobliżu, lub równolegle nie ma drogi dla rowerów. Wszędzie tunele i wiadukty rowerowe 💪 Nawet kawałek Tour de France zaliczyłem 😉 Wybrzeże od Kopenhagi, dość daleko na północ, wygląda jak z amerykańskich filmów. Zdjęć nie robiłem, bo kogo interesują pieniądze ? 😆 Muszę przyznać że nigdy jeszcze nie spotkałem tyle ludzi na rowerach jednego dnia. W Danii w większości to oczywiście kolarki. Trasy MTB oczywiście też występują. Piwa nie polecam, piłem Erdingera 😝4 punkty
-
Te wakacje spędzamy prawie cały czas w wodzie (na wodzie). Jak są fale, jest zabawa. Jak są fale, jest zabawa cd. Tu wątek narciarski się pojawia. Zgadnijcie ? Pływamy, nie zawsze na Sup-ie. Następne pokolenie też pływa. Czasem spada. Pływają czasem razem.2 punkty
-
Założyłem nowy temat przewozu rowerów w pociągu. Możecie tutaj pisać o wszelkich fajnych i niefajnych sposobach przewozu roweru w pociągu. Ja chciałem przedstawić nowy wagon rowerowy Kolej Dolnośląskich. Opis przekazuję w oparciu o relację mojego znajomego. I przechodzimy do szczegółów. W sobotę ruszył w trasę pierwszy raz nowy wagon do przewozu rowerów na trasie Wrocław-Sobótka-Świdnica. To pomysł Kolei Dolnośląskich na coraz większe zainteresowanie rowerzystów tą trasą. Wagon - wzorowany na austriackim rozwiązaniu - może pomieścić aż 38 rowerów. Są one ładowane przez obsługę pociągu wyłącznie na stacjach: Wrocław Główny, Sobótka Zachodnia oraz Świdnica Przedmieście. Wagon rowerowy kursuje tylko w weekendy. Z roweru musimy ściągnąć sakwy. Należy traktować to jako program pilotażowy, który po roku będzie poprawiony i rozwijany dalej. źródło: https://www.facebook.com/Marcin.Korzonek.info/posts/pfbid02CFcVJyFeRDdLFPqS8RyFWhFwiVZ953eog2dsA2w2fENtgnizt77wzx3GM8eM6Bvyl2 punkty
-
2 punkty
-
domyśliłem się dopiero oglądając zdjęcie na dużym ekranie.1 punkt
-
1 punkt
-
To zapowiedziana tragedia – opowiada dziennikowi „Il Messaggero" Carlo Budel, właściciel schroniska Capanna Punta Penìa, tuż obok którego oderwał się lodowiec. - To najgorszy dzień mego życia. Od wielu dni słyszę, jak pod lodowcem płyną prawdziwe potoki wody: Marmoladę należało zamknąć. Wysokie temperatury z ostatnich tygodni poważnie utrudniły dostęp do szczytu. I dziś mieliśmy tego dowód: dramat wydarzył się w niedzielę o 14, czyli kiedy jest tu najwięcej ludzi. Znałem jedną z ofiar - to przyjaciółka, przewodniczka alpejska z Padowy. Nie naszym zadaniem jest oceniać, kto powinien, a kto nie powinien iść w góry. Tragedia nie wydarzyła się z tego powodu, że zaraz po południu w niedzielę była wysoka temperatura. Tu w grę wchodzi średnia temperatura wewnątrz lodowca rosnąca od dłuższego czasu z powodu trwającej zmiany klimatycznej. Katastrofa jak ta mogła się wydarzyć także zimą. Mimo wszystko nie spodziewaliśmy się... - mówi cytowany w „La Repubblice" jeden z ratowników.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć Pawle W tych czasach raczej hala dobrym wyborem na narciarstwo letnie niż ryzyko na lodowcach i dalsza degradacja . Gołym okiem widać,że człowiek z nartami na lodowcu,jak i sprzętem motorowym na rafach koralowych dokłada swoje cegiełki pomijając już wszystkie inne kwestie … Dużo się mówi ostatnio o eko, wojnach ,terrorystach , wirusach a zapominamy że za chwile nie będziemy mieli co jeść czy wody pitnej. No,ale w takiej to demokracji przyszło na żyć . Wszystko to dla naszego dobrego ego. pozdro1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Albania to też nowoczesna architektura. Miłość do USA i powoli do UE. Ciekawe rozwiązania architektoniczne. Murale. Niezliczone stragany z pysznymi i bardzo tanimi owocami i warzywami.1 punkt
-
W Albanii dużo się zmienia. Całe kilometry dróg są obecnie asfaltowane. Część w przygotowaniu. To też kraj kontrastów, tuż obok luksusowych hoteli. Mamy rozpadające się bloki. Albańscy Romowie tu zamieszkują. Tworząc całe dzielnice biedy. Nieobsadzone studzienki - tego jest naprawdę sporo. Rozwalające się ruiny byłych ośrodków wczasowych. I jedna wielka budowa, za kilka lat ten kraj zmieni się nie do poznania.1 punkt
-
Albania to te kraj bunkrów. Część udało już się nawet przemalować, część rozebrać, część została jako atrakcja turystyczna. Tu przemalowany. Tysiące pływających statków. Tu płynie sobie prom. Tradycyjnych wycieczkowców nie widziałem. Trochę wszelkiej maści statków robionych pod turystów. Sporo łodzi rybackich. Tu więcej. W tych motorach elektrycznych lubują się dostawcy jedzenia. Bardzo popularny rodzaj pojazdu. Kraj pysznych i tanich owoców. Kraj ciężko pracujących ludzi, którzy czas wolny spędzają potem w wszelkiej maści barach i kawiarniach. c.d.n.1 punkt
-
ALTA BADIA – jak załatwić się koncertowo na e-MTB. …będzie długo, ale muszę to z siebie wyrzucić. Nie wiem czego my się spodziewaliśmy, ale na pewno nie tego co nas spotkało. Złamana ręka u Darka, u mnie niezliczone ilości siniaków. Niesamowity stres przy pokonywaniu każdego przewyższenia i na zjazdach. Gubienie się w terenie. Schodzenie rowerami które ważą ze 30kg po pionowych ściankach, jakieś zwalone drzewa w lesie. Jednym słowem - koszmar. Cóż. Myśleliśmy, że jazda „góralem” po puszczy za gówniaka wystarczy. Że silnik zrobi za nas wszystko. Otóż…nic z tych rzeczy, a za błędy się przecież płaci. Przykładnie. Prawda? Rano, w sobotę, po dwóch dniach jazdy szosą po przełęczach poszliśmy do wypożyczalni po MTB z silnikiem. Chcieliśmy sobie odpocząć. Pojeździć po Alta Badii na luzie, odwiedzić znane nam z okresu zimowego zakątki. Zjeść coś dobrego w ulubionych knajpach. Ot, przyjemny dzień na luzie. Zadowoleni z siebie wzięliśmy więc rowery i pojechaliśmy w górę asfaltem. Super się jechało, ale odkryłam już że e-bike sam nie jedzie . Niby to prawda znana, ale okazało się, jazda jednak męczy. Zaskakująco szybko męczy. Na szosie tak nie umiem, a tutaj – pach, od razu zadycha. Na dodatek na baterii – wstyd, nie? Pierwszy zaskok. Opony tez jakieś takie grube, kierownica szeroka i prosta. Inaczej przełączasz biegi. A w ogóle to tylko jedna tacza z przodu no i kaseta jakaś taka duża jest.. z 50 zębów ma. Jednym słowem – szosa to to nie jest. Drugi zaskok. No ale każdy rower ma dwa koła – czyli da się jechać. Jest ekstra. I jest coś nowego – lubimy to. Witaj przygodo !!!(czy jak to tam było). Żarty skończyły się jak trzeba było podjechać pod stromiznę na szutrze. Na dodatek, akurat w TEN SAM dzień odbywał się wyścig „BMW HERO SUDTIROL DOLOMITES 2022” i JEDYNA trasa, która prowadziła w górę była obsadzona zawodnikami. Igły nie wciśniesz. No ale skoro już mieliśmy te rowery to trzeba było sobie radzić. Wcisnęliśmy się jakimś cudem w ten wyścig (nie było to zabronione). Początkowo używałam trybu ECO, czyli najniższego biegu bo było mi głupio jechać e-bikem obok ludzi, którzy wkładali tyle wysiłku w to, żeby utrzymać się w siodle. Ja bez żadnego wspomagania – zapomnij (próbowałam). Piłowałam więc wyprzedzając ostrożnie każdego zawodnika powoli, ale jednak. Pilnując przy tym, żeby im nie przeszkadzać, nie zajeżdżać drogi itp. To było stresujące. W końcu dojechaliśmy do jakiegoś rozwidlenia i skręciliśmy w bok. Zrobiło się pusto. No i po chwili okazało się, ze lepiej nie zbaczać z trasy i nie zapuszczać się w rejony, których się nie zna – zgubiliśmy się po raz pierwszy. Zanim wróciliśmy na trakt minęła chyba z godzina, a my byliśmy już poważnie wyczerpani wciąganiem roweru na górę (ach ta bateria), no ale przynajmniej wyścig pojechał…. Można było włączyć wyższe biegi. Ufff….zdjęcie-zen dla wytchnienia, bo piękne momenty tez były. Na razie, bo po potem już nie. Okazało się, że na e-bike’u trzeba umieć jeździć !!! Największym problemem dla mnie było to, że silnik powodował że jechałam (za) szybko w stosunku do włożonego w pedałowanie wysiłku. Mój mózg tego po prostu nie ogarniał. Nie wiedziałam, czy jadę na motorze czy na rowerze jednak. W efekcie czego nie umiałam podjechać pod stromszą górę – nie zrzucałam biegu odpowiednio wcześnie, bo rower sam jechał, ale potem koła zaczynały boksować, w połowie góry biegi już były za twarde i musiałam z niego zejść, podprowadzać pod górę (na gravelu tak nie robię !!!). Tam są podjazdy po 22% i po "stopie" nie ma się już jak wpiąć w pedały. Na dodatek pchać rower 30kg (ta głupia bateria) pod taką górę?? Ze trzy wzniesienia tak pokonałam. Jedno szczególnie mnie wykończyło kompletnie. W końcu jak wgramoliliśmy się na docelowe miejsce, skąd mieliśmy rozpocząć zwiedzanie byliśmy tak wykończeni, że nie mieliśmy ochoty już na nic. Chcieliśmy wracać do domu. Nawet obiad i kawa nie pomogły. Trzeba było jeszcze zjechać do domu (a mieszkaliśmy w Corvarze). A to widok na górze, tak wyglądają traski narciarskie w Alta Badia w lecie:) Wracając do domu postanowiliśmy jechać po śladzie wyścigu w dół. Trasa początkowo pokrywała się ze szlakiem Sellarondy MTB. Wywnioskowaliśmy, że po trasach pieszych przecież nie prowadzi. Po szlakach pieszych to może nie, ale po SINGLETRACKACH już tak !!!!. Jak się później okazało…. - Faaaak, no przecież my tędy nie zjedziemy …. - No nie zjedziemy, ruszamy dalej …… A dalej był pieszy. Wyścig skręcił wcześniej, a szlak Sellarondy prowadził przez singla. Wracać nie było co, bo ja w podjazdy nie umiem i nie miałam już siły. Ze zjazdami u mnie zdecydowanie lepiej. Silnik wtedy nie działa i przynajmniej czuje rower. Darek odwrotnie – wjeżdżał pięknie, ale na zjazdach tak sobie – raz sprowadził rower, raz odważył się zjechać, spanikował i w końcu zaliczył klasyczny skok wzdłuż przez keirę. M a s a k r a !!! Usłyszałam tylko za plecami soczyste k...waaa. Odwracam się – leży. Na nim rower 30kg. Biegnę szybko – cała ręka we krwi. Oglądam – kości nie widać. Pytam – dostałeś w głowę? – Nie. A w brzuch? – tez nie. Po chwili słyszę „nic mi nie jest”. Patrzę na rower? Wygięty hak przerzutki. Wlazł między szprychy. Rozglądam się. Jesteśmy gdzieś między nigdzie, a w dooopie. Cóż było robić…naprostowaliśmy hak i zdecydujemy się jechać dalej w dół. Darek po pierwszym szoku mówi ze ręka jest sprawna, nic go nie boli, ale z zaciskaniem hamulca jest tak sobie. A pieszy jak to pieszy….zaczął się zwężać. Wreszcie zwęził się na szerokość opony i pojawiły się schody. W chooooj schodów. Najpierw w górę, potem w dół. Dobrze, że była obok łąka. Jakoś sobie poradziliśmy. Potem było już tylko gorzej. Szlak zupełnie zniknął i zaczęła się przepaść, w której ktoś na dziko wydeptał ścieżkę. Trzeba było pilnować, żeby nie skręcić kostki i żeby rower nie zjechał, trzymając za oba hamulce jednocześnie. G…to dawało. Na dodatek w poprzek leżało spore drzewo, więc trzeba było rower przenieść nad tym drzewem….Nie wiem jakim cudem tego dokonaliśmy. Dotarliśmy w końcu do regularnej, szutrowej drogi dla samochodów i już na spokojnie, wolno zjechaliśmy do asfaltu, a potem do domu. Złamanie wyszło dopiero jak wróciliśmy z urlopu, w poniedziałek. Po wykonaniu zdjęcia RTG. Darek mówi, ze zjechał po wypadku chyba tylko na adrenalinie, bo po powrocie do domu ręka mu tak spuchła ze nie mógł nią ruszać, a co dopiero hamować i sterować rowerem. No i koniec tej opowieści. Jeszcze był Aperol na skołatane nerwy pod wieczór. W zasadzie, żaden komentarz nie jest już tu potrzebny. W podsumowaniu napisze tylko, że wszystko zrobiliśmy źle. Nie zapoznaliśmy się z ani jednym filmem instruktażowym w temacie jazdy na MTB. Nie przestudiowaliśmy mapy przed wyjazdem, nie przeczytaliśmy ani jednego przewodnika. Nic. Przecież wystarczyło opłacić wyciąg na miejsce, gdzie chcieliśmy pojeździć – w obie strony. Myśleliśmy, że to bez sensu, mając rower z silnikiem jeździć gondolą. Potem okazało się, że większość tak robi. Po prostu zlekceważyliśmy przeciwnika, który nas przerósł. Jestem zła i nie rozumiem jak dorośli, myślący ludzie, którzy mają przecież jako-takie doświadczenie w temacie mogli zafundować sobie takie g...no. Postanowiłam jednak, że tego nie odpuszczę. Za rok, jeśli się uda pojedziemy tam znowu. Tym razem z szacunkiem dla sprzętu i dla tych gór. Zrobimy to drugi raz, ale mądrzej. Dziękuję za uwagę. Trzymajcie się !!1 punkt
-
Dziś rano poszedłem kupić świeże krewetki, które przygotuję na obiad dla żony. Zakup udany, jakież było moje zdziwienie, jak później Pan zaproponował, że może mi je usmażyć, wrzucić na grilla. Podziękowałem, mówiąc (pisząc na translatorze) że sam ugotuję dla żony. Wówczas zapytał czy nie chcę skorzystać z jego kuchni, oczywiście mi ją pokazując. 7:00 rano, to jednak trochę za wcześnie dla nas na obiad. Pan nie ustępował, podał kawę, do niej obowiązkowo wodę. Przedstawił ojcu i wujkowi oraz przyniósł po kieliszku rakiji. Oczywiście wszystko w gratisie (w cenie tych krewetek). Albańczycy są bardzo serdeczni i gościnni, dbają o turystów.1 punkt
-
Najważniejsza jest konstrukcja żelbetonowa, to ona ma zapobiec ,,złożeniu" się budynku podczas wstrząsów. Przy murowaniu ścianek pewnie stosują technikę z Amfiteatru w Durres, gdzie cegły są przełożone warstwami ,,mikrostruktury" z kamieni wymieszanych z zaprawą. Być może dzięki takiej technice amfiteatr oparł się licznym trzęsieniom ziemi i przetrwał. Budują sporo wysokich konstrukcji. Ciekawostka - dostałem tam o 4 rano od android alarm o zagrożeniu wstrząsem pow 5 - miejscowi na to nie reagują.1 punkt







