Piękna sprawa taki grill, na wieży, gdy dzieciaki bawią się na pobliskiej via ferracie. PS były inicjatywy oczyszczania Tatr z żelastwa. Były też spitowania Mnicha. Kustoszy dwóch. Kolejny cytat… pod linkiem…
https://wspinanie.pl/2007/08/dwie-nowe-drogi-na-polnocnej-mnicha/
I bardzo dobrze, w końcu ktoś zaczął wcielać w życie szczytne hasło góry bez barier. A skoro żadnych barier, to nie może być ich także dla zakonnic w powiewających na wietrze habitach, szykujących się do sforsowania osławionej drabinki nad Kozią Przełęczą... No i nie pomyliłem się - siostrzyczki pokonały drabinkę lekko z gracją, stylowo, z wprawą godną samego Jana Długosza albo jeszcze lepiej - krakowskich Pokutników... Na przykład człowieka z parasolem, który rączką zahaczał o klamry w pięknym, ukośnym kominku w Orlej Baszcie... Ów dżentelmen jakby wyjęty z Klubu Pickwicka... buhajem, nacierającym od strony podciętego Żydowskiego Żlebu w kierunku Zmarzłej Przełączki Wyżniej? Mowa o przerośniętym człowieku demolce... rozdającym kuskańce każdemu, kto się ośmielił spojrzeć na jego towarzyszkę w lamparckim anturażu... spalona solarycznym słońcem twarz Fatimy spod Wołomina wspaniale konstrastująca ze śniegiem zalegającym w żlebie... A w tle... grało podwójne, łańcuchowe staccato - tych w ręce i tych grubszych - na ręce...