Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2025 w Odpowiedzi
-
Mnie też ten sezon wyszedł całkiem nieźle. Mam 32 dni na śniegu: zjazdowe, biegówki i skitour. Ze zjazdowych był Ischgl i okolice (córka zachwycona, ja po raz któryś), Chopok w grudniu całkiem udany i sudeckie pagórki (piękny warun w Czarnej Górze). Kilka cudownych dni na biegówkach z żoną plus maraton po Górach Izerskich (udany indywidualny trawers z Bedrichova do Jakuszyc). Tuż po świętach odwiedziłem Chatkę Górzystów i udało się zjeść słynne placki praktycznie bez kolejki. Na początki skitour to marne ćwiczenia formy w Sudetach. Zjazdy były, ale tego śniegu było jednak mało. Najfajniejszy dzień miałem na firnach koło Szyszaka w marcu. W Tatrach tylko 2 dni, zawsze coś. Duży plus to zjechałem wymażony żleb z Hrubej Kopy. A po polskiej stronie przeszedłem się zimowym szlakiem od Pośredniego Goryczkowego do Czuby. Tam chyba wielu pieszych spadało w lawinie. Creme de la creme to skiturowa Norwegia i Ortler w Alpach. W sumie trzy przepiękne dni w Norwegii plus cztery trochę słabsze ale zawsze coś na dworze. Ortler to dwa fajne dni i niestety skrócona wycieczka. Zaliczyłem przewrotkę w mokrym śniegu i pęknięcie kości strzałkowej. Kolegom zostawiłem auto, aby realizowali plan, a sam wróciłem samolotem prosto do Wrocławia.8 punktów
-
7 punktów
-
Aktualizacja, sezon zakończony. Start w listopadzie na lodowcu Sölden a meta w maju na lodowcu Mölltaler. Był to najlepszy sezon pod względem przejechanych dni na nartach. Do listy doszły dwa ośrodki: 2x Szpindlerowy Młyn 3x Mölltaler7 punktów
-
Majówka na lodowcu 1-3.05 podsumowanie. Sezon kończyliśmy z żoną na początku kwietnia w Szpindlu. Korzystając z karnetu sezonowego udało mi się namówić żonę na majówkę na lodowcu. Pierwszy raz tu przyjechaliśmy. Na dzień dobry niemiła niespodzianka - nasze karnety nie chcą działać na bramce do gondoli. Pan z obsługi gondoli rozwiązał sprawę w ok 40 min. - dostaliśmy nowe karty. Trasy na lodowcu bardzo nam się spodobały do tego piękna pogoda też zrobiła swoje. Jazda po twardych trasach tylko z samego rana, dalej miękko wszędzie. Noclegi wybraliśmy w pensjonacie pod lodowcem z widokiem na malowniczy wodospad.5 punktów
-
Wczoraj powrotny wyjazd o 10. Tankowanie przed wyjazdem na stacji Huber w Zell am ZIller (najtańsza w okolicy, benzyna 1,54e). Trasa na Kufstein i przez Bawarię, tam nawigacja pokazywała wielki korek na ponad godzinę od Rosenheim w kierunku Salzburga, zjechałem na boczne dróżki przez wioski i lasy, dobiłem na autostrade w okolicach Chiemsee, dalej szło już ok, mała przerwa nad Mondsee, później przerwa koło Wiednia żeby coś zjeść, następnie tankowanie koło lotniska we Wiedniu na ulubionej stacji Avanti (benzyna 1,44e). Koło Wiednia burze i lanie, wiec widoczność gorsza na autostradzie, było tak aż do Nitry na Słowacji, tam kolejna mała przerwa. Później już droga w ciemności, uważna jazda przez dzikie tereny na Donovaly (w zeszłym roku spotkałem tam niedźwiedzia), teraz były sarny, jeleń i duży królik. Zjazd do Ruzomberoka również czujny, tam godzina spania w aucie i już za jednym zamachem do Nowego Sącza. Na miejscu byłem o 2 w nocy. Tankowanie w Zell am Ziller Mondsee Nitra4 punkty
-
4 punkty
-
W okolicach Wiednia zawsze tankuje na którejś z tych stacji w drodze do i z Alp. Avanti w Fischamend https://maps.app.goo.gl/yMxQWW28J65suFfy8 Avanti w Alland https://maps.app.goo.gl/vX5gihDxjwcKc6Yw6 Natomiast w okolicach Salzburga mogę polecić stację Jet w Thalgau https://maps.app.goo.gl/zWxWjcf8tQEXrLF47 Zawsze na nich dobre ceny w porównaniu do innych stacji w okolicy.3 punkty
-
3 punkty
-
Dobrej majówki dla wszystkich W końcu udalo się zrealizować pomysł objazdówki w Toskanii. Lot do Boloni , wypożyczalnia i dalej według planu Mieszkamy nad samym morzem w Marina di Bibina i tu startujemy w różne części tego malowniczego zakątka Włoch. Wczoraj i dziś odpoczynek plażowy Od jutra zwiedzanie2 punkty
-
Polecam samoobsługowe Jet-ki albo najlepiej patrzeć na apce Fuel Flash co jest najtańsze w okolicy gdzie potrzebujemy zatankować.2 punkty
-
2 punkty
-
Dwójka już w zasadzie się kończy, narciarzy bardzo mało na niej... Do 12.15 było pochmurno, zjechałem wymienić gogle na jaśniejsze chyba niekoniecznie dobry pomysł. Jak wróciłem na górę było już pogodowo inaczej... Z trójki zjechałem między gondole bo to jedyne obecnie sensowne miejsce by coś zjechać pozotrasowo. Było już jednak bardzo miękko, ze 2 godziny wcześniej mogło być prawie idealnie. Ale i tak warto było... Tym razem studnie omijałem z daleka No i jakieś całkiem sensowne linie udało się zjechać... Jak nic nie dopada konkretnego to bez zciągania nart nie da się już pojeździć freeride... Pozdrawiam. PS @pawelb91 mam nadzieję, że spokojnie i bez przygód zbliżasz się do domu. Serdeczne dzięki za wspólnie spędzony czas na jeździe i pogaduchach.2 punkty
-
Genialne zakończenie wyjazdu jak i sezonu. Majówka narciarska w najlepszym wydaniu. Kolejną majówkę za rok też chciałbym spędzić na jakimś lodowcu Tyrolskim, kapitalna sprawa i ukoronowanie sezonu. Polecam!!! Dzisiaj świetna wspólna jazda z Marionen @marionen dzięki! Do kolejnego spotkania na nartach! Kaiserschmarenn dzisiaj na przerwie Ostatni Tyrolski wieczorny chill2 punkty
-
970 km ale nie spieszyło mi się, Słowacja od Banskiej Bystrzycy do granicy z Polską wolna jazda bo normlana droga i przez góry, tylko odcinek autostrady mniej więcej od Liptowskiego Mikulasza do Popradu.1 punkt
-
Jaka odległość? Ja wczoraj też wracałem i jakoś sprawnie poszło. 1200 km w 13h, w sumie z 1h przerwą na obiad. Stałem trochę w korku w Wiedniu i w Mikulovie. Reszta petarda trasa. Lało po drodze to fakt. Zaoszczędziłem na myjce😉. Wyjechałem o 9.00 a dotarłem do domu o 22.00. A co najciekawsze, nie przekraczałem 120km/h ponieważ któreś z kół przednich miałem źle wyważone i biło powyżej tej prędkości. Do piątku samochód był w serwisie i nie miałem czasu tego sprawdzić, bo odebrałem go przed 19.00, a w sobotę wyjeżdżałem o 5-tej rano. Natomiast po wymianie hamulców - wszystko włącznie z zaciskami wącha tylko paliwo. Poniżej 7-miu litrów przy pełnym samochodzie i 3 rowerach na haku to wynik niesamowity. Wszystko prawie 3 tony - bo pozbieraliśmy rzeczy znajomych, bo miejsca miałem pół busa. Tylko 1 tankowanie połączone z obiadem. Pozdro1 punkt
-
a parę lat temu to bilet wstępu na 1 dzień do Tatrzańskiego Parku Narodowego kosztował 4 000 złotych1 punkt
-
80 zł za jeden przejazd busem? Chyba mocno przesadzili z tą ceną. Nie jeżdżę busami, ale parę lat temu za przejazd z Krakowa do Katowic (jakieś 80 km) płaciłem 13 zł.1 punkt
-
1 punkt
-
Po całodziennym nartowaniu to mało brakło aby pies i świstaki trafiły również na grilla 🤣1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Równo 6 lat temu byłem ostatnio na Kasprowym, 18-19 kwietnia 2019 przed samymi świętami. Śniegu było sporo i były bardzo dobre warunki. Na koniec możliwy był zjazd nartostradą do Kuźnic, jakieś ostatnie 600m było z buta bo śnieg się kończył na którymś z mostków. Teraz pokrywa śnieżna w kotłach wygląda jak w połowie maja... słabiuteńki sezon w Tatrach. Aktualnie:1 punkt
-
Śniegu nie ma wystarczająco, na kamerce nawet gąsienicowa słabo już wyglądała.1 punkt
-
Kasprowy Wierch 13.04 Tym razem wybierając się na jednodniowe narty wybrałem opcję mniej budżetową, ale za to pozwalającą się na wyspanie się. Po sobocie wiosennej (sadzenie drzewa, sianie warzyw i inne prace ogródkowe) wsiadłem w pociągi i autobus by o 22:40 dojechać do Zakopanego. Nocleg w Kolejarzu mieszczącym się przy dworcu kosztował mnie trochę ponad 170 zł. W cenie dorzucili świetne śniadanie. Niestety zaczyna się ono o 8:00 więc pierwsze odbicie w Kuźnicach miałem dopiero 9:45. A w zasadzie mieliśmy, bo jeździłem dziś z bratem, który zakotwiczył się w Zakopanem na weekend. Karnet 4h dość drogi, opłaca się kupić przez Internet, jednak obawa o to czy się zdąży na konkretną godzinę zwyciężyła. Zaczęliśmy jazdę o 10, więc na górze pojawiły się już spore muldy. Cały czas mokry śnieg dość utrudniał przyjemną jazdę. Ale cóż poradzić. Mamy przecież wiosnę. Do 11-12 kręciło się też całkiem sporo osób. Rok temu byłem tu również w Niedzielę Palmową i chętnych do jazdy było znacznie mniej. Dojazd do krzesła dość trudny - wystające korzenie z ziemią, rynna, mokry śnieg i czasem sporo osób. Aby urozmaicić jazdę wyskoczyliśmy dwa razy na freeride nieco dalej od trasy. Śnieg niestety mocno hamował a jego niewielkie ilości zniechęcały do jazdy w dalsze miejsca. Od początku dnia mocno wiało, jednak zdawało się nam, że wiatr zaczął słabnąć. Skoczyliśmy więc na herbatę i gdy z niej wracaliśmy usłyszeliśmy komunikat o zamknięciu krzesła z powodu wiatru. Skrócili nam tym samym jazdę o godzinę. Cudem usłyszeliśmy jednak, że dojazd do Kuźnic jako tako się trzyma, więc ruszyliśmy na Goryczkową. Warunki jak zwykle na niej - cudowne. Za kotłem już niestety mało śniegu, trzeba było kombinować z jazdą po trawie. Cały czas przychodzi mi tu na myśli zdarzenie sprzed 3 lat, kiedy straciłem tu więzadła. Całe szczęście tym razem zjechałem o własnych siłach. Ostatnie 600-700m trzeba było przejść, ale i tak było super A na koniec wiosenny spacer na Kalatówki, gdzie oprócz widoków na piękne góry są również krokusy. Zeby je zibaczyc nie trzeba jednak stać 2h w kolejce jak w Dolinie Chochołowskiej. Tym samym prawdopodobnie zakończyłem sezon na śniegu (może jeszcze jakaś Górka Szczęśliwicka się trafi?). 27 dni na stoku to dla mnie ogromny sukces, patrząc szczególnie na to, że na początku listopada chodziłem o kulach. Byłem wtedy niemal przekonany, że z nart nic już nie będzie w tym sezonie. A okazało się, że regularna jazda na nartach pozwoliła poprawić stan kolana 😊1 punkt







