Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.09.2025 w Odpowiedzi
-
Bardzo ciekawa mapka. W Islandii nie byłam, ale co do Słowenii to się całkowicie zgadzam - dobitnie przekonałam się o jej górzystości tego lata, robiąc pętlę po tym kraju rowerach. W każdym innym kraju jadąc wzdłuż rzeki zwykle na początku są góry, a potem się wypłaszcza, ale nie w Słowenii. Zjechałam spory kawałek tego pięknego kraiku, a jedyny płaski kawałek znalazłam między Ptujem, a Mariborem. A tak to - Panie - góry i góry, we wszystkich odsłonach i po kokardę. na3 punkty
-
Pora wrócić do relacji z Norwegii i skompensować nieco to kończące się lato. Chciałbym Wam opisać drugi bardzo dobry dzień, który tym razem przeżyłem w duecie z kolegą Rafałem. Wybraliśmy za cel górę, która znajdowała się po drugiej stornie półwyspu Lyngen, po jego wschodniej stronie. Wybraliśmy się tam tylko we dwójkę jednym autem. Reszta grupy wybrała inny cel, bliżej kwatery. Góra to Langdalstindane 1580m. Licząc podejście z parkingu to vertical wyniósł 1540m. Numer 6.28 na mapie, którą wcześniej wrzucałem. We wschodniej części Lyngen nigdy wcześniej nie byliśmy. Nie wiedzieliśmy do końca co nas tam czeka. Wybraliśmy cel na podstawie przewodnika. Linia pięknie prezentuje się na zdjęciu, które zamieszczam na końcu. Trasa idzie w kotle ograniczonym potężnymi żebrami i skałami. Urok linii nas przekonał, a trudność i niebezpieczeństwa były na rozsądnym poziomie. Droga autem była dość długa, godzina jazdy dookoła półwyspu od jego południowej strony. Już w trakcie jazdy autem okazało się, że po wschodniej stronie jest więcej śniegu. Po zachodniej stronie drogi na poziomie morza były bez śniegu, po wschodniej stronie odwrotnie, teren był pokryty wyraźnie śniegiem. Dominowała też tam bardziej dzikość. Były zabudowania, ale były to pojedyncze domostwa, a nie całe wioski. Na parkingu, zamiast 20 aut, było jedno Subaru na szwedzkich tablicach. Z parkingu bez problemu ruszyliśmy na fokach. Z jednej strony byłem podekscytowany wprawą w nieznane, z drugiej strony góry były dość przerażająco puste, ogromne i nieco zachmurzone. Na początku nawigacja była prosta, szliśmy drogą poprowadzoną w rzadkim lesie. Spod świeżego śniegu można było czasami rozpoznać stary ślad narciarski jako niewielkie wklęśnięcia. Wrażenia był jednak takie, jakby tutaj nikogo nie było tej zimy. Po przejściu około 6 km w partii lasu, pojawiło się "nasze" zbocze, w które mieliśmy zamiar wejść. Musieliśmy całkowicie uwierzyć przewodnikowi, że rzeczywiście warto się tam pchać, bo morale trochę siadły przez trudności pogodowo-śnieżne. Najpierw powinniśmy przekroczyć jar ze stromą ścianą. Dało się ten jar trochę obejść, ale na początku musieliśmy przejść kawałek stromej ściany. Tam dominował zalodzony śnieg, założyliśmy harszle. I na tym trawersie w harszlu coś mi się poluzowalo. Trzeba było to obejrzeć, okazało się że harszel mi pękł. Konsternacja, w zasadzie jeszcze nie weszliśmy w poważną drogę pod górę i problem z harszlami. Przyszły konkretne myśli o wycofaniu. Tutaj muszę się trochę cofnąć pogodowo. Dwa dni wcześniej padał deszcz w naszym rejonie. Padało tak poważnie, że wiele osób z ekipy zrezygnowało z nart w tamtym dniu. Kolejnego dnia zrobiła się z tego lodowo-szreniowa warstwa, po której właśnie szliśmy. A do tego widoczność była ograniczona i trochę wiało. Nieciekawa atmosfera. I tutaj wleciało wsparcia partnera, który wymyślił naprawę z użyciem trytytki. Skleiliśmy urządzenie i dało się dalej na tym iść. Spodziewaliśmy że będziemy wchodzić po szreni. Natomiast mieliśmy nadzieję że wyżej w pewnym momencie „wejdzie” świeży śnieg, bo wg naszych obserwacji pogodowych powinien on być w wyższych partiach po opadzie z poprzedniego dnia. Fotka zrobiona w domu po zdjęciu trytytki: Przeszliśmy ten jar i weszliśmy już w konkretne zbocze do góry. Tam była nadal szreń, ale po krótkim czasie udało się z lewej strony znaleźć niewielkie zagłębienie, coś w kształcie rynny, gdzie płatami leżał miękki śnieg (nawiany). Po tym już się szło całkiem fajnie. Nachylenie było w granicach 30st. Szliśmy tak widząc przed sobą zbocze na odległość powiedzmy pół godziny podejścia. Wyznaczaliśmy sobie cel, na którym mieliśmy podejmować decyzję co dalej. No i cóż, okazywało się że im wyżej, tym góra była fajniejsza a szreń ustępowała na rzecz zupełnie świeżego miękkiego śniegu. Takiego czegoś nie mogliśmy odpuścić. Po każdym postoju zmienialiśmy się na prowadzeniu, ten z tyłu odpoczywał psychicznie i fizycznie. W pewnym momencie doszliśmy do typowego kotła polodowcowego, na dnie którego było małe jeziorko. Było ono zamarznięte i ośnieżone. Przed nami pojawiła się nieco mocniejsza ściana. To był ostatni etap podejścia. Przypominało mi to trochę Kocioł Małego Stawu, tylko nieco większy. Widoczność zaczęła sie poprawiać i widzieiiśmy całą ścianę kotła. Było to naprawdę piękne. Na tym postoju przedyskutowaliśmy bardzo uważnie plan końcowego działania. Śnieg był już zupełnie puszysty i nieprzewiany. Jeśli nie będzie nawianych poduszek, świeża pokrywa nie przekroczy 30cm, to nie zawracamy. W kotle spodziewaliśmy się nachylenia do 40st wg danych przewodnika. Na podstawie oglądu na żywo nie wyglądało to tak bardzo stromo. Natomiast nie wiedzieliśmy za bardzo co będzie po przełamaniu ściany kotła. Wg mapy wyglądało że teren staje się łagodny. Ustaliliśmy że podchodzimy i obserwujemy uważnie pokrywę. Ruszamy, przeszliśmy dno kotła i wchodzimy w ścianę. Nie jest stromo, najpierw 30 st, później może do około 35-37 st. Idzie się super, grubość świeżego cały czas systematycznie rośnie. Już się cieszymy na zjazd, oby tylko nam pogoda jakoś strasznie nie siadła. Do zjazdu z fanem bardzo potrzebna jest nam widoczność. Droga się dłuży, ściana wydawała się krótka (tak jak u nas w Karkonoszach), ale ona jest potężnie wysoka. Dla nas to w sumie dobrze, dłuższa ściana - dłuższy zjazd. Przypominam, jesteśmy sami, torujemy ślad, Szwedów nie widać za nami. W końcu wydaje nam się że jeszcze trzy zakosy i przełamanie. A tutaj ściana się spiętrzyła i ostatnie zakręty wchodzą na nastromieniu 40st. Udaje się wejść na nartach, ściana jest szeroka, zawrotki są trudne ale wychodzą. Wychodzimy z kotła, ale droga nadal przed nami, teren jest konkretny. Po wyjściu z kotł zbocze jednak znacząco łagodnieje. W zasadzie wg nawigacji idziemy po kopule na niezbyt wyrazisty szczyt. Patrząc na mapę widzimy że z drugiej strony góry jest potężna pionowa ściana skalna, na którą trzeba uważać. Mamy to, mamy szczyt wg mapy. Odpoczywamy i patrzymy z radością na nieskażony puch. Aha, zepsuliśmy go trochę naszym jednym śladem podejściowym. No i cóż. Jazda w dół. Na najbardziej stromym fragmencie troszkę się sypał śnieg, ale nie była to lawina. W dolnych częściach, gdzie była szreń, to wszystko puściło od słońca i jazda była cały czas po miękkim. No wielki fart na warunki. Po drodze mineliśmy tych dwóch Szwedów, wchodzili po naszym śladzie na tę samą górę. Wspaniała jazdy w niesamowitych okolicznościach. Pierwsi weszli, pierwsi zjechali. Jeden z moich najwspanialszych dni na skiturach. I dolna część zjazdu. I widok na okoliczności z płaskiej końcówki: Schemat trasy (ta z lewej):3 punkty
-
2 punkty
-
1 punkt
-
Bez zmian, mrozik nie odpuszcza -4 muzyka gra z głośnika, widoki te same -alpejski swiss a szarlotka smakuje tak samo 😅 ścieżka 2 aktywna aczkolwiek dzieciaki wróciły do szkoły więc można się nadziać na grupy szkolne ale ogólnie już się zrobiło luźniej z rana . Jedynka do końca września w rezerwacji . Na YT masz podgląd dwóch tras więc śmiało zerknij co się dzieje.1 punkt
-
1 punkt
-
Właśnie ruszyła przedsprzedaż Wprawdzie zastanawiałem się nad zmianą na SuperSkiCard ale niestety tu wychodzi zdecydowanie drożejesz rodzinna sezonówka. Tak więc powtórka z rozrywki i jeszcze w tym sezonie będziemy tłuc Karyntię i Tyrol Wschodni. Chyba lepsze to niż Polska sezonówka 😀, choć bardzo lubię nasze lokalne stoki1 punkt
-
W zeszłym roku była też promocja jakiś czas przed BF... ceny były nieco lepsze niż w BF.1 punkt
-
1 punkt
-
Czarna Góra cennik w przedsprzedaży też praktycznie w cenach z zeszłego sezonu, dodatkowo pierwszy raz wprowadzili karnet na cały sezon (1600zł). https://sklep.czarnagora.pl/1 punkt
-
Brzmi jak żart, ale to na serio, naprawdę ślady tego rysia znaleziono (odciski łap) na parkingu na betonie: Wrze w Muszynie: będą protesty i interwencja w ministerstwie klimatu Muszyna. Nie ma zgody na stację narciarską. Ważniejsze rysie i wilki - TVN241 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







