Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.09.2025 w Odpowiedzi
-
Do pewnego momentu robi to kombinacja rodzice, gmina (bo najczęściej ona jest właścicielem wyciągu), sponsorzy. Ale w pewnym momencie są tam różnego rodzaju reprezentacje na poziomie kantonów/landów lokalnych związków narciarskich (np. jakaś kadra dolnej Austrii lub tego typu), są też szkoły sportowe typu słynna szkoła sportowa w Staams. Więc wtedy wchodzi to na budżety samorządów bardziej ewentualnie związków sportowych, które z kolei mają zapewne dotacje z budżetu centralnego. My też mamy SMSy - Szkoły Mistrzostwa Sportowego, tylko jak jeszcze parę lat temu rozmawiałem z uczniem SMS Szczyrk to wyłaniał się tam smutny obraz szkoły, która nawet ma kłopot z liczbą tyczek dla swoich uczniów. Z tego co mi mówił znajomy, który ma tam teraz syna, to zmieniło się na plus. W nartach pojawiła się kadra Małopolski, gdzie ta notująca lepsze wyniki młodzież, która na codzień trenuje w klubach komercyjnych, może skorzystać z jakiś dotowanych wyjazdów i treningów. Są zatem jakieś jaskółki. Co sprowadza nas do motywu przewodniego tego tematu. Na nic te zmiany na plus, jeżeli nie będzie inwestycji w infrastrukturę, bo tak i tak jest bidna w Polsce; zwłaszcza w zakresie stoków, które będą służyły do treningów. Nie upieram się, że ma to być koniecznie Nosal. Z drugiej strony ten stok jest prawie w mieście; trasa tam już i tak jakaś jest. Więc może lepiej tam niż rąbać hektary lasu gdzie indziej. Oczywiście rozumiem, że tutaj też trzeba trochę porąbać żeby móc zrealizować plany, które niedawno kreślono. Nie wiem, nie znam się na kwestiach przyrodniczych na tyle, żeby się wypowiadać z całą pewnością. Na pewno stok jest fajny do trenowania z uwagi na jego parametry. I to nie jest tak, że uważam że argumenty ekologów nie powinny wziąć góry - bo może powinny. Mój problem z argumentami ekologów są takie, że często nie ma tutaj jakiś wariantów pośrednich i otwarcia się na dyskusję, tylko jest zero jedynkowo, a w zasadzie zerowo. Nie bo nie, bo ryś, bo kaczka, bo dzik, bo jastrząb; a może da się to zrobić tak, żeby coś jednak zrobić przy możliwie małej ingerencji w przyrodę... bo to że budowa stoku narciarskiego to mega ingerencja w przyrodę, to jest dla wszystkich chyba jasne. Na tej zasadzie to można nic nie robić. P.S. Nie wiem i zapewne Ty także tego nie wiesz, czy 10letnia, czy 12letnia Lindsey Vonn nie jęczała. Może ryczała i jęczała, a może nie. Co to w zasadzie zmienia w dyskusji, którą tu prowadzimy. Ta Lindsey miała ojca, który sam był narciarzem z sukcesami, trenowała od małego pod okiem uznanych trenerów. Podstaw miała się zatem od kogo uczyć. Faktem natomiast jest, że rodzina, gdy ona miała 12 lat, wyniosła się z tej Minnesoty, po to aby ona mogła trenować, więc raczej przeczy to teorii, że można bez możliwości trenowania na wysokim poziomie (czytaj odpowiednich stoków) odnieść sukces w tej dyscyplinie.6 punktów
-
Nie chce rozdmuchiwać wątku, który ma być o polskich inwestycjach, bo schodzimy na temat rzeka ALE - z jakiej kieszeni? Mój przyjaciel miał dzieciaki (miały wtedy pewnie 10-11 lat) w tym samym klubie w Polsce co moja córka. Za wszystko płaciliśmy ciężką kasę - narty (choć mieliśmy układ z jedną z firm, że były i są fajne rabaty), karnety (z rzadka były jakieś zniżki, ale umówmy się - symboliczne), kaźdy wyjazd, trenerów, zakwaterowanie - płaciliśmy. Potem znajomy - tak mu się w życiu złożyło - przeprowadził się do Szwajcarii. Jego syn był w lokalnym klubie i dostał się ostatecznie do kadry kantonu U12 czy jakoś tak - trener był społecznie (nie płacili), za karnet nie płacili; sprzęt dawał na zasadzie wypożyczenia jakiś lokalny Ochsner Sport, czy InterSport, czy co oni tam mieli - dzieciaki na tym jeździły - oni za to nie płacili - po sezonie zwracali. Jego syn nie był tak jakimś objawieniem - był niezły, choć w swoim roczniku, choć w Polsce nie wygrywał wtedy w tych wszystkich ligach i co tam jest na poziomie bajtla. Ale i tak "biedni" Szwajcarzy, jemu spoza ich kraju, dali lepsze warunki rozwoju i szansę, niż miał tu na miejscu w Polsce. Nie mówiąc o tym, że klubowy stok miał 30-40 minut od domu. W Austrii w Filzmoos jak pytałem jak mają zorganizowany klub lokalny podobnie - dzieci po szkole idą na stok; karnety mają za free; trenerów (także takich z przeszłością w PŚ) mają za free - pracują społecznie; narty mieli z Altenmarku od Atomica. Oni mają góry i przystępne możliwości rozwoju. My mamy drogo i po górę... A co do olimpiady - nawet chyba nie wiesz, jaki poziom trzeba osiągnąć, żeby godnie rywalizować na takich zawodach. Nasze nastolatki w zawodach FIS (nie mówię o Pucharze Europy, czy PŚ) najczęściej są brutalnie weryfikowani przez rówieśników z krajów tzw. alpejskich, lub nawet ze Słowacji, czy W. Brytanii (są tacy, co siedzą cały czas w Austrii i trenują), choć naprawdę ciężko trenują i jakbyś ich zobaczył na treningu, to byś był przekonany, że to jedzie przysły alberto tomba albo lindsey vonn. @WojtekM - Mówisz o tym, że Vonn wychowała się w Minnesocie i tam nauczyła się jeździć. Jasne. Wiesz ile lat miała Vonn jak się przeprowadziła do Colorado? Powiem Ci - 12 lat. Właśnie dlatego, że nie dało się w tej Minnesocie poważżnie trenować. Ja wierzę w to, że na poziomie 10-12 latka wystarczy lepsza ośla łączka i wyrwirączka. Byle jeżdzić; regularnie; może nawet lepiej jak będzie to zabawa niż jakaś rywalizacja wielka. 10-12 latkowie z Polski w zawodach typu Kids Trophy w Zauchensee zgarniają czołowe lokaty. I gdyby PŚ alpejski lub olimpiada była rozgrywana w kategoriach wiekowych typu 10-12 lat, to bylibyśmy być może hegemonami. Problem polega na tym, że kiedy tam zaczyna się prawdziwe jeżdżenie w Alpach, w USA, to u nas już mało kto jest w stanie cokolwiek nawiązać i pokazać. W krajach typu Francja, Włochy, Austria mistrzowie nart pochodzą z wiosek, z gór; polscy najlepsi narciarze w większości pochodzą z miejscy typu Kraków lub Warszawa... to daje do myślenia, a z drugiej strony jak ma być inaczej, przy tych realiach jakie mamy. Vide moja wcześniejsza wypowiedź o klubach komercyjnych i kliento-zawodnikach. Ale żeby nie było tak całkiem gorzko - ktoś wspominał Blautha i zmiany na lepsze; zgadza się - PKL się trochę stara pomóc - trasy, zniżki na karnety; zawody młodzieżowego Pucharu Polski mają godną oprawę; piękna ceremonia na koniec sezonu; Małysz rozdaje dypomy; to jakoś tam trochę buduje. Nadal jednak bez grubego portfela, który może jakimś cudem akurat połączy się z talentem jakiegoś młodzieńca lub młodziczki, to się mistrzów w tym sporcie niedoczekamy; choć mam nadal nadzieję, że przynajmniej dwóch byłych zawodników, jakoś tam próbuje ze swomi dziećmi dociągnąć gdzieś do poważnych zawodów - zobaczymy; nie zapeszam; trzeba dać temu jeszcze parę lat. Furę szczęścia i kasy.4 punkty
-
2 punkty
-
Czyli nie państwo, tylko społecznicy i prywatni sponsorzy. Tak powinno być, normalne. Często dochodzą rodzice. Wiem, przecież taki był sens mojej wypowiedzi. U nas chcą coś rąbać na Nosalu, że niby zawodnicy czy coś. Litości. Vonn nie jęczała.2 punkty
-
To trudny temat. Mamy przede wszystkim komercyjne kluby, które funkcjonują w większości w dużych polskich miastach, które nazywają swoich klientów zawodnikami. One właśnie, za ciężką kasę płaconą przez rodziców, których musi na to stać, pojawiają się w miejscach typu Saas Fee, Stelvio lub inny Tux. Nie chce się rozpisywać, jak to trenowanie wygląda, bo nie oto tu chodzi. Jest rzeczywiście pewna, choć niestety nie olbrzymia, nadzieja, że kogoś tam z tego narybku zobaczymy na jakiś poważniejszych zawodach w przyszłości. Wszyscy czekamy na Igę za parę lat, ale ona akurat wymyka się z wzorca opisanego powyżej. Warunków do trenowania w Polsce prawie nie ma - na co z jednej strony wpływ ma fakt, że góry u nas to 5% pow. kraju; klimat się zmienia i sezony są coraz trudniejsze na tych wysokościach i szerokościach geograficznych, gdzie my te góry w ogóle mamy; ALE także dlatego, że w ogóle te ON, które u nas w Polsce funkcjonują - są nastawione - co całkowicie zrozumiałe - na klienta komercyjnego, a nie na kluby; czasem zdarza się jakiś zapaleniec lub życzliwy właściciel stacji, który na jakiś tam zasadach umożliwia klubom wejście na stok - czasem się to odbywa w jakiś absolutnie dziwnych porach; często na trasach, które do trenowania i tak się średnio nadają; i w tym sensie pomysł stworzenia kilku miejsc w Polsce, które byłyby przede wszystkim dla trenujących klubów - czytaj wyciągamy spod komercyjnego użytku (ten stałby się wyjątkiem od zasady, że to są trasy treningowe) - które miałyby bardziej ambitne stoki; dobrze pod to trenowanie przygotowane, wydawał się niezły. Takim stokiem w zasadzie stała się czarna trasa na Palenicy; miała do tego dojść 5-tka w Krynicy (słyszałem, że w ogóle miała być oddana do gestii PZNu), Szczyrk (tutaj jest Szkoła Mistrzostwa Sportowego i COS) i własnie Nosal (tu też jest SMS i COS). Jasne można liczyć na to, że nasi nastoletni zawodniko-klienci wożeni, po stokach Tuxu, Saas Fee i innych Pitztalach "odpalą", ale zimą, gdy mają zawody w Polsce i to coraz węższe okienku, gdy jest tu śnieg, to powinni jeździć tutaj, a nie gdzieś setki kilometrów od domu, bo wtedy jednak zwięszkają nadzieję i szansę (małą, bo małą, ale możemy jej trochę pomóc), że jednak w jakiś zawodach Pucharu Europy, a może Pucharu Świata (marzenie) ktoś z nich kiedyś się pokaże. Dlatego takie trasy, jak Nosal, które nadawałyby się na trenowanie w sezonie w Polsce są na wagę złota.2 punkty
-
Wiesz jak taka hala wpłynie na środowisko? Ile to wody do naśnieżania, ile śladu węglowego... Coś Ty tak nie można. Przynajmniej w PL.1 punkt
-
1 punkt
-
w punkt. znajomy ma dzieci w klubie sportowym, mają regularne zgrupowania w Alpach, do tego jazdy w PL. nie są to tanie zabawy, bo wszystko idzie z kieszeni rodziców. dodatkowo, w PL brakuje stromych stoków gdzie narybek może trenować. patrząc na dolnośląskie: - FIS Ski Arena Szrenica otwarta ostatnio w 02.2019 - czarna trasa "Z Kopy" w Karpaczu ostatnio otwarta dwa sezony temu, a jeszcze wcześniej w 02.2019r o ile mnie pamięć nie myli - Rymarz: tu nie chcę strzelać, ale otworzyli się w całości z 2-3 sezony temu - Dzikowiec na pełnej długości: otwarty też parę lat wstecz Plusem jest Czarna Góra, która regularnie udostępnia swoje trasy, ostatnio miałem okazję jeżdzić tam ze szkółką w 03.2025, wyciąg kręcił od 7.00 rano.1 punkt
-
Pewien postęp organizacyjny dokonał się za panowania Marcina Blautha w PZN alpejskim.Stacje PKLu wprowadziły możliwość internetowej rezerwacji tras treningowych w Krynicy,Szczawnicy i Zawoji dla dowolnych grup zorganizowanych,warunkiem niby było 8 osób ale przestrzegano tego bardzo luźno,stawka karnetu niższa niż komercyjna..Tak że nawet forumowicze,gdyby się zebrali,i mieli tyczki,mogliby potrenować...1 punkt
-
To nie Chorwacja wychowała mistrzów narciarstwa alpejskiego. To kilku chorwackich rodziców, którzy ze swoimi pociechami koczowali pod austryjackimi lodowcami, często za własne pieniądze. Taka była historia kariery rodzeństwa Kostelic. Tacy zapaleńcy u nas też są, tylko nie wyszło im z utalentowanymi dziećmi jeszcze.1 punkt
-
jak to w Polsce nie ma zawodników ? ostatnio nawet spotkałem na lodowcu w Saas Fee całą grupę trenującą na tyczkach W Chorwacji jest 11 ośrodków narciarskich i mają 1 czarną trasę w całym kraju a potrafili wychować sporo zawodniczek i zawodników na wysokim poziomie. Nosal to pomysł kilku zakopiańskich biznesmenów i dziwię się że dyrekcja TPN zaczęła w tym mieszać zamiast bezwzględnie pilnować swoich statutowych obowiązków.1 punkt
-
To o czym piszesz dzieje się w całej Polsce... Jednak ochrona Rysia, którego odbicie łapy znaleziono na parkingu to czysty debilizm. Rys nie jest glupi i mimo tej inwestycji znajdzie sobie miejsce bytowe. Niestety, niektórzy ludzie są głupi i na siłę szukają czegoś aby się doje..ć. Jeden debil może zablokować mowę możliwości do życia, dla ludzi którzy żyją tam od lat i nie chcą opuszczać tego terenu. Tu ewidentnie ktoś chce powąchać kasy aby zmienić decyzje bo logiki i faktycznej ochrony to tu nie ma....1 punkt
-
1 punkt
-
To się nie spotykamy w Szczyrku na Sylwestra 😔. Co prawda nie jest to najlepszy okres na jazdę, bo tłoczno, ale jak ktoś lubi wcześnie wstawać, to się wyjeździ.1 punkt
-
1 punkt
-
Ale Wy jesteście ograniczenia umysłowo... Mówię o tobie i koledze @Jeeb . Gdyby myśleć tak debilnie jak Wy, to w Polsce by wogole nie istniała zimowa turystyka narciarka. Ludzi, których nie stać na wyjazd w Alpy nawet by nie pomyśleli o nartach. Jest to niezwykle głupie myślenie. W Polsce też można pojeździć ale należy zainwestować w skuteczne naśnieżanie. Skoro sa osoby ktore chca w to inwestowac to zbaczy, ze nadal to sie oplaca... Rys na wybrukowanym parkingu to brak slow... Pewnie przez ten parking jeszcze przeszly dziesiatki gatunkow zwierzat i co z tego ?? Skrajnosc i debilizm eko sięga w naszym kraju już totalnych granic....1 punkt
-
oczywiście, wielkie miasta i tak już są zdewastowane ekologicznie więc kilkadziesiąt dodatkowych wieżowców nie robi różnicy. W Alpach wiele wiosek, zwłaszcza tych niżej położonych, rezygnuje z infrastruktury narciarskiej i całkiem dobrze żyje z turystyki ekologicznej.1 punkt
-
1 punkt
-
Nie bzdety, tylko ocena. Panowie uważają, że Wasz punkt widzenia jest ważniejszy niż życie i praca ludzi. Ja się z tym nie zgadzam. Narty skuturowe sam lubię, ale to rzadkość i mało kto na tym zarabia. Miejscowości i firmy żyją z narciarstwa powszechnego, zjazdowego, a te wiąże się z infrastrukturą: wyciągi, trasy, knajpy, wypożyczalnie, szkółki, noclegi, baseny.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Micha mi się ucieszyła jak zobaczyłem grafikę @JC na Instagramie reklamującą nowy kierunek Itaki na Snow Expo 2024 - mianowicie „oldschoolowy” ośrodek narciarski położony „na końcu znanego nam świata i cywilizacji narciarskiej”. A jest nim Limone Piemonte. Poniższa grafika: Limone Piemonte to malowniczy, nie mały, ale już dosyć przestarzały ośrodek narciarski. Ja jednak mam do niego sentyment. Ostatni raz jeździłem w nim 4.01.2020 r. Czyli ostatnie tygodnie przed pandemią, a także w momencie kiedy dało się dojechać najszybszą i najkrótszą drogą z Lazurowego Wybrzeża/Liguryjskiego Wybrzeża. Trasa z wybrzeża włoskiego lub francuskiego trwała ok. 2 h, czasowo jak dojazd z Krakowa na Podhale, więc stosunkowo blisko i dało się pojechać na narty na jeden dzień. Jedynym minusem był stary tunel przed samym Limone Piemonte, który był jednokierunkowy i prowadzony w nim ruch był wahadłowy. Trzeba było trochę odstać, raz krócej, a raz dłużej. Z tego co pamiętam sloty czasowe na ruch jednokierunkowy były dosyć długie, a nie jak u nas zmiana kierunku jazdy co kilka minut. Jednak wtedy trwały prace budowlane przy budowie drugiego tunelu/poszerzeniu tego, by ruch mógł odbywać się w obie strony jednocześnie. Jednak dało się w miarę szybko dojechać i wyskoczyć z wybrzeża na jeden dzień na narty alpejskie w pełnym tego słowa znaczeniu. Słowo DAŁO jest kluczem, ponieważ w 2020 r., oprócz pandemii nawiedziła region jeszcze jedna katastrofa, a mianowicie ulewne deszcze skutkujące katastrofalnymi osuwiskami niszczącymi infrastrukturę. Były nawet posty na tym forum odnośnie tej katastrofy. Największym problemem okazało się osuwisko, które zniszczyło drogę dojazdową do tunelu, a także powódź, która zniszczyła drogę w dolinie przy rzece. Droga jest zamknięta do dzisiaj. A trasa z wybrzeża jest dużo dłuższa (3,5h) i objeżdżająca masyw górski. Jest sens jechać na weekend, a nie na 1 dzień. Pracę przy drodze i tunelu nadal są prowadzone i mają być w najbliższych latach ukończone. Trasa i nowy tunel mają być ponownie otwarte w latach 2026-2027. Wracając do ośrodka, jak napisałem wcześniej jest oldschoolowy w pełnym tego słowa znaczeniu. Wyciągi stare, wszystko wymaga inwestycji, ale nikt tego raczej nie zrobi, bo pewnie byłoby ciężko z finansowaniem przy obecnych problemach klimatycznych. Ja startowałem z Limone, skąd wyjeżdża się na górę gondolą. Na górze rozchodzą się trasy i wyciągi w różnych kierunkach. Ja zapamiętałem jednak trasę, która schodzi z najwyższego punktu w ośrodku. Zjazd w kotlinie, trasa bajka coś jak nasza Goryczkowa tylko, że w dużo większej skali, super warun śniegowy, ekstra nachylenie i szerokość. Naprawdę gdyby taka trasa była tutaj w Tatrach, to byłaby najlepszą w PL i na Słowacji. Do tego była piękna pogoda, słońce, dobra widoczność i mróz, z którym tam bywa różnie. A dodając super knajpki, bardzo dobre jedzenie, to chętnie bym tam pojechał raz jeszcze… Zjazd do Limonę z tego co pamiętam był wymagający, ale przyjemny, bo przez cały dzień utrzymywała się minusowa temperatura. Dodatkowo w Limonę na dole szkółki narciarskie, stoki idealne na początki narciarskie dla maluszków, w zeszłym roku siostrzenica uczyła się jeździć na nartach tam. Polecam miejsce, ale trzeba wiedzieć że to nie topka, a nawet nie średnia półka. Tam się jedzie po klimat, słońce i raczej spokój… na koniec tradycyjnie kilka fotek:1 punkt
-
Pani, Pana ..... eeeee, naszej. Lindsay Vonn w dzieciństwie mieszkała w Minnesocie. Jeździła z rodzicami po 16 godzin do Vail w Kolorado, żeby trenować. W końcu jej rodzina przeprowadziła się do Kolorado. Może powinna była oczekiwać, żeby jej wyrąbać jakiś stok lokalnie?0 punktów
-
a z jakiej kieszeni miało by iść ? i jak by tak trenowali to może i na olipiadę by pojechali0 punktów
-
Oby Ci te koty nie zdechły jak inwestycja w Szczawniku. Bo kto wie, może zaległy Ci się jakieś chronione szkodniki w domu....0 punktów







