Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

waldek71

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    678
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    20

Zawartość dodana przez waldek71

  1. może być😀. No dobra, ale jak już niechcący przejąłem sobą czyjś temat, to ładować się w temat masterów?
  2. Dzięki za uwagi. Filmowanie działa na pewno w jakiś sposób na jazdę, ale nie przeceniałbym tego, po prostu tak jeżdżę, chociaż z tymi rękami to cała historia. Raz mam wrażenie, że trzymam je zbyt blisko ciała i trochę z tyłu, innym razem znowu za szeroko. Zależy od nachylenia stoku, prędkości, dnia itd. Pewnie da się to (i te inne rzeczy) jakoś skorygować😀. Co się tyczy GS to owszem, dlatego wspomniałem m. in. o masterach, chyba że przesadzam.
  3. Aha, kapuję. No dobra. To 9 sekund, cały film. Nikt nie mówił, że życie jest łatwe. W1.mov
  4. Przez większość dorosłego życia używałem nart sklepowych z napisem GS😀 (inna sprawa czy wykorzystywałem w pełni możliwości tych nart). Ostatnia to był Atomic 9.20 beta, ale dość niska coś koło 176 cm (a ja mam 175). Teraz od około 10 lat jeżdżę głównie na SL (65-67 pod butem), poza tym AM długości mojego wzrostu. Powodu przejścia na SL-ki w zasadzie nie pamiętam. Co jakiś czas odnawiała mi się chęć na GS, wtedy wypożyczałem od czasu do czasu jakieś GS w wypożyczalniach i było w miarę OK (tylko to były w dalszym ciągu sklepówki). SL są w porządku i jest z nimi dużo zabawy, bo aż tak stary nie jestem. Niemniej jednak w tym sezonie planowałem ponownie bliższy kontakt z GS-em, przy czym sytuacja wiadomo jaka jest. A celowałem (jak już sobie pogadaliśmy o nazwach😀) w mastera z tej racji, że znam swoje ograniczenia i GS musi mi "trochę wybaczyć", a więc wybór wydawał mi się prosty i logiczny. Więcej grzechów nie pamiętam😉. PS. Pamiętam jak zmieniałem te Atomiki na SL (zresztą też Atomic) panowała taka opinia, że nie bierze się SL, bo jest strasznie wymagająca. Ale nie było to grono eksperckie😀.
  5. Nie odniosłem tego jakoś specjalnie do siebie, więc nie sposób się obrazić😀. W swoich wpisach w tym temacie nie sonduję która narta byłaby dla mnie dobra, raczej chciałem sobie uporządkować ten segment oferty nart. Ale jeżeli już o mnie, to jest dla mnie jasne, że nie zapnę sportowych GS, tak jak to napisał @Spiochu kilka postów wyżej. Natomiast narta, o której nazwie rozmawiamy (sklepowy GS, master itd) to inna sprawa.
  6. Wczoraj byłem w Soszowie. Jedna trasa czynna, krzesło chodzi. Dużo ludzi, ale dzięki maks. 3 stopniom C warunki śniegowe dobre, na górze kolo 11.00 zrobiło się trochę nierówno, ale spoko, można pojeździć.
  7. A może zamiast "nie dorosłeś", wstawić "nie spróbowałeś"? Ale OK, nie w tym rzecz. Lubię mieć pewne zagadnienia poukładane, a najlepiej (jeśli się da) ponazywane. Dlatego włączyłem się do dyskusji, bo mam wrażenie, że jest bałagan w nazewnictwie. Poszperałem trochę w forum z 2016, jest tam trochę o tym. I dlatego kolejne nudne pytanie: czy to nie jest tak, że sklepowa narta o charakterystyce zmierzającej do GS, ale o mniejszym promieniu, niż FIS itd. jest de facto masterem, bo w tej grupie nart jest dużo różnic w promieniu, sztywności, typie wiązania, płyty i te bardziej "ambitne" zwane są potocznie właśnie masterami? A nie jest też tak, że nazwa Master została użyta przez Rossignola do swoich bardziej fachowych amatorskich gigantek i nazwa się przyjęła, bo polubili ją zawodnicy, ale spoza FIS. Wiem, że temat nie jest specjalnie życiowy i bardziej skupia się na kwestii podziałów, nazw itd. W końcu lubię mieć ponazywane🤨.
  8. Moje pytanie o istotę narty gigantowej i jej porównanie z masterem i "gigantką sklepową" prawdopodobnie dotyka trochę niejednoznacznej materii. Pominąwszy narty "homologowane" dla zawodów FIS, to zostają nam mastery i rzeczone sklepowe GS, tak? Jeżeli promień najbardziej zbliżonej do gigantki długiej, sztywnej narty jest pow. 22, to czym jest jest narta podobnej geometrii przy R pow. 17, a mniej niż 22? Nie chciałbym ugrzęznąć w jałowej akademickiej dyskusji, ale autor tego tematu zadał pytanie i w sumie w jego sytuacji jest pewnie wielu forumowiczów i nieforumowiczów. Pytania się mnożą: czy master jest dla ukształtowanych jeźdżców, czy też dla osoby w trakcie progresu? Czy sklepowe GS w istocie służą do szybkiej i precyzyjnej jazdy tak jak "prawdziwe GS-y", czy to chwyt marketingowy jak złowić klienta na GS-a? itd.
  9. Powiedzcie mi, bo chyba zaczynam błądzić, czy istnieje coś takiego jak GS nie-FIS? Czy oznaczenia GS w różnych firmach pozbawione "FIS" to jest po prostu gigantka odchudzona, mniej sztywna, inna płyta? Czy taka GS niekomórkowa wpada do szuflady Master? A n.p.: czy Stöckli GS (ale nie FIS) to jest gigantka, czy master? Pytam poważnie, tym bardziej, że sam mając SL i AM myślę o kupnie dłuższej, bardziej stabilnej i dotąd wychodziłem z założenia, ze mamy GS komórkowe i odchudzone (ale wciąż GS). Decyduje promień, czy sztywność samej narty i rodzaj płyty?
  10. Prawdopodobnie nic, poczekają do 7. stycznia i się otworzą (chyba, że pojawi się jakaś inna decyzja centralna). Zaczynam dzień od przeglądnięcia kilku internetowych gazet z Trentino, nie ma tam zapowiedzi rewolucji (przynajmniej na razie).
  11. Były oryginalnie😀, w ogóle to bardzo fajna deska, to taki rodzaj AM bliższy free, niż race. Ma podwinięte piętki i na takie słabe warunki jest dobra. Przy czym nie powiem, na twardym też daje radę, oczywiście do pewnej prędkości.
  12. Nie mogłem w piątek (praca), nie mogłem w sobotę (praca), to w końcu mogłem w niedzielę. To ważne. W końcowej części tego wpisu będę trochę narzekać na ilość ludzi, niech to będzie okolicznością łagodzącą. Sezon, tak jak cały rok, gówniany jak się patrzy. Wszystkie plany zostały zmielone w pył. Jeżeli miałem jeszcze jakieś pomysły na końcówkę roku 2020 to Bundesrat szwajcarski się o tym dowiedział i w piątek specjalnie dla mnie podjął pewne decyzje😉. Jako, że kwestia narciarska jako taka ostatnimi czasy trzyma mnie przy życiu, postanowiłem wdrożyć plan B i pojechać do najbliższego mi miejsca terytorialnie z otwartymi wyciągami. Jest nim na chwilę obecną Zieleniec. Wyciągi otwierają się o 9.00, więc już o 7.00 wyruszyliśmy z domu. My, czyli ja i mój młodszy syn. Starszy jechał tam z Wrocławia. Zgodnie z prawami Mendla gen narciarstwa jako superdominujący allel został przekazany obu rzeczonym panom ergo jak przyjdzie mi odejść z tego świata, to przynajmniej wiem, że zostawiam dwóch ukształtowanych narciarzy. I ten optymistyczny akcent, okazało się, towarzyszył mi cały dzień. Zaczęło się od Spotify. Włączyłem "Pornography" Cure, bo ostatnio moją rozrywką jest sprawdzanie czy młodzieńcze fascynacje trącą myszką bardzo, czy tylko trochę. Płyta się skończyła i potem Spotify zaczął sam proponować, i zaczął się przejazd po latach '80: Siouxsie, New Order, Joy Division, Psychedelic Furs, Cocteau Twins itd. Powrót do liceum zabrał mi te dwie godziny, które zajmuje podróż do Dusznik (albo Duszników). Ogólnie wiosna. Po wjechaniu do samego Zieleńca można było zobaczyć naśnieżone trasy (bodajże 4 otwarte w całym ośrodku). Przy temperaturze 6 stopni C już z odległości ulicy było widać przetarcia. Ale przyjechali twardzi zawodnicy i wszystko było w porządku. Po kolei od wjazdu otwarty był stok na Winterpolu, potem coś na Gryglówce i na końcu ośrodka Alpina na Nartoramie. Wiadomo było, że celujemy w brzeżne ośrodki. Stanęliśmy na parkingu pod Winterpolem i stanęliśmy w błocie. No cóż, wytrzymam wszystko na nartach: zero widoczności, deszcz, ciepło, zimno, wszystko, tylko nie błoto na parkingu. Dobra, jedziemy na Nartoramę. A tam elegancki żwirek i blisko do kasy😀. Wyglądało to tak: i tak: oraz tak: Bardzo blisko był też kibelek. Jeżeli chodzi o ceny, to popełniliśmy klasyczny błąd stęsknionego za jazdą narciarza i kupiliśmy karnety 7-godzinne (o ho! ho!). Kosztuje on 65 pln w niskim sezonie. Pomysł był taki, że pojeździmy Alpiną, tak nazywa się ten 950-metrowy czerwono-niebieski stok, a potem górą przemieścimy się ewentualnie na Gryglówkę. Sześcioosobowa kanapa, ta z niebieską osłoną, wyniosła nas na górę i już tam zrozumieliśmy, że nasze zakontraktowane siedem godzin spędzimy na Alpinie, chyba, że z buta kopniemy się asfaltem do Gryglówki. Górna przecinka była nienaśnieżona. No chyba, że z buta pójdziemy tą przecinką. Ale, ale 950 metrów fajnej trasy to przecież sam miód. Teraz nastąpi szczegółowy opis warunków, przy czym żeby było jasne, było fajnie, ani jedno słowo krytyczne słowo nie odnosi się do służb ośrodka i na pewno dzień był udany. A więc: od górnej stacji prowadzi kawałek płaskiej dojazdówki do pierwszego załamania terenu. Śnieg ciężki, niespecjalnie mokry, ale kaszowaty, oporny z przetarciami. Górna stacja: Po pierwszym przełamaniu następuje wypłaszczenie po czym łukiem w lewo przychodzi drugie nachylenie, które po około 200-300 metrach znowu się wypłaszcza, następuje wjazd na mostek, potem już tylko dojazd do dolnej stacji krzesła. Około 09.30 przejazd przez był bezproblemowy, owszem śnieg, był jaki był, na mostku był poprzeczny roztop, ale dało się spokojnie zjechać. Ludzi było umiarkowanie dużo, w większości słabo jeżdżących. Dwa pierwsze zjazdy zrobiliśmy w takich warunkach, że uwierzyliśmy w swój 7-godzinny plan. Potem z każdym wjazdem śnieg był gorszy, ludzi było więcej, a degradacja trasy postępowała. Po jakimś 10. wjeździe warunki były już bardzo ciężkie, przetarcia się powiększały, odsypy rosły, a linia wody na mostku powiększała się. Po 17. wjeździe uznaliśmy, że się wyjeździliśmy i zakończyliśmy udany dzień narciarski po 2,5 godzinie zabawy. Dolna stacja: Dojazd do krzesła: Mostek: Widok na końcówkę drugiego przełamania: Warunki: Nieco przewidując warunki wziąłem swoje "zabawkowe" AM i to był dobry wybór, nie było mowy o puszczeniu się pełnym skrętem, chyba że ostatnie 200-300 metrów. Oto one: A to nosiciele mojego genu narciarstwa: W ciągu ok. 2,5 godziny jeżdżąc góra-dól bez odsapki zrobiliśmy 16 kilometrów w dół. Uznaliśmy to za dobry wynik w takich warunkach. Jeżeli chodzi o kwestie epidemiologiczne, to oprócz dosłownie kilku oportunistów było bardzo w porządku. Na krześle 6-osobowym siedziały 3 osoby (pełna kontrola obsługi), ogromna większość narciarzy z zasłoniętymi twarzami. A teraz wracając do problematyki lat osiemdziesiątych. Obecny Zieleniec jest wyludniony, narciarze na trasach, ewentualnie ktoś na nogach z nartami przechodzi od stacji do stacji. Restauracje zamknięte, cisza i spokój. Przez cały czas nie mogłem się pozbyć wrażenia powrotu w czasie do początku lat '80, gdy w Karpaczu uczyłem się stania na nartach i utrzymania orczyka na tyłku. Tam też narciarstwo było tylko na trasie. Nie było całej tej otoczki, łopoczących na wietrze reklam, rewii mody, apres-ski itd. Cofnąłem się do Bierutowic, czyli Górnego Karpacza. Między ośrodkiem Orlik, a wypasionym hotelem Orlen (dzisiaj hotel Piecuch) była górka z orczykiem Michałek. To tam się wszystko zaczęło. To wtedy zostałem zabrany pierwszy raz na Kopę, a stamtąd odbyłem wielkie ski safari na Złotówkę. Zjeżdżając już w dół umierając z głodu dostałem jabłko- później już nigdy żadne tak nie smakowało. Z powrotem w samochodzie oczywiście Spotify nadal katował latami osiemdziesiątymi. Kiedy wrócę do Zeleńca? Za kilka dni, za tydzień podobno na spaść śnieg. Przy takiej pogodzie za dwa, trzy dni nie będzie po czym jeździć. Waldek
  13. waldek71

    Świętokrzyska Szwajcaria start!

    Nieźle to wszystko wygląda. Jakiej długości są tam stoki? A z ciekawości daleko macie?
  14. Fajne warunki. Mam nadzieję otworzyć swój polski sezon w niedzielę w Zieleńcu tak na ostro od samego rana, aż do zamknięcia. Zobaczymy jak będzie. Pozdrawiam.
  15. Włochy startują z wyciągami od 7. stycznia. Pytanie nr 1: czy razem z hotelami et cons, pytanie nr 2: czy kwarantanna i dla kogo? Dzisiaj maja się pojawić jakieś konkrety.
  16. waldek71

    Słotwiny Arena

    Jeżeli pandemia lub jakikolwiek inny czynnik miałby to spowodować, to wywołałoby to trudne do oszacowania następstwa. Przede wszystkim oferta ośrodków narciarskich musiałaby zmaleć z powodu spadku ilości chętnych. Nie miałoby finansowego uzasadnienia utrzymywanie tak dużej liczby ośrodków (koszty naśnieżania, konserwacji i modernizacji wyciągów). Tamtejsza branża turystyczna (hotelarstwo, gastronomia) również miałyby się gorzej. Poza tym z malejącą liczbą zainteresowanych nartami musiałaby spaść oferta sprzętowa. Firmy miałyby do dyspozycji sekcję sportową i "garstkę" amatorów. To z pewnością miałoby przełożenie na koszty uprawiania tego rodzaju aktywności i zahamowałoby też pewnie rozwój technologiczny. Dużo mniej dzieci uczono by w szkółkach narciarskich. To chyba nie byłaby najlepsza droga do rozwoju narciarstwa jako takiego. Wiem, że argumentem per contra może być na przykład tenis, który pomimo wszystko nadal jest sportem elitarnym nawet na poziomie amatorskim. Ale wystarczy sobie choćby porównać zarobki na poziomie zawodowym, żeby to porównanie sobie ocenić. Ja myślę, że lepiej dla wszystkich byłoby żeby masowość się jakoś utrzymała. To ona utrzymuje cały narciarski biznes.
  17. Macie jakieś informacje o Zieleńcu? Na oficjalnej stronie bez konkretów.
  18. No tak, małe nieporozumienie😀. Mój wpis dotyczył kosmosu w istocie różnicy między bardzo dobrym nawet amatorem, a zawodnikiem. A co się tyczy gwiazdorstwa na trasie, to zupełnie inny temat.
  19. @Mitek czy Ty masz w sobie chociaż miligram poczucia humoru? Skoro nie zauważyłeś w moim wpisie ironii, czy autoironii to jak możesz funkcjonować w takim świecie jaki mamy? Gdybym był bufonem, to bym sobie wpisał w umiejętnościach 9, 10 albo w ogóle 25. Błagam, życie nie jest łatwe, po co je sobie jeszcze bardziej uprzykrzać? Mam się podniecać filmami ze szkółki narciarskiej? Wolę Ligety'ego.
  20. Zdecydowanie kosmos. Jest taka zabawa: niech cię ktoś sfilmuje w określonym miejscu, postaraj się zjechać najpiękniej jak potrafisz, a potem porównaj to z jazdą jakiegoś zawodnika😀. Ubaw po pachy😀. A Ligety jeździ pięknie.
  21. <dzień 3> ultimo To ostatnie wejście, nie będzie dużo czytania, będą głównie zdjęcia tras, ogólne widoczki i kilka ciekawych rzeczy. Jutro rano stąd wyjeżdżamy, więc nastrój nam się pogarsza z godziny na godzinę. Można wyróżnić dwa piętra tego ośrodka. Na górny wyjeżdża nowa gondola. Stamtąd prowadzi jedna oznaczona jako czerwona dość wąska trasa, która łączy się z szeroką znakomitą czerwoną trasą podzieloną podporami asymetrycznie na jakby dwa pasy. A wracając do tej, która prowadzi z samej góry: Orczyki są dwa. To w zasadzie najlepsze miejsce narciarsko. Szeroko, nachylenie złamanie dwukrotnie. Po lewej stronie patrząc z góry miejsce do ustawiania tyczek. Całość prezentuje się tak: Gdzieś w 2/3 górnych jest odbicie w lewo wąską nitką do włoskiej knajpy, skąd odchodzi krótka czerwona trasa, która szybko za dolnymi stacjami orczyków wpada do niebieskiej trasy łączącej górną część ośrodka z dolną. Niebieska trasa dojeżdża po kilku zakrętach do dolnej stacji gondoli, stamtąd jest view na dolną część tej niebieskiej i 6-osobową kanapę Doppelmayera, która odchodzi poniżej stacji gondoli: Kanapa prowadzi nad dwie czerwone dość długie świetne trasy i wytyczony po jednej ze stron skipark. Obie, razem ze skiparkiem łączą się z niebieską z góry i wspólną nitką docierają do dolnej stacji gondoli: No i to wszystko jeżeli chodzi o trasy poza sezonem. Ale zaręczam, że nie tylko dobrze wyglądają. Trochę widoczków bez słów kluczowych: Na koniec jeszcze kilka ciekawych rzeczy. Plan górnej stacji gondoli: TestCenter Stöckli na Trockener Steg: Matterhorn przecinający chmurkę: Kryształki Swarowskiego w oparciu kanapy gondoli. Tych oparć jest 22: Tam są już Włochy: To tyle ode mnie. Dzięki za komentarze😀. Mam nadzieję, że jeszcze wiele relacji będzie nam dane czytać i przygotowywać. Jak również chętnie wybiorę się na spotkanie forumowiczów, jeżeli do takiego będzie mogło dojść. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia Waldek
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...