-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Ramy są przeważnie najdroższe...no i dzwonek :D
-
Jak dla mnie to delikatna przesada...za tyle kasy to byłoby ze 6 par "Topowych" nart...no i na browar by starczyło Jack wierz mi, Johnny to rozsądny Gość i fortuny na sprzęt nie wydaje...moim zdaniem do wszystkiego trzeba mieć rozsądne podejście...a w życiu są inne priorytety, które powinny być mimo wszystko ważniejsze niż hobby...no chyba, że z kasą nie ma co robić... ...no to wtedy i narty za 18k się znajdą
-
Maciek, zajefajna Relacja Dzięks. PS. Sorry za offa, ale zadam pytanie - Czy jesteś już "Władcą Pierścienia"? Bo jakoś tak mi się wydaje, że coś przegapiłem...a może nie?
-
Bardzo ciekawe Zawody odbędą się 2 kwietnia w Karkonoszach Slalom polodowcowy Już po raz 30. w Żlebie Slalomowym w Kotle Małego Stawu w Karkonoszach odbędzie się Puchar Samotni, czyli slalom narciarsko-snowboardowy. Tegoroczna impreza już w sobotę 2 kwietnia. Celem zawodów jest popularyzacja narciarstwa i uczczenie pamięci Waldemara Siemaszki - wieloletniego gospodarza schroniska, organizatora zawodów o Puchar Samotni. Prawo startu mają zawodnicy i zawodniczki zrzeszeni i niezrzeszeni w wieku 12 lat i starsi. Puchar Samotni to jedyne zawody w Polsce (wg naszych informacji) rozgrywane w żlebie polodowcowym - nie na trasie zjazdowej - bardzo widowiskowe, na pierwszy rzut oka ekstremalnie trudne - chociaż w rzeczywistości slalom jest ustawiony tak, żeby mogli w nim uczestniczyć zawodnicy o skrajnie różnych umiejętnościach. Zawody są przeprowadzane w środowisku naturalnym przy zachowaniu pełnej dbałości o ochronę przyrody - wszelkie ślady po imprezie są bardzo starannie usuwane. Można poruszać się tylko trasami oznaczonymi przez Strażników Karkonoskiego Parku Narodowego i pod ich nadzorem. Regulamin - bez podziału na kategorie wiekowe, wymagań co do przynależności klubowej, społecznej itp. - premiujący ilość startów w zawodach dodatkowymi punktami. Najcenniejszą nagrodą jest Puchar Samotni. Żeby go zdobyć nie wystarczy raz najszybciej zjechać. Przechodzi on na własność zawodnika po trzykrotnym kolejnym lub w sumie pięciokrotnym triumfie w tych zawodach. Program imprezy: Sobota 2.04 9.00 -10.00 - wydawanie numerów startowych 9.15 - odprawa sędziowska w biurze zawodów 10.00 - otwarcie zawodów 12.00 - start slalomu giganta - snowboard kobiety - narty kobiety - snowboard mężczyźni - narty mężczyźni http://www.puchar.szkolagorska.com/index.php
-
Zjazd z Mnicha [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
-
Fogler: Prezydent powinien objąć patronat nad rozwojem infrastruktury narciarskiej w Tatrach - Tatrzański Park Narodowy przeszkadza w rozwoju Tatr. Ale mamy pewne pomysły, ograniczające wpływy TPN. Na przykład jest przygotowana nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, że nie będzie można rozszerzać granic parków narodowych bez zgody lokalnych samorządów - mówi w rozmowie z Newsweekiem Marta Fogler, prezes Towarzystwa Przyjaciół Narciarstwa i Przyrody. Newsweek.pl: Czy wasze towarzystwo ma coś wspólnego z sobotnią imprezą pożegnalną Adama Małysza? Marta Fogler: To była nasza inicjatywa. Chcieliśmy przy okazji zaprosić prezydenta Bronisława Komorowskiego i wykorzystać to wydarzenie do wielkiej dyskusji o przyszłości narciarstwa w Zakopanem i na całym Podhalu. Jednak w pewnym momencie w organizację imprezy włączył się Red Bull, przez co nie tylko udział prezydenta stanął pod znakiem zapytania, ale i cała impreza. Bo wybuchł spór między Red Bullem a zakopiańskim Centralnym Ośrodkiem Sportu, który dysponuje Dużą Krokwią. Newsweek.pl: O co właściwie chodziło w tym sporze? Marta Fogler: Chodziło o tryb dystrybucji biletów, co robił Red Bull. A także różnicę między ich ceną, a opłatą za wynajęcie skoczni. W końcu obie strony doszły do porozumienia, ale moim zdaniem jednym z ubocznych efektów kłótni było radykalne skrócenie wizyty prezydenta. Teraz ma być tylko przez trzy godziny, na imprezie pożegnalnej Małysza. Bo będzie to impreza czysto komercyjna. Newsweek.pl: Rozumiem, że początkowo chcieliście, by impreza stała się okazją do nakłonienia Komorowskiego, by zainteresował się problemami infrastruktury narciarskiej w Zakopanem? Marta Fogler: Zaprosiliśmy prezydenta jako Towarzystwo Przyjaciół Narciarstwa i Przyrody. Wspólnie ze starostą, burmistrzem, PKL-em i całym środowiskiem zakopiańskim. Przy okazji pożegnania Małysza chcieliśmy powiedzieć prezydentowi, co stopuje rozwój tego regionu. Przecież coraz mniej ludzi tu przyjeżdża, na Kasprowym nic się nie dzieje, jest ciągły konflikt z Tatrzańskim Parkiem Narodowym.. Newsweek.pl: Co zatrzymuje ten rozwój? Marta Fogler: Przede wszystkim brak prawodawstwa. Nie ma prawa górskiego, nie ma prawa szlaku. TPN zachowuje się tak, jakby był właścicielem całego Zakopanego. Newsweek.pl: Trzeba ograniczyć wpływy TPN? Marta Fogler: Jak najbardziej. TPN przeszkadza w rozwoju Tatr. A można przecież doprowadzić na przykład do stanu prawnego z 1953 roku. Na Kasprowym były wtedy dwie trasy FIS, infrastruktura narciarska się rozwijała. Potem pojawiło się prawo, które bardzo wzmocniło TPN. Newsweek.pl: Rozumiem, że chcecie namówić prezydenta do poparcia ustaw ograniczających wpływy TPN? Marta Fogler: Tak, choćby do poparcia prawa, które umożliwi sztuczne naśnieżanie stoków w wyższych Tatrach tzw. śniegiem ekologicznym. Przecież to nie będzie to szkodzić przyrodzie, a wręcz jej sprzyjać, bo wszystko zostanie przykryte przez śnieg. Bo nie jest prawdą, że to narciarze najbardziej niszczą tatrzańską przyrodę. Przecież narciarze jeżdżą po poduszce ze śniegu, a nie po roślinności. Bardziej szkodliwi są turyści, poruszający się latem po tatrzańskich szlakach. Zresztą są już pewne pomysły, ograniczające wpływy TPN. Na przykład jest przygotowana nowelizacja ustawy o ochronie przyrody, że nie będzie można rozszerzać granic parków narodowych bez zgody lokalnych samorządów. Ale środowiska obrońców przyrody już chcą tę poprawkę osłabić i wpisać, że przy poszerzaniu parku wymagana będzie jedynie opinia samorządu. Newsweek.pl: Będziecie chcieli przekonać prezydenta, by to wszystko poparł? Marta Fogler: Tak. Może nie teraz, kiedy będzie huczna zabawa. Ale będziemy chcieli, by prezydent się z nami spotkał i objął patronat nad odbudową infrastruktury narciarskiej w regionie podhalańskim. Rozmawiał Piotr Śmiłowicz Źródło: Newsweek.pl
-
Dla wszystkich Słuchaczy Trójki... ...powstał Teledysk do słynnej Ballady Artura Andrusa: [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Narciarskie Zwierzenia Redaktora "Śpiewaka" znajdziecie w wątku: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?p=132598#post132598
-
Znalezione na Bloogu Artura Andrusa... ZWIERZENIA POCZĄTKUJĄCEGO NARCIARZA Dzieciństwo miałem beztroskie. I nudne. Do najodważniejszych na podwórku nie należałem. Kiedy moi koledzy strzelali z procy, skakali z drzewa albo pływali w niedozwolonych miejscach, ja byłem ministrantem. Było to najbardziej ekstremalne przeżycie, na jakie było mnie wtedy stać. Nigdy nie należałem do żadnej subkultury. Ale już należę. W ramach nadrabiania zaległości z dzieciństwa, postanowiłem rzucić się w nurt szaleństwa. Białego. Od niedawna jestem narciarzem. Kolega prawnik (a zimą również instruktor) twierdzi, że biorąc pod uwagę moje umiejętności i styl jazdy, nazywając siebie „narciarzem”, narażam się na proces cywilny o naruszenie dobrego imienia przedstawicieli tej dyscypliny sportu. To on zaproponował mi pracę na kursach dla dzieci. Chciał mnie wypuszczać przed grupą i mówić swoim podopiecznym: „Jak nie będziecie grzeczne, to będziecie jeździć jak ten pan”. No rzeczywiście, jeśli styl zjazdu porównywać do kobiecej urody, to nie jestem ci ja Claudią Schiffer stoku narciarskiego. Chyba lepiej wychodzi mi pisanie wierszy. Pierwsze kroki w butach narciarskich stawiałem pod okiem majora Krzysztofa P. – byłego komandosa. Z tego co wiem, jego odejście ze służby nie było efektem mojego szkolenia narciarskiego, ale na pewno jego służba miała wpływ na skuteczność procesu nauczania. Wiedziałem, że nigdzie się nie schowam, że nie ucieknę. Próbowałem nawet nawiązać kontakt z oddziałem mafii włoskiej w rejonie Madonna di Campiglio, ale odmówili mi ochrony. Major Krzysztof P. był tak zadowolony z moich postępów w nauce, że na koniec turnusu, w nagrodę, podarował mi koszulkę z napisem „Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych „GROM”. Mam ją do dziś i zakładam zawsze, kiedy chcę wejść do jakiejś szczególnie obleganej dyskoteki. Działa. Nigdy żaden z bramkarzy nie odważył się zagrodzić mi drogi. Wszyscy się nabierają. A gdyby tylko uważniej przyjrzeli się mojej muskulaturze wylewającej się spod t-shirta, domyśliliby się, że w jednostkach specjalnych mogłem służyć co najwyżej w pionie kwatermistrzowskim, w sekcji rozdzielania wysokokalorycznych porcji żywnościowych. Ale wracajmy do narciarstwa. Od kilku sezonów uprawiam tę dyscyplinę sportu dla satysfakcji. Ale nie swojej, tylko tych, którzy zjeżdżają razem ze mną. Jakżeż wzrasta poczucie wartości u każdego, kto widzi mnie na stoku. A nie widzieć mnie nie można. Kupiłem sobie najjaskrawszy kombinezon świata. To ze strachu przed zagubieniem. W przypadku wypadku, pies tropiący nie musi nawet opuszczać swojej budy. Z odległości kilkunastu kilometrów może łapą wskazać czerwony punkcik przebijający się przez białe pokrycie. To będę ja przysypany lawiną. Nie mam tego jak sprawdzić, ale podejrzewam, że teraz z kosmosu widać gołym okiem dwa punkty: Wielki Mur Chiński i mój kombinezon na stoku narciarskim. Mur jest dłuższy, ale ja jestem wyraźniejszy. Własnej satysfakcji szukam w poświęconej narciarstwu pracy naukowo – literackiej. Zbieram materiały do „Słownika narciarstwa potocznego” (to jest wymyślony przeze mnie styl jazdy – ja się potaczam z góry na dół). Oto kilka przykładowych haseł: * Orczyk Jędrzej (1859- 1935) – bogaty góral z Białki Tatrzańskiej, uważany za ojca wyciągów narciarskich. 17 stycznia 1906 w Zakopanem, podczas wesela jednego z synów Curusia, Orczykowi skradziono nowe sanie Forda. Następnego ranka, Jędrzej wpadł najpierw na pieniek do rąbania drewna, a potem na pomysł. Założył narty i podróż powrotną do domu odbył jadąc za koniem. Obraz górala – narciarza, wyciąganego pod górę na linie (a tak naprawdę były to lejce), został utrwalony na malowidle wykonanym na szkle przez córkę Orczyka – Jagnę. Dzieło, przypadkowo odnalezione w roku 1937 przez grupę archeologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego na ścianie po słowackiej stronie domu Jadwigi Orczykówny, zainspirowało grupę inżynierów z Politechniki Lwowskiej do zaprojektowania pierwszego wyciągu narciarskiego, nazwanego na cześć odkrywcy Orczykowym. * Skipas – podłużny, wykonany ze skóry przyrząd do dyscyplinowania nieposłusznych narciarzy. * „Wyciąg krzesełkowy” – maść stosowana w przypadkach stłuczeń i opuchnięć kończyn. Wyrabiana przez górali z Poronina poprzez rozpuszczenie niewielkiego krzesła z drewna sosnowego w spirytusie i serwatce. „Wyciąg krzesełkowy forte” zawiera dodatkowo odrobinę wysuszonej burej kociej sierści, zrzuconej na trawę w czasie pełni, w marcu, za stodołą. I jeszcze może przykład twórczości literackiej: „Śniegu. Biały śniegu. Leżysz sobie z brzegu, Leżysz sobie z boku, Leżysz ty na stoku Słońce w tobie lśni. Śniegu nasz. A chłopaki na ratraki! A dziewczęta tak się śmieją, Tak radośnie, bo im płatki Śniegu wpadły do pałatki. Oj, ty śniegu, ty figlarzu…” Wspominałem już, że lepiej mi idzie pisanie wierszy niż jazda na nartach. To teraz proszę sobie wyobrazić, jak ja jeżdżę. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------- :)
-
Euro 2012 - ktoś stara się o bilety?
marboru odpowiedział johnny_narciarz → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Zawsze mogą na Radomiaku zagrać: http://www.radomiak.info/ będzie bliżej z domu -
Euro 2012 - ktoś stara się o bilety?
marboru odpowiedział johnny_narciarz → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Dzięki Maciek, za przypomnienie. Strasznie zaganiany jestem ostatnio i wypadło z głowy Właśnie dokonałem rejestracji - i szczerze, to się zdziwiłem, że tak sprawnie wszystko poszło. Zamówiłem na wszystkie mecze Polski, ćwierćfinały i półfinał w Wawie Zobaczymy, czy się uda coś wylosować -
5 dowcipasków na weekend Synek do tatusia : - słyszałem że Twój tata był debilem.... - ... no chyba TWÓJ !!!!! -puk.puk! -kto tam? -azaliż mogę wejść hrabino? -wejdź Janie, a zaliż... turniej rycerski.. już maja ku sobie ruszyć, zabrzmiały fanfary, kopie w dole, konie grzebia kopytem, gdy nagle jeden z rycerzy przykłada do ust rękawicę i woła ku drugiemu: - Ty chuuujuuu! na co drugi unosi przyłbicę i mówi: - Przebóg! rozpoznał mnie..... Zszedł Chrystus na ziemie, zobaczyc jak ludzie iżyja i trafił na dwóch kolesiów palących trawkę.. - co wy robicie? - zapytał - jointa smażymy.. - to grzech zapewne.. -ale co ty, stary, machnij sobie, poczujesz sie bosko... Chrystus dał się skusić, machnął.. po chwili popatrzył na kolesiów i pomyślał błogo: jakie fajne chłopaki, powiem im kim jestem! - Chłopaki - mówi- bo ja to jestem Jezus Chrystus.. - I o to stary chodzi, nie mówiłem, że towar zajebisty! Zestresowany biznesmen postanowił odreagować. nabył drogą kupna u dilera trawkę i zamknął się w łazience przed rodziną i tam zapalił. machnął raz. a tu ciemno widno! nieźle.. więc jeszcze raz, i znowu: ciemno - widno..ale fajnie, pomyślał i machnął jeszcze raz i znowu ciemno- widno.. wtem do łazienki raptownie zaczęła dobijać się żona: -Stefan, co ty tam robisz?! - jak to co? golę się.. - jak golę? trzy dni??
-
Bode...dopełnię Twoją wypowiedź... ...wypowiedź pełną emocji, które są mi bliskie.... wierszem... OSTATNIE GÓRSKIE WOŁANIE stok stromo opada w dół zbocza przyzywa i kusi tak bielą śnieg zryty deskami narciarzy dla których strach wciąż niewiedzą na czubki nart tylko patrzę niech mgła zabierze krajobraz kolana drżą niewyraźnie gdy w dno przepaści spoglądam zostanę tu może na zawsze kamieniem przyrosnę do ściany lawina odkryje mnie wiosną lecz wtedy będę już martwy więc może lepiej na ślepo szybko pokonać ten etap do przodu w ogóle nie patrzeć jak częsty życia dylemat autor: Akaheoria
-
Rossi...mocny masz ten koniec Sezonu - nie ma co pozazdrościć tylko Moje, świętokrzyskie okolice już dawno niestety "pozamiatane"...w zeszłym roku było zupełnie inaczej Dzięki za codzienne Relacje
-
Puch pod kontrolą: jak szusować poza trasami - Tylko się nie przewracajcie - radzi nasz przewodnik, a my z przerażeniem patrzymy na stromy żleb przed nami. Przez pięć dni na lodowcu Stubai uczyliśmy się, jak ujarzmić głęboki śnieg i poradzić sobie w niemal każdym terenie. Po raz pierwszy uciekamy z ubitego stoku na wysokości 3150 m, przy najwyżej wetkniętej w skałę restauracji w Austrii - Jochdohle. Trawersujemy pojedynczo (by nacisk na stok nie był zbyt duży) szerokie pole śnieżne. Choć miejsce położone jest tuż przy jednej z dość zatłoczonych tras narciarskich - Gaisskarferner - już po przejechaniu kilkunastu metrów, atmosfera zmienia się nie do poznania. Robi się pusto, cicho, a wokół widać tylko ośnieżone formacje skalne. Stajemy na niewielkiej przełęczy. Przed nami prezentują się dumnie tyrolskie trzytysięczniki: Stubaier Wildspitze (3340 m), Daunkogel (3330 m), w oddali Warenkaseitenspitz (3345 m). Najbliżej nas, po lewej stronie wyrasta Schussgrubenkogl (3211 m). Przez pięć dni będziemy omijać uklepane ratrakiem stoki i trenować jazdę w głębokim śniegu. Czas zmienić nawyki Choć niektórzy narzekają, że na lodowcu Stubai miejsc do uprawiania narciarstwa freeridowego jest niewiele, my na monotonię nie narzekaliśmy. Mimo intensywnej jazdy, ani razu nie trafiliśmy w to samo miejsce. Przy pierwszym zjeździe, ciężko przestawić się z cięcia krawędziami po stoku prostym jak blat, na jazdę w śniegu, w którym narty bezlitośnie grzęzną. Zbyszek, nasz przewodnik, przed pierwszymi skrętami nie tłumaczy zbyt wiele - chce sprawdzić, jak sobie poradzimy. Zaznacza jednak, żeby cały czas trzymać ciężar ciała z przodu, a skręt inicjować rotacją całego tułowia. Potem wykonuje kilka płynnych skrętów i już jest kilkadziesiąt metrów poniżej naszej 6-osobowej grupy. E tam! Wygląda banalnie. W praktyce okazuje się jednak trochę trudniejsze... Na tej krótkiej trasie prawie każdy zalicza mniej lub bardziej efektowny upadek. Zjeżdżamy do stacji Schaufelnieder krótkimi odcinkami. Powoli przyzwyczajamy się do zmiennego, głębokiego śniegu. Trudno, trzeba na chwilę zapomnieć o świętych prawach rządzących carvingiem i wrócić do niektórych nawyków, tępionych przez instruktorów na ubitych stokach. Staram się więc rotować przy skręcie całym ciałem, tak jak pokazuje nam Zbyszek. - Skręt zaczynamy głową, za nią idą ramiona, a na końcu nogi - tłumaczy. Faktycznie, gdy kilka razy udaje mi się wykorzystać ten, zapomniany nieco impuls skrętny okazuje się, że taki ruch ma sens. Ciężko jednak odzwyczaić się od zasady ''tułów zostaje w linii spadku stoku, a w skręcie pracują nogi''. Trzeba też zapomnieć o przykazaniu: ''obciążaj mocnej dolną nartę'' i stanąć równomiernie na obu. Po dwóch zjazdach jesteśmy tak wypompowani, jakbyśmy zjechali kilka razy z najdłuższej, 10-kilometrowej trasy. Po krótkiej przerwie w Jochdohle ruszamy dalej. Najpierw kilka zjazdów na ubitym stoku, gdzie ćwiczymy wszystko, co przyda się poza trasą, czyli rotację, równe obciążenie nart i wbicie kijka w skręcie. Różni się ono nieco od tego, stosowanego na ubitej trasie. Tam wbicie kijka jest symboliczne i ma jedynie wymusić na narciarzu wyjście w górę, które odciąży narty w skręcie. W stromym żlebie mocne wybicie się na kijku, to czasem jedyna możliwość zmiany kierunku jazdy, o czym przekonamy się niedługo. W tym celu wielokrotnie ćwiczymy też skręt z obskokiem. Wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. Do śniegu przyklejone zostają tylko dzioby. Na równej trasie łatwizna. Schody zaczną się w terenie... Śnieg, jaki jest, nie zawsze widać Przez kolejne dwa dni zaglądamy chyba w każdy zakątek lodowca Stubai. Oprócz krótkiej wycieczki na przełęcz pod trzytysięcznikiem Daunkopf, poruszamy się za pomocą wyciągów, mimo, że mamy na sobie narty skiturowe. Dzięki temu możemy maksymalnie wykorzystać czas na zjazdy. Lodowiec Stubai ma jedną ogromną zaletę. Choć cały poprzecinany jest linami wyciągów, to wystarczy odjechać zaledwie kilkanaście metrów od któregoś z nich, by trafić na piękne, nietknięte pole śniegu. Tu właśnie nieoceniona jest rola doświadczonego przewodnika. Zbyszek (przewodnik wysokogórski IVBV, właściciel szkoły narciarsko-wspinaczkowej w Niemczech) zna Stubai jak własną kieszeń. Niejednokrotnie prowadzi nas wąskimi śnieżnymi przesmykami między polem kamieni. I gdy już wydaje się, że za chwilę trzeba będzie zdjąć narty, zapakować je na plecak i iść pieszo, zza skał wyłania się szeroki stok z nietkniętym puchem. Do śniegu niestety mamy mało szczęścia. Od dawna nic nie dosypało, a warstwa zalegająca w żlebach zdążyła już przejść cały szereg zmian pod wpływem słońca, wiatru i zmiennych temperatur. Nieopodal jednej z tras prowadzących do schroniska Dresdner Hütte natrafiamy na zachęcające pole śnieżne. Wygląda pięknie. Jest szeroko, malowniczo, śnieg mieni się w słońcu. Ruszamy. Szybko okazuje się, że o zostawianiu za sobą piuropusza dziewiczego puchu możemy zapomnieć. Jazda bardziej przypomina brnięcie w gęstym budyniu. Tu nie pomoże ani rotacja, ani kijek. Trzeba mieć sporo pary w nogach, by manewrować w tej brei. - Puch oporowy - komentuje na dole Zbyszek. Niestety, szybko okaże się, że z ''puchem oporowym'' dobrze się podczas tego kursu zaznajomimy. Ze schroniska ruszamy na dół. Do samego parkingu prowadzi 10-kilometrowa trasa Wilde Grub'n, ale Zbyszek ma inną drogę. Zjeżdżamy z drugiej strony, wzdłuż trasy gondoli. Tu śnieg nie dość, że oporowy, to jeszcze mocno przewiany, tak, że miejscami tworzą się twarde zlodowaciałe punkty. Dowiadujemy się, jak na oko ocenić śnieg. Wyprasowane, nieco poszarpane fragmenty sugerują, że w takim miejscu śnieg prawdopodobnie będzie twardy i trzeba swoją sylwetką (ugięciem nóg i pochyleniem do przodu) skompensować zmianę terenu. "Oczka" wyżarte w gładkiej powierzchni to z kolei znak, że mamy do czynienia z sypkim śniegiem pod cienką, zmrożoną warstwą. Tu powinno być miękko. Po drodze mijamy ślad sporej lawiny, podmytej przez przepływający pod topniejącym śniegiem strumień. Choć jeżdżąc z zawodowym przewodnikiem czujemy się podświadomie odrobinę zwolnieni z myślenia o zagrożeniu lawinami, to wystarczy jeden taki widok, by wywołać długą dyskusję o bezpieczeństwie w górach. Robi się stromo Jeden z najciekawszych zjazdów czeka na nas po wdrapaniu się pod Daunkopf. Choć podejście nie jest strome i długie, to gdy stajemy na niewielkiej przełęczy i spoglądamy w dół, okazuje się, że tu już tak łatwo nie będzie. Zdejmujemy ze ślizgów foki, łyk herbaty, kostka czekolady i zapinamy narty. Czas zmierzyć się ze stromizną. Najmniej zachęcająco jawi się pierwszy odcinek. Z góry wygląda niepokojąco pionowo i wąsko. Przejechać trzeba lewą stroną, bo tylko tam jest wystarczająco dużo śniegu. Ponieważ z niemal wszystkich stron wąski śnieżny tor otaczają kamienie, przez kilka metrów trzeba puścić narty na krechę. Dopiero potem można zacząć się ratować bocznym ześlizgiem. - Tylko się nie przewracajcie - radzi Zbyszek (upadek na takiej trasie może skończyć się niekontrolowanym zsunięciem się na sam dół). Potem wykonuje dwa zwinne ruchy i macha do nas z dołu. Już wiemy, że wcale nie świadczy to o tym, że jest łatwo. Ruszam na dół. Po chwili najgorsze mam za sobą. Nie było tak źle. Kilka sekund i po strachu. Muszę jeszcze popracować nad promieniem skrętu - zatrzymuję się kilkanaście metrów niżej niż nasz przewodnik, który skręca niemal w miejscu. Dalej stok też nie napawa optymizmem. Śnieg zmieszany z drobnymi skalnymi odłamkami i kamieniami znowu nie pozwoli nam poszaleć - myślę. Ale tym razem pokrywa przyjemnie nas zaskakuje. To, co z góry wyglądało jak gęsta breja, okazuje się bardzo przyjemnym terenem do jazdy. Jest miękko i dość równo. Wykorzystując okazję, że zrobiło się stromo, Zbyszek pokazuje nam, jak pomóc sobie w skręcie kijkami. Dwoma na raz! Brzmi tak samo abstrakcyjnie, jak wygląda, ale dzięki wbiciu przed skrętem kijków z obu stron, łatwiej jest się obrócić. Przypomina to trochę zeskakiwanie ze schodów wspierając się rękami na poręczach po dwóch stronach. Puch, na jaki czekaliśmy Ostatni dzień mamy w całości przeznaczyć na wycieczkę skiturową. Wieczorem dopadało trochę świeżego śniegu, a według prognoz cały dzień ma być pogodny i słoneczny. Wyjeżdżamy do najwyższej stacji (Schaufeljochbahn) pierwszą gondolą i zjeżdżamy 400 metrów do doliny po drugiej stronie lodowca. Tam przyklejamy foki i ruszamy. Cel: Zuckerhütl (3507 m). Niestety, zamiast słońca, niebo pokrywa coraz gęstsza mgła. Idziemy w górę za przewodnikiem, ale im wyżej, tym gorzej określić, gdzie jesteśmy. Z przodu biało, po bokach biało, z tyłu biało. Czasem tylko pojawia się odrobina szarości, gdy podchodzimy wystarczająco blisko jakiejś skalnej ściany. Docieramy do połowy drogi i podejmujemy decyzję o odwrocie. Wejście wyżej, na grań, wymagałoby spięcia się liną i stromego podejścia, a w tych warunkach to zbyt niebezpieczne. Zamiast w górę, ruszamy więc w dół. Zbyszek jedzie, jakby wchodząc zaznaczył sobie drogę kolorowym sznurkiem. My za nim. Błędnik w białej próżni wariuje. Nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Zaczyna kołysać. Na szczęście szybko docieramy do miejsca, z którego startowaliśmy. Stąd jeszcze jedno podejście do wyciągu. I, ku naszemu zaskoczeniu, pogoda zmienia się w okamgnieniu. Wychodzi słońce, robi się cieplej. Ostatnie zjazdy dostarczają nam niesamowitej radości. Kilkudniowa walka ze śniegami o różnej konsystencji się opłaciła. Teraz, gdy dopadało trochę białego puchu, narty jadą same. Wreszcie można puścić je szybciej i cieszyć się zostawianym za sobą białym dymem. Jak poradzić sobie poza trasą? - Połowa sukcesu to odpowiednie pochylenie. Środek ciężkości cały czas musi znajdować się z przodu. Zwłaszcza w skręcie warto tego przypilnować. Pozycja powinna być niska - każdy wyprost ciała powoduje, że jesteśmy mniej odporni na niespodziewane przeszkody terenowe. Ćwiczenie: Na łagodnym ubitym stoku wykonaj jeden skręt (w prawo/lewo) z krótkiego najazdu. Wychyl się mocno do przodu i, pomagając sobie kijkiem, wykręć obrót o 360 stopni. - Ciężar ciała powinien być równomiernie rozłożony na obie narty ( 50-50 proc. lub 40-60 proc. z odrobinę większym naciskiem na nartę dolną), dzięki temu pozycja jest stabilna i trudniej o upadek. - Do skrętu (zwłaszcza w stromym terenie) wykorzystujemy rotację - ruch całego tułowia w kierunku zamierzonego skrętu. - W skręcie pomaga energiczne wybicie się na kijku. Dzioby nart muszą jednak cały czas być w kontakcie ze śniegiem. Ćwiczenie: Skręt z obskokiem. Na ubitym stoku wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. - W sypkim, głębokim puchu ważna jest rytmiczność skrętów. - Podczas wyprawy poza trasę każdy uczestnik powinien mieć ze sobą podstawowy sprzęt lawinowy - detektor, sondę i łopatę. Koniecznie przed wyjściem trzeba sprawdzić prognozę pogody i informację o zagrożeniu lawinowym. W terenie nie powinniśmy poruszać się w zbyt dużej grupie. Najlepiej, gdy jest z nami przewodnik wysokogórski lub osoba dobrze znająca teren, w który się wybieramy. Autorce...Barbarze Suchy...zazdroszczę pięknej Przygody
- 4 odpowiedzi
-
- 12
-
-
Marku nie tylko wydłuży Sezon...przede wszystkim dzięki temu Wyciągowi będziemy mogli zamiast marnowania czasu, na tym archaicznym Orczyku, więcej pojeździć na nartach z góry...i to, w krótszym czasie. Oby tylko wszystko się udało...ciiii Ekolodzy nie śpią
-
Sezon 2011 powoli pora zaczynać... ...na początek może lekki Spinning nad Radomką? Byle by troszkę słoneczka się pokazało. Johnny, Ty już w tym roku coś połapałeś? Wyszperałem ciekawy artykulik o "Trudnym przedwiośniu" wędkarskim... Trudne przedwiośnie To owady i dodatnia temperatura wybudzają ryby z zimowego bezruchu. Masowe lęgnięcie (rojenie się) muszek budzi apetyt u ryb. Często obserwuję to w dni wilgotne i z dodatnią temperaturą. Dla wędkarza przedwiośnie to właściwy czas na przywitanie się z rzeką. Zima pozostawia ślady również na dnie rzeki i na jej brzegach – są zmienione: tu zniknęły dołki, a tam powstały wyrwy, rynny, przemiały. Wędkarz powinien jak najszybciej udać się nad rzekę i uważnie obejrzeć swój ukochany odcinek, bowiem trzeba nauczyć się go na nowo. Musi zrobić to nie tylko wędkarz, ale również ryby. Z zimowego spowolnienia ryby są wybudzane nie tylko przez podnoszącą się temperaturę wody, pomaga jej w tym lęgnięcie (rójka) się owadów. Najczęściej obserwuję to w dniu, w którym temperatura jest dodatnia. A tych ostatnio nam nie brakuje. Owady są łatwe do pochwycenia przez rybę, to polowanie nie wymaga od niej wysiłku i szybkich ruchów, a każdy połknięty owad stymuluje procesy trawienne i sukcesywnie czyni rybę chętną do połknięcia naszej, spiningowej przynęty. Jak widać, powodów do wyjścia na spiningowanie nie brakuje. Zachęcam Was do zapolowania na klenie i jazie. Klenie i jazie Te ryby często wspólnie przemierzają żerowiska, bytują obok siebie. Nierzadko jaź jest znacznie silniejszy na wędce niż kleń. Dopiero wiosną szala przeważa w kierunku klenia. Łowić je można w najróżniejszych miejscach, jednak strategię narzuca wielkość użytej przynęty. Na przedwiośniu preferuję malutką przynętę, która rybie może kojarzyć się z owadem. Wobler o długości 2-3 cm i obrotówka nr 00 daleko nie polecą, ani nie przebiją się przez warstwę podpowierzchniowej wody. Z tego względu do łowienia najlepiej wybrać wolną i płytką płań, spokojną zatokę, niegłęboki napływ, boczny niegłęboki nurt z wyraźnym spowolnieniem. Najczęściej obserwuję to w kamienistych rzekach, ale nawet wiślane ryby chętniej przebywają na odcinku upstrzonym dużymi kamieniami. Nierzadko są to głazowiska. Gdy główna rzeka zbyt wysoko podniesie swój stan, lepiej nam będzie wędkować w dopływie. Nie musi być duży, niekiedy ładne ryby dostawałem w potoku, który potrafiłem przeskoczyć z marszu. Tutaj jednakże stoi przed wędkarzem olbrzymie wyzwanie techniczne, a nie każdy z nas potrafi precyzyjnie operować malutką przynętą w bardzo wąskim i nierzadko zakrzaczonym łowisku. Ryby trzymają się stadnie, więc jest szansa złowienia kilku ryb po namierzeniu tego stadka. Jeśli po złowieniu ryby reszta odpłynie, to można wrócić tutaj w następnym dniu – ryby zapewne już tu będą. Przynęty i prowadzenie Moje ulubione przynęty to tyci woblerek, o długości 2-3 cm, w wersji pływającej i tonącej. Arsenał uzupełniają obrotówki nr 00 i 1, twisterki o długości 15-25 mm oraz chwosty, które doczepiam do woblerka lub obrotówki. Chwost ratuje sytuację podczas bardzo słabego żerowania ryb. Niektóre obrotówki łączę z kotwicą kółkiem łącznikowym, dzięki temu rozwiązaniu wiele zyskuję. Najczęściej przynęty są ubarwione kolorami: biel, żółć, czerń, brąz, czerwień, perła, wysycona zieleń. Z reguły dominuje czerń, biel, perła, a pozostałe kolory są dodatkowymi. Przynętę prowadzę w strefie przebywania ryb lub w zasięgu ich wzroku. Staram się nie rzucać przynęty na ich głowy, bo w tej porze roku tak podana przynęta płoszy ryby. Prowadzę wolno, z częstymi przystankami – proszę pamiętać, że woda jest zbyt zimna do pościgu ryby za przynętą. Klenie często atakują z krótkiego doskoku. Podsumowując sposób prowadzenia: nigdy nie jest za wolno! Gdy wszystkie sposoby zawodzą i ryby wciąż nie atakują przynęty, to proszę położyć ją na dnie i poderwać do prowadzenia dopiero po minucie lub półtorej. Źródło: Wędkarstwo, Waldemar Ptak ------------------------------------------------------------------------------------------------ Jak aura będzie sprzyjać to zapoluję na Klenia i Jazia - zobaczymy, co z tego wyniknie?
-
Krzesełko na Telegraf, noclegi na Stadionie Stok Telegraf w Kielcach zmieni się nie do poznania w przyszłym sezonie. Trasa zjazdowa będzie dwukrotnie szersza a narciarzy będzie woziła kolejka krzesełkowa. Z nowości na Stadionie ucieszą się przyjezdni goście, ponieważ powstaną miejsca noclegowe. Na przebudowę trasy na Telegrafie narciarze czekali od dawna. Miejscami ma ona zaledwie 20 metrów szerokości. To bardzo mało. Poszerzenie jej było niemożliwe bez zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W ubiegłym roku dokument powstał. Dopuszczono w nim wycięcie części drzew i poszerzenie zjazdu do 50-60 metrów. Pozwala on także na wymianie wyciągu na bardziej wydajny oraz budowę platformy widokowej na szczycie Telegrafu. - Jeszcze przed zakończeniem sezonu rozpoczęliśmy przygotowania do zmian na Telegrafie. Wystąpiliśmy o pozwolenia na budowę na postawienie nowego wyciągu. Będzie to kolejka krzesełkowa, czteroosobowa. Chcemy, aby jeździła cały rok. W lecie mogą z niej korzystać piesi i rowerzyści. Krzesełka zostaną wyposażone w uchwyty umożliwiające zamocowanie sprzętu – informuje Paweł Kozłowski, współwłaściciel wyciągów w Kielcach na Telegrafie i Stadionie. – Czekamy na oferty od producentów "krzesełek”. W przyszłym tygodniu wybierzemy najkorzystniejszą z nich. Producent potrzebuje kilka miesięcy na wykonanie urządzenia. Liczymy, że we wrześniu zostanie dostarczony. Potem potrzeba około miesiąca na zamontowanie go. Stary wyciąg zostanie zdemontowany, pochodzi z lat 70-tych i nadaje się do muzeum. Poszerzenie zjazdu wymaga zgody na wycięcie drzew. – Przygotowujemy wniosek o zgodę na wyłączeniu terenu z gospodarki leśnej. Ona umożliwi wycięcie drzew i poszerzenie zjazdu. To będzie jedyna kolejka krzesełkowa w naszym regionie. To mercedes wśród wyciągów. Mamy nadzieję, że podniesie ona atrakcyjność Telegrafu a stok będzie atrakcją przez cały rok. Poszerzenie zjazdu poprawi bezpieczeństwo narciarzy i sprawi, że będzie on bardziej przyjazny dla osób słabiej jeżdżących. – informuje Paweł Kozłowski Dodaje, że inwestycja będzie bardzo kosztowna, za równo postawienie kolejki krzesełkowej jak i wycięcie drzew, za co trzeba wnieść wysoką opłatę. W tym roku nie planujemy budowy platformy widokowej, zrobimy ją w późniejszym terminie. Może za rok się uda - mówi. Na Stadionie tak dużych zmian nie będzie. – Na maj planujemy otwarcie drugiej kondygnacji nowego budynku stojącego przy stoku. Tam powstaje część hotelowa, będzie więc możliwość przenocowania blisko wyciągu – informuje Pawel Kozłowski. – Na stoku posiejemy trawę. W ubiegłym roku przed sezonem trasa była wyrównana, ale na uzupełnienie darni zabrakło czasu. W maju zostanie otwarte boisko wielofunkcyjne, w miejscu sztucznego lodowiska. – Lód już topnieje, zostało ze dwa centymetry. W przyszłym tygodniu będzie można wejść i przygotować teren do rozłożenia sztucznej murawy. Boisko będzie można wykorzystać do gry w piłkę ręczną i nożną, siatkówkę, czy w tenisa. Jesienią ponownie uruchomimy sztuczne lodowisko. Nowe wyciągi i armatki Na stoku narciarskim w Bodzentynie przybędzie wyciąg i armatki do naśnieżania. W Tumlinie plany rozwoju są, ale właściciel jeszcze nie wie, czy w tym roku je zrealizuje. W Bałtowie i Niestachowie będą tylko zmiany kosmetyczne. W Tumlinie właściciel ma plany rozwoju ośrodka, ale jeszcze nie podjął decyzji, czy wszystkie zrealizuje je w tym roku. – Na pewno dokupię kilka armatek, aby trasę dało się jeszcze szybciej naśnieżyć. Natomiast pozostałe zamierzenia są jeszcze pod znakiem zapytania. Biorę pod uwagę kupienie jeszcze jednego wyciągu oraz rozbudowanie restauracji, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu na decyzje. Na razie odpoczywam po wyczerpującym sezonie. Był on dobry, ale ciężki, ponieważ trasę trzeba było przygotować dwa razy od początku z powodu długiej odwilży w styczniu – informuje Andrzej Rogowski, właściciel stoku w Tumlinie. W Bodzentnie na pewno pojawi się nowy wyciąg. – Był już kupiony w ubiegłym roku, ale nie zdążyliśmy go zamontować przed ostatnim sezonem. Jest to orczyk dwuosobowy, stanie pod drugiej stronie trasy. Stary wyciąg także pozostanie. Planujemy poszerzyć zjazd. Poprawimy jakość naśnieżania. To przede wszystkim jest ważne dla nas, ale i dla narciarzy. Już powiększyliśmy zbiornik na wodę. Dokupimy armaty do produkcji śniegu. Dzięki temu stok będzie można szybciej pokryć śniegiem i przy wyższej temperaturze niż było to obecnie – zapewnia Zdzisław Maniara, współwłaściciel ośrodka „Baba Jaga” w Bodzentynie. W Szwajcarii Bałtowskiej żadne inwestycje nie są zaplanowane, podobnie w ośrodku Niestachowie. – Nie myślimy o inwestycjach w tym roku, nie ma takiej potrzeby. Zmiany będą kosmetyczne – informuje Agnieszka Dyk, współwłaścicielka Ośrodka Narciarskiego w Niestachowie. Źródło: Echo Dnia. ------------------------------------------------------------------------------------------------- Zmiany bardzo cieszą Szczególnie poczwórna kanapa na Telegrafie oraz poszerzenie Stoku :D
-
Narciarskie wypadki: cuda się zdarzają Przeżyć upadek ze szczytu lodowca, skoczyć na nartach ponad 100 metrów w dół z alpejskiego szczytu, a może wyjść cało z bliskiego spotkania z lawiną - oto kilka narciarskich i snowboardowych wypadków, które wbrew logice, a czasami prawom fizyki, skończyły się dla ich bohaterów ''happy endem''. Stefan Ager -ten przypadek na jednym z wątków przedstawił już Darek Lewandowski. Skialpinistyczna wycieczka na szczyt jednego z lodowców w Stubaiu prawie zakończyła się tragicznie dla Stefana Agera. Po odpoczynku na górze Austriak zapiął narty i przypadkiem ześlizgnął się ze zbocza. Ześlizg przerodził się w kilkudziesięciometrowy upadek, który został uwieczniony przez kamerę umieszczoną na kasku narciarza. Ager miał jednak niesamowite szczęście i całe zdarzenie okupił jedynie potłuczeniami. Freeride na Chopoku [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=OzCQLcZ8eGc&feature=player_embedded[/YOUTUBE] Marzec 2010 roku: freeride'owe zawody snowboardowe w słowackim ośrodku Jasna. Część kwalifikacyjna przeszła do historii za sprawą wyczynu ukraińskiego snowboardzisty, który po udanym przejeździe popełnił błąd, który mógł go kosztować nawet życie. Na szczęście znowu skończyło się głównie na strachu. Początek ''dreszczowca'' od 3:51. Lawina na Alasce Filmik pod linkiem: http://vimeo.com/6581009 Kolejny amator mocnych pozatrasowych wrażeń znalazł je na Alasce. Podczas freeride'owej wyprawy padł ofiarą lawiny. Zaraz po jej zejściu jego towarzysze rozpoczęli gorączkowe poszukiwania. Kiedy ofiarę śniegu udało się namierzyć, w ruch poszły łopaty. Po niespełna pięciu minutach mężczyzna został odkopany. Nastolatek pod tonami śniegu [YOUTUBE] [/YOUTUBE] W 2008 roku ofiarą lawiny padł z kolei Randall Stacy. 16-letni wówczas snowboardzista szusował w towarzystwie swojego trenera Iana Kirka i ratownika górskiego Alexa Hunta w Cerro Catedral w Argentynie, kiedy został zasypany przez zwały śniegu. Nastolatek został uratowany dzięki odpowiedniemu przygotowaniu. Zarówno on jak i jego towarzysze byli wyposażeni w czujniki i sondy lawinowe oraz w łopaty. Dzięki temu po ośmiu minutach Stacy'ego udało się namierzyć i odkopać. Fred Syversen: przypadkowy rekordzista...niesamowity filmik. [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=tkZ7Tyf7_YM&feature=player_embedded[/YOUTUBE] Norweski narciarz zapisał się w historii freeride'u za sprawą swojego wyczynu z 2007 roku. Podczas kręcenia w Alpach narciarskiego filmu ''Nuit de La Glisse'' Syversen przez pomyłkę nie pojechał zaplanowaną wcześniej trasą. Jadący z prędkością 80 km/h narciarz skoczył - a raczej spadł - z wysokości 107 metrów. Zanim do tego doszło zdążył jeszcze odbić w lewo. Ten manewr prawdopodobnie uratował mu życie, bo Syversen zamiast na skały spadł w gruby śnieg. - W powietrzu starałem się zachować pozycję tak długo, jak mogłem. Na szczęście udało mi się wylądować w pozycji poziomej. W plecaku, w pobliżu dolnej części pleców miałem metalową butelkę. Dlatego tuż przed lądowaniem przechyliłem się lekko na bok co prawdopodobnie uratowało mój kręgosłup przed złamaniem - tak Norweg opisywał swój wypadek. Wypadek, który przypadkiem okazał się nowym rekordem w narciarskim skoku z góry. Fred Syversen kontra lawina [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Syversen poza przypadkowym rekordem ma na koncie także bliskie spotkanie z lawiną. W 2007 roku został ''zdmuchnięty z powierzchni'' podczas szusowania poza trasami w Stryn. Już wtedy fortuna mu sprzyjała - sam wygrzebał się spod śniegu. W przeciwnym razie nie miałby szans na przeżycie, bo - jak widać na filmie - jego koledzy poszukiwali go w zupełnie innym miejscu. Źródło: http://narty.sport.pl
-
Ponieważ "tylko prawdziwa Cnota, krytyki się nie boi"...postanowiłem jednak napisać poniższego Posta. Jacku - na wstępie słowa uznania za to, że postanowiłeś zaprosić na tak wspaniałą imprezę Forumowiczów. To wspaniała gratka testy nart, w tak doborowym i światowym Towarzystwie dla Tutejszych użytkowników serwisu Skionline. No właśnie... ...jest ale...jedno małe - niestety... ...od razu zaznaczę, że... i być może tylko dla mnie , ...być może tylko ja się źle poczułem czytając info z utworzonego przez Ciebie tematu Zanim o nim napiszę, zaznaczę również to, że ponieważ jesteś Właścicielem Serwisu, "załatwiłeś" Imprezę - to miałeś również prawo zadecydować tak jak zadecydowałeś. Mój niesmak wynika z faktu, kogo wyznaczyłeś do Zaszczytnego Testowania nowości rynkowych. Po pierwsze - jeden z Moderatorów Forum - Rafał "Bończa" - chylę czoło - to nie tylko Weteran Forum, ale również Wzorowy "Zielony nick", przyjazny "Ludek", doświadczony narciarz...itd i jak najbardziej zasługuje na wyróżnienie, pochwały, nagrody. Rafale Gratuluję. Po drugie - dobór drugiej Osoby - SB...uważam za nietakt... ...to, nie tylko kontrowersyjny Moderator ale również zwyczajnie Osoba, która pisaniem swoich niekiedy obraźliwych postów (nie raz poczułem się obrażony przez Sławka - mówię za siebie i tylko o swoich uczuciach) - zwyczajnie nie zasługuje na takie wyróżnienie. W tym przypadku samo Weteran i to, że Sławek to doskonały narciarz... ...to, że jest "Dinozaurem" na Forum-jest Tu od samego początku...nie powinno być przesądzające. Wiem, że jesteście dobrymi znajomymi (nie jest to tajemnica, ...i być może to było przesądzające?...pewnie wiele osób tak pomyśli) z tej samej Bielskiej "Mafii" ...ale właściwiej byłoby...zaznaczam, że cały czas piszę przez pryzmat swoich uczuć...nie ogłaszanie SB w publicznym "komunikacie" (przynajmniej po to, by nie drażnić Tych Forumowiczy, którzy mieli podobne jak ja negatywne "przygody" z SB). Reasumując: zaproszenie przez Redakcję Skionline tylko Moderatorów Forum (w tym jednego kontrowersyjnego) nie było, przynajmniej według mnie trafną i popularną decyzją. Mógł być wyznaczony Ten, który ciężko pracuje, wzbudza Szacunek i zwyczajnie bardziej zasłużył. Po drugie, Jacku czy nie byłoby super Gratką gdybyś zrobił jakiś Super Konkurs (wiem, że był Konkurs dla wszystkich, w którym Laureatem została Ewa ) dla wszystkich ponad 10 000 Forumowiczy?...bądź podobnie jak NTN wyznaczył jakieś zasady otrzymania tego jakże cennego "biletu"? Moim zdaniem - można było. Jest nawet taki wątek: Co zmienić aby na forum udzielało się więcej osób? http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=12225 , dla którego z pewnością odpowiedzią była inicjatywa Konkursu. Dla mnie - Twoja odpowiedź na ten wątek to: wytypowanie do wyjazdu Człowieka, który przyczynia się do tego by, na Forum udzielało się przeciwnie... ...mniej osób. Wśród całej masy Ludzi Skionline z pewnością są świetni narciarze i Weterani forum przez wielkie W., zasłużeni "Działacze Partii pod szyldem Naszego Serwisu"...znalazłbyś nawet wśród tych, którzy wypowiedzieli się w tym miejscu....godniejszych. ...jest tyle Płci Pięknej wśród Nas , Tak...płeć piękną mogłeś wyróżnić... ...setki super rozwiązań. Kończąc tego posta, który miał pozostać tylko w mojej głowie...a wyfrunął...ostatnie słowa: Żeby była jasność - nie ma we mnie kszty zazdrości o ten wyjazd...strasznie się cieszę, że jedzie Rafał Wyfrunął - bo, liczę na to, że (Mama zawsze mi powtarza, że jestem naiwny) ten Post przynajmniej skłoni Cię do refleksji nad pewnymi sprawami Tu się dziejącymi i tym, że czasami warto spojrzeć w przyszłość zapominając o przeszłości... ...że warto robić zmiany i odważne posunięcia. Wyfrunął - bo, czuję się Tu jak w domu...a w domu Szczerość - to Cnota (tak jak ta, z przysłowia z początku mojego wywodu ). Wyfrunął, bo zależy mi zwyczajnie na Skionline. PS. Czekam na fotki i relacje z Testów. Przepraszam, być może zbyt dużą Szczerość. Pozdrawiam Mariusz
-
Narciarski konkurs fotograficzny Newsweeka
marboru odpowiedział marboru → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Oficjalne Wyniki Konkursu Miło mi poinformować, że są już oficjalne wyniki konkursu. W głosowaniu internautów zwyciężyli: 1. Ski pass - Mariusz z Radomia za zdjęcie pt. W ramionach przestrzeni 2. Ski pass - Tomasz z Krakowa za zdjęcie pt. Listopadowe południe - Stubai 3. Bluzę - Ewelina z Lubochni za zdjęcie pt. Między chmurami Alta Valtellina - Bormio 4. Bluzę - Maciej z Bielska-Białej za zdjęcie pt. Bajkowy Kasprowy 5. Bluzę - Janina z Ostrowa Wielkopolskiego za zdjęcie pt. Wypadek z uśmiechem na twarzy 6. Czapkę - Agnieszka z Rokietnicy za zdjęcie pt. Ski in Poland - Zieleniec 2011 7. Czapkę - Dawid z Ostrowa Wielkopolskiego za zdjęcie pt. Śnieg sypie ale nie odstrasza szaleć na stoku 8. Chustę - Paula z Nakła nad Notecią za zdjęcie pt. Mała hopka, ale jaki efektowny skok! 9. Chustę - Jakub z Gdańska za zdjęcie pt. Narty w goglach - Civetta Nagrodę jury (ski pass) otrzymał Marcin z Rokocina za zdjęcie pt. Norwegia Ze wszystkimi laureatami będziemy się kontaktować drogą elektroniczną, więc sprawdzajcie swoje skrzynki! GRATULUJEMY! Źródło: Newsweek.pl -------------------------------------------------------------------------------------------- Ponieważ pierwsze info o konkursie na forum dałem ja...wypadało również napisać, to ostatnie info z wynikami Zanim nieskromnie pochwalę się, że wygrałem ...to chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy oddali na mnie swój Klik-Głos. Bez Was ten wynik nie byłby tak dobry Dziękuję Dziękuję również wszystkim współKonkursowiczom Skionline za miłe towarzystwo w tej plebiscyto-zabawie...no i oczywiście: Gratuluję -
A kask gdzie Głowę chcesz stłuc? Głowę albo jakąś niezabezpieczoną instalację do naśnieżania (patrz wypadek śmiertelny z tego roku w Czarnej Górze)? No a gdybyś wypadł z trasy, no to drzewo też mógłbyś stłuc...a wtedy co? Ekolodzy, więzienie...itd :D
-
Projektowanie ubrań sportowych ma dziś więcej wspólnego z medycyną i bioinżynierią niż z modą. W 1893 roku Norweg Oscar Fredriksen pobił rekord świata w łyżwiarstwie szybkim, pokonując dystans 10 kilometrów w 20 minut i 21 sekund. Ten sam dystans w roku 2007 Holender Sven Kramer przejechał w 12 minut i 41 sekund. Różnica między jednym a drugim to nie tylko niewyobrażalnie długie 8 minut i 20 sekund, lecz także 114 lat rozwoju odzieży sportowej. Obecny rekordzista świata nie osiągnąłby swojego wyniku w swetrze i wełnianych spodniach – stroju sportowym końca XIX wieku. W XXI wieku to nie projektanci, lecz naukowcy nadają ton modzie, jaką oglądamy na lodowiskach i stokach narciarskich. Dzisiejsza inteligentna odzież sportowa umożliwia na przykład kontrolę tętna i ciśnienia w czasie treningu. Służy temu choćby technologia screen printing, polegająca na nadrukowaniu na strój amperometrycznych sensorów, które są elastyczne, odporne na pranie i zgniecenie. Mięśnie wsparte technologią Nawet silne wstrząsy i uderzenia nie są w stanie zakłócić ich działania. Podobne technologie stosuje się w nakolannikach dla biegaczy, które nie tylko monitorują czynności życiowe, ale także wspomagają sportowca, stabilizując pracę jego stawów. Powstały też pierwsze wyroby pończosznicze usprawniające krążenie krwi. Wcześniejsze dokonania w tej dziedzinie wpływały na krążenie poprzez mikromasaż włóknami wełny lub odpowiedni ucisk, ale dopiero firma Holofiber wprowadziła włókna emitujące promieniowanie podczerwone. Skarpetki i rajstopy stykają się z ciałem włóknami, co stymuluje krążenie i zwiększa przepływ utlenionej krwi w skórze. Zwykli użytkownicy docenią fakt, że dzięki temu jest ona lepiej odżywiona, a tym samym odporniejsza na otarcia, ale dla sportowców taki wynalazek oznacza szybszą regenerację mięśni i unormowanie krążenia po treningu. Wiele ze współczesnych ubrań sportowych jest tworzonych na miarę. Dotyczy to na przykład ochraniaczy używanych m.in. w snowboardzie. Firma Komperdell wymyśliła ochraniacz pleców dopasowywany indywidualnie do zawodnika. Ochraniacz najpierw zostaje ogrzany, po czym ciepły nakłada się na plecy, ściska pasami i czeka, aż wystygnie. Tak uformowany kształt nadaje się do użycia przez jedną osobę. Jest to nie tylko wygodne, ale i bezpieczne, ponieważ pomiędzy ochraniaczem a ciałem nie ma wolnej przestrzeni. Podobnie projektuje się obuwie. Za najciekawszy produkt w segmencie butów narciarskich na obecny sezon można uznać model Tecnica Phoenix 100 Air Shell wyposażony w technologię Air Shell Fit. To nowatorskie rozwiązanie polega na wprowadzeniu w przestrzeni pomiędzy skorupą a butem wewnętrznym specjalnych kieszeni powietrznych w rejonie palców i pięty. W miejsca te – w zależności od konkretnych uwarunkowań (kształtu stopy, preferowanego stylu jazdy, warunków na trasie) – można wtłaczać powietrze, a potem je spuszczać. Pozwala to na optymalne dopasowanie buta w konkretnej sytuacji. Wszystko zaś odbywa się za przyciśnięciem jednego przycisku. Inny pomysł, tym razem zastosowany w butach snowboardowych to system wentylacji Aerotech stworzony przez firmę DC Shoes Status Boot. Wprowadza on do buta kanały, zintegrowane przez podszewkę z warstwą wierzchnią buta. To dzięki nim cały pot jest transportowany na zewnątrz, gwarantując ciepłe i suche stopy, nawet podczas najbardziej agresywnej jazdy. Naśladując naturę Dostosowywanie się odzieży, butów czy akcesoriów do sportowca polega także na usuwaniu ostatnich śladów, nazwijmy to, krawiectwa. Przykładem może być Alpha SV Glove, czyli model rękawic marki Arc’teryx. Wykrój każdego palca wykonano według osobnego wzoru uwzględniającego unikalny kształt palców dłoni i umiejscowienie stawów (co wpasowuje się w trend scalania z ciałem zawodnika), ale też wyeliminowano szwy na koniuszkach palców. Rękawice są niezwykle wygodne i poprawiają wyniki sportowców. Choć trudno uwierzyć, żeby kilka maleńkich szwów stanowiło szczególny opór powietrza. Wyższą szkołą jazdy w branży odzieży sportowej są wynalazki oparte o bionikę, czyli rozwiązania naśladujące naturę. Przykładem może być odzież przystosowująca się do zmiennych temperatur, która powstała dzięki obserwacji… szyszek. Problematyką tą zajął się Julian Vincent, profesor bioniki z University of Bath w Anglii, specjalizujący się m.in. w drzewach iglastych. Zauważył, że gdy jest ciepło, szyszka otwiera się i wysypuje nasiona, a gdy jest wilgotno i zimno – zamyka się. Powstała w wyniku tej bądź co bądź prostej obserwacji tkanina również posiada maleńkie klapki otwierające się lub zamykające w zależności od pogody. I pomyśleć tylko, że za dekadę, dwie te rozwiązania będą tak archaiczne, jak dziś wełniane stroje sportowców z końca XIX wieku. Autor: Monika Onoszko Źródło: Newsweek
-
Może będzie jazda po Czerwonym śniegu...? To taki drobny przytyk do fryzury :D
-
FIS Masters Cup Pec pod Snezkou 20.03.2011
marboru odpowiedział spi630 → na temat → Zawody dla amatorów
Super fotka







