U nas od początku był to instruktor i to specjalizujący się w nauce dzieci, ale to już pisałam nie raz. Uważam tylko, że to jest najlepsze wyjście: dziecko ma większy respekt, wytrzymuje na nartach cała lekcje, czyli dłużej niż 15 minut a do tego nabiera fachowych porad. Już następny sezon potrafił spędzić na stoku polowe dnia ;-)
Nie uważam się za dobrego nauczyciela i to nie dlatego, że np. nie jestem idealnym narciarzem, ale zwyczajnie nie jestem nauczycielem. Śmiesznie może brzmi, ale chodzi o to, że wielu nawet bardzo dobrych narciarzy nie ma zdolności edukacyjnych w stosunku do innych.
Miałam znakomity przykład na sobie wiele lat temu jak mój mąż próbował mnie nauczyć jazdy na nartach. Za żadne skarby nie potrafiłam przełożyć na czyny tego co mi tłumaczył i już chciałam się poddać, że narty jednak nie dla mnie. Ostatnią myślą był instruktor.... i po godzinie nauki pięknie zjeżdżałam samodzielnie. Teraz uwielbiam narciarstwo
Nasz syn rownież szybko nauczył sie jeździć i przede wszystkim poprawnie, a na szkółce nadal szlifuje technikę pod okiem fachowca.
Wysłane z mojego iPhone przez Tapatalk