Wujot
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
2 888 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
127
Zawartość dodana przez Wujot
-
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
dzień 7 - powrót Potężny wiatr, nawiane zaspy i mgła wita nas przy wyjściu ze schroniska. Przewidująco założyłem solidniejsze spodnie z membraną. W takich warunkach nie powinno się wyżej po górach chodzić ale ponieważ jutro jest Wielkanoc więc nikomu nie uśmiecha się czekanie w górach. Droga powinna być bezpieczna a najbardziej obawiamy się kiepskiej widoczności. Bo tak to (nie) wygląda. Początkowo traki prowadzą dość płasko - śniegu spadło tyle, że bez kijów trudno jechać. Idzie to bardzo powoli bo bez przerwy kontrolujemy położenie. Po jakimś czasie dojeżdżamy do najstromszego odcinka. I tutaj zaczynają się schody nie wiadomo co dalej - bo robi się mocno stromo a dalej nic nie widać. Robert bardzo ostrożnie penetruje zbocze ale ponieważ śnieg ma ochotę zjeżdżać to wraca. Być może to krótka ścianka zakończona wypłaszczeniem ale równie dobrze może być podcięta. Tak zajmuje to nam pewnie z 30 min. wreszcie znajdujemy obejście, lekko się przejaśnia i jedziemy dnem szerokiej doliny. Spad jest w sam raz i na tym puchu robi się naprawdę miło. Zjazd trwa, coraz wiecęj widać Gdzieś na rzędnej 2500 m spotykamy pierwsze grupy idące w górę. Temperatura rośnie, zaczyna padać deszcz i puch zamienia się w paskudną masę trudna do jazdy. Mijamy z żalem schronisko Zufallhutte (chcieliśmy pożegnać się z "naszą" ekipą i napić kawy ale mamy co najmniej godzinę opóźnienia. Teren jest bardzo zróżnicowany, warunki też bo co jakiś czas kłaki mgły odbierają oczy. Zabawa jest przednia bo musimy jechać wąziutkim szlakiem podejściowym (bo obok się nie da). Na zakończenie wypadamy na polance obok parkingu. samochód wygląda tak: Przebieramy się w opadzie A gdy za godzinę (w Austrii) jest tak pytamy się - o co tu chodzi? Podsumowanie Pierwsze 5 dni było naprawdę rewelacyjne (mimo wygwizdowa). Zrobiliśmy 100% planu maksimum. Trochę szkoda Koenig Sp. ale w tych warunkach nie miało to sensu a nawet było zgoła nierealne. Brak prognozy pogodowej uniemożliwił nam podjęcie optymalnej decyzji jaką był zjazd w dół w 6 dniu (warunki były jednak lepsze jak po nocy) i awaryjny nocleg w Zufallhutte. Jak zawsze sporo innych wniosków (szczególnie w zakresie prognoz pogody). Pozostał mi pewien "narciarski niedosyt" - chyba dobrze może tu jeszcze wrócę... pozdroWiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Powiem tak - pogadamy za parę lat. Też byłem (i jestem) zwolennikiem solidnych i długich nart i też miałem fobie. Ale parę lat skiturów zmieniło bardzo moją optykę - tam gdzie nie muszę targać mogę sobie pozwolić na bardzo ciężki sprzęt. Ale ten bardzo lekki sprzęt, który trochę z konieczności zacząłem używać, okazał się w pełni wartościowym sprzętem do jazdy. To jest to o czym pisaliśmy - ma się "skrzywienie" zjazdówkowe (czy freeridowe) i wydaje ci się, że na nogach masz jakieś zabawki. Nie, to jest normalny, w pełni wartościowy, sprzęt na którym pojedziesz wszystko. Małe narty to mała siła wyporu ale za to mały opór i bardzo łatwa rotacja, gdyby nie plecak to można byłoby z tym dosłownie fruwać. To poszerzanie się sprzętu na skiturach o którym wspominaliśmy wcale nie musi mieć podłoża "obiektywnego" może narciarze freeridowi masowo wchodzący w skitury przenieśli swoje przyzwyczajenia i "naciągają w górę" deski??? Ale jest jeszcze druga strona medalu. Swego czasu myślałem nawet, że zrezygnuję ze sprzętu zjazdowego na rzecz TLT. Z tego pomysłu jednak się wycofałem bo myślę, że trwałość topornych wiązań, butów i ciężkich nart przy ostrej eksploatacji jest nieporównywalna z tymi ultralekkimi. Jeśli udaje mi się zniszczyć normalne narty w dwa lata to te skiturowe mógłbym wykończyć w dwa miesiące. W skituringu na który poświęcam nie więcej jak 25 dni w sezonie jazdy jest relatywnie mało (co wcale nie oznacza, że jest nieistotna - to wisienka na torcie). Dlatego drugą nogą jest przywyciągowa jazda off piste - tu kompromisów wagowych nie stosuję choć wynika to po części z tego, że sprzęt lekki jest drogi (np BMT Volkie) a zakładam, że też mało trwały. Podobnie z butami - gdybym TLT 5 traktował tak jak pancernego Factora to musiałbym je szybko wymienić. Swoją zimową aktywność opieram więc na dwóch filarach - jeździe na karnecie z absolutną preferencję off piste i tutaj Barony i Duke są ok (głównie dlatego, że są relatywnie tanie), narta może ważyć 4 kg (para) a buty 4,4 kg jedno i drugie też są w miarę tanie. Na tym sprzęcie jeździmy do upadłego i 12-14 km w pionie na off piste to normalka. Skitury to zupełnie inna para kaloszy - idę w góry, realizuję plan i zdobywam cele. Nieraz są warunki ekstremalnie trudne gdzie przy trasie nie chciałoby mi się tak walczyć. Jestem też w pięknych okolicznościach i z ekipą gdzie relacje są dużo bliższe jak na off piste. Walczę ze swoimi słabościami fizycznymi, strachem i brakiem umiejętności. Jazda jest tutaj bardzo ważnym, przyjemnościowym dodatkiem. Ale mimo wszystko to tylko jeden ze składników i nie on powinien decydować o wyborach sprzętowych. W takim ujęciu freeride to szaleństwo jazdy a skitury coś zdecydowanie poważniejszego. Nie mam więc stresu, że na zjeździe będę miał sprzęt wymagający większej uwagi - to i tak najłatwiejsza część tej zabawy. To jest oczywiście model do jakiego doszedłem po paru latach zimowej zabawy. Ale tak czy tak skitury to nie jest "freeride dla ubogich", przenoszenie wzorców i przyzwyczajeń z nart zjazdowych nie jest wskazane. Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 4
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Od dłuższego czasu pakiet Adobiego jest w miesięcznej subskrypcji. Sam PS kosztuje tylko 10 € miesięcznie faktura z Irlandii. Pozdro Wiesiek
-
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dzięki uprzejmości Kuby mogę dodać taką fotę z tego żlebu na KoenigSpitze - warunki bardzo zbliżone do naszych polecam też wejść na jego stronę gdzie jest m.in. bardzo dokładna relacja z grupy Ortlera.pozdroWiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
To szukanie kompromisów nie jest łatwe. Oczywiście najwygodniej byłoby mieć dwa zestawy sprzętów do różnych celów. Kiedyś nawet do tego poważnie się przymierzyłem i wychodząc z założenia, że to wiązania są najdroższe wykonałem inserty (jak w snb) i przekręcałem same wiązania (brałem też pod uwagę onyx-y bo można założyć szynę i wymieniać wiązania). Pomysł z insertami nie wypalił. Koniec końców wylądowałem z dwoma kompletami skiturowymi ale o dziwo używam tego lżejszego : Granica kompromisu gdzieś jest, ale gdzie? Jak obserwuję innych to widzę sporo nart w granicach 80 mm i niezbyt długich. Ale oczywiste jest, że jak ktoś ma 90 kg wagi i jest wysoki to te parę milimetrów szerokości powinien mieć więcej niż ja czy Tomek. Z drugiej strony - jak gadałem ostatnio z Robertem (Rogiem) a trudno mu odmówić doświadczenia (i umiejętności) to powiedział, że 70 mm jego zdaniem jest wystarczające. Symptomatyczna też była nasza jazda przy Defreggerhaus - roztopiony grząski stok - mimo tego te wąskie narty dały radę. Jechałem tam z absolutną świadomością, że na Gotamach to byłby lajtowy, przyjemnościowy zjazd a tu musiałem nart ostro pilnować nie mniej jednak na Gotamach mógłbym tam nie dojść. Gdzieś w tle głowy chodzi mi bezkompromisowy zestaw typu dość krótkie, szerokie Volki BMT (ok. 2900 g + 200 g expedition). Boję się tylko, że i tak na konkretne tury wybiorę wąskie Hagany. Wbrew Twoim obawom ten zawodniczy kierunek jest jednak dla mnie wskazówką - skoro tam został wypracowany taki kompromis między podejściem a zjazdem to dlaczego on nie jest aktualny w "ruchu cywilnym"? Fizyka i fizjologia jest inna??? Ale oczywiście to jest mojsza racja a twojsza może być inna. Po to gadamy aby określić ramy optymalnych decyzji. Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 4
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Niska waga jest taką samą zaletą jak pancerne wiązania bo zdecydowanie szybciej i łatwiej wykonasz manewry narciarskie do tego będziesz zdecydowanie mniej zmęczony. To ostatnie przekłada się bezpośredni na bezpieczeństwo. Dla mnie wiązania Markera to nieporozumienie (żeby nie było mam dwie pary narty z f12 i duke). Nigdy ich nie widziałem w schroniskach, z szynówek były diamiry. Za to często widziałem potężne narty np. UBAC z tlt. I widziałem jak na tym ludzie jeżdżą. Po tych "prezentacjach" pytań nie było. Wątek założyłem m.in. po to aby wszyscy freeriderzy wchodzący w tury nie przenosili dotychczasowych nawyków na tę działalność. Dokładnie wiem co piszę bo moje pierwsze narty to było 88 mm, +5cm, i nieszczęsne f12. A teraz dochodzę do wniosku, że 75 mm, -15 cm i expedition będzie ok. Co najwyżej nauczę się jeździć. A co do tego 8 freeridowego dnia na naszym wyjeździe to też oczywiście żałowałem troszkę, że nie mam Gotam czy Legendów na nogach ale jazda na moich Haganach też była przyjemniutka. Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 5
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Teraz będzie o czołówkach - to mój ulubiony temat bo uwielbiam nocne jazdy z własnym światełkiem.Nocne jazdy zweryfikowały troszkę moje poglądy na podstawowe wymagania wobec czołówki (i dlatego moja dotychczasowa Spot BD jakkolwiek pod wieloma względami fantastyczna poszła w odstawkę). Doszedłem do wniosku, że - 400 lumenów to właściwie rozsądne minimum jakie powinniśmy mieć i to przy założeniu wąskiej centralnej szpili. - ogniwo musi być 18650 (tylko one da dostatecznie dużo prądu)- odporność i idiotoodporność konieczna- i nadal waga, waga, waga - najmniej jak się da Oprócz Petzla Nao jeździłem z Zebralight H600. Świetną recenzję znajdziecie pod linkiem http://brytan.com.pl...ght-h600-mk-ii/ Z Petzlem rozstałem się bez najmniejszego żalu - jakaś kabelkologia, ciężka, wymiana ogniwa podczas wietrznej nocy - nierealna, przekombinowane ogniwo vs oszczędzanie energii i szeroka wiązka bliskiego zasięgu wskazało, że wady w żaden sposób nie są równoważone zaletami. warto zdać sobie sprawę, że w wadze Nao można mieć Zebrę z trzema ogniwami. Już zdecydowałem się na jej zakup gdy na rynku i to polskim (czyli bez problemowa faktura) pokazały się dwa niezwykle podobne produkty w zdecydowanie przyjaznych cenach. Pierwszy to Nitecore HC 30 Czy coś to Wam przypomina??? Na pierwszy rzut oka wygląda identycznie jak opisywana wcześniejsza H600 - przy bliższym poznaniu widać różnice w budowie. Można jednak uznać, że to bardzo podobne produkty. Za zebrą przemawia paroletnia obecność na rynku i znakomite recenzje dotychczasowych użytkowników a Nitecore prawie o połowę niższa cena. no i deklarowane 1000 lumenów (tryb superturbo - 3 min). Sama firma jest jak najbardziej wiarygodna i za cenę 229 zł stałem się posiadaczem tego cacka. Cała czołówka waży tyle co bateria - około 40 g, zajmuje minimum miejsca, ma wszystkie potrzebne tryby i nic ponad to. Warto jeszcze zauważyć inny konkurencyjny produkt (w 10% wyższej cenie) ArmyTek Wizard v2 XM-L2 Ta czołówka ma znacznie większą szpilę czyli świeci jasno szerzej - jej zasięg to 108 m (nitecore 180 m). Można więc sobie wybrać co kto woli. Do jazdy w łatwym terenie to chyba nawet może być lepsza. Wybrałem jednak zasięg Oddzielną kwestią na którą chciałbym zwrócić Waszą uwagę są ogniwa - wygląda, że najlepsze są Panasonic 3400 mAh To ogniwo w bardzo przyjaznej cenie 30 zł wymaga jednak nadlutowania plusa (tak aby był troszkę wyżej). Jeśli komuś wydaje się to zbyt trudne to za 55 zł ma to ogniwo w wersji zabezpieczonej przed przeładowaniem i ono ma wystający plus. Ładowarka to kolejne 65 zł i za globalne ca 330 zł możemy się cieszyć własną elektrownią na głowie i mieć prawdziwy fun z nocnej jazdy. PozdroWiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 7
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Zanim przejdę do opisu 6 i 7 dnia Pozwolę sobie na refleksje, które mi się nasuneły podczas kolejnych dni - w schroniskach były całe rzesze narciarzy i sprzętu więc populacja badawcza była spora. Demografia Parytet damsko-męski ustaliłem na 1:8. Ogólnie towarzystwo... zgredziarskie - łapaliśmy się na średnią wieku. Zdałem sobie sprawę, że bardzo możliwe, że ci wszyscy narciarze to pionierzy skiturów (czyli miksu nordycko-alpejskiego), którzy zakładali pierwsze Silvretty a później TLT. Nikt nie miał kamerek na kasku, długich kurtek i obwisłych spodni za to wszyscy o 7.00 rano byli już na szlaku i w dobrym tempie pokonywali te 1500 m w pionie. A później zjazd, często w pięknym stylu, na przecież jednak kompromisowym sprzęcie. Pomyślałem sobie, że freeride to chyba jednak zjawisko bardziej kulturowe jak narciarskie - bo jak "sprzedać" całą tę niefektowną zbieraninę. Czyli freeride to fun i młodość a skitur - zgredziarstwo (w domyśle). Oczywiście żartuję. Trochę. Pomysł na freeride Po raz pierwszy zobaczyłem, że można w tym narciarstwie wysokogórskim tak zdecydowanie postawić na dobrą jazdę. W Austrii, w której dotąd głównie chodziłem, jest jednak sporo niżej, tutaj były miejsca gdzie po 5 km podejściu miało się 1500 m przewyższenia. Przy mocno zaciekłej ekipie można byłoby zaliczyć dwa zjazdy dziennie (darowując sobie ostatni dolny kawałek pierwszego zjazdu). To zdecydowanie dobra alternatywa dla heliskingu (koszt zero i dwa zjazdy) czy jazdy z wyciągu (tu dla odmiany jakość zjazdu była jednak nieporównywalna z tym co przeważnie da się zrobić). Nocleg w stałym miejscu (np Brance) pozwala zabrać wiecej rzeczy w roli luksusowego zapasu. Według tego wzorca działała para sympatycznych Czechów, którą przydzielono nam do towarzystwa przy stole. Można też zdecydować się na troszkę solidniejsze narty. Sprzęt Po raz kolejny przekonałem się o absolutnej dominacji wiązań Dynafita - stanowiły 2/3 całości, pól na pół radicale i verticale. Z reszty - głównie diamiry, praktycznie nieobecny marker a w szczególności Barony, Diuki. Zaobserwowałem wyraźne "poszerzenie się" nart - moje 72 mm były chyba jednymi z najwęższych (ale wcale nie zamierzam tego zmieniać, nawet przeciwnie jestem coraz bardziej do nich przekonany). Teraz około 82 mm jest chyba nowym standardem, są czasem obecne narty jeszcze szersze - zauważyłem nawet parę UBAC-ów (z TLT). Po raz pierwszy był snowboard (split) - daje to obecność na poziomie 0.1 %. W butach najwięcej było Scarp Maestrale (ale znów nie tak dużo), reszta to wielka różnorodność, w sprzęcie wspinaczkowym było podobnie, mogłem pomacać wszystko co jest oferowane (choć nie znalazłem czekana campa Nanotech). Schroniska Porównując je do austriackich (oczywiście tych które znam) to są sporo brzydsze, także standard pokoi jest gorszy. I zdecydowanie większa dekapitalizacja. Na korzyść Włochów można zapisać kuchnię, mimo, że raczej niewyszukana (czyli makaroni zawsze) to jednak bardzo smaczna. Co prawda śniadania to była lekka porażka (głównie na słodko). Pobyt w schroniskach był tutaj wyraźnie droższy jak w Austrii (co najmniej 5 E). Bardzo niemiłą niespodzianką był praktycznie brak wywieszanych prognoz pogodowych, a ponieważ nie mieliśmy dostępu do netu - utrudniło to podejmowanie optymalnych decyzji. Dzień 6 Zauważyłem, że w moich opisach skiturowych przejść zawsze jest jakiś smrodek dydaktyczny. Coś o szkole pokory jaką łatwo w górach można dostać. I cóż - czy to przyzwyczajenie, czy to tak jakoś jest ale ta dodatkowa 6 i 7 godzina lekcyjna właśnie miała się zacząć. Naszym celem był drugi szczyt grupy Koenig Sp (3851 m). Po ewentualnym wejściu i jeszcze bardziej ewentualnym zjeździe (do rzędnej około 2850 m) mamy przemieścić się do schroniska Rif Guasti, które drobiazg, leży na wysokości 3269 m. Poranek za oknem wyglądał tak Takie psychodeliczne róże i niebieskości znajdziecie zawsze po przeciwnej stronie wschodzącego (i zachodzącego) słońca, które podnosząc się odsłaniało kolejne chmury. Wybiegłem więc przed schronisko z nadzieją, że zdążę złapać Koenig Sp. jeszcze w słońcu. Co rzeczywiście się udało. Po śniadaniu wyglądało już tak Dojście pod żleb podejściowy jest nieoczywiste, mamy różne traki omijające potężną skałę z lewej lub prawej strony. Przy braku rysunku nie możemy za bardzo ocenić optymalnej drogi i nagle stajemy przed perspektywą trawersowania stromego kociołka bądź zjazdu trochę w dół i dodatkowego podejścia. A ponieważ prawdzi faceci się nie wycofują to wybieramy kociołek, poza Kamilem, który ma swoje zdanie w tej kwestii. Idę ostrożnie ale robię zły ruch i jadę komfortowo w dół. Bez żadnej szansy na zatrzymanie, zanim udaje mi się odwrócić kijek i złapać go przy talerzyku i wbić w śnieg to trochę mija. Kamil już dawno odrobił straconą wysokość i ze stoickim spokojem czeka na nas. Pytam się siebie - ile to już razy obiecywałem sobie, że zamiast próbować używać swojej łepetyny prościej popatrzeć co robi Kamil - w 3 przypadkach na 4 znajduje lepsze rozwiązanie.No nic to, żleb wejściowy na Koenig Sp.i strome pole pod nim już widać. Gdzieś w jego środkowej części jest skidepo (pozostawiony sprzęt narciarski - jego właściciele zdecydowali się, na piesze wejście i zejście). Adaś, Darek i Kamil robią to samo a Robert i ja przytraczamy narty do plecaków, wcześniej opróżniając je z części ekwipunku. Raki i czekan, i dalej w górę. W żlebiku, który szybko osiągamy jest koszmarnie twardo i stromo. Nie dość tego lodowe rynny są bardzo nierówne. Przyglądam się bardzo uważnie terenowi, zjazd normalnie byłby w miarę spoko ale teraz wygląda to lekko hardcorowo. Chmury schodzą w dół zaczyna padać śnieg. Dochodzimy do wlotu żlebu - jest na szerokość nart i to nie za długich (to właśnie miejsce zaznaczyłem na zdjęciu w dniu 5) Wychodzimy, już we mgle, na szerokie pole. Obok jest skidepo - wyraźnie mocniejsze zestawy sprzętu, których posiadacze poszli dalej.Tutaj odbywa się dyskusja Robert i Kamil chcą koniecznie wleźć na szczyt, Adaś i ja jesteśmy przeciwni - pogoda się wyraźnie psuje, widoczność spada, czas też nie wygląda dobrze bo do góry jest jeszcze ponad 400 m. Czyli z powrotem, chłopaki schodzą a Robert i ja na narty. W między czasie z góry schodzi ekipa od skidepo - 5 młodych facetów. Dwóch zakłada narty a reszta przytracza je do plecaków i schodzi. Czyli chętnych do zjazdu nie za dużo... Zjazd to dużo powiedziane, praktycznie pojedyncze skręty i zsuwanie. Pocieszam się, że jest duża szansa wyjścia w miarę cało z upadku choć niestety skała na dole od wewnętrznej części żlebu może się znaleźć na torze zsuwu - staram się więc trzymać drugiego brzegu. Na nierównościach Robertowi wypina narta (ląduje ze 300 m dalej) więc ściąga drugą i dalej schodzi. Na dole chłopaki biją mi brawo, dopiero teraz uzmysławiam sobie, że nawet jednej foty nie zrobiłem (zbyt byłem podminowany) więc uwieczniam sam siebie aby mieć pamiątkę. Stok z tyłu, który trochę widać to już zdecydowanie łagodniejsza, "płaska" część zbocza. Dalej jest jeszcze trochę zjazdu a później po założeniu fok długi trawers do rozległego kotła. W kotle zastajemy radykalną zmianę warunków - wierzchnia sypka warstwa śniegu co chwila ustępuje pod nartami grożąc upadkiem. K... lecą co chwila ale nie to jest najbardziej niepokojące - kocioł jest olbrzymi o lekko rosnącym spadzie bez jakichkolwiek garbów. Czuję się jak mucha zaglądająca do wnętrza armaty - kiedy odpali? Reszta też straciła humor, rozciągamy się i najkrótszą droga idziemy na śnieżno-skalną grzędę stanowiącą bok kotła. Wejście na skały jest lekko kłopotliwe (szczególnie dla mnie bo szedłem ostatni i została mi najstromsza część zbocza). Ale dalej, już z nartami na plecach i w rakach jest komfortowo bo bezpiecznie. Idziemy szybko podpierając się kijami o zredukowanej długości - jedyna znana mi (poza transportem) sytuacja gdy przydają się regulowane kije. Kolejne skalne grzędy wyprowadzają nas na grań. Jesteśmy daleko od szlaku ale na szczęście mamy traki letniego szlaku turystycznego więc nimi się kierujemy. Od pewnego czasu słyszymy wycie syreny alarmowej - podejrzewamy, że to ze schroniska, nie jesteśmy jednak pewni kierunku, gdyż dźwięk może się odbijać gdzieś po drodze. Nagle we mgle dostrzegamy bryłę schroniska. Z bliska jest olbrzymia. Wchodzimy w rozdzierającym hałasie. Schronisko jest gigantyczne (a obok jest jeszcze drugie) - oceniam je na minimum 250 miejsc. Narciarzy jest 12 (razem z nami) gospodarzy tutaj Słowak. Noc mam wyjątkowo kiepską - podczas snu brakuje mi ciągle powietrza (i to mnie wybudza) - jest to o tyle dziwne, że spałem w sporo wyżej położonych schroniskach i schronach, chodziłem też wyżej i nigdy nie miałem kłopotów oddechowych. Cały czas sypie śnieg i ostro wieje. Nie jest to dobry prognostyk na jutro. CDNPozdroWiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
To jest najbardziej perspektywiczny kierunek. Jak pożyczyłem od Pawła te 153 cm to stwierdzam, że spoko można na takiej długości jeździć. Zakładając, że nie będę wychodził poza szerokość 72 mm i założę TLT expedition (do których dojrzewam) to wychodzi mi, że kilogram, maks 1200 g na całe narty wystarczy (małe narty to też małe foki - kolejne 150 g mniej). Wychodzę tu z założenia, że narty narciarzowi nie przeszkadzają i najwyżej trzeba się nauczyć jeździć. W sumie jak to perspektywa wielbłąda zmienia sposób myślenia - we freeridówkach właśnie myślę o przejściu (jako podstawowa i jedyna narta) na 115 mm i pewnie 180 cm. Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Tomek! Lista super - wreszcie będę miał coś kompletnego ale...uzupełnij proszę listę o 3 pozycje - harszle - mp3 - parafina pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 2
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Temat jest bardzo interesujący więc pozwolę sobie na większego OT. Na początek 2 foty Pierwsza to jpg wypluty z aparatu, druga z wywoływarki RAW wg "moich" nastaw. Zdjęcie jest z Czarnohory (Howerla). Upieram się, że podczas fotografowania widziałem błękitne niebo, szczegóły w chmurach - soczyste kolory w partii cieni, było ostro i wyraziście. Odpowiedz sobie na pytanie co jest bliższe naszych doznań podczas pięknego słonecznego dnia - fota 1 czy fota 2? Zdjęcia pochodzą z mojego (bardzo autorskiego) wykładu pt "Pułapki czyhające na fotografa krajobrazu" (mam też inne zagadnienia). Jeśli ktoś z Was ma zbędne fundusze i chciałby mnie zaprosić abym wygłosił swoje wiekopołomne przemyślenia przed jakimś audytorium to ja bardzo chętnie!JPG produkowany przez aparat w pewnych warunkach bardzo odbiega od tego co widzi mózg. Powody zasadniczo są dwa. Jeden to specyficzny sposób pracy mózgu. Już na początku XX w dowiedziono, że tony "reprodukowane" są wg krzywej zet. Oznacza to, że interesują nas głównie partie wysokich świateł i głębokich cieni. Mózg podbija więc kontrasty w tych partiach a lekceważy środek. W oparciu o tę wiedzę powstały pierwsze techniki tonorozdzielcze np metoda Persona (czy Zickendrahta i parę innych) - akurat w "polskiej fotografii ojczyźnianej" mocno obecne. Drugi powód jest natury technicznej i też jest powiązany z pierwszym. Oko bez problemu widzi kontrasty na poziomie 1;10 000 a w reprodukcji dysponujemy: dla druku max 1:60, na bardzo dobrym ekranie zaś 1:256. Niewiele lepiej rejestrują najlepsze matryce. Powstaje więc pytanie jak, mając na wejściu 1:10 000, uzyskać "wierny" obraz na wyjściu mając np 1:40 (gazeta) a nawet monitor? Nie jest to w ogóle możliwe. Procesor aparatu tworząc jpg stosuje krzywą logistyczną o liniowym dłuższym odcinku. Co wychodzi macie na pierwszym zdjęciu. W wywoływarce RAW zdeformowałem za pomocą dostępnych narzędzi przebieg krzywej uzyskując coś co zdecydowanie bardziej odpowiadało mojej percepcji tak powstała druga fota. Ciągnąc jeszcze przez chwilę ten 'specjalistyczny" wątek. Nasz mózg już na poziomie pojedynczych komórek (tzw komórki dwubiegunowe) podbija kontrast linii czy konturów. Ewolucyjnie jesteśmy bardzo zainteresowani wykrywaniem krawędzi. To także kiedyś odkryli fotografowie tworząc wywoływanie akuntacyjne czy filtrację szczegółów (a teraz suwak clarity). Jeśli myślisz, że to koniec różnic między jpg a tym co mamy w głowie to zapewniam Cię - to dopiero początek! Te problemy o których tu napisałem są bardzo odczuwalne przy fotografowaniu obiektów o dużych rozpiętościach tonalnych (a więc na oświetlonym śniegu z ciemnymi nieoświetlonymi wprost szczegółami). Fotografii we mgle już to nie dotyczy - tam jpg są zupełnie zadowalające. Jeszcze bardziej skomplikowane jest widzenie barwne (do dzisiaj nie ma kompletnej teorii to wyjaśniającej) - urządzenia reprodukujące kolor całej gamy kolorów, po prostu, nie są w stanie odtworzyć. Chciałoby się jeszcze napisać o widzeniu stereoskopowym, zakresach czułości, metameryzmie widzenia, widzeniu peryferyjnym, kontrastach następczych i równoczesnych. A na końcu narzucić na to jeszcze wzorce i kalki kulturowe.Podsumowując (dla tych co nie przetrwali poprzedniego akapitu) - obrazy produkowane bezpośrednio przez aparat mogą być bardzo odległe od tego co widzi mózg. Mówienie więc, że to jakaś jest obiektywna narracja jest hmmm... śmieszne???Produkując obrazki (a tym zawodowo się też zajmuję) zawsze zadaję sobie pytania - co czułem? Co widziałem? Jakie emocje mną kierowały? Ale też co chcę osiągnąć? Jaką historię opowiedzieć...i dokładnie tym jest ta relacja - to moja opowieść o tym fascynującym tygodniu gdy robiliśmy trawers Ortlera. A foty są takie jak to czułem. Po prostu.PozdroWiesiek -
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Gwoli prawdzie wszystkie foty zostały wywołane wg jednych ustawień w camera raw. Poza tym nie było robione nic w Ps. Pozdro Wiesiek -
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dzień 5 To dzień przejścia do kolejnego schroniska. Moi koledzy nie dali się przekonać na lekko forsowny plan wejścia na Tresero a później po zjeździe do Brancy, przejścia dołem doliny do naszego nowego punktu. Mamy więc dość lekki plan wejścia na Pasquale (3558 m) i zjazd do Rifugio Pizzini - Fratolla (2706 m). Na początku powtarzamy (w drugą stronę) trasę z dnia 2. Wygląda, że będzie to kolejny piąty dzień pod znakiem Kielc. Monstrualnych Kielc. No bo popatrzcie sami, na focie poniżej, grań wznosi się spokojnie z 500 m powyżej terenu - wychodzi więc, że pióropusze porwanego śniegu mają po 100 m wysokości. I to tak lekko. Aż dziw, ze jeszcze coś tam zostało. Ta wichura jest już troszkę wkurzająca, nie przypominam sobie turów w których bym cały dzień (dzień w dzień) był w w dwóch warstwach, miał zawsze naciągniętą kominiarkę, czapkę i kaptur i mimo tego czasem trząsł się z zimna. Grubsze rękawice narciarskie które zawsze mam awaryjnie na wypadek kibla i do zjazdu też mam cały czas na rękach a i tak musiałem parę razy je rozcierać aby przywrócić krążenie. Przy podchodzeniu wiatr też nie pomaga bo nie wiem czemu ale zawsze jest w twarz a czasem to nawet trzeba było poczekać w czasie trawersowania aż się uspokoi. Ten wiatr też przetwarza silnie podłoże - jest twardo jak na zawodniczej trasie, niestety ale "trochę" nierówno. W nawianiach śnieg zgipsiały, ciężki do jazdy, w zasadzie zmianę kierunku jazdy trzeba przeprowadzić w powietrzu. Choć na zjazdy trudno narzekać - jak zawsze gdy coś widać. Co do podejścia to końcowy odcinek przed przełęczą jest na tyle stromy, że nie opłaca się iść na nartach i podchodzimy go na husara. Później zakładamy narty i lądujemy (sami) na Pasquale.Tutaj mogę przyjrzeć się naszemu kolejnemu celowi - Koenig Spitze 3851 m. Sterczy wprost z dużo niższego ciągu szczytów.To już jest bardzo wymagający szczyt. Zjazd jest sklasyfikowany jako ekstremalny. Szczególnie środkowa jego część wygląda niezachęcająco. Wykadrowałem część zdjęcia abyście mogli sobie obejrzeć to lepiej. Strzałką zaznaczyłem - no właśnie o tym napiszę w 6 dniu. Na razie jest tak Ale po chwili W kotlince w którą zjechaliśmy jest przytulnie jak pod babciną pierzynką, robimy popas a ja z Kamilem postanawiamy powtórnie podejść w stronę przełęczy pod Pasquale i ponownie sobie zjechać. Sprawę traktujemy oczywiście ambicjonalnie i na górze doganiamy parkę, która była w połowie stoku jak zaczynaliśmy. Po zjeździe reszta zapina narty i w drogę. Wkrótce widzimy nasz cel. Schronisko na tyle ile paskudne z zewnątrz jest przytulne w środku, widok z okna - bardzo przyzwoity. CDNPozdroWiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Absolutnie masz rację - temat uprzęży rozpracowywałem parę lat temu i wtedy sklasyfikowałem go tak:- ultralekkie do 100 g (cilao i camp) nawet z leciutkim wskazaniem na pierwszą- przedział 100 - 200 g (Roca Muk - dwie szpejarki, 150 g) i biorąc pod uwagę cenę to była wytypowana przez mnie do zakupu. a dalej było już w zasadzie pod 300 g. Co trochę stawiało pod znakiem zapytania sensowność wymiany.Kupiłem Campa bo trafiłem go w cenie koło 200 zł. Na pewno waga w przypadku uprzęży nie jest aż tak istotna bo nosi się to nisko i prawdę powiedziawszy nie czuje (pierwsze lata chodziłem w mojej "starej" uprzęży ważącej pod 500 g). Nie mniej jednak czasem na dojściu i zejściu ląduje w plecaku zajmując miejsce i ważąc. Jeśli chodzi o rozpinanie to akurat niezbyt mnie to przekonuję bo i tak zakładasz ją rano na cały dzień. Regulacja ud to z pewnością duża zaleta bo można zawsze chcieć ubrać ocieplane spodnie. szpejarki to też spory plus (choć idzie sobie poradzić).Reasumując ten Petzl wygląda więc bardzo sensownie i teraz to byłby też mój wybór.Wracając na chwilę do posta ze sprzętem asekuracyjno-ratunkowym to oczywiście zapomniałem o śrubach lodowych (szt 2, 17 cm). Znów najlżejsze (i bardzo drogie Petzl Laser Speed Light) Sumaryczna waga niezbędnego wyposażenia rośnie więc do 900 g. dodając połówkę liny (co drugi dzień) powiedzmy 600 g wychodzi 1,5 kg wyposażenia "lodowcowego". Niby nie dużo ale jednak, cena katalogowo to z 1500 zł (bez liny). Ta kasa jest spora ale z drugiej strony to sporo taniej jak ciuchy! Przecież topowe kurtki katalogowo stoją np 1500 zł za 300 g. I w przeciwieństwie do tych ostatnich wydatek jest jednorazowy...Raków, czekana nie liczyłem bo to w zasadzie standardowe wyposażenie noszone też poza lodowcami. A co do raków - dlaczego wolicie Petzla Leoparda LLF od tych minimalistycznych Campów Race?PozdroWiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 4
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Dokładnie po to to pokazuję - zimowa turystyka narciarska jest dla każdego. Najtrudniej jest zacząć i najlepiej to zrobić z kimś kto w tym trochę siedzi. Parę osób udało mi się wciągnąć i zarazić. Pozdro Wiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
No to w takim razie teraz najłatwiejsze (bo tutaj z grubsza "wiadomo" co trzeba kupić), czyli "blok asekuracyjno-ratunkowy". Najłatwiejsze choć jak lekkie tak drogie.Mój zestaw to:- minimalistyczna uprząż CAMP Race - 90 g (trochę w niej powisiałem - da się wytrzymać) - podstawowy element to Micro Traction (Petzl) - bloczek z blokadą o znakomitych parametrach i bezprecedensowej wadze - 85 g - Tibloc (przyrząd zaciskowy do okazjonalnego użytku) waga - 39 g - bloczek awaryjny Oscillante Petzl - 55 g - 2 pętle z dyneemy (też najlżejsze) 8x120 cm - 2 x 45 g - karabinki - 2 HMS (duże, pewnie w normalnej wadze 70 g) i dwa "druciaki" po 25 g - życie pokazuje, że jeszcze trzeba będzie dokupić po jednym- trochę repika. Razem docelowo coś koło 700 g.Można z tego zbudować pełne stanowisko do flaschenzuga. Do tego oczywiście dochodzi lina (2 x 30 m na zespół)PozdroWiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 6
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
8 dni w grupie Ortler-Cevedale
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
dzień 4 Dzisiaj w planie mamy wejście (i zjazd) na Palon de la Mare (3708 m). Schronisko, czego dotąd nie napisałem to 2487 m n.p.m. - tylko 12 m niżej jak Rysy... Przewyższenia jest więc do przejścia troszkę powyżej 1200 m. Nie bardzo łączy sie to z czymś innym czyli zapowiada się przyjemny, troszkę lajtowy dzień. Po krótkim zjeżdzie zaczyna się podejście - od razu widac, że to konkret. Ekipa przed nami praktycznie od razu zakłada harszle bo jest twardo i stromo. I rzeczywiście wysokość zdobywamy w ekspresowym tempie i zanim się spostrzegłem jest tak. Niestety solidny wiatr z wysokością tężeje i idziemy w niskiej zamieci i na zmianę jest tak i tak Imponujące pióropusze przyozdabiające granie i szczyty pokazują, że na górze milej nie będzie. Przypominamy sobie wczorajszy (czerwona strzałka) zjazd (i banany nam zakwitają) a ja bezwarunkowo zakochuję się w zjeździe z Tresero (niebieska strzałka)) i usilnie przekonuję moich kompanów, żeby go jutro zrobić. Wiatr, który wieje już parę dni, przy ujemnej temperaturze (-12 stopni na 3000 m) potworzył twarde struktury - po czymś takim przyjdzie nam jechać... Ostatni odcinek to stopniowo pokonywane łagodne kopuły z których każda wydaje się ostatnią. Ścieżka dojściowa mocno kręci wśród skał. Na górze jesteśmy w 8 osób. Zjazd obok kamieni wydaje się kłopotliwy ale Robert z Kamilem są niezawodni, zamiast kombinować wzdłuż drogi podejściowej, schodzimy kawałek po skałach i docieramy do pięknego podszczytowego pola gdzie czeka śnieg do zepsucia. Dalej jest już bajka więc "w tych pięknych okolicznosciach przyrody" zatrzymujemy się na popas. Znów zjeżdżamy a ponieważ mamy multum czasu postanawiamy wejść na niewielką grań gdzie podczas podejścia przyuważyliśmy coś co wyglądało na jakąś budowlę. I rzeczywiście znajdujemy tam dość rozbudowane stanowisko ogniowe a po drugiej stronie doliny spostrzegamy analogicznegy zespół. Jak pomyślę sobie, że na tej wysokości (powyżej 3000 m) ktoś kazał siedzieć tu i tam chłopakom w różnych mundurach i celować do siebie to robi mi się dziwnie. Zjazd, zjazd, zjazd - to kolejne pola śnieżne, żlebiki i "piękne okoliczności przyrody". Tym razem do schroniska nie musimy podchodzić, trawers brzegiem zbocza plus mostek wyprowadzają nas na taras Brancy. CDN -
22.04 - 26.04 Salzburgerland - zakończenie sezonu.
Wujot odpowiedział JurekByd → na temat → Wspólne wyjazdy, odstapię kwaterę, szukam kwatery.
Ta opcja SportGastein, Moltaler 2x i Obertauern wydaje mi się bardzo sensowna - po ostatnich opadach na Molku (i mam nadzieję, że na SportGastein) powinny być dobre warunki - mam nadzieję, że na off piste. Sezon jeszcze trwa! Pozdro Wiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
90 g Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Ważą 2x więcej od Camp Race - to dużo, kosztują trochę mniej. Sam musisz sobie odpowiedzieć czy większa trwałość warta jest tej wagi. Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Raki aluminiowe oczywiście wymagają uwagi w terenie mikstowym - trzeba patrzyć gdzie się stawia nogi a ewentualne przejście po skale z dużą uwagą. Nie mniej jednak ponieważ w rakach mało się chodzi to różnica w wadze ze stalowymi jest tak duża, że aluminiowe są dobrym wyborem. Bardzo ciekawe są Camp Race - nie tylko są najlżejsze ale ich łacznik jest z elastycznej dyneemy. Dzięki temu świetnie się składają i zajmują chyba dosłownie połowę miejsca tego co moje Camp 390. Teraz pewnie bym je wybrał - właśnie ze względu na poręczność. Kiedyś wydawały mi się "za drogie" i kupiłem troszkę cięższe. Potwierdza to moją początkową uwagę, że najlepiej kupić od razu najlepszy sprzęt. Te Petzla pierwszy raz widzę - wygląda, że to zbliżony pomysł do Camp Race Pozdro Wiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kosmiczny skiturowy but - Alien 3
Wujot odpowiedział marboru → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Miesiąc temu miałem w ręku dziaby zrobione z carbonu. Normalnie użytkowane przez wspinaczy. Nie wiem jak jest w Alienach ale np w Khion z węgla jest tylko szkielet - reszta Pebax. Pozdro Wiesiek -
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Teraz multitool. Urządzenia te to jedne z ulubionych gadżetów facetów. Do wyboru do koloru tyle tylko, że od 120-300 g. Czy jest urządzenie zminiaturyzowane ale jeszcze solidne i poręczne?Znalazłem coś takiego - 60 g, solidna firma. Wygląda na zabawkę ale do doraźnych napraw jak najbardziej się nadaje. Do pooglądania w zestawie jest pęseta (odkryłem ją dopiero po pewnym czasie)PozdroWiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 6
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W oparach minimalizmu. - skitury na lekko
Wujot odpowiedział Wujot → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Na początek... klapki. W części schronisk jest różne (często bardzo aromatyczne) obuwie schroniskowe. Ale nie zawsze. Jeśli nie chcemy więc chodzić w skarpetkach pod prysznic czy do jadalni to trzeba coś mieć. Zapomniałem dodać we wstępie, że oprócz wagi w plecaku równie cenne jest miejsce (bo można zabrać zawsze mniejszy, lżejszy i wygodniejszy). Na zdjęciach poniżej (pochodzących ze strony e-pamir.pl) zupełnie niezwykłe rozwiązanie A tutaj recenzjahttp://paker.pl/sandaly-lizard-roll-up-superlekkie-kompaktowe-finezyjne-test/PozdroWiesiek- 942 odpowiedzi
-
- 6
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Tak się zastanawiam czy nie mam jakiejś fobii wagowej - potrafię wymienić w gramach wagę każdego elementu plecaka i właściwie bez przerwy szukam lepszych (czytaj lżejszych) produktów. Na pocieszenie powiem, że nie jestem sam i ludzi z tym samym "problemem" jest całkiem sporo. Skąd się to bierze? Kiedyś przeczytałem, że począwszy od 10 kg każdy kilogram więcej w plecaku odbiera 10% sprawności narciarskiej. Doskonale się to zgadza z moimi odczuciami - plecaka do 7 kg praktycznie nie czuję, za to grzmot od 14 kg w każdym skręcie przypomina o sobie odbierając fun z jazdy. O ile przy chodzeniu ciężkiego plecaka się nie czuje, to jak napisałem, w jeździe jest inaczej. Proponuję przyjąć, że dla komfortowej jazdy 10% wagi ciała jest bardzo Ok a 20% granicą dobrej jazdy. Wyznacza to w moim przypadku przedział 7-14 kg. W przypadku jednodniowych tur w polskich górach problem nie występuje, nawet parodniowe tury też pozwalają łatwo zmieścić się w podanym limicie. Zdecydowanie gorzej jest przy wielodniowych turach w Alpach na lodowcach. Pomijając sprzęt wspinaczkowy trzeba też być przygotowanym na niższe temperatury i kibel. Wtedy zaczynam liczyć każdy gram. Moje paroletnie doświadczenia są takie - jeśli nie chcesz dwa razy wydawać kasy to od początku warto kupować i wybierać bardzo przemyślane rozwiązania. Chciałbym abyśmy w tym wątku zajęli się "wyposażeniem" plecaka skiturowego (oczywiście plecakiem też) pod kątem optymalizacji wagi. Wbrew pozorom część rzeczy jest trudno zdobywalna i trzeba się nieraz ostro naszukać. A jeśli się chce kupić je w dobrej cenie to praktycznie jest to zabawa, którą trzeba się zajmować (w tle) cały czas. Zapraszam wszystkich do podzielenia się swoimi patentami. Wstępna lista tematów: - narty i wiązania - w którą stronę iść - plecak, dlaczego nikt nie produkuje sensownych plecaków - ciuchologia - jak zestawić wszystkie warstwy - sprzęt wspinaczkowy - jak zejść do kilograma i mieć wszystko - różne "nic nie znaczące" drobiazgi wypełniające plecak Pozdro Wiesiek
- 942 odpowiedzi
-
- 11
-
-
- skitury
- sprzęt narciarski
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:







