Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Spiochu

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    2 038
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    22

Zawartość dodana przez Spiochu

  1. Nie czytałem całości ale tak ogólnie: Pozwólmy ludziom zabijać się zgodnie z ich życzeniem. Po co nam te wszystkie regulacje? Francuzi w takich przypadkach walczą o kasę i o to jest główny cyrk. Gdyby nie było płatnego przewodnictwa, taki wypadek mało kogo by obchodził. Też byłem na Mt. Blanc z taką podejrzaną ekipą (słynny Extrek - 5 trupów na koncie) i na pewno ryzykowałem więcej niż jakbym wziął przewodnika. Czy nie wiedziałem o tym? Oczywiście, że wiedziałem. Inni też wiedzą a jeśli nie wiedzą to znaczy, że nawet nie chciało im się choć trochę zorientować w temacie. Większość tych lewych przewodników nie pokazuje podrobionych papierów uiagm ani nawet nie przedstawia zmyślonego doświadczenia górskiego. Dopiero jak coś się wydarzy to jest udawanie greka i opowiadanie jak to nas oszukano a taki "przewodnik" dał tylko złudzenie że potrafi więcej niż w rzeczywistości. Podobne złudzenie otrzymujemy kupując Dacię zamiast Mercedesa (co na bezpieczeństwo również wpływa). Nie znam się zupełnie na żeglarstwie, ani razu nie pływałem. Czy zatem zaufałbym Panu Zdzichowi poznanemu w barze w Mrągowie i popłynął z nim na rejs przez Atlantyk?Jeśli bym tak zrobił to jest mój wybór ale pretensje mógłbym mieć do siebie bo nie trudno na to wpaść, że Pan Zdzichu po kilku piwach trochę koloryzuje.
  2. Około 5000 pln to mnie wyniósł cały koszt wyprawy na Muztagh Ata wraz z biletami lotniczymi.. (bez sprzętu) Fakt, że było to lata temu więc ceny trochę się zmieniły ale bez przesady. Bilet lotniczy Wa-wa - Bishek z przesiadką w Moskwie kosztuje ok. 2k zł w obie strony.(Aeroflot) Oczywiście kupowany z dużym wyprzedzeniem. Koszty pobytu i przejazdów w Kirgistanie są niskie. (Taniej niż w PL) Pod warunkiem, że wszystko znajdujesz na miejscu a nie za pośrednictwem super drogich agencji. W Kaszgarze podobnie ale trudno się dogadać. (Kaszgar jest dwujęzyczny - mamy do wyboru dwa rodzaje szlaczków ;) ) No i biurokracja większa jeśli chodzi o transport w Chinach. Pozwolenie na zdobycie szczytu to tylko 1080 USD za grupę. Chyba jeszcze jakaś oplata środowiskowa ok. 100 USD/os. Pomoc agencji jest jeszcze niezbędna w transporcie z Torugart Pass do Kaszgaru (Kirgizki kierowca nie będzie mógł wjechać do Chin) a także z Kaszgaru do Subashi (rejon bazy). Choć ten drugi transport, być może da się załatwić na miejscu. Poza tym, agencja nie jest do niczego potrzebna. Nie wiem jak jest obecnie z oficerem łącznikowym. Nam udało się pojechać bez niego ale podobno jest wymagany.
  3. No fakt, myślałem o dużym Skrzycznym i 720m przewyższenia. Miałem co prawda na mysli lato i adidasy ale pod kątem Muztagh Ata, sprawdzian narciarski byłby najbardziej adekwatny. Ogólnie na nizinach należałoby by osiągnąć poziom 700-800m/h a idealnie byłoby 1000+ m/h. (Oczywiście przewyższenia) W tamtym czasie, miałem chyba kondycje podobną do waszej. Pamiętam takie czasy jak Chochołowska-Grześ 38min, Kuźnice-Kasprowy 1h13' i częściowo na czas Smokowiec-Sławkowski - 2h 17' ale mówię tu o lecie. Na nartach miałem nikłe doświadczenie, ciężki sprzęt i poruszałem się 2x wolniej. Wtedy był to wystarczający poziom by dowlec się na szczyt ale zbyt niski by wejść na luzie, z odpowiednim zapasem. Niestety obecnie jestem sporo słabszy więc musiałbym ostro wziąć się za treningi. Jeśli chodzi o dojazdy i logistykę to nie jest to strata czasu. Powiedziałbym nawet, że to najciekawszy element takich wypraw. Samo siedzenie w Bazie i dreptanie po śniegu - jest w sumie patrząc lekko nudnawe ;)
  4. Mówiłem że możesz jechać ;) A Kamil to kto?
  5. Jak masz małe dzieci to faktycznie słabo. Jak masz trochę starsze to do base campu można się wybrać nawet całą rodziną. Wydolność pewnie że można zbudować a czy rok wystarczy to zależy od aktualnego poziomu. Myślę że minimalny poziom to 1h na duże Skrzyczne od parkingu pod koleją. Zalecany im wyższy tym lepszy. Pewnie dobrze by mieć coś w okolicach 45 min na Skrzyczne ale tego już w rok się raczej nie osiągnie.
  6. Nie wiedziałem że się zagęściła ale dobrze że wszystko się wyjaśniło. Nie tylko skitury. Chyba nawet w większym stopniu chodzi o ponowne odwiedzenie tych niezwykłych miejsc i ewentualne poznanie nowych. Nie jestem typem człowieka, który łatwo się czymś zachwyci, raczej lubię marudzić i narzekać. W Azji centralnej, pamiętam jednak tylko niesamowite krajobrazy, wspaniałych ludzi i doskonałą kuchnię.
  7. W wysokich górach też prawie nikt się wzorcowo nie aklimatyzuje ale bardzo nad tym ubolewam. Niektórzy z tego powodu się już nie obudzili a większość marnuje sobie wyprawę rezygnując z powodu różnych dolegliwości lub nawet jest znoszona na dół. Na pewno było to w jakimś stopniu szalone. W wieku 19 lat ma się trochę mniej rozsądne podejście do tematu. Turystycznie bylem wcześniej na Blancu i Elbrusie więc jakieś pojęcie miałem. Na nartach zdążyłem odbyć kurs skiturowy i zjeżdżać tatrzańskie 2+/3 czyli w terenie trudniejszym niż na Muztagh Ata. Mimo małego doświadczenia, na Muztagh Ata nic bardzo niebezpiecznego się nie działo. Trochę namęczyłem się na podejściu z uwagi na za słabą wydolność i zbyt ciężki sprzęt. (choć jedno i drugie wcale nie odstawało od średniej wśród zdobywających górę). Zaliczyłem też kilka gleb na nartach ale z racji łatwego terenu nie było żadnych konsekwencji. Raz też zgubiłem drogę w dolnych partiach i musiałem się na latać po piargach z nartami w ręku. Oczywiście wszystkie te sytuacje to niepotrzebne ryzyko, którego w takim miejscu nie powinno być - nie polecam zatem wypadu w pierwszym sezonie. Przy Waszym doświadczeniu jednak ta góra nie powinna sprawiać trudności. Wyjątkiem jest jedynie aklimatyzacja. W Himalajach (na Cho Oyu) nie zapiałem nawet nart. Uznałem, że jest dla mnie zbyt trudno, i wydolnościowo i (fragmentami) technicznie. Gdybym nie pojechał, nie przekonałbym się o tym. Dostępne wtedy opisy były mało szczegółowe i nie byłem w stanie stwierdzić czy dam radę zjechać. Wszystkie 3 duże góry z którymi miałem doświadczenie (Muztagh Ata, Pik Lenina, Cho Oyu) są według różnych opinii bardzo łatwe. Dla mnie jednak były między nimi duże różnice. Muztagh Ata jest zdecydowanie najłatwiejsza. Cho Oyu najbardziej wymagające nie tylko wydolnościowo ale i technicznie (serak między C1 i C2 i skały pod szczytem). Na Piku Lenina jest natomiast najbardziej niebezpiecznie. (Lodowiec między C1 a C2, długa grań szczytowa, konieczność zjazdu, poza linią podejścia). Budowanie piramidy zjazdów to bardzo dobry pomysł. Jak najbardziej tego się trzymaj.
  8. Nawet nieco wyżej (4400). Bez urlopu bezpłatnego niestety nie da rady 5 tygodni to rozsądne minimum.*. Nawet nie ma co próbować tego czasu skracać bo skończy się to męką i dużym ryzykiem zgonu. * - No chyba że ktoś się będzie aklimatyzował w domu / w pracy w namiocie ciśnieniowym. Podobno jest taka opcja ale osobiście bym nie ryzykował. Może masz max. na 5k a może przy odpowiednim treningu dasz radę wejść na Everest bez tlenu. Obie opcje są podobnie prawdopodobne póki tego nie sprawdzisz. Krótkie pobyty w Alpach nie są żadnym wyznacznikiem bo w zasadzie nigdy nie byliście dobrze zaaklimatyzowani. Jak spędzisz powyżej 4-5k kilka tygodni to dopiero wtedy będziesz wiedział. Na 7k raczej nie potrzeba używać butli. Ja najwyżej nocowałem na ok. 7200m i normalnie spałem i jadłem na potęgę. Jedynie psychika mi siadła i bałem się zasnąć. Przy noclegach poniżej 6,5k nie było żadnych ważniejszych dolegliwości. (chyba, że nie miałem jeszcze aklimatyzacji)
  9. Nie bądź taki skromny. Technicznie to szczyt o wiele łatwiejszy niż to co robicie w Alpach. Ja tam bylem w swoim pierwszym sezonie skiturowym. Niewielkie nachylenie, mało szczelin, brak ekspozycji. Na całej drodze były też trasery. Kluczowa jest wydolność i perfekcyjna (czyt. kilku tygodniowa) aklimatyzacja. Do pokonania są duże odległości - masyw jest większy niż całe Tatry. Drugim zagrożeniem jest pogoda w połączeniu z powolnym tempem marszu. -30(-40?) stopni w nocy czy 1m śniegu w kilka godzin jest niemal pewne choć raz w czasie wyprawy. Czy zdrowotnie dasz radę to nikt tego nie stwierdzi. Z tego co obserwowałem to jeśli na coś chorujesz to prawie na pewno to się przypomni. U wielu pojawiają się też nowe dolegliwości, nawet gdy są już zaaklimatyzowani.
  10. Ale ja wcale nie chce się "podczepiać" do Bargiela. Na wyprawie na Muztagh Ata byłem, mając 19 lat. (do szczytu brakło ok. 300m) Potem na kolejnych ale powiedziałem STOP. Gdybym to kontynuował to już dawno zjeżdżałbym z różnych 8k (albo zginął próbując). Uznałem jednak, że jestem na to zbyt bojaźliwy i nie chcę bardziej ryzykować. Z racji że tęsknie za odwiedzaniem tych niezwykłych miejsc, zastanawiam się, czy nie wrócić do tej aktywności ale bez nastawienia na wyczyn. Stąd pomysł na wyprawę forumową na stosunkowo łatwą i mało niebezpieczną górę. (Jak na 7k). Bez spiny czy się na szczyt wejdzie, bez trudnych tras i rekordów czasowych. Taka po prostu ambitniejsza turystyka narciarska.
  11. Poprzednim razem, cieszyłem się że wraca żywy. Byłem pewien, że zjazd jest nierealny a projekt powstał tylko w celu napompowania sponsorów. Teraz gdy czytam o przygotowaniach, zapoznaniu z trasą to wydaje się możliwe. Martwi mnie jednak fragment: Obawiam się, że w tym roku Andrzej nie odpuści i oby skończyło się to szczęśliwie. Ogólnie dziwnie czyta mi się o jego dokonaniach. Andrzej realizuje "moje" marzenia do których nie starczyło mi odwagi. Zastanawiam się zatem czy nie wrócić do tego, choć w amatorskim wydaniu. Czy ktoś z Was nie ma podobnych planów? Może zorganizujemy forumowy wypad na jakiś łatwiejszy szczyt w Azji Centralnej? Typowo skiturową górą jest Muztagh Ata. Może na początek właśnie tam. https://www.summitpost.org/muztagh-ata/151886
  12. W Szczyrku takie przeszkody są na zwykłych trasach. Np. przejazd przez drogę asfaltową.
  13. Spiochu

    Kto biega?

    I tak i nie. Żaden ze znajomych (może oprócz tych co dotarli po 1h i więcej) niby nie biegł na luzie, dla treningu itp.. Większość twierdziła, że biegli na maksimum możliwości. Z drugiej strony, dużo szybciej dochodzili do siebie a później nie odczuwali tak efektu biegu. Dla mnie to już nie pierwszy taki przypadek. Zdarzyło mi się Np. przepłynąć 2x50m tak, że cały dzień ledwo mogłem się pozbierać a dla większości (zdrowych) ludzi to chyba niemożliwe. Po prostu start w jakichkolwiek zawodach rozumiem jako wykorzystanie 110% możliwości. Jeśli nie jestem zainteresowany takim sprawdzianem to po prostu na zawody się nie zapisuje.
  14. Spiochu

    Kto biega?

    Po prostu nie rozumiem idei tych spędów. Podobnie jak nie kumam po co się stoi 30min do kanapy w Szczyrku czy innej Białce. Dlaczego popularne są biegi po betonie w centrach miast i w dzikim tłumie kiedy można w spokoju, zdrowiej i przyjemniej pobiegać po lesie czy po górach? Podobnie nie rozumiem co robią na zawodach biegowych ludzie ze sporą nadwagą czy biurkową kondycją. Co dają takie starty bez przygotowania? Ciekawi mnie dlaczego też tłum leci na początku owczym pędem, w większość za szybko w stosunku do możliwości. Mają przy sobie gpsy, pulsometry a nie potrafią na spokojnie trzymać tempa?
  15. Spiochu

    Kto biega?

    Nie biegam bo to dość nudne ale raz w firmie "kazali" mi wystartować w biegu ulicznym na 10km. Poniżej taka mini relacja: Przez trzy miesiące przed startem przebiegłem się kilkanaście razy bez żadnego planu, żeby chociaż nie było lipy. No i chciałem wyprzedzić kierownika Start był w Sierpniu o 17.00. Nie muszę dodawać, że jak jest ciepło to zdycham. Na starcie 28 stopni (w cieniu) a wszędzie dookoła słońce i nagrzany beton. No to będzie super... Wylewam sobie wodę na głowę i ustawiam się pod krzakiem w sektorze na czas 50min. Ku mojemu zdziwieniu większość staje bardziej z tyłu. Tłum kłębi się coraz bardziej, przez co upał jeszcze się potęguje. Ruszamy... Nagle wszyscy wyrywają się do przodu niemal mnie tratując. Pędzą jak na promocje w Lidlu. Gdzie oni się tak spieszą? Przecież to nie sprint. I tak biegniemy pierwszy km. Dziesiątki osób mnie wyprzedza. Przede mną też nie bardzo jest miejsce. Ogólnie kiepsko to wygląda. Na drugim km niektórzy dyszą jakby zaraz mieli umrzeć. Jak oni dotrwają do mety?? Sprawdzam czas na zegarze - biegnę bardzo wolno (4:50-4:40/km) może dam radę przyspieszyć bo jeszcze kierownik mnie dogoni? W tłumie mogę nawet nie zauważyć. Na kolejnych km stopniowo przyspieszam ale idzie coraz ciężej. Woda na głowie już wyschła i upał zaczyna dręczyć. Na pocieszenie już dawno mnie nikt nie wyprzedza. Może wszyscy są już na mecie? Zaczynam mijać coraz więcej "zawodników" którzy bardzo zwolnili lub całkiem opadli z sił. O co chodzi? Wszyscy wyglądają bardzo pro. Mają kolorowe buty, koszulki "ranjing klab" i pełno elektronicznych gadżetów. Docieram na punkt z wodą. Syf jest tu niemiłosierny, można się wyłożyć o te kubki. Widzę ostatnie kubki na stoliku więc zatrzymuje się by wziąć wodę. Nie był to dobry pomysł bo trochę mnie przytyka i tracę sporo czasu na ponowne złapanie rytmu. Jak się okazuje było jeszcze pełno kolejnych stolików i młode dziewczyny podające kubeczki. Na kolejnych km jeszcze jedna niespodzianka, odcinek specjalny po bruku. Nie, nie po żadnej kostce, tylko po takich nieregularnych głazach ułożonych ze sto lat temu. chyba mówi się na to "kocie łby". Zawsze jak po tym jeździłem samochodem to przeklinałem ale jak świetnie się po tym biegnie: !@#@#$@!!! Jakimś cudem nie skręciłem kostki ani kolan i dotrwałem do końca tego "oesu". Do mety już niedaleko ale sił brakuje. Pocieszające jest jednak, że cały czas wyprzedzam dziesiątki biegaczy. Tempo chyba też już lepsze ale nie mam żadnych gpsów więc dokładnie nie wiem. Ostatni km. Zaraz umrę ale trzeba dotrwać. Cisnę ile mogę ale czy przeżyję? Wcześniej starałem się doganiać jakieś młode dziewczyny przede mną ale teraz już ich specjalnie nie widzę. Mimo wszystko próbuję przyspieszyć. Dobiegam na finisz. Tłum gapiów a ja zaraz padnę trupem. Ale będzie obciach. Ciekawe co Prezes powie jak będą zwozić karetką gościa z logo firmy? W amoku staram się pędzić sprintem. Chyba na ostatnich metrach, nawet mijam jakiś biegaczy. Wpadam na metę. Zgon! Zawroty głowy i halucynacje. Wszyscy coś się drą i nie wiadomo o co im chodzi. Jakaś dziewczyna mnie zaczepia i coś gada. O co jej chodzi, coś sprzedaje? Aha, chce mi wręczyć medal. Ale jaki medal? Przecież zwycięzcy to już dawno po piwku wypili a ja gdzieś na szarym końcu jestem. Okazuje się że wszystkim dają medale i jeszcze jakieś paczki. Czyli w sumie jak na promocji w Lidlu czy innej Biedzie. Zaczepia mnie jakiś typ z firmy i zagaduje po angielsku. Jak tu z nim gadać jak ja nawet nie mam siły powiedzieć by się od....... Jak oni wszyscy mogą tak łazić, dyskutować, kiedy ja nadal walczę o życie?? Uff, chyba jednak nie umrę. Powoli organizm się uspokaja choć dalej czuje się wrakiem. Dowiedziałem się nawet, jaki miałem czas... Udało się, wyprzedziłem kierownika! Dobiegłem w 45 minut a on sporo później!! Prezes też dobiegł za nami (ale w sumie trudno żeby dziadek z nadwagą nas wyprzedził). Ale zaraz coś tu nie gra w wynikach. Mój czas jest bardzo słaby (50% straty do zwycięzcy) ale większość czasów jest jeszcze słabsza?? Jakim cudem?? Może to pomyłka? Przecież tu nie startują sami debiutanci. Większość od lat biega i startuje w zawodach, może nawet maratonach. Czemu biegli tak wolno? To był dla nich tylko trening? Po co w ogóle wszyscy zapisali się na te zawody? Chyba tego nie ogarniam....
  16. Myślę, że jedyne skuteczne wyjście to zarazić rodzinę tą pasją. W innym przypadku będą tylko kompromisowe rozwiązania.
  17. Mnie mówił, że z Krk ale wtedy jeździliśmy w SK. Może w Alpach nie wypada się przyznawać
  18. Jeśli zacznę częściej jeździć w Alpy to tak właśnie zrobię. Na razie mam jednak uczelnię i kasa też jest pewnym problemem. Zastanawiałem się też, czy nie zacząć wyjeżdżać w Alpy jako instruktor. Pewnie idzie się wkręcić tylko do grup jeżdżących.
  19. A jakbyś nazwał obrażanie poglądów z którymi się nie zgadzasz i używanie w tym celu wulgaryzmów czy innych pejoratywnych określeń? To tak dla przemyślenia bo ja nie mam już dzisiaj czasu kontynuować wątku.
  20. To po co piszesz wyzwiska, bez żadnej przyczyny?
  21. Po raz pierwszy w historii aktywności na tym forum, zgłosiłem czyjś post do usunięcia przez Admina. Brawo!!
  22. Śmiejesz się a jak dla mnie to klimat Teneryfy jest tragiczny. Nie byłem ale patrząc po podawanych temperaturach: https://www.travelplanet.pl/przewodnik/hiszpania/teneryfa/temperatury/ to przez cały rok jest cieplej niż w PL w lipcu. https://www.travelplanet.pl/przewodnik/polska/temperatury/ Ja się poważnie zastanawiam gdzie się wynieść za granice z uwagi na letnie upały a Ty tu proponujesz smażalnie przez cały rok. Nawet jakby tam dopłacali do pobytu to bym się nie przeprowadził.
  23. Sezon (w PL) trwał od połowy grudnia do końca marca. Przez większość czasu były słabe warunki. Do tego dochodzą mi zjazdy co 2 weekend + sesja w zimie. Przy normalnej pracy 20 dni urlopu + 5-7 weekendów to jest właśnie te 30-kilka dni W tym sezonie, teoretycznie mogłem pojeździć 50-60 dni bo nie pracowałem ale barierą okazała się kondycja a także pechowa korelacja wyjazdów z warunkami. Np. huragan na Chopoku, Halny w Szczyrku. Muszę też pomyśleć nad Alpami. W weekend majowy miałem 9 dni wolnego i można było to wykorzystać. Tylko czy w majówkę można gdzieś pojeździć w spokoju? Wydaje mi się, że na lodowcach tłumy.
  24. Dobrze powiedziane. Każdy z Nas inaczej podchodzi do narciarstwa i trudno się porozumieć jeśli ma się nietypowe zwyczaje. Osobiście nie pasuje ani do ekipy rekreacyjno-barowej ani do maniaków klepiących setki km na stokach. Z jednej strony, na stoku jestem przed otwarciem by zrobić 20min rozgrzewkę ,staram się jeździć intensywnie i w każdych warunkach. Chętnie wyjeżdżam do lasu i poza trasę. Mam duże doświadczenie górskie, które teoretycznie pozwala mi wybrać się w wiele nawet, bardziej odległych miejsc. Dam też radę podejść dłuższy odcinek pod górę. ( Z buta lub na turach) Lubię także tyki, treningi i ciągle pracuje nad techniką. Z drugiej strony jeżdżę zwykle max. 4-5h dziennie a potem potrzebuje minimum 12h odpoczywać a nie balować. Nie wyobrażam sobie jazdy na nartach po nocce w Busie, cz-tero dniówek alpejskich i wypadów bez aklimatyzacji. Jestem bardzo ostrożny, unikam szybkiej jazdy w tłumie, zagrożenia lawinowego i jazdy po lodowcach (szczeliny). I jak tu jeździć inaczej niż samemu? Czy ktoś ma podobne podejście do tematu? A może chociaż są tu tacy, co planują wypad w Alpy na 2 tygodnie ciągiem? Chciałbym wreszcie pojechać w większe góry po kilku latach przerwy ale na kilka dni to trochę krótko, biorąc pod uwagę odległość. Jak Wy to robicie? Od lat kombinuje by więcej jeździć a i tak wychodzi zawsze 30+ dni. W tym roku nawet się z pracy zwolniłem na 3 miesiące a i tak nie udało mi się więcej pojeździć.
  25. To może pora, żebyś też się obudził i wsiadł do tego autobusu zamiast upierać się na kolej i biadolić jakie to są złe połączenia. Mało które miasteczka w Polsce są tak łatwo dostępne komunikacją zbiorową jak Zakopane.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...