-
Liczba zawartości
2 774 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
131
Zawartość dodana przez tanova
-
Czy sezon narciarski 21/22 będzie choć w małym stopniu normalny ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Tematy narciarskie
Się w razie czego wydrukuje kasę i zapłaci. Ale jakoś nie wierzę w te 40% ruchu w polskich stacjach - raczej rodzimi narciarze, którzy buntują się na segregację klienteli w ośrodkach alpejskich, zostaną w naszym kraju, gdzie pilnowaniem przestrzegania obostrzeń nikt się zbytnio nie przejmuje. -
Czy sezon narciarski 21/22 będzie choć w małym stopniu normalny ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Tematy narciarskie
Rezerwujecie w tym sezonie wyjazdy z wyprzedzeniem, czy czekacie, jak się sytuacja rozwinie? Szczerze mówiąc, to po doświadczeniach ostatniego roku - gdy wszystkie wypracowane i opublikowane jesienią koncepty higieniczne można było sobie o kant ... narty rozbić, bo a) Włosi mieli pozamykane, b) Austriacy dla swojaków, c) Szwajcarzy mieli loteryjkę krajów podwyższonego ryzyka - mam wątpliwości, czy nie wstrzymać się z decyzją, dokąd ostatecznie jechać. Bo, żeby jechać, to wiadomo ... -
To już chyba lepiej do sąsiedniej Wisły - trochę luźniej i lepszy aquapark.
- 13 438 odpowiedzi
-
- 3
-
-
- szczyrkowski ośrodek narciarski
- szczyrk
- (i 7 więcej)
-
Czy sezon narciarski 21/22 będzie choć w małym stopniu normalny ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Tematy narciarskie
A tam od razu eksterminacji ... Sprawa rozwiąże się sama: niezaszczepieni czekają, aż zaszczepieni umrą po szczepionkach, a zaszczepieni czekają, aż niezaszczepieni umrą na Covid, bo się nie zaszczepili. Tyle, że zaszczepieni może jednak jeszcze pojeżdżą trochę na nartach w tym sezonie. -
Czy sezon narciarski 21/22 będzie choć w małym stopniu normalny ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Tematy narciarskie
Takie info dzisiaj znalazłam: EXPERIENCE THE ALPIN ARENA SENALES WITH DISTANCE AND RESPONSIBILITY What we all should keep in mind: • For the safety of our guests and employees, the Greenpass (vaccinated, recovered or tested) is mandatory from 17th September 2021 for everyone over 12 years (born 2009). • Keep your distance from other people. • Lifts and cable cars are disinfected regularly. • Windows of the cable cars must stay open. • Wear a protective face mask. • Proper and regular handwashing and disinfecting. • Sneeze and cough into the crook of your arm or in a handkerchief. • Avoid shaking hands when greeting. No access in case of fever or Covid-19 symptoms! -
Widocznie się nie opłacało którejś ze stron, nie dogadali się, nie było spodziewanego zainteresowania i korzyści ...
- 64 odpowiedzi
-
Wspólne skipassy mają sens dla ośrodków położonych w niedalekim sąsiedztwie, a Zawoja jest jednak kawałek drogi od pozostałych stacji.
- 64 odpowiedzi
-
Czy sezon narciarski 21/22 będzie choć w małym stopniu normalny ?
tanova odpowiedział Arek1982 → na temat → Tematy narciarskie
We Włoszech już w sierpniu pytano nas o zielony paszport w restauracjach i w jednym z hoteli, to tego bardzo rygorystycznie przestrzega się noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach, również w wagonikach kolejki. -
@surfing - zmiłuj się i wrzuć swoją relację rowerową, bo czas najwyższy, żeby ten wątek wrócił do tematyki rekreacyjno-sportowej.
-
Roboty trochę było z relacją - sam wiesz, jak to jest - ale wspomnienia, daty i nazwy miejsc z czasem ulatują - a tak to przynajmniej gdzieś w sposób uporządkowany to zostanie. Pięknie było - to prawda. Gdzieś ta Italia wciąż we mnie jest ...
-
Wiosenne i Letnie wyprawy rowerowe i piesze po górach
tanova odpowiedział Mops → na temat → Wypoczynek w górach
Swoje tegoroczne letnie wyprawy rowerowe i piesze po włoskich Alpach opisałam na blogu. Gdyby ktoś miał ochotę zajrzeć, to zapraszam serdecznie: -
Wędrując szlakami Vinschgau/Val Venosta (29.08-04.09.2021)
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
03.09.2021: Tarsch – Kofelraster Seen (22,6 km, 2430 m) Miał być spokojny szlak na ostatni dzień, ale nie do końca wyszło. Może jakieś ładne jeziorka w pobliżu? Są? Są - Kofelraster Seen. Nawigacja pokierowała nas "skrótem" na parking Alte Säge, z którego zaczynał się szlak. Skrót okazał się wąską, kamienistą ścieżką - odpowiednią może dla mtb, ale nie dla samochodu osobowego. Zostawiliśmy auto w pierwszej niekolizyjnej zatoczce, bo szkoda samochodu, a do parkingu ponoć było niespełna 2 km. Było jednak ponad 4 km w jedną stronę, wzdłuż stacyjek Drogi Krzyżowej . Mieliśmy więc nadprogramowe 8 km drogą, a dalsza wędrówka prowadziła bardzo stromym szlakiem w górę. Chwila odpoczynku pod schroniskiem Latschinger Alm Im wyżej, tym mniej drzew, a więcej jagód: Wdrapujemy się na grzbiet i widać pierwsze jeziorko: A za nim jest drugie: Zejście na szczęście było łagodniejsze i ładniejsze. Naprzeciw nas widok na wlot doliny Schnalstal Schodzimy do schroniska Marzoner Alm a potem do auta. *** Wracam do Polski z poczuciem, że ledwie liznęliśmy tamtejszych szlaków i ... lżejsza o 2 kg. W samej dolinie Martell zostało kilka szczytów, na które chętnie bym jeszcze weszła i byłyby w moim zasięgu. Może kiedyś? Kto wie?- 5 komentarzy
-
- 9
-
-
-
- vinschgau
- tyrol południowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wędrując szlakami Vinschgau/Val Venosta (29.08-04.09.2021)
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
02.09.2021: Martell - Vorderer Rotspitz (12,1 km, 3033 m) Pętla na drugi trzytysięcznik, z punktem wyjścia na parkingu na końcu doliny Martell. Trzeba pokonać nieco ponad 1000 m przewyższenia, szlak nie jest trudny, ale wymaga uwagi na długich odcinkach serpentyn przez piargi - szczególnie przy schodzeniu. Trasa jest wyjątkowo widokowa - z panoramą na najbardziej spektakularne szczyty Veneziaspitze, Cevedale, a ze szczytu podziwiać można również Gran Zebru i Ortlera. Zejście u podnóża potężnych lodowców Cevedale przez morenowy krajobraz doliny. Zaczynamy nad jeziorem przy hotelu Paradies, a łagodny szczyt Rotspitze skrywa się za drzewami: Powyżej linii lasu pasą się owce, a jednostajne brzęczenie dzwonków przerywa od czasu do czasu głośny gwizd świstaka. Widok na drugą stronę doliny i Zufallspitze (Cevedale) Leżeć tutaj przyjechały? Na środku chyba wystaje Gran Zebrú (Königspitze) - 3851 m., drugi po Ortlerze szczyt pod względem wysokości. Zaraz zaczną się ułatwienia w szczytowym odcinku podejścia: I już - jesteśmy! A co po drugiej stronie? Lodowce: Zoom na Gran Zebru i Ortlera A z trzeciej strony - Zufrittsee, bez retuszu! Darek się wpasował kolorystycznie Schodzimy: Ta fotka też bez retuszu: I już.- 5 komentarzy
-
- 6
-
-
- vinschgau
- tyrol południowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wędrując szlakami Vinschgau/Val Venosta (29.08-04.09.2021)
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
01.09.2021: Merano Dzień bardziej na luzie. Pojechaliśmy rowerami, ponownie fragmentem trasy wzdłuż Adygi. Merano to miasto-ogród. Urzekło nas bogactwem roślinności, barw, urokliwą architekturą i pięknym położeniem. Promenada nad rzeką Passer: Domy zdrojowe: Stare miasto: Zamek Trauttmansdorff i ogrody botaniczne na tarasach ponad miastem: Na ławeczce, z księżną Sissi- 5 komentarzy
-
- 8
-
-
-
- vinschgau
- tyrol południowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wędrując szlakami Vinschgau/Val Venosta (29.08-04.09.2021)
tanova dodał komentarz → tanova wpis na blogu → Na białym i na zielonym
31.08.2021: Tarscher Alm – Blaue Schneid (15,4 km, 3036 m) / Hasenöhrl (3257 m) Pogoda poprawiła się na tyle, że można było wyjść w wysokie partie gór - widoczne poprzedniego dnia z drugiej strony doliny. Naszym celem był trzytysięcznik Hasenöhrl - najbardziej na wschód wysunięty wierzchołek masywu Ortlera, na którym jest lodowiec. Punktem wyjścia była górna stacja kolejki krzesełkowej Tarscher Alm. Jeszcze kilkanaście lat temu działał tutaj ośrodek narciarski, jednakże ponoć nie był rentowny. Wyciąg krzesełkowy wykupiła miejscowa organizacja turystyczna, ale funkcjonuje on tylko latem. Szkoda - bo tereny na narty byłyby piękne. Idziemy szlakiem do Großes Wetterkreuz (2436 m) na przełęczy. Stoi tutaj nowy krzyż, a stary służy jako budulec na ... ławkę. Malownicza, panoramiczna ścieżka prowadzi do pozostałości dawnego akweduktu, dostarczającego wodę z gór na pola uprawne w dolinie - w tle na pierwszym zdjęciu widać cel dzisiejszej wycieczki, a na drugim - schron turystyczny i akwedukt: Jeszcze trochę wspinaczki w skalnym terenie i jesteśmy na grani, z której roztaczają się wspaniałe widoki na dalekie Dolomity i na bliskie Arzkarsee w dolinie Ultental: Hasenöhrl wydaje się być blisko, na wyciągnięcie ręki, ale to nieprawda. Zaczynają się łaty śniegu Pierwszy przedwierzchołek Blaue Schneid 3036 m npm. A co potem? Potem wspinaczka na linach i łańcuchach, która chyba jednak trochę mnie przerosła. Po przejściu fragmentu (ponoć tego najgorszego) jednak miałam dość. Może bym i zdecydowała się iść dalej, gdyby było więcej czasu, ale go nie było. Tak więc główny wierzchołek zdobył Darek z Wojciechem, a my z Marią w międzyczasie zaczęłyśmy schodzić. Decyzja - jedyna racjonalna w tej sytuacji, ale jednak trochę niedosyt mi pozostał. Dała mi ta góra słodko-gorzką lekcję. [cdn.]- 5 komentarzy
-
- 6
-
-
- vinschgau
- tyrol południowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Wędrując szlakami Vinschgau/Val Venosta (29.08-04.09.2021)
tanova dodał wpis na blogu → w Na białym i na zielonym
Drugi tydzień wakacyjnego urlopu spędziliśmy stacjonarnie w Goldrain/Coldrano, w środkowej części południowotyrolskiej doliny Vinschgau. W Goldrain znajduje się również ujście bocznej doliny Martelltal (27 km), wiodącej do podnóża masywu Ortlera, od strony Monte Cevedale. Okolice Goldrain są dobrym punktem wypadowym na pobliskie szczyty i lodowce – w tym na kilka trzytysięczników. Można tu znaleźć piękne szlaki turystyczne o różnym stopniu trudności – od spacerowych i panoramicznych trawersów, poprzez bardziej wymagające kondycyjnie – ale dostępne dla zwykłych turystów - trasy, aż po drogi wspinaczkowe w skałach i na lodowcach. Zrobiliśmy trzy szlaki w wysokich górach – w tym dwa na tzw. „łatwe” trzytysięczniki, dwa w niższych partiach (ze względu na pogodę), a jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Merano. To był mój program, bo Darek w dwa dni miał pewne modyfikacje, o czym poniżej. W szczegółach wyglądało to tak: 29.08.2021: Szlakami doliny Martell, wokół Zufrittsee (dystans 14,8 km, maks. wysokość 2088 m) 30.08.2021: Vinschger Höhenweg – od St. Martin im Kofel do Laas (26 km, 1734 m) / Passo Stelvio (2757 m) 31.08.2021: Tarscher Alm – Blaue Schneid (15,4 km, 3036 m) / Hasenöhrl (3257 m) 01.09.2021: Merano 02.09.2021: Martell - Vorderer Rotspitz (12,1 km, 3033 m) 03.09.2021: Tarsch – Kofelraster Seen (22,6 km, 2430 m) *** 29.08.2021: Szlakami doliny Martell, wokół Zufrittsee (dystans 14,8 km, maks. wysokość 2088 m) Przedpołudnie zeszło na ogarnięciu się po tygodniu na rowerach, na zrobieniu zakupów i takich tam zajęciach, więc na wycieczkę ruszyliśmy dopiero ok. 14.00. Nie było sensu planować długiej tury, zwłaszcza, że spodziewane były przelotne opady. Wybraliśmy się więc szlakiem dookoła jeziora zaporowego Zufrittsee – startując od centrum biathlonowego w dolinie. Po dotarciu na koniec jeziora stwierdziliśmy, że jeszcze mamy czas i ochotę połazić, więc doszliśmy kanionem rzeki Plimy do końca doliny, gdzie jest parking na wysokości ok. 2050 m npm., przy schronisku Enzianhütte, z którego odchodzą liczne szlaki w okoliczne góry. Powrót drugą stroną doliny. Zapora jeziora Zufrittsee, w tle Monte Cevedale / Zufallspitze (3757 m npm.) Nad jeziorem: Ruina przedwojennego - niegdyś bardzo luksusowego hotelu - Paradies Na końcu doliny: I magazyn śniegu na trasy biegowe: *** 30.08.2021: Vinschger Höhenweg – od St. Martin im Kofel do Laas (26 km, 1734 m) / Passo Stelvio (2757 m) Zajęcia w podgrupach - ja z przyjaciółmi wybrałam się na szlak Vinschger Höhenweg. To szlak długodystansowy, liczący sobie 106 km długości - od źródeł Adygi niedaleko Reschenpass do Staben u wlotu bocznej doliny Schnalstal. Prowadzi trawersem pasma Sonnenberg. Wjechaliśmy kolejką linową z Latsch do wysoko położonego osiedla St. Martin im Kofel i stamtąd podążając za czerwonym logo przywodzącym na myśl trop jakiegoś zwierza idziemy w kierunku zachodnim. Widok z górnej stacji na dolinę Vinschgau: Wędrując zboczami Sonnenberg, z widokiem na masyw Ortlera: Motylek: Dolina Vinschgau raz jeszcze: A Darek? Darek wziął rower trekkingowy, pojechał do Prad i ... Zajęło mu to 3 godziny i 25 minut. Na górze zastała go śnieżyca, więc zjazd raczej nie był szybki, bo ślisko jak diabli. [cdn.]- 5 komentarzy
-
- 6
-
-
-
- vinschgau
- tyrol południowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Coś może być na rzeczy - czworo potencjalnych polskich satanistów na rowerach z sakwami, nic dziwnego, że nas nigdzie nie chcieli. A jak już wpuścili, to obsługa dostała histerii.
-
@Ziemowit odpowiadając na Twoje pytania: 1. Przypuszczam, że trudności ze znalezieniem noclegu wynikały nie tyle z pandemii, ile z terminu - sierpień to tradycyjnie szczyt sezonu urlopowego we Włoszech i nawet w ostatnim tygodniu miesiąca prawie wszędzie mieli komplet gości. Z wyprzedzeniem zarezerwowałam noclegi w Vinschgau: pokój dwuosobowy ze śniadaniem w cenie 40 euro/os. oraz apartament na tydzień dla czterech osób (dobry standard - dwie łazienki, strefa spa w pensjonacie) - 700 euro/całość. Przed wyjazdem zorientowałam się, że w okolicach Cortiny nie ma co liczyć na nocleg w rozsądnej cenie - pokoje dwuosobowe zaczynały się od 200 euro za noc wzwyż, dlatego też wzięliśmy na wszelki wypadek namiot - i przydał się. Natomiast zaskoczyły mnie również wysokie ceny i brak miejsc pod Kronplatzem, bo wydawało mi się, że w lecie jest to mniej atrakcyjna miejscówka. Noclegi na trasie wyszły nam następująco: agroturystyka pod Klausen - 40 euro/os. (pokój dwuosobowy ze śniadaniem), hotel *** pod Kronplatzem 80 euro/os. (pokój dwuosobowy i jednoosobowy ze śniadaniem), kemping w Cortinie - 19 euro/os. (nocleg w namiocie), hostel w Termine di Cadore - 30 euro/os. (pokój czteroosobowy bez śniadania), hotel *** w Feltre 50 euro/os. (pokój dwuosobowy ze śniadaniem). Nie mam porównania z Włochami przed pandemią, ale zestawiając ceny z podobnymi wyprawami do Austrii (2020 i 2018) i Alzacji (2019), to jest trochę drożej - bo w Austrii i Francji płaciliśmy 30-45 euro za nocleg ze śniadaniem i nigdy nie mieliśmy problemu ze znalezieniem czegoś "z marszu". 2. To jest bardzo trudne pytanie . (A) - Piękne widoki były cały czas, bo cała trasa prowadziła przez góry, choć charakter tych gór zmieniał się po drodze - od potężnych trzytysięczników "na wyciągnięcie ręki" w Vinschgau, przez skaliste Dolomity po zalesione krajobrazy i łagodniejsze szczyty przedgórza. Chyba właśnie urozmaicenie krajobrazu i piękno przyrody było największym atutem tej trasy. (B) - Przejeżdżaliśmy przez kilka bardzo ładnych miasteczek czy miast z ciekawą, zabytkową starówką. Na pewno warto odwiedzić Brixen i Bolzano - które ma ponoć również bardzo ciekawe muzeum archeologiczne. W drugim tygodniu urlopu pojechaliśmy też na cały dzień do Merano, które jest po prostu prześliczne - pełne kwiatów i śródziemnomorskiej roślinności, malowniczo położone w kotlinie, wśród wysokich gór, z dziewiętnastowieczną częścią uzdrowiskową i tętniącym życiem starym miastem. Tak - Merano chyba najbardziej nas urzekło, choć - nie oszukujmy się - we Włoszech jest wiele bardziej spektakularnych miejsc dla miłośników architektury i zabytków. (C) Trasę wyprawy ułożyłam korzystając z serwisów internetowych - głównie z niemieckojęzycznego https://radreise-wiki.de/, z bardzo dokładnym opisem szlaków długodystansowych (Radfernwege). Zasadniczo szlaki łączą się ze sobą w punktach węzłowych, ale w praktyce bywa tak, że fragmentami biegną gdzieś tylko palcem po mapie, albo są objazdy, które są kiepsko lub wcale nie oznaczone. Jest więc kilka wyznakowanych, bardzo ciekawych tras - Etschtalradweg, Pustertal, Toblach-Cortina czy Valsugana z bardzo dobrą infrastrukturą, a pomiędzy trzeba sobie radzić samemu. Bardzo kiepski jest np. wjazd do Trydentu od strony Pergine Valsugana - wręcz w opisie radzą, aby ten odcinek pokonać pociągiem. Przydaje się aplikacja z dokładną mapą offline i naniesionymi szlakami - my korzystaliśmy z mapy.cz. Generalnie wyszło nam tak ok. 75% asfalt, 25% inne nawierzchnie - głównie szuter, ale momentami była też jazda drogami gruntowymi.
-
28.08 (sobota) – Feltre - Valsugana - Trydent (95 km, przeważnie pod górę) Ostatni dzień objazdówki po Dolomitach. Co prawda wstępny plan trasy zakładał opcjonalnie zamknięcie pętli do Bolzano, ale nie był to priorytet. Po wyjeździe z Feltre kierujemy się w stronę Valsugany. Niestety początkowy fragment nie jest wyznakowanym szlakiem i znów mamy podobną niedogodność jak w ostatnich dniach, że albo jedziemy ruchliwą krajówką, albo gdzieś bujamy się po krzakach i polnych drogach, jadąc na azymut. W okolicach jeziora Lago di Corlo łapiemy znów oznaczenia szlaku i jest zdecydowanie lepiej. Droga wije się wśród lesistych wzgórz i ładnych wiosek aż do Fastro. Tutaj spektakularnymi serpentynami zjeżdżamy do Primolano, w dolinie Valsugana. Sporo tutaj - jak i w całej dolinie - szosowców, którzy upodobali sobie chyba właśnie szczególnie ten podjazd. Ja jednak się cieszę, że nam - z tymi tobołami - wyszło jechać w dół. Jaka jest Valsugana? Śliczna i sielankowa! Po drodze granica prowincji: Mijam skalne wrota Punkt info: W barwach klubowych ... Robimy postój w Borgo Valsugana, bo jest ładnie i jesteśmy głodni. Deser ... Znów jesteśmy na szlaku Via Claudia Augusta Nad jeziorem Lago di Caldonazzo: Za jeziorem, w Pergine Valsugana, szlak niestety się kończy - nie ma drogi wjazdowej dla rowerów do Trydentu. Alternatywą jest objazd górą przez Civezzano, a to niezła wspinaczka. Nagrodą jest panorama miasta z góry i dość karkołomny zjazd wąskimi i krętymi uliczkami tuż koło zamku Buonconsiglio Niestety zwiedzania Trydentu nie było - mało czasu i jakieś demonstracje na starym mieście, przez które policja zamykała ulice, więc tylko cyk-cyk po drodze na dworzec. Pomnik Dantego - jako kontra włoskiej ludności Trydentu dla monumentu Walthera von der Vogelweide w Bolzano. Do Vinschgau wracamy z dwiema przesiadkami - w Bolzano i Merano i przygodami. Pociąg do Bolzano się spóźnił, a pociąg do Merano w ogóle tego dnia został odwołany. Następny też stał w polu, więc zamiast po 21-szej, byliśmy w pensjonacie krótko przed północą, a podróż zamiast dwóch i pół trwała blisko pięć godzin. Ech, te włoskie pociągi! I to koniec naszej rowerowej wyrypy. Następny tydzień spędziliśmy na górskich wędrówkach, o których może napiszę osobno. Cały ślad trasy (bez tego pierwszego dnia na rozruch) można zobaczyć na traseo: https://www.traseo.pl/trasa/dookola-dolomitow
-
27.08 (piątek) – Cadore - Feltre (69 km, przeważnie z góry) Rano właścicielka hostelu powiedziała koleżance Marii i mnie, że po sąsiedzku jest kościół pw. Marii i Magdaleny. No racja - zatem Maria i Magdalena pod kościołem Marii i Magdaleny. Próbowałam dowiedzieć się od właścicielki, dlaczego w okolicznych miasteczkach jest tak pusto - np. w pobliskim Longarone. Poniższe zdjęcie przedstawia starszą część miasta. Dalej są tylko budynki z lat 60-tych i 70-tych i pomimo pięknych gór wokół - niewiele się tu dzieje. Jak doczytałam później - w 1963 r. miała tu miejsce największa katastrofa zapory wodnej, kiedy to duży obryw zbocza do zbiornika spowodował ogromną falę powodziową, która zniszczyła kilka miejscowości w dolinie. Zginęło wówczas prawie 2000 osób, z których połowy nigdy nie odnaleziono. Może dlatego ludzie nie bardzo chcą tu mieszkać? W Longarone, w sklepie sportowym, dostajemy namiary na dwa najbliższe serwisy rowerowe w oddalonym o kolejne kilkanaście kilometrów Ponte nelle Alpi. Koniecznie musimy podjechać - naprawić moją tylną przerzutkę i wymienić szprychę u kolegi. Linka przerzutki zerwała się na najcięższym przełożeniu, więc każdy podjazd - a tych nie brakuje - to dla mnie pchanie roweru z sakwami pod górę. Jadąc doliną Piave: W pierwszym serwisie facet nas po prostu olał i stwierdził, że nie ma czasu. W drugim - maestro szybko uporał się z obydwiema awariami i mogliśmy kontynuować podróż. Czekając na naprawę: Jedziemy w stronę Belluno - to już dość bliskie okolice Wenecji. Architektura staje się taka typowo włoska - zarówno w samym Belluno, jak i po drodze. Zastanawiamy się, czy złapie nas kolejny deszcz, ale przechodzi gdzieś bokiem. Postanawiamy dojechać jeszcze ok. 30 km do Feltre i tam zanocować. Po prawej stronie mamy pasmo Dolomitów Belluńskich ... ... po lewej już przedgórze, przypominające nasze Beskidy: Na ostatnich kilometrach przed Feltre oznaczenia szlaku się skończyły. Mamy do wyboru jazdę bardzo ruchliwą krajówką SS50 albo objazdy bocznymi drogami. Objazd okazuje się bardzo stromym podjazdem, wreszcie lądujemy u jakiegoś rolnika na podwórku, który kieruje nas we właściwym kierunku. W Feltre znajdujemy nocleg w bardzo przyjemnym hotelu, w sercu starego miasta. Akurat odbywa się tam nocny bieg po murach miasta - sylwetki biegaczy z czołówkami wyglądają bardzo zjawiskowo, a publiczność żywiołowo dopinguje zawodników. Po zawodach - huczna impreza w jednej z knajpek, bez reżimu sanitarnego. To mnie trochę zaskoczyło, bo poza tym bardzo restrykcyjnie przestrzegane są przepisy pandemiczne - w sklepach, lokalach, pociągach, kolejkach linowych i pensjonatach wszyscy noszą maseczki i to nie nonszalancko na brodzie, tylko prawidłowo. Jeśli ktoś zapomniał, to personel od razu zwracał uwagę, ale generalnie ludzie sami bardzo się pilnowali. W restauracjach i w jednym z pensjonatów, gdzie była strefa spa, pytano nas, czy mamy green pass (ale nikt nie sprawdzał). Ludzie też raczej przestrzegali dystansu społecznego - z tym jednym wyjątkiem. Jemy przepyszną pizzę, pijemy dwie karafki lokalnego wina i spacerujemy po urokliwej, wieczornej starówce Feltre. [cdn.]
-
26.08 (czwartek) – Cortina d'Ampezzo - dolina Cadore (66 km, z góry) Cortina - królowej włoskich Dolomitów przedstawiać nie trzeba. Cudnie położona w samym sercu gór, nieco snobistyczna, piękna i zimą i latem. Jesteśmy tutaj pierwszy raz - chcemy wyjść gdzieś na szlak, zobaczyć góry nie tylko od podnóża. Miasteczko już o poranku tętni życiem: Tutejszy Mitoraj: Czy to jeszcze pies, czy breloczek do plecaka? Impresje po tegorocznych zawodach PŚ Tofany, Faloria, Cinque Torri czy Lagazuoi? Ech - osiołkowi w żłoby dano... Jest dylemat. Można by spędzić w Cortinie dużo, dużo czasu, ale cóż - na coś się trzeba zdecydować. Wybór w końcu padł na Falorię - podobno boskie widoki właśnie na Tofany (i nie tylko), można na szczycie zrobić krótki trekking, stacja kolejki jest tuż przy szlaku rowerowym, no i ... zawsze chciałam zobaczyć na żywo trasę olimpijską . Cortina z góry i Tofany, a w oddali po lewej widać Lagazuoi i 5 Torri: Narciarskie trasy w letniej odsłonie: Panoramy - fantastyczne: Jest i trasa slalomu: Na górze: Zwei Damen und Drei Zinnen: Przy schronisku: Ech, aż się nie chce wracać na dół. Ale cóż - trasa się sama nie przejedzie, więc wczesnym popołudniem ruszamy w dalszą drogę, doliną Cadore. Po prawej stronie góruje wybitny kolos Monte Pelmo (3.168 m npm.): Droga opada najpierw łagodnie w dół aż do Pieve di Cadore. Miejscowości z typowo turystycznych zmieniają się w coraz bardziej spokojne, górskie miasteczka. W Pieve zauważamy już trochę opuszczonych, starych domów. Krajobraz zmienia się jeszcze bardziej, gdy ostrymi serpentynami zjeżdżamy nad Piavę, na dno doliny - do Perarole di Cadore. Mamy wrażenie, że trafiliśmy do innego świata. Wyludnione miasteczko, zaniedbane budynki, zabite dechami okiennice - tylko w brudnawym, małym barze kilku tubylców smętnie sączy piwo. Co gorsza - zbliża się wieczór, zanosi się na deszcz i trzeba poszukać noclegu. W jednym B&B nikt nie otwiera ani nie odbiera telefonu, w drugim - babka nie ma miejsc, ale dzwoni gdzieś po znajomych i znajduje nam nocleg w odległym o ok. 10 km Ospedale di Cadore, w hostelu. Wieczorna jazda wśród miejscowości-widm, dnem głębokiej i ciemnej doliny, wśród pionowo opadających skał jest trochę niesamowita. Koledze pęka szprycha w tylnym kole, a mnie urywa się linka od przerzutki. Na koniec dopada nas rzęsista ulewa. Docieramy już po zmierzchu - przemoczeni, tuż przed tym, gdy ulewa zamieni się w gwałtowną burzę. Gospodarze są przemili - zamawiają dla nas gorącą pizzę i przywożą nam do pokoju. Sam hostel mieści się w wąziutkiej, zabytkowej kamienicy i oferuje dziesięć miejsc. Wszystko świeżo odremontowane, czyściutko, jest też mała ekspozycja o historii tego miejsca. Bardzo miłe i klimatyczne lokum. A taki mieliśmy widok z okna (już rano) [cdn.]
-
Niekoniecznie musi tak być - wyjazd indywidualny wypada niezbyt ekonomicznie, a na zorganizowane turnusy często jeżdżą pary lub rodziny - standardem w hotelach są raczej pokoje dwuosobowe lub większe, więc samotna osoba czasem jest trochę na doczepkę. Nie sądzę, aby wyjazdy dla singli były tylko narciarskim tinderem.
-
25.08 (środa) – Kronplatz-Cortina d'Ampezzo (58 km, pod górę) Rowerowa kulminacja - krajobrazów, wysokości i wrażeń. Rano zjeżdżamy z Rasen w stronę rzeki Rienz, mając przed sobą widok na Kronplatz - jak na dłoni. Widoki będą jednak później jeszcze lepsze. W drodze: Zaporowe jezioro Olanger See: Takie tam, towarzyskie - na moście: Jedziemy w kierunku Toblach i wkrótce oczom naszym ukazują się kontury Dolomitów Sexteńskich: Relaksik w altanie po drodze: I jeszcze raz góry: Jesteśmy zaledwie kilka kilometrów od źródeł Drawy, gdzie startowaliśmy rok temu. Zajrzymy? Koniecznie! 2021: 2020: Tym razem zamiast na wschód - jedziemy na południe, do Cortiny d'Ampezzo. Szlak rowerowy prowadzi wygodną i szeroką szutrówką wśród gór, przez przełęcz Passo Cimabanche, dawną trasą linii kolejowej. Dzięki temu nabieramy wysokości lekkim i stałym wzniosem. Mając rowery z bagażami - bardzo efektywna opcja. Dużo osób w różnym wieku jeździ tutaj rowerami, ale generalnie na szlakach przeważają elektryki - tak 80%, turystyczne i mtb. I to nie tylko wśród publiki w dojrzałym wieku, ale również sporo młodych jeździ ze wspomaganiem. Takie wygodne pokolenie. Większość ludzi jeździ na lekko, długodystansowych sakwiarzy zdecydowanie mniej niż w Austrii, ale są. A jakie tu się robi przewyższenia? Strava pokazuje tak średnio 700-1000 m verticala dziennie, a na odcinkach tak odczuwalnie "z górki" - około 400 m podjazdów. Jezioro Toblacher See: Przy trasie, w Nasswand, trafiamy na cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej, na którym pochowano ponad 1200 żołnierzy różnych nacji - między innymi 145 Polaków. I faktycznie - odnajdujemy kilka krzyży z polsko brzmiącymi nazwiskami. Miejsc upamiętniających zaciekłe walki między Austro-Węgrami a Włochami w tym okresie jest zresztą sporo po drodze. Dojeżdżamy do jeziora Dürrensee i kultowego miejsca z fantastyczną panoramą na Drei Zinnen/Tre Cime - z jednej strony, a Monte Cristallo z drugiej. Obowiązkowy foto-stop. Croda Rossa: Zbliżamy się do granicy prowincji Trydent-Górna Adyga z Wenecją Euganejską: I jest - jest przełęcz Passo Cimabanche! 1530 m! Jeszcze nigdy nie byłam rowerem na takiej wysokości, jeszcze nigdy nie wjechałam rowerem tak wysoko! Teraz jeszcze parę kilometrów przepięknego zjazdu do Cortiny. Zobaczcie sami! Tunel ... ... a za tunelem ... Tym razem spędzamy wieczór i nocujemy na bardzo ładnym kempingu International Camping Olympia w Fiames, zaledwie kilka kilometrów od Cortiny. Przydały się namiociki i śpiwory, wiezione na wszelki wypadek. [cdn.]
-
Witaj na forum, @arzak Nie ma powodu do rozpaczy . Moi też w wieku wczesnonastoletnim przesiedli się na snowboardy, tym niemniej w dalszym ciągu jest fajna baza do wspólnych wyjazdów zimowych - nawet gdy są już dorośli. Córka pierwsze kroki na desce stawiała właśnie w Jańskich Łaźniach, na Hoffmankach. Jeśli są obyci z nartami, to pewnie szybko załapią snowboard. Bardzo fajne tereny dla początkujących są w Černym Dole - tuż obok Jańskich Łaźni. Obydwa ośrodki są na jednym skipassie i kursują między nimi skibusy, więc można skorzystać z tras i tu i tam. Osobiście nie mam doświadczeń z tamtejszymi szkółkami, ale znajoma brała instruktora dla syna, właśnie w Černym Dole i nie było jakichś istotnych problemów komunikacyjnych.
- 7 odpowiedzi
-
- 2
-
-
-
- jańskie łaźnie
- snowbord
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:







