Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marionen

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    4 616
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    244

Zawartość dodana przez marionen

  1. Gdybym miał buty, już bym za Wami pociskał, przynajmniej dopóty by sił starczyło. Ale Turbacz muszę i chcę zaliczyć (obiecałem)! A Wasza wyprawa, zdjęcia i filmy rewelka. I niech się schowają wygłaskane trasy. Nie ma porównania. Prawdziwa narciarska wolność. Do tego jeszcze dreszczyk emocji i adrenalina na końcówce. Super i pozdrowienia dla Ekipy Andrychowskiej. PS i wszystkich turujących oczywiście też!
  2. Kolejna droga i pytanie którędy? W dół w lewo czy pod górkę w prawo, ale ja chcę na dół do wyciągu. Są ślady narciarzy w dół, stara zasada freeridera mówi, jedź tam gdzie są ślady, ewentualnie dzwoń do chłopaków po poradę. Diabełek podpowiada swoje, idź pod górę do słupa tam będzie łatwo, widać kawałek trasy 3 i tylko trzy podpory do stacji wyciągu. Jestem naprawdę bardzo blisko. Do pokonania kolejny jar I jestem już przy podporze Chwilowo drogi nie widać, mam wąwóz (może to nawet parów) po prawej, dna niestety nie widzę, a dalej trasę narciarską, postanawiam trawersować w prawą stronę do trasy narciarskiej. Początek nie jest łatwy, używam nart jak maczety i przedzieram się w stronę trasy zjazdowej... Jednak to bardziej wąwóz, a nie parów, ściany stromo pochylone, dno wąskie, do tego mocno wszystko w pionie nachylone i na nartach nie da się dalej schodzić (zjeżdżać). Dalej idę z buta, a narty zrzucam przed sobą w dół. Po drodze mijałem kolejną ambonę, ale nie chciało mi się na nią włazić (to kolejny błąd) mogłem jednak coś wypatrzeć. Na domiar złego zaczyna się plątanina kolczastych roślin i nie mam ich jak wyminąć Wpadam na pomysł, że nie muszę co chwila rzucać nart, mocuję je do plecaka. To też nie najlepsze rozwiązanie, bo zaczepiam czubami o gałęzie, lub piętki wbijają się za mną w śnieg. Oprócz ptaków słyszę jak nieopodal szumią liczne strumyki. Robi się bardzo stromo i zmieniam sposób poruszania, idzie mi teraz szybciej. Ustawiam się twarzą do stoku, chwytam kijki w poziomie przy talerzykach i uchwytach na wysokości głowy i opuszczam się na dół. Teraz nie zaczepiam o nic nartami, dość sprawnie i bezpiecznie niweluję wysokość. Prawą stronę mam z głowy, strome urwisko nie daje mi szans na przebicie się do trasy. Muszę trawersować w lewo pod gondolę. Będąc twarzą do stoku zsuwam się ze 2 metry w dół i ląduję na dnie, noga wpada mi między skałki, plecak z nartami szarpie do tyłu i ląduję na plecach. Czuję jak wlewa mi się woda do butów, a ja jak żółw macham niezgrabnie rękoma i jedną wolną nogą, druga niestety zaklinowała się. Po chwili leżenia czuję jak woda ze strumyka zaczyna chłodzić ożywczo moje pośladki, a po krótkiej chwili jeszcze mój kręgosłup. W przypływie dodatkowej mocy udaj mi si wyrwać nogę z uścisku i przekręcić się na brzuch. Teraz ręce wpadają mi głęboko w śnieg i po łokcie zanurzam się w strumyku. Nie jest źle, udaje mi się wstać i wyjść z wody. Wcale nie jest tak zimno, dużo się ruszam. Wreszcie dzwonię do Wujota i proszę Offpiściaków o rekonesans z gondoli i poradę jak z tej matni wyjść. Czekając na wiadomości odkrywam kolejną technikę poruszania się, to czołganie, trochę zapadam się w śniegu, ale nie zaczepiam o nic nartami i sprawnie poruszam się pod gałęziami. Dzwonią Offpiściaki z informacją, że muszę trawersować w lewo pod linę kolejki i dalej w lewo do drogi asfaltowej. Tak też czynię. Gdy jestem pod kolejką, z gondoli kilka razy wychylają się narciarze i pytają czy nie potrzebuję helpa. Ja helpa no nie oczywiście, ja tu przecież szukam grzybów alpejskich, najlepszych na świecie... Ale miło, że chcą pomóc, tylko szczerze mówiąc jak, muszę się wygrzebać sam. Na godzinę już nie patrzę, bo wpadnę w panikę, trudno najwyżej mnie zabiją, albo dostanę solidny łomot. Pokonuję jeszcze jeden jar, dalej jest mi ciepło, a w butach mam podgrzewaną wodę, takie przynajmniej mam odczucie. Widzę w końcu asfaltową drogę, tylko jak do niej zejść, bo jest naprawdę stromo... Wreszcie udało się, jestem uratowany, dotarłem do cywilizacji...
  3. Tęczowo to mało powiedziane! Ale wypad, młody chyba zachwycony? i chyba nie tylko on?
  4. Teren robi się coraz trudniejszy, choinki gęstnieją i robi się czasami mocno stromo, ale ciągle posuwam się do przodu, a w zasadzie w dół i tego się będę trzymał... Wreszcie wychodzę z lasu, jest droga ratrakowana. Rozsądek podpowiada, teraz albo w lewo, albo prawo. Prawo odpada bo trzeba do góry, zostaje lewo, ale diabełek się odzywa - zobacz w dół jak ładnie, dasz radę między choinkami sporo miejsca jest. Może zadzwonię do chłopaków, ee nie dzwoń, nie będziesz im przeszkadzał, Oni też chcą pojeździć, daj Im spokój, jeszcze masz czas, jedź sam. No dobra znowu mnie przekonałeś mój diabełku, jedziemy w dół. Fajnie było przez 50 metrów i znów las gęstnieje... Znajduje starą ambonę, wskrobię się na nią i zobaczę co i jak... Widoki oczywiście są piękne, ale wszędzie dookoła las, w oddali góry i dolina, ale jest wszędzie blisko, trzeba złazić... Wolnej przestrzeni coraz mniej, ale cisza absolutna, przerywana tylko przez świergoczące ptaki, czasami słychać jeszcze samoloty, żadna trasa nie zapewni takich warunków, widuję tylko czasem ścieżki wydeptane przez leśną zwierzynę... Docieram do strumyka i tu popełniam banalny błąd, przez strumyk przechodzę na nartach, zjeżdżam w dół i staję w miejscu, do tego narty przestały skręcać. Temperatura jest ujemna i narty mam totalnie oblepione lodem i śniegiem. Idzie mi ciężko, tempo spada, ale ciągle mam dużo czasu, tak myślę... Delikatny uśmieszek nie znika mi jeszcze z twarzy i docieram do kolejnej drogi, tym razem nie ratrakowanej, co robić dalej?
  5. Ujeżdżamy pola i łąki i mnie ponosi co nie co, lecę na główkę i ląduję w śniegu. Chwilka mija, wstaję i coś mi brakuje. Gopro znika gdzieś w śniegu i jest ambaras. Na szczęście jest Wujot, Jego lawinowe abc wreszcie może się przydać (oby tylko do takich celów). Wiesiek rozkłada łopatę, a ja ambitnie macham nią dookoła miejsca gdzie wylądowałem. Dojeżdża do nas jeszcze Jurek i po jakiś 10 minutach jest coś czarnego, Gopro uratowane. Postanawiamy przenieść się na lewą stronę trasy pod gondolą, tam też jest sporo do zrobienia, a freehien jeszcze nie ma. Strzelam jeszcze kilka zdjęć, a chłopaki mi w tym czasie znikają. Zaraz Ich dogonię. Ruszam za nimi, ale mi zniknęli, dobra dojadę zaraz, tylko kilka zdjęć muszę...Widoki śliczniutkie, tereny prawie nie ruszane...bajecznie Własne ślady oglądam, są super jazda też, chyba zadzwonię do Wieśka, ale diabełek w głowie siedzi i szepta, po co? Jedź sam, przecież się nie zgubisz, a taki warun przed tobą, jaki nigdy w życiu nie miałeś.Dobra jeszcze kawałek zjadę sam. Robi się coraz gęściej od choinek, ale co za jazda...
  6. Ponowny wjazd na górę kolejką Geols i kierunek może być tylko jeden, żegnamy sztruksik bez żalków i w prawo na nasze pola uprawne... jest mega galaktycznie, szybko puki nie ma sępów pieprzonych... Na lewo od grani cudowne hektary do zagospodarowania...musimy tam dotrzeć... Śnieg doskonały, leciutki i mięciutki, pływa się w nim z rozkoszą... Jeszcze, jeszcze, ja chcę jeszcze...
  7. Ostatni dzień nartowania miał być krótki, łatwy i przyjemny, taki lajcik. Ale czy taki był? No chyba nie do końca. Ośrodek na poniedziałek wybrany był najmniejszy, najniższy i najłatwiejszy. W tak małym ośrodku nic ciekawego nie może się zdarzyć. Dodatkowo znam go jak własną kieszeń, byłem tu wielokrotnie i przyznam się - to mój ulubiony teren w Austrii. Nie wymieniam go z nazwy, bo Wam nie polecam. Do niedawna była tylko jedna stara gondola, trzy stare niewyprzęgane krzesła (teraz są dwa) i trzy orczyki. Mało tras, narciarzy brak, więc musi być kiepsko. Niech zostanie jak jest, zapomniany przez świat na uboczu, ale ja go naprawdę uwielbiam. W miejsce starej kanapy jest niestety nowa wieloosobowa (chyba 10-cio) gondola. Reszta stara bez zmian. Gondola i jedno stare krzesło docierają na najwyższy szczyt tutaj dostępny - Onkeljoch 2050 m. Przy nowej gondoli jest czarna trójka i dodatkowo spora ilość dookoła tras freeridowych. Przyznaję, że dotychczas jeździłem tutaj tylko po trasach, ale tu wszędzie blisko. Wstaliśmy wcześnie, bo miała być jazda od ósmej. Koniec przewidywany na 13.30. Pogoda miała nam w tym dniu dopisać, słońce i niewielki mróz. Czekamy pół godziny, bo gondola jednak rusza o 8.30 Starą gondolą docieramy już w inny świat. Sztruksu jak zwykle tu nie brakuje, ale my tu nie jesteśmy dla sztruksu...przynajmniej kilku z nas...widoki mnie tu zawsze kręciły, ale... Orczykiem docieramy na Onkeljoch i Wujot z Jurkiem oczywiście wypatrują terenów do freeridu Jacek z Wieśkiem robią Sobie selfie Ruszamy po sztruksie w dół, ale obserwujemy wszystko dookoła i wygląda to dobrze, przyjechaliśmy tu ciężko orać i widać, że jest masa hektarów do przeorania, pracy nam nie braknie, ale widać też tutejsze sępy się zleciały i trzeba będzie walczyć o swoją działkę niczym u brzegów Klondike w Jukonie. Jurek, Wiesiek i ja nie damy się łatwo pokonać tubylcom; takich dwóch jak nas trzech nie ma ani jednego. Żeby nie było, po sztruksie też potrafimy zjeżdżać... Po prawej widać nasze pola uprawne..... Pozdrawiam serdecznie.
  8. Zdjęcia i widoki miodzio. Mieliście super trzydniówkę.
  9. Niestety pierwszy weekend lutowy nie dla mnie. Ale jeszcze do Was wpadnę!!!
  10. W czwartek po raz kolejny odwiedziłem Sienną i Czarną Górę Resort. Ale tym razem w celach mało rozrywkowych. W mojej rodzinie jest firma która zajmuje się między innymi pomiarami natężenia oświetlenia stoków narciarskich. Ponieważ zachorował jeden z pracowników to dołączyłem do ekipy pomiarowej. Trasa B-Fis bo o nią chodziło, ma zainstalowane nowe oświetlenie. W Polsce mamy trzy kategorie stoków, jeśli chodzi o natężenie światła. Trasa B ma oczywiście kategorię B (to przypadek oczywiście) i minimum to o ile dobrze pamiętam 20 luxów. Mamy do przemierzenia 600 pkt pomiarowych to trochę czasu nam zajmie. Przyjeżdżamy nieco wcześniej, trzeba znaleźć kogoś z kierownictwa. Mieliśmy dostać do pomocy skuter śnieżny, ale w tym samym czasie jest ekipa Radia Zet i to ona dostaje skuter (wiadomo media są najważniejsze), my dostajemy do dyspozycji Luxtorpedę i jest dobrze. Dostajemy kawkę w Karczmie Czarna Góra i czekamy na zmierzch. Ciemność zapadła, można ruszyć do pracy, nas interesuje trasa B-Fis Luxtorpeda działa sprawnie i po kilku minutach jesteśmy ze sprzętem pomiarowym na górze. Trasa A (czarna) zamknięta bo nie ma oświetlenia, ale ustawione przy niej armatki pracują pełną parą. Bierzemy się do roboty i metr po metrze przesuwamy się w dół trasy. Pierwsze 3 słupy z lampami tylko po prawej stronie, dalej oświetlenie jest już po obu stronach trasy zjazdowej. Słupy są ustawione co około 30 metrów i natężenie światła jest mieszczące się w normie. Niektóre lampy trzeba tylko lekko wyregulować w pionie i poziomie dla lepszego wykorzystania oświetlenia. Przy okazji mogę podziwiać widoki z trasy, na Sienną i pobliskie Stronie Śląskie. Narciarzy na trasie, powiedziałbym ani dużo ani mało, tłoku nie ma, ale pusto też nie jest. W dwóch, trzech miejscach ze śniegiem wymieszane są kamienie i trzeba uważać... Mrozik trochę ściska, jest poniżej -10 stopni, ale obcowanie z naturą nam to wynagradza i oko cieszą piękne zimowe widoki. Dwie lampy schowane trochę w cieniu choinek Mnie cieszy, że w pogotowiu stoją i czekają solidne armaty, zastanawiam się tylko, kiedy będą je uruchomiać, bo trasa czynna od 9 do 22.30 Powoli zbliżamy się do końca pomiarów, już tylko ostatni odcinek trasy Na dole czeka jeszcze podobno najdłuższa grawitacyjna zjeżdżalnia w Polsce - Czarna Żmija, ma około 1 kilometra Obowiązki spełnione, pora na odpoczynek, Karczma czeka... Sądzę, że jazdy nocne mogą być ciekawą alternatywą dla jazdy dziennej, w szczególności w okresie ferii i w weekendy. Chyba, że ktoś chce pośmigać po okolicznych lasach, to tylko w dzień, bo drzewa solidne są na około. Pozdrawiam serdecznie.
  11. Jak z Markiem Krzyżyńskim to musiał być świetny, treningowy wyjazd. Krzyżyk wychował całe grono świetnych narciarzy, to doskonały trener, z całą pewnością jeden z najlepszych w Polsce. Sądzę, że wyjazd tygodniowy i tyczek też nie brakowało, choć Marek bardzo dużą uwagę kładzie na prawidłową technikę. Ja osobiście wolę więcej tyczek, bo w moim wieku technikę ciężko jeszcze poprawić. Za późno zacząłem niestety. W Madonna di Campiglio często szkolenia organizuje Skielita z Jeleniej, to może z nimi? Oczywiście tylko zgaduję. A Twoja jazda Spi630 super. Pod okiem takiego trenera można wiele zdziałać! Pozdrawiam serdecznie.
  12. Sar Planiny wygląda bardzo smakowicie. Byłem w tamtych okolicach w dawnych czasach, jeszcze nikt nie słyszał o Podgoricy, ale wszyscy znali Titograd.I Kosowo jeszcze w miarę było spokojne (choć nie do końca). Brezovice widziałem latem, a zimą to całkiem niezły ośrodek narciarski może być. Więc, czemu nie... A Hindukusz, to już sama nazwa brzmi groźnie (zabójca Hindusów). Pogranicze Afganistanu i Pakistanu to nie miejsce w którym chciałbym się znaleźć, nawet gdyby to miały być nawet narty. Tym większy szacunek dla Ciebie Jacek, że potrafisz się odnaleźć w tak ciężkim dla Europejczyka miejscu. Pozdrawiam serdecznie i biorę się dzisiaj za 4 dzień, bo to wstyd nie kończyć!
  13. Jakby Wam brakowało towarzystwa to ja.... PS Góralu, czas szybko mija, zdrowie wróci szybciej niż sądzisz.
  14. To ogarniaj się szybko z czasem i dawaj relację!
  15. Jak nie chcesz marnować czasu, to bierz dobrego instruktora.
  16. Niestety, nie wiem jak to się dzieje, ale na czarnej nie wygląda to od dołu ciekawie. W lesie pełno śniegu, a ściankę śnieg omija. Sądzę, że to kwestia wiatrów i nachylenia. Skoro Hala jeszcze zamknięta, trzeba będzie jeszcze poczekać. Myślę, gdyby było naśnieżanie i z niego fajny podkład to resztę natura by dodała i byłoby gdzie pośmigać.
  17. Ja już swoje pierwsze skitoury mam za sobą, nadejszła wiekopomna chwila na debiut skitourowy Ani. Po naradzie z doświadczonymi tourowcami, wybór padł na Szklarską Porębę i podejście na Łabski Szczyt. Mieliśmy wyruszyć rano, ale nie mogłem dodzwonić się do wypożyczalni w Cieplicach i zrobił się problem. Ania zaczęła szukać innej i znalazła w Szklarskiej. Ruszamy ze sporym opóźnieniem, do tego w Szklarskiej tłok na dojeździe do Ski Arena Szrenica. W drodze do Jeleniej Góry piękna lampa, warunki do tourowania wydają się idealne. Przejeżdżamy Jelenią i warunki w kilka minut zmieniają się, nagle wszędzie chmury i pada śnieg. Taki warun też lubimy. Ania dostaje fajny sprzęt Narty K2 Wayback 88 dł.170 z wiązaniami Marker Kingpin, foki K2 Trim To Fit Skin, buty Tecnica Cochise 110 Light Dyn. Zakładam foki, mam już wprawę, robię to w końcu 2 raz i można do góry Puchatkiem w strone stacji pośredniej... Po kilku krokach (suwach) orientuje się, że z moimi butami coś nie tak, pięty mnie palą od spodu i od wewnętrznej strony, zwłaszcza prawa stopa. Przechodzę 200-300 metrów i ściągam prawy but, Ania daje mi chusteczki higieniczne i wkładam je do skarpetek z boku pięt. Kolejne 100 m idzie mi się fajnie i ciągniemy równym spokojnym (leniwym) tempem do góry. Niestety chusteczki zsuwają się pod pięty i ból powraca. Dochodzimy do stacji pośredniej i robimy przerwę. Kombinuję co dalej z butami, od pani z baru dostaję taśmę samoprzylepną i obwiązuję nią chusteczki na stopach. Ani wyskakują bąble na śródstopiu od wewnątrz obu stóp, ale jest twarda jak stal i postanawia iść dalej...Po drodze widać, że są świetne warunki do freeridu i widać pierwsze ślady riderów Z pośredniej stacji kierujemy się zielonym szlakiem w kierunku Schroniska pod Łabskim Szczytem. Widoki naokoło oczywiście cudowne i śnieg do tego ciągle pada. Staramy się nie myśleć o butach. Warunki w lesie tak piękne, że Ania pozwala mi na chwilę wpaść do lasu i zaliczyć kilka skrętów.... jestem zachwycony! Spotykamy snowboardzistów którzy wyruszyli ze Szrenicy i przez Kocioł Szrenicki ruszyli w dół i przez las dotarli do nas. Zrobili to bez wiedzy strażników Karkonoskiego Parku Narodowego. Byli happy i pokazali nam nawet filmiki ze zjazdów. Warto się narazić strażnikom lub nawet zapłacić mandat za zjazd w takich warunkach i w takim miejscu (jakby ktoś coś to...). Chłopaki fajni jakby byli narciarzami. Wychodzi mi na to, że wielu snowboarderów jest sympatyczniejszych od narciarzy, może czas zakopać topór wojenny między nami (narty-snowboard) choćby tylko poza trasami. Zmieniamy szlak z zielonego na żółty i idziemy dalej, mijamy granitowe formacje skalne, Kukułcze Skały. Do schroniska już blisko Wreszcie przed 17 docieramy do schroniska i całe szczęście bo stopy nam odpadają. Na Śnieżkę to wchodziłem w kapciach, a nie butach narciarskich, teraz przekonałem się, że buty skitourowe to to samo co zjazdowe i trzeba znaleźć te jedyne - pasujące do naszej stopy. Od środka widać jak wspaniale natura maluje i rzeźbi pięknie okna od zewnątrz Są dwie szkoły kiedy buty niewygodne, pierwsza dla mięczaków, mówi ściągaj, gdy tylko jest możliwość. Druga dla twardzieli, nie ściągaj do końca. Ja należę do mięczaków i ściągam od razu na sali, Ania twardzielka w swoich wytrzymuje do powrotu. Z uwagi na porę i stan naszych stóp rezygnujemy z dalszej części "wyprawy". W planie był jeszcze Łabski Szczyt, Szrenica i zjazd Lolobrygidą. Zrealizujemy innym razem. O 18.30 zjeżdżamy do Szklarskiej tą sama drogą którą wchodziliśmy, bo jest ciemno i tak będzie łatwiej, czołówki na głowy i ruszamy. Powrót w całkowitej ciszy, nikogo nie spotykamy, od czasu do czasu widać tylko między drzewami majaczące światła Szklarskiej Przed stacją pośrednią nieoczekiwanie trafiamy na sztruks, przysypany warstewką świeżego puchu Jeszcze tylko zjazd Puchatkiem i przed 20 kończymy świetny dzień (wieczór), gdyby nie te buty... za to nasze narty były super... Za wypożyczenie Ani sprzętu zapłaciliśmy 102 zł, warto było? Pożegnanie ze Szklarską Porębą, będziemy tu jeszcze wiele, wiele razy... Pozdrawiam serdecznie.
  18. A Ty to jakim prawem odzywasz się o tej porze? Przecież teraz powinieneś.... PS Dobra zobaczyłem już zdjęcia Jurka, jest tak jak myślałem!!!
  19. Jacek dzięki Tobie nie miałem szans na rozchorowanie się i jeszcze raz dzięki za pomoc dla mnie, po dotarciu do auta. Na końcówce trochę mnie przytkało, głównie z przemoczenia. Z Tobą jako dowódcą mógłbym śmiało ruszyć na misję bałkańską lub do talibanów, bo wiem, że zawsze można liczyć na pomoc i opiekę z Twojej strony. Reszcie grupy oczywiście też dziękuję, ale dokładniej opiszę to wkrótce. Ostatnio sporo narciarsko się działo u mnie i w ciągu 2 dni nadrobię 4 dzień naszych narto-wojaży (największy problem z wyborem zdjęć mam tradycyjnie). Pozdrawiam serdecznie.
  20. Dzisiaj Czarnej Góry nie będzie. Wreszcie mam swój sprzęt (dzięki Wiesiek). Pora wrócić w Karkonosze, albo Szrenica, albo Łabski Szczyt.
  21. Jak wieje to w gumie mamy trochę męsko-żeńskie odczucia pogodowe, tak więc w spodenkach mamy dogrzane niektóre fragmenty ciała Myślę, że śniegu poza trasami trochę mało (nie jestem Wujotem) wystaje trochę pniaków i kamieni, ale jak Ci nie żal nart...Śnieg jednak cały czas pada i do poniedziałku diametralnie mogą warunki offpiste się polepszyć. Nie wiem jak przy trasach D,E,F bo tam nie dotarłem z braku czasu.
  22. Najbardziej zaimponowali mi zawodnicy startujący na monoski, to są prawdziwi twardziele, niestety pomykali tak szybko, że mój aparat złapał Ich dopiero na rozdaniu nagród... Oprócz zawodów mogliśmy oglądnąć przedstawienie teatralne w zimowej scenerii (tylko stroje gimnastyczne, na boso w śniegu przy -4 stopniach) Teatru "Z Głową W Chmurach". Wystąpił również mistrz świata w akrobatyce sportowej... Dla chcących jednak pojeździć na trasach narciarskich w Czarnej Górze proponuję jazdę nocną koło 20 jest możliwość znaleźć sobie trochę miejsca na stoku Pozdrawiam serdecznie.
  23. Tłoku nie było rano do 10.30 - 11.00. A poniedziałek to nie weekend. Jednak nie namawiam, ja jutro wybieram inne opcje, zdecydowanie ciekawsze od Czarnej Góry (jak dla mnie oczywiście).
  24. Czarna Góra dzisiaj bez słońca, ale widoczność dość dobra. Dlaczego tyłu narciarzy. Większość jeździ na małpę. Do tego jedna czwarta bezkijkowców. Na niewielu trasach widziałem tak liczną grupę słabo jeżdżących narciarzy. Na trasie wygląda tak. Na czarnej narciarze padają jak muchy, co chwilę ktoś na kogoś wpada Ja oczywiście szukam offpiste i coś chodzi mi po głowie Narka do później, bo może coś dostanę?
  25. Właśnie siedzę w Karczmie Czarna Góra i czekam na ogłoszenie wyników. Fajnie działa wi-fi. Ludzi jednak dzisiaj sporo i trasy zdewastowane , ale Jasiek ty takie lubisz, są muldy, odsypy i lód, do tego na B sporo kamieni, na A nieco mniej i ciągle pada śnieg.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...