Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

leitner

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    4 152
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    166

Zawartość dodana przez leitner

  1. Relacja już do siebie dochodzi, ale miło mi, że tu dyskutujecie. Dzięki temu wątek jest bardziej popularny
  2. Zaraz postaram się coś napisać o dzisiejszym nartowaniu, ale najpierw nieco odniosę się do dyskusji. Na początku napiszę, że nie jestem w stanie każdemu odpisać - z powodów czasowych i technicznych (słabe WiFi, brak Tapatalka). Cieszę się, że wątek ma takie powodzenie Nie jestem w stanie porównać Val di Sole do innych miejsc w Alpach, ale z własnego doświadczenia wiem, że mam często inne upodobania w jeździe niż niektórzy - chociażby lubię wąskie leśne trasy, które niektórzy chętnie by omijali szerokim łukiem Wyciągi (których są tu pojedyncze sztuki) i koleje linowe są o wiele starsze od tych, którymi jeździłem w Szczyrku, Białce, Chopku czy Tatrzańskiej Łomnicy, ale większej różnicy mi to nie robi, choć brakuje mi tu nieco włoskiego Leitnera - wszędzie Doppelmayr, Agamatic i trochę Grafferu z Girakiem. Fajnie jest pojechać takim samym krzesłem, które jeździ na Babę w Korbielowie Na koniec w skrócie powiem, że bardzo się cieszę, że odwiedziłem Alpy dopiero po kilku sezonach intensywnej jazdy PL/SK i nie gdybym miał cofnąć czas, to niczego bym nie zmieniał (poza jazdą z kijkami ) Czas zabrać się za relację. Nie będzie chyba zbyt długa, bo jestem padnięty po ponad 8,5 h jazdy. Zdjęcia powinny wystarczyć
  3. Trochę wieje ale przynajmniej coś widać. Warunki? Twardo i pełno puchu!
  4. Pierwszy narciarski dzień w Alpach zaczęliśmy z małym poślizgiem, bowiem zaspaliśmy. W związku z tym pod dolną stacją krzesła znaleźliśmy się ok. 9. Starym 3-osobowym heblem wjechaliśmy na Orti. Tam robimy pierwszy alpejski hop na stok i niebieską trasą cisniemy na krzesło do Doss Della Pesa. I tam zaczęliśmy normalną jazdę - na krótkiej niebieskiej trasie. Po kilku skrętach od razu poczułem fantastycznie przygotowaną trasę. Następnie zjechaliśmy czerwoną 20 z chęcią przebicia się do gondoli nad Val Mastellina. Gdy dojechaliśmy do początku trasy 36 ukazał nam się dziwny znak. No dobra, skoro są utrudnienia to trzeba jechać uważnie. Jedziemy jedziemy... mijamy kolejny znak ostrzegawczy, jedziemy... i nic! Ani potoku, który rozdziela trawers na dwie części, ani powalonego drzewa, ani przetarć do kamieni. Znak ostrzegał jedynie o kawałku lodu na odcinku 100 metrów. Generalnie dobrze dbają tu o bezpieczeństwo. Jako że do gondoli trochę poczekaliśmy (na stacji pośredniej ciężko jest wsiadać), to z góry zjechaliśmy tylko czerwoną 32 do krzesła. Z górnej jego stacji zaczęliśmy podróż w stronę Madonny. Zresztą ludzi trochę było. Z Monti Vigo zjechaliśmy fantastyczną czerwoną trasą w stronę krzesła łącznikowego. Warun oczywiście świetny Od górnej stacji kolejnego krzesła jedziemy kombinacją 48 i 50 do mostku - czyli wariant czerwono-niebieski. Jak widać pogoda była mało fotogeniczna, a w dodatku stłukła mi się dziś szybka aparatu w telefonie, więc zdjęcia nie powalają i jest ich mało. Na dole fajny mostek Tam wsiadamy do gondoli i jedziemy na Passo Grosté 2444 m npm - tak wysoko na nartach jeszcze nie byliśmy. Po wyjściu z gondoli nie widzieliśmy zbyt wiele. Jadąc trasa do krzesła widziałem tylko swoje narty. Trochę mało. Szybko wciągnęliśmy się na 2504 m npm. Stamtąd 61 i 60 do kolejnego krzesła. Warunki świetne, choć widoczności praktycznie nie ma, co nie przeszkadzało mi zachować pewną kulturę przy zjeździe - nie zsuwałem się pługiem Tutejsze krzesło było dość dziwne - brakowało podnóżków, za to były bubliny. Od jego górnej stacji zjechaliśmy 73 do gondoli. Kolej znów nieco dziwna - brak w niej typowych siedzeń - są tylko pół siedzenia dookoła kabiny. Z Monte Spinale jedziemy czarną trasą 70. Numer jest związany z maksymalnym nachyleniem stoku - 70%. Nie wiem jak, ale jakoś zjechałem i chyba w nie najgorszym stylu. Tata ledwo co się zsunął, ale dał radę. Brat nawet też. Po ponownym wjeździe gondolą robimy pit stop w niesamowicie zatłoczonej restauracji. Za 24 ojro kupiliśmy 3 duże kanapki i 3 herbaty. Z Monte Spinale zjeżdżamy do mostku - ja cisnąłem czarną 74 i dalej czerwoną 77. Tam wskakujemy na krzesło Rif Viviani. Stamtąd jedziemy już w naszą stronę. Z Monte Vigo jedziemy czerwoną 11 (muldy i sporo tłoku) i powtarzamy nieco ranne kręcenie - krzesło z talerzykiem. Trafiliśmy także na czarną Orti. Na koniec jedziemy na M. Vigo i kombinacją czarną z czerwoną na sam dół. Na dole mała rzeźnia - tłok, muldy i trochę leżących. Wsumie 6,5 h jazdy i ponad 60 km w nogach i wyciągach. Całkiem udany dzień W Marillevie jest generalnie chyba więcej Polaków niż Włochów - pierwszy raz będąc na Mszy św słuchałem jej w dwujęzycznie - część była i po polsku i po włosku. Akcentów znanych z Polski jest też więcej Pozdrawiam Marcin ~leitner
  5. Dzięki wszystkim za rady. Na razie ciężko mi jest skomentować warunki. To jest inny świat Właśnie wjeżdżamy na Groste
  6. Stało się. Piekło zamarzło? Wyschły oceany? Sahara stała się tętniącą życiem krainą, a Himalaje zawaliły się pod własnym ciężarem? Nie, po prostu pojechałem na narty w Alpy. Pierwszy raz w życiu. Jak to się stało? Przygotowania zajęły trochę czasu, choć nie ukrywam, że motorem napędowym do tej decyzji było to forum Zamiast jednak ogarnąć wyjazd jesienią, czekaliśmy aż do stycznia. Pojawiały się kolejne problemy, a ja już byłem pewien, że pojedziemy do Korbielowa. Stało się jednak inaczej. Tekst ten piszę podczas dojazdu autokarem do włoskiej Marillevy sam do końca nie wierząc, że tu jestem. W ostatniej chwili zdecydowaliśmy się na wyjazd do Włoch z biurem podróży ABC Holiday. Udało się ogarnąć wszystkie formalności, zdać sesję prawie w całości, kupić nowe buty narciarskie, naostrzyć narty i się spakować. Jak zwykle jedziemy w trójkę - ja, tata i Maciek - mój brat. Wyjechaliśmy w piątek wieczorem z Dworca Zachodniego w Warszawie. Dostaliśmy się tam jednym autobusem z domu, choć wożenie 11 bagaży autobusem w 4 osoby (pomogła nam mama) nie należy do zbyt prostych Podróż autokarem minęła nam dość miło, choć autokar na pewno nie jest "de lux", jak to było w ofercie. Jednak jest to szczegół mało istotny. Ważniejsze są piękne widoki zza szyby, które nie wyszły ładnie na zdjęciach ze względu na stan owej szyby Po przyjechaniu na miejsce o 17:20 minęło ponad 1,5 godziny zanim weszliśmy do pokoi. Niestety organizacja jest tragiczna. W pokoju nawet nieźle, choć też nie jest pozbawiony usterek. Najważniejsze, że mamy 50 m na stok a gondola przejeżdża nad naszymi głowami Ważne też, że przez najbliższe 6 dni będziemy jeździć między Folgaridą, Marillevą, a Madonną di Campilgio i Pinzolo. Jednego dnia planujemy wypad do Pejo. Macie tu swoje ulubione miejscówki, trasy, gastro? W którym ośrodku najlepiej spędzić więcej czasu, a który lekko pominąć? Za cenne odpowiedzi odwdzięczę się codzienną relacją. Zdjęcia będą tylko z telefonu - te z aparatu wraz z filmikiem postaram się wstawić tydzień po powrocie Pozdrowienia z Marillevy 1400!
  7. leitner

    Beskid Sport Arena w Szczyrku

    Maciek, wracaj szybko do zdrowia! Za dwa miesiące nie będzie jeszcze końca sezonu - może kwietniowy Kasprowy albo majówka na BSA?
  8. Dzięki, staram się wykorzystywać każdą okazję, żeby pojeździć na nartach Tak, było w tym trochę desperacji
  9. leitner

    Stacje Narciarskie "widma"

    Z tego, co słyszałem jakiś czas temu, to kolej w Iwkowej nie dostała dopuszczona przez TDT, ale nie ma pewności - także super by było, gdybyś to sprawdził.
  10. Popatrz na to z innej strony. Ile jest dni w sezonie, kiedy SON/SMR nie działa w ogóle? Nawet jak jest ich kilka, to nadal niewielki procent całego sezonu, a w innych dniach jest tam tłum, na których spokojnie zarobią. Oczywiście, gdyby ośrodek działał codziennie, tak jak Białka (choć im też sporadycznie zdarzają się przestoje wiatrowe), to zarobiliby więcej. Kupując Jaworzynę, mieliby największy ośrodek narciarski w Beskidzie Sądeckim. Kupując SON mają największy ośrodek narciarski w Polsce z fantastycznym dojazdem do granic miasta (dalej to co innego ). Też mi się nie podoba brak orczyków i niektóre z działań TMR, ale staram się patrzeć na to z ich strony - czysto biznesowej a nie sentymentalnej. Jak wyżej - tych dni w sezonie jest na tyle mało, że nadal opłaca się budować same koleje linowe a orczyki ciąć na żyletki. Hlavaty i Rattaj są moim zdaniem bardzo dobrymi biznesmenami - zazwyczaj inwestują w dobrych miejscach, które przyciągają mnóstwo klientów (tak! klientów, a nie narciarzy!). Technologia jest taka, że na każdym stoku musieliby postawić Funitela, który to z kolei za bardzo się nie opłaca. Obecnie najbardziej liczy się wygoda ̶n̶a̶r̶c̶i̶a̶r̶z̶y klientów a nie to czy ośrodek działa 95 czy 100% sezonu.
  11. Dziś po raz drugi w sezonie wybrałem się na podwórkowe narty Jak doskonale wiecie, nadeszła odwilż a właściwie powiew wiosny. Na nizinach w wielu miejscach śnieg stopił się w całości. Byłem niemal pewien, że nie uda mi się już pojeździć na nartach na działce. Nocą padał deszcz, a ranem temperatura szybko rosła w górę. Jakież było moje zdziwienie, jak zobaczyłem swój tor narciarski w dość niezłym stanie! Pozostało tylko uzupełnić braki i rozpocząć jazdę w lutowym słońcu. Oczywiście nie było szans, żeby przejechać przez drogę i jechać dalej w sadzie, więc jechałem tylko do końca trawy. No właśnie - trawy. Generalnie mieszanka tego czegoś, na czym jechałem, składała się z trawy, liści, ziemi i patyków, które były połączone ze sobą wodnistym śniegiem. Ku mojemu zaskoczeniu dojechałem bez większych trudów do końca "trasy" Niestety po kilku godzinach śniegu ubyło na tyle dużo (co pokazuje ostatnie zdjęcie), że narty nie chciały już jechać. Tyle zostało późnym popołudniem
  12. Dziś dwie godzinki na Górce Szczęśliwickiej Mimo pory dnia stok trzymał się dość dobrze, choć niestety pełno było twardych lekko betonowych miejsc, na których krawędzie nie za bardzo chciały trzymać. Frekwencja niezbyt duża jak na ferie mazowieckie (może dlatego, że do 14 można było jeździć za darmo, wiec jak ktoś chciał to przyjechał wcześniej), ale do talerzyka trzeba było poczekać 1-2 minuty. Do krzesła wchodziłem na bieżąco. 20 zł na 2 godziny jazdy to jest cena, jaką aż przyjemnie jest zapłacić
  13. Bardzo chętnie! Oby tylko śnieg spadł, bo dziś już zamknęli Młociny W południowej części Warszawy spadło chyba 2-3 cm więcej niż na północy - stąd taka różnica W sumie biegówki są u nas najbardziej popularnym sportem zimowym poza łyżwami. Jak spadnie śnieg i jest trochę czasu, to nie ma co się zastanawiać, tylko trzeba pobiegać
  14. Śnieg w Warszawie leży na tyle krótko, że trzeba wykorzystać każdą wolną chwilę. W związku z tym wybrałem się dziś na biegówki. Padło na Las Młociński - nie byłem tutaj chyba 2-3 lata. Trzeba było sobie wszystko przypomnieć Sprzęt zarezerwowałem wczoraj przez Internet - dzięki czemu jak przyszedłem przed 12, to miałem gwarancję, że cały komplet będzie dostępny. Uznałem, że dwie godziny będą wystarczające, bo więcej nie dam rady - w sumie zapłaciłem 40 zł. Śniegu nie spadło zbyt dużo - nawet trochę mniej niż na moim podwórku pod blokiem. No ale lepszych warunków może już nie być. Także nie pozostało nic innego jak zrobić "hop na trasę". Warunki nieco słabe - wystawało trochę patyków a liście to był właściwie główny podkład i składnik śniegu. Szkoda, ale i tak nie żałuję, że się dziś tam wybrałem. W sumie w 1,5 h przebiegłem niecałe 10 km - wydaje się niewiele, ale sporo czasu zajęło mi szukanie dobrej trasy, ponieważ znam tylko kilka dość krótkich ścieżek. Na koniec tej krótkiej relacji dwa słowa o wypożyczalni - oprócz wypożyczania nart organizuje także szkolenia dla początkujących. Na swoim profilu na Facebooku Biegówki na Młocinach wstawiają aktualne warunki narciarski w Lesie Młocińskim Tym sposobem przed sesją, którą rozpoczynam jutro, zaliczyłem piękny narciarski weekend Pozdrawiam Marcin ~leitner
  15. To prawda. Ze śniegiem na nizinach jest dość słabo Dzięki za miłe słowa A z czapką z BSA nie rozstaję się zimą - pamiętam jak wygrałem ją w konkursie na FB za wytypowanie wyniku meczu na Euro 2016 Polska-Szwajcaria. Może wpadniesz kiedyś z tymi drewnianymi nartami na stok? Zawsze to jakieś urozmaicenie od gigantek Dzięki! Mam wrażenie, że pisząc takie relacje (pierwsza była rok temu) przypominam wielu ich dzieciństwo. Miłe to Czekam aż w Warszawie w końcu spadnie 10 - 15 cm śniegu - od kilku lat mam chrapkę na pewien baaardzo długi zjazd jak na tutejsze warunki. No ale na razie śniegu nadal za mało, a ten, co jest, ma niedługo zniknąć. Zawisły w ramach mini-muzeum w piwnicy Skoro nie udało się zorganizować muzeum we właściwym miejscu, to trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce!
  16. Od trzech tygodni skręcało mnie, żeby znów pojeździć na nartach. W górach jest zima, jakiej w wielu miejscach nie było od dziesiątek lat, a ja siedzę w domu ucząc się do wczesnych godzin porannych. Sesja nie wybiera – niestety każdy styczeń nie jest przez to zbyt łatwym miesiącem. Przez ten czas nawet nie miałem kiedy wybrać się w sensownym czasie na Górkę Szczęśliwicką. W końcu jednak zakończyłem dwutygodniowy maraton i mogłem się gdzieś wyrwać. Padło na wiejską działkę oddaloną o 40 km od Warszawy. Podobnie jak 3 lata temu i rok temu, postanowiłem wziąć ze sobą narty – w ostatniej dobie spadło kilka cm śniegu. Mam ze sobą cały czas swoje poprzednie narty Dynastar, które zawsze zabieram wtedy, gdy wiem, że stan stoku może pozostawać wiele do życzenia. Wziąłem także rozwalające się buty narciarskie – w końcu może się tam nie połamię Na Toruniu Włościańskim (wieś, w której mamy działkę), spadło ok. 3 cm śniegu – nieco mniej niż w Warszawie. Od samego przyjazdu zacząłem więc od odśnieżania czego się da i sypania wszystkiego na „trasę”. W końcu udało się usypać zjazd o długości kilkudziesięciu metrów. Zaczyna się on na górce piachu a kończy za drogą w sadzie, w sumie ok. 45 metrów. Szału nie ma, ale co poradzić? Przed pierwszym zjazdem wyrównałem trasę i poczekałem, aż się nieco zmrozi. Pierwszy zjazd był ciężki, ale drugi już lepszy. Warunki oceniam jako dobre, grubość pokrywy śnieżnej ok. 10 cm a szerokość trasy to ok. pół metra Przed obiadem podlałem trasę wodą – tak, aby po przerwie śnieg był o wiele szybszy. No i się udało – z pomocą kilku odepchnięć kijkami dojechałem do końca sadu czyli ok. 100 metrów pięknego zjazdu Wariat? Trochę tak!
  17. Marsz z nartami o takiej porze to niesamowite uczucie! Myślę, że po każdym Sylwku będzie podobnie
  18. Relacja opóźniona o 25 dni. Niestety przez ten czas tyle się działo, że nie byłem w stanie jej napisać. Sylwester na stoku jest jednak czymś tak wyjątkowym, że warto do niego wrócić myślami nawet po takim czasie. Jeśli komuś nie chce się czytać starej relacji, to trudno. Mimo tego zapraszam do czytania Do Szczyrku wybrałem się z dwójką kolegów – Michałem i Kubą na 4 dni (od soboty 29.12 do wtorku 1.01). Powodów było kilka – chciałem pokazać im stolicę polskiego narciarstwa, pokazać, dlaczego co chwila tam wpadam oraz spędzić wspólnie Sylwestra na stoku. Rok temu spędziłem ten czas na BSA. Było to dla mnie niezapomniane wrażenie. W związku z tym, że chciałem to powtórzyć, namówiłem znajomych, żeby spędzili tego Sylwka wyjątkowo na trzeźwo i na pewno tego nie pożałują. Czy ostatecznie się udało? Mimo, że do Szczyrku zawitaliśmy na 4 dni, to na nartach jeździliśmy tylko 31.12 i 1.01 – poprzednie dni spędziliśmy na spacerowaniu po Szczyrku, Bielsku-Białej oraz po górach. W Sylwestra jeździliśmy cały dzień na COS/SON, natomiast wieczorem mieliśmy zaplanowany wypad na Beskid Sport Arenę. Impreza planowo zaczęła się o godz. 20:00. Koledzy byli na tyle zmęczeni (a ja miałem resztki rozumu, żeby nie lecieć na łeb na szyję), że wyszliśmy z naszego pensjonatu dopiero przed 20. Dość długo poczekaliśmy na skibusa, ale trochę nie chciało nam się iść 3 km z nartami. W końcu po 21 udało nam się dojechać pod stok. W autobusie pełno miejsca i można było spokojnie usiąść z nartami. Szkoda, że kilku kretynów skutecznie utrudniło wyjście na przystanek. Pod kasami małe zaskoczenie – kolejka sięga wypożyczalni i oczekiwanie potrwa na pewno 30-40 minut. Byłem trochę wkurzony, bo mogliśmy kupić karnety poprzedniego dnia w kasie lub przez Internet. No ale nie zawsze wszystko się da Po zakupie poszliśmy do restauracji coś przekąsić. Tyle razy tu byłem, a chyba po raz pierwszy zjadłem coś porządnego. Muszę przyznać, że jakość posiłków jest fantastyczna, szczególnie jak się porówna je z ceną. Naprawdę można się tu konkretnie najeść i nie zostać z pustym portfelem. Po zjedzeniu zeszliśmy na dół, żeby się przebrać na narty. Skorzystaliśmy przy tym z szafek – jedna, w której zmieściliśmy na luzie 3 pary butów, kosztuje jedynie 5 zł, także dojazd na narty transportem zbiorowym nie jest taki zły Odwlekaliśmy to długo, ale w końcu trzeba było zrobić ostatni w 2018 r. hop na stok! I od razu hop do kolejki, w której trzeba było spędzić ok. 15 minut. Nie powiem, żebym był z tego zadowolony, bo przez całą imprezę wjechałem koleją chyba tylko 5 razy, ale jednocześnie dobrze, że tyle osób spędza Sylwestra aktywnie na nartach a nie siedzi przed telewizorem lub upija się nie wiadomo do końca po co. A czy jest coś przyjemniejszego od cudownej jazdy na nartach? Liczby mówią same za siebie – nowy rok na BSA witało ponad 900 osób! Do północy zdążyłem przetestować wszystkie trasy – najpierw niebieską. Myślałem, że zwariuję. Twardo, w miarę równo (mimo, że stok był otwarty od ponad dwóch godzin!) i szeroooko. No i nie było zbyt dużego tłumu – dla takich warunków jestem w stanie nawet postać te 15 minut w kolejce Koledzy jeżdżą dość słabo, także każdy zjazd trwał dość długo. No ale lepiej tak, niż jeździć samemu. Potem wskoczyłem na czerwoną. Jeździłem na pełnej petardzie. No bo co się będę powstrzymywał? Trzeba zakończyć ten rok z ostrym przytupem! Po czerwonej przyszedł czas na czarną – była w najgorszym stanie, także jeździłem na niej dość spokojnie. W ostatniej chwili udało się znaleźć na górze, żeby przywitać nowy 2019 rok i oglądać fajerwerki od góry. Dla takich chwil warto tu przyjeżdżać! Po przerwie zjechaliśmy jeszcze dwa razy normalnym tempem – na dole nie było już zbyt dużej kolejki. Na koniec wjechaliśmy na górę i załapaliśmy się jeszcze na grzańca, który był w cenie karnetu. Poczekaliśmy aż prawie wszyscy zjadą i powoli ruszyliśmy robiąc co tylko wpadnie do głowy Ja zacząłem od kręcenia 360 stopni. Nigdy mi to specjalnie nie wychodziło – a teraz zjechałem tak kilkadziesiąt metrów aż zaczęło mi się kręcić w głowie. Zjeżdżaliśmy baaaardzo długo – tak, żeby nacieszyć się zjazdem jak najbardziej. Taka zabawa na nartach jest fantastyczna W końcu jednak trzeba było narty zdjąć. Weszliśmy do restauracji i posiedzieliśmy tam ze dwie godziny popijając herbatę i słuchając sylwestrowej zabawy. Dla takich Sylwestrów warto żyć! Nagle zrobiła się godzina 3. nad ranem a my mieliśmy do przejścia kawał drogi z nartami. Nie pozostało nic innego, jak wyruszyć w ten nocny narciarski spacer. Przyznam, że nigdy nie niosłem nart o 4 nad ranem Z narciarskim pozdrowieniem kanapowo-sesyjnym Marcin ~leitner PS Miło, że czytając relację ktoś dotrwał do końca. Fajnie, że tyle jeszcze pamiętam z tego sylwka. Między innymi dlatego zachęcam każdego, żeby najbliższego Sylwestra spędził na stoku! PS 2 Jutro i pojutrze puszczę aktualne narciarskie relacje
  19. leitner

    Szczyrk - COS Skrzyczne

    Śniegu pełno, ale ktoś tu chyba nie dał rady z bezpiecznym przygotowaniem trasy. Nie zmienia to jednak faktu, że patrząc na zdjęcia z wczoraj mam wrażenie, jakby był to trochę inny świat
  20. leitner

    Szczyrk - COS Skrzyczne

    Nie tylko COS. Generalnie jest zasada, żeby orczyka nie trzymać między nogami
  21. Odpowiem ze swojej strony. Zaplanowałeś Funitel z Czyrnej na Małe Skrzyczne a jednocześnie narzekasz, że TMR wprowadza na trasy za dużo ludzi. Przecież z MS na dół prowadzi tylko jedna trasa. Nawet jakieś dziwne kombinowane połączenie orczykowe z COS (o czym myślano już za czasów GON) nie zmieniłoby faktu, że na trasie z Małego Skrzycznego na Halę Skrzyczeńską (zakładam likwidację orczyków na MS) byłby po prostu tłok, chyba, żeby zrobić tam trasę na 100 m szerokości... Poza tym Funitel na dole powinien mieć jakiejś sensownej wielkości parking (chyba, że patrzymy optymistycznie, że narciarze będą jednak korzystać ze zbiorkomu), na który miejsca tam za bardzo nie ma. Poza tym, dlaczego chcąc jeździć Bieńkulą musiałbym wjeżdżać aż na Małe Skrzyczne? No i generalnie narciarze (wbrew pozorom!) nie lubią zbyt długich tras. Szczególnie ci początkujących, na których zarobisz na tego funitela. Wygodniejsze są krótsze trasy, ponieważ na nich za bardzo się nie męczysz (krótsze nie oznacza po 300 m). Jedyne, co mogę zrozumieć, to krótką kanapę przy Golgocie
  22. Bardzo ważna informacja dla tych, którzy nie chcą bądź nie mogą dojechać samochodem do Korbielowa. Prawdopodobnie dzięki temu udogodnieniu pojadę tam w marcu na narty (o ile wtedy będzie to jeszcze działać)
  23. Na pewno pomoc innych osób jest bardzo ważna przy powrocie do prawidłowego funkcjonowania po różnych wypadkach. Silny charakter nie zawsze wystarczy. Depresja jest bardzo poważną chorobą, których skutków jestem aż za bardzo świadom, także absolutnie nie chcę jej lekceważyć. @Akartman gratulacje pozytywnego podejścia
  24. To nie było wynikiem chęci COS, ale pogodą i opadami śniegu. Prawdopodobnie jak Ondraszek będzie mial naśnieżanie (pewnie wtedy SON zrobi po swojej stronie), to będzie ruszał szybciej niż w ostatnich latach. PS Wie ktoś może dlaczego Bieńkula jest nieczynna od niedzieli?
  25. Ogromny szacun za to, że mimo straty ręki nadal jeździ i to tak dobrze! Wiele osób siedziałoby w domu w depresji i bez nadziei, że kiedykolwiek staną na nartach. Chylę czoła!
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...