Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Gerald

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    1 998
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    53

Zawartość dodana przez Gerald

  1. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Tutaj się akurat zgodzę z Tobą w 100%. Ja się po prostu pogodziłem z tym że może nie wyjść i się straci czas. Ale jak się uda - to satysfakcja większa.
  2. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Inni...ale o "innych" nie rozmawiamy. 🙂 Cena do jakości, jakość do ceny. Jak tutaj w ogóle to rozważać? 😉 Nie o to mi chodziło. To są góry o innym profilu. Uważam że i jedne i drugie są piękne. Pozdrawiam!
  3. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Czarnohora jest piękna. Ja byłem na połoninie Dragobrat - sąsiednie do Czarnohory pasmo. Nie zrozum mnie źle - nie chcę szufladkować na gorsze/lepsze góry (czy kierunek Świata). Alpy też lubię, zresztą mieszkałem w Austrii 3 lata.
  4. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Spoko... ja bardziej wolę wschód, i tam też planuje jechać w przyszłym sezonie (nie wiem czy widziałeś moje relacje). Nie chcę się uwiązywać do Alp. Ty z Wrocławia masz trochę bliżej w Alpy.
  5. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Jak wygląda ta siatka?
  6. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Dodajmy jeszcze jedną istotną rzecz. Jeśli wypomnisz mu, że jest "niesłowny" lub "rzuca słowa na wiatr", lub szczerze powiesz mu - że nie powiedziałeś, bo i tak by nic z tego nie wyszło - ten typ człowieka obraziłby się do śmierci Też tak sądzisz? Z innej beczki. Poznałem wielu Polaków gdzieś przypadkowo na nartach w innych krajach - dużo rozmów na miejscu, i potem praktycznie zawsze od razu kontakt się urywał po powrocie. Jak jeździsz za słabo pozatrasowo albo nie masz zbyt dobrego sprzętu - odpadasz, bo ludzie i tak mają zgraną paczkę a nikogo nowego nie potrzebują. Jak jeździsz za dobrze, często, i zaliczyłeś sporo rzeczy - to jesteś "jakbym uciekł z Tworek". Przeciwnie z ludźmi innej narodowości. Tak było wielokrotnie. Odnoszę wrażenie że to taka narodowa cecha. Szybciej umówiłbym się z poznanymi ludźmi za granicą, niż tutaj u nas. Nie wiem czy to tylko mój ból dupy, może inni tak nie mają. @Wujot .... chyba nie bez powodu Kasia Nosowska zaśpiewała kiedyś: "Za łatwa dla trudnych A dla łatwych za trudna Zbyt czysta dla brudnych A dla czystych za brudna Zbyt szczecińska dla Warszawy A dla Szczecina zbyt warszawska" Mam nadzieje że te i inne zainteresowania/pasje/"wszyscy patrzyli na mnie jakbym uciekł z Tworek", będzie można leczyć na NFZ w przyszłości, tak aby móc spokojnie w wolnej chwili usiąść przez TV z pilotem w ręce w jednej a w drugiej z puszką Harnasia. 🙂
  7. Gerald

    Wymówki, wymówki...

    Zacny wątek. Po ponad 10 latach regularnego podróżowania mam podobne przemyślenia. Bywały wyjazdy na które była zawsze pewna ekipa, lub pewni ludzie - ale to zdecydowanie rzadziej. Mam kilku takich znajomych. Fajnie - nie każdy ma taką pracę, żeby zawsze sobie taki wyjazd zorganizować. Mnie się zdarzyło zgłosić urlop na żądanie - na taki wyjazd - już parę razy. Gdzie szukać psychiatryków? Bo tego jeszcze nie opanowałem. Czasami dochodzę do wniosku, że lepiej nikomu nie mówić - i jechać samemu. W ten sposób odbyłem wiele znakomitych podróży. Nie mam pomysłów do robienia tych memów...ale ja bym jeszcze dorzucił dwa typy ludzi - sprawdzone po wielu latach: 1) "Tak, tak pojedziemy oczywiście, ja jestem chętny. Koniecznie nie zapomnij jak będziesz jechał" - i tak w kółko przez kilka lat jak mnie ktoś widzi, po czym zawsze przy organizacji wyjazdu "nie, stary nie dam rady, daj znać kolejnym razem" i tak w kółko. 2) Ktoś się umawia, i regularnie jak już jest wszystko ustalone - rezygnuje. Ktoś wymyśli memy? 🙂 Jednoczenie...miałem (i mam) paru świetnych znajomych, którzy nie zawiedli. 😉
  8. artykuł napisał Jakub Łoginow z portalu porteuropa.eu - aktywista na rzecz transgranicznej komunikacji autobusowej na Podhalu: Tunel pod Tatrami, czyli temat zastępczy W ostatnim czasie po raz kolejny, tak jak i dziesięć lat temu, wypłynął temat tunelu kolejowego pod Tatrami. Sprawa rozpala wyobraźnię i angażuje zainteresowanie mediów oraz samorządowców. Szkoda tylko, że ten w gruncie rzeczy nierealny pomysł odciąga ich od sprawy o wiele pilniejszej. Od 1 lipca mają ruszyć autobusy transgraniczne, które tu i teraz rozwiążą problem braku połączeń komunikacyjnych polskiej i słowackiej strony Tatr – o ile na ostatniej prostej samorządy nie wycofają się z deklaracji dofinansowania tego projektu i pomocy w jego promowaniu Autobusy transgraniczne: samorządy obiecały wsparcie finansowe Prace nad polsko-słowackimi połączeniami autobusowymi i kolejowymi użyteczności publicznej trwają od marca 2017 roku i aktualnie wchodzą w finalną fazę. Przypomnijmy: 5 lipca 2017 roku marszałkowie Jacek Krupa i Grzegorz Lipiec oraz starostowie nowotarski i tatrzański, burmistrz Nowego Targu i Zakopanego oraz wójtowie kilkunastu gmin podhalańskich uroczyście podpisali list intencyjny w sprawie wspólnego uruchomienia od wakacji 2018 roku autobusowych połączeń transgranicznych ze Słowacją. Starostowie, burmistrzowie i wójtowie zobowiązali się także do ich dofinansowania i pomocy w działaniach promocyjnych. Aktualnie sprawa jest na finalnej prostej: czekamy na potwierdzenie deklaracji o dofinansowaniu tych połączeń przez wójtów, burmistrzów i starostów i wkrótce startuje przetarg na obsługę tych linii. Na dniach zostanie zawarte porozumienie w tej sprawie z Krajem Żylińskim, który od 1 lipca, dostosowując się do naszych propozycji, uruchamia linię Sucha Hora – Oravice – Zverovka w Tatrach Zachodnich, skomunikowaną z naszą linią transgraniczną Zakopane – Sucha Hora. Robimy komunikacyjną rewolucję i nie potrzebujemy do tego tunelu. Byłoby świetnie, gdyby samorządy lokalne również uznały to za swój sukces. Niektóre zresztą tak już do tego podchodzą, np. Gmina Kościelisko, która zadeklarowała wpłatę ponad 100 tysięcy złotych na obsługę tych połączeń, dostrzegając w nich szansę na rozwój gminy oraz lepszy transport dla ich mieszkańców (także w zakresie dojazdu do Zakopanego). Odciąganie uwagi W tej sytuacji dziwi nieco, że na półtora miesiąca przed startem prawdziwej transportowej rewolucji w Tatrach jak bumerang akurat teraz wraca sprawa tunelu, czyli tematu nierealnego do realizacji w ciągu najbliższych 20 lat. Owszem, o takich sprawach można i warto dyskutować. Ale może dokończmy najpierw jeden projekt, w którym jesteśmy już na finalnej prostej, a dopiero po jego sukcesie dyskutujmy o następnych. Podhalanie chcą zbudować tunel, przez który żaden pociąg nie pojedzie Nie chcę w tym momencie przesądzać o zasadności bądź niezasadności budowy tunelu pod Tatrami, ani tym bardziej o kwestiach technicznych czy przyrodniczych tego projektu. Wspomnę natomiast o jednym: zanim za ogromne miliardy zaczniemy budować czwarte kolejowe przejście graniczne między Polską a Słowacją, zadbajmy może o to, by przez trzy pozostałe w ogóle jeździły jakieś pociągi. Bo na razie jest z tym dość słabo. Przez przejście graniczne Muszyna-Plavec nie kursuje obecnie ani jeden pociąg pasażerski. Przez Łupków-Medzilaborce pociągi kursują tylko w sezonie. Natomiast przez przejście Zwardoń-Skalite jeżdżą tylko słowackie pociągi osobowe do Zwardonia. Bardzo słaba oferta. I zanim zaczniemy porywać się z motyką na słońce i snuć mrzonki o tatrzańskim metrze, udowodnijmy na przykładzie już istniejących linii, że potrafimy je wykorzystać. Inaczej skończy się tak, że za wiele miliardów zbudujemy pod Tatrami tunel, po którym nie będzie jeździł żaden pociąg. Między Krynicą a Popradem żadnego tunelu nie potrzeba, tory już są – a pociągi nie jeżdżą, mimo że od kilku lat toczą się na ten temat rozmowy. Dlaczego zakładamy, że w Tatrach byłoby inaczej? Słowacja nie ma środków Abstrahujmy na razie od wszystkich innych kwestii i załóżmy optymistycznie, że możliwości techniczne są, nie ma przeszkód przyrodniczych, własnościowych i prawnych, a Polska chce w projekt tunelu wejść i wyłożyć pieniądze na polską część inwestycji. Problemem jednak jest taki drobny niuans, że Słowacja przez najbliższe 20-30 lat nie ma i nie będzie miała środków na wkład własny (nawet przy założeniu dofinansowania unijnego), bo priorytety polityki transportowej naszego sąsiada są zupełnie inne. Najważniejsza inwestycja transportowa Słowacji to dokończenie autostrady D1 Bratysława – Koszyce. Zostało już niewiele, ale i tak inwestycja się przeciąga z braku środków i problemów m. in. z budową, nomen omen, tuneli. Aktualny termin ukończenia to ok. 2025 rok. Ślimaczy się modernizacja głównej magistrali kolejowej Bratysława – Koszyce i nie ma szans, by z tym zdążyć do 2025 roku. Kolejne ważne inwestycje to: autostrada Żylina – Skalite – Zwardoń, dokończenie Drogi Wodnej Wagu wraz z jej połączeniem z Odrą (realizacja w latach 2020-30), autostrada Koszyce – Użhorod, budowa trzech dróg ekspresowych przecinających kraj z północy na południe, obwodnica Bratysławy, a także modernizacja innych niż Bratysława – Koszyce linii kolejowych na terenie całego kraju, w tym lokalnych, zwłaszcza na południu (Kraj Bańskobystrzycki i Nitrzański). Słowacja upora się z tymi zadaniami nie wcześniej, niż około 2040 roku. Dopiero wtedy można będzie mówić o innych, mniej priorytetowych projektach, takich jak tunel do Polski. Jedno połączenie kolejowe do Polski już zresztą powstaje. Mowa o polskiej inwestycji w magistralę kolejową Podłęże – Piekiełko. Ogromny wysiłek finansowy, inwestycja ma powstać dopiero w 2026 roku, a znając realia pewnie się to przesunie na okolice roku 2030. A i ona ma problemy z pozyskaniem unijnego finansowania – mimo że jest to międzynarodowa magistrala pasażerska i towarowa, łącząca porty bałtyckie z czarnomorskimi i adriatyckimi. Słowacy wbrew prośbom polskiej strony nie planują na razie modernizacji ich odcinka tego korytarza, czyli granica z Polską – Preszów ani tym bardziej Muszyna – Poprad, bo zwyczajnie nie mają na to pieniędzy. To zresztą być może ostatnia perspektywa finansowa, w której Słowacja będzie korzystać z Funduszu Spójności. W kolejnej Słowacja prawdopodobnie będzie statystycznie za bogata i unijne dofinansowanie znacznie się zmniejszy. Można będzie korzystać z takich instrumentów, jak Plan Junckera, ale musi się to wszystko kalkulować, w danym przypadku – dzięki przewozom towarowym. Przewozy towarowe pod Tatrami? Raczej nie Strategicznie ważna linia Podłęże – Piekiełko ułatwi dojazd z Warszawy, Gdyni i Krakowa do Zakopanego, ale nie dlatego uzyska (jeśli w ogóle) unijne dofinansowanie. Ma na to szansę tylko dzięki temu, że Ministerstwo Infrastruktury wpisało ją na listę głównych transeuropejskich linii kolejowych do przewozu towarów. A i to bez modernizacji po stronie słowackiej jest wątpliwe. Kalkulacje pokazały jednoznacznie: opierając się na samych przewozach pasażerskich nie ma co liczyć na zewnętrzne finansowanie, zwłaszcza unijne. Nie inaczej będzie z linią pod Tatrami. Tunel mógłby się jakoś sfinansować w perspektywie 50 lat tylko w przypadku, gdyby oprócz przewozu pasażerów między Zakopanem a Szczyrbskim Plesem pełnił też rolę ważnej magistrali towarowej, np. łączącej porty Bałtyku i Adriatyku. Tę funkcję będzie jednak spełniać Podłęże – Piekiełko oraz VI Korytarz Transportowy Gdynia – Łódź – Katowice – Ostrawa – Brno – Wiedeń/Bratysława i dalej na południe. Kolejna magistrala towarowa w tym rejonie w sąsiedztwie dwóch innych zwyczajnie nie ma ekonomicznego sensu. Zresztą, warto się zastanowić, czy koniecznie chcemy, by to właśnie przez Zakopane, ulicę Chałubińskiego i Kuźnice przebiegła ważna transkontynentalna linia towarowa. Może niekoniecznie, a tylko dzięki przewozom towarowym ten tunel miałby ekonomiczny sens – podobnie jak analogiczne tunele w Alpach, tak chętnie przytaczane jako wzór dla tatrzańskiego tunelu. Wspierajmy to co już jest, nie ulegajmy mrzonkom Nie twierdzę, że tunel pod Tatrami jest z góry skazany na niepowodzenie. Być może kiedyś, za 50 lat, będzie on miał sens. A może nawet wcześniej. Warto o nim rozmawiać, ale powiedzmy sobie jedno: zejdźmy na ziemię. Dokończmy najpierw ten projekt, który już mamy, czyli małopolskie autobusy transgraniczne. Wykażmy, że cieszą się one dużą frekwencją i że jest potrzeba rozszerzania całego systemu. Zbudujmy w końcu Podłęże – Piekiełko i pozwólmy Słowakom stworzyć bazową sieć transportową, bo w wielu miejscach ich pociągi jadą 20 km/h, my zresztą nie jesteśmy w tym lepsi. Ale nie porywajmy się z motyką na słońce. Mam bowiem wrażenie, że pomysł z tunelem jest dla wielu samorządowców i dziennikarzy doskonałą wymówką, by nie zajmować się „nudnymi i przyziemnymi” autobusami transgranicznymi. Zawsze łatwiej i wygodniej jest bujać w obłokach, niż zmierzyć się z rzeczywistością. Halo, tu ziemia. Od lipca robimy na polsko-słowackim Podtatrzu komunikacyjną rewolucję. Dostrzeżmy to wreszcie i mocniej ten projekt wesprzyjmy, również jeśli chodzi o zainteresowanie mediów, zamiast bujać w obłokach. Jakub Łoginow
  9. Właśnie dlatego ludzie często rezygnują z korzystania, ponieważ taki transport jest skrajnie niewygodny. Szczególnie jak wieziesz narty. Respektując aktualnie obowiązujące przepisy, kary są dosyć niskie za przewóz zbyt dużej ilości osób. Często opłaca się dostać mandat karny za to, a w ciągu dnia przewoźnik odbija sobie. Poza tym, część policjantów i ich rodzin też dojeżdża busami. Jak się to zacznie respektować - wzrosną ceny biletów i zmniejszy się liczba kursów. Nie jest tajemnicą, że normalnie wykonywany transport lokalny i regionalny jest prawie zawsze deficytowy. Transport prywatny "busowy" na Podhalu często zaczynał działać nielegalnie. Kiedy na zlecenie powiatu moi znajomi prowadzili badania i obserwacje potoków pasażerskich w miejscowościach podhalańskich, zdarzało się że kierowcy busów nagle skręcali do lasu na ich widok (nic nie było zgłaszane na policję - żeby rozwiać wątpliwości). Tam jest prędkość szlakowa 30 km/h ze zwolnieniami do 20 km/h. Niestety 50 km/h to już nie te czasy. Szczególnie niebezpieczne jest jedno osuwisko bardzo wysokiego nasypu. We wcześniejszym zrobiłem błąd. Polska i Słowacja ma 3 a nie 2 kolejowe przejścia graniczne. (zapomniałem wspomnieć o Muszyna/Plavec)
  10. Inne linie mogą spowodować, że osoba jadąca z innych miast dotrze w Tatry w alternatywny sposób. Mogą funkcjonować, ale przy chęci samorządów. A te po wielu latach skłoniły się do finansowania lokalnego połączenia kolejowego Zakopane - Nowy Targ.... z jak widać, wielkim sukcesem. Jasne, @MarioJ, warto rozwijać, i pracować nad koleją. Tylko zobacz jak ciężko idzie uruchomienie "prostej" komunikacji autobusowej.... Ogólnie największym problemem Polski jest brak ustawy konkretnie regulującej odpowiedzialność za dofinansowywanie transportu publicznego lokalnego - międzypowiatowego, międzywojewódzkiego. Z tym jest duży problem. W ostatnim latach przerzucono odpowiedzialność za finansowanie połączeń lokalnych międzypaństwowych na samorządy (dzięki temu pozbyliśmy się wielu połączeń ma Białoruś). Nie, takowych nie ma raczej. Był jakiś skecz, jakiegoś kabaretu który się kończył jakoś "takich klientów nie zadowolimy". @Spiochu Mercedes Sprinter - dostawczak przerobiony na przewóz osób do którego wchodzi na siłę 35 osób - to dla Ciebie "bardzo dobrze", to tutaj poziom dyskusji....nie ma poziomu. Niech Tobie będzie w nim dobrze. Korki w tunelu - to chyba tylko kiedy Ty tam będziesz - czyli ścisły sezon. Nie zapominaj - rok kalendarzowy to o wiele dłużej niż twój sezon i pobyt tam.
  11. Projekt może "elektryczny, ekologiczny", ale spójrzmy realnie przez nasz pryzmat, a nie Szwajcarii. Nie lubię takich porównań. Szwajcaria to kraj z innymi warunkami geograficznymi oraz co ważne, ekonomicznymi. O tym drugim nie chcę dyskutować. Z punktu widzenia geograficznego - popatrzmy na Polsko - Słowacką granicę. Tylko na krótkim odcinku mamy naprawdę wysokie góry. Czy to nie zabawne, z punktu widzenia ekonomicznego akurat w najtrudniejszym terenie budować jakiekolwiek połączenie? Dodatkowo - nie ma tutaj dużych skupisk miejskich, a jedynie występuje sezonowy silny ruch turystyczny. @MarioJ @Sariensis chciałbym Ci podać racjonalne powody mojej krytyki. Pracuję w branży transportu publicznego od 11 lat. W artykule jest mowa o tunelu kolejowym (choć wiem że były też inne koncepcje). - Spójrzcie na realizację pasażerskich przewozów kolejowych na innych granicznych przejściach kolejowych Polski i Słowacji które działają obecnie. Nie trzeba długo szukać - tych połączeń praktycznie w ogóle nie ma. Na chwilę obecną, z dwóch istniejących linii kolejowych, tylko na jednej realizowane są przewozy w bardzo okrojonej formie. Podróż na Słowację linią kolejową z Bielska do Żyliny trwa wiele godzin, chociaż jest to główna linia przez granicę przejeżdża niewiele pociągów dziennie. - Linia kolejowa z Zakopanego do Krakowa pomimo budowy łącznic w Suchej Beskidzkiej i Krakowie Płaszowie (a za niedługo w Chabówce), ma niewielką ilość połączeń. - W ostatnich 30 latach zlikwidowano fizycznie (demontaż torowiska, urządzeń sterowania ruchem, itd) odcinek linii kolejowej Nowy Targ - Czarny Dunajec - Podczerwone (dalsza część torowiska do słowackiej Trsteny została zniszczona pod koniec II wojny św). Pewnie ktoś pomyślicie - jaki to ma związek z głównym wątkiem. Budowa tunelu to inwestycja finansowana ze źródła X (fundusze unijne, budżet państwa itd). Po wybudowaniu, pojawia się problem realizacji przewozów pasażerskich i ich finansowania. I tutaj już dotacji nie można pozyskać. Finansowanie takich połączeń (z Zakopanego do np. S. Smokowca), leży już tylko i wyłącznie w geście budżetu województwa i kraju preszowskiego. Województwo Małopolskie oraz większość gmin nie jest chętna do dotowania przewozów co widać już od wielu lat. Stąd też nie ma wielu połączeń na innych liniach Polska/Słowacja. Samorządy nie palą się do wydawania pieniędzy na realizację takich przewozów. Proszę się nie łudzić, że przewozy na tej linii na dłuższą metę będą rentowne. Nawet "elektriczka" ma dofinansowanie na realizację przewozów. Dużym problemem jest tak naprawdę też brak większej chęci współpracy ze strony słowackiej. To takie populistyczne stwierdzenie - "zbudujemy tunel" i co dalej? Dlaczego przy obecnej sytuacji, opisanej wyżej - nie chcę tunelu, i co widzę w zamian? - Od kilku lat trwają dyskusje i prace, które zapoczątkował głównie aktywista Jakub Łoginow, na rzecz uruchomienia całorocznych dotowanych połączeń autobusowych transgranicznych pomiędzy Polską a Słowacją. Obecnie między naszymi państwami nie kursuje żaden lokalny autobus (!). Projekt spotyka się z niesamowitym oporem władz gmin, województwa (zarówno po Polskiej i Słowackiej stronie) przez które miały by przebiegać linie. Jest również niemedialny, i mało osób dyskutuje na ten temat. Sam założyłem tutaj wątek na forum, który nie spotkał się z żadnym odzewem, za to projekt wielomiliardowego tunelu - owszem. @leitner wspomniał tutaj o tym w tym wątku. Zamiast tunelu - widzę sensownie zorganizowaną sieć połączeń autobusowych na tzw. "Podtatrzu". Autobusy te skoordynowane były by z pociągami po jednej i drugiej stronie granicy. Obsługiwały by także znacznie więcej miejscowości. - Widzę też sens uruchomienia większej liczby połączeń kolejowych, na linii Bielsko Biała - Żylina. W ten sposób będzie możliwość alternatywnego szybkiego dojazdu w Tatry. - utrzymania lepszej oferty przewozowej na odc Kraków - Zakopane
  12. Ja tam szedłem 10 lat temu w lecie. Nachylenie jest chyba podobne jak u góry na trasie w Kotle Gąsienicowym - prawda? Dobrze pamiętam czy jest tam stromiej?
  13. Chyba póki co, cały czas jest tam jedyna na Świecie piętrowa kolej linowo-kabinowa (ta której zrobiłeś zdjęcie). Mi się tam bardzo podobało, szczególnie trasy po 12-13 km. :-)
  14. Gerald

    Kasprowy Wierch

    No w to że zamkną za niedługo, to wierzę ;-) Ja byłem w niedzielę, to była garstka ludzi.
  15. Gerald

    Kasprowy Wierch

    29 kwietnia KL Gąsienicowa kończy sezon narciarski, jednocześnie będąc najdłużej działającym ON w Polsce.
  16. Gerald

    Kasprowy Wierch

    Taj wygladał dzisiaj Kasprowy....świetna wiosenna jazda, ale od mojej ostatniej wizyty 12 kwietnia ubyło 160 cm śniegu. Obecnie na Gąsienicowej jest około 75-80 cm śniegu. W takim tempie i przy takich prognozach nie utrzyma się śnieg na majówkę. Szkoda, bo w zeszłym roku było dużo lepiej...
  17. Ja jeździłem tak w Alpy na wspinaczkę na Via Ferratach. Dla mnie to nie problem, szczególnie w tygodniu. Jeśli byś jechał na przyszły sezon mogę pomyśleć i się dołączyć. Ja jestem z Krakowa. Jak chcesz to pisz na priv. Pozdrawiam.
  18. Właśnie takie! Pamiętam to! co to za firma "Slalom"?
  19. I rozwinąłem wątek żeby się dowiedzieć czy jest coś innego wartego uwagi poza IKA :-)
  20. A jaki to jest smar? :-)
  21. Nie. Doświadczenie z kilku/kilkunastu sklepów w Krakowie i odpowiedzi sprzedających. Nie analizowałem tego w skali całej Polski. To moje subiektywne spostrzeżenia. Szukałem polskich smarów IKA i ich zupełnie nie mogłem kupić. Może...w innych miastach jest inaczej.
  22. Drogo. Fajny filmik. Tutaj jeszcze wykorzystano kostkę korkową:
  23. Pomijając sezonówki - tych nie biorę pod uwagę (tak, z nimi jest oczywiście tanio). Do zeszłej niedzieli karnet całodzienny na KW - 117 zł/130 zł (z kartą PKL online/bez karty i kasa) Karnet 4 godzinny 99 zł Tatrzańska Łomnica ile? 19,90 EUR posiadając dużo wcześniej zarejestrowaną kartę, a w kasie biletowej pewnie koło 30 EUR. W T. Łomnicy jest trochę taniej, ale nie aż tak bardzo tanio.
  24. Akurat tutaj zawsze moim zdaniem wygrywało położenie Kasprowego Wierchu (północna wystawa), w stosunku do tego co mają Słowacy. Także zawsze wolałem już na kwiecień sobie zostawić jazdę na KW. Ten miesiąc jest bardzo ciepły.
  25. Wiadomo - jesteśmy w domu, mamy czas, regenerujemy i smarujemy ślizgi sami, lub zanosimy do serwisu. Jednak czasami bywa tak, że jesteśmy w miejscu gdzie nie ma serwisu, albo nie mamy czasu na bardziej profesjonalny i długi serwis domowy "na gorąco". Od niepamiętnych czasów, moja mama zawsze woziła komplet smarów do nart na każdy wyjazd. To wyglądało jak małe kolorowe świeczki. Każdy kolor miał być pod inną temperaturę. Było to polskiej produkcji, niestety jakiej dokładnie - nie pamiętam (Polsport?). Po jakimś czasie ten zestaw gdzieś zaginął. Wiem, że kiedyś używało się po prostu zwykłych świeczek. Uważam że poza serwisami, taki sposób jest cały czas przydatny. Jakieś dwa lata temu zaczęło mi brakować tego, szczególnie w takich sytuacjach: 1) Nagła zmiana temperatury w ciągu dnia. Do południa zimno - jeździ się dobrze, po południu ciepło, śnieg się nadtapia - narty lekko hamują. 2) Wiosenna jazda, po południu woda na stoku. 3) Nagła zmiana temperatur w którym były trzymane narty. W tych i wielu innych sytuacjach, bardzo przydatny był 2-3 minutowy zabieg, polegający na nałożeniu smaru na narty, gdzieś bezpośrednio na stoku. Efekt zawsze był zadowalający. Dwa lata temu kupiłem smar do nart, z polskiej firmy IKA z Zakopanego - "uniwersalny". Mała kostka za około 10 zł kupiona przez allegro. Ciężko kupić smary tej firmy w sklepach. Jak piszą na swojej stronie internetowej: "Optymalne zastosowanie w temperaturze powietrza + 10 C° – -20C°. Można aplikować na zimno lub na gorąco. temp. żelazka – 120 C°" W sklepach praktycznie nikt smarów na zimno nie sprzedaje. Ciężko znaleźć cokolwiek, a każdy odsyła do serwisu. A jakie Wy macie doświadczenia? Ktoś poleca inny sposób, inne smary?
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...