Narty - skionline.pl
Jump to content
Sign in to follow this  
Guest

Co w tym jest fajnego?

Recommended Posts

Guest

Witam fanów rowerowych podróży. 

Mam do Was zapytanie. I to nie aby wzbudzić burzę wśród zwolenników ale po prostu nie mogę tego ogarnąć a więc może ktoś mi to wytłumaczy. 

Zanim zadam pytanie to nadmienię, że w moim młodzieńczym życiu, jeździłem bardzo dużo, głównie na szosówkach. Najpierw amatorsko, potem próbowałem trochę profi. Ale na szczęście mnie coś olśniło i odpuściłem. Przesiadłem się na moto.

Chyba przesadziłem wtedy trochę z jeżdżeniem...(bywało i 100 - 150km dziennie). Ale to inne czasy drogi były prawie puste. "Samochody" (a raczej ich pierwowzory Fiaty126p itd) jeździły rzadko i wolno.

Ale do rzeczy. Ostatnio wracałem z mojej kochanej Slovaki i napotkałem najpierw jakiś chyba rajd czy inne zawody w przepychaniu się pomiędzy samochodami w podjeździe z Mikulasza na Zuberec a potem kolejne dziesiątki, setki rowerzystów, którzy udawali szczęśliwych wdychając spaliny samochodów i uśmiechniętych chyba ze szczęścia, że jeszcze żyją i że ich jeszcze nic nie potraciło.

No to czas na podstawowe pytanie: co Was w tym bawi? igranie ze śmiercią? wąchanie spalin? przeciskanie się po poboczach w korku?

Pozdrawiam. Były zapalony rowerzysta!

Share this post


Link to post
Share on other sites
58 minut temu, Jasiek napisał:

Ale do rzeczy. Ostatnio wracałem z mojej kochanej Slovaki i napotkałem najpierw jakiś chyba rajd czy inne zawody w przepychaniu się pomiędzy samochodami w podjeździe z Mikulasza na Zuberec a potem kolejne dziesiątki, setki rowerzystów, którzy udawali szczęśliwych wdychając spaliny samochodów i uśmiechniętych chyba ze szczęścia, że jeszcze żyją i że ich jeszcze nic nie potraciło.

No to czas na podstawowe pytanie: co Was w tym bawi? igranie ze śmiercią? wąchanie spalin? przeciskanie się po poboczach w korku?

Też mnie to zawsze zastanawia, jeśli rower to sens ma tylko MTB i jazda po górach/lesie i wdychanie czystego powietrza oraz jazda w spokojnym otoczeniu. 
Szosa dla mnie miała by sens tylko w jakiś dzikich rejonach z malutkim ruchem samochodów co jakiś czas (np. północne obszary Skandynawii).

Stoki narciarskie też warto dobierać pod względem powietrza w jakim się jezdzi - przykładowo za pierona bym się nie zdecydował na jeżdzenie na Harendzie podczas dni ze smogiem w Zakopanem, a pod Harendą jest mega kumulacja poprzez ukształtowanie terenu i dodatkowo spaliny od zakopianki która jest bardzo blisko. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasiek, ja generalnie kocham sport, mogę powiedzieć o sobie, że jestem dość wszechstronnym zawodnikiem [emoji6] Od 2 lat bardzo wyciągnąłem się w uprawianie kolarstwa, które zawsze mi się podobało ale przegrywało z innymi dyscyplinami. Teraz jest inaczej, koncentruję się na rowerze, jeżdżę i na szosie jak też na mtb. Po co? Bo lubię! Lubię się męczyć, pracować nad sobą, poprawiać kondycję, no i oczywiście kocham kontakt z przyrodą!
Rzeczy, o których piszesz to duże minusy tego sportu. Ja staram się wybierać takie trasy lub pory dnia, żeby jechać w jak najmniejszym ruchu samochodów, po trasach jak najmniej uczęszczanych. Na grupowe kręcenie wybieram się zazwyczaj w niedzielę o 6:00 rano, ruch wtedy jest znikomy a w grupie też bezpieczniej bo nas widać!
Na drogach, wszyscy ryzykujemy, myślisz że ten kawałek blachy w samochodzie Cię uratuje przed pędzącym tirem? Myślisz, że jak siedzisz w autku to nie wdychasz tych spalin? A korki? Przecież z jazdy samochodem nie zrezygnujesz mimo tych niedogodności!
Myślę, że każdy kto wyjeżdża na drogę obojętnie czym, powinien być skoncentrowany, uważny, powinien przestrzegać przepisów i być odpowiedzialnym uczestnikiem. Więcej kultury by się przydało, no i oczywiście rowerzystom życzyłbym coraz lepszej infrastruktury! Będzie wtedy bezpieczniej.
Pozdrawiam
Maciek



Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jaśku, właśnie m.in. z powodów wymienionych przez ciebie zrezygnowałem z zakupu szosy. Same kolarki są zaj...te ,ale ja nie czerpie przyjemności z jazdy między samochodami. Może temu, że już wielokrotnie miałem serce w gardle. Wolę kręcić się tam, gdzie samochodów nie spotykam. Dlatego dla mnie najlepszą maszyna są rowery górskie spod znaku XC - najbardziej uniwersalny sprzęt. Najlepiej Full. Jeżdżę nie tylko po górach, ale też często np. po Lasach Kobiórskich, po płaskim. Do pracy mam teoretycznie ok 12,5 km, ale robię ok. 20. Czemu? Bo dłuższa trasa wiedzie w sporej części po polach, wałach rzecznych, a resztę po bocznych, rzadko uczęszczanych drogach. :) Ale najlepszy jest Fat Bike! Zwłaszcza kiedy ruszam w totalne odludzie i sam sobie wytyczam drogę... xD Najfajniejsza maszyna jaką ujeżdżałem!

Ala tak po za tym to jestem w temacie z @Mati1981 - też lubię się zamęczać, czasem za bardzo... Szukam ostatnio jakieś fachowej literatury na temat treningów kolarskich. Mam wrażenie, że się zatrzymałem w miejscu. Przydałoby się coś poprawić, zmienić, bo chciałbym dalej poprawiać dalej formę. 9_9 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 12.06.2017 o 22:46, Jasiek napisał:

igranie ze śmiercią?

a czy jazda po wymagających stokach często przeładowanych lub jazda bocznymi ścieżkami lub lasem

to nie igranie ze śmiercią 

Dnia 12.06.2017 o 22:46, Jasiek napisał:

wąchanie spalin?

nie wiem gdzie mieszkasz ale jak już się wyprowadziłeś na odludzie to ci zazdroszczę w mojej małej mieścinie nie muszę 

jechać do Krakowa żeby zimą nawdychać się dymu z kominów

Dnia 13.06.2017 o 07:40, Mati1981 napisał:

Na drogach, wszyscy ryzykujemy, myślisz że ten kawałek blachy w samochodzie Cię uratuje przed pędzącym tirem? Myślisz, że jak siedzisz w autku to nie wdychasz tych spalin? A korki? Przecież z jazdy samochodem nie zrezygnujesz mimo tych niedogodności!
Myślę, że każdy kto wyjeżdża na drogę obojętnie czym, powinien być skoncentrowany, uważny, powinien przestrzegać przepisów i być odpowiedzialnym uczestnikiem.

Amen

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dnia 12.06.2017 o 22:46, Jasiek napisał:

Ale na szczęście mnie coś olśniło i odpuściłem. Przesiadłem się na moto.

Moto to znaczy motor czy auto bo chyba  się gubię jak motor to zamienił stryjek kijek na siekierkę. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

No i fajnie piszecie... kocham sport, kocham wysiłek... ale nadal nie wiem co może kręcić tych którzy wyjeżdżają rowerem jeszcze z dziećmi np. w niedzielę na trasy wojewódzkie, gdzie ciągnie się sznur samochodów. Miałem nie tak dawno nieprzyjemność jechania rowerem. Koło mnie przeleciał TIR chyba z 98 i jakiś metr ode mnie (czyli zgodnie z przepisami) zastanawiałem się czy walczyć z podmuchami, czy od razu wskoczyć na główkę do rowu! To jest dla mnie zastanawiające gdzie tu przyjemność kontaktu z naturą? Bo że las, bo że boczne trasy i że w ogóle rower... itd. to pod tym ja się podpisuję "dwoma ręcami! a nawet trzema". 

Co do zderzenia samochodem a rowerem nie będę polemizował bo cytując klasyka "oczywista, oczywistość" Choćby dlatego że poduszki... kurtyny i kupa blachy dookoła.

Co do igrania ze śmiercią... kto mnie zna to wie, że całkiem normalny to ja też nie jestem :D i na nartach i na moto (a tłum.: moto to motor). Ale są chyba granice rozsądku :rolleyes: czy nie? 

Uwierz mi @dkrzysiek, że jest różnica jeżdżenia na rowerze a na motorze. I że stryjek... i że zamienił... to nie tak do końca.

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasiek ,

na szczęście jest wiele lokalnych dróg , dróżek , z całkiem niezłym asfaltem (przynajmniej w mojej okolicy ) , gdzie można i pojeździć na szosie , i posłuchać śpiewu ptaków :) , a Tira na nich nie uświadczysz .

A tak a'propos tej ciszy w lesie jadąc na MTB , to niestety coraz częściej zagłusza ją ryk silników czy to quadów , czy też motocykli >:( , więc z tym jest różnie ......

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest

Mistrzu... ja takie jeżdżenie popieram a nawet sam zastanawiam się czy do niego nie powrócę! ale po co na głównych drogach i jeszcze z dziećmi???

PS. a za moto w lesie to bym zabił! 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jasiek ja 17 lat nie jeździłem rowerem odkąd zrobiłem prawo jazdy. Zacząłem z powrotem, bo nauczyłem starszego syna jeździć bez bocznych kółek i siłą rzeczy musiałem sobie kupić jakiś rower i wybór padł na tanie mtb. Jak jechałem kilka razy po asfalcie, to zaczęło mi przez głowę przechodzić, że fajnie, ale na takiej szosówce, to byłoby na pewno lżej, szybciej, łatwiej... i kupiłem sobie też tanią używkę na próbę... i zakochałem się w tym. Po roku zmieniłem ją już na dużo porządniejszą, której najsłabszym elementem jestem na pewno ja :D 

Na mtb jeżdzę przede wszystkim z dziećmi, czy to ze starszym czy też w foteliku z małym. I w życiu nie zabrałbym ich na jakąś nawet umiarkowanie uczęszczaną drogę. Drogi osiedlowe z minimalnym ruchem to max., a tak to ścieżki rowerowe, drogi polne, leśne, itp. Na mtb samemu rzadko jeżdżę, a to z racji braku czasu, bo jak mam chwilę (najczęściej do 1,5 godziny), to po prostu na mtb nie dojadę nigdzie, chociaż mogę fajnie pokręcić się po Telegrafie, który mam obok, po Stadionie, gdzie kilka lat temu były mistrzostwa Polski mtb, po polach obok, ale już nigdzie dalej nie dojadę i nie wrócę. Na szosie mogę spokojnie prze tą 1-1,5 godziny zrobić szybką rundkę 30-45km i jestem szczęśliwy. Najczęściej wybieram drogi boczne, wiejskie, o bardzo małym ruchu i świetnych nowych asfaltach, a są drogi wokół Kielc, gdzie w życiu nie pojadę (np. Kielce - Sandomierz, gdzie po ok 15km od Kielc, droga ta już nie ma w ogóle pobocza, jest wąska, jest na niej duży ruch i jeździ bardzo dużo ciężarówek i tirów. Podczas jazdy nie ma dla mnie czegoś jak pierwszeństwo przejazdu, w każdym momencie muszę mieć zasadę ograniczonego zaufania i to do każdego uczestnika ruchu, w tym do pieszych. Ubieram się w widoczne kolory ubrań, a do tego zawsze nawet w dzień mam włączone lampki przednią i tylną. I nigdy nie jeżdżę w słuchawkach na uszach, a moją ulubioną muzyką jest szum kół i bzyczenie piasty :D

A co najbardziej lubię w szosie? Wbrew większości wcale nie podjazdy, tylko to kiedy na liczniku mam pierwszą cyferkę od 3 w górę i wszystko zależy ode mnie, od mojej formy, dyspozycji dnia :D

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Jasiek napisał:

ale po co na głównych drogach i jeszcze z dziećmi???

tu się z tobą zgadzam

 

8 godzin temu, kmarcin napisał:

. Na szosie mogę spokojnie prze tą 1-1,5 godziny zrobić szybką rundkę 30-45km i jestem szczęśliwy

polecam Zagnańsk , Samsonów , Odrowążek , Bliżyn , Skarżysko i starą drogą - górka , górka i na horyzoncie kolejna, dobra droga mały ruch.

 

pozdr

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z Jaśkiem w tym sensie, że nie ma wielkiej przyjemności z zasuwania rowerem i to jakimkolwiek w ruchu ulicznym, w spalinach. Dużą przyjemność sprawia kręcenie rowerem gdy ruchu lub spalin nie ma. I tu się pewnie Jasiek z nami zgodzi. Rower MTB daje możliwość naturalnej ucieczki od ruchu ulicznego, bo po prostu można wybrać różne ścieżki gdzie aut co do zasady nie ma - tu wyjątkiem są pewnie amatorzy off-road, quadu i crossowcy lub endurowcy na motorach.

Szosa skazana jest na asfalt i do tego możliwie gładki - tutaj rozwiązaniem jest szukanie tras z ograniczonym ruchem albo ścieżek bez ruchu.

Ponieważ krótko po tym jak zamówiłem sobie pierwsza swoją kolarkę byłem światkiem szpetnego wypadku, gdy samochód wymusił pierwszeństwo na człowieku jadącym na szosie - asfalt we krwi, defibrylatory w akcji i tego typu wątpliwe atrakcje - postanowiłem, że ja na drogach to się będę pojawiał tylko w niezbędnym zakresie. Tak się szczęśliwie składa, że mieszkam 900 metrów od czegoś co się nazywa Wiślacką Trasą Rowerową (WTR). Jest to szeroka na ok. 2 metry asfaltowa droga rowerowa puszczona po wale Wisły. Co prawda jadąc szosą nieco irytują mnie wolniej jeżdżący rowerzyści, są też tacy, którzy jadą rodzinnie albo w gronie znajomych całą szerokością ścieżki i czasem mam wrażenie, że będzie czołówka. Nie zmienia to jednak faktu, że lepsze to niż spaliny i zagrożenie ze strony samochodów. Co prawda WTR na razie istnieje w kawałkach tj. na razie nie da się pojechać ode mnie z domu w Krakowie np. do Zalipia nie zjeżdżając na drogi publiczne, ale przetargi są ogłaszane i co roku jakaś luka się zamyka. Za 2-3 lata powinno być już naprawdę nieźle. Tutaj link do aktualnego stanu rzeczy w zakresie WTR:

https://www.google.com/maps/d/u/0/viewer?mid=1NFQl8P48EIugJwaaQmOli4wzj-Y&ll=50.03932430601194%2C20.50908084179696&z=10 

Tak więc da się pojeździć szosą już dziś tak - a przynajmniej w niektórych regionach - żeby sprawiało to przyjemność. Tak więc Jasiek zasiadaj z moto i wsiadaj na rower - a przynajmniej chociaż czasem zrób taką przesiadkę.

A w ogóle Małopolska ma być mocno pokryta tego typu ścieżkami i w tym temacie naprawdę sporo się dzieje:

 

Mapa malopolska.jpg

Edited by Cosworth240
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jaśku- przesadzasz (jak zwykle  :-) ).

Jesli widzisz stada rowerzystów to po prostu zwolnij i pomyśl, że jeśli są ich takie ilosci, to coś w tym jest..... Z jazdy zatłoczoną krajówką bez poboczy satysfakcja może być tylko ta, że uszło sie z życiem, ale juz z jazdy po beskidzkich stromych  asfaltach- także tych samochodowych - jak najbardziej. Twoje pytania są przekorne - wiec nie będę tłumaczył wiecej...

Spaliny- wąchają je wszyscy na drodze... poza tym to nie są juz czasy dwusuwowych trabantów i motorowerów komar...kopcących jak zasłona dymna. Normy euro zrobiły swoje. Spaliny jeszcze nie pachną - ale juz niedługo... ;-)

Igranie ze śmiercią- kierowcy to zwykle istoty myslące.... (zwykle...). Ale jedyny wypadek miałem na scieżce rowerowej z udziałem nawiedzonego rowerzysty....

Choć przyznam, że w czasie dzisiejszego spacerku z Ustronia na Równicę (rowerowego, żeby nie było) miałem identyczne wrażenia - ale w drugą stronę. A okazji do rozważań było w nadmiarze - istna motorowa szarańcza. Co jest fajnego w przegazowaniu motocykla pod górę? Jedyny wysiłek to pokręcenie manetką i zgięcie lewej stopy przy redukcji.... a satysfakcja to chyba tylko taka, że na paliwo starcza....  ))).

Ok. nie będę drażnił  wiec pozdrawiam - Michał były motocyklista... (wciąż jeszcze czasem wspoczesny)

A o niebezpieczeństwie... słyszałem  w RadiuZ że w ten zginęły w weekend  na drogach 23 osoby a ponad 400 było rannych (zgroza - nie trzeba u nas  zamachów!!) .... i ani jeden rowerzysta.

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
1 godzinę temu, mig12345 napisał:

Jaśku- przesadzasz (jak zwykle  :-) ).

Miałem a nawet napisałem,,,, ale daje sobie siana !

Bawcie się dobrze! Temat zamknięty! Nie kumacie chyba o czym piszę! 

Edited by Guest

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odpowiadając na Twoje pytanie z pierwszego posta - dla mnie nic. Też tego nie ogarniam, szczególnie, że pola i lasy są wszędzie a i w wielu miejscach pagórki się znajdą. Szersze opony i przez parę godzin nikogo można nie spotkać - nawet w odległości 50 km od Wrocławia.

Ale jak to mówią o gustach się nie dyskutuje.

Pozdro

Wiesiek

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Włączając się do dyskusji nieśmiało rzucę, że ,,są takie rzeczy na świecie, które się nawet fizjonom nie śniły". Szkoda czasu na zastanawianie się, skoro nic nie wskóramy. Proponuję wybrać się w w fajne miejsce na rower, z dala od aut, a głupi niech robią po swojemu :)

Edited by Pitrek

Share this post


Link to post
Share on other sites

W sumie nie wiem, czy to właściwe miejsce na takie info, ale ponieważ wrzucałem tu wcześniej info o rozbudowującej się infrastrukturze rowerowej Małopolski, jako zachętę do tego aby wsiąść na szosę (ale można wybrać także każdy inny rower) i wybrać się na fajne wyasfaltowane ścieżki rowerowe niekoniecznie w towarzystwie aut, to dobry news z okolic Nowego Targu. Podpisano umowę na rozbudowę tzw. Szlaku Wokół Tatr. W ramach obecnej rozbudowy ma powstać ok. 12 km asfaltowej nitki. Każdy taki kawałek przybliża do zbudowania pełnej pętli. Podobno Słowacy też coś tam budują, bo u nich do tej pory były i pewnie jakiś czas będą spore luki między odcinkami:

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By JC
      Otwarłem już sezon narciarski, a tu przyszło mi jeszcze otworzyć nową trasę rowerową w Szczyrku. 28 września, otwarty został, drugi odcinek trasy Hip Hopa - Hip Hopa Air. Od teraz całkowita długość zjazdu ze Zbójnickiej Kopy przez Halę Skrzyczeńską do parkingu przy gondoli liczy 7900m.
       
       
    • By tanova
      Wyciągnęliśmy z Darkiem tym razem nasze poczciwe trekkingi, które trochę się zdążyły już zakurzyć przez cztery tygodnie, od powrotu z Alzacji i korzystając z pięknej, jeszcze letniej pogody zrobiliśmy weekendową objazdówkę po Pojezierzu Meklemburskim.
      Sobota:
      Rano pobudka 5.45 – śniadanie, szybki gramoling, pakowanie rowerów na bagażnik samochodowy i o 6.45 ruszamy w trójkę – z sąsiadką Moniką i moim Darkiem. Przed nami ok. 150 km dojazdu do Mirow, gdzie planujemy zostawić auto i przesiąść się na rowery. Dojazd – taki sobie – tylko kawałek autostradą, a tak to niemieckie drogi, głównie rangi krajowej i powiatowej, więc trwa to dobre dwie godziny, zanim jesteśmy na miejscu.

      Po dziewiątej zwarci i gotowi włączamy endomondo i ruszamy w trasę. Najpierw trochę kręcimy się po Mirow – jest tutaj ładny, klasycystyczny pałac z XVIII na wyspie na jeziorze Mirower See. Urodziła się tutaj późniejsza brytyjska królowa Sophie Charlotte von Mecklenburg-Strelitz, żona Jerzego III i babka królowej Wiktorii. Robimy kilka zdjęć:


      Trochę kluczymy po Mirow, zanim znajdujemy oznaczenia szlaku rowerowego i DDR-kę do Rechlin, poprowadzoną trasą dawnej kolejki wąskotorowej. DDR-ka jest na początku asfaltowa i szybka, potem kończy się asfalt, brakuje ok. 1 kilometra nawierzchni i jedzie się po prostu przez piach. Przekraczamy dawny most kolejowy na kanale, dalej droga trochę lepsza – szutr i twarda gruntowa.
      Dojeżdżamy do Rechlin, na południu jeziora Müritz. Samo jezioro objechaliśmy już dwa lata temu (szlak rowerowy ma 88 lub 101 km - w zależności od tego, jaki wariant obierzemy), więc odwiedzamy częściowo te same miejsca, ale tylko częściowo. Müritz to największe wewnętrzne jezioro Niemiec – wschodni brzeg jest prawie niezamieszkały: dużo tutaj mokradeł, przez które prowadzi nasz szlak, a linia brzegowa jest porośnięta trzciną i – poza kilkoma miejscami – trudno dostępna. Sporo tu płycizn – w przeciwieństwie do brzegu zachodniego, rozczłonkowanego w kilka wąskich i głębokich (do 30m) zatok, nad którymi rozsiadło się kilka malowniczych miasteczek. Cały obszar wchodzi w skład Parku Narodowego Müritz.     

      Teraz objeżdżamy Müritz od wschodniej strony:






      Plaża z widokiem na Waren – największe miasteczko nad Müritz:

      Samo miasteczko – bardzo zadbane i tętniące życiem:




      Ulica surowego sędziego 😉:


      Trochę już zgłodnieliśmy, więc w Damerow, parę kilometrów na zachód od Waren, zjeżdżamy do knajpki rybnej nad jeziorem Jabelscher See. Bardzo tu ładnie i można zjeść "fiszbuły" - czyli bułki ze świeżą rybką na ciepło i na zimno, albo całe dania obiadowe.

      Po drodze zaglądamy jeszcze nad Kölpinsee i Fleesensee. Co prawda szlak nie prowadzi tutaj bezpośrednio nad jeziorem, ale jest kilka dojść na brzeg. Wszystkie jeziora na naszej trasie są ze sobą połączone, więc jest to też ciekawy region dla miłośników sportów wodnych.

      Stąd już niedaleko mamy do Malchow, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg. Meldujemy się na recepcji, zostawiamy sakwy w pokoju i „na lekko“ jedziemy jeszcze zrobić pętlę wokół najbardziej na zachód wysuniętego z wielkich jezior – Plauer See. Jest 17.30, a przed nami jeszcze ok. 50 km szlaku, ale bardzo mi zależy na tym odcinku, bo czytałam, że jest wyjątkowo malowniczy.

      Plauer See w Lenz:


      Woda w jeziorze jest bardzo czysta i przejrzysta, ale dziś nie bardzo mamy czas na kąpiel. Południowo wschodni brzeg objeżdżamy gruntową drogą przez las i szosą. Ponoć jest ścieżka piesza nad wodą, ale bardzo zarośnięta i trudno dostępna - na pewno nie zdążylibyśmy objechać jeziora przed zmrokiem. Ciekawie robi się w Bad Stuer na samym południowym cypelku Plauer See, do którego dostajemy się z szosy długim i efektownym zjazdem. Bardzo ładna zabudowa willowa:


      Teraz szlak prowadzi ścieżką przez las liściasty, nad brzegiem jeziora, przez dość ciekawie ukształtowany teren:



      Dojeżdżamy do Plau am See – eleganckiego kurortu na zachodnim brzegu. Również tutaj nad wodą podziwiamy okazałą zabudowę willową, a przy plaży zatrzymujemy się na krótki postój – czas nagli.

      Jeszcze rzut oka z mostu nad kanałem Müritz-Elde-Wasserstraße:


      Starówka – pewnie również warta odwiedzenia, ale nie dzisiaj. Jesteśmy w połowie drogi, a słońce już nisko.


      Szlak rowerowy prowadzi w dół i wzdłuż kanału kieruje nas z powrotem nad jezioro. Na zdjęciu - hangary dla sprzętu pływającego:



      Przy trasie mijamy jeszcze uroczą zagrodę z osiołkiem, kucykami i owcami kameruńskimi, które ponoć nie wymagają strzyżenia – jak się dowiadujemy na miejscu:



      Jedziemy DDR-ką na północ, wzdłuż drogi do Karow. Takie widoki …


      Na obrzeżach Karow skręcamy na wschód, już w kierunku na Malchow. Po drodze przejeżdżamy środkiem przez bardzo  długi kemping – tak prowadzi szlak. Mnóstwo kamperów – jeden przy drugim, ludzie grilują, piją piwko, siedzą ze znajomymi i z psami. Wszyscy na kupie – no nie wiem, czy ja bym tak odpoczęła. Chyba jednak wolę ten rower i drogę przed sobą …


      Za kempingiem szlak prowadzi dalej wzdłuż brzegu, my jednak wracamy do DDR-ki wzdłuż szosy, bo czas najwyższy wracać najkrótszą drogą. Do Malchow docieramy po 21-ej, tuż przed całkowitym zapadnięciem zmroku. Ja bardzo nie lubię jeździć po ciemku, więc to już ostatni moment na powrót. Jeszcze po drodze zatrzymujemy się w Netto, kupić coś do jedzenia i picia i docieramy na nocleg.

      Mapka i dane wycieczki:

      Przewyższenie jest raczej zawyżone - w zapisie u Moniki było ok. 480 m w górę i w dół.
      [cdn.]

    • By marboru
      Wycieczka rowerowa do Kazimierza Dolnego nad Wisłą
      Miejscowość, cel kolejnej naszej rowerowej wyprawy jest powszechnie znana. Nie tylko z historii, zabytków i pięknego rynku ale również z nart Przecież w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą znajduje się moja "codzienna" narciarska górka Relacji, tu na forum, z nart w KDnW jest tu przecież cała masa  
      Dzisiaj, w tą piękną, słoneczną niedzielę, postanowiliśmy z Paulą zrobić sobie wycieczkę rowerową za Wisłę właśnie, w lubelskie!
      Łącznie udało się nakręcić 151 kilometrów, przepłynąć dwoma różnymi promami Wisłę oraz zjeść świetne, włoskie jedzenie na obiad.
      Mapka:

      Z domu ruszyliśmy po śniadaniu i kawie ok godziny 10siątej.
      Kierunek: Kazanów, Lucimia, Janowiec - fajne asfalty, po drodze pyszne jeżyny w lesie, a sama trasa niezwykle malownicza pośród pól i mazowieckich klimatów.
      Pierwsze zdjęcia, tuż przy ujściu Zwolenianki i obszaru chronionego - przy pięknym, drewnianym młynie  

      Czysta woda, taras i pokoje do wynajęcia... może kiedyś się skusimy - bo miejsce naprawdę z niezwykłą atmosferą. Drewniany taras, leżaki i w zasięgu roweru wiele ciekawych miejsc: ujście Iłżanki, Solec nad Wisłą, Janowiec, Kazimierz i Nałęczów. Świetna baza na rowery, kajaki, ryby...
      marboru:

      Tuż za młynem, w kierunku Lucimi mamy fajny 500 metrowy podjazd - pokazuje się przez moment 11% na Garminie 😮 
      Kilka minut i jesteśmy w Janowcu.
      Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zrobili jakiegoś zdjęcia z zamkiem  

      Z drugiej strony widok na tutejszy, zabytkowy kościół:

      Mijamy miasteczko i kierujemy się w stronę promu.
      Ten akurat jest po drugiej stronie, więc znowu z nudów - zdjęcia  
      Paula ze statkiem pirackim...

      Cierpliwy kolarz...

      No i mamy nasz środek lokomocji  
      Koszt promu, to 6 złotych od osoby (za rower opłat nie pobiera się).

      Ludzi na pływadełku niewiele. Trzy samochody i dwoje rowerzystów  
      Przez chwilkę można pokontemplować Królową Polskich Rzek.
       
      Mostek kapitański:

      Pamiętacie taki wakacyjny serial dla młodzieży sprzed lat "Szaleństwa Majki Skowron"?
      Poniższy obraz właśnie ten film mi przypomniał...
      ...kilka chwil zadumy i wspomnienia przychodzą tak łatwo.

      Wysiadam jako ostatni  

      Nawet chciałem zawrócić  
      Tak mi się spodobało, że "na poczekaniu" wymyśliłem, że wrócimy też promem, tylko innym - z drugiej strony Kazimierza.
      Dla chcących powtórzyć nasz wyczyn rada: w stronę Kazimierza kierujcie się drogą na wale, pod wałem droga, to bruk - nas wytelepało dosyć mocno z 7mką w oponach.

      Kilka chwil i docieramy na rynek w Kazimierzu  
      Jak w każdą niedzielę - tłumy i poruszanie się po rynku i okolicach - w butach, prowadząc rowery.

      Paula, a za nią jakaś czarownica?

      Pokręciliśmy się to tu, to tam...

      ...i wylądowaliśmy we włoskiej restauracji mającej bardzo przyjemny ogródek na zielonej trawce  
      Jedzonko niedrogie i bardzo smaczne.

      Najedzeni i pełni wigoru postanowiliśmy szybko uciekać z tego turystycznego miejsca pełnego straganów, cukrowej waty, lodów i wszelakiej maści kuglarzy, cyganek i innych czarodziejek.
      Minęliśmy ośrodek narciarski i tuż za rondem i wyborem kierunku na Puławy skręcamy w lewo, do następnego promu.

      Ponownie, po 6 złotych od "twarzy" i płyniemy dosyć osamotnieni...
      ...trochę drogawo ta impreza, ale warto! Promy na Wiśle mają swój klimat i polecam każdemu skorzystanie gdy będzie w okolicy  

      Kolejne skojarzenie z poniższym widokiem?
      Tym razem film "Rejs"...
      - Panie Kazimierzu klucze...
      - Kluczbork?


      Kajaki!
      Koniecznie musimy dotknąć w tym roku Wisłę wiosłami.
      Jest piękna!

      Tuż po opuszczeniu naszego statku mamy podjazd.
      11% i kolejny dobry kilometr porządnej górki - spójrzcie na wykres z mapki - ok 80 kilometra.
      Przed Janowcem uzupełniamy bidony i fundujemy sobie deser w postaci pysznych lodów. Pełni energii kręcimy pozostałe do domu 50 kilometrów.
      Niedziela mija nam niezwykle szybko i świetnie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z kolejnej wycieczki rowerowej  
      Paula dzisiaj przekręciła na liczniku 3000 km w sezonie.
      Marboru przekręcił dzisiaj 5000 km w sezonie.
      Pozdrawiamy serdecznie
      marboru i Paula
    • By JC
      3 sierpnia w Szczyrku w ośrodku Szczyrk Mountain Resort otwarto pierwsze, profesjonalnie przygotowane, dwie zjazdowe trasy rowerowe. Dzień wcześniej miałem przyjemność przejechać nową trasę Hip Hopa Flow oraz wypróbować rowery TREK z nowej wypożyczalni.
       
    • By JC
      Aktywny wypoczynek w Dolomitach. Tym razem wybrałem się do Południowego Tyrolu, gdzie wybrałem się rowerem (ze wspomaganiem 😉) na wycieczkę z Val Gardeny do Seiser Alm. Jak było? Zobaczcie na zdjęciach.
       
       
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...