Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 24.03.2011 uwzględniając wszystkie działy
-
Puch pod kontrolą: jak szusować poza trasami - Tylko się nie przewracajcie - radzi nasz przewodnik, a my z przerażeniem patrzymy na stromy żleb przed nami. Przez pięć dni na lodowcu Stubai uczyliśmy się, jak ujarzmić głęboki śnieg i poradzić sobie w niemal każdym terenie. Po raz pierwszy uciekamy z ubitego stoku na wysokości 3150 m, przy najwyżej wetkniętej w skałę restauracji w Austrii - Jochdohle. Trawersujemy pojedynczo (by nacisk na stok nie był zbyt duży) szerokie pole śnieżne. Choć miejsce położone jest tuż przy jednej z dość zatłoczonych tras narciarskich - Gaisskarferner - już po przejechaniu kilkunastu metrów, atmosfera zmienia się nie do poznania. Robi się pusto, cicho, a wokół widać tylko ośnieżone formacje skalne. Stajemy na niewielkiej przełęczy. Przed nami prezentują się dumnie tyrolskie trzytysięczniki: Stubaier Wildspitze (3340 m), Daunkogel (3330 m), w oddali Warenkaseitenspitz (3345 m). Najbliżej nas, po lewej stronie wyrasta Schussgrubenkogl (3211 m). Przez pięć dni będziemy omijać uklepane ratrakiem stoki i trenować jazdę w głębokim śniegu. Czas zmienić nawyki Choć niektórzy narzekają, że na lodowcu Stubai miejsc do uprawiania narciarstwa freeridowego jest niewiele, my na monotonię nie narzekaliśmy. Mimo intensywnej jazdy, ani razu nie trafiliśmy w to samo miejsce. Przy pierwszym zjeździe, ciężko przestawić się z cięcia krawędziami po stoku prostym jak blat, na jazdę w śniegu, w którym narty bezlitośnie grzęzną. Zbyszek, nasz przewodnik, przed pierwszymi skrętami nie tłumaczy zbyt wiele - chce sprawdzić, jak sobie poradzimy. Zaznacza jednak, żeby cały czas trzymać ciężar ciała z przodu, a skręt inicjować rotacją całego tułowia. Potem wykonuje kilka płynnych skrętów i już jest kilkadziesiąt metrów poniżej naszej 6-osobowej grupy. E tam! Wygląda banalnie. W praktyce okazuje się jednak trochę trudniejsze... Na tej krótkiej trasie prawie każdy zalicza mniej lub bardziej efektowny upadek. Zjeżdżamy do stacji Schaufelnieder krótkimi odcinkami. Powoli przyzwyczajamy się do zmiennego, głębokiego śniegu. Trudno, trzeba na chwilę zapomnieć o świętych prawach rządzących carvingiem i wrócić do niektórych nawyków, tępionych przez instruktorów na ubitych stokach. Staram się więc rotować przy skręcie całym ciałem, tak jak pokazuje nam Zbyszek. - Skręt zaczynamy głową, za nią idą ramiona, a na końcu nogi - tłumaczy. Faktycznie, gdy kilka razy udaje mi się wykorzystać ten, zapomniany nieco impuls skrętny okazuje się, że taki ruch ma sens. Ciężko jednak odzwyczaić się od zasady ''tułów zostaje w linii spadku stoku, a w skręcie pracują nogi''. Trzeba też zapomnieć o przykazaniu: ''obciążaj mocnej dolną nartę'' i stanąć równomiernie na obu. Po dwóch zjazdach jesteśmy tak wypompowani, jakbyśmy zjechali kilka razy z najdłuższej, 10-kilometrowej trasy. Po krótkiej przerwie w Jochdohle ruszamy dalej. Najpierw kilka zjazdów na ubitym stoku, gdzie ćwiczymy wszystko, co przyda się poza trasą, czyli rotację, równe obciążenie nart i wbicie kijka w skręcie. Różni się ono nieco od tego, stosowanego na ubitej trasie. Tam wbicie kijka jest symboliczne i ma jedynie wymusić na narciarzu wyjście w górę, które odciąży narty w skręcie. W stromym żlebie mocne wybicie się na kijku, to czasem jedyna możliwość zmiany kierunku jazdy, o czym przekonamy się niedługo. W tym celu wielokrotnie ćwiczymy też skręt z obskokiem. Wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. Do śniegu przyklejone zostają tylko dzioby. Na równej trasie łatwizna. Schody zaczną się w terenie... Śnieg, jaki jest, nie zawsze widać Przez kolejne dwa dni zaglądamy chyba w każdy zakątek lodowca Stubai. Oprócz krótkiej wycieczki na przełęcz pod trzytysięcznikiem Daunkopf, poruszamy się za pomocą wyciągów, mimo, że mamy na sobie narty skiturowe. Dzięki temu możemy maksymalnie wykorzystać czas na zjazdy. Lodowiec Stubai ma jedną ogromną zaletę. Choć cały poprzecinany jest linami wyciągów, to wystarczy odjechać zaledwie kilkanaście metrów od któregoś z nich, by trafić na piękne, nietknięte pole śniegu. Tu właśnie nieoceniona jest rola doświadczonego przewodnika. Zbyszek (przewodnik wysokogórski IVBV, właściciel szkoły narciarsko-wspinaczkowej w Niemczech) zna Stubai jak własną kieszeń. Niejednokrotnie prowadzi nas wąskimi śnieżnymi przesmykami między polem kamieni. I gdy już wydaje się, że za chwilę trzeba będzie zdjąć narty, zapakować je na plecak i iść pieszo, zza skał wyłania się szeroki stok z nietkniętym puchem. Do śniegu niestety mamy mało szczęścia. Od dawna nic nie dosypało, a warstwa zalegająca w żlebach zdążyła już przejść cały szereg zmian pod wpływem słońca, wiatru i zmiennych temperatur. Nieopodal jednej z tras prowadzących do schroniska Dresdner Hütte natrafiamy na zachęcające pole śnieżne. Wygląda pięknie. Jest szeroko, malowniczo, śnieg mieni się w słońcu. Ruszamy. Szybko okazuje się, że o zostawianiu za sobą piuropusza dziewiczego puchu możemy zapomnieć. Jazda bardziej przypomina brnięcie w gęstym budyniu. Tu nie pomoże ani rotacja, ani kijek. Trzeba mieć sporo pary w nogach, by manewrować w tej brei. - Puch oporowy - komentuje na dole Zbyszek. Niestety, szybko okaże się, że z ''puchem oporowym'' dobrze się podczas tego kursu zaznajomimy. Ze schroniska ruszamy na dół. Do samego parkingu prowadzi 10-kilometrowa trasa Wilde Grub'n, ale Zbyszek ma inną drogę. Zjeżdżamy z drugiej strony, wzdłuż trasy gondoli. Tu śnieg nie dość, że oporowy, to jeszcze mocno przewiany, tak, że miejscami tworzą się twarde zlodowaciałe punkty. Dowiadujemy się, jak na oko ocenić śnieg. Wyprasowane, nieco poszarpane fragmenty sugerują, że w takim miejscu śnieg prawdopodobnie będzie twardy i trzeba swoją sylwetką (ugięciem nóg i pochyleniem do przodu) skompensować zmianę terenu. "Oczka" wyżarte w gładkiej powierzchni to z kolei znak, że mamy do czynienia z sypkim śniegiem pod cienką, zmrożoną warstwą. Tu powinno być miękko. Po drodze mijamy ślad sporej lawiny, podmytej przez przepływający pod topniejącym śniegiem strumień. Choć jeżdżąc z zawodowym przewodnikiem czujemy się podświadomie odrobinę zwolnieni z myślenia o zagrożeniu lawinami, to wystarczy jeden taki widok, by wywołać długą dyskusję o bezpieczeństwie w górach. Robi się stromo Jeden z najciekawszych zjazdów czeka na nas po wdrapaniu się pod Daunkopf. Choć podejście nie jest strome i długie, to gdy stajemy na niewielkiej przełęczy i spoglądamy w dół, okazuje się, że tu już tak łatwo nie będzie. Zdejmujemy ze ślizgów foki, łyk herbaty, kostka czekolady i zapinamy narty. Czas zmierzyć się ze stromizną. Najmniej zachęcająco jawi się pierwszy odcinek. Z góry wygląda niepokojąco pionowo i wąsko. Przejechać trzeba lewą stroną, bo tylko tam jest wystarczająco dużo śniegu. Ponieważ z niemal wszystkich stron wąski śnieżny tor otaczają kamienie, przez kilka metrów trzeba puścić narty na krechę. Dopiero potem można zacząć się ratować bocznym ześlizgiem. - Tylko się nie przewracajcie - radzi Zbyszek (upadek na takiej trasie może skończyć się niekontrolowanym zsunięciem się na sam dół). Potem wykonuje dwa zwinne ruchy i macha do nas z dołu. Już wiemy, że wcale nie świadczy to o tym, że jest łatwo. Ruszam na dół. Po chwili najgorsze mam za sobą. Nie było tak źle. Kilka sekund i po strachu. Muszę jeszcze popracować nad promieniem skrętu - zatrzymuję się kilkanaście metrów niżej niż nasz przewodnik, który skręca niemal w miejscu. Dalej stok też nie napawa optymizmem. Śnieg zmieszany z drobnymi skalnymi odłamkami i kamieniami znowu nie pozwoli nam poszaleć - myślę. Ale tym razem pokrywa przyjemnie nas zaskakuje. To, co z góry wyglądało jak gęsta breja, okazuje się bardzo przyjemnym terenem do jazdy. Jest miękko i dość równo. Wykorzystując okazję, że zrobiło się stromo, Zbyszek pokazuje nam, jak pomóc sobie w skręcie kijkami. Dwoma na raz! Brzmi tak samo abstrakcyjnie, jak wygląda, ale dzięki wbiciu przed skrętem kijków z obu stron, łatwiej jest się obrócić. Przypomina to trochę zeskakiwanie ze schodów wspierając się rękami na poręczach po dwóch stronach. Puch, na jaki czekaliśmy Ostatni dzień mamy w całości przeznaczyć na wycieczkę skiturową. Wieczorem dopadało trochę świeżego śniegu, a według prognoz cały dzień ma być pogodny i słoneczny. Wyjeżdżamy do najwyższej stacji (Schaufeljochbahn) pierwszą gondolą i zjeżdżamy 400 metrów do doliny po drugiej stronie lodowca. Tam przyklejamy foki i ruszamy. Cel: Zuckerhütl (3507 m). Niestety, zamiast słońca, niebo pokrywa coraz gęstsza mgła. Idziemy w górę za przewodnikiem, ale im wyżej, tym gorzej określić, gdzie jesteśmy. Z przodu biało, po bokach biało, z tyłu biało. Czasem tylko pojawia się odrobina szarości, gdy podchodzimy wystarczająco blisko jakiejś skalnej ściany. Docieramy do połowy drogi i podejmujemy decyzję o odwrocie. Wejście wyżej, na grań, wymagałoby spięcia się liną i stromego podejścia, a w tych warunkach to zbyt niebezpieczne. Zamiast w górę, ruszamy więc w dół. Zbyszek jedzie, jakby wchodząc zaznaczył sobie drogę kolorowym sznurkiem. My za nim. Błędnik w białej próżni wariuje. Nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Zaczyna kołysać. Na szczęście szybko docieramy do miejsca, z którego startowaliśmy. Stąd jeszcze jedno podejście do wyciągu. I, ku naszemu zaskoczeniu, pogoda zmienia się w okamgnieniu. Wychodzi słońce, robi się cieplej. Ostatnie zjazdy dostarczają nam niesamowitej radości. Kilkudniowa walka ze śniegami o różnej konsystencji się opłaciła. Teraz, gdy dopadało trochę białego puchu, narty jadą same. Wreszcie można puścić je szybciej i cieszyć się zostawianym za sobą białym dymem. Jak poradzić sobie poza trasą? - Połowa sukcesu to odpowiednie pochylenie. Środek ciężkości cały czas musi znajdować się z przodu. Zwłaszcza w skręcie warto tego przypilnować. Pozycja powinna być niska - każdy wyprost ciała powoduje, że jesteśmy mniej odporni na niespodziewane przeszkody terenowe. Ćwiczenie: Na łagodnym ubitym stoku wykonaj jeden skręt (w prawo/lewo) z krótkiego najazdu. Wychyl się mocno do przodu i, pomagając sobie kijkiem, wykręć obrót o 360 stopni. - Ciężar ciała powinien być równomiernie rozłożony na obie narty ( 50-50 proc. lub 40-60 proc. z odrobinę większym naciskiem na nartę dolną), dzięki temu pozycja jest stabilna i trudniej o upadek. - Do skrętu (zwłaszcza w stromym terenie) wykorzystujemy rotację - ruch całego tułowia w kierunku zamierzonego skrętu. - W skręcie pomaga energiczne wybicie się na kijku. Dzioby nart muszą jednak cały czas być w kontakcie ze śniegiem. Ćwiczenie: Skręt z obskokiem. Na ubitym stoku wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. - W sypkim, głębokim puchu ważna jest rytmiczność skrętów. - Podczas wyprawy poza trasę każdy uczestnik powinien mieć ze sobą podstawowy sprzęt lawinowy - detektor, sondę i łopatę. Koniecznie przed wyjściem trzeba sprawdzić prognozę pogody i informację o zagrożeniu lawinowym. W terenie nie powinniśmy poruszać się w zbyt dużej grupie. Najlepiej, gdy jest z nami przewodnik wysokogórski lub osoba dobrze znająca teren, w który się wybieramy. Autorce...Barbarze Suchy...zazdroszczę pięknej Przygody8 punktów
-
Cześć Myśku i inni podobnie piszący koledzy: co ma wspólnego promien narty z szerokością trasy? Z wielu postów wynika że na dojazdówce o szerokości 5 metrów trzeba jechac na narcie dla dzieci lub shortach bo inaczej nie b.edzie skretu ciętego?? Tu nie chodzi o kwestię tego, ze ktoś lubi krótkie narty - jego wybór - tu chodzi - i myślę, że takie było zamierzenie Janka - o kwestię prawidłowego doboru. Kto ma według Was oceniać czy narta jest prawidłowo dobrana? Osoba, która umie jeźzić tylko na jednej swoje parze nart o przeciętnej technice czy też osoba, która jest w stanie zjechac na każej narcie adaptująć technikę bez problemu? Wydaje mi się, że właśnie ta ostatnia jest w stanie ocenić jaka narta trzyma, jaka nie, jaka idzie równo i bez problemów a jaka myszkuje i wymaga dużej uwagi itd. Celowo często podaję przykład dzieci bo one nie są skażone fobiami dorosłych. Dla w miarę dobrze jeżdżącego osmilatka narta +10 cm nie jest problemem. Adaptacja techniki jest natychmiastowa. Dorosły natomiast często nie jest w stanie poprawnie skręcić choć technicznie dałby radę ale psychika i wpojony przez różnych "mistrzów doradzania" strach przed długa nartą go paraliżuje. Podbnie jak w głębokim sniegu. Dziecko pojedzie bez problemu pare razy walnie ale szybko skuma o co chodzi. Dorosły nawet bardzo dobry narciarz nie pojedzie często nawet 50 metrów i już leży, po czym nie spróbuje się nauczyć tylko pisze, że: "jazda poza trasą go nie kręći". Sprawa nie tkwi w tym momencie w technice ale w psychice - podobnie z długą nartą. Niezależnie od stoku dla dobrego narciarza nawet 50 cm różnicy nie powinno stanowić problemu. Na narcie 210 można się zmieśći w śladzie o szerokości 3 metry więć nie bardzo rozumiem jaki ma związek długość czy promień narty z szerokością stoku. Ostatnio robiliśmy takie dośiadczenia, że dawaliśmy dzieczynom męskie slalomki. Panie jeździly tak na 7 - swobodna jazda na każej trasie (trasie!) i w każdych warunkach. Jeździły bez najmniejszego problemu - dla laika nie widać było róznicy choć narty były serwisowe i sięgały im do wzrostu - celowo trochę chory dobór ale o to chodziło w zabawie. Rossi, która firma zaleca slalomkę -20 cm? Zazwyczaj jest to zalecenie -10 do -20 a nie - 20 chyba. Co do zaleceń fabrycznych natomiast to porównajcie je z zaleceniami sprzedawców i z odczuciami tzw szarego narciarza, który mówi, ze na krótkiej narcie łatwiej mu się manewruje i znajdziecie odpowiedź. Pozdro4 punkty
-
Narciarskie wypadki: cuda się zdarzają Przeżyć upadek ze szczytu lodowca, skoczyć na nartach ponad 100 metrów w dół z alpejskiego szczytu, a może wyjść cało z bliskiego spotkania z lawiną - oto kilka narciarskich i snowboardowych wypadków, które wbrew logice, a czasami prawom fizyki, skończyły się dla ich bohaterów ''happy endem''. Stefan Ager -ten przypadek na jednym z wątków przedstawił już Darek Lewandowski. Skialpinistyczna wycieczka na szczyt jednego z lodowców w Stubaiu prawie zakończyła się tragicznie dla Stefana Agera. Po odpoczynku na górze Austriak zapiął narty i przypadkiem ześlizgnął się ze zbocza. Ześlizg przerodził się w kilkudziesięciometrowy upadek, który został uwieczniony przez kamerę umieszczoną na kasku narciarza. Ager miał jednak niesamowite szczęście i całe zdarzenie okupił jedynie potłuczeniami. Freeride na Chopoku [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=OzCQLcZ8eGc&feature=player_embedded[/YOUTUBE] Marzec 2010 roku: freeride'owe zawody snowboardowe w słowackim ośrodku Jasna. Część kwalifikacyjna przeszła do historii za sprawą wyczynu ukraińskiego snowboardzisty, który po udanym przejeździe popełnił błąd, który mógł go kosztować nawet życie. Na szczęście znowu skończyło się głównie na strachu. Początek ''dreszczowca'' od 3:51. Lawina na Alasce Filmik pod linkiem: http://vimeo.com/6581009 Kolejny amator mocnych pozatrasowych wrażeń znalazł je na Alasce. Podczas freeride'owej wyprawy padł ofiarą lawiny. Zaraz po jej zejściu jego towarzysze rozpoczęli gorączkowe poszukiwania. Kiedy ofiarę śniegu udało się namierzyć, w ruch poszły łopaty. Po niespełna pięciu minutach mężczyzna został odkopany. Nastolatek pod tonami śniegu [YOUTUBE] [/YOUTUBE] W 2008 roku ofiarą lawiny padł z kolei Randall Stacy. 16-letni wówczas snowboardzista szusował w towarzystwie swojego trenera Iana Kirka i ratownika górskiego Alexa Hunta w Cerro Catedral w Argentynie, kiedy został zasypany przez zwały śniegu. Nastolatek został uratowany dzięki odpowiedniemu przygotowaniu. Zarówno on jak i jego towarzysze byli wyposażeni w czujniki i sondy lawinowe oraz w łopaty. Dzięki temu po ośmiu minutach Stacy'ego udało się namierzyć i odkopać. Fred Syversen: przypadkowy rekordzista...niesamowity filmik. [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=tkZ7Tyf7_YM&feature=player_embedded[/YOUTUBE] Norweski narciarz zapisał się w historii freeride'u za sprawą swojego wyczynu z 2007 roku. Podczas kręcenia w Alpach narciarskiego filmu ''Nuit de La Glisse'' Syversen przez pomyłkę nie pojechał zaplanowaną wcześniej trasą. Jadący z prędkością 80 km/h narciarz skoczył - a raczej spadł - z wysokości 107 metrów. Zanim do tego doszło zdążył jeszcze odbić w lewo. Ten manewr prawdopodobnie uratował mu życie, bo Syversen zamiast na skały spadł w gruby śnieg. - W powietrzu starałem się zachować pozycję tak długo, jak mogłem. Na szczęście udało mi się wylądować w pozycji poziomej. W plecaku, w pobliżu dolnej części pleców miałem metalową butelkę. Dlatego tuż przed lądowaniem przechyliłem się lekko na bok co prawdopodobnie uratowało mój kręgosłup przed złamaniem - tak Norweg opisywał swój wypadek. Wypadek, który przypadkiem okazał się nowym rekordem w narciarskim skoku z góry. Fred Syversen kontra lawina [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Syversen poza przypadkowym rekordem ma na koncie także bliskie spotkanie z lawiną. W 2007 roku został ''zdmuchnięty z powierzchni'' podczas szusowania poza trasami w Stryn. Już wtedy fortuna mu sprzyjała - sam wygrzebał się spod śniegu. W przeciwnym razie nie miałby szans na przeżycie, bo - jak widać na filmie - jego koledzy poszukiwali go w zupełnie innym miejscu. Źródło: http://narty.sport.pl3 punkty
-
3 punkty
-
IMHO mijasz się z prawdą, tak delikatnie ujmując. Wiesz co różni dziecko od dorosłego? Dziecko jest ciekawe wszystkiego, prawie wszystko co nowe, wesołe, związane z zabawą go raduje. W tym momencie oddaje się temu co go nakręciło, oddaje się w 100%. Po drugie dziecko nie zawsze jest świadome swoich wyborów. Dorośli są w większości świadomi i mają bardziej wyrobione zdanie na temat tego co sprawia im przyjemność. Zaręczam Ci, że wielu naprawdę dobrych, a nie doskonałych, narciarzy zjedzie nawet kilometr poza trasą bez większych problemów, ale nie czują szczęścia po takiej zabawie. Co wtedy? Zmuszać... bo teraz jazda poza trasami jest jedynie słuszna i na czasie? To samo tyczy się długości nart... Ty w większości podkreślasz jakieś skrajności o dorosłych na nartach dla dzieci. Czy to jest w/g Ciebie wykładnik złego doboru nart? Bo moim raczej skrajna głupota i nic więcej. Napiszę tak, ja od wielu lat preferuję pewien typ urody u kobiet mimo, że jako dojrzewający chłopiec zachwycałem się każdą ładną kobietą. Skoro wiem jakie kobiety mnie kręcą to zdania w tej kwestii nie zmienię choćby 100 innych chłopów wkładało mi do głowy, że inne są piękniejsze. Z jazdą na nartach jest dla mnie jak z obcowaniem z kobietą... było ich wiele (jak dla mnie), a nawet i teraz może być wiele , ale prawdziwą przyjemność obcowania mam tylko z jedną, no góra dwoma.2 punkty
-
2 punkty
-
Mitek, małe "ale", z poziomu widoku narciarza totalnie rekreacyjnie/niedzielnego. Trasy w Polsce rzadko bywają szerokie, równe jak stół, bez ludzi. To powoduje, ze taki jak ja, narciarz rekreacyjny ma krótką nartę o raczej małym promieniu. Po co i dlaczego? Jeżdżenie cały dzień na czymś o promieniu >16m, długości 170cm po prostu mnie męczyło. Nie mogłem sobie pozwolić na jazdę na krawędzi bo albo nie mieściłem się na trasie albo ludzie chieli mnie zabić, gdy jechałem dlugim skrętem w poprzek stoku. A zwykle nie tnę w dół tylko próbuję wykorzystać całą szrokość stoku. Stąd szybka decyzja o sprzedaniu narty crossowej w dł. 174cm i zakup maszynki o wymiarach +/- 124/74/108/164cm/r=12,9m.Te narty także sprzedałem i kupiłem RX Hot Fire... po dwóch dniach na polskich stokach miałem dość. Tylko w Austrii mogłem pojeździć na "pełnej k*wie", ale nogi wysiadały. Stąd znów powrót do wczesniejszej narty i... peeeeeełna ulga oraz przyjemność. Jesli mam ochotę pojeździć na dluższej narcie: jest zwykle marzec, pustki na stokach a ja spokojnie idę do wypożyczalni po jakąś gigantkę/crossa. Przećwiczone białkowo na sobie, oraz grupie znajomych "rekreantów". Do czego dążę: punkt widzenia zaawansowanych narciarzy -jacy w większości są na tym forum- zwykle nie jest równy punktowi widzenia narciarza niedzielnego.2 punkty
-
Cześć Niestety to bzdura Rossi. Co do dlugości nart to wzrost nie ma znaczenia tylko technika i upodobania. Zazwyczaj - zaznaczam - zazwyczaj bronią krótkiego doboru ludzie nie umiejący jeździć na niczym innym - to moje doświadczenie. KOlejne jest takie, że gdy nie ma irracjonalnego strachu przed długością narty (dzieci) dobór +5 a nawet +10 przy standardowym taliowaniu racecarvera (stare nazewnictwo ale wiesz o co chodzi) nie stanowi problemu nawet dla średno jeżdżących. Po co więc dobierac krótszą nartę. Koronny argument o : "Łatwiejszym manewrowaniu" - bzdura narty to nie poligon - jak dla mnie zero. Kolejny że w Polsce łątwiej na krótkich nartach - taka sama bzdura. Po co więć dobierać za krótkie narty??? Wypowiedzi na forach są takie, ze jak ktos wie o co chodzi to dobiera normalnie a reszta chce slalomkę albo 100 dla dziwczynki 9 lat i 120 wzrostu - chore. Pozdro Pozdro2 punkty
-
2 punkty
-
Krzesełko na Telegraf, noclegi na Stadionie Stok Telegraf w Kielcach zmieni się nie do poznania w przyszłym sezonie. Trasa zjazdowa będzie dwukrotnie szersza a narciarzy będzie woziła kolejka krzesełkowa. Z nowości na Stadionie ucieszą się przyjezdni goście, ponieważ powstaną miejsca noclegowe. Na przebudowę trasy na Telegrafie narciarze czekali od dawna. Miejscami ma ona zaledwie 20 metrów szerokości. To bardzo mało. Poszerzenie jej było niemożliwe bez zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W ubiegłym roku dokument powstał. Dopuszczono w nim wycięcie części drzew i poszerzenie zjazdu do 50-60 metrów. Pozwala on także na wymianie wyciągu na bardziej wydajny oraz budowę platformy widokowej na szczycie Telegrafu. - Jeszcze przed zakończeniem sezonu rozpoczęliśmy przygotowania do zmian na Telegrafie. Wystąpiliśmy o pozwolenia na budowę na postawienie nowego wyciągu. Będzie to kolejka krzesełkowa, czteroosobowa. Chcemy, aby jeździła cały rok. W lecie mogą z niej korzystać piesi i rowerzyści. Krzesełka zostaną wyposażone w uchwyty umożliwiające zamocowanie sprzętu – informuje Paweł Kozłowski, współwłaściciel wyciągów w Kielcach na Telegrafie i Stadionie. – Czekamy na oferty od producentów "krzesełek”. W przyszłym tygodniu wybierzemy najkorzystniejszą z nich. Producent potrzebuje kilka miesięcy na wykonanie urządzenia. Liczymy, że we wrześniu zostanie dostarczony. Potem potrzeba około miesiąca na zamontowanie go. Stary wyciąg zostanie zdemontowany, pochodzi z lat 70-tych i nadaje się do muzeum. Poszerzenie zjazdu wymaga zgody na wycięcie drzew. – Przygotowujemy wniosek o zgodę na wyłączeniu terenu z gospodarki leśnej. Ona umożliwi wycięcie drzew i poszerzenie zjazdu. To będzie jedyna kolejka krzesełkowa w naszym regionie. To mercedes wśród wyciągów. Mamy nadzieję, że podniesie ona atrakcyjność Telegrafu a stok będzie atrakcją przez cały rok. Poszerzenie zjazdu poprawi bezpieczeństwo narciarzy i sprawi, że będzie on bardziej przyjazny dla osób słabiej jeżdżących. – informuje Paweł Kozłowski Dodaje, że inwestycja będzie bardzo kosztowna, za równo postawienie kolejki krzesełkowej jak i wycięcie drzew, za co trzeba wnieść wysoką opłatę. W tym roku nie planujemy budowy platformy widokowej, zrobimy ją w późniejszym terminie. Może za rok się uda - mówi. Na Stadionie tak dużych zmian nie będzie. – Na maj planujemy otwarcie drugiej kondygnacji nowego budynku stojącego przy stoku. Tam powstaje część hotelowa, będzie więc możliwość przenocowania blisko wyciągu – informuje Pawel Kozłowski. – Na stoku posiejemy trawę. W ubiegłym roku przed sezonem trasa była wyrównana, ale na uzupełnienie darni zabrakło czasu. W maju zostanie otwarte boisko wielofunkcyjne, w miejscu sztucznego lodowiska. – Lód już topnieje, zostało ze dwa centymetry. W przyszłym tygodniu będzie można wejść i przygotować teren do rozłożenia sztucznej murawy. Boisko będzie można wykorzystać do gry w piłkę ręczną i nożną, siatkówkę, czy w tenisa. Jesienią ponownie uruchomimy sztuczne lodowisko. Nowe wyciągi i armatki Na stoku narciarskim w Bodzentynie przybędzie wyciąg i armatki do naśnieżania. W Tumlinie plany rozwoju są, ale właściciel jeszcze nie wie, czy w tym roku je zrealizuje. W Bałtowie i Niestachowie będą tylko zmiany kosmetyczne. W Tumlinie właściciel ma plany rozwoju ośrodka, ale jeszcze nie podjął decyzji, czy wszystkie zrealizuje je w tym roku. – Na pewno dokupię kilka armatek, aby trasę dało się jeszcze szybciej naśnieżyć. Natomiast pozostałe zamierzenia są jeszcze pod znakiem zapytania. Biorę pod uwagę kupienie jeszcze jednego wyciągu oraz rozbudowanie restauracji, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu na decyzje. Na razie odpoczywam po wyczerpującym sezonie. Był on dobry, ale ciężki, ponieważ trasę trzeba było przygotować dwa razy od początku z powodu długiej odwilży w styczniu – informuje Andrzej Rogowski, właściciel stoku w Tumlinie. W Bodzentnie na pewno pojawi się nowy wyciąg. – Był już kupiony w ubiegłym roku, ale nie zdążyliśmy go zamontować przed ostatnim sezonem. Jest to orczyk dwuosobowy, stanie pod drugiej stronie trasy. Stary wyciąg także pozostanie. Planujemy poszerzyć zjazd. Poprawimy jakość naśnieżania. To przede wszystkim jest ważne dla nas, ale i dla narciarzy. Już powiększyliśmy zbiornik na wodę. Dokupimy armaty do produkcji śniegu. Dzięki temu stok będzie można szybciej pokryć śniegiem i przy wyższej temperaturze niż było to obecnie – zapewnia Zdzisław Maniara, współwłaściciel ośrodka „Baba Jaga” w Bodzentynie. W Szwajcarii Bałtowskiej żadne inwestycje nie są zaplanowane, podobnie w ośrodku Niestachowie. – Nie myślimy o inwestycjach w tym roku, nie ma takiej potrzeby. Zmiany będą kosmetyczne – informuje Agnieszka Dyk, współwłaścicielka Ośrodka Narciarskiego w Niestachowie. Źródło: Echo Dnia. ------------------------------------------------------------------------------------------------- Zmiany bardzo cieszą Szczególnie poczwórna kanapa na Telegrafie oraz poszerzenie Stoku :D1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć O ile dobrze pamietam to Ty jesteś autorem tego nadzwyczaj trafnego okreslenia. Pozdro1 punkt
-
Ok Mitku, winienem napisać "pługiem" w cudzysłowie. Tak jak już z Darkiem kiedyś dyskutowaliśmy, że każdy powinien wrócić możliwie szybko do pługu i zobaczyć czy przypadkiem gdzieś na kolejnych szczeblach swojego narciarskiego pięcia się w górę nie zatracił choćby prawidłowej pozycji płużnej. Podobno mimo wielu sezonów na nartach nigdy nie zapomina się tej właśnie techniki przydatnej nie tylko w kolejce na kanapę czy orczyk.1 punkt
-
Cześć Wybór sposobu realizacji pasji to juz rzecz potomna. Mnie chodzi o narciarstwo jako całość. Pług to bardzo wymagająca i trudna technicznie ewolucja. Sztuka jest jeździć pługiem bez zmęczenia. Mam nadzieję Michał, że to było tylko takie zabawna porównanie bo mam taką własną klasyfikację i jak ktoś lekceważy pług to jest w niej bardzo nisko a przyjemność wymiany poglądów świadczy o czym innym. Cieszę się. Jeżeli Moje zamierzenia uda się zrealizowac to oczywiście będę na skionline publikował zaproszenia. Pozdro1 punkt
-
1 punkt
-
Bode...dopełnię Twoją wypowiedź... ...wypowiedź pełną emocji, które są mi bliskie.... wierszem... OSTATNIE GÓRSKIE WOŁANIE stok stromo opada w dół zbocza przyzywa i kusi tak bielą śnieg zryty deskami narciarzy dla których strach wciąż niewiedzą na czubki nart tylko patrzę niech mgła zabierze krajobraz kolana drżą niewyraźnie gdy w dno przepaści spoglądam zostanę tu może na zawsze kamieniem przyrosnę do ściany lawina odkryje mnie wiosną lecz wtedy będę już martwy więc może lepiej na ślepo szybko pokonać ten etap do przodu w ogóle nie patrzeć jak częsty życia dylemat autor: Akaheoria1 punkt
-
Tylko w 50% reszta to rzecz gustu. No przecież często kierujemy się własnym widzimisię i gustem wybierając np. głównie jazdę poza trasami. Po drugie w miłości też trzeba mieć, cierpliwość, finezję, technikę i kondycję. Bierność to jak jazda pługiem... To bardzo dobrze. Ja jestem taki sam. Na 100% muszę poprawić pracę rąk i do upadłego będę nad tym pracował. Nie chcę się wypowiadać, co do jazdy na tyczkach bo byłem tylko na kilku zawodach dla amatorów i mimo nawet, nawet przyzwoitych miejsc uważam, że jestem leszcz w barszczu. Reasumując, jazda na długich nartach (najdłuższe to GSy 185cm) nie sprawia mi żadnego kłopotu, technikę dostosowuję do warunków i sytuacji na stoku... a jednak jestem "nieświadomy" z moimi niedługimi dechami i chyba pozostanę w tej błogiej nieświadomości.1 punkt
-
Rossi...mocny masz ten koniec Sezonu - nie ma co pozazdrościć tylko Moje, świętokrzyskie okolice już dawno niestety "pozamiatane"...w zeszłym roku było zupełnie inaczej Dzięki za codzienne Relacje1 punkt
-
Witam! A to patrzyłeś? http://www.snowtrex.pl/ no i jeszcze to: http://pl.bergfex.com/mayrhofen/ Ja osobiście byłem tu: http://www.gasthof-waldheim.at/ tylko to z śniadaniem lub hp. Mam nadzieję że od kogoś nie dostanę po łbie?:confused:1 punkt
-
BTW ciekawe info można znaleźć na stronie Elana, mówiące że podczas wizyty w Słowenii Putina, otrzymał on od premiera tamtejszego rządu w prezencie narty Elan Amphibio ze swoim nazwiskiem na nich. Ciekawa inicjatywa, widać że Słoweńcy są dumni ze swojej marki narodowej jaką niewątpliwie jest Elan.1 punkt
-
Tu nie masz racji i błędnie zakładasz, że w Elanie jest reverse camber, bo go po prostu tam nie ma.1 punkt
-
No to abyś miał "satysfakcję, ze znalezienia cho jednego proszę http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=697&catid=member&imageuser=6002 a obok kilka jeszcze z tym samym zestawem, narciarz 173, narta 174; niby jeden centymetr, ale zawsze........ Zdjęcia z przed 3 lat około. Dzisiaj od ponad miesiąca drugi raz założyłem krótka nartę na 2 godz, po narcie długiej, która była na nogach od 8 rano. W trakcie tego "ponad miesiąca" długą miałem na nogach około 10 razy. Aktualnie długa narta 185, wzrost bez zmian. Statystyk tym nie poprawię, ale zawsze Kolega jeździ "prawie zawsze" na dłużej narcie, w jego przypadku wzrost około 185, narta 180 (krótsza, ale nie krótka). Drugi kolega ma Rosi 8x i 8s, w zasadzie prawie zawsze zaczyna i jeździ od 8x, Narta równa wzrostowi. Ich zdjęć tutaj nie ma.1 punkt
-
Bacledova Ski Wciąż świetne warunki. Ludzi mało. Moja relacja http://www.skionline.pl/pogoda/?co=pogoda&id_miejscowosci=373 Ogłoszenie na FB, że 25-27 i 2,3 jeszcze jeżdżą i koniec sezonu.1 punkt
-
Ja tam myślę, że nic nie trzeba. Zapamiętamy Adama na zawsze, za to wszystko co uczynił i ile radości sprawiał nam przez te wszystkie lata nie widzę więc potrzeby by jego imieniem nazywać szkoły, stawiać pomniki, bądź ustanawiać go honorowym obywatelem miasta w którym się wychował.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Salomon np. w swoich tabelach doboru nart nie bierze pod uwagę wzrostu narciarza, istotna jest waga. http://www.salomoncertification.com/download.jsp . Tabela jest w pierwszym linku na stronie 39.1 punkt
-
Witam! Chłopaki, możemy tak sobie roztrzygać do ......Przypomina mi to spór o wyższości świąt jednych nad drugimi. A może tak prosto. Każdy jeździ na tym co mu pasuje, jest wygodne i panuje nad tym oraz przede wszystkim sprawia przyjemność.1 punkt
-
Do tego zmierzam, rozmiar to nie wszystko - również w tym temacie. Mi się jeździło na przykrótkim crossie znakomicie, dużo lepiej niż na slalomce, był dużo skuteczniejszy i pewny, bardzo szybki i ekonomiczny. Bewnie na dłuższym byłoby podobnie a nawet lepiej, tylko jakbym brał dłuższego to miałbym narty podobne do moich dłuższych allmountainów, a takie nieco krótsze to nadaja sie do takiej zabawy na stoku, różnego brykania, krótkiego kręcenia i innychj może mniej ważnych narciarsko czynności sprawiających przyjemność bo nie zawsze idzie tylko o tzw "sprawy fundamentalne" i będące poza dyskusją. Ale mam tez z wyjazdy wekendowego przykład w druga stronę. Kolega, który był ze mną- poziom średniozaawansowany co najwyżej - został przez sprzedawcę (doradcę?) skrzywdzony Volklem Racetigerem SC 158 cm, (wzrost 170). Jeździł na tym kiepsko, wolno, mało skutecznie, niepewnie, szybko sie męczył, pierwszy dzień dwie niezłe gleby zaliczone. Przestawiłem go na te crossy 168, narty dosytć twarde raczej dla zaawansowanych no i dla niego już długie. Od strzału jeździł na nich o 20-30 % lepiej na oko a i tyleż szybciej (tu pomiar GPS), facet mniej się męczył i wszystkie wskazówki na temat techniki jazdy przechodziły od razu w czyn, przez dwa dni zrobił bardzo duży postęp, przypuszczam,że większy niż przez sezon na tych SC, to był po prostu dla mnie jaskrawy przykład bezsensowego dobierania osobie średnio czy słabo jeżdżącej nart SC - zjawisko tak powszechne, że aż do bólu. Ludzie sobie na tych nartach nie radzą a postępy robią w tempie beznadziejnym i okraszone to jest całą masą błędów i wypatrzeń. Dodam, że kolega mój także przejechał się na moich 175 cm, co już się nie mieściło w jego światopoglądzie i bronił się przed tym werbalnie - zjechał długą, czerwoną traskę bez problemui na oko jego jazda nie wyglądała gorzej niż na krótszym sprzęcie, nie potrzebował też do jazdy na tak długich deskach szerokości i hektarów- a jeździ co najwyżej średnio technicznie.1 punkt
-
Oprócz długości narty jest jeszcze ważny jej rodzaj i właściwości. Wiele jest opini, że narta slalomowa (czy SC) jest dobra na polskie stoki bo mniejszy promień skrętu, bezpieczniej itd. Śmiem twierdzić, ze to nie jest prawda i opinia opatrzna. Ja sie lepiej czuję w tych warunkach na nartach 175 cm/17m niż na slalomce i wiem, że szybciej na nich skręcę, zwolnię, zmienię kierunek, po prostu te narty momentalnie przejdą w ześlizg na każdej nawierzchni i na każdym rodzaju śniegu, są nienerwowe przy zmianie techniki jazdy i dużo bardziej tolerancyjne przy różnych wymuszonych zachowaniach. Bez problemu na takich nartach jeżdżę krótkim skrętem, pojadę szybko po śladzie osoby jadącej na slalomce czy innej krótkiej narcie. Jeździłem teraz w Alpach na trzech nartach - slalomka komórka 165, cross 168 i allmountain 175, przepinałem je nawet po kilka razy dziennie, porównywałem sobie jazdę, szybkość (GPS) i pewnośc prowadzenia i najlepiej, najszybciej i najpewniej (twardo było) jeździło mi się na nieco przykrótkim crossie, którego sobie wymyśliłem jako "para-slalomkę" do jazdy dowolnej-całodniowej. Slalomka komórka fajna ale ma tak wiele ograniczń i do tego jest tak męcząca, że szybko doszedłem do wniosku, że po co się umartwiać kiedy jestem Cieńki Bolek, zaraz bolą nogi i kolana a jazda po bardzo stromych, killerskich trasach na slalomce jest po prostu taka sobie. A ja lubie od odpalenia wyciągów do zamkniecia z króciutką przerwą na piwko i kanapkę, całodniowo, transowo i po najtrudniejszych trasach dostępnych.1 punkt
-
Tez sie z tym nie zgodzę. Na alpejskich stokach trasy czarne należą do najbardziej pustych. Bardzo często gdy niebieskie sa skatowane czarne cały czas są w idealnym stanie.1 punkt
-
1 punkt
-
Hej, Napisałem o tych nartach, to co czułem podczas jazdy. Były to bardzo dobre wrażenia. Narty mają i rocker i camber, co procentuje podczas skrętu, zarówno na twardym, jak i rozjeżdżonym stoku. Szczególnie dobrze jechały szerokie i długie.1 punkt
-
1 punkt
-
Sezon 2011 powoli pora zaczynać... ...na początek może lekki Spinning nad Radomką? Byle by troszkę słoneczka się pokazało. Johnny, Ty już w tym roku coś połapałeś? Wyszperałem ciekawy artykulik o "Trudnym przedwiośniu" wędkarskim... Trudne przedwiośnie To owady i dodatnia temperatura wybudzają ryby z zimowego bezruchu. Masowe lęgnięcie (rojenie się) muszek budzi apetyt u ryb. Często obserwuję to w dni wilgotne i z dodatnią temperaturą. Dla wędkarza przedwiośnie to właściwy czas na przywitanie się z rzeką. Zima pozostawia ślady również na dnie rzeki i na jej brzegach – są zmienione: tu zniknęły dołki, a tam powstały wyrwy, rynny, przemiały. Wędkarz powinien jak najszybciej udać się nad rzekę i uważnie obejrzeć swój ukochany odcinek, bowiem trzeba nauczyć się go na nowo. Musi zrobić to nie tylko wędkarz, ale również ryby. Z zimowego spowolnienia ryby są wybudzane nie tylko przez podnoszącą się temperaturę wody, pomaga jej w tym lęgnięcie (rójka) się owadów. Najczęściej obserwuję to w dniu, w którym temperatura jest dodatnia. A tych ostatnio nam nie brakuje. Owady są łatwe do pochwycenia przez rybę, to polowanie nie wymaga od niej wysiłku i szybkich ruchów, a każdy połknięty owad stymuluje procesy trawienne i sukcesywnie czyni rybę chętną do połknięcia naszej, spiningowej przynęty. Jak widać, powodów do wyjścia na spiningowanie nie brakuje. Zachęcam Was do zapolowania na klenie i jazie. Klenie i jazie Te ryby często wspólnie przemierzają żerowiska, bytują obok siebie. Nierzadko jaź jest znacznie silniejszy na wędce niż kleń. Dopiero wiosną szala przeważa w kierunku klenia. Łowić je można w najróżniejszych miejscach, jednak strategię narzuca wielkość użytej przynęty. Na przedwiośniu preferuję malutką przynętę, która rybie może kojarzyć się z owadem. Wobler o długości 2-3 cm i obrotówka nr 00 daleko nie polecą, ani nie przebiją się przez warstwę podpowierzchniowej wody. Z tego względu do łowienia najlepiej wybrać wolną i płytką płań, spokojną zatokę, niegłęboki napływ, boczny niegłęboki nurt z wyraźnym spowolnieniem. Najczęściej obserwuję to w kamienistych rzekach, ale nawet wiślane ryby chętniej przebywają na odcinku upstrzonym dużymi kamieniami. Nierzadko są to głazowiska. Gdy główna rzeka zbyt wysoko podniesie swój stan, lepiej nam będzie wędkować w dopływie. Nie musi być duży, niekiedy ładne ryby dostawałem w potoku, który potrafiłem przeskoczyć z marszu. Tutaj jednakże stoi przed wędkarzem olbrzymie wyzwanie techniczne, a nie każdy z nas potrafi precyzyjnie operować malutką przynętą w bardzo wąskim i nierzadko zakrzaczonym łowisku. Ryby trzymają się stadnie, więc jest szansa złowienia kilku ryb po namierzeniu tego stadka. Jeśli po złowieniu ryby reszta odpłynie, to można wrócić tutaj w następnym dniu – ryby zapewne już tu będą. Przynęty i prowadzenie Moje ulubione przynęty to tyci woblerek, o długości 2-3 cm, w wersji pływającej i tonącej. Arsenał uzupełniają obrotówki nr 00 i 1, twisterki o długości 15-25 mm oraz chwosty, które doczepiam do woblerka lub obrotówki. Chwost ratuje sytuację podczas bardzo słabego żerowania ryb. Niektóre obrotówki łączę z kotwicą kółkiem łącznikowym, dzięki temu rozwiązaniu wiele zyskuję. Najczęściej przynęty są ubarwione kolorami: biel, żółć, czerń, brąz, czerwień, perła, wysycona zieleń. Z reguły dominuje czerń, biel, perła, a pozostałe kolory są dodatkowymi. Przynętę prowadzę w strefie przebywania ryb lub w zasięgu ich wzroku. Staram się nie rzucać przynęty na ich głowy, bo w tej porze roku tak podana przynęta płoszy ryby. Prowadzę wolno, z częstymi przystankami – proszę pamiętać, że woda jest zbyt zimna do pościgu ryby za przynętą. Klenie często atakują z krótkiego doskoku. Podsumowując sposób prowadzenia: nigdy nie jest za wolno! Gdy wszystkie sposoby zawodzą i ryby wciąż nie atakują przynęty, to proszę położyć ją na dnie i poderwać do prowadzenia dopiero po minucie lub półtorej. Źródło: Wędkarstwo, Waldemar Ptak ------------------------------------------------------------------------------------------------ Jak aura będzie sprzyjać to zapoluję na Klenia i Jazia - zobaczymy, co z tego wyniknie?1 punkt
-
1 punkt
-
Mariusz, I dobrze, że piszesz. Wyjaśnię od razu, a może przytoczę to, co napisałem w pierwszym poście - W imieniu organizatorów WorldSkitest 2011 oraz Redakcji skionline.pl oficjalnie zapraszam, na jeden z największych testów nart na świecie, Rafała (Bończa) i Sławka (SB). Wyjazd na test, to nie nagroda, ani wynik jakiegoś wyliczenia stosunku postów/do ich jakości/stażu na forum. Na test, Rafał i Sławek zostali zaproszeni przeze mnie! To ja osobiście zdecydowałem, że to właśnie oni pojadą, m.in. dlatego, że miałem okazję poznać ich osobiście. Dodam jeszcze, że na test zaproszone zostały też inne osoby, zresztą nie po raz pierwszy, które nigdy nie napisały ani jednego słowa na forum. Oczywiście masz prawo do swojego zdania. Szanując je, odpisuję Ci, ale proszę uszanuj moje i moja decyzję. Chciałbym w przyszłości mieć możliwość zapraszania, wyłaniania... itd osób z forum, które mogłyby uczestniczyć w teście. Może kiedyś tak się stanie? Przecież Rafał i Sławek jadą jako pierwsi forumowicze, dopiero po 10. latach mojego udziału w teście. Na koniec chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na bardzo, bardzo ważną sprawę, o której nie będę się rozpisywał. Test to nie jest impreza charytatywna. Ja za to płacę z własnej kieszeni. I na koniec jeszcze jedno. Liczę na to, że udział Sławka i Rafała będzie okazją do wymiany zdań, opinii dotyczących testu oraz testowanych nart. A na tym mi bardzo zależy.1 punkt
-
Oczywiście że w Polsce większosc jeździ na nartach krótkich. Długie narty w Polsce to równe wzrostowi narciarza. Oczywiscie większosc narciarzy w alpy zabiera takie same dechy:) i tyle w temacie:)1 punkt







