Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. Dumpling Zębowa Wróżka

    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 900


  3. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      16 751


  4. jarek

    jarek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      2 060


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 30.03.2011 uwzględniając wszystkie działy

  1. My tez mamy swoje zdjęcia
    7 punktów
  2. Masz rację... ...chodź posiadając dzisiejszy sprzęt - z pewnością byłoby im łatwiej, ryzyko tych "Socjalistycznych" wypraw z pewnością byłoby mniejsze. W każdym bądź razie Ludzie tamtych czasów, Ludzie Gór to dla mnie Wielcy Romantycy, Zdobywcy...Optymiści (czasami niestety niepoprawni), Ludzie Wielkiego Serca nie tylko dla Przyrody, ale również dla otaczającego ich Świata.
    3 punkty
  3. Nio to w końcu znalazłam chwilkę na napisanie relacji z zawodów w Spindlerowym Młynie Nie będę zachwalać zakwaterowania jak w przypadku Katschbergu bo w Spindlerowym było fatalnie. Hotel niby 3 gwiazdkowy ale po spacerze po miasteczku stwierdzam, że Czesi mają inny standard. Wszystkie hotele 3 gwiazdkowe wygladały tak jak nasz - buda z dykty. Ale ciepła woda była, łóżko było więc nie narzekam:rolleyes: Ale spodziewałam się czegoś innego. Samo miasteczko jest bardzo przytulne i klimatyczne. Jeśli ktoś liczy na fajne pamiątki z napisem "Spindleruv Mlyn" to niech lepiej weźmie kawałek drewna i sam sobie coś wystruga. Albo idzie do spożywczego i kupi piwo, czekoladę stydencką i Lentilky albo nalewkę Zawody były zorganizowane super. Mam porównanie do imprezy w Kitzbuehel i stwierdzam że tu mi się bardziej podobało. Przede wszystkim był mniejszy tłum ludzi, no ale Kitz to gigantyczna impreza. Poza tym w Spindlerowym był bezpośredni kontakt z zawodniczkami. Bez żadnego kłopotu i problemu zdobyłam autografy i fotki ze wszystkimi zawodniczkami z którymi chciałam je mieć. Wystarczyło je tylko rozpoznać i zagadac do nich, a jak były obładowane swoim sprzętem to wystarczyło im potrzymać narty żeby mogły złożyć autograf na koszulce (na mojej są podpisy zawodniczek ze Spindlerowego i zawodników z Kitz z zeszłego roku - na samym środku na czerwono Aksel Lund Svindal a obok Niego na niebiesko Didier Cuche) Na samym dole koszulki jest Kasia Karasińska. Zawodniczki też chyba czuły się tam na luzie bo chodziły bez obstawy (nie to co w Kitzbuehel). W galerii zamieściłam zdjęcia z zawodów oraz zdjęcia z zawodniczkami http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=5419&catid=member&imageuser=6525 A poniżej na zachętę kilka fotek: Pączuś: Kaśka: Tina: Maryśka: Lindsey-Panda, która miała śliwkę pod okiem po zderzeniu z tyczką podczas treningu do slalomu: A tu filmik z treningu: vtAuNpBR_vs
    3 punkty
  4. No i czołowa Czwórka... Lhotse 8516m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Kanczendzonga 8598m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] K2 8611m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Mount Everest 8848m (na nartach z Góry Gór) [YOUTUBE] [/YOUTUBE] To tak w telegraficznym skrócie...
    2 punkty
  5. Cześć,właśnie wróciłem z trzydniowego pobytu na Chopoku:D Chodzą 4 wyciągi Zahradky-Rovna Hola,tutaj czynne obie trasy:FIS i Turystyczna.Drugi Zahradky-Priehyba,czynne obie trasy czerwone.Trzecia Biela Put-Lukova,tutaj najlepsza jazda,na czarnej twardo do popołudnia:D.czwarta;nowa gondola Otupne;płasko i miękko:(,dużo snowbordzistów. Temperatury robą swoje,w miarę twardo wszędzie jest do 10-11 później już tyko dobra jazda na 1 i 7 z Lukowej,i częściowo na Fisowskiej.Ludzi mało.Do łykendu powinno się utrzymać.Ja wybieram się do Strbskiego,chyba już ostatni raz na narty w Tatry, w tym roku. Cza uważać na policję,przy wyjeździe z Liptowskiego w kierunku Tatralandi ustawili białego opla po prawej stronie na parkingu pod kościołem z fotoradarem,a policmajstry stali kilometr dalej i kasowali dosłownie wszystkich.Ja miałem 51 km/h,dazwolone 40km/h - 30E pokuty:mad: pozdrawiam A tak było trzy tygodnie temu https://picasaweb.google.com/101724630203270906131/Chopok?feat=directlink#
    2 punkty
  6. relacja Białka Tatrzańska:)) no to słuchajcie teraz i ja relacje przekaże:) dzisiaj 02.00 w samochód i po 8 rano jesteśmy w Białce,Kotelnica pokoik zostawić rzeczy przebrać się i heja na stok!!w nocy był lekki mrozek więc śnieg był fajny lekko zmrożony i do 12 naprawde można było fajnie pojeździć później niestety słońce trochę zwodniło:) śnieg ale i tak śmigaliśmy:)później 2 godzinki przerwy i wieczorkiem jeszcze do 18 chwile polatać:)stok nr 10 i 11 jest do 20 otwarty.jutro jeszcze ma być podobna pogoda więc pewnie napewno po smigamy piątek zobaczymy....bede pisał a może komuś to pomoże:) pozdro
    2 punkty
  7. Witam Was wszystkich w imieniu wszystkich Bardzo się cieszymy, że się interesujecie naszymi tu przeżyciami. Nie ma kiedy coś skrobnac. Powiem ze po dwóch dniach jesteśmy zachwyceni organizacją,porządkiem, no i samą jazdą testową. Wiele wrażeń trudno szybko opisać. Jak trochę tlenu złapie to dopisze relacje. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie .
    2 punkty
  8. Mitku ale nie każdy musi widzieć że można pozatrasą jechać na slalomce, choć lepiej na alllmoutainie prawda??? Z narciarstwem alpejskim tak jest że można używać sprzętu o rożnym teoretycznie przeznaczeniu do innych niż dedykowane miejsc i technik. Ale już z rowerami tak nie jest np. zjazd szosowym rowerem w teren jest praktycznie niemożliwy i dlatego ludzie mogą też myslec tak o nartach pozatym lepiej jeździc na dobrze dobranym sprzecie:) zawsze to przyjemniej i bezpieczniej:) Pozdrawiam
    2 punkty
  9. Aha, spojrzałam na wątek o Kitzbuehel i pamiętam że pisałam parę słów o różnych zawodnikach. Tu w zasadzie żadna zawodniczka nie zrobiła na mnie jakiegoś super wrażenia, owszem dawały autografy, można było fotkę sobie zrobić bez problemu ale gadatliwe raczej nie były. Oprócz Denise Karbon:D Może przez fakt, że tego dnia zajęła drugie miejsce w gigancie czyli stanęła na podium, co było dla niej nieosiągalne od dłuższego czasu... Była przesympatyczna. Jak się podpisywała na koszulce to zapadła taka krępująca cisza więc zagadałam, że miesiąc wcześniej byliśmy w Val Gardena i zahaczyliśmy o Jej rodzinną miejscowość Castelrotto... Nio i zaczęła się dopytywać jak się nam podobało, które stoki najbardziej, jaka pogoda, że to jej rodzinna miejscowość, że lubi tam jeździć itp. Bardzo sympatyczna i otwarta dziewczyna:) Z kolei Lindsey mnie ujęła dobrocią dla dzieci. Podbiegło do Niej kilkoro szkrabów, takich z przedszkola/podstawówki, więc Lindsey dała każdemu kartkę z autografem...Czaderskie miała te kartki - pamiętacie kiedyś były takie linijki które w zależności od kąta patrzenia zmieniały obrazki:) To właśnie takie kartki rozdawała Lindsey...nio i dla jednego dziecka zabrakło kartek i zrobiło minę jakby się miało zaraz popłakać więc Lindsey kucneła przy dziecku, objeła je i powiedziała że nie ma więcej ale jutro bedzie miała i jak chłopczyk jutro do niej podejdzie to na pewno mu da kartkę z autografem
    2 punkty
  10. ... pokazuje filmik do dyskusji. Co mi sie nie podoba to sztywna zbyt prosta gora i odkrecanie bioder (czyli brak prostopadlosci w skrecie) no i w konsekwencji nierownolegle podudzia czyli A-frame. [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
    2 punkty
  11. Czuję potrzebę oddać sprawiedliwość tej stacji. Wiosna w pełnym rozkwicie, a tam nie dość, że stacja działa, to jeszcze z rana są doskonałe warunki. Oczywiście, ok. 11 robi się miękko, ale od początku (czyli 9) można się zdrowo wyjeździć , a później jazda w miękkim cukrze też jest rzeczą pożyteczną . Do tej pory jest możliwy krótki wyskok szkoleniowy z KRK, chwała im za to! No, i niemal pusto, a nieliczni jeżdżący to doborowe towarzystwo. Wcześniej nie przepadałam za tym miejscem, zniechęcała mnie konieczność zostawienia auta na dole i czekania na busa, teraz wolno już dojechać do parkingu przy samej stacji.
    1 punkt
  12. Dopiero teraz zobaczyłem co to za kawałek, bo mi coś youtuba tnie na forum:). Z Hunterem to jest tak, że lata między ziemią a niebem:rolleyes: ocierając się o kicz, a w tym kawałku akurat w niego trafił. Choć szczerze to lubię go czasem posłuchać. Podobnie jest niestety z: Hołdysem [YOUTUBE]5XXQT8Tlfkw[/YOUTUBE] i Comą. Tej całe szczęście, się to rzadziej zdarza, szczególnie w nowszych produkcjach. Fajne, choć chyba trochę "przeaktorzone" wykonanie kawałka Waitsa w ich wydaniu. [YOUTUBE]XraSkDFMSNc[/YOUTUBE]
    1 punkt
  13. A ja czasem lubię posłuchać naprawdę ostrego kieleckiego hard cora SCYZORY TO MY!!!!!!!!!!!!!
    1 punkt
  14. Marboru - pozdrów żonę:D
    1 punkt
  15. Tak,ale w końcowce trasy:p,Niko może ma rację w swoich uwagach,ale to nie zmienia faktu,że jest to najbardziej zaawansowana jazda przedstawiona w tym wątku:rolleyes:
    1 punkt
  16. Mitku sprzęt jest bardzo ważny...nastąpił olbrzymi postęp - to jest niepodważalne. Szczególnie jeśli chodzi o ciuchy - buty, rękawice, spodnie, kurtki, ale również namioty, butle tlenowe, sprzęt chociażby do podgrzewania wody...wymieniać można by długo...i nie chodzi tu tylko o wyposażenie wspinaczkowe ...bardzo wiele wypraw w Himalaje z czasów PRLu niestety kończyło się dużymi odmrożeniami...w dzisiejszych czasach z pewnością Ci Ludzie mogliby wielu odmrożeń właśnie uniknąć. Komunikacja w chwili obecnej również jest dużo, dużo sprawniejsza - telefony satelitarne itd...w chwilach zagrożenia - to sprawa kluczowa... ...gdyby Wanda Rutkiewicz miała np taki telefon - być może została by uratowana... ? Filmik o Polskiej Królowej Himalajów: [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=-HGkRfeNwuc&feature=related[/YOUTUBE] [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=_JIr0ZUkUdM&feature=fvwrel[/YOUTUBE]
    1 punkt
  17. Dziś,korzystając z pięknej aury,rozpocząłem sezon wędkarski na Wiśle.Taki delikatny spining po pracy. Efekty?Bez mydła się nie obeszło. Tak wyglądają początki:
    1 punkt
  18. Z tego co zrozumiałam to każdy przyjeżdża na swoich nartach i pierwszy zjazd jest na swoich nartach. Potem przechodzą do testowania innych i tamte są juz zaklejone. Ale wszystko się wyjaśni jak chłopaki coś napiszą
    1 punkt
  19. Wiosna przyszła więc jestem jakaś niekumata:) Lindsey, Susane Riesch i Sandrin Aubert też małe nie są
    1 punkt
  20. ... dla mnie spraw fizycznych od psychicznych w tym temacie nie do konca da sie rozdzielic, zasadniczo fizycznie (poza malymi mankamentami) jestem sprawny ale stosuje znana zasade "ograniczonego zaufania" do moich srubek i tak juz niech zostanie (langsam aber sicher).
    1 punkt
  21. ... w tym roku bylem raz w Istebnej na komercyjnym treningu, ustawiają slalom i gigant, do wyboru, jazda od 8:30 do 10:30 czy jakos tak, jak 10 razy zjedziesz giganta to i tak masz juz dosc, ludzi rano jest malo. ... z tego co wiem to jestesmy rowiesnikami wiec wstyd to juz chyba nie w naszej kategorii, trzeba sie cieszyc ze sie ciagle aktywnie jezdzi ... i kontuzje nie daja rady nas wyeliminowac z gry
    1 punkt
  22. Fakt Oto fotki z wczorajszej wieczornej imprezy:) http://www.facebook.com/pages/Worldskitest/189338904425338#!/photo.php?fbid=209641729061722&set=pu.189338904425338&theater W prawym rogu siedzi nasza paczka: Agnes, Bończa i SB Tu cała paczka: http://www.facebook.com/pages/Worldskitest/189338904425338#!/photo.php?fbid=209641699061725&set=pu.189338904425338&theater
    1 punkt
  23. Oczywiscie liczylem na Ciebie Niko. ... wszystko sie zgadza poza przygarbieniem, to akurat uwazam ze jest OK, znaczy jezdzenie z garbem jest OK a ja wlasciwie tego garba nie mam. ... troche na swoja obrone powien ze mam sruby w miednicy po wypadku na nartach i kazdy taki przejazd to dla mnie trauma wiec ta sztywnosc troche z tego sie bierze ... tak jest. Gigant jest ustawiony OK, jade na serwisowej gigantce 185cm, jak widac nie mam problemow zeby sie zmiescic. Dodam ze film jest krecony ze znacznej odleglosci wiec nie ma dobrej perspektywy. ... w tym temacie chyba ciagle nie do konca sie rozumiemy ale nie rozwijam ... ... jak widzisz moje obserwacje sa bardzo podobne
    1 punkt
  24. pierwsze kilkadzięsiąt fotek można już zobaczyć na profilu WorldSkiTest na Facebook'u
    1 punkt
  25. Jarku - piękny tor jazdy, fajny rytm no i przedewszystkim jest tempo i brak zbędnych ozdobników czy zakłuceń. Kwestie estetyczne jak dla mnie drugoplanowe.
    1 punkt
  26. Mi przede wszystkim filmik podoba się z punktu widzenia toru jazdy (o technice nie mam co gadać bo też bym tak chciał, no może z mniejszą kontrą) tzn. maksymalne zejście w dół w skręcie tuż przy bramce i wykończenie skrętu zaraz z nią.
    1 punkt
  27. Bardzo konkretna jazda. Ale jak sam widzisz w bramkach niestety kontrrotacja wychodzi sama z siebie nawet u Ciebie tak zagorzałego przeciwnika tego układu. Ponadto moje wrażenie jest takie, że w prawym skręcie bardziej tą kontrę akcentujesz z równoczesnym większym złamaniem sylwetki w biodrach. Ale to może być spowodowane jakimś lekkim nachyleniem stoku. Na filmie trudno to wychwycić. Nie mniej jednak dajesz po garach:D Pozdrawiam.
    1 punkt
  28. Cześć Jaka szkoda Mariusz. Oni je zdobywali a my możemy sobie tylko popatrzyć. Zastanów sie spokojnie kto ....... ma/mial lepiej? Pozdro
    1 punkt
  29. Sporo ostatnio na Forum wklejałem artykułów dotyczących czegoś naj... Pora coś napisać, poskładać od siebie. W tym poście chciałbym wszystkim pokazać na filmikach z You Tube najwyższe Góry Świata, czyli 14 Ośmiotysięczników. To, że są dla każdego dostępne filmowe obrazy tych najwyższych Gór i Szczytów - to fenomen internetu. Szkoda, że tak wybitni polscy himalaiści jak Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz nie mieli możliwości korzystać z tak nowoczesnej techniki... ...a w sumie to może i dobrze?...za ich czasów zdobywanie, obcowanie z Kolosami Azji było takie "czyste", romantyczne. Zaczynam w kolejności od najniższych: Shishapangma 8027m [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=nbebn2mY7ng&feature=related[/YOUTUBE] Gasherbrum II 8035m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Broad Peak 8051m (na filmiku epizod narciarski) [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Gasherbrum I 8068m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Annapurna 8091m (Polska Wyprawa) [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Nanga Parbat 8126m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Manaslu 8163m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Dhaulagiri 8167m (i znowu narciarz) [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Cho Oyu 8201m [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Makalu 8463m [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
    1 punkt
  30. to prawie jak w tym kawale: Przychodzi Marit do lekarza, a lekarz do niej: Mam dla pani złą wiadomość Bjoergen na to: Co, wyzdrowiałam? A lekarz: Gorzej! Kowalczyk też zachorowała. Ps dowcip Figo z innego wątku:)
    1 punkt
  31. Ja bym do tego dodał te z Polski. Moze nie są najdłuzsze, moze nie są najniebezpieczniejsze, ale widoki z nich także zapierają dech w piersiach. Moje typy : Kowary - Przełęcz Okraj (Najwyżej położone drogowe przejście graniczne w Polsce 1050m) Zakopane - Łysa Polana Dojazd od głównej drogi do Zieleńca także jest kręta i w sezonie oblodzona, ale widoki rekompensują nadmiar adrenaliny po drodze:
    1 punkt
  32. 1 punkt
  33. Też jestem za tym, że nasz są bardziej niebezpieczne
    1 punkt
  34. - Marek ma rację. Panel użytkownika => "edytuj opcje" => "domyślny tryb powiadamiania o postach" => "nie subskrybuj".
    1 punkt
  35. Witam! Wydaje mi sę że jest to możliwe. Wejdź w panel użytkownika, następnie jest po lewej stronie Twój panel i nizej Ustawienia i opcje, a tam Edytuj opcje. Następnie po prawej stronie Przesyłanie informacji i powiadomień. Tan jest jedyne okienko do zmian. Nie wiem czy pomoże, spróbuj.
    1 punkt
  36. ech Transfogardzka trasa tez nie najlepsza;) zwłaszcza jak sie jedzie 13 letnim autem bez klimy...ogrzewanie na maxa...by silnik chłodzić, ale autko dalo radę a tak z góry to wyglada:)
    1 punkt
  37. Mitku, nastała piękna chwila w której mogę napisać "nie rozumiesz", piękna bo wiesz jaka to satysfakcja kiedy padawan może coś wytknąć masters'owi Facet chciał pojechać to co pojechał i zrobił to perfekcyjnie. I cięty też pojedzie bardzo dobrze zapewne. Ale nie pojedzie tak jak gdyby miał do tego nartę bardziej wyspecjalizowaną. Mój wywód - jakże piękny zresztą - nie jest pochwałą skrętu ciętego, ale opozycją po raz kolejny Twojego stwierdzenia, że jak narciarz debeściak to nie ważne na czym jedzie. Gdyby facet jechał ciętym i Ty do tego dopasowałbyś swoje zdanie / przekonanie ja w opozycji stanąłbym z miekkim, muldą etc. Ufff, dlatego w tym momencie jestem w stanie ustąpić do stwierdzenia, że "prawie" nieważne Ależ rozumiemy się doskonale i w tym co Ciebie wytłuściłem zgadzam się w 100%. Ale dalej już nie. Uzyskanie ciętego śladu nie jest trudne wcale. Ale to jest raczej coś innego niż bardzo dobra jazda skrętem ciętym, na różnych nartach i rożnych warunkach. Ci 4-5 dniowi ludzi nie jeździli skrętem ciętym w moim rozumieniu, a jedynie wykonywali może kilka skrętów zostawiając w miarę jakis ślad na dobranym jeszcze pod siebie specjalnie stoku (nachylenie + twardość). Według tej wykładni jeszcze szybciej można opanować techniki ślizgowe, oporowe, może 1-2 dni, więcej nie trzeba aby się ślizgać na nartach. Tak samo jak i inne techniki. A wszystkie one - w większym lub mniejszym stopniu - są nam potrzebne w zależności jak chcemy jeździć, jakie mamy preferencje, etc. Ja uważam, że mówimy tak samo, tylko na siłę chcesz zostać przy jednej i jedynej słusznej opcji "narciarskiej". Pozdrawiam serdecznie p.s. mi się czasami trzęsie głowa.... na drugi dzień po jakimś extreme
    1 punkt
  38. No i oczywiście Kasia Karasińska: Ciekawostką był dla mnie serwis nart Stoeckla: Tak się w Czechach garażuje auta: Dorwałam małą kryształową kulę którą Czesi zdobyli 14.03.2010 r. w Ga-Pa w zawodach drużynowych: Moje trofeum z zawodów - koszulka startowa Manueli Moelgg z autografem: Było super i jeśli ktoś chce pojechać na zawody pucharu świata i zrobić sobie fotki z zawodniczkami to polecam Spindleruv Mlyn. Także impreza poza zawodami była udana, muzykę taką trochę biesiadną grali na żywo, ludzie fajnie się bawili. Nawet Elvis przybył na te zawody (mam Jego fotkę) Generalnie nie nudziłam się i cały dzień coś się działo:) I to wszystko za friko bo wejściówki na puchar świata były bezpłatne (w Kitz nawet stanie wzdłuż trasy było płatne).
    1 punkt
  39. Narciarskie wypadki: cuda się zdarzają Przeżyć upadek ze szczytu lodowca, skoczyć na nartach ponad 100 metrów w dół z alpejskiego szczytu, a może wyjść cało z bliskiego spotkania z lawiną - oto kilka narciarskich i snowboardowych wypadków, które wbrew logice, a czasami prawom fizyki, skończyły się dla ich bohaterów ''happy endem''. Stefan Ager -ten przypadek na jednym z wątków przedstawił już Darek Lewandowski. Skialpinistyczna wycieczka na szczyt jednego z lodowców w Stubaiu prawie zakończyła się tragicznie dla Stefana Agera. Po odpoczynku na górze Austriak zapiął narty i przypadkiem ześlizgnął się ze zbocza. Ześlizg przerodził się w kilkudziesięciometrowy upadek, który został uwieczniony przez kamerę umieszczoną na kasku narciarza. Ager miał jednak niesamowite szczęście i całe zdarzenie okupił jedynie potłuczeniami. Freeride na Chopoku [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=OzCQLcZ8eGc&feature=player_embedded[/YOUTUBE] Marzec 2010 roku: freeride'owe zawody snowboardowe w słowackim ośrodku Jasna. Część kwalifikacyjna przeszła do historii za sprawą wyczynu ukraińskiego snowboardzisty, który po udanym przejeździe popełnił błąd, który mógł go kosztować nawet życie. Na szczęście znowu skończyło się głównie na strachu. Początek ''dreszczowca'' od 3:51. Lawina na Alasce Filmik pod linkiem: http://vimeo.com/6581009 Kolejny amator mocnych pozatrasowych wrażeń znalazł je na Alasce. Podczas freeride'owej wyprawy padł ofiarą lawiny. Zaraz po jej zejściu jego towarzysze rozpoczęli gorączkowe poszukiwania. Kiedy ofiarę śniegu udało się namierzyć, w ruch poszły łopaty. Po niespełna pięciu minutach mężczyzna został odkopany. Nastolatek pod tonami śniegu [YOUTUBE] [/YOUTUBE] W 2008 roku ofiarą lawiny padł z kolei Randall Stacy. 16-letni wówczas snowboardzista szusował w towarzystwie swojego trenera Iana Kirka i ratownika górskiego Alexa Hunta w Cerro Catedral w Argentynie, kiedy został zasypany przez zwały śniegu. Nastolatek został uratowany dzięki odpowiedniemu przygotowaniu. Zarówno on jak i jego towarzysze byli wyposażeni w czujniki i sondy lawinowe oraz w łopaty. Dzięki temu po ośmiu minutach Stacy'ego udało się namierzyć i odkopać. Fred Syversen: przypadkowy rekordzista...niesamowity filmik. [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=tkZ7Tyf7_YM&feature=player_embedded[/YOUTUBE] Norweski narciarz zapisał się w historii freeride'u za sprawą swojego wyczynu z 2007 roku. Podczas kręcenia w Alpach narciarskiego filmu ''Nuit de La Glisse'' Syversen przez pomyłkę nie pojechał zaplanowaną wcześniej trasą. Jadący z prędkością 80 km/h narciarz skoczył - a raczej spadł - z wysokości 107 metrów. Zanim do tego doszło zdążył jeszcze odbić w lewo. Ten manewr prawdopodobnie uratował mu życie, bo Syversen zamiast na skały spadł w gruby śnieg. - W powietrzu starałem się zachować pozycję tak długo, jak mogłem. Na szczęście udało mi się wylądować w pozycji poziomej. W plecaku, w pobliżu dolnej części pleców miałem metalową butelkę. Dlatego tuż przed lądowaniem przechyliłem się lekko na bok co prawdopodobnie uratowało mój kręgosłup przed złamaniem - tak Norweg opisywał swój wypadek. Wypadek, który przypadkiem okazał się nowym rekordem w narciarskim skoku z góry. Fred Syversen kontra lawina [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Syversen poza przypadkowym rekordem ma na koncie także bliskie spotkanie z lawiną. W 2007 roku został ''zdmuchnięty z powierzchni'' podczas szusowania poza trasami w Stryn. Już wtedy fortuna mu sprzyjała - sam wygrzebał się spod śniegu. W przeciwnym razie nie miałby szans na przeżycie, bo - jak widać na filmie - jego koledzy poszukiwali go w zupełnie innym miejscu. Źródło: http://narty.sport.pl
    1 punkt
  40. Byłoby fajnie! Może nie po nocach , ale mamy piątek, sobotę.... Sorry za chwilową nieobecność, ale uruchamiam system monitoringu GPS i HR (praca serca) dla sportowców i entuzjastów sportu, który będę Wam chciał pokazać w praktyce na testach. Mały nadajnik umieszczony na dobrze zaprojektowanym pasie lub po prostu w kieszeni. Zapis pozycji GPS 4 x na sekundę! A potem będziemy mogli rzeczywiste dane o dystansie, prędkości max i średniej, HR, lokalizacji pokazać też na Forum. Program generuje super raport w parę minut.
    1 punkt
  41. Puch pod kontrolą: jak szusować poza trasami - Tylko się nie przewracajcie - radzi nasz przewodnik, a my z przerażeniem patrzymy na stromy żleb przed nami. Przez pięć dni na lodowcu Stubai uczyliśmy się, jak ujarzmić głęboki śnieg i poradzić sobie w niemal każdym terenie. Po raz pierwszy uciekamy z ubitego stoku na wysokości 3150 m, przy najwyżej wetkniętej w skałę restauracji w Austrii - Jochdohle. Trawersujemy pojedynczo (by nacisk na stok nie był zbyt duży) szerokie pole śnieżne. Choć miejsce położone jest tuż przy jednej z dość zatłoczonych tras narciarskich - Gaisskarferner - już po przejechaniu kilkunastu metrów, atmosfera zmienia się nie do poznania. Robi się pusto, cicho, a wokół widać tylko ośnieżone formacje skalne. Stajemy na niewielkiej przełęczy. Przed nami prezentują się dumnie tyrolskie trzytysięczniki: Stubaier Wildspitze (3340 m), Daunkogel (3330 m), w oddali Warenkaseitenspitz (3345 m). Najbliżej nas, po lewej stronie wyrasta Schussgrubenkogl (3211 m). Przez pięć dni będziemy omijać uklepane ratrakiem stoki i trenować jazdę w głębokim śniegu. Czas zmienić nawyki Choć niektórzy narzekają, że na lodowcu Stubai miejsc do uprawiania narciarstwa freeridowego jest niewiele, my na monotonię nie narzekaliśmy. Mimo intensywnej jazdy, ani razu nie trafiliśmy w to samo miejsce. Przy pierwszym zjeździe, ciężko przestawić się z cięcia krawędziami po stoku prostym jak blat, na jazdę w śniegu, w którym narty bezlitośnie grzęzną. Zbyszek, nasz przewodnik, przed pierwszymi skrętami nie tłumaczy zbyt wiele - chce sprawdzić, jak sobie poradzimy. Zaznacza jednak, żeby cały czas trzymać ciężar ciała z przodu, a skręt inicjować rotacją całego tułowia. Potem wykonuje kilka płynnych skrętów i już jest kilkadziesiąt metrów poniżej naszej 6-osobowej grupy. E tam! Wygląda banalnie. W praktyce okazuje się jednak trochę trudniejsze... Na tej krótkiej trasie prawie każdy zalicza mniej lub bardziej efektowny upadek. Zjeżdżamy do stacji Schaufelnieder krótkimi odcinkami. Powoli przyzwyczajamy się do zmiennego, głębokiego śniegu. Trudno, trzeba na chwilę zapomnieć o świętych prawach rządzących carvingiem i wrócić do niektórych nawyków, tępionych przez instruktorów na ubitych stokach. Staram się więc rotować przy skręcie całym ciałem, tak jak pokazuje nam Zbyszek. - Skręt zaczynamy głową, za nią idą ramiona, a na końcu nogi - tłumaczy. Faktycznie, gdy kilka razy udaje mi się wykorzystać ten, zapomniany nieco impuls skrętny okazuje się, że taki ruch ma sens. Ciężko jednak odzwyczaić się od zasady ''tułów zostaje w linii spadku stoku, a w skręcie pracują nogi''. Trzeba też zapomnieć o przykazaniu: ''obciążaj mocnej dolną nartę'' i stanąć równomiernie na obu. Po dwóch zjazdach jesteśmy tak wypompowani, jakbyśmy zjechali kilka razy z najdłuższej, 10-kilometrowej trasy. Po krótkiej przerwie w Jochdohle ruszamy dalej. Najpierw kilka zjazdów na ubitym stoku, gdzie ćwiczymy wszystko, co przyda się poza trasą, czyli rotację, równe obciążenie nart i wbicie kijka w skręcie. Różni się ono nieco od tego, stosowanego na ubitej trasie. Tam wbicie kijka jest symboliczne i ma jedynie wymusić na narciarzu wyjście w górę, które odciąży narty w skręcie. W stromym żlebie mocne wybicie się na kijku, to czasem jedyna możliwość zmiany kierunku jazdy, o czym przekonamy się niedługo. W tym celu wielokrotnie ćwiczymy też skręt z obskokiem. Wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. Do śniegu przyklejone zostają tylko dzioby. Na równej trasie łatwizna. Schody zaczną się w terenie... Śnieg, jaki jest, nie zawsze widać Przez kolejne dwa dni zaglądamy chyba w każdy zakątek lodowca Stubai. Oprócz krótkiej wycieczki na przełęcz pod trzytysięcznikiem Daunkopf, poruszamy się za pomocą wyciągów, mimo, że mamy na sobie narty skiturowe. Dzięki temu możemy maksymalnie wykorzystać czas na zjazdy. Lodowiec Stubai ma jedną ogromną zaletę. Choć cały poprzecinany jest linami wyciągów, to wystarczy odjechać zaledwie kilkanaście metrów od któregoś z nich, by trafić na piękne, nietknięte pole śniegu. Tu właśnie nieoceniona jest rola doświadczonego przewodnika. Zbyszek (przewodnik wysokogórski IVBV, właściciel szkoły narciarsko-wspinaczkowej w Niemczech) zna Stubai jak własną kieszeń. Niejednokrotnie prowadzi nas wąskimi śnieżnymi przesmykami między polem kamieni. I gdy już wydaje się, że za chwilę trzeba będzie zdjąć narty, zapakować je na plecak i iść pieszo, zza skał wyłania się szeroki stok z nietkniętym puchem. Do śniegu niestety mamy mało szczęścia. Od dawna nic nie dosypało, a warstwa zalegająca w żlebach zdążyła już przejść cały szereg zmian pod wpływem słońca, wiatru i zmiennych temperatur. Nieopodal jednej z tras prowadzących do schroniska Dresdner Hütte natrafiamy na zachęcające pole śnieżne. Wygląda pięknie. Jest szeroko, malowniczo, śnieg mieni się w słońcu. Ruszamy. Szybko okazuje się, że o zostawianiu za sobą piuropusza dziewiczego puchu możemy zapomnieć. Jazda bardziej przypomina brnięcie w gęstym budyniu. Tu nie pomoże ani rotacja, ani kijek. Trzeba mieć sporo pary w nogach, by manewrować w tej brei. - Puch oporowy - komentuje na dole Zbyszek. Niestety, szybko okaże się, że z ''puchem oporowym'' dobrze się podczas tego kursu zaznajomimy. Ze schroniska ruszamy na dół. Do samego parkingu prowadzi 10-kilometrowa trasa Wilde Grub'n, ale Zbyszek ma inną drogę. Zjeżdżamy z drugiej strony, wzdłuż trasy gondoli. Tu śnieg nie dość, że oporowy, to jeszcze mocno przewiany, tak, że miejscami tworzą się twarde zlodowaciałe punkty. Dowiadujemy się, jak na oko ocenić śnieg. Wyprasowane, nieco poszarpane fragmenty sugerują, że w takim miejscu śnieg prawdopodobnie będzie twardy i trzeba swoją sylwetką (ugięciem nóg i pochyleniem do przodu) skompensować zmianę terenu. "Oczka" wyżarte w gładkiej powierzchni to z kolei znak, że mamy do czynienia z sypkim śniegiem pod cienką, zmrożoną warstwą. Tu powinno być miękko. Po drodze mijamy ślad sporej lawiny, podmytej przez przepływający pod topniejącym śniegiem strumień. Choć jeżdżąc z zawodowym przewodnikiem czujemy się podświadomie odrobinę zwolnieni z myślenia o zagrożeniu lawinami, to wystarczy jeden taki widok, by wywołać długą dyskusję o bezpieczeństwie w górach. Robi się stromo Jeden z najciekawszych zjazdów czeka na nas po wdrapaniu się pod Daunkopf. Choć podejście nie jest strome i długie, to gdy stajemy na niewielkiej przełęczy i spoglądamy w dół, okazuje się, że tu już tak łatwo nie będzie. Zdejmujemy ze ślizgów foki, łyk herbaty, kostka czekolady i zapinamy narty. Czas zmierzyć się ze stromizną. Najmniej zachęcająco jawi się pierwszy odcinek. Z góry wygląda niepokojąco pionowo i wąsko. Przejechać trzeba lewą stroną, bo tylko tam jest wystarczająco dużo śniegu. Ponieważ z niemal wszystkich stron wąski śnieżny tor otaczają kamienie, przez kilka metrów trzeba puścić narty na krechę. Dopiero potem można zacząć się ratować bocznym ześlizgiem. - Tylko się nie przewracajcie - radzi Zbyszek (upadek na takiej trasie może skończyć się niekontrolowanym zsunięciem się na sam dół). Potem wykonuje dwa zwinne ruchy i macha do nas z dołu. Już wiemy, że wcale nie świadczy to o tym, że jest łatwo. Ruszam na dół. Po chwili najgorsze mam za sobą. Nie było tak źle. Kilka sekund i po strachu. Muszę jeszcze popracować nad promieniem skrętu - zatrzymuję się kilkanaście metrów niżej niż nasz przewodnik, który skręca niemal w miejscu. Dalej stok też nie napawa optymizmem. Śnieg zmieszany z drobnymi skalnymi odłamkami i kamieniami znowu nie pozwoli nam poszaleć - myślę. Ale tym razem pokrywa przyjemnie nas zaskakuje. To, co z góry wyglądało jak gęsta breja, okazuje się bardzo przyjemnym terenem do jazdy. Jest miękko i dość równo. Wykorzystując okazję, że zrobiło się stromo, Zbyszek pokazuje nam, jak pomóc sobie w skręcie kijkami. Dwoma na raz! Brzmi tak samo abstrakcyjnie, jak wygląda, ale dzięki wbiciu przed skrętem kijków z obu stron, łatwiej jest się obrócić. Przypomina to trochę zeskakiwanie ze schodów wspierając się rękami na poręczach po dwóch stronach. Puch, na jaki czekaliśmy Ostatni dzień mamy w całości przeznaczyć na wycieczkę skiturową. Wieczorem dopadało trochę świeżego śniegu, a według prognoz cały dzień ma być pogodny i słoneczny. Wyjeżdżamy do najwyższej stacji (Schaufeljochbahn) pierwszą gondolą i zjeżdżamy 400 metrów do doliny po drugiej stronie lodowca. Tam przyklejamy foki i ruszamy. Cel: Zuckerhütl (3507 m). Niestety, zamiast słońca, niebo pokrywa coraz gęstsza mgła. Idziemy w górę za przewodnikiem, ale im wyżej, tym gorzej określić, gdzie jesteśmy. Z przodu biało, po bokach biało, z tyłu biało. Czasem tylko pojawia się odrobina szarości, gdy podchodzimy wystarczająco blisko jakiejś skalnej ściany. Docieramy do połowy drogi i podejmujemy decyzję o odwrocie. Wejście wyżej, na grań, wymagałoby spięcia się liną i stromego podejścia, a w tych warunkach to zbyt niebezpieczne. Zamiast w górę, ruszamy więc w dół. Zbyszek jedzie, jakby wchodząc zaznaczył sobie drogę kolorowym sznurkiem. My za nim. Błędnik w białej próżni wariuje. Nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Zaczyna kołysać. Na szczęście szybko docieramy do miejsca, z którego startowaliśmy. Stąd jeszcze jedno podejście do wyciągu. I, ku naszemu zaskoczeniu, pogoda zmienia się w okamgnieniu. Wychodzi słońce, robi się cieplej. Ostatnie zjazdy dostarczają nam niesamowitej radości. Kilkudniowa walka ze śniegami o różnej konsystencji się opłaciła. Teraz, gdy dopadało trochę białego puchu, narty jadą same. Wreszcie można puścić je szybciej i cieszyć się zostawianym za sobą białym dymem. Jak poradzić sobie poza trasą? - Połowa sukcesu to odpowiednie pochylenie. Środek ciężkości cały czas musi znajdować się z przodu. Zwłaszcza w skręcie warto tego przypilnować. Pozycja powinna być niska - każdy wyprost ciała powoduje, że jesteśmy mniej odporni na niespodziewane przeszkody terenowe. Ćwiczenie: Na łagodnym ubitym stoku wykonaj jeden skręt (w prawo/lewo) z krótkiego najazdu. Wychyl się mocno do przodu i, pomagając sobie kijkiem, wykręć obrót o 360 stopni. - Ciężar ciała powinien być równomiernie rozłożony na obie narty ( 50-50 proc. lub 40-60 proc. z odrobinę większym naciskiem na nartę dolną), dzięki temu pozycja jest stabilna i trudniej o upadek. - Do skrętu (zwłaszcza w stromym terenie) wykorzystujemy rotację - ruch całego tułowia w kierunku zamierzonego skrętu. - W skręcie pomaga energiczne wybicie się na kijku. Dzioby nart muszą jednak cały czas być w kontakcie ze śniegiem. Ćwiczenie: Skręt z obskokiem. Na ubitym stoku wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. - W sypkim, głębokim puchu ważna jest rytmiczność skrętów. - Podczas wyprawy poza trasę każdy uczestnik powinien mieć ze sobą podstawowy sprzęt lawinowy - detektor, sondę i łopatę. Koniecznie przed wyjściem trzeba sprawdzić prognozę pogody i informację o zagrożeniu lawinowym. W terenie nie powinniśmy poruszać się w zbyt dużej grupie. Najlepiej, gdy jest z nami przewodnik wysokogórski lub osoba dobrze znająca teren, w który się wybieramy. Autorce...Barbarze Suchy...zazdroszczę pięknej Przygody
    1 punkt
  42. Bode...dopełnię Twoją wypowiedź... ...wypowiedź pełną emocji, które są mi bliskie.... wierszem... OSTATNIE GÓRSKIE WOŁANIE stok stromo opada w dół zbocza przyzywa i kusi tak bielą śnieg zryty deskami narciarzy dla których strach wciąż niewiedzą na czubki nart tylko patrzę niech mgła zabierze krajobraz kolana drżą niewyraźnie gdy w dno przepaści spoglądam zostanę tu może na zawsze kamieniem przyrosnę do ściany lawina odkryje mnie wiosną lecz wtedy będę już martwy więc może lepiej na ślepo szybko pokonać ten etap do przodu w ogóle nie patrzeć jak częsty życia dylemat autor: Akaheoria
    1 punkt
  43. No to jeszcze jeden artykuł z moimi ulubionymi Ekologami ze Stowarzyszenia Na Rzecz Wszystkich Istot... Ekolodzy ostrzegają kupca kolejki na Kasprowy Sytuacja prawna kolei linowej na Kasprowy Wierch nie jest uregulowana z powodu sądowego sporu o jej modernizację - napisali ekolodzy do firmy, która przygotowuje sprzedaż zakopiańskiej spółki. Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot skierowało pismo do firmy PKF Grupa Konsultingowa, która na zlecenie Polskich Kolei Państwowych przygotowuje prywatyzację Polskich Kolei Linowych. - W piśmie zwracamy uwagę na fakty istotne dla dokonania właściwej analizy sytuacji prawnej tej spółki, dotyczące rozbudowy i funkcjonowania kolei linowej Kuźnice-Kasprowy. Potencjalny nabywca kolei linowej skazany jest na odziedziczenie nieuregulowanej sytuacji prawnej, stawiającej pod znakiem zapytania legalność jej funkcjonowania - mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni. - Wciąż trwają postępowania administracyjne i sądowe w sprawie nieprawidłowości. Uważamy, że ma to duże znaczenie dla dokonania odpowiedniej oceny sytuacji prawnej PKL i powinno mieć odzwierciedlenie w analizie ryzyka, która w niedalekiej przyszłości trafi do inwestorów zainteresowanych nabyciem udziałów w spółce PKL - dodaje. Chodzi o przebieg modernizacji kolejki w 2007 r., która zdaniem ekologów została przeprowadzona bez uzgodnień środowiskowych. Ciągle toczą się postępowania sądowe w tej sprawie. Na sprzedaż prywatnemu inwestorowi Polskich Kolei Linowych, których wagoniki kursują na Kasprowy Wierch, zgodziło się Ministerstwo Skarbu. To precedensowa decyzja, bo od 75 lat maszyneria wywożąca turystów w Tatry była własnością publiczną (podczas okupacji zarządzali nią Niemcy). Rząd zdecydował się na sprzedaż, by pomóc wykaraskać się z kłopotów finansowych Polskim Kolejom Państwowym, w skład których wchodzą PKL. Wartość firmy szacowana jest na kilkaset milionów złotych. - Zakładamy, że prywatyzacja Polskich Kolei Linowych zostanie przeprowadzona do końca 2011 roku. Prace nad prywatyzacją zakopiańskiej spółki już trwają - podaje Łukasz Kurpiewski, rzecznik Grupy PKP. Ani PKP, ani PKL nie chcą komentować stanowiska ekologów. - To jest sprawa pomiędzy zarządem PKP i chętnymi na kupno. Nas na razie nie informowano o szczegółach planowanej transakcji - mówi Paweł Murzyn, wicedyrektor PKL. Sprzedaży kolejki sprzeciwiają się dyrekcja i rada naukowa Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Choć rozpoczął się już proces sprzedaży kolejki na Kasprowy, to nikt wcześniej nie pytał nas o opinię w tej sprawie, a przecież my będziemy musieli współdziałać z właścicielem - zauważa prof. Stefan Skiba, przewodniczący Rady Naukowej TPN. Rada zamierza wydać oficjalne stanowisko wyrażające zaniepokojenie planami sprzedaży kolejki prywatnemu inwestorowi i zwrócić się z prośbą o interwencję do Państwowej Rady Ochrony Przyrody działającej przy ministrze środowiska. - Niedobrze, że idzie się w kierunku rozwiązania, które na kolei linowej działającej w parku narodowym będzie wywierało większy nacisk dotyczący wypracowywania zysków. Przecież jeśli prywatny podmiot kupi tę spółkę, to nie po to, żeby działać misyjnie. A Tatry to narodowe dobro. I trzeba o nie dbać jak o Wawel - uważa Paweł Skawiński, dyrektor TPN. Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
    1 punkt
  44. Gratulacje dla całej ekipy za pomysł i wytrwałość . Dzięki Wam mamy gdzie sobie pogadać o nartach i innych tematach . Dziękuję za testy sprzętu , zdjęcia , filmy oraz wiele ciekawych artykułów . Gratulacje . Jak dla mnie Jesteście numerem "uno" (1) .
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...