Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.02.2012 w Odpowiedzi
-
Dwie strony medalu Pierwsze spotkanie z BBRami nie nastawiło mnie do nich pozytywnie. Szybkie narty, kompletnie nie do opanowania na trasie. Narty bardzo szybko nabierają prędkości i kompletnie nie trzymają krawędzi. Zakręty tylko o jakimś kosmicznym promieniu. Johnny smiał się, że zabraknie mi kiedyś szerokości trasy. A piątka z Miziowej za wąska nie jest. Poza trasą: na ubitym w lesie mogłyby być krótsze. W puchu poezja i nie ma żadnych uwag. Rzuciłem je w kąt i z lubością powróciłem do starych ukochanych Salomonów XWingów. Co to była za ulga!! Ale, spokoju sobie nie dałem. Obejrzałem parę fotek z mojej jazdy i stwierdziłem, że może poprawa pozycji coś zmieni. I dała!! Narty zaczęły pracować, pracować dla mnie Przesunięcie góry ciała do przodu i narta zaczyna kręcić. Trzymanie w każdych warunkach idealne. Narta jest prawie "race-carverem". Prawie, bo nie jest tak szybka w zmianie kierunku jazdy. Szerokośc pod butem robi tu swoje. Natomiast szybkośc narty, ogromna stabilność, szybkość jest na poziomie starej kategorii cross. Porównuje do dawno ujeżdżanych Atomiców z serii SX oraz zeszłorocznej porażki Blizaarda Magnum... ktory kompletnie mnie zawiódł. Wracając: narty miałem przygotowane, trzymały na każdym rodzaju śniegu. Jedynie nieratrakowany lód powodował poślizg. Promień założony przez producenta jest raczej nie do wykonania,a przynajmniej przy mojej nikłej wadze nie jestem w stanie tego zrobić, ale średnie i długie skręty to poezja. I stabilność, stabilność, stabilność. Żadne kalafiory, dziury itp itd nie robią na nich wrażenia. Jak czołgiem. Opisywany problem z "kłapaniem dziobow" występuję tylko na lodzie ale nie ma wpływu (w moim przypadku) na jazdę. Zdarza się on tylko w czasie jazdy na wprost. A teraz o problemie, który ja napotkałem. Przy dużym wychyleniu - rzadko ale wystąpiło - nagle leżę na boku wewnętrznym skrętu. Więcej niż raz leżałem. Zamierzam nagrać filmik z takiej sytuacji żeby przanalizować co się dzieje. Zastanawiam się czyto nie "wybutowanie", natomiast spprawy dzieją się za szybko, abym mogł coś powiedzieć od ręki. A koledze, ktory pisał, że kaski narciarskie to pic na wodę, chciałbym pokazać moją niebieska nogę i rękę po uderzeniu w lód i głowę bez guzów. Kask sie przydał. Podsumowanie: sądzę, że to narty nie dla każdego. Na pewno nie dla początkującyh. Jak widac po mnie, szybko sprawdzają postawę narciarza i jego umiejętności. Dla bardziej zaawansowanych ciekawy allmountain, z szerokimi możliwościami wykorzystania. Z wyjazdu wróciłem kompletnie niezmęczony i szczęśliwy O dziwo, kompletnie brak zakwasów, co dawno mi się nie zdarzyło! Co za przyjemne narty Pamiętajcie, że to opis amatora, kompletnie subiektywny. Wszystkim polecam wypożyczyc narty na więcej niż jeden dzień i dopiero decydoiwać o zakupie.10 punktów
-
Szczyrk SON W końcu i ja zawitałem do Szczyrku do SON.Umówiliśmy się tu z Darkiem i Sławkiem.Ponieważ miałem załatwienia,na stok dotarłem ok 10-ej.Chłopaki już siedzieli w barze. :tongue: Biorę karnet na cały dzień i dołączam do ekipy.Objeżdżamy właściwie wszystkie trasy.Muszę przyznać,że jak wszystko chodzi,to opcji jazdy jest sporo i zanudzić się tu nie da!Do tego dochodzą tu i ówdzie fajne polanki,zachęcające do jazdy poza trasowej. Od czasu do czasu przerwa na fotk: Uwaga!Po raz pierwszy w życiu dotarłem wreszcie na Małe Skrzyczne!!!Niby nic nadzwyczajnego,ale ja tu byłem dobre 50 razy w ciągu moich 8 lat kariery narciarza i nigdy dotychczas się to nie udało!Aura w tym momencie dopisała,szkoda tylko,że nie było pełnego słońca.Ale coś tam wyszło... To może o warunkach,a te były bardzo różne.Na pewno o niebo lepiej niż ostatnio na Pilsku,ale... Niby równo,ale sporo lodu,za chwilę jakieś kalafiory i inne grządki,czasami za załamaniem terenu błyszcząca szklanka,ale też było trochę miejsc gdzie się fajnie jechało.Spodobały mi się też trasy,których dotychczas nie miałem okazji w życiu zaliczyć,tj.niebieska i zielona do Czyrnej.Jedna z nich,bo nie bardzo wiem jaką opcją jechałem, bardzo mnie urzekła swoją różnorodnością i jest na prawdę długa!Tu jej baaardzo szeroki fragment: Zdarzało mi się zobaczyć jakieś minerały,ale tego niewiele.Jednak śladów na nartach przybywa... Leżała sobie jakaś narta ślizgiem do góry i Sławek zwrócił uwagę,jak już była zrysowana... Ok godziny 13-ej przyszedł mocny opad śniegu,w sam raz na przerwę.Kiedy ruszyliśmy na trasę,było kilka cm świeżego śniegu,który poprawił warunki. Małe podsumowanie. Niewątpliwie dziś zobaczyłem ten ośrodek trochę z innej strony,tej lepszej,choć do ideału daleko.Po ostatnich zachwytach na naszym Forum,ja powiem,że widzę ciągle to samo.Znaczy się,potrafią przygotować trasy,raz im to lepiej wyjdzie,raz gorzej.Tak było odkąd tam jeżdżę.Widać też sporo niedbalstwa,są miejsca gdzie ratrak pozostawiał jakieś spore kalafiory,bo pewnie przyoszczędzono na jego pracy.Śniegu mają całe hałdy,więc solidne wyrównanie trasy to tylko kwestia dobrych chęci "Ernesta",tudzież właścicieli ośrodka,a może umiejętności?Podobnie trasy pod orczykami,tutaj też szału nie ma,ale jest lepiej,niż bywało... Tak poza tym odniosłem wrażenie,że obsługa bardziej się stara,niż kiedyś.Co jeszcze?Brak czystych normalnych toalet,do tego te "kierunkowskazy"... Szukaliśmy WC na Suchym,kierowanie było gdzieś z boku knajpki... Tam jednak nic nie było.Poszedłem dalej,ale WC nie znalazłem. : Patrząc na strzałkę,wszystko wskazywało,że za potrzebą trza iść za... jakąś większą tablicę z materacami. :stupid: Takie nic,ale jakże irytujące.W takiej Istebnej takich problemów nie ma. To już koniec czterodniowego maratonu w Beskidach. :sorrow: Ledwie stoję! Wielkie dzięki Panowie za dzisiejsze wspólne nartowanie w miłym towarzystwie! Darkowi chcę podziękować podwójnie,że dotrzymał słowa,przyjechał w Beskidy i pośmigaliśmy razem!Jestem pełny podziwu jak całe 4 dni intensywnego nartowania zniosłeś! :applause: Ja jestem,delikatnie mówiąc,mocno osłabiony... No ale widać styl i klasę! No i przedłużony weekend się skończył,ostatnie spojrzenie:9 punktów
-
to i ja napisze relacje jako drugi z redbull'owców:) sobota upłyneła pod znakiem eliminacji, ja jako że nie zalapałęm sie w Krynicy musiałem się zgłosic wcześniej i dobrze zrobiłem przyjeżdzając na szymoszkową rano, pojedziłem troszkę na jeszcze pustej trasie a później koczowałem w biurze zawodów na otwarcie list. Udało się zapisac na samym początku i później czekałem już sobie spokojnie na start eliminacji. Eliminacje bardzo wysoko obstawione, chętnych na 177 wolnych miejsc w finale prawie 350 więc zapowiadała się walka. Na listach znane nazwiska, bracia Kłusak, Rzepecki, Habrat, Wojarski wiele fighterów z amatorskich Mistrzostw Polski, z Wintercupów, duża osób w gumach i przy knajpie co drugie narty długości grubo ponad 200cm zapowiadały walke. Tak było, na szczęscie udało sie i mogłem sie cieszyc z awansu po raz trzeci do finału i tu chciałem napisac że tegoroczne eliminacje były bardzo trudne ale już są za mną odbiór nr, spotkanie w kolejce Przemka z forum i nocleg na Słowacji gdzie miałem blisko do Tatrzańskiej. Finał.. ha, pogoda sprawiła że zapowiadał sie najbardziej hardkorowo ze wszystkich! świeży opad śniegu (koło 30cm) niewielka mgła i wiatr nie nastawiał optymistycznie ale co tam.. wyjazd gondolą do pierwszej stacji, wysiadka, wyjazd krzesełkiem wyżej, wysiadka i tu.. podejście jakieś 100m pod górę przy trasie, plus tego że każdy sie rozgrzał chyba na tej wspinaczce. start był z jakiejś bocznej drogi do trasy, plus że z górki, minus.. po lewej dziura i kto sie zmieści leci w las hehe, na szczęście nr startowy dał mi pozycję z lewej bliżej nart które były wbite za balonem startowym. Ułożenie ludzi i odliczanie.. I to co się wtedy zaczęło to była po prostu rzeźnia! Ktoś za mną mnie popchnął, utrata równowagi i gleba po 10metrach biegu, ale nic, wstaje i szukam nart które był gdzieś w połowie, po drodze zamieszanie, ludzie szukają sprzętu, przebiegam komuś po nartach, trącam kogoś z barku, walka ramię w ramię, dopadam sprzęt, zapinam w tym zamieszaniu i ruszam.. bliżej przepaści bo widzę pusto, przepychanie żeby w końcu wyjechac ze startu, patrzę przed siebie.. jedzie sama deska, podcina dziewczyne która ląduje w lesie! ciśniemy dalej, nie ma lipy, przeciskamy się na siłe bo inaczej można skończyc na śniego co grozi ew rozjechaniem przez innych:) w końcu wyjazd, luz, puszczamy sie na kreche pozycja i lecimyyy.. składam się i mijam, ludzi na deskach na nartach, nadrabiami ile się da hehe.. jest dobrze, w połowie mijam jaką nartę, poźniej druga patrze gośc leży (ale zjechał później) i sie nie rusza.. końcówka, nogi zaczynaja palic ale nie otwieram sie bo pójdzie wszystko sie rypac.. widzę meta, koniec, zadowolony w 100%, dojazd po takim starcie w połowie stawki overall, redbull do picia i czuję że żyje:D a poniżej.. zobaczcie to moimi oczami: [video=youtube;cNXGBZlVTRk] enjoy...8 punktów
-
StożekPo zapowiadanym ochłodzeniu pojechałem dzisiaj na jazdedopołudniowom na Stożek.Pierwsze miłe zaskoczenie na parkingu bezpłatnym czeka busik i dowozi nas do ośrodka za free :applause:Temperatur -6,stok naprawde przyzwoicie zrobiony,bez przetarć,kamienikalafiorów czy jakiś tam cudów na kiju :tongue:Do godziny 10 jeżdziło kilkanaście osób,potem turysto-narciarze przybyli z po-bliskiego schroniska PTTK i było z 30 osób więcej.Bardzo fajna jazda nartostradą przez las.6 punktów
-
Oczywiście. Proszę poszkodowanych o e-maile do naszej redakcji, w których opiszcie jak wyglądała cała sytuacja, jak reagował personel ośrodka, czy była pomoc itd. Ja ze swojej strony nadam temu odpowiedni rozgłos, napiszę do ośrodka z prośbą o zajęcie stanowiska oraz do Centrum Promocji Słowacji w Polsce.5 punktów
-
A wiec padło na Zillertal.. Wyjazd gdzie, co i jak ustalany był w ostatnim momencie czyli w piątek, szukanie apartamentu, szybkie pakowanie i start o 2:45 w sobote w nocy. Droga szybka i bezproblemowa, tylko zjazd do doliny Zillertal zakorkowany i troche nam tam zeszło czasu. I dzień jeżdżenia: Zapowiadało się śnieżnie i tak było, jedziemy do Zillertal Areny. Pod gondolą byliśmy o 8:25, potem jeszcze powrót do apartamentu po zapomniane buty i z powrotem pod gondole:D Temperatura na dole +2stC i lekki deszczyk u góry widać, że mróz i pada śnieg. Pierwszy zjazd i jestem zachwycony puszystą warstwą 10cm świeżego śniegu:cheerful::angel:; zachwycony bo wiedziałem że na parkingu w skiboxie śpią Blizzardy Magnum 8.1 od SB:biggrin: I od tego momentu zaczęła się zabawa:D Narty jak dla mnie kapitalne na takie warunki, a i poza trasą i w lesie też sobie wyśmienicie radzą! Cały dzień minął na takiej zabawie:) Przed 16:00 SMS od SB - 55km przejechane SŁAWEK DZIĘKI ZA TE BLIZZARDY!!:applause::smile: Pozdrawiam4 punkty
-
Istebna. Dziś zgadaliśmy się w Istebnej na popołudniową i wieczorną jazdę.Dawno tam nie byłem,ale pamiętałem bardzo dobrze drogę... Kiedy zbierałem się do wyjazdu,w B-B świeciło jeszcze słońce,ale już kiedy wrzucałem narty do auta,pogoda nagle się zmieniła i przyszła śnieżna zamieć!Szybko jechać się nie dało,ale do samego zjazdu na Koniaków droga ok.Przygoda rozpoczęła się kiedy zjechałem z ekspresówki.Zaspy śnieżne były imponujące,niektóre sięgały co najmniej 3 metrów!Tu trochę mniejsze: Zaspy jeszcze nie przeszkadzały,ale zamieć momentami zmuszała do całkowitego zatrzymywania samochodu!Oj czas jazdy mocno się wydłużył... To moment kiedy dało się jechać: Dopiero w samej Istebnej już można było jakoś jechać,ale ostatni odcinek drogi do parkingu makabra!Tu i ówdzie wysokie wyspy lodu,a czasami głębokie kałuże,można utknąć... W końcu jestem i nawet bez problemu znajduję miejsce parkingowe.Zanim dotrę do kasy,Darek już mnie woła.Kupił karnet i czekał na mnie przy piwku. :smile: Zrobiłem tak samo,tj. kupiłem 10 przejazdów :wink: ,bo jeszcze w tej chwili dość spora kolejka.Jednak zanim ruszyliśmy,kolejka zniknęła.Była więc jazda na bieżąco.Na początek trasa główna: Warunki całkiem dobre,ale zróżnicowane.Na początku twardo,miejscami śnieg jakby narty łapał,a pod koniec dużo miękkiego,czyli coś dla moich Coombacków.Później próbujemy nową traskę,gdzie jest nawet fajna ścianka: Generalnie fajna nowa opcja!Później trochu freeridu pod krzesełkiem - trochę lodu i miękkiego na przemian - następnie tymi szerokimi polami.Tam nawet trochu nieruszonego puchu było i jazda całkiem przyjemna!Niby ośrodek jedno trasowy,a możliwości jazdy całkiem całkiem. Po jedzonku zrobiło się ciemno,dokupiliśmy jeszcze po 5 przejazdów i ruszamy na trasę.W tym momencie ludzi garstka,zrobiło się też wyraźnie chłodniej i jakby szybciej.Jedna wada to oświetlenie - jest zdecydowanie za słabe,są momenty,kiedy nie widać po czym się jedzie!Za to duży minus! Pod koniec zerwał się silny wiatr i to wiejący od dołu.Nie trza było kręcić,żeby hamować... :tongue: Tak sobie dojeździliśmy i cóż,pora kończyć. Baaardzo udany dzień!!! ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Jeszcze o Korbielowie... Jak wyjeżdżałem do góry,kiedy w trzech z Mariuszem i Darkiem pojechaliśmy wyżej,odbyłem krótką rozmowę z gościem podającym orczyki.Jakoś tak trafiło,że najpierw kiedy Darek z Mariuszem czekali na tenże orczyk,trafił się zerwany.Kiedy ja wchodziłem za nim znów coś takiego jechało.Gość do mnie:"Coś dziś te orczyki non stop się urywają,ciekawe czemu?Może je przemroziło?". Odpowiadam dyplomatycznie:"może ten ostatni mróz"... :stupid: Najwidoczniej tenże jegomość nie pomyślał o tym,że te linki są tak stare,że pewnie Mojżesz je zakładał... :tongue: Panie i panowie,wielki dzięks z miłe spotkanie i wspólne nartowanie! Serdecznie pozdrawiam! :smile:4 punkty
-
Jak w temacie, a więc relacja pod tym kątem. 4 rodziny i sporo dzieciaków. Już po 14 godzinach jesteśmy w Pederoa i wspinamy się w kierunku Wengen. Ja mam fun ale chłopaki bez 4x4 nie tak duży. Okazuje się, że od centrum jakieś 5 km w górę. Jest fajnie. La Valle (lad. La Val, niem. Wengen) – miejscowość w regionie Trydent-Górna Adyga, w prowincji Bolzano. Liczba mieszkańców gminy wynosi 1281 (dane z roku 2009). Język ladyński jest językiem ojczystym dla 97,67%, niemiecki dla 1,75%, a włoski dla 0,58% mieszkańców (2001)Źródło danych: Istituto Nazionale di StatisticaLa Valle/Wengen leży pośród łagodnie łukowatych łąk górskich, otoczona cienistymi lasami modrzewiowymi i limbowymi. Różnorodność gatunków występujących na łąkach Armentara u podnóża Kreuzkofels/Croda di Santa Croce jest niezwykłym zjawiskiem, niespotykanym w całej Europie. Latem łąki zmieniają się w morze kwiatów. Oprócz rzadkich orchidei kwitną tu też inne szczególne gatunki roślin. Nazwa „Armentara“ pochodzi z języka ladyńskiego i oznacza pastwisko lub halę do wypasu krów. W La Valle zachowała się niepowtarzalna struktura osiedlowa: przysiółki, zwane po ladyńsku „les viles“. Skupiska domów, stodół i obór są rozsiane na zboczach pod pionowo sterczącymi ścianami skalnymi. W viles nadal żywa jest wiejska tradycja. W La Valle i okolicy istnieje imponująca liczba chórów i ludowych zespołów muzycznych. Górna dolina Wengental należy do parku krajobrazowego Fanes-Senes-Prags, gdzie spęd i wypas zwierząt na halach zalicza się do największych uroczystości w roku. Charakterystyczna dla La Valle jest także samotna, gotycka wieża kościelna. Kiedyś w tym miejscu znajdował się stary kościół parafialny, który w latach trzydziestych XX w. musiał ustąpić miejsca nowemu kościołowi. Wieża pozostała jednak do dziś. Źródło: http://www.suedtirol.info/pl/Jak-spedzac-czas/Alta-Badia/La-Val.html3 punkty
-
Podczas dzisiejszego dnia na nartach dużo dyskutowaliśmy na temat czasu lub dystansu jaki się spędza/pokonuje na wyciągach w relacji do czasu/dystansu jaki się pokonuje jadąc trasą do punktu wyjścia(dolnej stacji wyciągu). Trzeba przyznać że w realiach naszego kraju Szczyrk nie wypada najgorzej, lepiej jest tylko w ośrodkach które mają wyprzęgane urządzenia, a tych nie jest za wiele. Szczyrkowski SON wypada dlatego dobrze bo jednak te orczyki choć stare suną dużo szybciej niż wszystkie nowe krzesła nie wyprzęgane, a do tego kilka tras prowadzi dłuższą trasą niż wyciągi. Najgorzej wypadają właśnie wszystkie te nowe krzesła gdzie trasa jest położona bezpośrednio pod urządzeniami, czyli długość trasy jest równa długości urządzenia. Taki przykład z Korbielowa, wyciąg krzesełkowy Baba, czas wyjazdu 12 minut, czas zjazdu ok 50 parę sekund:rolleyes:: Przykład z mojego ostatniego wyjazdu do Andory: wyjazd krzesełkiem ok 6 min, zjazd trasą do punktu wyjścia również 6 min:rolleyes::. Na podstawie wykresów Szpary pokusiłem się o takie statystyki: Wczoraj Zillertal Arena: dystans przebyty na nartach to 55 km, a dystans przebyty 16 wyciągami to 30 km, wychodzi stosunek 2 do 1 Jeszcze lepiej to wygląda na Hoch Zillertal: dystans przebyty na nartach to 87 km, a dystans przebyty 15 wyciągami to niecałe 27 km, wychodzi stosunek 3 do 1 Tak że będę do znudzenia powtarzał, to co dzisiaj czy gdziekolwiek u nas nie ma nic wspólnego z prawdziwym nartowaniem, prawdziwe nartowanie zaczyna się +/- 700 km stąd:rolleyes::.3 punkty
-
Znowu to dzisiaj popełniłem, czyli znowu pojechałem do Szczyrku:biggrin:Miałem dzisiaj zacną rolę kustosza, a mianowicie obwoziłem Darkalewandowskiego po tym muzeum:biggrin:, zwiedzający był/jest SONem zachwycony:eek:, powiedział ze już w alpy nie będzie jeździł:tongue:.Warunki były jak na Szczyrk dobre, ale miarą jakości alpejskiej to ocena 3 z duuużym minusem, jak to figo prawi że Ernest z ratraka musi się dużo nauczyć, nie to nie prawda, Ernest musi się wszystko od początku nauczyć, bo na razie jeszcze nic nie umie:mad::. Trasy są po prostu przejechane, ale to jest wszystko nie urobione.Nie mnie jednak dość dobra pogoda, mało ludzi, całość do całości pozwala mi pokusić się o stwierdzenie że jazda była fajna:smile:. Panie Richter, uuuu....uuuuu....: Ja rozumiem że Toyota lepiej płaci, ale pieniądze to nie wszystko:cheerful:3 punkty
-
Day 3Piękne słońce dopisuje. Znowu jedziemy do Alta Badia. Tym razem do San Cassiano. Na szczyt Piz Sorega gondolą ku uciesze młodych, bo z niego jest bardzo długa niebieska trasa 11 + 9 na dół. Atakują ja parę razy (ja w tym czsie jadę równoległą czerwoną, sympatyczną 12) a potem wreszcie możemy jechać dalej i zwiedzać cały region w słońcu. Najfajniej jest w okolicach Pralongia. Dzieciaki atakuja trasę 8. Ja jadę dalej w kierunku Arraby 28 i moim zdaniem jest to najlepsza niebieska trasa w regionie: jest długa, nachylenie fajne i ze szczytu daję na maksa na krawędziach ćwicząc krótsze i dłuższe skręty. w międzyczasie podziwiam widoki na Arrabe i masyw Sella3 punkty
-
2 punkty
-
johnny - ten odcinek, który Ci się spodobał to chyba wspólny dla 2 i 3 jeszcze przed ich rozwidleniem. Do 14 wczoraj też było tam w miarę fajnie. A co do WC - hehe- również przerabiałem wczoraj ten temat i pierwsze poszukiwania też zakończyłem na początek na pomarańczowej osłonie:tongue: - zdezorientowany podreptałem w górę i Pani z drewnianej budki powiedziała - "tam na dół- gdzie strzałka" - hmmm - domyśliłem się, że chodzi o ten niżej położony bar - z tyłu, tuż za nim są drewniane pomieszczenia a w nich .... porcelanowe kibelki i nawet grzejniki elektryczne - wow:smile:. ale kranu z wodą już brak. inne kibelki to w czyrnej na dole toi-toiki za nową karczmą oraz płatny - 2 zł wraz z bramką wejściową i panem pilnującym - w knajpce w budynku przy kasach. Ja widzę zdjęcia z lodem z Pilska, to nie żałuję, że wybrałem wczoraj ten SON - nie było aż tak źle, ale parę rzeczy można by jeszcze poprawić. no i czekam na tę kanapę, bo "gwiazdy tańczą na lodzie" pod orcykiem już mi się znudziły:tongue::wink:2 punkty
-
i stamtąd góra, dół i znowu w górę i za jakieś 10 wyciągów jesteśmy na szczycie Kronplatz. Po drodze szybkie obserwacje tzn. jest świetna niebieska trasa Miara dla dzieciaków w San Vigilio.Foty po drodze: czarna 204 Jest słoneczko ale wieje, więc musimy zjechać niżej. Jeździmy na gondoli 103 i 109. Niebieska sympatyczna trasa, długa i tata może sobie pojechać szybciej na krawędziach. Powrót długą czerwoną 2012 punkty
-
Miało być dzisiaj Pilsko, ale po przeczytaniu wczorajszych relacji spassowałem. Jednak po wpisach Marcinn-a doszedłem do wniosku, że nie po to się szykowałem, aby cała niedzielę spędzić w domu, więc o północy decyzja - pora wytestować Scyrk pod rządami SON-u. Wyjazd lekko po 7-ej, ale śliskie,dzisiejsze, poranne drogi (2 wozy po drodze w rowach) plus obowiązkowy pit-stop w Bielsku na poranną kawę spowodowały, że dopiero o 10 zalogowałem się na Cyrnej (oj jak Wam zazdroszczę tej miejscówki w Bielsku i innych miejscowościach "Podbeskidzia":wink:). W Cyrnej parking SON-u nabity na maxa i już zamknięty - jadę obok - Pan miejscowy z uśmiechem kasuje 7 zł i jazda do kasy po karnet całodniowy ale z ulgą Plusa więc tak nie boli. Jedziemy na Halę Skrzyczeńską a stamtąd prosto na małe Skrzyczne - trochę wieje, ale mgły nie ma, jest twardo, widoki ładne, trasy zmrożone - jest o.k. - lecimy 4-ką do dołu i na całej trasie fajna jazda. potem z powrotem do samej góry i następnie trasami 2 i 3 na Cyrną (na 1-nce już od kas widać było duże przetarcie a i tu czytałem, że nie jest z nią dobrze, więc tym razem sobie ją podarowałem). Ludzi na trasach umiarkowanie, pod wyciągami od 11 do 13 szczyt, ale góra max. 10 minut czekania w kolejce. Pod orczykami X/II i I/XI już z początku było lodu, ale potem wyszło słońce i około południa masakra - sam lód i nierówności na całego - i do końca dnia były to najgorsze ślizgi, które już omijałem. Potem przerwa obiadowa (a przy stoliku obok na obiedzie sam pan prezes Richter:D;) a następnie przerzucamy się na jeżdżenie od strony Soliska. Ok. 14-ej ogłoszona awaria - spadła lina na wyciągach z Cyrnej - dobrze, że już ten kierunek ominięty, bo inaczej 30 minut postoju (na linkach???;P;). Na Małym Skrzycznym pojawia się mgła - w dodatku od 14:30- 15-ej szczyt już cały zryty i sam lód - jedziemy w takim razie w dół - tym razem 4-ka, która wygląda bardzo podobnie- śnieg zryty i oblodzenia aż do samego dołu, a w dodatku na dole w Solisku na łączeniu z czerwoną to już niezłe zrycia, muldy i lód ("niezły kosmos na ostatnim odcinku" - słyszę kierując się do orcyka). no to w górę - wybieramy czerwoną 7-kę -ta trasa na końcówkę okazała się najlepsza , praktycznie nic nie zryta, mało ludzi, pięknie się jeździ - i tak do ok. godz. 16.10 - po tej porze lekkie oblodzenia i przerycia z początku i na końcu trasy, ale na tyle, że nie przeszkadzały w dalszej jeździe aż do końca dnia. Pod orczykami IV/XII z początku na ślizgach lodu, ale w porównaniu do Cyrnej to i tak luksus. Parę minut przed 17-stą pojawiły się na 4 i 6 ratraki - to znak - czas już uciekać - no to w górę i 2-jką do Cyrnej - tam po całym dniu na trasie ostro, duże bryłki zlodzonego śniegu, miejsca wywiane, oblodzenia a końcówka na łączeniu 2 i 3 to już kopny śnieg normalnie - tam trzeba było ostrożnie i parę osób miało problemy. Ogólnie wyjazd w miarę udany. Co do kanap - fajnie, jak powstaną,bo dzisiejsze ślizgi lodowe z wertepami nie należały do zbyt przyjemnych. szkoda, że nie od strony Soliska, bo dzisiaj bardziej leżały mi Soliskowe trasy - fajnie, jakby od Soliska można byłoby zrobić 2 kanapy - jedną do połowy, drugą na szczyt (no ale jak Mostostal pisze - tam raczej nic nie będzie - a szkoda). Nawet sobie dzisiaj pojeździłem, ale mały niedosyt jest (SON to jednak nie to samo co moje Pilsko:P - a zwłaszcza styczniowe;) - i szkoda, że na Pilsku nagle przestali przykładać się do porządnego ratrakowania tras - czyżby z pierwszym dniem odwilży już sobie odpuścili???). Ogólnie - w miarę pozytywny dzień (na pewno lepszy niż siedzenie w domu;p;) Fotki wrzucę w wolnej chwili, bo na razie chaos a trzeba już powoli zakańczać dzień2 punkty
-
DAY 4I znowu Alta Badia. Startujemy tradycyjnie z San Cassiano i powtórka scenariusza. Teraz pewnie poruszamy się w terenie więc nie tracimy czasu na wyszukiwanie fajnych tras. Dzieciaki poprzednim razem wyczaiły snowpark, więc chwilę się tu zatrzymujemy. Ja trochę z nimi na hopki a trochę po trasie tzn. 28 z Las Vegas. Dygresja: W Alta jest mnóstwo miejsc, gdzie można bezpiecznie zacząć przygodę z off-piste (co wykorzystują nawet dzieciaki) I znów westchnienia w stronę Sella (już tam kiedyś byłem, więc zew nowego silniejszy jest) Jedziemy w dół trasą 21 (kolejna przyjemna niebiesko-rodzinna) i w górę orczykiem dla urozmaicenia. Potem pokazuje reszcie moją ulubioną trasę z Pralongia (wyciąg 28). Mówią, że miałem rację. Psuje się pogoda, zaczyna wiać. WIAĆ. Towarzystwo przewiane na szczycie Pralongia nie decyduje się na kolejny zjazd i idzie na przerwę w ciepełko. Ja, wolny i uzbrojony w dodatkowe ubranko i maskę, znów parę razy w28 a potem dalej na nieznane mi tereny tzn. w górę wyciągiem 25 na szczyt Cherz i góra dół kolejną, przyjemną, długą niebieską. Ludzi zero więc jest super. Pogoda robi się hardcore ale to lubię :biggrin: Oczywiście decyduję się jechać dalej w kierunku Arraby do Passo Campolongo. Tutaj UWAGA:Trasa 31 mimo, że oznaczona na niebiesko (i taka jest prawie do końca) ma końcówkę typu ścianka więc jest to niespodzianka dla wielu początkersów i rodzin z dzieciakami. Wracam powoli w kierunku Pralongia, bo robi się nieciekawie i parę razy testuję mą odzież w czasie przestojów krzesełek. W miedzyczasie małżonka dzwoni i mówi, że coś szwargotali przez megafony i mogą mi zamknąć wyciąg i możliwość powrotu. Oczywiście to ignoruję i jeszcze jeden zjazd. Oczywiście miała racje i zamknęli mi drogę powrotu. Na nic płacze do lokalsa z obsługi. Mówi ze stoickim spokojem, żebym sobie jechał w kierunku Arraby, dalej w góre na Sella, w dół do Corvary i z powrotem na Alta, a jak nie będą działać wyciągi to mogę podjechać busem (a jestem całkowicie po drugiej stronie regionu i drogami to może z 15 km. : Docieram znów do Passo Campolongo i niezamierzenie wbijam się na Sella Rondę. Teraz to już walka z czasem, więc nie testuję czerwonej 22 ani wyżej czarnej 1, tylko na dół długaśną czerwoną 1 do Corvary. Tam szybki podjazd i zjazd do gondoli, która wwozi mnie na Col Alt. Fajnie buja gondolką. Jestem już bliżej, niż dalej. Po drodze wiatr mnie miejscami wpycha na górę więc Justyna K. Przed 17 jestem na Piz Sorega i spokojnie zjeżdżam na dół, ku zachwycie rodziny mej.To był fajny dzień.1 punkt
-
Ja bym nie generalizował krytyki Słowacji jako takiej. I nie chciałbym, aby rozwinęła się dyskusja w tym kierunku. Skupmy się na krytyce konkretnego ośrodka narciarskiego. W naszym przypadku policjanci, którzy byli na miejscu byli bardzo uprzejmi i "ludzcy". Nawet mogłem sfotografować ich odznakę służbową. Poszkodowani, którzy odbierali protokoły z komisariatu też byli obsługiwani bardzo dobrze. Hasici czyli ochotniczy strażacy także bardzo poświęcali się podczas wyciągania aut, wypompowywania z nich wody i ratowania naszego dobytku.1 punkt
-
Byłem tam kiedyś (jeden raz) i zaparkowałem mniej więcej w tym samym miejscu,bo tylko tam było miejsce. Błotna "zupa"sięgała kostek u nóg. Okazuje się ,że byłem tam jednak dwa razy. PIERWSZY I OSTATNI!!!!!1 punkt
-
Ja ogolnie na tarczy :frown:: W sobotnich eliminacjach w sumie było średnio. Czas szybszy niż w poprzednim sezonie o 3 sekundy ale miejsce troszke dalsze bo 94. Wiec konkurencja w tym roku była zdecydowanie większa. A w finale... byla masakra! Widoczność bardzo mała przez mgłę i padający śnieg. No i start do nart była BARDZO wąski wiec na starcie była masakra. 3 razy zostałem przewrócony w tym 2 razy jak już miałem powpinane narty! Wiec miejsce w wielkim finale w końcówce stawki :frown:: Ale za to za rok jest co poprawiać :wink:1 punkt
-
Rzeczywiście fajne zdjęcia. Z opisu wnioskuję też, że musiał to być bardzo przyjemny wyjazd. Ech .... Fajnie było sobie popatrzeć na te widoczki i powspominać miejsca w których swego czasu była okazja troszeczkę ponartować. :smile: Cieszy, że miałeś możliwość pośmigać w takich warunkach. A Piculin fajny, co nie?1 punkt
-
Byłem, wróciłem. Nie było tak źle. Faktycznie ośrodek z 2 ligi. Tereny fajne, rozwojowe ale niewykorzystane , duzo mozliwości pozatrasowych. Infrastruktura niedoinwestowana i to troche wkurza. Na szczęście nie nastawiałem się na wyczyn ale jazdę turystyczna czyli objazd wszystkiego wkoło codziennie w innej konfiguracji. Pogoda dopisała 4 dni lampa, jeden dzień chmury i snieg i jeden dzień lampa/chmury. Plus: b. mała ilość innych nacji poza Francuzami / czytaj: brak pijanych niemców i angoli/. Valmnier to nieduzy ośrodek cisz, spokój.Wieczorem wrzuce jakieś fotki I jeszcze link do popołudnia zarejestrowanego na SportsTrakerzehttp://www.sports-tracker.com/#/workout/WojciechKubiski/f50s7q5gpetepr0c?ref=nfPozdrWojtek1 punkt
-
Sytuacja absurdalna - przecież ktoś z obsługi musiał widzieć,że dzieje się coś złego!Informacja powinna być natychmiastowa!Nie tylko przez megafony,ale też przy wchodzeniu na wyciąg!Kiedy woda się zbierała,może trza było ratrak odpalić i zrobić wodzie jakieś ujście?Chyba,że w tym terenie nic by to nie dało. : Mam wrażenie,że brakło wyobraźni i kogoś,kto potrafiłby błyskawicznie podjąć jakąś decyzję,np. ratark w ruch! Panowie,serdecznie współczuję!Nigdy bym nie przypuszczał,że parkując pod wyciągiem,trzeba się rozejrzeć,czy przypadkiem nie stoimy w jakimś najniższym punkcie,gdzie woda się zbiera... Słowacy dali ciała na całej linii,nie odpuszczajcie!Nie może być tak,że kasę zgarniają,ale jak coś się rypło,to "głowa w drugą stronę". : Obyście nie mieli ciężkiej przeprawy i wszystko udało się załatwić szybko i sprawnie! Głowa do góry!1 punkt
-
1 punkt
-
Jedziemy do La Villa (Poinformowani jedziemy na drugi, bezpłatny parking i wagonikiem dopiero do gondoli) i na górę gondolą na Piz La Ila. Jest lekka mgła i śnieżek więc nie wiemy gdzie jeździmy i fotek niet. Okazuje się, że numery tras w realu nie istnieją na mapkach (tam tylko numery wyciągów). Pierwszy dzień rozeznaniowy ale przyjemny. Dzieciaki i reszta wycieczki dzielnie jeżdżą za mną :tongue: i nie marudzą.1 punkt
-
Potwierdzam, w pewnym momencie na stoku było widać tylko jednego narciarza i jedne błękitne narty...cała reszta łącznie ze mną...eh, kompletnie nieprzygotowany sprzęt do jazdy w takich warunkach. Michał - świetna jazda, przyjemnie było popatrzeć :happy:1 punkt
-
To jeszcze dwa zdania do Korbielowa.Lód, lód, lód ale gdy tylko zaświeciło na dłużej słońce od razu zrobiło się miękko. I wtedy normalnie dało się jeździć. Ale... po 15 minutach była breja.Na Esie z Buczynki dziura po ratraku na +/- 30cm. Kartofle i kalafiory... a trasa "wyratrakowana" na dwie szerokości ratraka... reszta w piz$u zamrożona.Bez mega przygotowanych nart nie było się co wybierać. Dzięki Bogu moje BBRy całkiem nieźle trzymały + w końcu wykumałem o co im chodzi :DPilsku w tym roku mówimy już chyba: "do widzenia". Pora na słoneczny i zawsze przygotowany Rusin (już w najbliższy weekend+termy).Darek, Mariusz -> miło było poznać.Johnny pozdro Może będzie widać dziurę: No lodowisko jak złoto:1 punkt
-
1 punkt
-
Fanatyk sieje wrogą propagandę :biggrin: A wiecie dlaczego?... Bo on juz w tym sezonie w alpach był i mu żal, że ktoś ma to dopiero przed sobą :tongue:1 punkt
-
Pilsko i Nowa Osada. Dziś się najeździłem,choć zdrowy rozsądek nakazywał zostać w domu... Punkt ósma rano melduję się pod wyciągiem BABA.Niestety pada i to całkiem intensywnie.W trakcie gramolenia dzwoni Mariusz i się zgadujemy przy dolnej stacji krzesełka.pojawia się też reszta ekipy,z której jedną osobę nawet znam. : Widok trasy pod BABĄ nie napawa optymizmem,już tutaj widać przetarcia!Takie opady były jeszcze tydzień temu i do tego śnieżyli i taka kicha?GAT na równoległym odcinku spisał się zdecydowanie lepiej!Wyjechaliśmy krzesełkiem i jazda w dół pod orczyk.Waruneczki na trasie,mimo deszczu i sporej odwilży,całkiem dobre!Wyjeżdżamy wyżej i pokonujemy tradycyjną drogę przez mękę (Płaj),żeby dostać się na Szczawiny.Dalej na Miziową i tutaj oprócz deszczu spory wiatr i mgła.Niestety słabości GAT wyszły przy odwilży,na trasie z Miziowej na Szczawiny,na jej początku przetarcia i to spore wyspy bez śniegu!!! :eek: Na szczęście tylko na początku,dalej już fajnie.Zaliczyliśmy też samą górę - wyciąg ruszy grubo po 9-ej - totalna mgła,ale warunki ok. Po pit-stopie ruszyliśmy na Buczynkę,żeby w lepszych warunkach pojeździć.Decyzja słuszna!Tutaj było najfajniej,tj. na Buczynce i trasie z Soliska do Kamiennej.Cały pozostały czas (miałem karnet do 12.00) spędziliśmy na tych dwóch odcinkach tras.Gdyby nie pewne problemy z bankiem,jeszcze z godzinę bym pośmigał... Ale cóż... :redface: Po obiadku ruszam na Nową Osadę,gdzie właśnie pojawił się Darek.Podobnie jak na Pilsku,ludzi garstka,jazda bez kolejek i... niestety na początku w deszczu.Po ok. godzinie jesteśmy przemoczeni,więc grzaniec. :wink: Warunki całkiem dobre,nie ma przetarć,jakiś większych muld,fruwa się całkiem fajnie!Z czasem deszcz ustaje,dzięki temu jazda robi się bardzo przyjemna.Dawno nie zaliczyłem wieczornej jazdy i już zapomniałem jak to fajnie jest.Nawijamy non stop,aż do wyczerpania baterii,no może nie tak do końca,bo jeszcze 3 dni przed nami... : Jak na razie śnieg się tam dobrze trzyma i nie ma strachu,że go braknie.Zapas jest wystarczający,tylko jak długo? :redface: Deszcz to żadna przyjemność,ale za to skutecznie odstraszył narciarzy i można było pośmigać.Coś za coś... : Oby następne dni były bardziej pogodne...1 punkt
-
Johnny z całym szacunkiem, ale moje zdanie jest takie, że na narcie race można jechać rekreacyjnie i to bez, żadnego większego wysiłku niż all i inne cuda. W drugą stronę to raczej nie działa bo na all na betonie ostro raczej nie pójdzie. Jak chcesz wiedzieć na czym jeździłem cały tydzień z Jasiem to zajrzyj tu: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=1605&id_modelu=1944 Mam długość 185 cm. I powiem, że poza niemiłymi konsekwencjami zeszłorocznej kontuzji to absolutnie zero zmęczenia w nogach przez cały tydzień. Pozdrawiam.1 punkt
-
"Klub narciarzy rekreacyjno-zabawowych". Dodam jeszcze jeden przymiotnik: "turystycznych" - kilkadziesiąt razy byłem na Małym Skrzycznem, ale zawsze przy dobrej widoczności podchodzę te kilkadziesiąt metrów i podziwiam widoki: Babia, Pilsko, Tatry, Niżne Tatry, Mała Fatra, Beskidy po czeskiej stronie, czasem Jesoniki, a raz nawet Śnieżnik ! Tak samo mam, kiedy jestem na Kopcu pod Pilskiem, czy gdzieś dalej (ostatnio Saalbach, a w poprzednich Val di Sole). Umawiam się z resztą towarzystwa (tą bardziej "race-ową"), że oni sobie jadą, a ja zostaję, albo podchodzę w miejsce, gdzie widoki są jeszcze lepsze (np. Cima Presena z widokiem na Cima Adamello). Jadąc w jakieś nowe miejsce staram się jak najwięcej o nim dowiedzieć (skimapy, miejsca widokowe, historia, geografia). Pamiętam miny moich znajomych, jak byliśmy pierwszy raz w Alpach (2004 - Val di Sole), a ja w miarę sprawnie potrafiłem się poruszać po całym rejonie.1 punkt
-
Piękna, zdolna i z charakterem. Informacje o niej równie często pojawiają się rubrykach sportowych, jak i towarzyskich. Amerykanka Lindsey Vonn pracuje na miano alpejki wszech czasów i sprawia, że jej dyscyplina nabiera zupełnie nowego wymiaru. Lindsey Vonn obecny sezon zaczęła od zwycięstwa wyjątkowego – jako piątej zawodniczce w historii udało się jej zwyciężyć we wszystkich pięciu konkurencjach alpejskiego Pucharu Świata. Pod względem łącznej liczby pucharowych triumfów wszechstronna Amerykanka ustępuje już tylko dwóm rywalkom. Już za rok może być liderką tej prestiżowej klasyfikacji. A przecież ma dopiero 27 lat… - Jeździ świetnie technicznie, jest niesamowicie odważna, nie boi się podejmować na trasie ryzyka. A w konkurencjach szybkościowych to wszystko robi wrażenie. Nic tylko stać i podziwiać – nie kryje uznania Małgorzata Tlałka-Długosz, która w latach 80. należała do światowej czołówki narciarstwa alpejskiego. – Nie mam wątpliwości, że lista jej triumfów jeszcze znacznie się wydłuży. Vonn jest bardzo mocna mentalnie. Posiada duże doświadczenie na najważniejszych imprezach i niezbędną pewność siebie. Przy tak wyrównanym poziomie psychologia mistrza robi różnicę – dodaje. Smykałkę do narciarstwa Lindsey odziedziczyła po ojcu – Alan Kildow zdążył wywalczyć juniorskie mistrzostwo Stanów Zjednoczonych zanim jego karierę przerwała kontuzja kolana. Co ciekawe, aby zaszczepić miłość do nart, góry wcale nie były potrzebne. Najwyższy punkt w stanie Minnesota, gdzie urodziła się Vonn, położony jest na wysokości zaledwie 701 m n.p.m., a cała okolica słynie raczej z rozległych prerii i licznych jezior. To właśnie w takich okolicznościach przyrody – pod okiem ojca i austriackiego trenera Ericha Sailera – kształtowała się technika Lindsey i jej charakter. Bezpośrednim wzorem do naśladowania była dla małej blondynki Picabo Street. Vonn często wspomina w wywiadach, gdy jeszcze jako 9-letnia dziewczynka spotkała starszą o 13 lat zawodniczkę, która właśnie z impetem wchodziła do światowej czołówki. Aby dorównać idolce, Lindsey postanowiła wkrótce przenieść się do cenionego ośrodka Ski Club w Kolorado. Tam szybko zaczęła pokazywać klasę, wygrywając ze znacznie starszymi od siebie koleżankami. Jej talent nie umknął trenerom kadry narodowej i świeżo po 16. urodzinach Vonn zadebiutowała w Pucharze Świata. Na pierwsze zwycięstwo w elicie musiała czekać niewiele ponad trzy lata. Później już wygrywanie, ku utrapieniu rywalek, szybko weszło jej w krew. Szczególnie w zjeździe i supergigancie. Obecnie Lindsey Vonn to nie tylko ikona narciarstwa alpejskiego, ale i gwiazda szeroko rozumianego show-biznesu. Jej nazwisko często pojawia się w rubrykach niemających nic wspólnego ze sportem, a paparazzi czyhają na nią niczym na gwiazdę rodem z Hollywood. Kto wie czy za kilka lat Vonn nie stanie się zresztą jedną z pełnoprawnych bohaterek "Fabryki Snów". Dwukrotna mistrzyni świata z Val d'Isere nie ukrywa, że po zakończeniu kariery sportowej planuje się zająć właśnie aktorstwem. – Nie miałabym problemów z zapamiętywaniem tekstów. Kłopoty byłyby raczej z interakcją z innymi, więc zapewne nie obędzie się bez specjalnych lekcji. Z pewnością jednak będę się dobrze bawić, to byłoby dla mnie nowe wyzwanie – mówi Vonn, która aktorski debiut ma już za sobą. W 2010 roku zagrała epizod w kryminalnym serialu "Prawo i porządek". Przygoda przed kamerą spodobała jej się na tyle, że z chęcią przyjęłaby kolejne role. – Zawsze o tym marzyłam. Po sezonie olimpijskim byłam wyczerpana, a takie oderwanie od treningów dobrze mi zrobiło. Wróciłam do zajęć ze zdwojoną energią – wspomina. Równie dobrze co przed kamerą, Lindsey bawi się przed obiektywem aparatu. Na okładce jednego z magazynów ESPN spoglądała na czytelników wystylizowana na Sharon Stone ze słynnej sceny w "Nagim instynkcie", kiedy bohaterka – siedząc na krześle – prowokacyjnie zakłada nogę na nogę. Dużym echem odbiła się również jej sesja dla "Sports Illustrated", podczas której prezentowała kostiumy kąpielowe. Nie byłoby może w niej nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zdjęcia robiono zimą w pobliżu olimpijskich tras w Vancouver-Whistler, a na większości ujęć zawodniczce towarzyszą… narty. – Wreszcie miałam okazję pokazać, jak naprawdę wyglądam. W czasie zawodów cały czas mam na sobie przecież kask i gogle – opowiada z uśmiechem Vonn. – To było dla mnie bardzo zabawne doświadczenie i doskonała okazja do promowania narciarstwa alpejskiego – dodaje. Zupełnie inna sprawa, że pojawienie się Vonn na okładce "SI" w pewnym momencie nie na żarty wystraszyło Amerykanów. Tuż przed rozpoczęciem igrzysk ich ulubienica nabawiła się kontuzji, która pod znakiem zapytania stawiała jej walkę o olimpijskie medale. Dziennikarze zaczęli wówczas przywoływać tzw. klątwę okładki "SI" i powoływali się na obliczenia, wskazujące na to, że blisko 40 procent zawodników po zagoszczeniu na "jedynce" prestiżowego pisma przeżyło obniżkę formy, doznało urazów lub miało inne pozasportowe problemy. Vonn, typowana przed imprezą do zdobycia trzech złotych medali, ostatecznie pozbierała się na tyle, aby sięgnąć po złoto w zjeździe i brąz w superkombinacji. Kolejne sukcesy, w połączeniu z nieprzeciętną urodą, sprawiają, że zawodniczką nie przestają się interesować spece od marketingu. Wartość kontraktów reklamowych Vonn rośnie z każdym sezonem. Dość powiedzieć, że Amerykanka jest obecnie twarzą takich marek jak Red Bull, Rolex czy Procter & Gamble. Nie ma co się jednak dziwić, bo sama Lindsey umiejętnie podsyca zainteresowanie swoją osobą. Oprócz wspomnianych już sesji zdjęciowych, trzykrotna zdobywczyni Kryształowej Kuli chętnie przyjmuje zaproszenia do programów typu talk-show. Tuż przed ostatnimi świętami Bożego Narodzenia pojawiła się choćby w znanym show Davida Lettermana. Warto dodać, że swoim strojem rozpraszała nie tylko męską część widowni, ale i prowadzącego. Vonn, która w 2010 roku zajęła 59. miejsce w zestawieniu najseksowniejszych kobiet świata według magazynu "Maxim", z ochotą wspiera także akcje propagujące zdrowy tryb życia wśród młodzieży. Na początku tego roku, mimo napiętego kalendarza, znalazła czas, aby zostać ambasadorem Zimowych Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich. – Mam nadzieję, że swoją obecnością zainspiruję tych młodych ludzi tak, jak mnie kiedyś zainspirowała Picabo Street. Od początku chciałam być częścią tej imprezy i mieć wpływ na jej rozwój. Nie było mi łatwo to wszystko pogodzić, ale daję tyle, ile mogę – mówiła podczas styczniowych zmagań w Innsbrucku. Będąc tak rozpoznawalną osobą, ciężko jest Vonn chronić swoje życie prywatne. A w tym też dzieje się wiele… W listopadzie ubiegłego roku, po czterech latach małżeństwa, Lindsey postanowiła rozstać się ze swoim mężem – Thomasem, który pełnił także rolę jej menedżera oraz trenera. W sztabie zawodniczki miejsce starszego o dziewięć lat byłego reprezentanta USA (olimpijczyka z Salt Lake City – 9. miejsce w supergigancie) znów zajął ojciec. A w sercu? Amerykańskie media spekulują o romansie zawodniczki z gwiazdorem futbolu amerykańskiego – Timem Tebowem z Denver Broncos. Vonn konsekwentnie dementuje te pogłoski i powtarza, że łączy ich jedynie przyjaźń. Wcześniej głośno było o randce, na którą Vonn udała się z… młodszym o 13 lat adeptem szkoły narciarskiej w Kolorado. – Podszedł do mnie, kiedy jadłam lunch z innymi uczniami. Był tak zdenerwowany, uprzejmy i słodki, że nie mogłam odrzucić jego zaproszenia – opisywała na swojej stronie kulisy niecodziennego spotkania. Z niejakim Parkerem McDonaldem gwiazda poszła na szkolny bal i bawiła się chyba na tyle dobrze, że postanowiła upamiętnić całe wydarzenie zdjęciem na swoim facebookowym profilu. Czy to rzeczywiście towarzystwo 15-latka tak dobrze wpłynęło na zawodniczkę, czy – jak tłumaczyła – rzadkie uczestnictwo w tego typu imprezach w czasach młodości? Tego być może jeszcze kiedyś się dowiemy, bo wydaje się, że opublikowanie biografii Lindsey Vonn jest tylko kwestią czasu. W powieści nie powinno też zabraknąć rozdziału poświęconego przyjaźni Amerykanki z Marią Riesch. Obie panie poznały się u progu swoich zawodowych karier w 2000 roku i wydawało się, że nic nie jest w stanie ich poróżnić. Tradycją stało się nawet spędzanie przez Vonn Bożego Narodzenia w rodzinnym domu Niemki w Garmisch-Partenkirchen. Idyllę zakłóciła ogromna ambicja obu zawodniczek. Przed ostatnimi zaplanowanymi zawodami w sezonie 2010/2011 Riesch miała nad Vonn tylko 3 punkty przewagi w klasyfikacji generalnej. Ostatni start, którego faworytką była Amerykanka, został jednak odwołany z powodu warunków pogodowych i po raz pierwszy w karierze z Kryształowej Kuli mogła cieszyć się Niemka. Lindsey nie mogła pogodzić się z takim obrotem sprawy, oskarżyła koleżankę o spisek z organizatorami i ceremonialnie opuściła uroczystą dekorację. Wkrótce na łamach mediów zaczęła się wzajemna wymiana "uprzejmości". Przed rozpoczęciem obecnego sezonu zawodniczki zapewniały, że wszelkie nieporozumienia zostały wyjaśnione. Trudno jednak przewidzieć, co jednak się stanie, kiedy losy ich medali znów będą się ważyć do samego końca w rozmaitych okolicznościach… A taki scenariusz wydaje się całkiem realny. Vonn zamierza startować co najmniej do mistrzostw świata w 2015 roku. Nie wyklucza jednak, że na stoku pozostanie aż do igrzysk w południowokoreańskim Pyeongchang, które odbędą się trzy lata później. – Wszystko zależy od motywacji i zdrowia. Jeżeli kontuzje będą ją omijały, to plan Lindsey jest do zrealizowania. W narciarstwie najważniejsza jest radość z samego jeżdżenia, o czym może świadczyć choćby przykład Patrika Jaerbyna. Ten Szwed, mimo 43 lat, ciągle startuje w Pucharze Świata i zdobywa punkty – podkreśla Małgorzata Tlałka-Długosz, która sama często pokazuje uczniom własnej szkółki przejazdy Vonn jako wzór do naśladowania. – Lindsey bezsprzecznie jest fenomenalna. Ale mówienie o niej już teraz jako o alpejce wszech czasów jest chyba jeszcze nieco przedwczesne. Za to kiedy skończy karierę i przyjdzie czas na całościowe podsumowanie jej osiągnięć, wówczas takie określenie będzie jak najbardziej na miejscu. Wkleiłem bo na onecie za chwilę się to gdzieś zgubi.. źródło: onet.pl1 punkt
-
1 punkt







