Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Piotr_67

    Piotr_67

    Użytkownik forum


    • Punkty

      23

    • Liczba zawartości

      2 318


  2. SB

    SB

    Moderator


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      7 967


  3. MB

    MB

    VIP


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      5 540


  4. matis991

    matis991

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      131


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 12.02.2013 uwzględniając wszystkie działy

  1. "Moi Kochani. Dzisiaj o 5.20 Niko skończył swoją walkę. Tylką tą jedyną przegrał w życiu. Nadzieja musiała również umrzeć, chociaż jako ostatnia. Nie wierzę że tak cudowny człowiek.... był moim dziadkiem. Żałuję że nie towarzyszyłam mu ani na stokach ani na konnym padoku zbyt często. Oddałabym wszystko, by tylko spędzić z nim jeszcze jeden dzień. Jest mi okropnie ciężko. Po udanej sesji na studiach nastał mnie najtrudniejszy w całym życiu egzamin. Tak bardzo kocham mojego Dziadka. Wierzę, że o tym wiedział. Wie. P." Cytat wnuczki ze SF. Cóż tu więcej powiedzieć........
    23 punktów
  2. Skoro tak pięknie jest na Pilsku,to postanowiłem namówić SB i jeszcze jednego forumowicza,który to nie popełnił jeszcze ani jednego posta,ale zarejestrowany jest.Jak to zwykle w naszym przypadku,wczesny start z pod domu i na pierwsze krzesło. :happy:Z tym krzesłem to nie wyszło.:sad:Wszystko byłoby OK. byliśmy jak Pan Bóg przykazał przed 8:00.Tylko co z tym fantem zrobić?Albo jechać rano pod krzesło i dymać z buta po samochód jak skończymy jeździć.Albo zostawić samochód na dole i dymać do krzesło.Żadna z tych opcji nie jest w naszym stylu.Startujemy więc jednym z pierwszych orczyków.Ukazuje się nam cudowny,żywcem zerżnięty z Alpejskich tras obrazek.Cudowne warunki śniegowe i mistrzowska robota operatora ratraka.Od dołu do Soliska i dalej do Buczynki perfekcyjne przygotowanie.Zdjęcia robiłem telefonem więc zupełnie nie oddają stanu faktycznego,było dużo lepiej niż przedstawiają to foty. pogoda piękna słonecznie niezbyt zimno za to powyżej Buczynki już dmuchało a na Miziowej to nawet bardzo mocno,co było widoczne już z Płaja panorama Beskidów i widok na Babią ,cudowne Na szczycie gwizdało niemiłosiernie,nawet nie chciało mi się sięgać po telefon żeby zrobić fotkę.Musicie wierzyć na słowo.
    9 punktów
  3. Zachęceni faktem że na trasach będzie pusto, bo jak czytamy na forum narciarze z tras przenieśli się między kujoki(choinki):tongue:, postanawiamy po latach odwiedzić to miejsce.Cel to raczej rekonesans, co się zmieniło i czy warto ewentualnie to miejsce od czasu do czasu odwiedzić:.0615 Figo melduje się u mnie pod domem, tak że mamy czasu na tyle sporo że zasiadamy jeszcze do porannej kawusi, następnie jedziemy po jeszcze jednego naszego kuzyna(zalogował się tu parę lat temu ale wstydzi się pisać:stupid:, to ten w czarnym, ale szczupły, w czarnym opuchnięty to wiadomo kto:tongue:). Tak więc ruszmy i jedziemy, malowniczą trasą bo doliną Soły mijając po kolei zapory i sztuczne jeziora, po drodze generalnie się nic nie wydarza oprócz tego że jakiś debil zaryzykował z nami czołówkę:eek: w zamian za ominięcie dziury, tylko go i nas refleks Figo uratował. Tak więc 0740 meldujemy się na parkingu w Korbielowie kamiennej, tradycyjne kręcenie bączków quatro ku przerażeniu pana z obsługi parkingu który ucieka w popłochu(pozdrawiamy:biggrin:).Decydujemy się jednak wystartować w górę wyciągami orczykowymi, bo nie będziemy korzystać z samowoli budowlanej w postaci taśmociągu, to się kłóci zdecydowanie z naszym poukładanym światopoglądem:stupid:.Kupujemy karnety 6 godzinne po 65 zł i już za dwie ósma odbijamy pierwszą bramkę, tarasi ten pierwszy wyciąg niemożliwie, ten drugi czyli III już lepiej. pierwszy zjazd trasą nr 1, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, jest tak dobrze że generalnie nie ma się do czego przyczepić, równo wyratrakowane od lasa do lasa, no i tylko my na trasie:smile:. Z racji tych faktów pozostajemy tu na kilka zjazdów. Dalej przemieszczamy się słynnym wyciągiem PŁAJ w stronę hali Szczawiny, po drodze choć w ole cisza i spokój to nad głowami widać że drzewa mocno się już kołyszą, to daje mniej więcej obraz czego będzie się można spodziewać pnąc się coraz wyżej.
    8 punktów
  4. No i faktycznie na Miziowej jest kamczatka i łeb chce urwać, wyciąg VII nie chodzi, więc ruszamy w dół, trasą nr 5 do hali Szczawiny, tu już tak fajnie nie jest, jest to raczej kartoflisko i nie jedzie się dobrze. Następnie wracamy na Miziową i ruszamy na Kopiec, zjazd z kopca i warunki na trasie podobne jak te na 5 przy czym tu widać że Ernest z ratraka ma mierne pojęcie o topografii terenu bo są miejsca gdzie wyorał kamienie, wykopał młodnik i borówki, jak to kudłaty zobaczy to zrobi z niego gwiazdę Teleekspresu i radia ZET. Postanawiamy jechać na dół bo tu się przyjemnie nie jeździ, jednak dostrzegamy że ruszył wyciąg na Pilsko nr VII, więc zmiana planów i jedziemy w górę, jak już tu jesteśmy to chcemy zaliczyć wszystko, warunki podobne jak na poprzednich trasach, więc nic tu po nas, spadamy w dół... No ale to nie takie proste znaleźć jak się nie pamięta jak się dostać pod PŁAJ, a oznaczenie nie pomaga, no bo takie właśnie pomocne jest:mad::. Nawiasem mówić to jakaś masakra na tej Miziowej żeby się dostać z wyciągu na wyciąg wszędzie trzeba dreptać pod górę, no ale w końcu udaje się odnaleźć niebieską szóstkę, więc szybko przemieszczamy się na czerwoną 1, tu już ludzików przybyło, jednak nie wszyscy do lasu między kujokami poszli się kulać:tongue:. Po 1 zjeździe lądujemy w jakimś przybytku kulinarnej rozkoszy, zarzucamy żurek(fuj:mad: herbatka(obleci:cool: i my nie kierowcy kusimy się na Bombardino, jak ów specjał ląduje na stole, Fogo już zło wróży czy to czasem nie umrę ze śmiechu:stupid:, zaciekawiony co kryje się pod czapką bitej śmietany szybko wciągam ją, a pod spodem:eek: :tongue: - Bombardino po pilsku:stupid:, rozpuszczalna kawa z odrobiną ajerkoniaku z Biedronki. Stwierdzam ze już dawno we Włoszech nie byłem skoro nie pamiętałem ze Bombardino to było coś wstrętnego:biggrin:. W każdym razie, 3 żurki, 3 herbaty, 2 pseudobombardino kosztowały nas 60 zł, dla porównania w sobotę w Zwardoniu za 3 schabowe z pieczarkami i serem żółtym, do tego ziemniaki, surówki, 1 żurek, 1 gulaszzupa, 1 piwo grzane z sokiem, 2 Cococole, zapłaciliśmy 75 zł ,pojadły tym 4 osoby, a wszystko było pyszne. Po tak wykwintnym posiłku, przed knajpą postanawiamy, że jak będzie kolejka do wyciągu to jedziemy do samochodu i do domu, to co zastajemy pod wyciągiem nr III i IV nazywamy kolejką, a prawda jest taka że kolejki nie ma ale motywacji do jazdy 1 trasą w gąszczy tym bardziej nie ma, tak więc o 11 kończymy jazdę i zasadniczo stwierdzamy że wpadniemy tu znowu.... ....za jakieś parę lat, lub jak będzie motywacja, nastawiane jakich nowych krzeseł, a jak to będzie gondola to też się nie skrzywimy:rolleyes::
    7 punktów
  5. Poniedziałkowy wypad do Szczyrku(SON)Po przejeździe całkiem suchymi drogami meldujemy się o 8 pod wyciągiem. Po drodze zaopatrzeni w startery z Plusa(można kupić te za 3zł i jesteśmy ponad dychę do przodu, potem za każdym razem przed wyjazdem ładować przelewem za 1,22zł - a i nie szukajcie przed wyjazdem numeru w internecie bo koło kasy jest bilbord z infromacją) kupujemy karnety całodniowe za nieco powyżej 50zł. Humory dopisują gdyż powitało nas słoneczko czasami przesłonięte chmurami.Ruszamy na rozgrzewkę na zieloną 8 gdzie zastajemy nico freeridowe warunki - po nocy z 10+cm nasypało. Potem golgota gdzie także nie było sztruksu ale lepiej niż na 8 . Trasa nr 10 podobnie.Mimo to jeździło się całkiem przyjemnie Na kamienie i duże połacie lodu nie trafiliśmy.Następnie wybraliśmy się w kierunku Skrzycznego. Na górze standardowe chłodniej ale ja lubię poczuć zimę. Tutaj na wszystkich trasach od góry w kierunku Soliska warunki bardzo dobre- jedynie muldy przeszkadzały. W kierunku czynnej było gorzej , sporo lodu-na szczęście ostrzyłem krawędzie w deseczce więc było znośnie. Na 3 śladowa ilość kamieni i brawo dla Son że dali tabliczkę z ostrzeżeniem. To skutecznie odstraszało ludzi więc trasa była puściutka. Co do Bieńkuli warunki były całkiem spoko(nie za dużo lodu( choć ciężko mi się obiektywnie wypowiedzieć bo ta trasa jest dla mnie za stroma i więcej hamuje niż jadę. Dla tych co lubią jazdę poza trasami śniegu w zupełności wystarczą choć dzisiaj ciężko było jakieś miejsce rozdziewiczyć. Jednak co do FreeRidu zdecydowanie wole Pilsko.Co do kolejek między 8-10.30 praktycznie pusto potem od 11 do ok 13 sporo ludzi(koło 5 minut czekania niezależnie od trasy) Potem do końca luz. Dziś z niewiadomych przyczyn wysiadły kilka razy orczyki na czas wystarczający do utraty mojej cierpliwości więc się odczepiałem. Po moim odczepieniu po chwili zazwyczaj ruszały.Podsumowując pierwszy wyjazd w sezonie uważam za udany. Warunki pogodowe wyśmienite. Śniegowe także choć trasy mogły by zostać lepiej przygotowane.Ludzie nie za dużo jak na początek zimowych ferii. Trochę przesadziliśmy bo łącznie z wyciągami wyszło 66km ale jak się już bawi to na całego.Swoją drogą dlaczego właściciele ośrodków ratrakują wieczorami a nie nad ranem ?
    5 punktów
  6. Czas na relację ze Złotego Gronia w Istebnej. Karnet 2 godzinny 17.00-19.00. Wyciąg naprawdę fajny ale nic poza tym no może jeszcze to że praktycznie nie było kolejek. Bardzo dużo lodu na bardziej stromych częściach, muld, a mimo to było dość dużo "piratów" czasami miałem śmierć przed oczami jak można w takich warunkach jechać na kreskę?? Ile razy jechałem wyciągiem to za każdym razem ktoś leżał i to nie po jednej osobie. Pewnie rano jest dużo lepiej jeśli chodzi o warunki. Druga sprawa to ten ogrodzony dość spory kawałek trasy na samej górze. W zasadzie na lewo od wyciągu jest mały plac żeby przejechać ale sam lód i lepiej jechać w prawo ale tam znowu jedzie się w ciemnościach ;/ Następnym razem jeśli pojadę to tylko i wyłącznie rano. Droga dojazdowa tj.ostanie 3,5 kilometra fatalna (wąsko, lód i dziury) ;D Jutro dorzucę kolejną relację z Cieńkowa.
    4 punkty
  7. Czas na relację ze stoku Wisła Klepki. Jeździłem od 18.00 do 19.30 (od 18.00 wyjazd 2 zł) wziąłem sobie 10 wyjazdów ale nawet 4 zostały. Czas jaki był potrzebny żeby obrócić mimo wieczornych godzin to około 15 minut. Oczywiście przy spokojnej jeździe. Kolejki spore na 5-7 minut. O 19,30 wygonił mnie mróz. Jak doszedłem do auta na parkingu było -10.5 stopnia. Na szczycie temperatura odczuwalna była jeszcze niższa. Przygotowanie stoku bardzo dobre. Po całym dniu wyglądał nieźle. Zero minerałów i bardzo mało lodu za to duży plus. Jakość filmiku gorsza bo konwertowane ale przynajmniej udało mi się je połączyć w jeden cały [video=youtube_share;j2RhQihQbkE] FOTKI
    4 punkty
  8. W dniach 26.01-01.02.2013 byliśmy na nartach w dolinie Alta Badia.Mieszkalismy w miejscowości La Val. Bardzo dobra ,tańsza alternatywa do mieszkania blisko wyciągów w tamtym regionie.Odwiedziliśmy Kronplatz , 5 Torri w Cortinie z Laquazoi , Sella Ronde i wszystkie trasy w regionie Alta Badia.Pogoda dopisała , 5 dni słonca i jeden dzień z zachmurzeniem i lekkim opadem śniegu.Najwięcej ludzi na Kronplatzu.Nie wiem jak tam można wytrzymać cały tydzień?Trasy świetne , ale nie na cały tydzień.Dlatego warto mieszkać gdzieś pośrodku między Alta Badia ,a właśnie Kronplatzem.Objazd Sella Ronda podczas świetnej pogody z super warunkami śniegowymi.Do końca dnia trasy w bardzo dobrym stanie.Bez tłoku na trasach.W sumie w każdy dzień ,trasy do końca dnia były w bardzo stanie.
    2 punkty
  9. Dziś o godzinie 20:30 na kanale TVP Sport wyświetlony zostanie film dokumentalny Ja, Herminator! Film przedstawia sylwetkę Hermanna Maiera, medalisty olimpijskiego z Nagano i Turynu, czterokrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli. Polecam. :applause:
    2 punkty
  10. Witam, w niedzielę byłem w miejscowości Przyłęków obok żywca. Miejscowość zapomniana przez narciarzy.Ostatnio byłem tam 15 lat temu jak organizowali wyjazdy z kopalni. Kolejek do wyciągu żadnych, cena biletu to 2 zł ( w zeszłym roku 3,5), w tym sezonie promocja bo od przyszłego zmienia się inwestor i ma zacząć inwestycje.Ludzi na stoku prawie w ogóle wiec można było fajnie pojeździć.Trasy przygotowane tak na 4 w skali od 1-5. http://www.nanarty.info/polska/slaskie/454-piast. Ogólnie polecam ten zapomniany stok. Piotr
    2 punkty
  11. Buahahaha Figo w lesie. Tego bym nie przeżył... w sumie hmmm po zastanowieniu się.... może by nowa trasa powstała :biggrin: A może zamiast wycinać drzewa na czarnej trzeba ... a nic juz nic :eek: ...
    2 punkty
  12. Ja mam ciągły niedosyt! :biggrin: Niedawno w Szczyrku zjeździłem oba ośrodki w cały dzień,a na koniec zrobiłem jednym ciągiem zjazd z Małego Skrzycznego,ciasno kręcąc,który ma ponoć 3,5 km. Będąc w Dolomitach,najwięcej kilometrów zrobiłem w ostatni dzień... Gdyby nie różne obowiązki,czasem konieczność przyoszczędzenia kaski itp,normalnie zawsze spędzałbym na stoku minimum 8 godzin. A gdybym nie musiał pracować,np. wygrał w lotto,na stoku byłbym codziennie! :biggrin: Czasami zastanawiałem się,czy dałoby się być 365 dni w roku na stoku... :
    2 punkty
  13. teraz gondola śmiga od 7:30: http://www.hochzillertal.com/de/das-skigebiet/liftepisten/
    2 punkty
  14. Wreszcie!Wreszcie wybrałem się na Dębowiec.Co prawda nie z własnej woli ale ojciec prosił czy bym się z nim nie wybrał.Parking bezpłatny,więc mój wymóg spełniony.:happy:Jakoś dziwnie startują w poniedziałek od 10:00 szkoda,że nie jest nieczynne jak np. muzea.No ale dość marudzenia.Parking pełniutki ,jest 11:00,zająłem jedno z ostatnich miejsc.Sytuacja na stoku i przed czytnikami jest całkiem dobra,kolejki brak,to mój drugi wymóg.Ruszamy do kasy i tu na przywitanie zonk senior jest starej daty ma 77 lat stoi więc karnie szybki sik pani kasjerki i po 4 minutach otwarte :tongue:kupujemy po 10 zjazdów.Stok wygląda nieźle stojąc przy czytniku dostrzegam znajomą mi postać Marcina SzafrańskiegoPozdrawiam Go z daleka i robię fotkę Ruszamy na górę i tu się zaczynają jajaChyba będą musieli reklamować ten wyciąg u Słowaków.Tam chyba coś jest zepsute!!!:eek:Jeeeeeeeeeeeeedzie,stoooooooooooi,rusza,....jedzie, zwalnia,jeeeeeeeeedzie, stoi ,rusza, stoi.Jakaś masakra.:frown::Mierzyłem czasy kilku wyjazdów 6'20"-7'48"-7'16" prędkość jest porównywalna z prędkością krzesła na Skrzyczne.Dziwne jest to odgrodzenie połowy szerokości stoku,na górze ogromne przestrzenie pozbawione pokrywy sztucznego śniegu i postawione bezsennsowne znaki Stok przyzwoicie utrzymany choć jest sporo drobnych kamyków nie wiadomo skąd.Ogólnie wróciłem bardziej zadowolony niż z sobotniego wypadu do Istebnej,Koniakowa i Zwardonia.
    2 punkty
  15. Encore PS i jeszcze amatorski (bardzo:)) clip sklejony na szybko: [video=youtube;ukZDoKJSyP0]
    2 punkty
  16. Dzień 6 &the endI jeszcze parę widoków. Topjet Igloo koło Kristallhute Przy górnej stacji gondoli Hochzillertal. Orczyki Panoramaflift Słonko zachodzi. Dolna stacja w Kaltenbach. Pora wracać. Wyjazd super udany. 3 słoneczne dni. 2 śnieżne i 1 średni. Wszyscy w jednym kawałku. Dzieci zrobiły po ok. 200 km zjazdów. Ja ok. 300. Nie jest źle :biggrin:Pozdrawiam wszystkich, którzy wrócili i tych , którzy jadą
    2 punkty
  17. 1 punkt
  18. Wiesz Johny,...gregor czasem musi popracować z rana. A nas nawet parom koni by do tego lasa nie wciągnął. :happy:
    1 punkt
  19. Myślę, że ilość czasu poświęcanego na codzienną jazdę na nartach jest odwrotnie proporcjonalna do możliwości uprawiania narciarstwa w ogóle. Narciarze np z południa Polski, którzy mają możliwość przez 4 miesiące w roku praktycznie w każdej chwili wyskoczyć sobie na fajny stok, nie mają tendencji do katowania nart od rana do wieczora*. Inna sprawa jest z tymi, którzy nie mają takich możliwości. Oni z kolei starają sie wykorzystać każdą bezcenną minutę na jazdę na nartach. Nie jestem do końca przekonany czy można tym wytłumaczyć każdą sytuację ale moją z pewnością. Ja nie mam możliwości codziennej jazdy na nartach więc jak już się dorwę do nart to śmigam do upadłego. Jak jestem na wyjeździe narciarskim w Alpach (niestety, zwykle kończy się to na jednym wypadzie w roku:frown: to - powiem Wam szczerze - szkoda mi robić przerwę nawet na przysłowiową herbatkę. Jak zjeźdżamy o 16.00 ze stoku to zawsze mam uczucie niedosytu. Nawet wtedy gdy nie czuję już odnóży! Może gdybym jeździł w Alpy 5 razy w sezonie byłoby inaczej? Może .... : * - nie dotyczy Johnnego (właśnie przeczytałem jego post :stupid:)
    1 punkt
  20. No i to jest tekst ,który pokażę rodzinie aby udowodnić ,że mnie jeszcze nie tak bardzo odbiło. Brawo Johny:smile:
    1 punkt
  21. Oto mysiek właśnie chodzi. My jesteśmy nieobliczalni i nieprzewidywalni.:crazy: "Takich trzech jak nas dwóch to nima ani jednego" :applause:
    1 punkt
  22. Normalnie nie mogę uwierzyć, że przeczytałem o tym jak Figo i SB byli w Korbielowie... jak niedźwiedzie polarne na Saharze
    1 punkt
  23. Atrix nie przejmuj się Małym Cichym... Ja już miałem 2 podejścia tak specjalnie dla żony żeby sobie pojezdziła. Niestety zrobiłem to samo co Ty przespacerowałem się tylko pooglądałem widoki (piękne na Tatry) i spakowałem się . W pobliżu mogę polecić: RusińSki w Bukowinie - bardzo szeroka niebieska trasa idealna dla początkujących lub osób które jeżdzą na krawędzi. Hawrań w Jurgowie - trasy to całkiem solidne czerwone, czarna dosyć łagodna tz. bardzo krótka ścianka. Gdybyś wybierał się większą ekipą na Kotelnice to odrazu mogę polecić tylko trasę nr 6 naprawde solidna czerwona fajnie się po niej jezdzi, szczegolnie jak wieczorem robią się na niej muldy W Poroninie jest Suche jest tam trasa niebieska u góry oraz robi się czerwona na dole, na samej górze ustawiona jest trasa do slalomu gigantu jest to może 10 bramek dostępnych dla każdego. Harenda no cóż byłem dopiero 2 razy i pomimo jej banalności to u góry widoki ładne a i nachylenie powoduje że stok jest ciekawy mam nadzieję że wkoncu trafię na b.dobre warunki nie mogę się już doczekać Pozdrawiam
    1 punkt
  24. @Bumer : Pomogły czy nie pomogły to stare przysłowie pszczół mówi , że szczęście sprzyja lepszym. :-)) Ale w swojej wypowiedzi dotknąłeś ważnej rzeczy. Sport wśród młodzieży mamy w zaniku. Owszem , zdarzają się perełki , ale generalnie na sport nie ma u nas mody. Kiedyś wpadło mi w ręce jakieś opracowanie dotyczące odsetka uczniów zwalnianych na całe miesiące z lekcji WF. Koszmar. Wspominając swoje szkolne doświadczenia - lata osiemdziesiąte , to dla chłopaka nie było gorszego wstydu i obciachu niż zwolnienie z wuefu. To jak by sobie wytatuować na czole "jestem ciotą nie gadajcie ze mną" Poobijane piszczele po grze w nogę czy siniak pod okiem po meczu ręcznej to był powód do chwały. Tym się szpanowało przed dziewczynami. Bycie reprezentantem szkoły w jakiejś dyscyplinie (niezależnie jak by się tej budy nie lubiło) to była duma. Obecnie poza nielicznymi napaleńcami z coraz mniej licznych szkół sportowych wychowanie fizyczne u młodzieży leży i kwiczy. I nie pomogą nam nawet największe nakłady finansowe jeśli nie zmieni się całościowe podejście do sportu. Praca na lata....
    1 punkt
  25. Oczywiście gratulacje dla Maćka!! Niemniej mam mieszane uczucia. Po błędzie w górnej części trasy podczas zjazdu, dalsza jazda bardzo ostrożna, wyprostowana sylwetka i tak jakoś "na sztywno". Slalom z założeniem żeby ukończyć, ostrożnie, ciężko i bez wiary. Po slalomie 5 pozycji w plecy. Czas łączny mocno przeciętny. Gdyby nie fakt że kilku zawodnikom zależało na jak najlepszym wyniku i postawili podczas slalomu wszystko na jedną kartę (co ostatecznie skończyło się DNF) to była by 3-cia dziesiątka... Jak dla mnie klasę dzisiaj pokazał Ligety - szczególnie podczas slalomu, choć te 2 ostatnie bramki podczas zjazdu też mega... :eek:
    1 punkt
  26. jak byłem, to nie było GMS, jak pisał miraz
    1 punkt
  27. To nie jest najstarsze drzewo w Polsce patrz tu:http://polska-niezwykla.blogspot.com/2011/07/jakie-jest-najtarsze-drzewo-w-polsce.html i niedaleko mnie.
    1 punkt
  28. http://www.zillertalarena.com/pl/arena/winter/morning-skiing.html tutaj masz info
    1 punkt
  29. Witaj Ja też od lat jestem fanem Zakopanego chociaz niewiem czemu. Haręda jest Ok. Nosal bez krzesełek to nie nosal. Szymoszkowa droga. A czy byłeś na Kasprowym. Bo ja jutro jadę do Zakopca. Czy luda jesczcze po ferjach warszawskich dużo. Jak by co to mam fajną kwaterkę niedaleko nosala bardzo tanią a obok fajną knajpkę bez turystów z dobrym grzanym piewem i winem.
    1 punkt
  30. jeżdżę w Oakley elevate i kasku Uvexa ( z tym, że jest to model "zabudowany" sprzed kilku sezonów ) i gogle trochę odstają u góry. niedawno mierzyłam kilka kasków ze Shreda specjalnie "pod gogle" - pasują świetnie i są zdecydowanie wygodniejsze w połączeniu z oakleyami :wink:
    1 punkt
  31. http://www.oetztal.at/home.html
    1 punkt
  32. A to napisałem z App Tapatalk na IPhonie
    1 punkt
  33. Ja również bym chciał! Ale pytanie brzmi czy oni rzeczywiście dają z siebie wszystko? A jak się zbliżyć do czołówki? Startując incydentalnie 3 razy w sezonie?! Tylko talent i CIĘŻKA, CIĘŻKA, BARDZO CIĘŻKA praca może przynieść jakiś efekt! Bardzo mi przykro ale nie rozumiem tej uwagi. : Dla mnie nie zawiera żadnego sensu.: Z tego co mi wiadomo to Maciej również nie startował w Iron Manie. A w DH miał startować. Jak zresztą wielu innych. Chodziło mi o profesjonalne podejście do uprawianej przez siebie dyscypliny. TALENT, DYSCYPLINA, PRACA. CIĘŻKA PRACA! Jeśli od samego początku były takie założenia to OK. Ale chyba jednak tak nie było skoro sam zawodnik się z tego tłumaczył, a wielu kibiców (nasze forum przykładem) czuje się zawiedzionych. Bardzo proszę, nie posądzaj mnie o "bezrefleksyjne podążanie za tym co modne" A bajka przez cały czas jest taka sama! Może paraolimpijczycy są dobrym przykładem dlatego, że oni tak dobrze ilustrują hasło "chcieć to móc". CHCIEĆ!!! To nie jest OT. To o nadziejach i rozczarowaniach związanych z występem naszych alpejczyków na MŚ w Schladming.
    1 punkt
  34. Jedno z lepszych miejsc? : A poza tym wszyscy zdrowi?: Współczuję dotychczasowych zakwaterowań.
    1 punkt
  35. Z całym szacunkiem ale absolutnie nie mogę się z Tobą zgodzić. Czy należysz do tych kibiców, którzy po przegranym meczu polskiej reprezentacji (mniejsza o dyscyplinę) śpiewają "nic się nie stało"? Bo ja NIE!!! : W Polsce od dawna i z uporem maniaka lansowana jest teza, że liczy się już sam udział. Ale to bzdura. To jest sport profesjonalny i liczy się tylko wynik. Ja zawsze kibicuję każdemu polskiemu sportowcowi bez względu na dyscyplinę sportu ale musi być spełniony jeden warunek - sportowiec ten MUSI dać z siebie WSZYSTKO! Wszystko co może w danej chwili. Przegrałeś? Trudno. Ale dałeś z siebie wszystko. A jeżeli tak nie jest to taki sportowiec nie zasługuje na miano profesjonalisty i na szacunek kibiców. Jeden z największych i najsławniejszych sportowców jaki kiedykolwiek chodził po Ziemi, gwiazda profesjonalnej koszykówki - Michael Jordan, przed KAŻDYM ligowym meczem (a łącznie z play offami było ich ponad 100 w sezonie!!!) wychodził na parkiet już na 3 godziny przed rozpoczęciem spotkania. Po to żeby się dobrze rozgrzać i przygotować do meczu. W momencie rozpoczęcia gry Jordan był już mokry od wylanego potu. I był też najlepszy! Ale ON był PROFESJONALISTĄ!!! Przed każdą wielką imprezą sportową (MŚ, IO) jest jakiś cykl przygotowań. Sportowcy wraz z trenerami zakładają sobie jakiś plan, ustalają gdzie i kiedy i w jakich konkurencjach będą startować. A Pan Maciej wychodzi rano na ganek i mówi: eeeee dzisiaj nie startuję bo są chmury. I cały dotychczasowy wysiłek idzie na marne (swoją drogą chyba i tak niewielki). Podstawowe pytanie jest takie: czemu tylko dla niego jednego warunki były złe, a dla WSZYSTKICH INNYCH dobre? : : : Wcześniej było założenie, że miał wystartować? To czemu nie startował? Bo się rozmyślił?! I jeszcze jedna ważna rzecz. Każdy sportowiec, który wychodzi na arenę sportową musi chcieć walczyć o ZWYCIĘSTWO. I Maciej Bydliński nie jest tu żadnym wyjątkiem!!! On też musi stanąć w bramce startowej po to żeby walczyć o zwycięstwo! Jeżeli tak nie jest to niech się zajmie uprawą rzodkiewki i da sobie spokój z profesjonalnym uprawianiem sportu. Jeśli brak mu motywacji to niech sobie obejrzy w telewizji relację z Igrzysk Paraolimpijskich z Londynu! Paraolimpijczycy są dla mnie prawdziwymi Bohaterami bo pokonują własne słabości i ułomności. Docierają do granic swoich możliwości. Myślicie, że taki paraolimpijczyk po latach przygotowań do startu wyszedłby na arenę i powiedział: eeee dziś nie startuję bo są chmury?! [video=youtube;Q9cedbzpPHI] Tak jak już napisałem niedawno na tym forum polskie narciarstwo alpejskie na tzw "profesjonalnym" poziomie w obecnych czasach to folklor. Taka trochę fajna zabawa i nic więcej. Za czyjeś pieniądze. Ale oczywiście będę kibicował. Taka już pokręcona natura kibica.
    1 punkt
  36. Temat jazdy na nartach i picia alkoholu był już poruszany wielokrotnie. Ja podobnie jak Figo jestem zdania że jedno podkreślam jedno piwo nikomu nie zaszkodzi. A jak ktoś chce się napić więcej to niech siedzi w knajpie i na stok potem nie wychodzi. Najgorsze jest to i nie chcę tu generalizować ani nikomu wytykać, ale zauważyłem że w dużej mierze problem picia na stoku dotyczy rekreacyjnych i początkujących narciarzy, którzy ledwo potrafią zapanować nad nartami (nawet na trzeźwo). Gdy wypiją parę głębszych to im się wydaje że śmigają już jak Bode Miller stwarzając tym samym zagrożenie dla wszystkich obecnych na stoku. Tyle z mojej strony: piłeś - nie jedź.
    1 punkt
  37. Ustalane różne granice stężenia alkoholu w różnych krajach to lipa. Każdy organizm różnie reaguje na alkohol. Dla jednego, wypicie 0,5l piwa będzie za dużo, gdy dla drugiego, wypicie trzech nie da wyrażnych oznak. Słuchałem kiedyś audycji radiowej (motoryzacyjnej) z udziałem lekarza specjalisty "od alkoholików" ze szpitala w Morawicy. Wyśmiał on te progi stężenia alkoholu we krwi i porównał np. do wysiłku fizycznego. Dla jednego wejście na 2 pietro to wysiłek, a dla drugiego... Nie mniej jednak stwierdził, że u prawie wszystkich ludzi występują oznaki zmienionego zachowania po przekroczeniu ok. 0,8 promila.Stwierdził także, że zaobserwowano zwiększoną pewność siebie i skłonność do ryzykownych zachowań, już przy minimalnych stężeniach alkoholu we krwi. A więc, jeśli ktoś "może wypić" i lubi być ograniczany przepisami, powinien stosować się do narzuconych prawem norm. Inni, ludzie znający swoje reakcje i wolni od narzucanych im norm,po prostu nie piją gdy prowadzą auto ( także na stoku). Jest wiele innych okazji i miejsc do fajniejszego alkoholizowania się. No a pijoki, chlają, jeżdżą, ulegają wypadkom, rozbijają innych a i sobie łby tłuką, często tak skutecznie, że ze skutkiem ostatecznym i nieodwracalnym.
    1 punkt
  38. w czechach masz mikulov shell przy rondzie jadac w strone A po lewej 24h czynny. Znojmo Agip czy któryś z tych czarno żółto obrandowanych po prawej stronie na gorce lekko. w Austrii gaz masz w Loipersdorf im Burgenland 108 km za wiedniem z tego co pamiętam. w austri koncówki takie same jak u nas:)
    1 punkt
  39. Mnie na pewno nie uraziles. Chce tylko sprostowac. Gdy jestem w Pl, na stoku nie pije alkoholu jak prowadze. 0.2 jest dosc latwe do przekroczenia. Ale skoro w Austri granica jest 0.5 to 0.4 nie jest przestepstwem. To nie ja ustalam przepisy. Dodam jeszcze ze to jak sie czujemy nie pomaga w zaden sposob w tym czy popelniamy wykroczenie w swietle prawa czy nie. To promile decyduja czy prowadzimy po pijanemu. Co kraj to inne przepisy i jest to troche zabawne, bo gdyby Austria graniczyla z PL to po przekroczeniu granicy prowadzil bym pijany, a tak to.......:tongue:
    1 punkt
  40. Jeżeli jedziesz na Linz i Salzburg, to po stronie niemieckiej jest Aral (pożyczają końcówkę), tu: https://plus.google.com/112006460412530760389/about?gl=pl&hl=pl, winietkę kupisz na Slovnafcie http://www.cerpaci-stanice.eu/slovnaft/item/1805-cesky-tesin, a w Mikulovie zatankujesz przed miastem albo w centrum.
    1 punkt
  41. Niemcy 0,8... Więc normą jest browar duszkiem i za kierownicę! Nie rzadkie są przypadki wypicia wina 0,7 i do auta... :eek: Ale tam kontroli praktycznie nie ma,więc skąd mieliby sobie psuć statystyki?Trochę tam czasu spędziłem i możecie mi uwierzyć,że wcale Polska nie jest jakąś zachlaną wyspą...
    1 punkt
  42. Kiedyś to się skończy. Poziom alkoholu np. 0,22 promile, u większości ludzi nie daje żadnych objawów obnizonej sprawnosci psycho-fizycznej. Gdyby przebadać , dajmy na to, kierowców, którzy prowadzą auto 3 godz. bez przerwy, ich reakcje byłyby o wiele bardziej odbiegające od normy, niż po spozyciu do stanu lekko ponad 0,2 promile. No cóż, alkohol jest popularny, łatwo go obecnie mierzyć, to się mierzy. A jest to totalna bzdura!!!! Wystarczy robić odpowiednie próby wątrobowe, np. przy badaniach okresowych, żeby wyłapać pijoków i zwrócić na nich uwagę. Ale komu by się chciało?
    1 punkt
  43. male dziecko Dla mnie skrajna głupota!!! Jazda z tak małym dzieckiem, w tak ekstremalnych warunkach - to lekkomyślność i coś beznadziejnie głupiego. Ciekawe jaka jest Wasza opinia? Popieram Wasze zdanie.. jestem ojcem 4 dzieci ...woziłem ich wokoł domu jak mieli 2 latka w sankach. jak mieli 4-5 to wtedy nauka jazdy na nartach. jestem tez instruktorem narciarstwa oraz kilku innych dyscyplin ,,,, jednak przewożenie niemowlęcia w kurtce na nartach uważam za wielka glupotę i brak odpowiedzailności. Rok temu uczyłem pania Marzenę z Gliwic ... karmiła jeszcze dziecko 6 msc a aucie ,,, po czym dziecko zasypialo i tatuś pilnował w samochodzie. Po co więc narażać dziecko na upadek i potrącenie przez innego narciarza.
    1 punkt
  44. Zillertal, 26.01.2013 – 02.02.2013 W sobotę ok. 5 rano wystartowaliśmy z południowych obrzeży Warszawy. Na Katowickiej, za Mszczonowem spotykamy się z przyjaciółmi i rozpoczynamy wyczekiwaną podróż w kierunku Zillertal. Opłacało się przeżywać koszmar podróżowania Gierkówką, bo odcinek do Piotrkowa Trybunalskiego jest teraz bajeczny. Za Piotrkowem już wolniej, ale nadal sprawnie, za Siewierzem wjeżdżamy na autostradę A1 prowadzącą do przejścia granicznego w Gorzyczkach. Tutaj zonk, na całym odcinku do granicy nie ma ani jednej stacji benzynowej. Tym, którzy startują z południa pewnie to nie robi, ale my decydujemy się zjechać do Wodzisławia Śląskiego i dolewamy do pełna. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie powstaną wyznaczone przekreślonymi jeszcze znakami stacje. Dalsze etapy podróży idą sprawnie, około 18 dojeżdżamy do zjazdu w dolinę Zillertal, gdzie spowalnia nas tradycyjny chyba sobotni korek. Około 19 meldujemy się w Laimach, wiosce pomiędzy Zillertal Areną i Penken. Kwatera to nowowybudowany, co najwyżej kilkuletni, dom. Zajmujemy całą górę, do dyspozycji mamy przestronny, dobrze wyposażony apartament i czyściutką, cieplutką narciarnię czyli właściwie austriacki standard. Przystanek skibusa do Penken i Areny oddalony o jakieś 200m, sklep spożywczy 100m od kwatery. Poza tym, cisza, spokój, czyli to, czego my szukamy na wyjeździe narciarskim. Teraz kilka słów o kolejnych dniach na nartach pisanych z perspektywy średnio jeżdżącej kobiety. Moja osiągi nie są imponujące, ale może komuś przydadzą się moje obserwacje. Niedziela, 27.01 – Penken, 42km wg.skiline Wyjazd rozpoczyna się przepiękną pogodą. Cały dzień jest lekko mroźny i słoneczny. Przed 9 docieramy na górną stację Horbergbahn. Ja mam dodatkową misję opieki nad siostrą, która po raz pierwszy jest w Alpach, ma za sobą tylko kilka godzin jazdy na nartach i o 10 rozpoczyna naukę w szkole narciarskiej. Żeby zagospodarować tę godzinę zabieram ją na niebieską „8”, jest to szeroka trasa, idealna do nauki. Potem jedziemy na niebieską „20”, zwaną „baby tour” i tu jest rozczarowanie, ta trasa jest w większości wąską półką w lesie, właściwie nie da się na niej ćwiczyć skrętów. Tak wyglądało jeszcze kilka innych niebieskich tras i jak stwierdzi słusznie po zaledwie dwóch dniach moja siostra, woli te szerokie czerwone Po odstawieniu siostry do szkoły jeździmy jeszcze dość wymagającą czerwoną „5”, a następnie korzystając z pięknej pogody, chcemy przepiąć się wyżej, na Rastkogel. Stoimy chwilę w kolejce do „żelaznego potwora” 150er Tux i za chwilę jesteśmy na wysokości prawie 2500m. Na Rastkogel jeździmy głównie czerwoną „2” korzystając na przemian z sześcio i ośmioosobowego krzesła. Około 15 decydujemy się na powrót do Horbergbahn, jedziemy czerwoną „16”, która momentami łączy się z czarną „16” i jak dla mnie jest to mocno wymagająca trasa, zwłaszcza pod koniec dnia. Na szczęście jakoś dałam radę. Wciągamy się jeszcze 6-osobowym krzesłem Knorren i z góry patrzymy sobie na pustą trasę Harakiri i kończymy nasz dzień zjeżdżając czerwoną „3” pod Horbergbahn. Dzień bardzo udany. Spotykamy się z moją siostrą, która jest po pierwszym dniu nauki w Skischule Frankhauser, zresztą godnej polecenia. Ku mojemu zaskoczeniu już pierwszego dnia została zabrana na łatwe, czerwone trasy. Szczerze mówiąc, zazdroszczę jej, bo rok temu wykupiłam sobie dzień nauki w Solden i wynudziłam się jak mops przez 4 godziny katując w grupie średniozaawansowanej jedną niebieską trasę na Gigijoch. Widać, co szkoła, to inne podejście. CDN.
    1 punkt
  45. 31.01.2013 – Zillertal Arena – 20km W czwartek ruszyliśmy do Areny. Po intensywnym przepinaniu się w Hochzillertal, w Arenie postanowiliśmy skupić się tylko na fragmencie tras. W pogodzie nastąpił kolejny twist, mocno się ochłodziło i rozmięknięte poprzedniego dnia stoki stały się w niższych partiach lodowym betonem. U góry jeździło się fantastycznie, jeździliśmy na wszystkich czerwonych trasach w obrębie Rosenalm. Panowie nie omieszkali pójść na Skimovie wzdłuż czerwonej „17”. Ja nie jestem mocna w jeździe na lodzie i koło 15 zakończyłam zjazdy i wraz z dziewczynami siedziałyśmy na ławeczce pod górną stacją kolejki Rosenalmbahn obserwując ludzi zjeżdżających w stronę gondoli. Wyglądało to jak pomieszanie cyrku i komedii z czasów filmu niemego. Właściwie co kilkanaście sekund ktoś się wywracał na lodowym zboczu, aż dziw, że nie skończyło się to żadnym wypadkiem. Z pewnością powrócę do tego ośrodka, bardzo podobały mi się czerwone trasy. Chciałabym też zobaczyć inne części Areny. Arena jest też najlepsza jeśli chodzi o dostęp do Internetu. Tylko tutaj w wielu miejscach są Hot Spoty z dostępem do netu. W kontekście Areny wspomnę jeszcze kierowcę skibusa, który z sympatią machał do narciarzy na przystankach i na głos zapowiadał kolejne miejscowości. 01.02.2013 – Penken, 35km Ostatni dzień na nartach, powrót na Penken i plan zrobienia „the best of”. Niestety, ostatniego dnia pogoda nieco pokrzyżowała nam plany. Znowu jest cieplej, a na górze mglisto i pochmurno. Zaczynamy od czerwonej „7”, potem jedziemy na Rastkogel, ale tam widoczność jest fatalna i po kilku zjazdach wracamy niżej. Zdecydowanie lepiej jeździ się na ulubionych przez nas czerwonych „6” i „11”, choć śnieg nie jest zbyt przyjemny, mokry i ciężki z muldami, a gdzieniegdzie są jeszcze pozostałości lodowych połaci. Tak niestety nasz wyjazd dobiega końca. Podsumowując, bardzo wysoko oceniam ten region. W 6 dni absolutnie nie do przejeżdżenia, mnogość tras jest przeogromna, każdy znajdzie coś dla siebie. Bardzo dużo fajnych, szerokich czerwonych tras, na których bezpiecznie będą podróżować narciarze ze średnimi umiejętnościami. Bardzo rozbudowana sieć skibusów, jechaliśmy samochodem tylko raz, do Kaltenberg, choć mogliśmy równie dobrze skorzystać z bezpłatnej kolejki Zillertalbahn. Bardzo dobra infrastruktura, tylko raz, na Hochfugen byłam rozczarowana wolnym krzesłem. Ceny na stokach i w restauracjach umiarkowane. Pogoda mogłaby być ciut lepsza, ale z tym jak na loterii. Na pewno tam jeszcze wrócimy!!! Zdjęć nie mam, ale mam nadzieję dostać od mojej siostry.
    1 punkt
  46. 30.01.2013 – Hochzillertal, Hochfugen, 51km Tego dnia czekała nas kolejna zmiana pogody. Nastąpiło duże ocieplenie, co przy operującym słońcu dawało mocno plusowe temperatury. W dolinie czuć było powiew wiosny, na górnej stacji kolejki w Kaltenbach o 9 rano było koło 2 stopni. Sam pomysł umieszczenia dwóch równoległych gondolek w Kaltenbach jest świetny, rzeczywiście zgodnie z hasłem „Keine Wartezeit” ruch odbywa się właściwie na bieżąco. Rozpoczynamy od czerwonej „6”, a potem lekko rozgrzani chcemy wyruszyć w stronę Hochfugen. Ze zdziwieniem spostrzegamy, że krzesło Sonnenjet jest nieczynne, a kartka informuje, że to z powodu silnego wiatru. Na niższych stokach jest cicho, prawie zero wiatru, aż ciężko uwierzyć w taką informację. Czynne jest przepięcie przez Neuhuttenbahn. Udajemy się tam i kiedy już siedzimy na wyciągu wszystko robi się jasne. Im wyżej, tym mocniej dmucha, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam, chwilami po prostu się bałam. Na nartach też jest niewiele lepiej, chwilami wiatr wieje tak mocno, że trzeba się zatrzymać. Myślę sobie, że dobrze, że nie wybraliśmy się na Tuxa, bo taka opcja też była brana pod uwagę. Jeśli cokolwiek byłoby czynne, pewnie pourywało by nam głowy. I kiedy tak sobie podróżuję powoli w dół, nagle ktoś z tyłu dosłownie zdejmuje mnie ze stoku. W ułamku sekundy czuje potworne szarpnięcie, ból w kontuzjowanym w zeszłym roku kolanie, na szczęście wiązanie puszcza i noga jest wolna. Słyszę „sorry, sorry” i przekleństwo w naszym rodzimym języku. A jakże, rodak nie zapanował nad nartami, bo mu rzekomo ktoś zajechał i z całym impetem wjechał we mnie. Za chwilę podjeżdżają jego koledzy, cali uchachani, mi nie jest do śmiechu. Niestety, Alpy w cudowny sposób nikogo nie nauczą kultury narciarskiej. Z trudem jadę dalej, do końca wyjazdu kolano będzie dawało o sobie znać. Przeprawiamy się dalej w kierunku Hochfugen. Jazda krzesłem Wedelexpress to niesamowite przeżycie, jest rozpięte bardzo wysoko, najpierw nad przełęczą potem idzie ostro w górę, poniżej połacie stoków idealne do off piste. Zjeżdżając w dół czerwoną „3” już w Hochfugen czujemy jak stoki puszczają, w okolicach gondolki jest już zupa. Znowu na górę gondolą „8er jet”. Z mapy wynika, że na szczycie Hochfugen jest kilka niebieskich tras, co cieszy moją początkującą siostrę. Trasy rzeczywiście są przyjazne, ale obsługujące je krzesło „Hochfugen 2000” jest bardzo wolne, co przy bardzo silnym wietrze na górze jest ciężkie do zniesienia. Po kilku zjazdach niebieskimi trasami „13” i „11” decydujemy o powrocie w stronę Hochzillertal. Warunki pogodowe bez zmian, na górze urywa głowy, na dole ciepło i bardzo miękko. Już w Hochzillertal pomagamy wezwać pomoc dla Niemca, starszego pana, który doznał kontuzji na muldach. Zjeżdżamy w dół i tam w knajpie Marendalm zjadamy najlepszego Wienerschitzla na stoku. Apfelstrudel też mają tam całkiem oryginalny, z dodatkiem sera. Chwila błogiego opalania się i robi się 15. Kończymy dzień na orczyku obsługującym dół czerwonej „5”, jeździmy niemalże do zamknięcia. Ja z siostrą i szwagrem wracam na dół gondolą, mój mąż i para przyjaciół nie mogą odmówić sobie zjazdu w dół Stephan Eberharter Goldpiste. Czekamy na nich na dole. Wracają mocno umęczeni, ale też bardzo zadowoleni. Ogólnie dzień przyjemny, ale do tego ośrodka muszę jeszcze powrócić, bo warunki pogodowe nie pozwoliły w pełni skorzystać ze wszystkich tras.
    1 punkt
  47. Wtorek – 29.01, Penken, 37km Jako że poniedziałek mieliśmy właściwie w plecy ze względu na gęsto padający śnieg, postanawiamy spędzić kolejny dzień na Penken. Pogoda jest cudowna, świeci słońce, a pod nartami świeżo ubity puch. Zaczynamy od czerwonych „7” i „27”, jest moc!!! Tam mija nam poranek i wczesne przedpołudnie. Po południu jedziemy na czerwone „11”, „1” i „6” – wszystkie fajne, szerokie, przy moich umiejętnościach na takich trasach mam maximum przyjemności z jazdy. Narciarsko dzień udany na 100%!!! Przy okazji, tego dnia pada też kulinarny strzał w „10” na „szlaku Apfelstrudla”. Będąc w Austrii raczymy się tym deserem codziennie, można by rzecz to taka nasza tradycja. W każdej knajpie smakuje on nieco inaczej. Wspólnie orzekliśmy, że Pilzbar przy stacji gondoli Penkenbahn ma Apfelstrudel nr. 1 z absolutnie idealnym ciastem i dorównującym temu genialnym jabłkowym nadzieniem. Pycha!!! CDN.
    1 punkt
  48. Żeby tylko zawał... Cytat z innego forum: niko130 wnuczka pisze: witam, jestem wnuczką użytkownika NIKO 130. Wiem, jak wiele czasu i serca wkładał on w dyskusje z Wami. Forum było istotną rzeczą w Jego życiu. Chciałam Was poinformować, iż 3 tygodnie temu mój dziadek miał zawał serca w trakcie jazdy konnej. Obecnie jest w śpiączce, ma duże obrażenia mózgu z powodu niedotlenienia, jest podłączony do respiratora. Możemy jedynie liczyć na cud. Jeżeli ktoś jeszcze wierzy oprócz mnie, że może się zdarzyć cud, to wspierajcie nas, proszę... Kochał to co robił, każdym szczegółem dotyczącym narciarstwa dzielił się z Wami, bezinteresownie pomagał, nauczał. On nie może tak po prostu odejść. Zjednoczmy się proszę i może taką siłą przezwycięży chorobę. Pozdrawiam, wnuczka Paulina
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...