Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      19

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. gregor_g4

    gregor_g4

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      1 472


  3. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      4 038


  4. MOSTOSTAL

    MOSTOSTAL

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      993


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.02.2013 uwzględniając wszystkie działy

  1. witam, po kolejnej przerwie.Od niedzieli, temperatura zaczela wzrastac. w nocy z nd na pon, popadal deszcz. w poniedzialek bylo slonecznie i przyjemnie jednak odbilo sie to na warunkach sniegowych, zeszlo troche sniegu z tras, a ten co jest, to typowy wiosenny firn.we wtorek, pogoda w dolinach, nie zachecala do wychodzenia z domu. wilgotno, pochmurnie, wszedzie bloto.jednak wyzej, zupelnie inna bajka... :)po 2 godzinach, na oslich laczkach, gdzie wygladalo to tak: udaje sie na Miziowa, gdzie umowiony jestem z Leszkiem (mayster) jazda krzeslem, w tych warunkach nie nalezy do przyjemnych. jest ok 1330. Wjezdzamy na Szczawiny, tam ciagle chmury (z rana tez tam bylo slonce) ktore zaczynaja podnosic sie do gory. Wsiadamy na orczyk, ciagle mgla, w momencie gdy zaczyna sie konczyc scianka na czarnej, przejasnia sie. zza zalamania terenu, oraz spomiedzy drzew, wylaniaja sie promyki slonca. Piekny widok, mniej wiecej cos takiego: tylko, ze ta fotka akurat z Kopca jest.Na Miziowej, inny swiat, o czym zdazyli nam juz powiedziec mijani na krzeselku turysci, ktorzy wracali z gory.Pelna lampa, cieplutko i przyjemnie.Spotykamy sie z Leszkiem. Krotka pogawedka, zapoznal mnie z ciekawym bajerem do GoPro :)po wypiciu piwa lecimy na Kopiec. Ja jestem z dziewczyna, wiec wbijamy sie na Kope, by pocykac fotki widoki cudowne, Babia, wyglada tak, jakby unosila sie na chmurach zachecony widokiem, z Kopca na Szczyt, zostawiam tam swoja druga polowke i udaje sie do gory, by sobie chociaz raz zjechac i sprawdzic warunki :)20 min marszu i jestem na szczycie, po drodze widoczna piekna panorama Tatr: droga do gory, wydeptana niczym autostrada, jest twardo wiec idzie sie latwo i przyjemnie.na szczycie ciagle sa nietkniete miejsa, o puch niestety ciezko...wybieram linie gdzie nikt nie jechal, ale jest lodoszren - szybko i dosc twardo. Pod spodem miekko, ale lod na tyle twardy, ze nie da sie przebic pod niego.moze jakby mocniej przygrzalo... zjazd calkiem przyjemny.Jutro ma byc calodniowa lampa. Ja mam wolne, narty naostrzone przed Pilsko Vertical 800, wiec pewnie przetestuje je gdzies poza trasami :)Z kopca przed 16 ruszamy na dol, chmury zaczynaja podnosic sie coraz wyzej. Warunki na trasach, jak na pozna godizne, sa calkiem znosne, bezproblemowy zjazd az na sam dol, pod Jontek. trasa numer 1 jechalismy nawet zaraz po ratraku :)zdecydowanie polecam Pilsko.jednak nartostrada (czerwona 5 do Krzesla) podobno nie zafajna. 2 dni temu jeszcze dalo sie zjechac. wczoraj testowal ja syn Leszka i odradzal.
    9 punktów
  2. Unikalny film zrealizowany zimą w Zakopanym w 1956 r.na materiale negatywowym 16 mm Filmu Polskiego, wywołany po modyfikacji chemikalii metodą odwracalną. Autor pisze: "Nie ominęło nas wiele przygód ciekawych, wesołych, a czasem strachliwych. Zjeżdżając z Kasprowego wywróciłem się, a kiedy zgarnąłem śnieg z twarzy, zobaczyłem przed nosem słupek śniegu, a na nim błyszczącą monetę 50-cio groszówki. Ta strachliwa miała miejsce, kiedy koledzy zaproponowali mnie, abym położył się na trasie zjazdu, a Oni będą przejeżdżać okrakiem nade mną. Oczywiście nie wytrzymałem do końca. Tych słabszych narciarzy przepuściłem już bokiem. Ale w summie było wesoło i ciekawie i coś niecoś się nauczyliśmy, bo instruktor był wspaniały." Unikalny obraz Zakopanego, Kasprowego Wierchu z lat 50siątych przesiąknięty narciarstwem tamtych lat [video=youtube;KkHJtFfZjiY]
    6 punktów
  3. Przeglądając Net natknąłem się na bardzo fajną relację, z przed dwóch lat, z "dziewiczej", nie skażonej wyciągami Ziemi. Oto ona: ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Freeride kojarzony jest przede wszystkim z dużymi górami typu alpejskiego, ale to tylko jedna strona tej zajawki. Moc atrakcji kryje się dla nas także w miejscach niepozornych, na które czasami nawet nie raczymy rzucić okiem. Z pewnością należy do nich góra Szczebel w Beskidzie Wyspowym. Trzeba jasno powiedzieć, że wysokość na jaką wypiętrzyło wierzchołek tego pagórka jest wprost żenująca. 976 m n.p.m. to przecież mniej więcej wysokość Kuźnic. Niestety nie jest to bez znaczenia dla warunków śniegowych w tym miejscu. Czasem nawet pod koniec zimy pokrywa białego nie jest tu zadowalająca. Szczebel ma jednak inne atuty, dla których fatyga na ten wierzchołek po stokroć się nam opłaci. Jeśli popatrzymy na tą górę od północy, stojąc na dnie doliny w Kasince Małej sprawa się wyjaśnia. Zalesiony, sakramencko stromy i szeroki stok jaki wznosi się przed nami może być miejscem zakładania licznych śmiałych linii. Różnica wysokości pomiędzy wsią leżącą u podnóża Szczebla, a jego szczytem wynosi nieco ponad 600 metrów, leśna stromizna ma przewyższenie około 430 metrów. Najlepsza zabawa jest oczywiście na tym konkretnie nachylonym stoku ale zjazd jest możliwy z wierzchołka aż do głównej drogi. Czas na szusy z tej góry jest wtedy, kiedy przychodzi prawdziwy powder day. Przy kiepskiej ale śnieżnej pogodzie, kiedy strach wychylić nos poza górną granicę lasu, w pełni docenia się leśne miejscówki. Nie ma co zgrywać kozaka i pchać się w Tatry w momencie ogłoszenia przez toprowców lawinowej czwórki. Zamiast z duszą na ramieniu zjeżdżać obok drzemiących lawin lepiej buszować wtedy po beskidzkich lasach. Tutaj też w znacznie mniejszym stopniu niż ponad górną granicą lasu będzie przeszkadzać nam mgła. W lesie, co oczywiste, pełnym punktów odniesienia, nasz błędnik będzie się nieźle czuł nawet w prawdziwym „mleku”. Kiedy dwa sezony temu katastrofalne (czyt. fantastyczne) opady nawiedziły nasze góry wiedziałem, że kierunek „Szczebel” będzie jednym z możliwie najlepszych. W ciągu kilku dni śnieżyc spadło wtedy w Beskidzie Śląskim około metra puchu, a był już naprawdę solidny podkład, co najmniej takiej samej grubości... Wspominam o naszych najbardziej na zachód wysuniętych Beskidach po to żeby uzmysłowić różnicę w tzw. śnieżności gór. Niestety okolice Szczebla do śnieżnych właśnie nie należą. W tym samym czasie mogliśmy się cieszyć w tych rejonach Beskidu Wyspowego „jedynie” półmetrową dostawą świeżego puchu. Wycieczkę zaczęliśmy z Kasinki Małej. W centrum wsi, pod kościołem zaparkowaliśmy samochód i uzbrojeni w batony kupione w tutejszym sklepie ruszyliśmy na podbój góry. Nasza taktyka i pomysł na marszrutę był prosty – dotrzeć polnymi drogami do czarnego szlaku, który biegnie z Mszany Dolnej na Szczebel i nim wgramolić się na szczyt. Nawet tak banalny plan udało nam się „zmodyfikować”. Mówiąc prościej trochę zabłądziliśmy. W konsekwencji zamiast straszliwie stromy fragment stoku obejść szlakiem w miarę łagodnie, zaatakowaliśmy go bez pardonu niczym alpiniści. Z tą różnicą, że nie mieliśmy czekanów i raków. Dodam, nie przesadzając ani trochę, że bardzo by nam się przydał taki szpej na feralnej ściance. Kiedy dotarliśmy do grzbietu dalsza część drogi na szczyt obyła się bez orientacyjnych wpadek. Idąc tą trasą mija się w kilku miejscach niewielkie piaskowcowe wychodnie. Z niektórych można nawet próbować dropów skacząc na północny stok, ale w takich manewrach skutecznie przeszkadza tu dość gęsty las. Nie jest to jednak niewykonalne. My mimo wszystko grzecznie drepczemy na szczyt. Podejście zajęło nam około trzech godzin. Zasuwając na fokach czas ten można sporo skrócić. Na samej górze dłuższą chwilę delektujemy się zdobytą w pocie czoła wysokością. Choć lubię także freeride robiony z wyciągu to jednak klimat na eskapadach takich jak ta jest nie do podrobienia. Jest też inaczej niż w popularnych miejscach w Tatrach. Totalna cisza i spokój, ani jednego śladu, nikt nie czyha na połacie nietkniętego puchu. Mamy go do woli. Wybór linii to tylko kwestia naszej fantazji i możliwości. Freeride pełną gębą, a nie lawirowanie wśród resztek niezajeżdżonego śniegu przy wyciągu. Zwlekamy ze zjazdem popadając chyba w dylemat jakie ma dziecko trzymające słodycz w ręce. Mieć ciastko czy zjeść ciastko? Śnieg nie jest wprawdzie tak bardzo puszyście puszysty jak tuż po opadzie. Zdążył nieco osiąść tworząc bardziej zwartą warstwę. W dalszym ciągu jest to jednak puch, ale taki który na szerokich nartach nie powoduje zapadania się po pas. Już po pierwszych skrętach wiemy, że śnieg pięknie nosi. Początek zjazdu nie jest jednak przesadnie przyjemny, bo las jest nieco gęsty. Trzeba tu jednak trzymać się jednej zasady. Zasady kropli wody, która płynie zawsze tam gdzie jest jest jej wygodniej, czyli tam gdzie jest stromo. Będąc wierni tej dewizie szybko wypadamy do wysokopiennej i rzadkiej buczyny. Daje się też zauważyć nawet coś na kształt tunelu czy też przecinki, która biegnie dokładnie po linii największego spadku. Latem po burzy pędzi pewnie tędy woda nie pozwalając się zaczepić roślinom podłoża. To tłumaczyłoby brak małych drzew i krzewów na tym pasie, który wręcz prosi się o pozostawienie na nim swojego podpisu w postaci wężowego śladu. Po genialnym kawałku w gęstym lesie wypadamy na skraj wąwozu i zamiast słuchać się kropli wody i jechać do dna jaru, zaczynamy kombinować na jego brzegu. Lądujemy w gęstym lesie i tracimy płynność. Po chwili naprawiamy błąd zjeżdżając do wąwozu ale patrząc za siebie widzimy, że straciliśmy ładny kawałek czystej i logicznej linii. Szkoda. Tu kończy się konkretny zjazd. Ostatnie kilkaset metrów to chillout po polach i dojazd do szosy brzegiem wiejskiej dróżki. Do samochodu mamy stąd kilkaset metrów więc nie ma nawet sensu przypinać sprzętu do plecaka. Cała wycieczka w bardzo spokojnym tempie zajęła nam nie więcej niż 5 godzin. Mając odrobinę zacięcia można zrobić ściankę dwa, a może nawet trzy razy. Je jeszcze Szczeblowi nie odpuściłem, mam przeczucie, że kryje się tamtejszych lasach sporo smaczków. Wypada tylko czekać na kolejny powder day. Tekst i zdjęcia: Tomasz Dębiec, powder.pl
    6 punktów
  4. Wczoraj Bieńkula Szczyrk, Narty drewniane Kober 210cm ze stalowymi krawędziami , wiązania Silvretta sprężynowe typu Kandahar, buty niskie skórzane sznurowane , kijki bambusowe 140cm. Zjazd na zabytkowych nartach końcowym odcinkiem trasy Bieńkula w kierunku Czyrnej, w ON Czyrna-Solisko w Szczyrku 25.02.2013 [video=youtube;zZL3SkAtRmo]
    6 punktów
  5. ...no to jeszcze jeden filmik. Tym razem z lat 80-90tych. Sultans of Skiing, czyli piękna klasyczna jazda z podskokami na Kasprowym :happy: wraz ze świetną muzyką :happy: Super narciarze! [video=youtube;8YnoanTymHg] Nasuwające się pytanie po obejrzeniu filmiku: czy wówczas były już Ratraki? Stok nie wygląda na taki, po którym coś jeździło.
    4 punkty
  6. Chwała im za to bo Szczyrk jest dla Narciarzy. Dla brylujących po stokach jest Białka, Zieleniec czy inne ośle łączki. Nie polecałbym także tym osobom Korbielowa. Co do "parkingów" w Szczyrku.. fakt. Dramat, chamstwo i cycki. To samo jeśli chodzi o toalety. Z tym Apres Ski to bym nie przesadzał... nie jest tak źle, ale co prawda to prawda.. zamykanie o 23 knajpy to polska paranoja. Być może jest drugie dno tej sprawy a mianowicie, sąsiedzi lubiący kablować lub po prostu jakieś durne miejskie przepisy (w co raczej nie wierzę). Szczyrk po d tym względem jeszcze nie jest taki zły... W Korbielowie to dopiero wieje nudą. Ale w końcu jeździe się tam na narty a nie chlać i skakać na dyskotece do 6 rano... No coś w tym jest, czy nie..? A co do p. Richtera... cóż... Tam jest niestety problem złożony. Szczyrk udaje że mu zależy, Richter udaje że buduje. I tak to się kula... Z rozmó z rodowitym Szcyrczaninem wynika jasno, że jest mniej więcej tak jak to już kiedyś tu pisałem. Najpierw trzeba zbudować mikro infrastrukturę miejską (wodociągi, kanalizację, itp itd) a potem na takiej podbudowie można budować np taką Solisko Arenę. Na razie to tylko czcze mrzonki. Nie wyobrażam sobie toalet w Solisko Arenie spuszczających fekalia do Żylicy. Kanaliza kończy się na Groniu. Dalej wieje murzynem. Póki radni Szczyrku tego załapią to nic tam nie powstanie. Podobna historia z krzesłem na Halę Skrzyczeńską. Mogła już stać gdyby jakieś urzędasy Richterowi do gardła nie skakali. A jak nie wiadomo o co biega to jasne, że o kasiorę. Wszędzie ta "kasiora".. ! Gdzie jak i kto kogo wydoi. A może by tak pójść na kompromis..? Białczanie potrafili. Pocieszające (choć mocno WQ) jest to, że przez podobne debilizmy i polski grajdołek rozp... lono fajne narciarsko miejsce jakim jest Sucha Dolina. Polecam temat..
    2 punkty
  7. Kielce Telegraf Po sobotnim spotkaniu z Marboru, wjechał mi Mariusz na ambicję mówiąc, że jakby mieszkał równe 2km od Telegrafu (dziś w końcu sprawdziłem odległość), to by codziennie na nim był. Wziąłem sobie to do serca i dziś wykorzystując trochę czasu podjechałem pojeździć. Ponieważ niestety chyba idzie wiosna, postanowiłem że będę na 10, kiedy to rusza wyciąg i wykupię karnet czasowy od 10 do 13 za 38zł. Liczyłem, że będzie jeszcze sztruksik i twardo, przynajmniej przez jakąś pierwszą godzinę. Na parkingu pojawiłem się o 10:05 i stało już ok 15 samochodów. Parking mimo, że wyłożony płytami ażurowymi nie wyglądał zachęcająco, ale i tak było nawet nieźle, bo przynajmniej twardo. Nie chcę wiedzieć jak jest teraz np. w Tumlinie. Po szybkim i ostrożnym wyjęciu sprzętu, przebraniu butów idę do kasy i kupuję ten karnet 10-13. Rzut oka na termometr przy kasie, który notabene mogliby zmienić, bo to co na plusie to raczej słabo widać. Obok stoją armatki, ale w sumie to już raczej będą bezużyteczne tej zimy: I rzut oka na stok z dołu: Bramki praktycznie przez cały czas były tak oblężone: No nic, zapinam narty i idę jeździć. Śnieg już z rana bardzo miękki, mokry i ciężki, chyba "cukier" to się nazywa, tak? Między bramkami a dolnym krzesłem jest już nawet ciapowata breja, która ledwo przykrywa betonowe płyty. No nic jedziemy na górę. Rozmawiam z narciarzem z którym jechałem na krześle i mówi, że krzesło ruszyło ok 9:40 i stąd już praktycznie nie widać sztruksu po ratraku, a każdy przejazd rozjeżdża dość znacznie śnieg. Na stoku w sumie może jeździ z 30 osób, nie ma kolejek, jest pusto, praktycznie cały stok ma się dla siebie. A tak to wyglądało na początku z krzesła. Na początku, bo później nie robiłem zdjęć i było generalnie coraz gorzej. Górna stacja krzesełka: I widok z góry na stok i na Kielce: Generalnie można było pojeździć, choć z każdym przejazdem warunki były gorsze. Miękko, mokro, bardzo szybko robiły się nierówności i trzeba było uważać, bo czasem przytrzymywało nartę w "zaspie". Nie ma wogóle lodu i żadnych kamieni. To duży plus. W sumie pojeździłem ponad 2 godziny, zjechałem 25 razy, zrobiłem 21,39km (góra-dół), a prędkość maksymalną miałem 71,36 km/h. (To wszystko wg dwóch aplikacji w telefonie). Dziś z ciekawości sprawdzę jak te prędkości maksymalne mają się np do wskazań licznika w samochodzie. Jeśli dalej utrzyma się taka pogoda i nie będzie mrozów w nocy, to mam wrażenie, że Telegraf długo nie pociągnie w marcu, bo tego śniegu na pewno nie jest 70-100cm tak jak piszą na stronie http://rekreacja.kielce.pl/conditions.php, a może max. 40 cm na trasie, bo przy dojeździe do bramek jest nie więcej niż 20 cm. Tak samo nie jest lekko zmrożony, a warunki nie są na pewno bardzo dobre. Choć pojeździć i wyjeździć się na pewno można. I na koniec jeszcze jedno. Karnety czasowe są od 10 do 13 za 38zł i od 13 do 16 za 28zł. I z tego co widzę, to na 13 przyjeżdża dużo więcej narciarzy niż na 10. Z jednej strony to 10zł taniej, ale z drugiej przy takiej pogodzie i takim śniegu warunki też nieporównywalnie gorsze niż rano. Moim zdaniem nie warto i jak jest możliwość, to chyba lepiej zapłacić 10zł więcej i pojeździć w lepszych warunkach i przy mniejszej ilości narciarzy.
    2 punkty
  8. Wtorkowy SzczyrkDo samego końca nie byliśmy pewni czy chcemy podczas odwilży jechać na deski ale wkońcu się zdecydowaliśmy.W SON-ie z samego rana lekki mrozik więc było dosyć twardo, niestety sporo grudek lodu i nierówno wyratrakowane trasy.Koło 10 mróz zaczął puszczać i porobiły się straszne muldy. Szczególnie na skrzycznym gdzie było koło 4 stopni na plusie i dosyć sporo ludzi w porównaniu z innymi wyciągami.Na golgocie brak kamieni od rana do popołudnia ale z powodu muld i mgły jazda prawie niemożliwa. .Jedynie na czerwonej i niebieskiej do czyrnej były kamienie i większe przetarcia. \Widoczność bardzo słaba (ok 10m) ale mało ludzi więc mimo wszystko można było poszaleć na wyczucie Jedyna trasa gdzie widoczność byłą idealna to ta ze szczytu skrzycznego na hale pośrednią.Koło 14 ponownie chwycił mróz i trasy robiły się twardsze.Na sam koniec przeczekaliśmy do zamknięcia orczyków + około 20 minut. Ratraki jadące z czyrnej na golgote ratrakują po drodze część tras(4 i część dolną 7) więc można było po płąskim i już zmrożonym śniegu poszaleć. Ci co przyjechali na jazdę wieczorną mieli idealne warunki.Podsumowując napewno było warto jechać - kostka wysiadła od walki o przeżycie ale było bardzo fajnie.Na zdjęciu szczyt skrzycznego:
    2 punkty
  9. Generalnie nas mecenasów to to na forum jest niespożyte pokłady, tyle że takich mądrych ogólnie, a tu by trzeba mecenasa jednego ale mądrego konkretnie, więc moja rada jest taka że prawdy się dowiesz i po której stronie są racje zatrudniając kancelarię adwokacką, wtedy też taki Snowtrex jak zobaczy że zatrudniłeś pełnomocnika zrozumie że żarty się skończyły i wywieranie presji lawirując pomiędzy kruczkami ustaw i prawa nie ma sensu. Moim zdaniem powinieneś wyzbierać komplet dokumentów, wszystko co się tyczy tego tematu z mailami i kopertami od korespondencji(to też ważne!!!) i udać się do prawnika. Nic nie śmierdzi, wszyscy lawirują, to nic innego jak darmowy kredyt obrotowy w firmie, poprzez fakt że bierze się do klienta zaliczkę i z dość sporym opóźnieniem dopiero odprowadza VAT z tych pobranych pieniędzy. Blokada środków to nie to samo co przelew, środki są zablokowane, ale kontrahent fizycznie tych pieniędzy nie ma, a jeżeli je otrzymał w postaci zaliczki to ma obowiązek wystawienia faktury, jeśli takiej nie otrzymałeś to tylko jest na zasadzie Twojego przyzwolenia na taki proceder i jest to bezprawne, przy czym nie dla kupującego, ale dla sprzedającego, ponieważ księgowanie przychodu jest obowiązkiem podatnika, a puki co księgowanie kosztu przywilejem.
    1 punkt
  10. Hej! Wiadomość pozyskana z 3 źródeł. Obsługi wyciągu na Beskidku, osoby (ochrona danych osobowych) z szczyrkowskiego magistratu i.. p. Richtera, który wydawał się dziwnie zaniepokojony tą perspektywą, co właśnie dobitnie może świadczyć o prawdziwości tematu. Dla SON'u to będzie wrzód, bo umówmy się... kto pojedzie na stare orczyki jak za płotem postawią wygodne kanapulce i to w korelacji z Brenną.. :smile: ?? (poza mną oczywiście bo jak wiecie mnie złom nie przeszkadza... :wink: ) Tak, istotnie, byłem w Szczyrku 2 tygodnie. Powiem, że nawet się wyjeździłem bo poza weekendem, kiedy trzeba było poczekać do wyciągów od 5 do 10 min to luzik. W zasadzie jazda na okrągło. Przygotowanie stoków w SONie niezłe, w COSie takie sobie za wyjątkiem może Dolin i zabytkowego orczyka. Od Jaworzyny w dół pod krzesłami lodowisko. Odwiedziłem też Dębowiec. Fajne miejsce. Fajnie zrobione, ale moim zdaniem przerost formy nad treścią. Krzesła nawet w weekend w połowie puste. Niewykorzystane. Taka kanapa powinna stać na Julianach a na Dębowcu wystarczyłaby "dwójka" nieco szybciej jeżdżąca. Poza tym górka 600m... jak u nas w Przywidzu. Więcej wieści później.
    1 punkt
  11. Pierwszy raz w "prawdziwych górach" byłem na obozie w Karpaczu w 1968 r. Pamiętam więc podobne klimaty. Z resztą, sam miałem podobny sprzęt, spodnie narciary, sweter w białe i zielone pasy, buty skórzane i drewniane narty w kolorze czerwonym. Pamietam wyjazd krzesłem na Kopę, potem marsz pod Śniezkę,"drogę przyjażni" do Strzechy Akademickiej czy Samotni ( już nie pamietam) i dalej Białym Jarem do Bierutowic (chyba). Ale to były wypady!!!! Pan instruktor miał już wówczas "plastiki", znaczy się drewniane narty z plastikowymi slizgami i krawędziami z listwy metalowej przykrecanej na wkręty. Do tego maił wiązanie typu kandahar, ale bezpiecznikowe! A bezpiecznikiem był trójkatny, ruchomy nosek o który opierał się przód buta. Ten trójkacik ciągle mu się obracał na boki i narty wypinały. Tak się męczył, a my jeżdziliśmy!!!
    1 punkt
  12. toż to skitury w czystej postaci:smile: wspaniałe klimaty , piękne krajobrazy , takie przygody pamięta się do końca życia:applause:
    1 punkt
  13. Dorzucę do wątku "Przez Tatry na nartach - Akademię Tatry". [video=youtube;Vxls7NGp_dg]
    1 punkt
  14. Strona Chopoka http://www.jasna.sk Wejdź na cenniki i pod tabelami masz zapis: Skipasses 2 - 7 days are valid in the areas of Chopok North, Chopok South, Tatranská Lomnica, Štrbské Pleso, Starý Smokovec. Co do noclegów - ja spałem tu : http://www.apartmangolem.sk/main.php?page=1-pl to jest w miejscowości Tatranska Strba - 8 km od Plesa, 33 km od Łomnicy, 55 km od Chopoka. Tyle, że ja miałem trochę niższe ceny niż na stronie bo po znajomości. To nowy budynek z konkretnym wyposażeniem w cichej okolicy. Najtańszy apartament z łazienką i aneksem kuchennym kosztuje 33 euro, najcześciej są w nim łóżka dla 3 osób ale jak ktoś lubi np. na materacu to i 4 osoby się tam zmieszczą.
    1 punkt
  15. Zachęcony toczącą się dyskusją wybrałem się w piątek na Ochodzitę i była to moja pierwsza wizyta w tych okolicach. Stok w Koniakowie z perspektywy Złotego Gronia w Istebnej wyglądał bardzo ciekawie. Samochodów na parkingu ok. 30, kolejek przed wyciągiem brak, wietrznie. Jeździłem trasą nr 1, przygotowana bardzo dobrze, bez muld i lodu. Miejscowi racerzy rozstawili nawet kilka bramek i nie narzekali nawet kiedy zrobiło się parę skrętów po ich gigancie. Atmosfera generalnie przyjazna, wyciągowi w porządku, grzecznie podawali orczyki, bez większych przestojów. Około południa uruchomiono drugą nitkę orczyka, aby rozładować niewielką i tak kolejkę. Na stoku pusto, bez problemów można było zjechać całą trasę szybkim gigantowym skrętem bez obaw, że uderzy nas ktoś, kiedy tniemy w poprzek stoku. Narciarze na stoku to głównie turyści, kilka rodzin z dzieciakami. Kilka ostatnich dni spędziłem w Istebnej i prawdę powiedziawszy na Ochodzitej pojeździłem więcej i fajniej, bez kolejek, bez tłoku na stoku. Jeśli w przyszłości miałbym wybierać przyjadę do Koniakowa a nie do Istebnej. PS Baranina a w zasadzie gulasz z baraniny w knajpie jest i kosztuje 12 zł. Z racji tego, że był piątek poprzestałem na napoju izotonicznym w postaci piwa
    1 punkt
  16. Wszystko jakoś układało się nie po mojej myśli, ale w sumie chęć nartowania zwyciężyła i krótko, bo krótko, bo dokładnie 7 zjazdów towarzyszyłem Marboru na Telegrafie. Mariusz napisał i pokazał przede wszystkim wszystko, no prawie, bo nie pochwalił się, że inni narciarze z uznaniem wypowiadali się o jego jeździe, krótko mówiąc mówili, że przyjemnie obserwowało się jego jazdę i był najlepszy na stoku :applause: Potwierdzam, bo ledwo mogłem go dogonić :stupid: A przy okazji dwie fotki. Marboru na górze: A tu razem na dole:
    1 punkt
  17. Kielecki Duet - część II Od dawna słyszałem, od Kolegów i Znajomych, że sporo się zmieniło na kieleckim Stadionie. Postanowiłem sprawdzić z czym mieli rację, a z czym nie. Już na wstępie zmiana - ładny baner przed ośrodkiem: Parking faktycznie powstał przy Ośrodku, ale ponieważ jest na uboczu - to jest pusty...a ludzie parkują nadal wzdłuż ulicy: W nowym, pięknym, wykonanym z Bali budynku mieści się Hotel, Restauracja oraz wypożyczalnia sprzętu wraz ze szkółką narciarską. Otoczenie jest zadbane i na pierwszy rzut oka widać, że jest tu Gospodarz... Ponieważ sama Górka, to bardzo płaski stok o długości ok 500m, frekwencja dopisuje. Osoby uczące się i początkujące. Widok na stok z dołu: Udaję się do kasy. Kupuję jedynie 5 zjazdów, bo już widzę, że jeśli chodzi o ukształtowanie samej Górki nic się nie zmieniło - dostałem błędne informacje, że przedłużono i podniesiono trasę w górnym fragmencie. Karnet tutaj obowiązuje ten sam co na Telegrafie. Pojedynczy wjazd kosztuje 3zł. Przy ośrodku jest również oddzielna, za laskiem po lewej stronie "Ośla Łączka" z taśmą, dla adeptów narciarstwa: Wjeżdżam na górę nowym wyciągiem talerzykowym, stary orczyk po prawej stronie również funkcjonuje. Zaczyna padać intensywny śnieg. Płatki śniegu są olbrzymie. Widoczek z samego szczytu (w tle miasto): Jest tu bajkowo, pięknie. Droga w las... Przejaśnia się po kilku minutach i mogę zrobić fotkę całego stoku w ujęciu z góry: Infrastruktura w całej okazałości... Z połowy trasy widok w górę: Z połowy trasy widok w dół: Kończę szybką jazdę w tym miejscu. Podsumowując: doskonałe miejsce dla początkujących, dla dzieci. Narciarz nawet średnio zaawansowany - nie ma tu co robić.
    1 punkt
  18. Jak się patrzy na parking w Kuźnicach i ilość aut, narciarzy...posłucha komentarza, że trzeba czekać w kolejce na kolejkę :biggrin: to aż trudno uwierzyć, że narciarstwo w tamtych czasach było aż tak popularne :smile:
    1 punkt
  19. Wracamy do Pucharu Świata: 22.02. piątek 10:30 Meribel, Francja - Zjazd kobiet, trening (90min) E2 23.02. sobota 10:30 Meribel, Francja - Zjazd kobiet (75min) E1 11:45 Garmisch Partenkirchen, Niemcy - Zjazd mężczyzn (60min) E1 24.02.niedziela 10:00 Garmisch Partenkirchen, Niemcy - Gigant mężczyzn, 1. przejazd (60min) E2 11:00 Meribel, Francja - Zjazd kobiet do kombinacji (60min) E1 13:00 Garmisch Partenkirchen, Niemcy - Gigant mężczyzn, 2. przejazd (60min) E1 14:00 Meribel, Francja - Superkombinacja kobiet, slalom (60min) E1 1.03. piątek 11:15 Garmisch Partenkirchen, Niemcy - Supergigant kobiet (75min) E2 2.03. sobota 10:30 Garmisch Partenkirchen, Niemcy - Zjazd kobiet (60min) E1 11:45 Kvitfjell, Norwegia - Zjazd mężczyzn (60min) E2 3.03. niedziela 13:15 Garmisch Partenkirchen, Niemcy - Supergigant kobiet (15min) E1 11:00 Kvitfjell, Norwegia - Supergigant mężczyzn (90min) E2
    1 punkt
  20. między 16:00 a 18:00 góra Dzikowiec jeździłem przed 16 i po 18 ratrakowanie poprawiło diametralnie warunki przed: stok był lekko oblodzony, po: stok był idealny - jeździłem tylko godzinę i w tym czasie było super
    1 punkt
  21. Nowe narty - serwisować, czy nie serwisować? Na to pytania odpowiada Marcin Szafrański
    1 punkt
  22. Mimo że autor artykułu nie chce (a może uważa, że mu nie wypada) polemizować z tezą o braku potrzeby serwisowania nowych nart, to ja się o to pokuszę. A decyduje się na to na podstawie doświadczeń z ostatnimi trzema parami nowych nart (topowe modele różnych marek) jakie maiłem w ręku (czyli deskami moimi i żony które przygotowywałem do ślizgania). Stopień nieprzygotowania krawędzi był w nich różny, ale w każdym przypadku wyglądało to jakby serwisant uprawiał slalom szlifierką po krawędzi. Co do jakości nałożonego na nie smaru nie będę się wypowiadał bo zawsze go zmywałem. Natomiast ostatnio miałem okazje wypróbować opisane wygrzewanie narty i bardzo polecam. Dobrze nasączone ślizgi są potem znacznie odporniejsze na przesuszenie, co najbardziej się przyda tym co smarują je sporadycznie.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...