Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
26.03.2013 - 26.03.2013
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.03.2013 uwzględniając wszystkie działy
-
Szczyrk-sonDzisiaj raniutko wpadłem na pomysł,że popracuje póżniej :stupid:a z rańca na stokNie byłem jeszcze w tym sezonie w krainie łorcyków,więc wybór był prostySzybkie pakowanko,córke szybciorem do przedszkola a ja fru :tongue:O 8 melduje się w Czyrnej na parkingu,niewiem czy tylko dzisiaj ale parking freeKupuje karnecik do 13 i przez pierwsze dwie godzinki katuje bieńkułe,potem już troszkę zaczyna pojawiać się lód,ale sprawni narciarze bez problemu są wstanie skorygować tor jazdyNastępnie jade z Hali Skrzyczyńskiej na Solisko,jeżdze na Golgocie na której warunki dobrePotem jeszcze zaliczam pare zjazdów na Pośredniej i powrót do CzyrnejDzisiejsz jazda całkiem,całkie gdyby nie ten cholerny wiotr,chciało łeb urwaćPrzy tem -5 wiatr potęgował spokojnie -10,tylko raz wjechałem na Małe SkrzyczneAle ogólnie warunki i tak pikne jak na wiosne tej zimy,narty całe :wink:Ps.SON kończy sezon w niedziele5 punktów
-
SON w poniedziałek Po ostatniej wizycie na Złotym Groniu i jednym zjeździe z Czantorii miałem spory niedosyt nartowania. Wszyscy opisywali fantastyczne warunki w Beskidach więc trzeba się było wybrać. Oczywiście wybór padł na SON. Co by nie mówić jest tam gdzie pojeździć, do tego ja mam blisko, no i cena fajna. Zaparkowałem na Pośrednim. Słyszałem, że w Czyrnej nie kasują, ale wolałem nie ryzykować. Zresztą w Czyrnej trzeba podejść, czego nie lubię. Na Pośrednim nie byłem pierwszy, więc do stoku miałem jakieś 20m. Po małym guzdraniu przy aucie, do kasy, gdzie nabyłem karnet do 13. Pierwsze odbicie mam zarejestrowane 8:05. Trasy wyglądały następująco: 1-zamknięta 2- Na odcinku Małe Skrzyczne-Hala był mały problem na tej „ściance”. Lewa część zamknięta. Na prawej oblodzone, ale bardzo równo(bez przetarć). Odcinek do Czyrnej bez zarzutu. Poza tym fragmentem wspólnym z „3”, gdzie nadal są przetarcia, ale są wygrodzone płotkami. W dolnej części równiusieńko. 3- Jak dla mnie trasa, która nie powinna być liczona w ogólnym bilansie SON. Odcinka Skrzyczne-Małe Skrzyczne nie da się spróbować bez wjazdu od strony COS. Odcinek równoległy do „2” z Małego Skrzycznego nie był chyba ratrakowany, zresztą tam jest mega wąsko. Jak wiadomo „2” i „3” się rozchodzą do Czyrnej i tego fragmentu w dolnej części nie spróbowałem, ale jak patrzyłem od strony „2”, tam gdzie się łączą, to wyglądało słabo. Ale może nie powinno się oceniać jak się nie jechało. 4-Idealnie. Jedynie w tym wariancie 4a, były minimalne przetarcia. 5-„Bieńkula” Nadal za trudno jak dla mnie. Zjechałem raz i uważam, że bardzo dobre warunki, ale troszkę oblodzeń. Ale do opanowania nawet dla takiego amatora jak ja. Działał tylko orczyk II(taki ma numer na schemacie), więc trzeba było przejeżdżać w poprzek orczyka co wg mnie jest niebezpieczne. 6- Najbardziej magiczna trasa w SON. Z tego co zauważyłem na forum wielu nawet nie wie gdzie ona jest. Nietrudno zauważyć, że odbija od „4”. Następnie zbliża się do „2” i „3”(tak, że można na nie wjechać) i następnie wraca, by się znowu połączyć z „4” na wysokości jednej z „bud jedzeniowych”. Tyle, że na sporym odcinku trasa biegnie do góry. Nie sposób podjechać bez podchodzenia. Do tego wąsko. Szeroka na jeden ratrak. Co prawda było to wyratrakowane, ale najgorzej w tym dniu w SON(grudy lodu). Do tego przetarcia. Na plus tej trasy przemawia widoczek, ale więcej tam nie pojadę, chyba, że to ktoś zniweluje tak, żeby nie trzeba było podchodzić. 7-Jak dla mnie najlepiej przygotowana trasa. Cały dzień bez zarzutu. Ktoś już tu pisał na forum, ale zaskakujący dla mnie jest też kolor tej trasy, zwłaszcza w tej części z Hali do Suchego. 8- Do samego końca idealnie. Trasa jak wiadomo dla początkujących, ale pięknie wyratrakowana(hiper szeroko). Bardzo mało ludzi, więc do 13 na spokojnie. 9- Idealnie przygotowana trasa, ale jak dla mnie te wyciągi V, IX chodzą wolniej niż np. z Suchego na Halę. Dlatego zamiast Julianów wolę inne trasy. Do „9” nie można się jednak przyczepić. 10-Idealna jak wszystko w obrębie Julianów 11-„Golgota” Chyba najlepsze przygotowanie tej trasy jakie miałem okazję testować w swojej krótkiej „karierze” narciarskiej. Równo, bez przetarć. Po 12 spróbowałem zjazdu i jak dla mnie tak samo równo jak rano(oczywiście bez sztruksu). Wg mnie jest tam bardzo niebezpiecznie na dole. Gdyby ktoś nie opanował nart w końcówce to albo droga, albo dach baru jego. Chyba, że coś dadzą te śmieszne płotki, ale nie wyglądają mi na dobre zabezpieczenie. 12-Kolejna trasa widmo w SON. Tzn. jak najbardziej istnieje i muszę ją chyba najbardziej pochwalić za „trzymanie formy”. Tyle, że na całej długości w ośrodku jest oznaczona jako „9”. Oznaczenia na słupkach wskazują, że „9” rozwidla się na 2 warianty. Na mapce jest zupełnie inaczej. Na trasie przed godz. 13 dało się znaleźć pokłady dziewiczego sztruksu. Zjechałem tam kilka razy pod koniec i było bajecznie. Dla początkujących na tej trasie podobnie jak na 9 są dosyć trudne te „ścianki”. 13-Poza magiczną „6” najsłabiej utrzymana trasa. Duże połacie trawy i piasku. Oczywiście łatwe do ominięcia, ale słabo to wyglądało jak na pięknym białym śniegu takie szaro-buro-zielone plamy. Oczywiście poza tymi niefajnymi miejscami mega równo. Na minus brak wyrównania pod niektórymi wyciągami. Nierówno było pod XII, III i oczywiście II z Czyrnej. Na pozostałych było super równo. Najlepiej wyglądała VII obok Golgoty. Właściwie przez cały sezon było tam mega równo. Z rana jazda na bieżąco. Później trzeba było czekać tak 3-4 pary już za kołowrotkami. Aż w pewnym momencie na II zrobiła się taka dziwna kolejka. Na trasach super pusto, a tam ze 2 pary do kołowrotka i 5-6 za kołowrotkiem. Krótko mówiąc parę minut czekania. Później już tam nie jechałem i reszta „bezkolejkowa”. Jeździłem na tyle szybko ile potrafię z jedną małą przerwą na winko. Tam się właśnie dowiedziałem, że kończą 31.03. Podobno ma to wynikać z tego, że trzebaby zapłacić jakieś podatki za kwiecień. Zapewne też trzebaby „orczykowym” zapłacić, ale tu się chyba można dogadać, żeby dostali kasę tylko za kilka dni. Na pewno jest tam jeszcze bardzo dużo śniegu. Dlatego nie kumam dlaczego, ma się to skończyć już teraz. Myślę, że na 1.04 znalazłoby się dużo amatorów białego szaleństwa. Ostatnie odbicie miałem 12:55. Zrobiłem w tym czasie 32 wjazdy różnymi wyciągami. Jak dla mnie było troszkę za zimno. Na Małym Skrzycznem -13, w pozostałych miejscach -10. Przez to jednak, że było tak zimno to trasy do końca trzymały formę. Jedne lepiej, drugie gorzej, ale do końca nie było miejsca gdzie zrobiłoby się jakoś niesympatycznie. Jak ktoś tylko ma możliwość wyjazdu w tygodniu do SON to mogę polecić w pełni. Nie wiem, czy zawsze tak dobrze przygotują trasy, ale jak dla mnie było bajecznie równo.4 punkty
-
4 punkty
-
Kamieńsk po raz kolejnyDziś rano spontaniczna decyzja - ruszamy na górkę. Jazda od 9 do 13:30, warunki cud miód, 10/10 :smile:. Od 10:30 zaczął powiewać mocny wiatr, który skutecznie wyhamowywał na płaskim dolnym odcinku stoku, ale dzięki temu cały czas do 13:30 nawet na stromym odcinku nie było żadnych nierówności. :. Parking o dziwo pełny ale ludzi mało, jak widać na zdjęciach.Pozdrawiam. ps. sezon na Górce do 4 kwietnia :biggrin: .4 punkty
-
23-24.03.2013 ChopokSobotnio - niedzielny wypad na Chopok w grupie entuzjastów białego szaleństwa. Sobota lekkie zachmurzenie na górze -16 stopni bezwietrznie :smile: Przed zawodami BMW xDRIVE SKI LIGA najlepiej pójść na gorącą czekoladę która jest nawet nawet : Niedziela to pod względem pogody oraz przygotowaniem tras bajka :applause: Wielkie podziękowania dla moich trenerów CDN4 punkty
-
W kalendarzu 26 marca. Nieuchronnie zbliża się wiosna. Nieuchronnie, bo w narciarskich żyłach pulsuje zima. Nostalgia. Mimo, że szusy przedwczorajszego dnia jeszcze tlą się w pamięci, mimo że te dzisiejsze już kiełkują gdzieś w umyśle – to gdzieś poza, gdzieś już obok, z tyłu świadomość końca się zbliża. Wspomnienia. Wtedy przychodzą w myślach, miejsca, stop klatki odbytych wypraw, odkrywanych miejsc, ulubione trasy, dobre skręty, wyskoki i upadki. Góry. Zastanawiam się, ile ich w życiu widziałem? Ile szczytów, grani wprawiało w zachwyt? Te małe i te duże – jakie mają nazwy? Jakie historie są z nimi związane? To przerasta świadomość. Człowiek nie zastanawia się nad tym, dopóki zapina narty i patrzy w dół, zachłanny zjazdu, prędkości, ruchu… Krajobraz, natura – ta górska, to część duszy każdego narciarza. Wiosna. Zieleń, jasność, Słońce, błękit jezior, rzek. Śpiew ptaków, rośliny, zapachy, ciepły wiatr. Serce narciarza jest rozdarte. Między tym surowym zimowym światem pełnym pasji, a tym łagodnym wypełnionym życiem. To nie rozdarcie – to równowaga. Bo, czy miłość do nart byłaby tak wielka, gdyby nie było przerw? Gdyby nie było tego wiosennego rozżalenia, letniego oczekiwania i jesiennego dreszczu emocji przed kolejnym Sezonem? Póki czas… Schwycić ją. Złapać zimę za płaszcz i przytrzymać! Pojechać kilka razy. Choć już miękko, choć narta zapada się w cukrze i nie trzyma, choć mokro, choć wilgoć, choć jeżdżą ślizgi, a nie krawędzie. Bo czyż każdy z nas nie pragnie, gdzieś w podświadomości mieć ich dwóch? Tej surowej w białych barwach, pięknej i tej kwiecistej, ślicznej, pachnącej, ubranej w zwiewną sukienkę – Zimy i Wiosny. Ja tak mam… Dlatego dzisiaj wieczorem wyruszę… Dlatego nim przyjdzie Lato i rozebrana pora roku, poflirtuję z Wiosną i Zimą – to tu, to tam. Zachwycę się, by Latem powrócić myślami do wszystkich chwil… …chwil spędzonych na nartach. pozdrawiam marboru3 punkty
-
Nowa Osada wieczorkiemZaraz po pracy szybkie pakowanko i w drogęW Wiśle jestem o 16,kupuje karnecik do 21 za 40 zł i ruszamJeśli chodzi o pogode to zimno -5,wiaterek i cały czas temperaturka spadaNarciarzy może z 30-tu :,jazda na bieżącoWarunki na stoku,co tu pisać-mróz,mało luda=bardzo dobre warunkiWyjeżdżony jazde kończe coś chwile po 20,jakoś mi bylo zimnawo :Gdy zdawałem karnecik pani żdziwiona informuje mnie że NO ma zamiar kończyć sezon 13 kwietnia:rolleyes::3 punkty
-
16 marca zawitaliśmy do La Villi, do pensjonatu Gana (wyjazd z BB o 6:00, na miejscu o 16:15). Wyjazd w ramach Dolomiti Super Sun - śpimy 7 nocy, płacimy za 6 (420 € za apartament 3-4 osobowy); jeździmy 6 dni, płacimy za 5 (194 €), wyszło 334 € za osobę. Dwa ostatnie zdjęcia to widok z okna pensjonatu (trasa Gran Risa, zdjęcie czwarte zrobione po 21-ej). Cdn...2 punkty
-
Praca instruktora jest ciężka. Parchatka w blasku Księżyca - poraz kolejny. Chyba zarażam... Od zeszłego tygodnia w kalendarzu miałem zaznaczony narciarski wtorek. Koledzy w pracy się dowiedzieli i postanowili pojechać razem ze mną...w tym jeden, który nigdy nie miał desek na nogach. Zarażam swoją pasją, czy co? Na miejscu, w Parchatce jesteśmy ok 18:30. Zaczynamy od malutkiego grzańca ponieważ nie jest zbyt ciepło: -4stopnie. Kolega bierze z wypożyczalni narty, kupujemy karnety i w górę... Wjazd talerzykiem wychodzi mu perfekcyjnie :happy: Ponieważ jest nas czwórka, to ustalamy, że każdy z nas jedzie z początkującym po dwa zjazdy udzielając mu wskazówek. Wychodzi na to, że ja zaczynam... Księżyc świeci, oświetlając trasy: Płaski początek jest w sam raz do tego by się oswoić z nartami. Robimy drobną rozgrzewkę i zaczynamy ćwiczyć pług. Pomimo sporego zapału, nogi kolegi są jakieś bardzo miękkie... ...kilka metrów jedzie stojąc, potem upadek - i tak 10 minut zjeżdżamy pierwszy zjazd. Chwila oddechu i jedziemy w górę drugi raz. W oczy rzuca mi się, nie zauważony wcześniej obiekt klasy lux: Szersza trasa najwyraźniej bardziej się podoba mojemu "uczniowi". Częstotliwość upadków się zmniejsza - czyżby moje wskazówki coś pomagały? Wątpię... ...to raczej przyzwyczajenie się i krótkie obycie z deskami na nogach. Kończę swoją "rundkę", oddaję początkującego w inne ręce... ufff Przyśpieszam. Kilka szybkich zjazdów i gdy jestem już dobrze rozgrzany, skaczę sobie z hopki: Kolejne zjazdy: Początkujący ćwiczy... ...drugi "instruktor" tłumaczy po swojemu. Dużej zmiany nie ma... ...zaczyna swoje lekcje płeć piękna. Jesteśmy w szoku, bo nagła zmiana. Upadków bardzo mało...a ostatni zjazd bez upadku. Co się stało? Urok pięknej Dziewczyny? A może celniejsze uwagi uczącej się w sumie jeszcze adeptki narciarstwa? Czy...męska motywacja, by zaimponować Kobiecie? Kończymy. Jest po 21 i pora jechać do domu. Ostatni rzut oka na zimowy klimat Parchatki w blasku Księżyca i pakowanie do auta. Droga powrotna to mecz... ...mecz słuchany w radio, na pierwszym programie - nawet z San Marino, to bardzo ciekawe przeżycie :laughing: Ufff - wygrywamy... ...ale to nie jest najważniejsze. Ważniejsze jest to, że początkujący Kolega, mimo bolesnej pierwszej lekcji - niesamowicie zadowolony z wyjazdu, postanowił zostać narciarzem. pozdrawiam marboru PS. Podziwiam wszystkich instruktorów. Nie wiedziałem jak ciężką pracę wykonujecie... Gratuluję cierpliwości i wytrwałości w tym co robicie.2 punkty
-
Alta Badia, ciąg dalszy.22 marca (piątek), dzisiaj znowu do Val Gardeny, ale tym razem omijamy Secedę i podchodzimy pod wyciąg na Monte Pana, potem Mont de Seura i wyciągami pod Sassolungo docieramy na Passo Sella. W drodze powrotnej świetna i pusta czerwona do Selvy. Wyjazd do BB w sobotę o po 6-tej, na miejscu jesteśmy o 17-tej. To był mój dziesiąty wyjazd w Alpy, ale pierwszy w Dolomity, poprzednio Val di Sole i Saalbach. Pod względem warunków pogodowych stawiam go na równi z pierwszym wyjazdem (Val di Sole: 27 marca do 3 kwietnia 2004, dużo śniegu i sześć dni słońca).2 punkty
-
Podziwiam takich Ludzi :happy: Brawo! "Straciłem nogę, ale zyskałem coś innego". Historia świetnego narciarza Andrzeja Szczęsnego [wywiad] Jest uważany za jednego z najzdolniejszych i najbardziej wszechstronnych polskich narciarzy alpejskich. Jest w światowej czołówce, mimo że na nartach zaczął na poważnie jeździć dopiero w wieku 16 lat. Nie byłoby w tym może jeszcze nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że uczył się wtedy jazdy od podstaw... na jednej narcie, bo Andrzej Szczęsny ma tylko jedną nogę. Ile miałeś lat, kiedy straciłeś nogę? Andrzej Szczęsny: Jak miałem 10 lat, wykryto u mnie nowotwór kości. Początkowo źle postanowiono diagnozę i nogi nie udało się już uratować. Konieczna była amputacja. Dla chłopca w tym wieku to musiał być straszny cios... Może to wydać się dziwne, ale ja bardzo szybko zaakceptowałem siebie i fakt, że nie mam nogi. Wszyscy byli z tego powodu w szoku. Po około miesiącu sam wyszedłem ze szpitala o kulach. Szczególnie lekarze byli zdumieni. Na pewno bardzo mi pomogła akceptacja kolegów i rodziny. Nie uważali mnie za niepełnosprawnego. Wszystko było jak dawniej – biegałem z nimi po podwórku, grałem w piłkę, jeździłem na rowerze. Jeździłeś na rowerze? Miałeś protezę? Nie. Uczyłem się jeździć na rowerze jakby od początku. Zaczynałem na takim małym rowerku. Było z tym dużo kłopotu i miałem niemałe trudności, ale z czasem zacząłem sobie zupełnie dobrze radzić. Pedałowałem jedną nogą. A kiedy zaczęła się przygoda narciarska? Jeździłeś na nartach przed amputacją? Jeżdżeniem to tego raczej nie można było nazwać (śmiech). Zjeżdżałem z okolicznych górek, jak pozostałe dzieciaki. Narciarstwo zaczęło się już po operacji. Jak miałem 16 lat jak poszedłem do szkoły średniej w Busku-Zdroju. Tam był klub dla niepełnosprawnych sportowców. Najpierw zacząłem grać w siatkówkę na siedząco. To był mój pierwszy sport na poważnie. W zimie zorganizowany był jednak wyjazd w góry. Prezes klubu chciał mnie nauczyć jazdy na nartach. Powiedział, że zna niepełnosprawnych narciarzy i że jazda na nartach z jedną nogą jest możliwa. Ja nie bardzo mogłem to sobie wyobrazić, ale poszedłem na stok. Wywróciłem się raz, drugi i doszedłem do wniosku, że to nie dla mnie. Na tym obozie nie założyłem już narty. Dobrze, że prezes był nieugięty. Zabrał mnie na drugi obóz. Radziłem sobie już z kulonartą, ale miałem ogromne problemy z jazdą wyciągiem. Prezes wnosił moją nartę i kulonartę, a ja podchodziłem do góry. To była tak ośla łączka, ale z czasem podchodziłem coraz wyżej i wyżej. Później zacząłem ponowną walkę z wyciągiem. Nie mam stawu biodrowego, więc musiałem orczyk trzymać rękami. Miałem duże problemy z równowagą. Ale z zacięciem ćwiczyłam i równowagę i siłę. Po tym jednym sezonie zaczęło mi to wychodzić. Na tyle dobrze, że w drugim sezonie pojechałem na obóz kadry do Austrii. Po jednym sezonie nauki? Dokładnie tak. Myślałem, że umiem już całkiem nieźle jeździć. Na obozie poznałem chłopaków z reprezentacji, którzy trenowali już kilka lat. Okazało się, że umiem na tych nartach co najwyżej stać (śmiech). Ale była tam naprawdę fajna atmosfera. Jeden z kolegów, który startował już w Pucharze Świata, bardzo mi imponował. Zacząłem go naśladować. Dużo się od niego nauczyłem. Ale jak to w sporcie często bywa – uczeń przerasta mistrza. Przerosłeś mistrza? Po 5-6 sezonach zacząłem mu dorównywać i byłem bardzo dumny. Miałem nadzieję, że wystartuję na Paraolimpiadzie w Salt Lake City, ale niestety zabrało mi punktów. Już wtedy startowałem w Pucharach Europy i Świata. Miałem coraz lepsze wyniki. Szykowałem się na kolejny sezon paraolimpijski – Turyn 2006. Pojechałeś do Turynu jako nasz reprezentant. Tak. Byłem naprawdę w bardzo dobrej formie. Miałem pecha. Jeszcze przed startem, byliśmy już w wiosce olimpijskiej, podczas treningu na stoku zahaczyłem bramkę slalomową i złamałem nogę – jedyną, którą mam. To było poważne złamanie kości piszczelowej z przemieszczeniem. Helikopterem zostałem zabrany do szpitala w Turynie i po 2-3 godzinach już byłem operowany. Lekarze mieli tam naprawdę setki takich przypadków, więc zajęli się mną fenomenalnie. Ale i tak byłem załamany. Tyle lat przygotowań na nic. Ale zadzwonił do mnie znajomy i powiedział: "Andrzej, co cię nie zabije, to cię wzmocni!" Zawziąłem się. Lekarze nie założyli mi gipsu, tylko stabilizator zewnętrzny i kazali jak najszybciej na nodze stawać. Już po dwóch dniach zacząłem chodzić. Stabilizator musiałem nosić aż do lata. Zacząłem też intensywnie jeździć na rowerze. Wystające śruby budziły niemałe zainteresowanie ludzi (śmiech). Od jesieni ruszyłem pełną parą z treningami. Nie poddawałem się. Jednak w psychice został mi ten wypadek i blokada, więc ten sezon poświęciłem na powrót. Początkowo z daleka omijałem bramki slalomowe. Po sezonie zacząłem pełną parą przygotowywać się do kolejnej paraolimpiady – w Vancouver. Znów byłem naprawdę dobrze przygotowany. Moją koronną konkurencją jest slalom specjalny. W trakcie zjazdu niestety zablokowałem się psychicznie. Nie pojechałem nawet w 60 proc. tego, co jeżdżę na treningu. Nie pracujecie z psychologiem? Praktycznie nie. Praca z psychologiem jest bardzo ważna. Inne reprezentacje poświęcają temu naprawdę dużo uwagi. Teraz przed Soczi mamy nadzieję, że to się zmieni i będziemy na stałe współpracować z psychologiem. Zimowe igrzyska w Soczi to najbliższy cel? Zdecydowanie. Chociaż za miesiąc są Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. To będzie dobry sprawdzian przed Soczi. Każdy z zawodników na pewno da z siebie wszystko, ale medale są tylko trzy. Trzeba będzie powalczyć. Który wynik uważasz za swoje największe osiągnięcie? Na Mistrzostwach Świata w 2004 byłem piąty w slalomie gigancie, a na Mistrzostwach Europy – w tym w 2012 – dwukrotnie czwarty. To niestety nie podium, ale to dla mnie duże osiągnięcia. Może w Soczi się uda (śmiech). Jesteś uważany za najbardziej wszechstronnego zawodnika polskiej reprezentacji paraolimpijskiej, bo startowałeś we wszystkich konkurencjach alpejskich. Rzeczywiście startowałem we wszystkich konkurencjach włącznie z downhillem. Miałem jednak drugi wypadek w 2012 roku, który skończył się ponownym złamaniem nogi. Nie był to co prawda tak poważny uraz, jak ten pierwszy, ale wsadzono mi nogę w gips. Od tej pory skupiłem się na dwóch konkurencjach, a których mam największe szanse – slalomie i slalomie gigancie. W jednym z wywiadów powiedziałeś: "Straciłem nogę, ale zyskałem coś innego. Pasję, która wypełnia moje życie". To niezwykłe wyznanie. Przed nauką jazdy na nartach zawsze byłem bardzo aktywny – pływałem, grałem w piłkę, dużo jeździłem na rowerze. Narciarstwo jednak dało mi inne uczucie – wolność, spełnienie. Mimo że kosztowało mnie naprawdę dużo siły i wyrzeczeń. Poświęciłem mu większą część swojego życia. Mam świadomość, że narciarstwo alpejskie to sport ryzykowny. To w końcu sport ekstremalny. Tyle, ile miałem stłuczeń i kontuzji... to wiem tylko ja i trener (śmiech). Zuzia Górska w swoim wpisie zwróciła uwagę, że wielu ludzi patrzy na ciebie z podziwem, bo na stoku radzisz sobie niejednokrotnie lepiej niż osoby pełnosprawne. Pewnie dlatego, że pogodziłem się z niepełnosprawnością. Musiałem. Poruszam się sprawnie, ale to kosztowało wiele ćwiczeń. Rzeczywiście są ludzie, którzy patrzą na mnie z podziwem, podchodzą i gratulują. To się dzieje jednak rzadko. Większość patrzy z boku. Nadal z dystansem. Masz fanpage na Facebooku, fani założyli ci też stronę, to wzrusza czy mobilizuje? To bardzo miłe, ale przede wszystkim chyba jednak mobilizujące. Daje mi dużo siły. Walczę dalej. Co planujesz po zakończeniu kariery narciarskiej? Trener kadry paraolimpijskiej? Na pewno do Soczi pojadę jeszcze jako zawodnik. To, czy zostanę w kadrze, uzależniam od wyniku i od tego, na ile zdrowie mi na to pozwoli. Mój trener miał najlepsze wyniki w wieku 34-37 lat. Ja mam 30, więc jeszcze kilka lat przede mną (śmiech). Później bardzo chciałbym trenować innych narciarzy. W Polsce jest bardzo mało tych, którzy się na tym znają. Są może 2-3 takie osoby. Narciarstwo to twoja pasja czy też sposób na życie? Pasja, bo niestety sposobem na życie być nie może. Musimy się sami starać o sponsorów i czasem nawet dokładać. To trudne i smutne. W porównaniu z zawodnikami innych reprezentacji widać, że trenujemy dużo mniej niż oni. Staramy się i robimy, co możemy, również z pomocą sponsorów – za co im bardzo dziękuję. Idzie nam naprawdę dobrze, ale widać jednak, że brakuje nam dni na śniegu. Szkoda, ale może to się kiedyś zmieni. Źródło: natemat.pl Andrzej w akcji na zawodach: [video=youtube;be8Ef_BjQkA] [video=youtube;HYQstsnSgc4]1 punkt
-
Soszów wieczorkiemDość niespodziewanie dziś wcześniej dostałem wolne,więc w głowie zaświeciła się żarówka... Trza na narty jechać!Musiałem na szybkości rozkminić,jak to pogodzić z masą obowiązków (nie mam tyle wolnego czasu co obecni liderzy :wink: ) i się udało!Już 15.30 biegnę (dosłownie!) do auta i obieram kierunek Wisła.Lubię marzec narciarsko,ale ma też on minusy.Choćby to,że niestety wiele stacji działa krótko albo tylko w weekendy,więc wybór miejsca ograniczony.Najpewniej jechać do Wisły,bo "tam na pewno musi być jakaś cywilizacja"... :wink: Wybór padł na Soszów,bo najbliżej,bo najtaniej!Kto by pomyślał,że będę tą stację chwalił za ceny!Na miejsce docieram tuż po 16.Czemu tuż po a nie przed?Bo parkingowy robi do 16.00! :tongue: Później parking bezpłatny!Ekspres gramoling i zakupuję wieczorny karnet od 16.00 - 21.00.Najpierw krzesło,potem orczyk,bo jeszcze działa i na samą górę póki jasno.Tutaj miłe zaskoczenie!Otóż ruszam na trasę niebieską,swoim zwyczajem raczej boczkiem,a tu jeszcze nienaruszony sztruks! :applause: Nie dość,że ten odcinek niebieskiej jest bardzo fajny,to jeszcze niemal nie naruszony.Tutaj więc śmigam aż do końca funkcjonowania orczyka.Co dalej?Pozostaje krzesło.Jeździmy tylko na dolnej części tras,więc jeżdżę opcją niebiesko-czarną.Tutaj również warunki znakomite!Póki widoczność pozwala,katuję tą opcję.Niestety po ćmoku już nie za bardzo da się tam śmigać,pozostaje czerwona i dolna część niebieskiej.Dobrze,że jest mróz,ale niestety jest też dość mocny wiatr i chyba do tego spora wilgotność powietrza,bo odczuwalna temperatura poniżej -10st!Trasy są super,wszędzie twardo,równo,po bokach trochę cukru,zero minerałów i do tego ludzi niewiele.Jedynie zaniepokoiło mnie,że po 18 we wszystkich knajpach ciemno... : Na szczęście działa restauracja przy dolnej stacji krzesełka,bo po dwóch godzinach aż się prosi grzańca zaliczyć!Robię krótką pauzę,żeby trochę się ogrzać i żeby znów komfortowo nawijać kolejne zjazdy.Robię nawet jedną fotkę: Ale tyle wystarczy,bo każde odsłonienie się,kosztuję utratę bezcennego ciepła! :wink: Śmigam dalej i wyłącznie po czerwonej,bo tu nogi muszą się napracować.Pasjonatów takich jak ja nie brakuję,ciągle jeździ ok 20 - 30 ludzi.Najlepszy jest widok,kiedy dochodzi 21.00,czyli godzina zamknięcia ośrodka,wtedy wszyscy cisną jak zwariowani do krzesła,żeby jeszcze choć jeden raz... :biggrin:No cóż,5 godzin to nie to samo co 9 na Pilsku,ale nie ma co narzekać."Na bezrybiu i rak rybą!" :Pozdrawia niezależny reporter z Beskidów. :wink:1 punkt
-
Wiosna - najpiękniejsze narciarstwo Wreszcie kończy się zima! Z niecierpliwością układam kalendarz narciarski - o ile podczas jesieni i zimy jest to standardowe 8-9 dni/m-c to teraz staram się upchnąć znacznie więcej. Bo: - kuszą "normalne" ośrodki gdzie na mięciutkiej wiosennej ciapce można śmigać do około 20.04 na trasie i obok - kuszą francuskie 3V, Espace Killy gdzie zamknięcie sezonu na początku maja jest tanie i cudowne, ze świstakami łażącymi po stokach - kuszą kwietniowe firny w Karkonoszach a choćby ze Śnieżki myknąć - kuszą alpejskie schroniska i tury do połowy maja - kuszą zjazdy w żlebach w Tatrach do końca maja, może by tak Rysą śmignąć a w czerwcu jakieś poletka odszukać - kusi Stubai do 15.05 (bo jeszcze karnet działa) - kusi zjazd z Aiquille du Midi gdzieś pod koniec maja - po gołym lodowcu - kusi zjazd z Klein Matterhorn też pod koniec maja, a może gdzieś kawałek dalej z Breithorna (4200 m n.p.m.) - kuszą letnie jazdy w Gurglu (w zeszłym roku w połowie maja) - kusi Tux w lipcu i Passo dello Stelvio w sierpniu - kuszą jeszcze wszystkie pomysły nieznane (w tym Nowa Zelandia:) Nostalgia przyjdzie gdzieś w czerwcu ale do października w sumie będzie niedługo więc jakoś lato na rowerze i trekingach przetrwam. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Mam podobne myśli już od początku marca ,który to miesiąc w meteorologii jest zaliczany ,cały do pierwszego miesiąca wiosny (zwany jest ten okres przedwiośniem) ze średnimi temperaturami na obszarze poniżej 700m.n.p.m. powyżej zera np. w Katowicach plus 3,3 C. W tm roku mamy typowo narciarski ,ekstremalnie zimny np w Katowicach średnia wyniesie około 0-minus 1 (zostało jeszcze 5 dni do końca to tylko przybliżone dane). Nastawiłem się na przeciętny marzec, a że w zimowych miesiącach (grudzień, styczeń ,luty) przekroczyłem o jeden wyjazd moja skromną normę (10-15 wyjazdów) chciałem w wolnym czasie znacząc jeździć na rowerze. Liczyłem temperatury (8-15 stopni na plusie) i budzącą się przyrodę w pobliskich lasach. No ,ale jest marcowa zima ,narty lubię bardziej od roweru to zaliczyłem jeszcze dwa wyjazdy i ten ostatni (24.03) przy tak pięknej zimowej pogodzie i przy tak dobrych a warunkach,że pozostanie tak długo w pamięci jak wyjazdy narciarskie w Alpy. Prognozy do 10.04 znowu zmieniły się na chłodniejsze ze sporymi przymrozkami oraz kilkoma stopniami na plusie w dzień. Narty w kwietniu? Chyba w Polsce nie będę miał gdzie pojechać bo SON np. kończy sezon 31.03. Tatry oszczędzam dla przyszłych pokoleń i nie jeżdżę tam ani w zimie anie w lecie.Wolałbym wiosnę w pełni tzn. 15-20 stopni i szybkie stopnienie śniegu w górach to nie będzie zal. W 2006 roku po mroźniejszej jeszcze zimie i równie zimnym marcu mieliśmy rekordowo upalny lipiec. Może się powtórzy ten schemat to ludziska ( nie narciarze) się wygrzeją i przestana narzekać na niekończące się zimno. Pozdrawiam już ciepło wiosennie.Janek1 punkt
-
SON kończy sezon 31.03.13 czyli w pierwsze Święto wielkanocne. Dlaczego nie we wtorek 02 .04.13 albo jeszcze tydzień później:confused:: http://szczyrkowski.pl/1 punkt
-
Piotr nieżle zaryłeś,jak kret :tongue: Nie wiedziałedm czy dać podziękowania : No ale sam napisałeś-miłego oglądania :biggrin:1 punkt
-
Witam. Kiedyś wstawiając filmik z mojego slalomu pisałem żartobliwie, że "nie wiedziałem gdzie to wstawić, czy do działu race czy do trochę do śmiechu". Teraz po przygodzie na skimovie nie miałem żadnych wątpliwości:biggrin::biggrin: [video=youtube;_JK_b7JDksw] Miłego oglądania. Jak powiedział mi kolega nurek1974, niezłego nura zapodałem:rolleyes:::wink: Pozdrawiam1 punkt
-
Jeśli narty na wyjazd potrzebujesz, to nie musisz koniecznie mieć tą wypożyczalnie zgodną z Twoją lokalizacją, wiem ze są już możliwości wypożyczenia nart wysyłkowo, widziałem nawet takie oferty na Allegro, np: http://allegro.pl/blizzard-g-power-fs-174cm-2014-wypozyczenie-i3104091860.html. Choć przyznam szczerze że jak miał bym dać 450 zł za te narty to wolał bym kupić do Marczello i ewentualnie potem sprzedać, pod warunkiem że je odda za cenę w licytacji, no ale to zainteresowany musi rozmawiać.1 punkt
-
Ja od dośc dawna twierdzę, żę nasi pilkarze to nie są piłkarze zawodowi. Zawodowo to oni są aktorzy piłkarscy. Udają, że grają1 punkt
-
Hej Panowie, nie wiem jak tam było do końca na MP, ale przypuszczam, że pomiar czasu był zapewniony i to podwójny, bo takie są wymogi. To, że mogło nie być tablicy wyników, nie oznacza, że czasy były "skręcane" . Zazwyczaj dowodem podczas pomiaru czasu jest taśma wydruku z chronometru. To tak na marginesie, bo zapewne nic takiego się tam nie odbywało. Poza tym te tablice ręcznie wpisywanych wyników widuje się prawie na każdych zawodach, mimo obecności najnowocześniejszej elektroniki. Po prostu siła przyzwyczajenia osób organizujących i startujących również - zawsze można podejść i sprawdzić swój czas. Osoba pisząca na tej tablicy zazwyczaj otrzymuje informację od time keeperów czyli tych osób, które zajmują się profesjonalną obsługą. Nie jest ta tablica częścią pomiaru czasu tylko dodatkowym elementem, mającym ułatwić widzom i zawodnikom podejrzenie wyników. Optymalnie byłoby gdyby na zawodach były tablice w postaci telebimów, na których podczas trwania zawodów wyświetlany jest aktualny ranking, ale jak wiadomo wszystko kosztuje.1 punkt
-
1 punkt
-
Alta Badia, ciąg dalszy.21 marca (czwartek), znowu świetna pogoda, dziś znowu dalekie wojaże. Jedziemy przez Boe, Passo Campolongo, Arabbę, Porta Vescovo (ale widoki na Marmoladę !), Passo Pordoi, Belvedere do Canazei. Potem skibusem do Alby, na Ciampac i przez Sella Brunech na Buffaure (puste stoki) i jesteśmy na terenach Val di Fassa. W pensjonacie jesteśmy przed 17-tą.1 punkt
-
Alta Badia, ciąg dalszy.20 marca (środa), dzisiaj wyprawa do Val Gardeny. Jedziemy przez Piz la Villa, Corvarę, Passo Gardena do Selvy (świetna czerwona), potem na Ciampinoi i i na dół Saslongiem do St. Christiny, potem "kretem" pod gondolę na Col Raiser i dalej na Secedę i do St. Ulrich (10,5 km niezłej jazdy). Powrót tą samą drogą, na miejscu jesteśmy po 16-tej.1 punkt
-
Alta Badia, ciąg dalszy.19 marca (wtorek) - pogoda jak marzenie, ale jeszcze wrócę do poniedziałku. Przed godziną 13-tą dzwoni telefon, po drugiej stronie przedstawia się pani Agnieszka Harat i pyta czy brałem udział w konkursie organizowanym przez "skionline" - "Zakończ sezon w Karyntii". Potwierdziłem, pani Agnieszka mówi, że właśnie zostałem laureatem, czyli przysłałem odpowiedź jako setna osoba, oczywiście ucieszyłem się, ale powiedziałem, że właśnie jestem na nartach w Dolomitach i nie będę w stanie wykorzystać wygranej do końca sezonu "właściwego", czyli do ok. 14 marca tego roku. Pani Agnieszka podziękowała za moją uczciwość (niektórzy powiedzą - frajerstwo), i powiedziała, że skontaktuje się z następną osobą, która dobrze odpowiedziała na pytanie, a ja mam nadzieję, że ktoś owocnie wykorzysta trasy Karyntii. A teraz wracam do opisu pobytu w Alta Badii, chociaż we wtorek pojechaliśmy skibusem na Kronplatz. Przystanek jest przy dole trasy Sompunt w Pedraces, a po drugiej stronie przy trasie Piculin, pierwszy skibus odjeżdża o 9:10 i jedzie 20 minut. Po dotarciu na wierzchołek zjeżdżamy do Perki, co nie było dobrym pomysłem bo po obfitych opadach śnieg nie był szybki. Potem kilka zjazdów do Olangu i powoli przemieszczamy się w stronę Pikulina (kilka zjazdów na świetnej czerwonej z Piz de Plaies), a na koniec czarna Piculin i wracamy do Alta Badii.1 punkt
-
Tak gdzieś po 30-40 minutach zjeżdżamy na dół – beż żadnych emocji, twardo, jedynie przed górną stacją orczyka na tej ścianie trochę lodu, niżej trochę trawy, więc lepiej wziąć to wszystko z boku. Ale musiało być zimno, bo mała butelka wody, którą miałem w wewnętrznej kieszeni mojej kurtki zamieniła się w napój lodowy:smile:Jeszcze o godz. 14, przed rozpoczęciem wchodzenia, ludzie jakby nagle się zmyli, zrobiło się spokojnie ale teraz – to już zupełnie pusto. Jazda praktycznie na bieżąco do orczyka, 5-tka z Miziowej do Szczawin trochę bardziej przylodzona. Od godz. 16 czuć, że zbliża się koniec. Jeździmy do godz.17 - potem orczyki zostają zamknięte - więc pora uciekać-jeszcze ostatnie spojrzenia na Miziowej: i kierujemy się na Buczynkę – to, co zaraz na początku niebieskiej trasy w lesie a później na zakrętach było w ubiegłym tygodnie odsłonięte – dzisiaj wszystko ładnie przykryte – jedynie trochę lodu na trasie, ale nic takiego strasznego.Na Płaju ponownie wita nas miły prezent: i dalej już tak samo:smile: Buczynka znowu pusta i cała dla nas – wspaniałe uczucie- minimalnie rozkopana, ale bez muld. Dopiero na ściance przed OES-em – parę odsłoniętych miejsc z lodem, kilka – dosłownie – kamorów – ale jak przypominam sobie to, co było tu o tej godzinie w zeszłym tygodniu, to i tak rewelacja, że w takim stanie dotrzymało. Nauczony w zeszłą sobotę omijam wykrzyknik i od razu kieruje się w maksymalnie w prawo –a tu o dziwo- orczyk jeszcze chodzi. Śmigamy więc w dół, bo jasno jest, więc mamy nadzieję, że może jeszcze tu za reszkę punktów pojeździmy, ale w połowie trasy orczyk staje – no cóż – trawersujemy i kierujemy się na Babę. A tu zdziwienie – inaczej niż w zeszły weekend – wyższe trasy w dobrym stanie a Baba trochę już oblodzona, zmęczona (widzę też na ściance kilka dosłownie kamorków) – no cóż – o tej godzinie nie ma już co wybrzydzać – pojeżdżamy do czytnika, ale okazuje się, że karnet jest już „Nieaktualny” – szkoda – czyli tylko czasówki obowiązują wymiennie na Babie. Zostawiamy sobie te 4 wjazdy na przyszłość, kończymy jazdę i udajemy się do auta.Dzień był przepiękny – pogoda a przede wszystkim warunki – jeszcze lepsze, niż w zeszłym tygodniu – było twardo, narty aż same chciały jechać i śmigały – po prostu pięknie:smile:Spać poszedłem grubo po 24-ej, rano ciężko było, ale dla takich dni (nawet w niedzielę) naprawdę warto – Pilsko rządzi!1 punkt
-
Na szczycie wiatr tak wzmaga zimno, że 2 minuty bez rękawicy do fotografowania i odmarzł mi palec w ręce – cały biały, siny – pierwszy raz takie coś mi się zdarzyło – koniec focenia – tu już nie ma żartów (opuszki do dzisiaj jakby z drewna były:P). Napawamy się widokami na szczycie, jest przepięknie – Tatry, okolice:1 punkt
-
1 punkt
-
Wiosenny Telegraf No to dzisiaj dwaj górale niskopienni, czyli ja i Mifilim wybraliśmy się na kielecki Telegraf pokorzystać z uroków tegorocznej wiosny i ponartować. Co mogę powiedzieć? Ano to, że kocham taką wiosnę KOCHAM !!! Przefantastyczne warunki na stoku i jazda na maksa. Śnieg szybki, twardy, zmrożony, temperatura ok -2c, czasem lekki poryw wiatru, niebo lekko zachmurzone, dużo słońca i jeszcze więcej frajdy. Michał był od 10, ja dojechałem ok 10:30 i na karnecie do 13 jeżdżąc bez przerwy zrobiłem 28 zjazdów, a przy okazji zrobiłem kilka zdjęć telefonem: widok z dołu: tu wsiadamy na wyciąg praktycznie bez kolejek: i jedziemy sobie w kulminacyjnym punkcie na wysokości ok 4,5 piętra: wysiadamy: pamiątkowe zdjęcia, spojrzenie na stok i panoramę Kielc: I podsumowując... było zaje...ście :laughing: Choć nie dla każdego, bo jeden narciarz nie wiem jak to zrobił, ale zaraz za spadkiem już na wypłaszczeniu zaczął koziołkować i chyba sobie coś zrobił, bo niedługo potem na dole widziałem karetkę.1 punkt
-
Heliskiing po polsku... Mieliśmy dziś widowisko na Pilsku,ok 10.30 pojawił się Śmigłowiec z ekipą (chyba) narciarską i snowboardową.Cóż... Jedni korzystają z transportu publicznego,inni jadą samochodem,a jeszcze inni lecą na narty prywatnym helikopterem!Choć mając taką przewagę nad innymi,trza było wstać,bo jaki sens w takim lądowaniu w objęcia maksi kolejki? :tongue: Lądujemy: Helikopter pojawił się dwa razy,dowoził ekipę.Przerwa była na tyle krótka,że musiał raczej startować w B-B - Wawrosz?Takie chodzą słuchy... :wink: Może nowy właściciel ośrodka? Napatrzyli się,więc to byłoby na tyle: No to pa pa! Jeśli mnie słuch nie mylił,to po ok. 2 godzinach się zwinęli.Nie lepiej było w Alpy polecieć?1 punkt
-
Alta Badia, ciąg dalszy.18 marca (poniedziałek) - "ale doj...ło śniegu" - to słowa, które cisną się naszej trójce na usta, kiedy patrzymy rano za okno. W ten dzień jeździmy do 12-ej z powodu padającego gęstego śniegu w pobliżu "Gany" - Sponata, Sompunt i Santa Croce. Miałem okazję wypróbować mój nowy nabytek http://allegro.pl/head-peak-78-flow-ride-183cm-wyprzedaz-i3069355725.html . Początkowo nie wiedziałem jak sobie z nimi poradzić, ale wystarczyło dać im jechać i pojawił się uśmiech na mojej zasypanej śniegiem twarzy. Lekkie odchylenie do tyłu jeszcze dodawało stabilności i prędkości. W górnej części Santa Croce mogło być około 40 cm świeżego śniegu, a właściwie puchu, bo rano było około minus 5 *C1 punkt
-
Cała nasza ekipa , jeżdżąca regularnie w Alpy ma to ubezpieczenie - jest chyba bezkonkurencyjne przy częstych wyjazdach i co najważniejsze - dostosowane do tamtych realiów - np.suma OC to 3 mln euro . Co prawda jeszcze nie musieliśmy z niego korzystać , ale myślę , że żadnych niespodzianek in minus nie będzie....1 punkt
-
Oto krótki filmik z naszego wypadu na Chopok i Tatrzańską Łomnicę. [video=youtube;gnA10_HbggI]1 punkt







