Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
19.03.2014 - 19.03.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.03.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
A tu widoki na czarne trasy prowadzące ze Steinbergkogel Widok na fragment czerwonej 19 Pomiędzy Steinbergkogel a Pengelstein czarne mieszają się z niebieskimi Widoczki z góry na góry11 punktów
-
Mariusz opisał 4 dzień, czyli ośrodek Kitzbuehel-Kirchberg, tak że i ja dodam coś od siebie. Ośrodek ten brałem też wcześniej pod uwagę pod kątem wyjazdu z żoną oraz synkiem i... powiem szczerze, że dobrze, że wtedy finalnie wylądowaliśmy w leżącym ok. 25km bliżej Salzburga ośrodku Waidring-Steinplatte. A to dlatego dobrze, że tam trasy niebieskie to były trasy niebieskie, długie, bardzo szerokie o w miarę jednostajnym nachyleniu. W Kitzbuehel, a raczej w Kirchberg tak nie było. Tu na trasach niebieskich było dość dużo odcinków tras mocno czerwonych, a ich niebieskie objazdówki byłyby chyba jeszcze bardziej niebezpieczne dla uczącego się jeździć 5-latka niż zsunięcie się tymi czerwonymi odcinkami. A to dlatego, że były poprowadzone półkami bez żadnych zabezpieczeń, które po prostu kończyły się praktycznie kilkusetmetrowymi przepaściami. I tak zastanawiałem się jakimi ratrakami były one równane, bo czasem ich szerokość wynosiła może maks. 3 metry. Tak, że gdybym tam zabrał żonę i synka, to żona zabiłaby mnie chyba gdybym zabrał ją na takie niebieskie trasy z takimi objazdami i czerwonymi fragmentami, a ja sam bardzo obawiałbym się o synka, zwłaszcza że przez pierwsze godziny było dość twardo, a następnie robił się cukier, muldy i odsypy. Ale teraz czas na mój krótki opis, bo Mariusz napisał naprawdę bardzo dużo i szczegółowo, a także kilkadziesiąt zdjęć z 4 dnia spędzonego w Kitzbuehel-Kirchberg. Na dzień dobry zjazd wzdłuż gondoli Fleckalmbahn początkowo czerwoną 25a, a następnie niebieską 25 do dolnej stacji gondoli. To m.in. tutaj te niebieskie objazdówki były najbardziej wąskie i niebezpieczne. A na czerwonej generalnie sztruks i twardo, na niebieskiej już bardzo twardo i lodowo i jak jechałem za Mariuszem i filmowałem go, to przy szybkiej jeździe aż mi łeb podskakiwał na lodzie i nierównościach. To już długa, szeroka i prawdziwie niebieska 26 prowadząca ze szczytu na dół do gondolki Maierlbahn Na której w pewnym miejscu była taka ścianka Zjazd niebieską 18 z Ehrenbachhohe, która prowadzi do wyciągów C1, C2, C4 oraz do czarnych tras. I właśnie tam robiąc zdjęcia wcięło mnie, tzn. wcięło resztę ekipy. No nic, oni pojechali na pucharówkę zjazdu w Kitzbuehel, a mi nie chciało się ich gonić, tylko jeździłem sobie swoimi drogami.11 punktów
-
Taki tam photopoint na górze W drodze na czarną 23 W stronę Pengelstein Czarna 38 "Direttissima" czy jakoś tak Widok na dolną czy też środkową część ośrodka W stronę Wilder Kaisera Niebieska 30 z Pengelstein, raczej powinna być oznaczona na czerwono I wyciąg z iSki Trackera: Generalnie, kapitalny ośrodek, świetne trasy, a warunki śniegowe sporo lepsze niż w SkiWelt, choć to też zależy na których trasach.10 punktów
-
A kto mówi że wybralismy najlepsze ośrodki w całej Austrii? Byliśmy gdzie bylismy, podobało się nam, pogoda dopisała ( choć znajdą się pewnie i tacy, którzy będą krytykować słoneczko i lazurowe niebo), towarzystwo również. Na Kitzsteinhornie byłem, ale z chęcią pojechałem tam jeszcze raz, choćby po to, aby odnowić moje wspomnienia i zobaczyć co się tam zmieniło. A do SkiWelt i do Kitzbuehel chętnie wrócę. Mnie to pasuje. Zauważam pewną prawidłowość. Niektórzy zawsze mają do dodania swoje 3 grosze. Jak napiszesz że podobało się na Stubaiu, napiszą że lepiej jest w Solden czy Kaprun. Jak napiszesz że we Włoszech było fajnie, odpiszą że w Norwegii lepiej. Dla nich zawsze najlepiej jest tam gdzie byli sami a nas nie było. Ich wybory są najlepsze, nawet jak mieli deszczową, mglistą pogodę czy opady śniegu albo mróz. A ja, życzyłbym sobie samych takich wyjazdów i takiego towarzystwa z jakim byłem. I nawet ta "drabina" do łóżka i bure ręczniki, brak wieszaków, nie mają wpływu na moją pozytywną ocenę "Operacji All Star Card".9 punktów
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 4. W knajpce... giną cienkie rękawiczki - "Porteczki" niepocieszone. Co się stało? Ani osoby zajmujące stolik po nas nie wiedzą, kelner nie wie...szukamy i nic - archiwum X normalnie. Niepocieszenie szybko mija: - ale fajnie, będę miała nowe, ładne rękawiczki! Już jest wesoło. Jedziemy z powrotem na szczyt, po którym jeździliśmy przed przerwą. Widoki są imponujące: Nim się rozłączymy na szczycie (Andrzej i Marcin postanawiają zostać na tej stronie) zaliczam spektakularną glebę na płaskim... ...wszyscy myślą, że żartuję, a ja jakoś tak, niewydarzenie, wywalam się potykając noga o nogę. Cóż - może należy zacząć od podstaw naukę narciarstwa? Ponieważ dzień ucieka - szybko spadamy południowym stokiem 28a i wciągamy się pod największą tutejszą stację 3S, która łączy Pengelstein 1938m ze znajdującym się za dużą doliną Wurzhohe 1739m. Nasza czwórka jedzie zupełnie sama dużym "autobusem miejskim". Olbrzymie podpory, przepaść pod nami - ciekawe przeżycie przemieszczanie się pomiędzy dwoma Górami. Ponieważ chcemy zobaczyć "masyw" Resterhohe - Zweitausender oraz znajdujące się tam liczne północne stoki narciarskie śpieszymy się, bo czasu mamy niewiele. Zaliczamy czerwoną zmuldzoną trasę o południowej ekspozycji 61. I szybciutko przeskakujemy krzesłem F6, niebieską trasą bez numeru, wyciągiem F7 na Barenbadkogel 1883m. Tutaj znajduje się urokliwy, mały, drewniany kościółek oraz nowoczesna knajpka w tutejszym stylu: Rozciąga się również panorama, którą chcieliśmy zobaczyć... Zachęcająca. Czas nagli! Zataczamy kółko i jedziemy nie zwlekając w kierunku Krichberga. Trasa 65... ...a potem 62, widoczna na wprost, na zdjęciu: Docieramy do "przetoki". W tą stronę wagony 3S są pełne. Wszyscy podążają ku centrum ośrodka KitzSki ruft! Jest tuż przed 16 gdy przybywamy, na "naszą stronę". Głodni jazdy postanawiamy na szybko zaliczyć chociaż jedną, długą i czynną trasę Pengelstein. Wybór pada na super szeroką 30stkę. Na powyższej fotce widać trasę, którą podążaliśmy do Kitzbuhel trzeciego dnia Operacji "All Star Card" od strony SkiWeltu - cienki pasek zanikającego śniegu. Jedziemy szybciutko! Zza pleców robię śnieżno-błękitną, fotkę dosyć ostrej, jak na niebieski kolor trasy: Śpieszymy się, a ja jestem nieco zmęczony... ...w ferworze walki na wyciągu gubię kijek - ehhh jaka ze mnie nimota! Powyżej ostatnia jego fotka - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie o zaginionym?... ...proszę o kontakt na Priv. Jedziemy 16, czarną 38 i wciągamy się krzesłem C2 Tu na trasie wyciągu samotnych, zagubionych kijków co najmniej 6 sztuk...więc, nie tylko ja mam pecha....ufff a myślałem, że jestem inny hahaha Ostatni zjazd jest tą samą trasą, którą jechaliśmy pierwszy raz przybywając do Kirchberga. Przy stacji dolnej idę do Intersportu znajdującego się przy wypożyczalni po nowy sprzęt... ...ale z nowych "podpórek" nic mi się nie podoba. Kupuję, dzięki uprzejmości obsługi używane, prawie nówki - czarne kije Kompierdel z kompozytu za jedyne 15 Euro - problem braku "trzymaczy" na kolejne dni jazdy - rozwiązany. Ufff... Podsumowując krótko - niesamowity dzień na nartach! Najlepszy w moim życiu, w najlepszym ośrodku jakim byłem. PS. Chłopaki jak coś popierdzieliłem z opisem - to proszę poprawcie mnie...pamięć mam dobrą, ale krótką. CDN9 punktów
-
MarioJ świetnie, że byłeś w super ośrodku jakim jest Ischgl, też tam kiedyś zawitamy, tam i generalnie w tamte rejony, tak że co się odwlecze to nie uciecze. A póki co przez ten tydzień zjeździliśmy cały SkiWelt, zjeździliśmy cały fantastyczny region Kitzbuehel-Kirchberg-Johberg, jeździliśmy na lodowcu Kitzsteinhorn, a cały wypad jeździliśmy na zasadzie zwiedzania ośrodków jeżdżąc i po kapitalnych trasach będących przez większą część dnia w bardzo dobrym stanie i jeżdżąc też po trasach, którym wiosenna aura i piękna słoneczna pogoda dały się we znaki. Pokazaliśmy to w relacjach, nie ograniczając się do tego, żeby pokazać tylko to co fajne i godne pozazdroszczenia, a ukryć gorsze warunki, widoki i trasy. Poza tym wyjazd był typu low-cost, gdzie z karnetem AllStar obejmującym ponad 1000km tras, dojazdem, ubezpieczeniem, jedzeniem (śniadania, obiadokolacje) i piciem, w apartamencie 150m od gondoli zmieściliśmy się w kwocie do 2000zł na osobę. Wyjeździliśmy się solidnie, poznaliśmy nowe ośrodki, nowe miejsca, a każdy z nas był bardzo zadowolony. Nie przeczę, że Ischgl jest lepszym, ciekawszym ośrodkiem z lepszymi warunkami śniegowymi, ale to nie znaczy, żeby krytykować i ironicznie pisać o naszym wyborze, bo czy jeździliśmy tutaj, czy pojechalibyśmy np. do Ischgl to i tak i tak wyjeździlibyśmy się. Zresztą sam tak bardzo krytykowany przez Ciebie SkiWelt zajął nam tylko połowę wyjazdu. Drugą połowa to region Kitzbuehel do którego mieliśmy ok. 17km + Kitzsteinhorn. Czy to też nie warte odwiedzenia ośrodki? Osobiście to był mój drugi wyjazd w życiu w Alpy, a zarazem drugi w tym roku, bo równo miesiąc wcześniej spędziłem tydzień z żoną i synkiem w Waidring-Steinplatte (5dni) oraz Lofer (1 dzień) i nawet przez sekundę nie żałowałem ani tamtego wyboru ani tego. MarioJ nie zazdroszczę Ci też tego, że byłeś w lepszych warunkach, fajniejszych ośrodkach. Bardzo dobrze, nawet cieszę się, że byłeś zadowolony, że pogoda Wam się tam udała i wyjeździliście się solidnie. Tak jak pisałem, wszystko przede mną, był SkiWelt, przyjdzie czas na Ischgl, SFL i wiele innych innych ośrodków. A swoją drogą, to do SkiWelt mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę, bo jakby nie patrzeć podobało mi się tam i trasy też mi się podobały. Pozdrowienia dla Ciebie i ekipy z którą jeździsz. Dużo śniegu, lekkiego mrozu, dużo słońca, pustych tras życzę i Wam i Nam i nie ważne gdzie czy w lepszym czy w gorszym ośrodku, ale lepszy i gorszy, to wrażenia czysto subiektywne.7 punktów
-
Faktycznie miejsce które odwiedziliście jest beznadziejne. Z pogodą to również trafiliście jak "świnia w transformator". Jesteście pewnie zupełnie rozczarowani. Po takim wyjeździe można się zrazić do nart definitywnie.:wink: A teraz na poważnie. Dzięki wielkie za superowe relacje i fantastyczne zdjęcia. Szczerze mówiąc przy takiej pogodzie to nawet w Białce może być zaj...ście. A w takich ośrodkach to już nawet szkoda gadać. Ja również dziwię się tekstom o wyższości jakiegoś ośrodka od innego. Przecież to moja decyzja. To tylko ja wiem czy było super. Zresztą to w ograniczonym zakresie zależy tylko od ośrodka. Liczy się - towarzystwo, śnieg i pogoda. Jak te trzy warunki są spełnione to wyjazd musi być udany nawet jeżdżąc pod kapiącymi od smaru orczykami:smile: Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.5 punktów
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 2. Chłopaki włączają kamerki, niespodziewanie na niebieskiej trasie trafiamy na krótką, ale bardzo ostrą ściankę. Niestety jak się później okazuje, materiał filmowy ze względu na kręcenie pod światło - nie jest zbyt dobrej jakości. Mijamy przyjemną knajpkę znajdującą się na środku stoku... ...i okazuje się, że sławne miasteczko, słynie nie tylko z doskonałych tras narciarskich. Jesteśmy zaskoczeni ofertą Apres-ski. Końcówka trasy jest piękna. Wsiadamy do kolejnej "wypasionej" gondoli... ...i zdzwaniamy się z zaginionym Michałem, który jeździ z Juniorem gdzie indziej. Postanawiamy obrać kierunek - do trasy znanej z Pucharu Świata. Przesiadamy się na krzesło i z góry obserwujemy trasy, do których nie udało nam się dotrzeć - przez wąski i mało widoczny dojazd - czerwoną i czarną 40, 43. Jesteśmy krótko w Kitz - i na każdym kroku robi na nas wrażenie, wrażenie mega pozytywne. Widoczek w stronę poprzedniego, naszego środka lokomocji: Z góry kierujemy się łagodną, dojazdową 18stką do czarnej trasy 38. Łączymy się ze zgubami... ...gubi się Marcin... Wciągamy się krzesłem C2 i podążamy najpierw niebieską 36, potem czerwoną, przez chwilkę ciemną 21. Zastanawiamy się, gdzie zaczyna się osławiony zjazd? Chyba tu? Jedziemy ostrożnie, bo niestety jest tu już miękko i grząsko. Podziwiamy widoki na miasteczko oraz charakteryzującą je Górę. Docieramy na sam dół, do pięknej stacji dolnej kolejki z Centrum miasta - całkowicie zgadzając się z ilością gwiazdeczek... ...nasza ocena jest wysoka mimo, że nasze narty nie stanęły jeszcze na najlepszych tutejszych trasach.5 punktów
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 1. Wieczorem dnia trzeciego, sporo dyskutowaliśmy gdzie jedziemy, by w pełni wykorzystać karnet "All Star Card". Wybór padł na "KitzSki" www.bergbahn-kitzbuehel.at Ponieważ na nartach przez SkiWelt - to dosyć daleko, co przetestowałem pod koniec trzeciego dnia. Obydwa ośrodki są połączone, ale malutki fragment należy pokonać skibusem - a to, skradłoby nam zbyt dużo cennego czasu narciarskiego. Zapadła decyzja, że rano jedziemy autami do Kirchbergu i stamtąd startujemy całą ekipą odkrywać dla nas wszystkich nieznany teren. Po relacjach Wróżki, na forum jestem bardzo ciekawy tego miejsca. Popijając piwko po obiadokolacji dnia poprzedniego odczuwam dreszcz emocji - przed nami przecież osławione, legendarne trasy i ośrodek pięciogwiazdkowy. Pobudka kilka minut wcześniej niż zwykle - mamy do przejechania ponad 18km. Ranek... ...aż trudno uwierzyć - znowu cudowny, bez chmurki na niebie! Tym razem zamiast przebierać się przed narciarnią pakujemy sprzęt do aut. Wszystkiemu temu przygląda się taki oto tubylec: Na miejscu jesteśmy punktualnie 8:30. Zakładamy buty, wyciągamy deski i podążamy do gondoli Fleckalmbahn 800-1800m. Sam ośrodek wygląda tak: Plan na początek jest taki, jak z dnia drugiego i trzeciego, rozgrzewkę robimy trasą przy wyciągu od góry, do dołu dopóki są doskonałe warunki do jazdy i na wysokości miasteczka trzyma się sztruksik. Wybór jest prosty czerwona 25a oraz przeplatająca ją i kończąca zjazd niebieska odsłona tej trasy: 25. Jak się po kilku minutach okazało część ekipy - na samym początku, na skrzyżowaniu tras, gubi się, bądź rezygnuje po obserwacji trasy z góry, ta prowadzi dosyć wąską granią we fragmentach, bez zabezpieczeń - ehhh widocznie głodni nart zapominamy jedni o drugich, bądź wybieramy 100% pewność jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Tworzą się dwa teamy: ja, "Różowy portek" i Marcin oraz Bumer, Michał i Młody. Pierwszy jedzie zgodnie z planem. Początek: Mijamy górną stację kolejki oraz zbiorniki z wodą do naśnieżania, skręcamy w lewo i pokonujemy pierwszą ściankę. Jak widać na poniższym zdjęciu - trasa czerwona jest szeroka i dosyć stroma, niebieska, to wąska i jak później zaobserwujemy wąska półeczka. W środkowej części trasy się łączą i stanowią ładnie nachylony niebieski, szeroki zjazd. Ze stoku obserwujemy widok na Kitzbuheler Horn 2000m. Jest świetnie! Zero ludzi, doskonale przygotowany, zmrożony śnieg - fantastiko... ...jak później się zastanawiałem nad tym - to właśnie tu, "Zakochałem się od pierwszego wejrzenia" w tym ośrodku. Widok rozciąga się na południowe stoki SkiWeltu: Dodatkowym elementem krajobrazu jest sama tutejsza kolejka, która na bardzo wysokich podporach sprawia wrażenie, że wagonikami dotyka nieba. Postanawiamy coś nakręcić... ...Marcin włącza kamerę, a ja jadę. Super fajnie! Ciekawe jak obrobi filmowo cały materiał, jak to wyjdzie? Dolny ostatni fragment trasy miejscami jest wąski, ze śniegiem na szerokość ratraka - widać, że zapasy sztucznego pomagają w utrzymaniu przejezdności do samego dołu. Kilka kilometrów mamy za sobą. W gondoli zdzwaniamy się z Andrzejem i na górze do nas dołącza. Drugi zjazd decydujemy się wykonać trasą niebieską 16, 26 - nie zauważamy wąskiego wjazdu do tras czerwonej 40 i czarnej 43. Nie żałujemy - wybrana opcja do samego dołu jest bardzo szeroka, fajnie nachylona. W środkowym fragmencie popełniono na nas Forumową fotkę... ..."trzej Przyjaciele ze stoku": Marcin, Andrzej, Mariusz.5 punktów
-
Mało alpejska, mało "laseczka", ale jak najbardziej godna podziwu: [video=youtube_share;Qz-pDPSrdGc]4 punkty
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 3. W miasteczku, przy dolnej stacji - lato. Nie zima, nie wiosna - a lato właśnie. Bardzo ciepło, słonecznie a temperatura mocno +sowa. Przed charakterystyczną stacją Hahnenkamm robię fotkę Chłopakom. Na górze mijamy krótką taśmę i łączkę do nauki dla dzieci - ruszamy niebieską 37 w stronę Steinberg-kogel 1972m. "Różowe porteczki" strasznie się cieszą - bo tutaj będzie nauka śmigu. Postanowiliśmy, że na znajdujących się na tej górze 4 rozbudowanych, z kilkoma wariantami zjazdach trasach czarnych potrenujemy i poćwiczymy swoją technikę. Z daleka widać, że doskonale do tego trasy 17, 23, 38 oraz 16b ze swoją szerokością się nadają. Jeszcze jeden zakręt... ...podróż krzesłem Sitzheizung Heated Seats... ...i jesteśmy na szczycie. Oprócz knajpki, znajduje się tutaj również punkt robienia fotek. Krzesełko, klik karnetem i foto, które później można obejrzeć, ściągnąć ze strony ośrodka. Szkoda czasu, jest kolejka - idziemy jeździć. Przez chwilę mam wrażenie, że jestem na Gąsienicowej... Spędzamy tu... ...sporo czasu. To nasze najlepsze chwile w trakcie tego wyjazdu. Ćwiczymy, śmigamy i cieszymy się tym jak dzieci. Trochę tam... ...i tu - bajecznie fajnie! Skręcam w prawo, skręcam w lewo, a śnieg spod nart jakby w zwolnionym tempie, pióropuszem opadał na stok. Spóźniamy się na obiad i kradniemy z czasu przeznaczonego na piwko i jedzonko trzy nieplanowane zjazdy... ...ale jak tu się oprzeć i zamiast jazdy zwyczajnie jeść i pić? Dojeżdżamy do daleko położonej knajpki na trasie 26 uwijamy się z przyziemnymi sprawami i decydujemy wybrać na rekonesans tras znajdujących się po drugiej stronie doliny. Do zaliczenia wielki, linowy autobus...4 punkty
-
Trauma:eek: wielka trauma....Jakie to szczęście że mam jakieś już doświadczenie w organizowaniu wyjazdów narciarskich, bo gdybym przymierzał się do tego mojego pierwszego w życiu i natrafił na powyższy tekst, to zapewne zrezygnował bym uznając że to za skomplikowane i że mój symboliczny móżdżek zdecydowane nie ogarnie zagadnienia o takiej skali rozpiętości:stupid:.No i ten ryż, ja...pier... co by to było jak by go zapomnieć, tam w dzikiej Austrii w sklepie pewnie jest do kupienia tylko jakiś wstrętny chiński, po którym może się okazać że zabrałem za mało papieru toaletowego:tongue:. A już co by to było gdyby tak kluczowym obowiązkiem jak zakup papieru toaletowego obarczył MB(dawniej Figo), kupił by pewnie badziewie Biedronce przez który paluszek przechodzi:stupid:.No ale jestem twardy i odporny emocjonalnie, jednak nie do tego stopnia, żeby taki felieton nie wywarł nawet małej rysy na mojej psychice:tongue:.Popadłem straszną traumę i pomimo że wyjazd w piątek to w niedzielę zacząłem się już pakować, żona uznała że zwariowałem:eek:. W poniedziałek rano odwiedza mnie Marcinn. Jedziemy razem, Marcin wydaje się być wyluzowany, nawet nie wzrusza go fakt że do jego nowego pokrowca za cholerę nie chcą się zmieścić 2 pary nart, albo odporny psychicznie albo nie trafił na dreszczowca Mariusza, bałem się zapytać...Po południu trauma trochę mi opada, dostaje maila z BP z voucherami i niezbędnymi informacjami, dociera do mnie że ryżu nie trzeba, papieru toaletowego też, przypominam sobie jak to było 2 lata temu, nawet szczoteczki do zębów nie trzeba, wszystko jest:applause:Jednak nasuwa się masa innych pytań, np: logistyka na lotnisko:eek: - nikt nam w tym nie pomoże....hihi....ppp....3 punkty
-
Widok na trasy prowadzące z Talkaser Widok z czerwonej 117a Gdzieś na trasach Po zjechaniu na dół czerwoną 117, potem niebieską niemiłosiernie już zoraną, pełną odsypów 111, wypiciu piwka, gondolą wdrapałem się na Choralpe, gdzie na leżaku oddawałem się błogiemu lenistwu robiąc sobie taką oto słit focię Czekałem i czekałem na resztę ekipy i nie mogąc się doczekać najfajniejszą trasą 11 w dół do Brixen Widok fragmentu tej trasy I już po drugiej stronie doliny na południowych stokach w drodze do Scheffau Im bliżej Scheffau tym warunki lepsze, bo i większość stoków północna3 punkty
-
Kilka słów ode mnie i kilkanaście zdjęć, bo Marboru wszystko świetnie opisał i obfocił, a mi aku w aparacie praktycznie już na rezerwie działało. Tak jak Mariusz napisał czerwono-czarne trasy prowadzące z samej góry ekstra, do końca dnia w miarę dobrze trzymające. Pozostałe trasy Brixen, zwłaszcza te niżej położone, albo nachylone w kierunku słońca zcukrzone maksymalnie i pełne odsypów i muld. Gdyby nie to, to można byłoby się na nich zajeździć z bananem na twarzy. A ja mam faktycznie jakiś dar gubienia się, albo to reszcie ekipy bardzo się spieszyło, tak że jakąś połowę tego dnia jeździłem sam zwiedzając różne zakątki tej części ośrodka. No i w tych odsypach jak już wspomniał Mariusz zaliczyłem porządną glebę, obróciło mnie, przekoziołkowałem na głowie no i musiałem wracać się kilkanaście metrów pod górę, po kamerkę, którą mi wyrwało z mocowania i po jeden z kijków. Skończyło się tylko bólem w klatce piersiowej, który za dwa dni przeszedł. A i potem też ekipa rozjechała się w różne strony, tak że już nie szukałem reszty, tylko zjechałem na piwko, a potem na szczycie Horalpe opalanko na leżaku i powrót na tereny Sheffau, gdzie jeszcze pojeździłem na północnych dobrze trzymających stokach. Początek czerwono-czarnej trasy nr 11 prowadzącej ze szczytu Choralpe do dolnej stacji gondoli w Brixen Widok z góry na południowe stoki prowadzące do Brixen i kultowy tekst Mariusza "Widać trasę, której nie ma" Widok z góy na czerwoną 110 I taki widoczek w kierunku Kitzbuehel Gdzieś w rejonie Choralpe Fragment czerwonej 110, objazdówka czarnej 112 Widok z czerwonej 110 na Hohe Salve. Od południowej strony bida ze śniegiem, ale od północno-zachodniej, której tu akurat nie widać, świetne trasy, w świetnym stanie, które były opisywane wczoraj. Widok na fragment czarnej 112 I kolejny widoczek Gdzieś w rejonie Talkaser Sporo jest takich dojazdówek z pięknymi widokami Kolejny widoczek w n/n kierunku3 punkty
-
Dzień Trzeci - śladami JC. Brixen, Westendorf cz.3 Tutaj robimy serię fotek... ...no nie da, nie da się przed tym powstrzymać jeśli dookoła takie nieziemskie okoliczności przyrody. Przez te zdjęciowe fanaberie znowu się gubimy - tym razem znikają Michał z Młodym, a my we trójkę zaliczamy zamiast trasy 118 - ponownie 117, tym razem z inną końcówką literową przy numerze. Lecimy ponownie przedpotopowym krzesłem w górę i gnamy za Chłopakami. I tutaj, na wcześniej zagubionym fragmencie czerwonego zjazdu, "poddaje" się muldom, śniegowej kaszy Marcin. W czasie upadku najbardziej cierpi jego kamerka umieszczona na kasku. Z daleka obserwujemy jak Kolega zbiera się ze sprzętem... ...na szczęście nic się nie stało. Doganiamy "uciekinierów" pod snowparkiem. Wsiadamy na krzesełko i udaje mi się złapać w obiektyw skaczącego deskarza: Przy Gampenkogel 1957m znowu się gubimy prawie wszyscy... ...ehhh trójkąt bermudzki, czy co? Najpierw "różowe portki" jadą zamiast trasą 120...do olbrzymiego bałwana na skrzyżowaniu tras - ląduje potem na chwilkę w pobliskiej knajpce. A potem Marcin rezygnuje ze zjazdu do Kitz i mija ją nie zauważając - spotykamy się potem o wiele później dopiero przy jednym z wyciągów w Scheffau pod koniec dnia. Nasza trójka jedzie na skraj Skiweltu. Trasa na mapie zaznaczona kolorem niebieskim, na samej trasie jest czerwona. Jej ekspozycja nie jest korzystna dla warunków narciarskich. Miękko i muldziasto... ...za to widoki? Piękne. Gdyby był mróz i zima - to jazda tą trasą byłaby wyśmienita. Tym bardziej, że w końcówce, po wielu fajnych zakrętasach znajduje się kawałeczek czarny... ...czarny, który w chwili obecnej jest zielony: Na wąskich przejazdach do tutejszej gondoli upadek zalicza Michał - miękkie zbiera żniwo. Na szczęście i tym razem nic się nie stało. Normalnie dzień zgub i tarzania w śniegu hahaha Wyciąg z Kitzbuhel w stronę ośrodka SkiWelt - to piękna, nowa gondola: Po zaliczeniu "końca Świata" wracamy w stronę naszej noclegowni. Czas jakoś nam ucieka nie wiadomo gdzie. 119, 117b i jesteśmy na Talkaserze - przerwa na papu i piwko. Bardzo długi zjazd 111 oraz 11 i gdzieś na drodze spotkani turyści: Mijamy Brixen z malowniczym tutejszym Kościołem: Przeciągamy się dosyć sprawnie poruszając znanymi już trasami - docieramy pod Eiberg, gdzie z krzesła zauważa nas Marcin. Ludzi prawie nie ma, warunki doskonałe - pewnie jazda przednia. Niestety Junior przeszedł przez bramkę innego wyciągu i spotykamy się wszyscy dopiero w apartamencie. Na koniec dnia - tradycyjnie nasza domowa trasa numer 60. Podsumowując - północne stoki 11 i 112 + 110 w Brixten - rewelacja! Tutaj można się zajeździć. Reszta tej strony SkiWeltu raczej turystyczna ale za to piękna krajobrazowo. CDN3 punkty
-
Dzień Trzeci - śladami JC. Brixen, Westendorf cz.2 Kolejna trasa, którą zamierzamy zaliczyć - to opisywana przez JC, czarna 112. Początek jest niewinny: Po czym przechodzi w imponującą pod względem pochylenia ściankę. Śnieg jest tutaj twardą, lodową warstwą - przy zjeździe należy cholernie uważać. Tym bardziej, że następuje z prawej strony zwężenie odgrodzone siatką: Mniej więcej na wysokości połączenia "czarnucha" z czerwoną trasą 110 zatrzymuję się z moją drugą połówką i wykonuję dziwne przytulenie... ...dziwne, bo kończy się naszym wspólnym upadkiem... Nachylenie i lód robi swoje - mała prędkość najazdu po całusa kończy się...boleśnie, ale romantycznie. Ruszamy razem w dół z "pomieszanymi" nartami i nabieramy prędkości jadąc spleceni. Najpierw upadam ja, a potem na mnie różowe portki. Wypinają się nam narty, kijki lecą swoimi drogami a my, jedno na drugim zsuwamy się dobre 30 metrów. Przypływ czułości i głupoty kończy się niezłym siniakiem na moim udzie, obrzękiem...i porwanym paskiem przy kijku. Cóż... ...może po 40stce przybędzie mi rozsądku hahaha Po krótkiej technicznej przerwie ruszamy dalej w dół. Mijamy stację pośrednią, uroczą knajpkę i przechodzimy na czerwoną, bezludną trasę 110b. W między czasie gubimy Marcina... O dziwo w odcinkach leśnych trasa trzyma bardzo dobrze... Junior daje popis swoich umiejętności. Jak na 11sto latka jeździ naprawdę bardzo dobrze. Zdzwaniamy się z zagubionym Forumowiczem i jedziemy gondolą na Talkaser 1770m, gdzie mamy się ponownie spotkać. Wita nas taki oto tutejszy mieszkaniec: Robimy kilka fotek i odnajduje się zguba. Ruszamy dalej a naszym oczom ukazuje się fajny fragment czerwony trasy 117b: Sami podążamy w prawą stronę 117 by przedostać się na sam koniec SkiWeltu - do Kitzbuhel. Zanim 117 przekształci się w 117a... ...pokonujemy dosyć długą wąską pułeczkę zakończoną miejscem, w którym musiało nieźle popadać śniegu - na dachu mijanego budynku imponująca czapa. Archaicznym krzesłem trójką wciągamy się na Fleiding 1892m. Tutaj... ...golasy.3 punkty
-
Dzień Trzeci - śladami JC. Brixen, Westendorf cz.1 Dzień trzeci... ...znowu zaczął się piękną pogodą. Zaklęcia Marcina przy kuli z dnia przyjazdu okazały się doskonałe. Tego dnia odłącza się od grupy bumer, który postanawia jeździć, po bliskich domu trasach w Scheffau - cała reszta obiera sobie za cel północną stronę miasteczka Brixen oraz Westendorf aż po Kitzbuhel. Nim wystartujemy z rozgrzewkowym przejazdem naszą "domową" trasą, robię sobie sweet focię z moimi "różowymi porteczkami". Przydałoby się zdjęcie kmarcinowi dać...zielony kosz zdecydowanie mi tu nie pasuje hahaha - można by było go obrobić w jakimś fotograficznym programie do upiększania i poprawiania obrazów. Stoki, krajobrazy tego dnia są niemal mistyczne: Ponieważ południowa trasa prowadząca do Brixen nie jest czynna z powodu braku śniegu, kierujemy się szybko do gondoli 11, którą dostajemy się na sam dół. Przechodzimy mostkiem znajdującym się nad ulicą, łączącym dwie stacje wyciągu na drugą stronę... ...i jedziemy na szczyt Choralpe o wysokości 1820 metrów. Na wierzchołku znajduje się Krzyż, malutki taras widokowy oraz niecodzienna huśtawka zawieszona prawie nad przepaścią. Na pierwszy przejazd wybieramy poprowadzoną w początkowej fazie po grani trasę 11. Ok 4km długości, niesamowite widoki w stronę zapoznanej już przez nas okolicach SkiWeltu oraz znikającej, południowej 1b... Tutaj staramy się z Marcinem coś nakręcić kamerą - wychodzi niestety niezbyt dobrze. Z oddali zostaję uwieczniony aparatem w trakcie jazdy: Sama trasa, po typowo górzystej części bez roślinności, przechodzi do lasu i staje się niezwykle malownicza. Na jej środku czarny, wymagający fragment: Jest twardo, a miejscami lodowo. Na szczęście krawędzie są ostre i trzymają jak należy. Po kilku przerwach pokonujemy tą trasę i zjeżdżamy na sam koniec ciekawego, dolnego fragmentu... ...ciekawego nie dlatego, że jest płaski... ...a dlatego, że prowadzi wiosenną doliną, w pewnym fragmencie asfaltową, naśnieżoną drogą - pod mostem, po którym jeżdżą pociągi... Za tunelem, taśma wciąga z powrotem na poziom z przed niego... ...i prowadzi do nietypowego wyciąg...a w zasadzie ciągnącej narciarzy liny: Braki śniegu są uzupełniane na bieżąco takim to urządzeniem: Po puszczeniu się linki, docieramy do dolnej stacji gondoli - jedziemy ponownie ku Choralpe.3 punkty
-
A teraz pora na najfajniejsze trasy biegnące z Hohe Salve, czyli mniej fajną czarną i super fajne, szerokie i nawet nie poorane czerwone trasy A tak wyglądają ta czarna i czerwone z przeciwnej góry Z Bumerem robimy kilka zjazdów tymi czerwonymi i pora wracać na tereny Scheffau. Wybraliśmy wariant niebieskimi i czerwonymi trasami leżącymi na południowych stokach, bo co by nie mówić widok czarnej południowej trasy, a przede wszystkim jej stan (pełna muld i odsypów) zniechęcił nas wystarczająco, żeby tamtędy zjeżdząć, choć potem żałowaliśmy, że tego nie zrobiliśmy, a to dlatego że po pierwsze mapka ośrodka jest mało dokładna i przez nią dość długo szukaliśmy konkretnego dojazdu czy trasy przez co wyrazów na k..., p... poszło dość dużo, a po drugie stan części tych południowych nisko położonych stanów powodował to, że te wyrazy na K, Ch, P były dużo bardziej i dobitniej słyszalne przez otoczenie. A trasy te wyglądały mniej więcej tak, choć nie powiem, bo gdyby były w dobrym stanie byłaby na nich świetna jazda. Ale im bliżej Scheffau tym bardziej chciało się jeździć3 punkty
-
No to teraz trochę zdjęć ode mnie z drugiego dnia i lekkie uzupełnienie relacji Marboru, bo na Hohe Salve nasze drogi rozeszły się, tzn. ja wracałem z Bumerem kombinacją południowych stoków, żeby pojeździć jeszcze w Scheffau na stokach pólnocnych, a Mariusz z resztą ekipy katował jeszcze czarne trasy na Hohe Salve. Start, widoczki, dojazdy i przejazdy z Scheffau na Hohe Salve Na dzień dobry zjazd czarno-czerwoną do Scheffau Wjazd na górę i teraz już w kierunku Hohe Salve. Generalnie na północnych trasach twardo i sztruks, a na południowych i wschodnich im niżej tym szybciej zaczyna robić się miękko. Zapakowany pechowiec odlatuje Dojeżdżamy pod lodowe igla Nie ma to jak poleżeć z piwkem na leżaku w słońcu3 punkty
-
Odp... sie od Figo i jego papieru toaletowego.:wink: :tongue: Jak ja bym kupował to by Ci się nigdy nie skończył.(zgodnie z hasłem reklamowym) A nawet miałbyś go na tablecie,smartfonie...:stupid: :applause: Papier toaletowy zabierz ze sobą - to dupna sprawa.:crazy: Tylko żebyś w samolocie go nie używał.: Bo otwór w kiblu nie jest imponujących rozmiarów.2 punkty
-
JurekByd, kogo jak kogo, ale Ciebie o złosliwości posądzać ani mi przez mysl nie przeszło. Ale wracając do oceny ośrodków narciarskich i warunków na trasach. Cóż z tego że na Kitsteinhornie warunki śniegowe były najlepsze, wręcz wysmienite. Za tymi warunkami podążyły całe masy ludzi, i tłok na trasach, czy kolejki okropnie mi przeszkadzały. A w Scheffau np. mozna było pojeżdzić sobie do woli na północnych stokach do samego końca pracy ośrodka. Bez tłumów. W naszym przypadku najwiekszą niespodziankę zrobiła nam pogoda. Cały tydzień błękitne niebo, ani chmurki, słoneczko. To pogoda, jako jeden z najważniejszych czynników wypraw narciarskich, z całą pewnością spowodowała "podniesienie poziomu" naszego zadowolenia. Przyznasz, że na początku marca nie często występuja temperatury siegajace 20 stopni. I nic to że eksperymentowaliśmy ze strojami, że niejednokrotnie zsuwaliśmy się spoceni po zwałach "cukru". Takie warunki to także mozliwość doskonalenia techniki narciarskiej. Każde doświadczenie czegoś uczy. A co się zaś tyczy jazdy na nartach w ośrodkach wyżej położonych, np.na wysokości około 3000m npm, nie każdemu to słuzy. U niektórych występuja bóle głowy, szybciej się męczymy z uwagi na brak tlenu. To także powinniśmy brać pod uwagę planujac pobyt na nartach.2 punkty
-
2 punkty
-
Relacja piękna i wyczerpująca, bardzo fajnie że Wam się tam podobało, każdy ośrodek niech ma swoich klientów :laughing: We wcześniejszej krytyce SkiWeltu chodziło o to, że w tym samym czasie można pojechać do ośrodka, w którym 95% trasy jest twardych bez względu na ekspozycję, jest więcej śniegu i to w większości naturalnego. Np. takim ośrodkiem jest Ischgl gdzie większość tras jest na wysokościach 2000-2900m. Dla porównania Skiwelt ma wysokości 700-2000m. W tym samym czasie co Wy w Skiwelt, ja właśnie byłem w Tyrolu Zachodnim i porównanie warunków śniegowych jest miażdżące dla Skiweltu. Relację zamieściłem na SkiForum, jak ktoś chce to sobie tam poogląda. Z drżeniem czekam na relację z lodowca :laughing:2 punkty
-
I dalej kierujemy się na Hohe Salve W końcu jesteśmy na górze Skąd widoki są na przykład takie a tak wygląda panorama jak się siedzi na obrotowej platformie i sączy zimne piwko2 punkty
-
2 punkty
-
I nadszedł pierwszy słoneczny dzień opisany dość dokładnie przez Mariusza, a ja dodam jedynie trochę zdjęć poglądowych2 punkty
-
Dobra, nie będę zakładał nowego wątku, bo to w większości byłoby dublowanie wątku Mariusza, a tutaj po jego relacjach z każdego dnia będę wrzucał swoje zdjęcia, bo Nasze drogi na stokach dość często rozchodziły się. I tak na dzień dobry kilka kadrów z drogi do Scheffau, którą opisał już Mariusz. Jedziemy przez Słowację Mijamy Bratysławę Wjeżdżamy do Austrii i przez przewodnika Hołka z nawigacji zahaczamy o centrum Wiednia Następnie ok 40km przed metą olbrzymi korek, latają helikoptery, pewnie jakiś wypadek, tak więc decyzja objazd przez Niemcy malowniczą i krętą drogą2 punkty
-
No i przyjechaliśmy. Wczoraj wieczorem w forumowym składzie: marboru, kmarcin i bumer + "różowe portki", młody i Michał, cali, zdrowi i szczęśliwi. Śmiało już na wstępie tej relacji mogę napisać, że był to najlepszy alpejski wyjazd na jakim byłem. Ze względu na fantastyczną pogodę - 6 dni pełnego Słońca oraz ze względu na miejsca jakie odwiedziliśmy. Operacja "All Star Card", to będzie opowieść o trzech ośrodkach narciarskich: Skiwelt, Kitzbuhel oraz lodowcu w Kaprun. To był fantastyczny tydzień narciarski - ponieważ materiału mam mega dużą ilość, postaram się szczegółowo opisać zarówno miejsca, w których nartowaliśmy jak również inne ciekawe zdarzenia i okoliczności. Zapraszam do śledzenia niniejszego wątku. Dzień Pierwszy - podróż: Z Radomia wyjechaliśmy ok 2:15 w sobotę, 8 marca. Szybka zbiórka "nizinnych" narciarzy i bez zbędnych przeszkód jedziemy przez Kielce, Kraków do granicy w Chyżnem - tutaj spotykamy się z drugim autem startującym z Sącza. Plan wspólnej podróży ustalony został ze względów bezpieczeństwa jak również ze względów logistycznych dotyczących pakowania. Cztery osoby ze sprzętem, jedzeniem i innymi duperelami w jednym aucie mogło stanowić o tym, że podróż wyglądałaby ze względu na przeładowanie i brak miejsca - mało komfortowo. W efekcie tych planów i mocnego ograniczenia w pakowaniu - do drugiego auta przenosimy po spotkaniu jedynie jedną torbę. Po godzinie ósmej spotykamy się na stacji benzynowej tuż przy granicy, tankujemy i wjeżdżamy do Słowacji. Kupujemy winietę dziesięciodniową za 10 Euro i ruszamy. Słaba pogoda, która nas żegnała w Polsce szybko się zmienia. Wychodzi Słońce i zaczynają się piękne widoki. Pierwsza zagraniczna przerwa gdzieś w drodze, przy pomniku... Co to za obelisk, do upamiętnienia czego postawiony? Nie wiem. Wygląda imponująco. Nastroje się poprawiają. Szybko dojeżdżamy do Bratysławy: Pełni optymizmu mijamy kolejną granicę - tu na taką samą ilość dni, winieta kosztuje 8,50 Euro. Czyż to nie dziwne, że Austria jest tańsza od naszych sąsiadów? Witają nas pola farm wiatrowych: Pomimo tego, że mamy nawigację - "udaje się" nam pomylić drogę i jedziemy przez centrum Wiednia. Ponieważ mamy mały zapas czasu, taka pomyłka staje się dla nas atrakcją tego pięknego popołudnia. Najchętniej zatrzymalibyśmy się na kawę i czekoladki z Mozartem...ale mamy ograniczenie w czasie meldowania - do 19 i nawet nie rozważamy takiej opcji. Szkoda... Kilka kilometrów za miastem zatrzymujemy się na parkingu i zamieniamy na jakiś czas za kierownicą. Niebo jest przepiękne. Podążamy w stronę Salzburga i ukazują się nam pierwsze alpejskie szczyty. Na dole wiosna, i "pachnące" prace polowe, a u góry, na szczytach - biały, śnieżny kolor. Zjeżdżamy z autostrady i przekraczamy kolejną granicę - tym razem niemiecką. Od tego miejsca do samego końca podróży towarzyszą nam skały i szczyty. Niestety nie ujechaliśmy daleko. Korek. Po próbach ominięcia bocznymi drogami tego utrudnienia, kapitulujemy i zawracamy - wybieramy dłuższą o 30km "ścieżkę" i mkniemy do celu. Zawracamy i podążamy dłużej drogami naszego drugiego sąsiada. Robi się już ciemno. Docieramy na miejsce tuż przed 19stą. Dosyć szybko odnajdujemy naszą noclegownię i tutaj spotykają nas małe problemy... ...cóż - Austriacy nie witają nas z otwartymi rękoma - a informacje z biura podróży Otium nie są niestety precyzyjne. Przełykamy pigułkę - najważniejsze, że jesteśmy cali i zdrowi na miejscu. Od frontu naszej kwatery znajduje się olbrzymie koło poruszane wodą... ...do stoku i stacji Skiwelt - mamy rzut beretem, przez ulicę. Nim się rozpakowaliśmy, zjedliśmy i przywitaliśmy z apartamentem - Marcin wziął się za wyczarowywanie pogody i warunków śnieżnych na cały nasz pobyt. Instrumentarium zadziałało doskonale - o czym się dowiecie w kolejnej części Operacji "All Star Card".1 punkt
-
1 punkt
-
Zaglądam na Wasze forum kilka lat, dużo ciekawych i przydatnych informacji stąd wyniosłem. Postanowiłem się przyłączyć i dzielić się z wami opiniami, informacjami oraz wiedzą. Uprawiam narciarstwo od 32 lat więc jakąś tam wiedzę mam:wink: Adam1 punkt
-
Prawdziwy narciarz buty narciarskie trzyma w bagażu podręcznym !!!!!! Bo jak Ci narty i kijki zgubią to trudno - kupisz albo pożyczysz na miejscu. Jak Ci walizkę zgubią to trudno - kupisz sobie ciuchy na miejscu nowe. Ale jak Ci Twoje i tylko Twoje, personalizowane Twoim własnym potem buty zgubią/zniszczą to... urlop w plecy:biggrin:1 punkt
-
Na początku kwietnia nie musi byc lodowiec,ale wysoko położony ośrodek . Ja bym pojechał do ( kolejność nieprzypadkowa) : 1.Ischgl 2.Soelden z Gurglami + ewentualnie Kuhtai 3.Pitztal z Hochzeigerem Będę ze swoją ekipą na początku kwietnia w Ischgl , bo to naszym zdaniem najlepszy wybór o tej porze i przy tegorocznych warunkach śniegowych - więc jakieś spotkanko na stoku oczywiście możliwe;-)1 punkt
-
1 punkt
-
Poradnik dobrej żony z 1955 roku Przygotuj obiad. Zaplanuj go wcześniej, nawet poprzedniego wieczora, tak by pyszna potrawa czekała na jego przyjście. W ten sposób dajesz mu znać, że myślałaś o nim i przejmujesz się jego potrzebami. Mężczyzna jest głodny, kiedy wraca do domu i perspektywa dobrego posiłku (zwłaszcza jego ulubionego dania) to część niezbędnego ciepłego powitania. Przygotuj się. Odpocznij 15 minut, byś była odświeżona na jego przyjście. Popraw makijaż, zawiąż wstążkę na włosach i wyglądaj promiennie. Pamiętaj, że on właśnie wraca z pracy, gdzie napatrzył się na zmęczonych ludzi. Bądź trochę bardziej radosna i trochę bardziej interesująca dla niego. Coś musi rozświetlić jego nudny dzień - to twój obowiązek. Posprzątaj. Przed jego przyjściem ogarnij wzrokiem główną część mieszkania. Pozbieraj podręczniki, zabawki, papiery itp. i odkurz stoły. W czasie zimnych miesięcy powinnaś rozpalić ogień w kominku, by on mógł się zrelaksować. Twój mąż poczuje, że jest w raju, w świątyni odpoczynku i porządku, co tobie również polepszy samopoczucie. Przecież dbanie o jego komfort przyniesie ci ogromną satysfakcję. Przygotuj dzieci. Przeznacz kilka minut, by umyć im ręce i buzie (jeśli są małe), uczesać włosy i, jeśli to konieczne, przebrać je. To małe skarby i on chce zobaczyć je w tej roli. Na czas jego przyjścia wyeliminuj hałas zmywarki, suszarki i odkurzacza. Zachęć dzieci, by były cicho. Uciesz się, że go widzisz. Powitaj go ciepłym uśmiechem i okaż szczerość w twoim pragnieniu ucieszenia go. Wysłuchaj go. Być może masz wiele ważnych rzeczy, o których chcesz mu opowiedzieć, ale moment jego przyjścia nie jest właściwy. Niech mówi pierwszy - pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje. Spraw, by ten wieczór był tylko dla niego. Nigdy nie narzekaj, gdy wróci do domu późno lub wychodzi na kolację lub w inne miejsce bez ciebie. Spróbuj zrozumieć, że żyje w świecie napięć i stresu. Twój cel: spróbuj sprawić, by dom był miejscem spokoju i porządku, gdzie twój mąż będzie mógł odświeżyć ciało i umysł. Nie witaj go narzekaniem i problemami. Spraw, by było mu wygodnie. Zaproponuj, by się oparł na wygodnym fotelu lub by położył się w sypialni. Przygotuj mu coś chłodnego lub ciepłego do picia. Ułóż dla niego poduszki i zaproponuj, że zdejmiesz mu buty. Mów cichym, kojącym i miłym głosem. Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować. Dobra żona zawsze zna swoje miejsce. :)1 punkt
-
Dzień Drugi - śladami JC. Hohe Salve. cz.2 Mnie i kmarcina wyrzuca na trasę 45, którą jedziemy do końca, pod krzesło - pozostała ekipa jak się później okazuje znalazła wąską "przycinkę" i daje radę zjechać pod gondolę 42, gdzie wcześniej się umawialiśmy. Nie żałuję naszej pomyłki, bo ta trasa jest wspaniała. Szeroka, w doskonałych warunkach o odpowiedniej długości - szusowanie tutaj to czysta przyjemność. Wciągam się z dołu krzesełkiem, czekam na Marcina podziwiając tutejsze widoczki i imponujące nachylenie tutejszych tras czerwonych. Na poniższej fotce trasa 43. Już razem podążamy do pozostałej ekipy, by spotkać się we wcześniej ustalonym miejscu. Dyskutujemy już dzień wcześniej, wieczorem na kwaterze o tym, że na zdjęciach trasy są super spłaszczane... ...poniżej przykład: Kolejne wyciągnięcie na szczyt Hohe Salve - od drugiej strony kościółka. Tutaj spotykamy człowieka zakopanego w śniegu... Zaliczamy niesamowitą trasą czarną, 42. Po doskonałej jednej, a potem drugiej ściance przechodzi ona w przejechaną wcześniej przeze mnie 45. Tym razem trafiamy na przycinkę i jedziemy po raz kolejny 43. W tym miejscu robię kilka sportowych fotek - poniżej Michał w akcji: Wciągamy się tym razem krzesełkiem z tym samym numerem co trasa i odbijamy w bok Soll, na trasy 51. Warunki tutaj niestety wiosenne: cukier, miękko i grząsko. Uciekamy stąd "pomarańczowym stworem": Rozdzielamy się z Andrzejem i Marcinem. Podróżujemy łagodną niebieską trasą 43a i wykonujemy dwa zjazdy wcześniej przebytą trasą: Chłopaki okrężną drogą dostają się do Scheffau...a my, ponieważ bardzo nam się podobała dwa razy zaliczamy czarną 42. Warunki są idealne - jest mega twardo i szybko. W trakcie drugiego przejazdu Juniorowi nie wytrzymują nogi i zalicza niegroźny upadek... ...jedzie "na moruska" do samego dołu, a Tata zbiera mu po drodze narty i kijki. Młody się śmieje i pokazuje sportową złość odgrażając się trasie! Świetna dotychczas jazda, super technika, waleczne podejście - będzie z "Młodego" w przyszłości doskonały narciarz! Wracamy do "domu". Kolejny raz stoimy na pięknie położonym szczycie i musimy po drodze zaliczyć czarną, południową 2c... ...oraz czerwoną 2... ...51a... Wciągamy się orczykiem w stronę Scheffau, mijamy wcześniej napotkany bar lodowy. I przeprawiając się piękną, długą - zachodnią i niestety miękką trasą 7, 72 docieramy ponownie na Zinsberg, potem Eiberg - ostatni zjazd 60siątką i jesteśmy na dole. Kolejny cudownie piękny, narciarski dzień dobiega końca. Podsumowując krótko - super jazda 60siątką w Scheffau na rozgrzewkę, po stronie Hohe Salve w wiosennych warunkach - doskonała jazda po trasach 42, 43, 45 - pozostała część ośrodka miękka z południową ekspozycją. CDN1 punkt
-
Dzień Drugi - śladami JC. Hohe Salve. cz.1 Drugi, narciarski dzień również zaczyna się, w dolinie przymrozkiem, co dobrze świadczy o tym, co na górze. Na śniadanie tradycyjne polskie paróweczki, pomidorki, ogórki, żółty ser + wędlinka. Tego dnia mamy plan od początku: Hohe Salve 1829 m oraz stoki trzech tutejszych miejscowości Hopfgarten, Itter oraz Sol wchodzących w skład ośrodka SkiWelt. Położenie naszych kwater daje nam możliwość, bez zbędnego pośpiechu na dotarcie do kolejki, jako jednych z pierwszych, chętnych do nartowania. Mijamy tylko trzy koguty... ...i jedziemy na szczyt. Ponieważ warunki naszej domowej trasy są rewelacyjne, a cała 60siątka jest niesamowita: czarny początek, później piękna szeroka czerwona ścianka... ...postanawiamy zjechać nią trzy razy, pod rząd, z samego rana, nim rozpoczniemy naszą podróż. Do samego dołu jest bardzo twardo, szybko i idealnie - w takich "okolicznościach przyrody" można się jedynie zatracić i jeździć, jeździć, jeździć. Trasą w różnych wariantach robimy średnio ok 4km zjazdu za każdym razem - doskonała rozgrzewka! Po niej, śmigamy na Eiberg, potem Zinsberg i podążamy stokiem znajdującym się po stronie miejscowości Brixen, dalej ku obranemu tego dnia celowi. Po drodze natykamy się na stoku na helikopter - na niebieskiej, łagodnej trasie musiało stać się jakieś nieszczęście. Obserwujemy sprawną akcję i odlatującą ekipę ratowników - z tego wydarzenia postaram się napisać relację w oddzielnym poście. Docieramy do knajpki i hoteliku lodowego. Tutaj robimy przerwę na fotki i mały oddech, zwiedzamy cały obiekt. Humory dopisują, a cała wycieczka staje się dla nas bardzo ciekawym doznaniem. Wciągamy się w górę krzesłem i wędrujemy ku Hopfgarten. By dotrzeć na szczyt Hohe Salve należy zjechać trasą niebieską, a potem czerwoną numer 24... ...do stacji pośredniej gondoli: Jesteśmy na 1829m. A tutaj...przepięknie! Dookoła cudowna panorama - i tak jak pisał JC, doskonała widoczność pozwala obserwować niezliczone najwyższe szczyty alpejskie. Poniżej fotka - strona Bixen, Westendorf - jak później się okaże kolejnego, trzeciego dnia SkiWelt. Jest tutaj bardzo malowniczy kościółek oraz knajpka z obrotowym tarasem widokowym, gdzie sobie jemy i pijemy piwko. Moglibyśmy tak, w promieniach bardzo ciepłego Słońca, przebywać tu wieczność... ...ale trzeba jeździć i poznawać okolicę. Kończymy. Przedostajemy się na stronę Sol jedną z tutejszych malowniczych tras. ...po drodze rozdzielamy się i gubimy w gąszczu tras tutejszego ośrodka.1 punkt
-
1 punkt
-
ostatni dzień lata - rohace 14.03.14Porobiło się trochę nie na temat w tym wątku więc cofnę się o 2 dni :applause:Prognozy były jakie były; na rohacach dawno nie śmigaliśmy; alternatywy jakiejś innej specjalnie nie było więc jak zwykle szybciutko w samochód i w ekspresowym tempie , po 4 godzinach :stupid:, zawitaliśmy na rohace. Pogoda i temperatura - wiadmo :biggrin:Na parkingu już trochę autek było (mamy spóźnienie 20min:eek:) ale spoko. Wjazd krzesłem ...a na górze też na plusie. Oczywiście w nocy przymroziło, więc warunki OK. Aura iście włoska, więc kumpel wręcza mi to : generalnie ludzi za dużo nie ma; kolejki na krześle brak a na orczyku też spoko. (większość woli orczyk) trasa po lewej w o wiele lepszym stanie oczywiście z 2 powodów : dłużej zacieniona i trzeba tam uderzać krzesłem ( co robimy parę..naście razy też) robi się naprawdę ciepło i niektórzy nie wytrzymują psychicznie :biggrin:i poddają się słońcu koło 13 jest już pusto na stoku. warunki nadal ok. oczywiście jest miękko, robią się usypy itd, ale tsza walczyć. owszem, tu i ówdzie pojawiają się minerały i lekkie przetarcia :, ale tragedii nie ma. w chacie serwują miejscowe specjały i tak szybko mija czas... dajemy do 16 i do domu:sorrow:kolejny udany narciarsko dzień :biggrin:1 punkt
-
Lubisz być złośliwy i chamski !!!! ... ale mało konkretny, bo może dla ciebie Austria to tylko Solden nie masz o czym pisać i prowokujesz ? Smieszny jestem ? obsesja ? zazdrość ? starość ? wybierz sobie sam z warszawy jesteś i siarę robisz :biggrin: wstyd Panie Mitek zejdź ze mnie d.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wiozłem trzy osoby plus moja osoba. Priorytetem było bezpieczne dowiezienie wszystkich, bo jechaliśmy na wspaniały urlop. Po drodze dwukrotnie pakowalismy auto i box, a także robilismy przerwy w podróży, chocby na posiłek, rozprostowanie kości czy toaletę. Starałem się jechać zgodnie z przepisami aby uniknąć płacenia mandatów. Nawet CB nie zabrałem. Na autostradach w Austrii i Slowacji też obowiązują ograniczenia prędkości, starałem się je respektować, także z prostej przyczyny ograniczenia zużycia paliwa. Zablokowana droga za Salzburgiem, postój w korku, próba ominięcia, zajeły jakieś 2 godziny. Jechalismy kiepskimi drogami, jedynie na autostradę od Żyliny do Salzburga nie można narzekać, choć przejazd przez Wiedeń też zajął nam sporo czasu. Średnia z komputera w aucie wyszła na 82 km/h. Czy to żle? Dodam że droga powrotna zajęła 12 godzin, w tym prawie połowa przy padającym deszczu i w porywistym wietrze- miejscami wichurze. W sumie zrobilismy 2380 km. Marboru do tego musi dolożyć jeszcze 100km swoją Toyotą. A teraz słowo na marginesie dla miszczóff prostej! Droga publiczna to nie miejsce wyścigów. Jeśli ktoś szuka emocji na drodze, zapraszam w dniu 22.03.2014 na Superoes do Miedzianej Góry koło Kielc. Gwarantuję adrenalinę i weryfikację umiejętności kierowania autem, przede wszystkim tych, co to tak szybko po publicznych drogach jeżdżą na narty.1 punkt
-
Zagotować to się może woda w czajniku a takim tekstami jak ostatnio piszesz to mnie osobiście wq...... Nic Ci nie pasuje, na wszystko narzekasz, krytyka z każdej strony,ciągle podpierasz się tymi 40-toma latami narciarstwa jakby to miało jakieś kolosalne znaczenie - znam takich co 40 lat samochodem jeżdżą i dalej nie wiedzą że jest coś takiego jak kierunkowskaz : ale wracając do tematu wątek jest o warunkach narciarskich na Słowacji( opisałem je starając się być jak najbardziej obiektywny bo może komuś się takie informacje przydadzą...) nie chcesz to nie czytaj ale nie pisz takich komentarzy: tak się składa że też jeżdżę od jakiś 40 lat :smile: i narciarsko wychowałem się na Szczyrku, Zwardoniu,Stożku,Kotarzu i innych ... i kanapy do niczego mi nie są potrzebne a muldy takie jakie kiedyś były na Dużym Rachowcu czy Golgocie zawsze miło będę wspominał bo takich to już teraz nie ma :tongue: tak więc nie zachowuj się Pan jak Guru narciarstwa w Polsce albo jak rozkapryszona panienka której nic nie "pasi" ....a jeżeli dalej się nie podoba to trzeba dodać do ignorowanych ew. zmienić kanał dla mnie EOT bez odbioru i pozdrowień (bo nie lubię fałszywych) Torres1 punkt
-
Dzień Pierwszy - śladami JC. Ellmau, Going. cz.4 Południowy stok i popołudniowa pora dnia rozmiękcza śnieg do konsystencji cukru. Niby ten sam Astberg a warunki totalnie inne - pierwszy raz spotykam się z aż takimi różnicami w warunkach na trasach, w tym samym miejscu. W ciągu całego pobytu i wszystkich 6 dni jest podobnie na wysokościach do 2000 metrów. Na powyższym zdjęciu w tle widoczny Kitzbuheler Horn 1996 m. Po niebie lata samolot z reklamą - czego to, ludzie od marketingu nie wymyślą hahaha Niby czerwona trasa, a miejscami jakby czarna - walka, temperatura wyciskają z nas pot. Wciągamy się na górę i postanawiamy wracać powoli do Scheffau. By ze szczytu dotrzeć do Ellmau należy przejechać czerwoną trasą numer 90. W górnej jej części, z boku znajduje się bardzo fajny domek...ehh chciałoby się taki mieć: Prosto z tarasu na nartach i w dół... ...w parę sekund do karczmy - na obiadek np. Sama trasa jest dosyć dziwna - kilkukrotnie poprzecinana drogą asfaltową, po której jeżdżą auta. Trzeba uważać, by nie spowodować wypadku motoryzacyjno narciarskiego...na sprzęt również należy uważać - tym bardziej, że śniegu tej zimy w średniej ilości. Ostatnia ścianka - bardzo fajna, z ekspozycją północną, o twardych warunkach: Końcówka przy tartaku, krajobrazowo doskonała: W zimę na nartach, pewnie dałoby się dojechać, pod dolną stację "gubałówkowej" kolejki - teraz trzeba było zrobić kilka kroków przez most i parking. W rzece woda w kolorze kawy z mlekiem - i nie ma się czemu dziwić, wszystko topnieje przy takiej pogodzie. Wracamy dosyć szybko w nasze domowe okolice. Zaliczamy jeszcze zjazdy przy podwójnym wyciągu na Eibergu i mimo, że temperatura na sąsiednim krzesełku wskazuje: ...warunki do karwingowej jazdy są niemalże idealne. Wyciągamy się na Brandstadl 1650m i czerwoną trasą 60, która na początku jest czarna: Zjeżdżamy ok 3,5km do naszego apartamentu wykonując ostatni "ślizg". Podsumowując pierwszy dzień: Zaliczyliśmy (jak policzył kmarcin) ok 36-38 wciągnięć wyciągami całą grupą. 11 letni Junior doskonale sobie poradził z ilością, jakością i wymagającymi trasami. Pogoda idealnie wiosenna narciarsko - pełne Słońce, rano mróz, popołudniu spora, dodatnia temperatura. Scheffau, Going i Elmau oferują zróżnicowane trasy z przewagą czerwieni. Najlepsza jazda po północnych stronach górek, najfajniejsza trasa numer 100, która wg mojej opinii powinna być czarna - na niej wykonaliśmy w pierwszy dzień najlepszą robotę. CDN1 punkt
-
Dzień Pierwszy - śladami JC. Ellmau, Going. cz.3 Docieramy do głównej tutejszej trasy numer 100. Spojrzenie w górę w środkowym fragmencie - cud miód! Spojrzenia na dół - równie doskonale: Narciarzy jak na lekarstwo, stok twardy, doskonale przygotowany - szybki. Chwila, moment i jesteśmy na dole na poziomie miasteczka Going. Wciągamy się szybkim krzesełkiem na szczyt Astbergu i postanawiamy zrobić sobie przerwę w tutejszej karczmie. Podchodzimy, a tu trwa w najlepsze impreza hahaha, w alpejskim stylu... Słońce jest tak intensywne, że nie sposób zdjąć gogli, podnieść szyby. Szybki posiłek, piwko, kilka fotek i spadamy. Na początek niebieska 100b: Potem część czerwona z literką a na końcu - do krzesła 100. Ponieważ trasa z tym numerem jest w doskonałej formie postanawiamy nią jeździć przez jakiś czas. Każdy przejazd, to kwintesencja narciarstwa - jest szybko, ciekawie - liczne garby, krótkie ścianki, szeroko... ...z ostrym startem... ...mega stromą ścianką w końcówce... ...i długim wypłaszczeniem w końcówce: Bumer w czasie któregoś ze zjazdów nagrywa nas na kamerce - szkoda, że ostatnia półka jest w cieniu i niewiele na filmiku, w efekcie, widać. Dobrze zaprawieni setunią przenosimy się na południową stronę górki.1 punkt
-
Dzień Pierwszy - śladami JC. Scheffau cz.2 Przedzieramy się południowymi trasami, które najwyraźniej są w dużo gorszej kondycji i zazwyczaj po pierwszej, drugiej godzinie jazdy są już mocno miękkie... ...ale czemu się dziwić, gdy temperatura w ciągu dnia sięga dwucyfrowych wartości na plusie. Ot wiosenna jazda. Południowy Eiberg: Północ jest jak z innej bajki: twardo aż narty strzelają. Czerwona 88: Jak widać kolejek nie ma wcale...czyżby, to na skutek ostrzeżeń Kolegów forumowiczów w wątku z wyprawy JC na forum Skionline? Docieramy do charakterystycznej kolejki dla Skiwelt - Hartkaiser. To tutejsza Gubałówka z bardzo urozmaiconą czerwoną 80a z fragmentem nieprzygotowanej, pełnej twardych muld czarnym fragmentem trasy - zaliczona przeze mnie i "różowe porteczki". Trasa jest kręta i miejscami bardzo szeroka z kilkoma odnogami. Zaliczamy ją dwa razy przyglądając się w bardziej płaskiej części podniebnym wyczynom: Wszyscy dopadamy również tutejszego niedźwiedzia, któremu nie robimy krzywdy, ani on nam. Widok na masyw Wilder Kaiser 2344m z tego stoku jest imponujący: Na dole prawie udało mi się złapać kolejkę... Podróżujemy dalej - jesteśmy w Ellmau i podążamy na wyżej wymieniony szczyt oraz do miejscowości Going. Z dolnej stacji "czerwonej szynówki" trzeba zrobić parę kroków do dolnej stacji krzesła 90. Niektórzy śmiałkowie podróżowali ten fragment na nartach...bumer i kmarcin je zdjęli: Pierwsza trasa którą widzimy po tej stronie Skiweltu, to końcówka czerwonej 90 - bardzo fajna ścianka. Docieramy krzesełkiem tuż pod szczyt. By dotrzeć na niego, musimy przejechać gęsiego łagodną 100d. Dlatego, że wąsko i przez las, to kolor tej trasy jest czerwony. Jadę nartostradą i obserwuję przez drzewa piękne widoczki:1 punkt
-
Dzień Pierwszy - śladami JC. Scheffau cz.1 Pierwszego dnia obudziły nas intensywne promienie słoneczka. Wyglądam przez okno a na trawniku szron - super! Temperatura w moim smartfonie pokazuje -3 o godzinie siódmej rano co wskazuje na bardzo dobre warunki. Na śniadanie jajecznica, szybko się ubieramy, wyjmujemy z narciarni sprzęt, zbliżamy się do ulicy a naszym oczom ukazuje się nasza narciarska droga do domu - końcówka czerwonej trasy numer 60. Pięknie wyratrakowana, wygładzona i wymuskana. Ponieważ od samego początku były ambitne plany, to w kasie decydujemy się na zakup karnetów "All Star Card": 6dni = ok 240Euro. Dolna stacja ośrodka Skiwelt w Scheffau wygląda bardzo schludnie i ładnie. Ski symbol tutaj, to narciarski Król: Wszystkie trasy natomiast wyglądają tak: Przy bramkach nie ma kolejek i pomimo tego, że jest niedziela, weekend, to w gondolce jedziemy razem całą szóstką, bez innych narciarzy. Oczywiście, ponieważ tej zimy jest raczej wiosna, to obserwowana trasa z wyciągu jest w dolnej części jedynie białym paskiem pośród zieleni. Za stacją pośrednią jest już dużo lepiej. Ścianka wygląda imponująco: Jesteśmy na miejscu i oczom ukazuje nam się charakterystyczna ozdoba Scheffau: Początek naszej "domowej" trasy jest czarny i wygląda imponująco. Tak jak nigdy wjeżdżając na szczyt nie mam planu, w którą stronę jechać i co w pierwszym momencie. Jedziemy zatem za tłumem do górki z dwoma wyciągami, która jest jedną wielką trasą narciarską: To Eiberg, ze szczytu którego swój początek biorą cztery trasy czerwone z różnymi opcjami zjazdu oraz dwie trasy niebieskie. Wygląda na to, że jest to centrum logistyczne i transportowe Skiweltu. Trasy z rana i jak później się okaże przez cały dzień w doskonałej formie - północna ekspozycja. Pierwsze zjazdy i prawie każdy narzeka... ...narzeka, że narty same skręcają. Prosto z serwisu, super ostre na twardym nie dają się okiełznać w ciągu pierwszej godziny. Widoki, przejrzystość powietrza - wymarzone: Zaliczamy czerwoną 69 i jesteśmy na Zinsbergu. Mimo południowej strony - warunki pierwszego zjazdu idealne. Stąd widać kolejną długą i bardzo fajną trasę numer 66: Kolejny zjazd bardzo szeroką i mającą wiele urozmaiconych garbów 71. Krótka zbiórka i zapada decyzja. Jedziemy na najniższe trasy ośrodka położone na Astbergu 1267m.1 punkt
-
Wy tu gadu gadu, a w tatrach wali śniegiem że aż miło :biggrin: http://www.holidayinfo.sk/pl/Kamera/Rohacespalena/46530 http://www.holidayinfo.sk/pl/Kamera/StrbskePleso/3100379 Jeszcze trochę pojeździmy w tym sezonie.:laughing:1 punkt
-
Ja zamierzam zaraz biegnę w kierunku Goryczkowej obadać trasę pod skitury. Wysyłane z mojego iPad przy użyciu Tapatalk HD1 punkt
-
1 punkt







