Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. siluete

    siluete

    Użytkownik forum


    • Punkty

      45

    • Liczba zawartości

      312


  2. gajowy01

    gajowy01

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      903


  3. jank

    jank

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      346


  4. hupon

    hupon

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      718


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2014 uwzględniając wszystkie działy

  1. Wyjechaliśmy w piątek około 13tej, zatrzymaliśmy się w Mikulovie żeby się przespać i o 6 rano wyruszyliśmy do Maso Corto. Dwoje dorosłych i dzieci 7 i 3 latka. Pogoda piękna, wprawdzie stanęliśmy na przełęczy Brennero w godzinnym korku, ale nie zepsuło nam to humorów. Po dotarciu do Bolzano mieliśmy spokojną chwilę na pastę we włoskim Bistro i mega zakupy w supermarkecie. Mi się zapalają oczy jak wchodzę do ich sklepów i zawsze popołudniami po nartach gotuję dla przyjemności:-) Po drodze mijamy miejscowość Merano-coś jak nasze górskie miejscowości sanatoryjne. Po pokonaniu 30 km bardzo krętej drogi docieramy na koniec świata czyli do miejscowości Kurzas gdzie śpimy w apartamentach Top Residence Kurz. Wieczorem dyrekcja hotelu pokazuje nam kilka slajdów, obrazujących ośrodek i częstuje gratisowym aperolem (mmmmmm...) Menedżerem hotelu jest Sepp Platzgummer, bardzo miły instruktor narciarstwa, z którym można wymienić narciarskie poglądy, pogadać o innych rejonach narciarstwa i o nartach blizzarda, które można w ośrodku testować. Wioska jest malutka, 4 hoteliki na krzyż, kilka barów apres ski, pizzeria (świetna pizza-polecamy, ceny około 8 euro za sztukę) i sklep z podstawowymi produktami spożywczymi. Dostępny jest też ski service i sklep narciarski. W naszych apartamentach jest możliwość nieodpłatnego zostawienia dzieci w mini przedszkolu, co będzie miało znaczenie dla rodziców, którzy chcą sobie sami szybciej pośmigać przez chwilę. Dziećmi opiekuje się Pani Hania, która w razie czego smsem poinformuje rodziców co dzieje się z dziećmi. Kolejka kursuje co pół godziny zaczynając od 9 tej i wwozi narciarzy w ciągu 6 minut z wysokości 2200 na 3200. Robi to wrażenie, niestety nie jest zbytnio komfortowe dla uszu:-))) Niestety kolejny ranek to mega rozczarowanie, sypie śnieg z deszczem na dole a na lodowcu totalna zawierucha, widoczność zerowa, śnieg po kolana. Nikt nie jeździ, wszyscy załamani bo nikt nie spodziewał się takiej pogody o tej porze roku. Kupiliśmy rodzinne skipassy na 6 dni i to był błąd, bo jeżdżenie było możliwe przez 3. My jednak nie chcemy uwierzyć, że jest tak źle i próbujemy cokolwiek porzeźbić, zostawiając dzieci pod opieką i wyjeżdżając na lodowiec. Jedziemy sami gondolką i pomimo bardzo złej widoczności próbujemy zjechać pierwszą trasą do pośredniego krzesła. Moja nowa slalomka nie daje kompletnie rady (a raczej to ja nie daję na niej rady...), zapadamy się bardzo, wszystko jest mokre i nieprzyjemne. Wciągamy się na górę i zjeżdżamy gondolą na dół, nie podejmując się zjazdu czarną schmugglerrinną. Trasa ta oznaczona jest jako czarna, ale w moim odczuciu tylko ostatnia jej część jest stroma. Dała radę bez problemu zjechać nią moja siedmiolatka. Trzeba przyznać jednak, że jest bardzo malownicza. Kolejny dzień jest taki sam, decydujemy się wyjechać z wioski i zwiedzić położone niecałe 40 km od Maso Merano. Miłe miasteczko, gdzie można pospacerować wzdłuż rzeki, zjeść tyrolskie specjały i zabić czas oczekiwania na lepszą pogodę. We wtorek ma być lepiej i rzeczywiście od rana świeci słońce. Jesteśmy pierwsi pod gondolą, na górze okazuje się, że jest świeżo wyratrakowane, twardo i śmigamy w pełnym słońcu. Na koniec dnia hotel funduje nam obiad w chacie Lazaun, na wysokości 2400 i zjazd po prawie 3,5 kilometrowym torze saneczkowym do apartamentów. Fajna atrakcja dla dzieci, chociaż i nam sprawiła frajdę. Następny dzień znowu brzydka pogoda, w nocy napadało mnóstwo śniegu i ratraki nie nadążają go ubijać. Ale nie to jest najgorsze, wyjeżdżając na górę kompletnie nic nie widać. Rozjaśniające gogle nic nie dają, nie ma kompletnie kontrastu i bardzo utrudnia to jeżdżenie. Czwartek i piątek już są ok, chociaż tak naprawdę to przez cały okres naszego pobytu pada śnieg. W dni kiedy jeździliśmy też padał, tylko popołudniami, do południa było słonecznie. W czwartek dodatkowo hotel funduje toast prosseco na tarasie hotelu Grawand na wysokości 3200. W sobotę wstajemy rano i o 6 wyruszamy, żeby dotrzeć do domu około 19tej. Pokonujemy 1340km. Maso Corto to fajny ośrodek, niestety nam pogoda spłatała ogromnego figla i nie mogliśmy w pełni docenić uroków lodowca Hochjoch. Trzeba jednak przyznać, że pomimo tego, że to był ostatni tydzień funkcjonowania ośrodka to miejscowy dokładali dużych starań, żebyśmy mogli jeździć w dobrych warunkach. Ratraki ratrakowały zaraz po zamknięciu wyciągów i od 5 rano do otwarcia. Na górze są dwie łatwe trasy przy długich orczykach, na których spokojnie mogą jeździć małe dzieci. Nasz 3letni syn właśnie w tym ośrodku nauczył się samodzielnej jazdy właśnie na orczyku. Ja jednak czuję niedosyt i planuję już Kronplatz w grudniu:-) Oby tym razem pogoda dopisała...
    12 punktów
  2. [video=youtube;T_lTNRs_9vc] [video=youtube;TENCkz13HOk]
    8 punktów
  3. We Włoszech nie da się chodzić głodnym:-)
    8 punktów
  4. Gurgle i Sölden zmienne, ale jazda cały czas. Wczoraj mgła i opad, dziś juz bajka 100% [ATTACH]15729[/ATTACH][ATTACH]15730[/ATTACH][ATTACH]15731[/ATTACH][ATTACH]15732[/ATTACH][ATTACH]15733[/ATTACH][ATTACH]15734[/ATTACH]Wysłane z mojego Nexus 5 przy użyciu Tapatalka
    7 punktów
  5. Wyjazd zakończony.Bardzo udane 4 dni na nartach w zmiennych warunkach.Pierwszy raz o tej porze byłem w Alpach i jestem bardzo zadowolony.350 km (wg endomondo),generalnie niezła pogoda i b.dobre zmienne warunki śniegowe.Czego chcieć więcej?Może tego aby góry te były bliżej.PS: do SB - miałeś rację te narty(Head Titan) są SUPER zwłaszcza na miękkim i niezbyt twardym śnieguI jeszcze kilka tamtejszych klimatów
    6 punktów
  6. Kilka fotografii z okolic Rużomberka w Wielkiej Fatrze. Zdjęcie nr 1,2 i 3 - okolice Malino Brda (na 3 w oddali Velky Choc 1608 mnpm), nr 4 - wioska Vlkolinec, nr 5 - Cutkovska Dolina.
    5 punktów
  7. Rychło w czas!!! PS. Gdyby tam było sztuczne naśnieżanie, śnieg mógłby dotrwać do dziś. A czym ten śnieg różniłby sie od tego co to teraz spadł? Juz odpowiadam, ano tym, czym papieros podpalony zapałką od podpalonego zapalniczką! Ciekawe jak ten opad wpłynie na popęd płciowy rysi? To wymaga szczegółowych badań i raportu!
    4 punkty
  8. Witam.Jak już wspominałem w wątku „Kasprowy Wierch” sezon narciarski zakończyłem definitywnie w dniu 24.04.2014.Nie wstawiłem w nim żadnego video z powodu błyskawicznego wyjazdu na majówkę.Przez zupełny przypadek trafił się wyjazd zorganizowany do Rumunii.Wyjazd 28.04.2014 o godzinie 5.00 z Bytomia. Trasa przez Czechy, Słowację, Węgry Rumunia.Przewidywany przyjazd do miasta Deva 21.00. Niestety dwa poważne wypadki tirów (jeden na moście w Cieszynie, drugi przed Żyliną) spowodowały, że na miejscu byliśmy 24.15.Pierwszy dzień po śniadanku to:Zamek w miejscowości Hunadoara: Następnie przepiękna miejscowość Alba Iulia: Następnie miasto Sibiu: Dzień drugi to szlak z Sibiu do Bukaresztu tu zaliczyliśmy:Monastyr Cozia: Przejazd krętą drogą Karpat Południowych nad sztuczne jezioro Vidraru: Zamek Vlada Palownika w Poienari (w zasadzie jego ruiny) czyli osławionego Draculi do którego prowadzi 1480 schodów. Było co dylać. Sobór Curtrea de Arges. Dzień trzeci to zwiedzanie Bukaresztu: I na koniec przejazd na nocleg koło miejscowości Braszow. Jak się później okazało jest to miejscowość narciarska. Z okna hotelu widać było takie cuda. Dzień czwarty to wpierw zamek Peles: Zamek w Bran który Rumuni wykreowali jako zamek Drakuli choć nic wspólnego z nim w zasadzie nie ma: I jeszcze ciekawostka - jak stwierdził znajomy - "Wejścia do zamku Drakuli strzegą trzy zwinięte węże" :biggrin::biggrin::wink:Miasto Braszow: Dzień piąty i ostatni to wpierw niesamowity kościół warowny w Premjer (wpisany na listę Unesco World Heritage): Zwiedzanie miejscowości Sighisoara: O 15.30 dnia 3.05.2014 wyjazd do Polski. Na miejscu zameldowaliśmy się 4.05.2014 o godzinie 6.00.Majówka jak widać dość „intensywna”. Co do Rumunii do muszę powiedzieć, że się nie zawiodłem. Jest to piękny kraj o niesamowitych krajobrazach. Od totalnej równiny (Wołoszczyzna) do pięknych i wysokich Karpat.Na moje oko jest to kraj jeszcze dość „dziki” ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Komunizm go na szczęście nie pokonał. Myślę, że jest to ciekawa alternatywa dla innych krajów europejskich.Jak wspomniałem widoki cudowne, a ceny nie wygórowane. Obiad w knajpie można było spokojnie zjeść za 7-12 lei (1lej = 0,95zł), dobre piwko lokalne to wydatek w sklepie 2,5zł, w knajpce 6-7zł.Noclegi w kwaterach prywatnych to koszt od 25zł. Problemem jest język. Niestety pomimo, że j. angielskim władam słabo to i tak lepiej od nich.Niestety w tak krótkim czasie wiele zobaczyć się nie dało. Ciekaw jestem jak wygląda wybrzeże Morza Czarnego czy delta Dunaju. No cóż może następnym razem.A może tam na narty?Pozdrawiam
    3 punkty
  9. 3 punkty
  10. Bumer , nie narzekaj :wink: popatrz na to z innej perspektywy : jesteśmy od 10 lat w UE ,przy okazji zostaliśmy uszczęśliwieni różnej maści "Naturami 2000" , organizacje pseudoekologiczne żyją i to nieźle z torpedowania każdej większej inwestycji ,młodzi uciekają z tych superekologicznych zakątków naszego kraju na zachód , a premier zafundował nam videocliposhow za taką kasę , za którą można by pewnie w niejednej wsi kanalizację zrobić . Tak , że jest OK , bawmy się dalej :
    2 punkty
  11. Długo chodziło mi po głowie wodniackie, aktywne "życie" na co dzień. Ponieważ od zawsze żagle i kajaki wypełniały moje ciepłe miesiące, to zastanawiałem się jak się realizować w temacie. Po długim okresie zastanawiania się jak to pogodzić - wymyśliłem. Kajak pneumatyczny. Dlaczego? Po pierwsze - ze względu na małe wymiary (pakowanie - plecak 180l), sposób transportu, logistyka - rewelacja. Spokojnie wrzucam sprzęt do bagażnika auta i... ...mogę wyruszyć nad rzekę, jezioro, nad Morze. Weekendy, jednodniówki, wakacje - pływadło jest razem ze mną. Pociąg, bus - nad wodą jestem bez samochodu. Podobnie jak Janek - spokojnie mogę wyruszyć i wrócić z nad wody komunikacją publiczną. Po drugie - przechowywanie poza sezonem. Czyszczenie, pakowanie i sprzęcik czeka spokojnie w szafie do kolejnego wypadu. Po trzecie - cena. Porównując koszt kajaka pneumatycznego do podobnego "sztywnego" sprzętu - taniej. W zestawieniu z małym nawet jachcikiem - olbrzymia różnica. Po czwarte - tego typu sprzęt może, po zakupieniu żagla kajakowego typu "Tribord" być hybrydą - połączenie wiosłowania i żeglowania. Długo zastanawiałem się, co pośród kajaków pneumatycznych będzie najodpowiedniejsze. Główni producenci dostępni na rynku to: Sevylor, Gumotex, Grabner. Amerykański Sevylor pomimo tego, że wygląda świetnie zbudowany jest z namakającego kevlarowego poszycia oraz komór PCV. Kłopotliwy w użytkowaniu - suszenie, czyszczenie zabrudzeń z powłoki "szmacianej". Niemiecki Grabner - super fajny. Wada? Bardzo drogi. Pozostał mi czeski Gumotex. Wśród jego modeli najbardziej przypasował mi model Seawave. Powody? 1. Wymiary i pakowność największe w klasie - ze względu na transport dużej ilości sprzętu biwakowego. 2. Materiał z jakiego kajak jest wykonany - bardzo mocny, "pancerny" nitrilon. 3. Możliwość ustawienia kajaka na jedno, dwu i trzyosobowy (dokupienie dodatkowego, trzeciego siedziska). 4. Nieprzemakalny pokład (niestety trzeba go oddzielnie dokupić). 5. Zbliżona konstrukcja do kajaka sztywnego - dziób, rufa - zdolności nautyczne. 6. Usztywnienie - aluminiowe wręgi. To tak pokrótce - gdybyście mieli jakieś dodatkowe pytania - piszcie. Ponieważ wczoraj go przywiozłem do domu - to pierwsza próba poskładania sprzętu odbyła się w salonie. Jak to wyglądało? Najpierw wszystko powyjmowałem z pudełek i porozkładałem po domu. Przeraził mnie trochę rozmiar sprzętu...i ilość miejsca jaki zajął. Kajak, pokład i inne "duperele". "Statek" bez powietrza: Wręgi wyglądają tak: Czas operacji potrzebny do doprowadzenia kajaka do stanu "pływalności" ok godziny. Drugi i kolejne razy będą dużo szybsze - wiem już, co i jak - praca będzie przebiegać bez instrukcji obsługi. Rufa + wiosełka składane Dr. Kajak: Miejscóweczka i pneumatyczne siedzisko: Dziób: Dodatkowy sprzęt obowiązkowy: Kamizelki asekuracyjne, pompka, worki wodoszczelne na jedzenie i ciuchy. Czego jeszcze mi brakuje? Pokładu 1 osobowego, fartuchów...ale na to przyjdzie czas. Tym czasem... ...jutro wodowanie i witaj przygodo! Rzeki, jeziora i inne Morza, sadzawki - drżyjcie :biggrin: Pozdrawiam marboru
    1 punkt
  12. Tak mi się też wydaje, bo słyszałem jakieś rżenie w dolinie.:-) Wysłane z mojego V819_3G przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  13. Wokół Zalewu Domaniowskiego Moment dziewiczego rejsu przyszedł szybko. 1 maj - Święto Pracy, więc trzeba było, to uczcić jakąś pożyteczną pracą właśnie. Od rana piękna pogoda, temperatura +21, krótki rękawek, krótkie spodenki - śniadanie, szybkie pakowanie i wyjazd. Ponieważ nie zamieszczałem jeszcze foty, jak całość sprzętu wygląda przygotowana do podróży - popełniam zdjęcie pod domem. Wybór miejsca pierwszego testu na wodzie: Jezioro Domaniowskie, zwane tez Domaniowskim Morzem – sztuczny zbiornik wodny zlokalizowany w dolinie Radomki w województwie mazowieckim, w powiatach przysuskim i radomskim, na terenie gmin Wolanów, Wieniawa i Przytyk. Powstał w latach 1996-2000 w wyniku spiętrzenia wody zaporą betonowo-ziemną zbudowaną w miejscu przewężenia doliny na 40 kilometrze biegu rzeki w rejonie Domaniowa (lewy) i Konar (prawy brzeg). W rejonie tym rzeka przyjmuje swoje główne dopływy i równocześnie wkracza w swym biegu w pradolinę Stadiału Radomki. Długość zalewu wynosi 5 km, szerokość od 0,5 km w rejonie zapory do 2,5 km. Źródło: wikipedia.pl Rozkładanie kajaka - czas jaki uzyskujemy jest o połowę krótszy niż za pierwszym razem - 30 minut. Do pływania po "spokojnej" wodzie mocuję do dna "łodzi" - skeg (kil). Pogoda, widoczki są dzisiaj niesamowite. Pływamy we dwójkę. Na początku pod wiatr, a na zbiorniku jest malutka fala - walczymy i walka wychodzi nam całkiem sprawnie. Kajak jest super sterowny i dosyć szybki jak na pneumatyka. Pływanie sprawia nam olbrzymią frajdę. Przepływamy po skosie na drugi brzeg zbiornika, w poprzek. Tutaj czeka na Nas Expat, który popełnia na nas powyższą fotkę. Piotrek - wypad na rowerze, do nas, nad wodę, 50km - myślę, że to była dla Ciebie piękna przygoda rowerowo - kajakowa? Płyniemy dalej - w stronę Zapory i Pałacu Domaniowskiego (palacdomaniowski.pl). Pojawiają się dosyć mocne szkwały, które wymuszają na nas - wioślarzach nieco wysiłku. Dopływamy do budowli hydrotechnicznej: Odwiedzamy znajdującą się po lewej stronie małą zatoczkę. Wśród drzew mnóstwo, głośnych ptaków (wrony?), które posiadają tutaj liczne gniazda. Ponieważ dzisiaj jest pięknie i wolne od pracy - na i przy zbiorniku duży ruch. Wędkarze, skutery, motorówki z deskarzami wodnymi - nie lubimy takich klimatów. Płyniemy przez całą długość jeziora, by uciec od tego gwaru - w stronę Radomki. Tutaj jest dziko i płytko - ok 50cm głębokości. Są liczne wyspy i spokojnie. Przy jednej z wysepek płoszymy kaczki: Niektóre z nich porośnięte są przez nieliczne drzewa - dostać się do ich wnętrza, przez pas trzcin jest prawie niemożliwe... ...zresztą, po co mielibyśmy tam wpływać? Lepiej nie płoszyć tutejszych domowników a obserwować ich. A jest co. Na licznych wypłyceniach właśnie odbywają tarło Leszcze. Nie wiosłujemy - patrzymy jak trwają gody. Raz po raz ukazują się nam rosłe grzbiety i płetwy dużych ryb. Jesteśmy na rzece. Zerkamy za plecy...a tam w oddali burza, deszcz. Postanawiamy domknąć okrążenie wokół Domaniowa i uciec do auta i do domu. Mija właśnie piąta godzina pływania - jak na początek i test wodny Seawava - jest ok. Szkoda, że nie udało się popłynąć nieco pod prąd Radomką - cóż, będzie pretekst, by przyjechać tu jeszcze raz. Przyroda pokazuje swój ogrom i piękno. Gra świateł jest niesamowita. Docieramy, do miejsca startu, zamykając okrążenie wokół całego Zbiornika, na szczęście przed deszczem. "Superman" dosyć szybko pakuje zabawki... ...i po 15 minutach jesteśmy w nagrzanym od Słońca aucie. Zaczyna padać. Mieliśmy farta. To był super fajny wypad. Test sprzętu przebiegł pomyślnie i już teraz nie mogę się doczekać jak będzie wyglądało pływanie po zbiornikach ze "spokojną" wodą, gdy zakupię i zamontuję do Seawava żagiel, Triborda. Opaleni, zrelaksowani docieramy do domu.
    1 punkt
  14. No właśnie, Jedynym skutkiem (ekologicznym) wprowadzenia "paliw ekologicznych" (alkohol, oleje roślinne) jest radykalne wycinanie lasów tropikalnych. A innym - silny wzrost cen żywności. Wracając do pytania Majora: "... czy jest możliwość wykonania naśnieżania dla Kasprowego bez uszczerbku dla przyrody?" Oczywiście że tak. Wpływ naśnieżania 1 procenta powierzchni doliny na przyrodę jest żaden. Nie minimalny - jest zerowy. Na zaprzyjaźnionym forum narciarskim zrobiłem kiedyś obliczenia hydrologiczne dla Goryczkowe, które to jasno wykazały. A przede wszystkim są badania prowadzone przez kilkadziesiąt lat na terenach, gdzie naśnieżanie obejmowało nie 1% powierzchni dolina a np 10% i nic złego się nie działo. Patrz post Wujota. Tak naprawdę jedyną przyczyną walki przeciwko naśnieżaniu i wyciągom są względy estetyczne. Po prostu podpory, liny, armatki i lance nie komponują się z dziką przyrodą. Jest to niewątpliwie słuszny argument, który należy brać pod uwagę. Ale jest wstydliwie ukrywany i w zamian stosowany jest nieprawdziwy o szkodliwości dla środowiska. A ogólnie o Tatrach: Wprowadzenie wypasu owiec od XV wieku spowodowało ewolucyjną ale radykalną zmianę ekosystemu Tatr. Wycięcie w XIX wieku wszystkich, powtarzam wszystkich lasów w Tatrach (i następnie ich sztuczne zalesienie) było gwałtowną i całkowitą zmianą ekosystemu Tatr. Całkowite wyrzucenie owiec z Tatr w lata 60. XX wieku było znowu gwałtowną i bardzo silną zmianą ekosystemu (Choć moim zdaniem kilkukrotne zmniejszenie ilości owiec było niezbędne). Po tych wszystkich zabawach, które zafundowaliśmy przyrodzie Tatr praktycznie nie ma co tam chronić! :biggrin::biggrin: To oczywiście żart. Przyroda sobie poradziła nawet z tak gwałtownymi ingerencjami. Naśnieżania na Gąsienicowej, Goryczkowej i w Świńskiej nawet nie zauważy. Tadek
    1 punkt
  15. Miejscowe prognozy się spełniły i było super.Po nocnych opadach generalnie miękko pod butem ale widoczność dobra.Jężdziłem od 2600m w górę i w zasadzie było wszystko od czystego nieba po jazdę w delikatnych chmurkach i sporadycznie z bardzo słabą widocznością i pruszącym śniegiem.Rano nie wyglądało to tak sympatycznie bo po wjeżdzie na Schaufeljoch widoczność była zerowa ale już następny zjazd w deikatnym słoneczku.Jako nacji jest nas tutaj chyba najwięcej ,tak że może zostaniemy tu na dłużej i zorganizujemy jakieś referendum na temat przyłączenia jednej tyrolskiej doliny do macierzy?Nie nie obawiajcie się naszych ekologów jak już coś jest wybudowane i działą to może odpuszczą.Na koniec kilka fotek z dziś w kolejności ich powstawania
    1 punkt
  16. W prestiżowych zawodach juniorów młodszych w Abetone slalom wygrał chłopak z moich okolic,Szymon Bębenek,pierwszy raz od triumfu Kaczmarka w 1997. Pytanie,co będzie,gdy na przyszły rok przejdzie do juniorów,ale jak się widzi,jak jeździ slalom...
    1 punkt
  17. Temat powrócił za sprawą użytkownika HenrykFord ze skiforum. Jak to czytałem to jeszcze bardziej żałuję, że nie poznałem tego nietuzinkowego człowieka. Pozwalam sobie tu wkleić cały post: ŚLADEM CZŁOWIEKA. Osiedlowy trener GW Kraków nr 0, wydanie z dnia 21/08/1996 Sposób na ośmiu kółkach Pan to taki duży harcerz - mówią o nim ludzie. Niektórzy, widząc jak jeździ na rollerach, śmieją się: "taki stary i taki głupi". Jerzy Dzięcielak - z zawodu żołnierz, pracował jako wykładowca w szkole oficerskiej, od kilku lat na emeryturze. Ma swój własny sposób na życie. - Na własnoręcznie wykonanych łyżworolkach jeździłem już w latach sześćdziesiątych. Były ciężkie, niewygodne, ale nie było wtedy dobrego sprzętu. Pewnie dlatego sport ten nie zdobył sobie wtedy popularności - wspomina pan Jurek. Przestrzeń dla rollerów Kiedy zapanowała moda na rollery, Jerzy Dzięcielak wyciągnął z szafy swoje stare, wielokrotnie przerabiane wrotki. W końcu jednak kupił nowe - rollery z prawdziwego zdarzenia. Najpierw jeździł sam. - Jak zobaczyłem z okna jeżdżących chłopaków, to zaraz do nich pobiegłem. Chciałem im pomóc. Miałem doświadczenie w jeździe na nartach biegowych. To bardzo podobna technika. - A potem to już sami zaczęliśmy szukać pana Jurka - przekrzykują się chłopcy. Stłoczeni w samochodzie pana Dzięcielaka wracamy z rampy przy krakowskim Domu Harcerza. Codziennie przyjeżdżają tu rowerzyści, deskorolkowcy, wrotkarze, rollerowcy i dzieciaki, które po prostu chcą pobiegać i pobawić się. To jedno z niewielu miejsc, gdzie dzieci mają swobodę, w pobliżu nie pędzą autobusy i samochody, a mieszkańcom nie przeszkadzają hałasy. Pan Jurek odkrył Dom Harcerza dwa lata temu i od tej pory przywozi tu "swoich" chłopców. Często jeżdżą też na Rynek i pod hotel "Forum". - Szkoda, że mój samochód jest taki mały i nie mogę zabierać z sobą więcej dzieci - narzeka Dzięcielak. Od kiedy zajął się pracą z dzieciakami, poświęca temu zajęciu pół dnia. I ma co robić! W wakacje przyjeżdża do niego około pięćdziesięcioro młodych zapaleńców. Siedzi z nimi, naprawia sprzęt, uczy tego wszystkiego, co sam wie na temat rollerów. Zakręcić się w powietrzu Jeszcze niedawno marzył o tym, żeby wykonać każdą opanowaną figurę z podwójnym obrotem. Dotąd umiał zakręcić się w powietrzu tylko raz. - Ludzie mówią, że pewne rzeczy są niemożliwe, a mnie najbardziej ciągnie właśnie to, co jest niemożliwe. Jeśli mi coś nie wychodzi, to jeszcze bardziej się zacietrzewiam - tłumaczy. Teraz już prawie zawsze udaje mu się wykonać w powietrzu podwójny obrót. Zawsze bardzo lubił sport i poświęcał mu dużo czasu. Najpierw uczył narciarstwa swoją córkę. Kiedy, mimo licznych sukcesów, porzuciła sport, poszukał nowych uczniów. Lubi pracować z dziećmi, dzięki nim czuje się młodziej. Na temat rollerów stara się zdobyć maksimum wiedzy teoretycznej, czyta książki, ogląda kasety wideo, analizuje każdy ruch zawodników. Śmieje się, że każe chłopakom uczyć się wzorów fizycznych. Osiedlowe slalomy - Wszyscy bardzo go lubimy. To niesamowity człowiek. Poświęca naszym dzieciom czas i nawet pieniądze, bo przecież ciągle wozi je samochodem za darmo - opowiada Aleksandra Chojnacka, mama Roberta. - Kiedy mój syn zaczynał jeździć na rolkach, bałam się o niego. Poszłam wtedy po radę do pana Jurka. I teraz już się nie boję, bo wiem, że syn ma dobrego opiekuna. Osiedle na Woli Duchackiej tętni życiem, mimo że jest już ciemno. Kiedy podjeżdżamy pod blok, kilka dziewcząt na rollerach chwyta się za tył samochodu, a pan Dzięcielak powolutku jedzie. Kilkanaścioro dzieci sunie po asfalcie. - To jedyne miejsce na naszym osiedlu zdatne do jazdy - mówi pan Jurek, wskazując palcem na drogę wewnętrzną. - Ci, którzy nas znają, nie rozpędzają się tutaj, ale niektórzy jadą tędy po raz pierwszy, na nich trzeba uważać. Jak dotąd nie było żadnych wypadków. Ci mieszkańcy, którzy znają Dzięcielaka, darzą go sympatią, inni śmieją się z 57-letniego faceta, który z gromadą dzieci pędzi na rollerach. Tylko jednej pani przeszkadzają rollerowcy, otwiera okno i krzyczy: - Wy górole! Czasem wieczorem, kiedy nikt nie widzi, mamy zabierają rolki swoich pociech i same próbują jeździć, niektóre już rozumieją zapał pana Jurka. Każdy ma swój sposób na życie Pierwszy raz rozmawiałam z panem Dzięcielakiem jesienią ubiegłego roku. Kiedy po długiej zimie dzwonię do niego do domu, stwierdzam, że niewiele się zmieniło: odbiera żona i mówi: "Męża nie ma, on teraz siedzi z dzieciakami na podwórku". Zajmuje się teraz młodszymi dziećmi. - Bo te starsze - stwierdza z żalem - chodzą, a właściwie jeżdżą swoimi drogami. Nie czekają już na samochód, ale wsiadają w autobus i pędzą na rampę. Czasem przychodzą do "trenera" po radę albo pochwalić się, co nowego potrafią. Ostatnio zbudowali na osiedlu własną skocznię i zaprosili na nią pana Dzięcielaka. Pan Jerzy nie narzeka, kiedy na podwórzu dzieciaki pytają go, czy będzie je uczył jeździć. Smutno mu tylko, że teraz to już coraz mniej dzieci będzie przyjeżdżać, bo powstają kluby, które mają sponsorów, a on nie może tego samego zaproponować małym rollerowcom. Piruet z pchłami - Robię to, co inni ludzie. Staram się zagospodarować swój wolny czas. Całe nieszczęście polega na tym, że polubiłem taki sport, który uprawiają głównie dzieci - śmieje się Dzięcielak. - Przyzwyczaiłem się do tego, że ludzie się ze mnie śmieją. To mi nie przeszkadza. Każdy ma swój sposób na życie. Kiedy szedłem na emeryturę, zastanawiałem się, co będę robić. Obudziłem się na drugi dzień rano i zapomniałem o mojej dotychczasowej pracy. Zacząłem po prostu żyć od nowa. Katarzyna Śliwińsk KR-DLO Niesamowity gość. Pozdrawiam
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...