Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
10.06.2014 - 10.06.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.06.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
Cześć Stary nie traktuj mnie jak kretyna. Co to zmienia?? To tak jak w dyskusji o nartach i kaskach, skupianie się na skutkach a nie przyczynach. Dla mnie identyczną wysoce negatywna ocenę budzi szalona, niebezpieczna jazda jak i wymuszenie pierwszeństwa przy prędkości prawie zerowej.... na skuterze na przykład. Ostatnio pomagałem udzielać pomocy takiemu chłopcu, któremu gość wyjechał pod koła z bocznej ulicy. Chłopak był chyba tylko lekko połamany a sprawca tłumaczył, że on obserwuje samochody a takie małe pojazdy, jeszcze z nieletnimi w ogóle nie powinny jeździć po drogach. To jest taki sam bandyta jak ten który jedzie szaleńczo niebezpiecznie. Tak samo jak na nartach chodzi o to aby do wypadku nie doszło a nie żeby doszło do mniejszego. Tak ja to widzę. Co do szybkości jazdy to uczyniono z niej żelazny temat i każdy kto jedzie szybciej jest uważany za przestępcę a jest to bzdura. Można jechać i 250 km/h tylko trzeba wiedzieć gdzie, kiedy i czym. Mysiek nie używam emotikonów nie dlatego, że uważam się za niezwykle inteligentnego ale dlatego, że nie chcę obrazić intelektu interlokutorów. Pozdrowienai3 punkty
-
Chyba Chris_M mijasz się z prawdą. http://dlakierowcow.policja.pl/dk/statystyka/47493,dok.html Na przykład rok 2013 - strona 24. Pozdrawiam2 punkty
-
Mordercy na drodze Mi to sie nawet podoba bo pokazuje jak działa państwo. Ono nie działa w wielu innych dziedzinach oczywiście ale te inne dziedziny sa mało nośne.2 punkty
-
To może dołożę trochę oliwy i podrzucę artykuł (wprawdzie już kilkuletni ale nadal chyba jednak aktualny) z czarnymi statystykami z pierwszej ręki bo od lekarza pogotowia. LINK Ludzie (nie będę ograniczał się tylko do Kobiet tak jak robi to autor artykułu) po oglądnięciu takiego pokazu z ulic będą jeszcze bardziej przekonani, że oni wypadku spowodować nie mogą bo przecież nie przejeżdżają na ciągłej, bo nie przejeżdżają na czerwonym, bo nie latają 200+km/h po mieście etc. a przekonanie, że przecież oni wypadku spowodować nie mogą bo nie jeżdżą "jak ten wariat z telewizji" to chyba najgorsza rzecz jaka tylko może się przydarzyć. Dlatego podpisuje się ręcoma i nogą pod tym o czym pisze Mitek. ps. to tak ku przestrodze żebyśmy nie zatracili się w swojej pewności siebie ;-)2 punkty
-
Osobiście mam w du..ie że ktoś się zagapił!!! Byłem poszkodowany w takim wypadku, miesiąc leżałem w szpitalu do operacji bo nie było możliwości zszycia!!! To niczego nie usprawiedliwia. Skora ja mogę jechać i myśleć to dlaczego ktoś inny nie może?2 punkty
-
2 punkty
-
Cześć To jest absolutna bzdura właśnie. Przyczyna jeżeli już jest związana z prędkością to jest nią niedostosowanie prędkości do warunków i sytuacji a nie prędkość sama w sobie. Wyciągnięty przez Ciebie wniosek związany z pora roku jest absurdalny. Równie dobrze mógłbym napisać: najmniej wypadków jest w lutym bo to najkrótszy miesiąc. Na statystyki ma to wpływ oczywiście ale nie o to chodzi. Tutaj nie ma: Własnego zdania w temacie tylko są obiektywne fakty - wystarczy je zrozumieć. Co do dotkliwych kar to zgadzam się w zupełności. Wykroczenie powinno być karane z cała surowością i nieuchronnością kary. Jedyna droga. Pozdrowienia Cześć Robi się ciasno i nerwowo bo wyjeżdżają na nie ludzie, którzy nie maja pojęcia o jeździe samochodem. To tak jak z nartami - nie jadę bo są muldy, śnieg spadł itd. Pamiętam kiedyś w piśmie MOTOR przeczytałem artykuł w któyrm czytelnicy wypowiadali się na temat samochodów, którymi jeżdżą, oceniali je, klasyfikowali itd. Do łez doprowadził mnie akapit w którym ze znawstwem o swoim samochodzie wypowiadał się gość, który nim przejeździł 8000 km przez dwa i pół roku.... Co On może na temat jazdy samochodem wiedzieć i po co to drukować?? Krótko - wtedy właśnie na drogę wyjeżdża wielu niedoświadczonych kierowców, którzy powodują wypadki bo nie mają pojęcia jak się zachować na drodze, nie mają odruchów, nie są odpowiednio edukowani bo sami jazdę samochodem traktują po łebkach - tak jak Ci co powodują wypadki na nartach - mechanizm identyczny. Pozdro A tu już mamy do czynienia z charakterystyczna dla Ciebie nadinterpretacja faktów i budowaniem teoryjek. Być może ten kierowca jest również "Żydem, Niemcem i Pedałem" - parafrazując znany - i skądinąd znakomity skecz. Pozdro1 punkt
-
Przeca trza drugą ręką kogutem błyskać... : W sumie ten dokument powinien być lekturą obowiązkową dla kandydatów na kierowców i do tego egzamin z jego czytania ze zrozumieniem.1 punkt
-
Jaja... no tak, ale chyba juz nic wiecej, szczegolnie w głowie a i te jakies dziwne... z komentarza niżej: >>należy mu się po prostu porządny wp...l a robi sie z niego kolejnego "celebrytę", chore te czasy i chory ten kraj.<< PozdrawiamM1 punkt
-
1 punkt
-
Ano właśnie. Nikt mi nie kazał! Jedzie jedyna ciężarówka prawym pasem, ja posuwam nową autostradą w kierunku Splitu, a tu nagle.... Po tym zdarzeniu to patrzę co i jak przewożą samochody. I powiem Ci publicznie, przerażają mnie te z balami drewna.:smile:1 punkt
-
Chodziło mi o to, że niezależnie jak dobrze się oceniamy, to błąd może nam się zdarzyć. A im bardziej jedziemy "na krawędzi", tym skutki naszego błędu są gorsze. Tu się nie zgodzimy- dla mnie nadmierna prędkość jest główną przyczyną wszelkich tragicznie (czyli śmiertelnych czy też zakończonych ciężkimi uszkodzeniami ciała) wypadków. Ale chyba nie rozmawiamy tu o stłuczkach parkingowych? A jeśli nie jest przyczyną (choć ciężko mi to sobie wyobrazić), to powoduje gorsze skutki. Nie sprowadzaj do absurdu zdania, z którym się nie zgadasz. Tłok na drogach mamy coraz większy i moim zdaniem najlepszym sposobem uniknięcia wypadku jest jazda w sposób przewidywalny. Przewidywalny- czyli zgodnie z przepisami (święty nie jestem, więc nie potępiam kogoś kto ma 60 na blacie poza centrum, przy ograniczeniu do 50 ). Jak ktoś wyjeżdża z podporządkowanej na drogę, gdzie jest dozwolone 50km/h, to może nawet nie mieć szansy zauważenia kogoś, kto w tym miejscu leci 100km/h. I tak samo- jadąc zgodnie z ograniczeniem prędkości mamy o wiele więcej czasu na zareagowanie na swój, czy też kogoś innego, błąd. Na szczęście wszystko idzie w kierunku wyeliminowania najbardziej zawodnego elementu w samochodzie Pozdr Marcin1 punkt
-
hmmm.... ale to nie policja stanowi prawo w naszym kraju (i bardzo dobrze) i trudno wymagać od niej by stosowała coś wiecej niz jej wolno. Wyobrażasz sobię tą nagonkę na policajów gdyby zrobili temu idiocie coś więcej? Inna sprawa ile POWINNO jej byc wolno, bo stan obecnej bezradnosci to faktycznie żenada i skandal. Jeśli jest to kompromitacja (a jest) to prawa i wymiaru sprawiedliwości. PozdrawiamM1 punkt
-
Cześć Dla mnie ważny jest skutek. Powiedzmy, że nieuwaga i szaleństwo skutkują śmiercią, powiedzmy mojej córki - albo Twojej - to jaki sens ma dla nas rozpatrywanie przyczyn. Nie wiem czy w takim wypadku wystarczyłoby Ci, że nie chciał - tylko się zapatrzył. Tamten przecież tak samo nie chciał - tylko chciał się zabawić. I w jednym i drugim przypadku skutek jest identyczny niestety. Od zawsze piszę, ze na nartach nie ma miejsca na nieuwagę, na drodze również! Nie wdaję się w analizy prawne tylko w kwestię związana ze skutkiem zdarzenia. Pozdrowienia1 punkt
-
Mitek i tak i nie. Skutki są te same ale ich geneza zupełnie inna. Czym innym jest nieuwaga (np. chwilowe rozkojarzenie) a czym innym świadome stwarzanie zagrożenia. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora. Pozdrawiam1 punkt
-
Jednakowoż, Mitku, człowiek z twojego przykładu nie będzie wrzucał ze zdarzenia filmu na YT i nie znajdzie się wiele ludzi, których to będzie fascynować potrąceniem małolata na skuterze. W przypadku zaś rajdów po drogach publicznych jest wręcz odwrotnie- wielu domorosłych rajdowców będzie chciało robić to samo. Czyli mamy z jednej strony do czynienia z głupotą ("a takie małe pojazdy, jeszcze z nieletnimi w ogóle nie powinny jeździć po drogach") a z drugiej strony z głupotą tworzącą spiralę głupoty ("wrzucę film z mojej głupoty na YT żeby się dowartościować i żeby podobni mnie idioci mieli się czym jarać"). Pozdr Marcin PS: No i oczywiście, jeśli taki rajdowiec nie zauważy małolata na skuterze, to skutki dla tego małolata będą o wiele gorsze, zgodnie z wzorem podanym przez łokcia.1 punkt
-
1 punkt
-
E tam.... to jest lepsze: tu juz na pewno zaangażowani sa terrorysci lub służby specjalne obcego mocarstwa.... PozdrawiamM1 punkt
-
Miałem nie pisać ani słowa, ale rozwijająca się dyskusja sprowokowała mnie. Ostatnio naczelny nadpolicjant i naczelny policjant, z własnej woli lub na zlecenie władców, prowadzą akcję o "zerze tolerancji". Jednym z elementów "wzmacniających" akcję jest filmik w necie. Cóż, propaganda zawsze była ważna. Wszyscy o nim dyskutują. No i o to chodziło! A czy Wam nie wydaje się że film mógł powstać na zamówienie? Zwróćcie uwagę na przejazd "pirata" dołem wiaduktu, koło policji, niby przybyłej na miejsce stłuczki. Sądzę, że oni tam zabezpieczali trasę przejazdu "pirata". Wyszło jak wyszło. Życie mówi ,że zawsze picerstwo i niechlujstwo musi jakoś się ujawnić. Czyżbym się mylił? Jeśli tak, to bijcie pianę razem z TVN, Polsatem, TVP. W zamian dostaniecie wyższe kary a nadpolicjant i naczelny policjant nagrody. Tak się składa, że psu, nawet mimo szkoleń, trudno ukryć emocje. Mimowolnie macha ogonem.1 punkt
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część V. Robi się tłoczno, a my nie lubując się w tłoku i hałasie mocniej uderzamy wiosłami by oddalić się od poniższej kampanii. Mijamy całe towarzystwo dopiero za Białą Górą, gdzie można podziwiać niezwykle malowniczą skarpę. Płyniemy, oglądamy się za siebie i nic. Nie widać towarzyszy podróży. Nawet kolejne plażowanie i kąpiele nie powodują spotkania z „naszymi”. Bar kajakowy korci, by jeszcze chwilę poczekać, ale brak kasy na wierzchu powoduje, że płyniemy dalej. Jesteśmy już prawie w Warce. Przestajemy wiosłować i łapiemy wzrokiem ostatnie chwile spływu. Mijamy most kolejowy na drodze Warszawa – Radom. Pod nim starannie wykonane graffiti. Nim dobijemy do brzegu, patrzymy dalej… …odcinka Pilicy: Warka – do ujścia nie płynęliśmy, więc żegnając się wzrokiem z rzeką, obiecujemy sobie niebawem tu powrócić. Kończymy spływ…a z wioseł strzepujemy ostatnie krople wody: Na brzegu komercyjny rwetes, a Kolega Ropuch śpi sobie w ten piękny dzień odpoczywając w cieniu. Sprzęt nieśpiesznie składamy na kawałku trawnika przy boisku do siatkówki plażowej. Chłopaki idą do miasteczka kupić coś do picia – zapasy skończyły się szybko. Co chwila patrzę na brzeg, czy nie widać pozostałej ekipy. Wypatrujemy kajakarskich żeglarzy – tylko ich. Szkoda. Szkoda, że nie dane było nam na koniec przybić jeszcze raz piątki ze wszystkimi. …może to znak, że nie warto było się żegnać na długo, a niebawem kolejna przygoda skrzyżuje nasze drogi? Krótkie, serdeczne pożegnanie z Ropuszkiem i Batyaki… …wsiadamy za kółko i powrót na początek spływu do Odżywołu, po drugie auto. Dopiero „na powrocie” było nam dane docenić i popatrzeć, na to urokliwe miasteczko, które było początkiem naszego dwudniowego spływu. Fontanna: Kościółek: Drzewiczka i Pilica, dwa dni super wypoczynku i nowych doświadczeń. Ok 80km płynięcia i przygody. Wrócimy na pewno – i na Drzewiczkę, fragment od Drzewicy do Odżywołu, i na Pilicę: Warka – Wisła. Już się nie mogę doczekać. pozdrawiam marboru1 punkt
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część IV. Zakładam skeg i wyruszamy w ślad za Ropuchem, który schodzi pierwszy na wodę. Wiosłowanie, płynięcie zdecydowanie zmienia swoje oblicze. Kajak niesiony siłą dwóch „rockersów” jest super sterowny. Od samego rana, piękne okoliczności przyrody. Szybko robi się nieznośnie upalnie. Za pierwszym mostem, na plaży robimy pierwszy postój. Chłopaki chłodzą się kąpielą, a ja cykam kilka fotek. Dobre światło pozwala wydobyć na fotografii robionej zwykłym, małym aparatem głębię zieleni. To co mi się bardzo podoba na Pilicy, to to, że na brzegach, co jakiś czas, występują bardzo dobrze opisane tablice wraz z podstawowymi informacjami o szlaku wodnym. Odpływamy… …a tuż za nami „Batyaki” podpływają do tego samego miejsca. Żagiel, jego konstrukcja – to, jak cały kajak, z tym wygląda na wodzie? Rewelacja! Lewa, prawa, lewa, prawa…czas mija szybko. Okolica coraz bardziej urozmaicona. Przed Białobrzegami i starym mostem na drodze krajowej numer 7, pojawiają się malownicze, niedostępne wyspy. Nurt niesie nas dosyć szybko, pojawiają się „komercyjne” spływy i kajaki. Co jakiś czas wyprzedzamy któryś z nich. Upał zachęca do ochłodzenia w wodzie… …zatrzymujemy się na niewielkiej, piaszczystej wysepce na posiłek, kąpiel z nadzieją, że być może reszta ekipy nas dojdzie. Autor niniejszej relacji: Do wczorajszego dnia nie wiedziałem, że Bociany potrafią nurkować… …a wiadomo, jak Bocian się relaksuje, to po wodzie pływa Ropuch: Niedoczekawszy się na horyzoncie znajomych kształtów pływadeł ruszyliśmy w dalszą podróż. Pogaduchy z Ropuchem, wskazówki co do pływania – dla nas mało doświadczonych stają się bardzo cenne i motywujące do pracy nad techniką wiosłowania.1 punkt
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część III. W Porcie „straciliśmy” jednego z płynących… …zyskaliśmy drugiego, „Ropucha”, długola. Robi się coraz później, a my nie znajdujemy nic ciekawego na brzegu, co mogłoby być naszą ostoją na noc. Dopływamy do Przybyszewa, mijamy malownicze okolice rozglądając się usilnie po brzegach. Wreszcie się udaje. Mamy łąkę, wygodne miejsce do wodowania sprzętu, oraz płaską łąkę. Namioty rosną szybko jak grzyby po deszczu. Nasza załoga męczy się i szarpie z namiotem od lat nieużywanym, pompuje „starożytny” podwójny materac, wypakowuje się na noc. Komary utrudniają wszystkie te czynności… …nawet się nie spostrzegliśmy jak powstała Baza Eltecha. Nie dosyć, że szybko rozniecił ognisko, po ludziach, którzy, pewnie tuż przed nami opuścili to miejsce – postawił trójnoga z kociołkiem, zrobił surviwalowy leżak, swój namiot…naciął drzewa to jeszcze zrobił popis kulinarny rodem z programu MasterSzef. Kiełbaski, jedzonko, piwo i niesamowici ludzie. Rozmowy, gwiazdy i smak biwakowego życia – coś cudownego. O świcie wstaję jako pierwszy. Nasz obóz śpi… Udaję się na spacer i sesję foto. Ptaki śpiewają a widoki są niesamowite. Trafiam na urocze starorzecze, słucham ptaków i patrzę jak opadają poranne mgły. Wracam do biwaku gdzie zaczyna się powoli budzić cała ekipa. Sprzątaniem i suszenie na mazowieckiej łące. Resztki po wieczerzy: Kociołek: Frytki pozostały na śniadanie… …żałuję, że nie było mi dane zakosztować. Dwa dmuchańce, w tym mój opuszczają „bazę” znacznie wcześniej z obawy na tempo płynięcia. Leżak Lecha: Poranna krzątanina… …a później „walka” ze stadem krów i koni. Bitwa wygrana, głównie za sprawą Czołga – nie mylić z organizatorem.1 punkt
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część II. Dopływamy do drogi i jakiejś miejscowości. Oddajemy kolejne pokłony, wszyscy jak jeden mąż, uważając, by nie poobijać głów o metalową kładkę dla pieszych. Następna kładka tuż przed krótkim łąkowym fragmentem. Tą nazwałem „Makową”: Zbliżamy się do końca tutejszej rzeczki. W ujściowym fragmencie, nurt dzieli się na dwa. Zmyleni opisami internetowymi – wybieramy stronę prawą…baranią… No i po chwili spływ zalicza postój. Elektrownia wodna, bez możliwości wodowania sprzętu na drugiej stronie. Mamy do wyboru – bądź przenoska ok 400m, lub powrót, pod prąd i lewa strona nurtu wraz z przenoską przy jazie. Wracamy kilkaset metrów pstrągiem. Ekipa odbija od brzegu: Cóż…barany na brzegu ostrzegały, ostrzegały… A my? No… meczeliśmy, meczeliśmy… Przy przenosce nie tylko czarna wełna, ale również inne okoliczności przyrody. Piękny, nie bojący się kajakarzy, konik. Jaz lewego rozgałęzienia Drzewiczki jest absolutnie niespływalny. Kończymy zwałkową, usłaną atakującymi gałęziami, konarami drzew Drzewiczkę – w sumie nazwa rzeki zobowiązuje. Dostaliśmy w kość przez ok 17km. Kajaki pneumatyczne, sztywne, kanu – wszyscy dali radę, choć nie wszystkim przypadło do gustu drapanie po plecach przez tutejszą przyrodę. Nurty obydwóch rzek, będących celami naszej wyprawy łączą się na wysokości Nowego Miasta nad Pilicą. Zmieniają się warunki płynięcia. Jest znacznie szerzej, spokojniej i bez przeszkód. Po sporym wysiłku fizycznym, teraz można sobie trochę odpocząć podziwiając jakże inny krajobraz. Niewielki, zielony, nowy mostek na Pilicy. Kolory… Słońce coraz niżej, a my wiosłujemy do „Portu Ulaski” po sprzęt biwakowy oraz na chwilę przerwy. Krajobraz na tym fragmencie rzeki – jak na Mazurach. Most tuż przed: Kilkunastu kilometrowy fragment Pilicy mamy zaliczony. Strudzeni, ale zadowoleni odwiedzamy Wanienkowy „kawałek nieba”. Przed naszą imprezą Gospodarz obiecał, że ostatni na pomoście otrzyma nagrodę niespodziankę w postaci cd ze świetną muzyką… …otrzymuję, tak jak zresztą przypuszczałem nagrodę. Hura! Jestem ostatni, który stawia nogi na „redzie” tutejszego portu. Cóż – wiosłowanie w kajaku pneumatycznymbez skega potrafi mieć pozytywne aspekty. Ponieważ wiemy, że jesteśmy ogonami spływu, szybko z Kolegą Bocianem pakujemy Seawava i wypływamy przed całą grupą. Machamy na pożegnanie Wanience i jego drugiej Połówce. Dziękujemy za gościnę, dziękuję za nagrodę. Mam nadzieję, że niebawem, ponownie, spotkamy się na szlaku. Nabijamy kilometraż, by w drugim dniu spływu było łatwiej, przyjemniej i krócej. Płyniemy, płyniemy…a Słońce powoli zachodzi oświetlając nasz ślad na wodzie.1 punkt
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część I. Weekend upłynął mi wiosłem… …poniżej relacja z 80km spływu kajakowego Drzewiczką (Odżywół) – Pilicą (Warka). Dzięki naszemu narciarskiemu forum poznałem wielu super znajomych…podobnie stało się dzięki innemu (mam nadzieję, że JC nie będzie „zazdrosny”) – Forum Wodnemu. Ludzie na poziomie, super mili, uczynni i ciekawi. Zarażeni swoją pasją i pozytywnym stylem życia. Dzięki nim przeżyłem super przygodę – za co już podziękowałem. A było, to tak: Decyzja o dwudniowym spływie z Forum Wodnym zapadła po domowych negocjacjach. Telefon do Kolegi Bociana, pytanie: czy ma sprzęt biwakowy, wolny weekend oraz chęci? …i już pędzimy na miejsce zbiórki – do Warki. W sobotę rano jesteśmy nad brzegiem Pilicy. Tutaj się poznajemy. Jest Czołg, Batyak z drugą połówką, Qbowy, dwóch Eltechów, Ted oraz Pointer – Marek przybył razem z nami, po przepakowaniu aut w Radomiu. Organizator, którego wszyscy do końca spływu poszukiwali,skombinował transport na punkt startu dla większości z nas. Do końca nie wiadomo co się z nim stało tak naprawdę i czy w ogóle był? A może jednak go nie było, a był forumowy spontan? Szybkie przepakowanie – i podróż do „Portu Ulaski”. Tutaj dołączają do Ekipy: Wanienka i Ropuch. Zostawiamy sprzęt biwakowy, by nam nie zawadzał na zwałkowej Drzewiczce – gnamy do Odżywołu, szykujemy sprzęt i zaczynamy naszą wodną podróż. Już na samym początku mamy zwałkę. Dzielnie walczy Wanienka z drzewem a później idzie lightowo – Eltech niczym Rambo podnosi drzewo i przepływamy wszyscy przez przeszkodę. Pogoda cud, miód, marzenie. Świeci słoneczko, humory dopisują. Po kolejnej przeszkodzie w postaci drzewa płyniemy przez niewielki mostek i bystrze. Rzeka jest tutaj niezwykle urokliwa… …i niebezpieczna. Za jednym z zakrętów, nurt niespodziewanie przyśpiesza, na dnie prawdopodobnie jakaś przeszkoda, dodatkowo grube pniaki w poprzek robią swoje. Kabinę zalicza Kanu. Chłopaki lądują w wodzie. Młody Eltech wychodzi bez szwanku, starszy – kosztuje w ten upalny dzień co nieco wody prosto z rzeki. Całe szczęście tylko dla ochłody. Nic groźnego nikomu się nie stało. Załoga kanu szybko się zbiera, ogarnia łódkę, pakuje wyjęte z wody pogubione fanty i z niefortunnej przeszkody… …kontynuuje płynięcie. Ta kąpiel, na początku dnia, powoduje w całej „ekipie” większe skupienie w trakcie dalszego pływania. Kolejna zwałka i wygibasy Czołga. Jak prawdziwy sztukmistrz, z humorem, nie wypuszczając z ust p… …pokonuje niczym łódź podwodna, chowająca kiosk pod wodę w czasie zanurzenia, zwisający nad wodą pniak. Teraz na szlaku mamy chwilę spokoju. Mijamy malownicze zabudowania, pokonujemy niezwykle urokliwy zakręt, „łokieć”. Dopływamy do kładki zawieszonej tuż nad wodą. Ted górą pokonuje przeszkodę przenosząc swój pneumatyczny kajak, reszta odnajduje wąskie przejście po lewej stronie. Po wstępnych „wygibusach”, przy przenosce, pozwalamy sobie zjeść drugie śniadanie. Zatankowani w kalorie, kończymy przerwę i zaczynamy od kolejnych przeszkód – powalonych konarów drzewa, oraz zniszczonej kładki, nad którą, nad głowami zwisa jakiś kabel, drut. Meandrujemy, a na brzegu pojawiają się tajemnicze budowle tubylców. Czyżby jakieś miejsce kultu? Odcinek Drzewiczki:Odżywół – Nowe Miasto nad Pilicą wbrew pozorom nie jest łatwy. Rzeka kręci, a przeszkód co niemiara. Ted kombinuje, co z tym „fantem” zrobić? Organizatora spływu nikt nie widział…ale, kąpiel na zwałce tak… Załoga Seawava, bez założonego skega męczy się na kolejnych zakrętach. Mimo problemów ze sterownością, jest czas na dokumentację zdjęciową…a szlak pokazuje nam, jak potrafi być pięknie na Mazowszu.1 punkt
-
Kolejny raz trafił mi się samotny rowerowy powrót do domu.... panie pozostały w gorach, ale 'ktoś musi pracować by byczyc mogł sie ktoś'.....:happy:Skorzystałem wieć z kolejnej okazji pozwiedzania pasma Czantorii - ale niejako od kuchni , czyli od strony Trzyńca i Nydka, moich ulubionych rowerowo okolic. Tym razem padło na gorę Ostry - sąsiada Małej Czantorii. Niby niepozorna.... ale jak sie okazało całkiem, całkiem.... Początek tradycyjny - wspinaczka z Ustronia na przełęcz pod Tułem - kilka km pod gore. Pod drodze łąki z wysokimi trawami lasy, i wygodna najpierw asfaltowa, potem szutrowa droga... i na końcu rozległy widok na Zaolzie. Widac też dzisiajszy cel - Ostry. By tam sie dostać trzeba gdzieś przejechac granice do CZ. Można prostą drózką w kierunku Nydka, ale tam niedawno juz byłem. By nie powtarzać - spróbuję od strony leśniczówki w Lesznej... tym bardziej, że mapa krakowskiego Compassu wskazuje że przez granice prowadzi tam utwardzona scieżka. Wiec próbujemy... najpierw trochę w dół, a potem szukam tej śieżki. Po chwili gps wskazuje że to ona..... :smile: Z tym że utwardzenie okazuje się 'drobną' przesadą, tym bardziej że za chwile czeka mnie jej ciąg dalszy.... Gdzieś tu powinna być granica.... na razie raczej resztki jakiejś przecinki poprzedzielane odcinkami podsychających torfowisk porośnietych tatarakiem.... nieco błądzę... szukam, gdzieś tu musi być! Alternatywą jest przedzieranie sie z rowerem przez zarośla a to mało mi się uśmiecha....W końcu jest i granica: i JEST też ciąg dalszy 'utwardzonej ściezki'... :laughing: Zaraz obok płynie strumyk i w ciekawy, niezauważalnie w wysokich trawach sposób, kilka razy zamienia się ze scieżką miejscami. Dowiaduję się o tym gdy coś mokrego wlewa mi się do buta....:smile: próbuję jechać, ale na wąskich oponach to beznadziejna sprawa, szybko sie poddaję...Po chwil i słychać szczekanie - i wracamy do cywilizacji. Z grubsza oskrobuję z błota rejon hamulców.... i w drogę. Tym razem poł godziny podjazdu - solidne 7-13 st jak pokazuje elekronika.... za to po fajnej nawierzchni. Udaje mi się nie umrzeć przez końcem góry, w nagrodę dostaję 7 km w dół do Vendryny i Trzyńca..... REWELACJA.Reszta to juz dość nudna siłownia na świeżym powietrzu z nawiewem, czyli przejazd szosowy do Rybnika przez Cieszyn, Frysztad, Jastrzebie. Przy południowym wietrze szybko ubywa km. Z CZ do PL wracam znacznie bardziej zadbanym 'przejściem granicznym'... :laughing: (to okolice Skrbeńska koło Godowa). Polecam wszystkim te okolice, tym bardziej, że wiekszość je 'zna' oglądając z okna samochodu, w czasie jazdy z Cieszyna w kierunku Jabłonkowa...1 punkt
-
Kusiło, i pojechałem. Do Kazimierza Dolnego mam około 100km. Start był o godz. 8. Zakładany plan, jedziemy do Iłży, potem Ciepielów, Janowiec, prom do Kazimierza i kwatera. Plan został zrealizowany, o 15 meldujemy się na kwaterze. W sobotę z rana było trochę zimno i była mgła, która zanikła juz w Iłży. Dalej jazda odbywała się beż żadnych kłopotów, poza jedną złapaną gumą. Pogoda wspaniała. Ekipa liczyła 11 rowerzystów plus wóz techniczny ( Lublin) z kierowcą. Zaliczyliśmy Kazimierz, spotkaliśmy ekipę radia RMF, które właśnie nadawało z rynku w Kazimierzu, pogościliśmy się na kwaterze i w knajpach, no i poszliśmy spać. Rano przystąpilismy do realizacji planu "powrót". Tym razem droga wiodła z Kazimierza wzdłuż Wisły do promu koło Solca n.Wisłą, dalej Lipsko, Iłża i dom. Było niesamowicie gorąco.Plan drugiego dnia został zrealizowany, czego potwierdzeniem jest to, że piszę relację. Zdjęcia i filmiki nie oddadzą tego co widzieliśmy i przeżyliśmy. Trzeba sie przełamać i samemu spróbować. Mogę Was zapewnić, że widoki na trasie sa wspaniałe. Nawet nie wyobrażacie sobie ile wspaniałych miejsc może być na takiej 100 kilometrowej trasie. Polecam każdemu.Następny wyjazd- sierpień, Żegiestów. A co, można jeżdzić tam zimą? Mozna i latem!1. Stąd był wyjazd. Poznajecie co to za góra w oddali?2. Ekipa na rynku w Ciepielowie3. Prom w Janowcu4. rynek w Kazimierzu Dolnym5. Prom koło Solca n. Wisłą1 punkt
-
1 punkt







