Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
19.05.2015 - 19.05.2015
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.05.2015 uwzględniając wszystkie działy
-
Ja to mam nieźle zakręconych na punkcie skiturów kumpli :stupid:Byłem przekonany , że to już koniec sezonu , ale środowy telefon od Marcina postawił mnie w stan gotowości bojowej :smile: . Plan na sobotę był następujący : zdobycie szczytu Tri Kopy w Tatrach Zachodnich . Startujemy z Andrychowa o godzinie drugiej w nocy w składzie mieszanym : trzech skiturowców ( Marcin , Rafał i ja ) oraz trzech "pieszych" ( Łukasz , Paweł i Sławek ) . Na parking w Zverovce dojeżdzamy ok. 4-tej . Żeby ułatwić sobie życie , zabieramy ze sobą rowery i pierwszy etap wyprawy od parkingu do Tatliakowej Chaty ( Rohacką Doliną ) pokonujemy na dwóch kółkach :biggrin: . Przy Chacie zostawiamy rowery i dalej ,pierwszy etap wyprawy , zasuwamy z buta . Po kilkunastu minutach marszu dochodzimy do białego :smile: i ekipa skiturowa zakłada narty na nogi , a piechurzy raki , bo śnieg rano twardy , zmrożony . Wędrujemy piękną Doliną Smutną kierując się w stronę Smutnego Sedla . Pogoda i humory dopisują Przed samą przełęczą zdejmujemy narty i samo wejście jest już z nartami na plecach .O 8,30 meldujemy się na Smutnym Sedle ( 1962 m n.p.m ) . Krótki odpoczynek i zaczynamy atak szczytowy:wink: na Tri Kopy ( 2136 m n.p.m.) . Dla mnie to już był prawdziwy skialpinizm i to wejście dało mi mocno w kość . O 9,30 szczyt zdobyty :angel: , odpoczynek i sesja zdjęciowa w jakże pięknych okolicznościach przyrody Następnie musieliśmy zejść do kotła , którym zamierzaliśmy zjechać do Smutnej Doliny . Przygotowania do zjazdu i w dół :smile: . Naszym wyczynom przyglądało się stadko kozic i świstaki . Powrót już po mokrym , ciężkim śniegu , końcówka znowu w obuwiu turystycznym z nartami na plecach i jesteśmy na dole , przy naszych rowerach . Zjazd do samochodów na dwóch kółkach to z jednej strony frajda , ale też szybki i wygodny sposób na pokonanie ponad trzykilometrowego odcinka drogi asfaltowej . Podsumowując , to była fantastyczna wyprawa . Piękne miejsca , wspaniała pogoda , świetne towarzystwo , czegóż chcieć więcej . To było wymarzone zakończenie sezonu skiturowego i już nie mogę doczekać się następnego :smile: .PozdrawiamAndrzej19 punktów
-
5 punktów
-
:eek: I kto to pisze? Kto nas maltretował zdjęciami z Zillertal? Kto żegnał Pilsko i Czantorię? Czyja była relacja z zimowego Stożka, mimo, że na nizinach było już 17*C i śniegu nikt nie widział od miesiąca! :wink: :wink: :wink: :)4 punkty
-
No i z takich ludzi powinniśmy brać przykład! wszyscy już zapomnieli o nartach, a tu zima pełną gębą Fajnie, że macie tak zgraną ekipę . Ja cały czas poluję na pogodę weekendami może też jeszcze nie zakończyłem sezonu zobaczymy3 punkty
-
Popieram! ogólnie to Tatry Zachodnie są świetne do rozpoczęcia "przygody" z Tatrami, chociaż wymagają kondycji ze względu na długość przejść. Trasa którą opisał Nurek jest jedną z bardziej kultowych bo na Grzesia każdy wejdzie . Jak starczy sił to pokazujesz żonie Rakoń i tam idziecie (grań jest szeroka jak autostrada )... jak już ma dosyć to z przełęczy Zawracie schodzicie do schroniska, a jak ma to dalej na Wołowiec i spowrotem... pętelka Grześ -> Rakoń - > Wołowiec -> Jarząbczy -> Kończysty -> Trzydniowiański to już jest wyrypa na cały dzień szczególnie jak się startuje z parkingu. No chociaż przy cenach noclegu w schronisku (25zł za pokój wieloosobowy) to jak tylko czas pozwala to lepiej sobie rozłożyć . Moja żona po takiej pętelce od parkingu, ale z noclegiem w schronie, nie była w stanie zrobić na drugi dzień pętelki przez Trzydniowiański -> Starorobociański -> Ornak -> parking Siwa Polana, weszliśmy tylko na Trzydniowiański i na parking. Z Tatr Wysokich to okolice Doliny Pięciu Stawów nie sprawiają problemów2 punkty
-
W takim razie jak chcesz z żoną się sprawdzić to proponuje Dolinę Chochołowską do schroniska i potem przez Grzesia na Rakoń a jak sił starczy to Wołowiec można jeszcze zaliczyć i wrócić do schroniska a jak nie to zrobić pętle przez Trzydniowiański Wierch, sam mam zamiar żonkę zabrać tam, to takie góry pokroju Babiej Góry więc powinny sobie poradzić kwestia kondycji i tępa wygodą jest schronisko w zasięgu ręki i można rowery zabrać na odcinek pomiędzy parkingiem a schroniskiem nie to co do Morskiego Oka. Pozdrawiam2 punkty
-
No jest nas kilku na tym forum co nie miałoby z tym problemów, więc idea jak najbardziej mi się podoba kwestia dogadania dnia i gdzie się wybrać, myślę że na początku czerwca można zacząć coś organizować. Niestety żeby wszyscy byli zadowoleni też mam kilka weekendów zarezerwowanych dla rodziny i znajomych z dzieciakami wtedy chodzimy po takich dolinkach jak Chochołowska, Kościeliska i inne, ale tez jest pięknie wiec niema co rozpaczać. Pozdrawiam2 punkty
-
Kasprowy przed wojną Znalazłem kilka zdjęć z budowy wyciągu saniowego z 1938roku z Kotła Gąsienicowego na Kasprowy Wierch I jeszcze wyciąg na Kalatówkach. Zdjęcie z 1970r.2 punkty
-
1 punkt
-
Jak już się dojdzie na Rakoń, to ciężko oprzeć się pokusie wejścia na dwutysięcznik Pamiętam, że mając 6 lat wszedłem wycieńczony na Rakoń, ale jak zobaczyłem jak blisko jest Wołowiec, to nie zastanawiałem się, tylko popędziłem na górę Zwłaszcza, że był to mój pierwszy dwutysięcznik :applause: Polecam wejście na Sokolicę. Niestety kilka lat temu na fragmencie trudnego szlaku łańcuchy zostały zerwane i po deszczu nie schodziło się przyjemnie :stupid: No i jeszcze w miarę łatwe jest zejście z Kasprowego przez Gąsienicową i Boczań do Kuźnic.1 punkt
-
Cześć Ja jako podstawowej aplikacji na rower używam mapy rejonu w skali 1:50000. Nie ma praktycznie żadnych przekłamań natomiast ciężko o mapę z dobrą topografią bo większość jest robiona na starych podkładach. Mam nawet komplet pięćdziesiątek w wersji cyfrowej zorientowanych satelitarnie. Pozdrowienia serdeczne1 punkt
-
Maćku ale Rysy to dopiero tak normalnie będzie można w w drugiej połowie lipca zaliczyć wcześniej a przynajmniej do końca czerwca to bez raków bym tam nie szedł, parę dni temu ściągali stamtąd dwóch takich co z buta próbowali bez raków i czekana niestety przeliczyli się a w niedzielę ma sypać śnieg na tych wysokościach:biggrin: Jest też druga sprawa jak wielka będzie grupa wiadomo czym większa tym wolniej się idzie i więcej nieprzewidzianych zdarzeń może się przytrafić co skutecznie może wycieczkę przerwać, więc Ja osobiście te Rysy bym zostawił na późniejszy termin (Maćku te Rysy to Ci żyć nie dają), można coś łagodniejszego zaliczyć np. Sławkowski Szczyt niewiele niższy ale podejście dużo łagodniejsze lub nawet coś w Tatrach Zachodnich to tak myślę o czerwcu bo potem to sezon urlopowy i może być kłopot z dopasowaniem się. pozdrawiam.1 punkt
-
Te Barony to jedynki , takie jak moje , więc wszystkie plusy i minusy ( w mojej ocenie ) już poznałeś . Skoro jednak ja daję radę w nich podchodzić , to tym bardziej Ty1 punkt
-
Aklim,tak nie można!!! Nie można tak się nad nami znęcać!!! :sorrow:Będąc na termach,Żona spytała mnie,co tak nic nie mówię.Odpowiedzialem,że to ze zmęczenia ( w piątek zrobiłem mocny trening na rowerze ), a tak na prawdę byłem myślami z Tobą... :wink:Super wyprawa,super ekipa,to widać! Szacun dla Was! :applause:Dziś dotarły do mnie Barony,może jeszcze dziś je zamontuje,bądź jutro do serwisu zawioze. No i co? I co z tym zrobić? Trza by przetestować!!! :biggrin:Jak coś, ja ciągle jeszcze myślę o turach,ale nie chcę iść w Tatry samemu.Jeśli chodzi o mnie,to nie musi być weekend. : Następnym razem Żonę wyśle na jakąś wyspę, a ja pojadę na toury!!!1 punkt
-
Witam kolegów! Dawno, oj dawno mnie tu nie było... Pozmieniało się trochę w moim życiu - pracę zmieniłem, siedzę teraz przez min. 8 godzin wpatrzony w monitor, a później, jak już wrócę do domu, to nawet nie włączam komputera, jeśli to konieczne nie jest Tzn. nie myślcie, że coś ze mną nie tak, że wegetuję, albo co Żyje mi się wspaniale! Każdy dzień zaczynam, jak w wojsku, potem lekki trening i na 7:30 do pracy. Po pracy obowiązkowo siłownia, jak nie siłownia to sala gimnastyczna, basen - często rolki jeszcze późnym popołudniem czy pod wieczór Także żyję, jak trza! Tylko forum zaniedbałem. Ale już się tak wytęskniłem, że musiałem wrócić. Wiedziałem, że teraz będziecie ostro omawiać kajakarstwo, więc coś specjalnie dla miłośników tego sportu. Jak patrzyłem na ten filmik, to myślałem o Marboru i Mitku :D Kajakiem w śniegu Niestety filmik tylko na facebooku - mam nadzieję, że jeszcze nikt go nie umieścił przede mną na forum (mam sporo nadrabiania)1 punkt
-
leitner nie odpowiem Ci na pytanie kto to zorganizuje ale jestem zauroczony jak na razie 3-4 miejscami, a 2 w szczególności 1. Okolice Grossglocknera - warto przejechać się przynajmniej raz w życiu grossglockner hochalpenstrasse chociaż jest to droga zabawa bo ok 35e (wjeżdża się na wysokość 2571m). Byłem na jeden dzień w Heiligenblut jadąc do znajomych do Włoch (nie chciałem jechać autostradą bo nudno ), fajna wioska . Będąc tam warto wybrać się w tym samym dniu (gdy płacisz bilet za 35e) nad jeziora Margaritz, oraz podjechać do Franz Josefs Höhe pięknie widać najwyższy szczyt Austrii, jest się wtedy tak blisko i widać cały lodowiec Pasterze. 2. Passo dello Stelvio i cała okolica Ortlera - jedna z najpiękniejszych przełęczy (wys. 2757m) dużo rowerzystów i motocyklistów. Przełęcz w przeciwieństwie do grossglockner hochalpenstrasse jest darmowa, a w mojej opinii piękniejsza! . 3. Okolice jeziora Lago di Como - Jodek polecał Ci Gardę, ale alternatywą jest też jezioro Como. Wszystkie miejscowości nad jeziorem są bardzo turystyczne, a jednocześnie masz bardzo blisko góry. Warto wtedy podjechać do Madesimo. Ja ostatnio doszedłem do wniosku, że gdybym miał gdzieś mieszkać to w takich rejonach (Como i Garda), ponieważ miałbym wtedy blisko miejsca do uprawiania - windsurfingu, wspinaczki, turystyki-górskiej, skiturów i narciarstwa... czego chcieć więcej? 4. St. Moritz i jezioro Silvaplana - gdy wracałem przez Szwajcarię i zobaczyłem to miejsce to znowu musiałem się zatrzymać być może spowodowane to było dużą ilością śniegu w górze oraz 40 deskami z żaglami na wodzie którzy latali od brzegu do brzegu! dla mnie bajeczne miejsce być może znowu pod kątem swoich upodobań . Dodatkowo cały czas nad jeziorem "góruje" 4 tysięcznik - Piz Bernina oraz niższy ale bliższy Piz Corvatsch. --- Sam zastanawiam się jak połączyć w wakacje swoje pasje z oczekiwaniami żony i albo będzie to połączenie Alp + wyspa Hvar na Chorwacji (tam przynajmniej mam Deep Water Soloing ), albo okolice Alp Nadmorskich, albo objazdówka autem po zachodniej Europie (wybrzeża - Francji, Hiszpanii, Portugalii). Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Skoro tak, to popytałabym o wyjazdy wakacyjne w PTTK, szczególnie oddziały z południowej Polski miewają ciekawe oferty. Znajomi jeździli z Krakowa lub Rzeszowa - nie pamiętam, do Rumunii i na Ukrainę - w góry i zwiedzanie.1 punkt
-
No super wyprawa Andrzej, szkoda że nie dałeś znać że macie ekipę pieszych bo bym się wykręcił z wami :biggrin: U mnie posucha już do końca miesiąca, niestety czas komunijny i trzeba buty powiesić na wieszaku ale od czerwca startujemy znów. @MajorSki co do pogody w weekend to chyba najbliższy będzie ulewny twu twu obym majaczył i się nie sprawdziło. Pozdrawiam RG1 punkt
-
Aklim!!!!!! Jo cie prosza:smile::wink: Ja już się szykuję na letni wyjazd a ty mi taką szpilę w samo serce wpakowałeś:biggrin: Że też ja się takiej ekipy nie dorobiłem. Cóż mogę tylko pozazdrościć. Serdecznie pozdrawiam i gratuluję.1 punkt
-
W tym roku jeszcze sobie darowałem ze względu na kontuzję kolana... ...ale miałem olbrzymią przyjemność w tym, że udało mi się zebrać drużynę do jednego z ekstremalnych biegów organizowanych w Polsce - Biegu Katorżnika. O godzinie 13 wystartował "Galernik Team" w składzie: Piotrek (forumowy Expat), Jacek (półmaratończyk), Rafał (atleta) i komandos - Ernest. Zapisy odbyły się na jesieni ubiegłego roku...i skończyły się zamknięciem miejsc po 8 minutach. Impreza odbyła się 16 sierpnia w miejscowości Lubliniec - a w zasadzie w jego okolicach, lesie i przepięknym jeziorku. Dystans 10km, po wodzie, bagnie, kanałach melioracyjnych, lesie... ...po przeszkodach i nie zawsze na dwóch nogach. By nie zgubić butów w bagnie, chłopaki zabezpieczyli się przed biegiem. Start i meta usytuowane są tutaj na brzegu jeziora. By osiągnąć dobry wynik należy ustawić się na starcie blisko taśmy, a potem szybciej jest płynąć kraulem niż brodzić w wodzie po pas. Technik pokonywania wody jest wiele... ...najważniejsze - dobrze się bawić: część radomsko-bielskiego teamu "Predatores" w środku stawki z podniesionymi rękoma! Za pomostem biegacze ustawili się na płytszej wodzie - tam gdzie jest płyciej. Nagroda Fair Play powinna należeć się Ernestowi, który zauważył, że jedna z uczestniczek wpadła na zbyt głęboką wodę i zaczęła się topić po zachłyśnięciu wodą. Ten wrócił się i pomógł dziewczynie przedostać się na płytszą wodę - tracąc niestety czas... Na początku plan był taki, że ja jadę wzdłuż wyścigu i wspomagam znajomych Twardzieli. W plecaku miałem wodę i aparat... ...rower MTB niestety nawet nie wystartował ponieważ, po ostatnich opadach deszczy niemożliwością było odnaleźć trasę biegu w środku lasu. Pięć minut po starcie zaczęła się ulewa... Dopiero tuż przed metą trasa wyłania się z gęstwiny... Pierwszy z teamu, po zdublowaniu kilkudziesięciu Dziewczyn wyłonił się Jacek (bieg Pań "Księżniczek" wystartował godzinę przed "Galernik Team") - na poniższej fotce wychodzący z zasiek... Czołganych przeszkód na finiszu było sporo. Jacek i Rafał przybiegli na finisz jako pierwsi... ...a ponieważ na trasie bardzo łatwo się zaprzyjaźnić, to nim Piotr i Ernest przybyli - Ci po kąpieli w jeziorze uwiecznili biegowe znajomości. Zajęte miejsca: 111. Jacek z czasem 2:17:52 117. Rafał z czasem 2:18:46 141. Piotr z czasem 2:34:37 158. Ernest z czasem 2:41:45 Ale to nie czasy i miejsca są najważniejsze - najważniejsze było to, by wszyscy skończyli bieg, w miarę bez dużych urazów i kontuzji. Na mecie - wszyscy szczęśliwi z charakterystycznymi medalami ważącymi coś ok 2kg. Po wyrzuceniu butów, kąpieli w wojskowych kabinach prysznicowych ruszyliśmy do domu. Za rok nie ma takiej możliwości bym nie wystartował. Super impreza, super męska przygoda!!!1 punkt
-
Andy-W miło było poznać i razem spędzić chwilkę na rowerkach. Ja dzisiaj zaliczyłem pętle wokół zapory w Wapienicy. Skleciłem filmik, który pragnę zaprezentować: [video=youtube;RVOF3dR-Pas] Pozdrawiam JaroW1 punkt
-
1 punkt







