Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.05.2016 w Odpowiedzi
-
Nierozłączna trójka Niektórzy to nie tylko zjeżdżali, ale nawet latali na nartach... Ja też tam byłem, choć tylko w roli reportera.... The end. Pozdrawiam serdecznie.8 punktów
-
Majówka z ŻonkąPrzez ostatnie 3 dni śmigaliśmy z Żonką na rowerach,mimo nieco kiepskiej pogody.Jednak udało się nieco oszukać zapowiadane deszcze. Pokonaliśmy w tym czasie ok. 85 km,głównie po naszych okolicach. Najdłuższą trasę zrobiliśmy dziś - 44 km. Okazuję się,że moja lepsza połówka spokojnie daje radę i chyba dość szybko będziemy razem robić o wiele dłuższe trasy. Brawo Dżonka! :applause: Przy okazji dziś dokręciłem 2000 km. Do wypełnienia planu pozostało jedynie 8000...6 punktów
-
W niedzielę miałem okazję ponownie pokręcić w większej grupie z czego chętnie skorzystałem. I tak 12 osobowy peleton wyruszył o 6:00 rano z bielskiej dzielnicy Wapienica. Dla mnie oznaczało to szybki gramoling od 5:00 i wyjazd 5:40! Dobrze że tak wcześnie jest już jasno a ruch samochodowy znikomy. Obieramy cel i punktualnie ruszamy przez Buczkowice, Lipową, Przybędzę do Węgierskiej Górki i Cięciny. Zaliczamy tu pierwszy konkretny, około 4 km podjazd "U Poloka". Pierwszy raz jechałem tą przełęcz a widoczki na Babią bardzo fajne. Dalej w dół do Sopotni,a tam z kolei ukazało się nam białe Pilsko, niestety fotki nie mam bo tempo w dół i nie było jak... Dalej Pewel Mała i kolejny podjazd pod Rychwałdek, niecałe 2 km ale ostro! Następnie zjazd i kierunek na Ślemień, Oczków. Tu zaliczamy jeszcze krótki ale treściwy podjazd pod ulicę Widokową, maksymalne nachylenie dochodzi do 23%. Docieramy w końcu podziwiając Żar do Międzybrodzia i ostatniego podjazdu czyli Przegibka. Tu juz każdy radzi sobie jak może i w Straconce zakończyliśmy pierwszo majowe szosowanie. Liczby tego dnia to 104,5 km, 1700 wzniosu i 26 km/h średnia prędkość. Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka4 punkty
-
Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.2...znowu dostajemy się w obręb burzy.Czy to ta sama, która pół godziny nas ominęła bokiem? Chyba nie.Mamy niewiarygodne szczęście - znowu wali, błyska się ale obok - nas łapie jedynie deszcz... ale, czy to ważne?Bawimy się doskonale. Mijamy przepiękną, piaszczystą skarpę pełną gniazd, a w zasadzie "norek" niezwykle sympatycznych ptaszków - Brzegówek. Jest ciepło. Tak szybko jak przyszedł drugi deszcz, tak szybko wyszło słońce.Na rzece pojawiła się nowa, bardzo urocza plaża. Tutaj postanawiamy zrobić krótką przerwę na kanapkę i banana.Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej...tym razem X zamiast z nart, jest z wiosłami. Słoneczko przebija się przez chmurki......jak my je lubimy! Nagle tuż przed nami przelatuje spory ptak, czyżby dzięcioł?Strzelam do niego z aparatu. Zbliżamy się do pierwszego mostu... Tuż za nim zaczyna się odcinek leśny. Na jego początku kwitnące jaśminy......zapach?Wiosna! Chwila nieuwagi i stajemy na mieliźnie. Nie śpieszymy się z uwolnieniem, bo przed nami kolejna burza, a my płynąc szybko moglibyśmy ją dogonić. Mimo przerwy nurt rzeki, może machamy zbyt szybko - bo odcinek Puszczy Kozienickiej przebywamy ekspresem i na trzy kilometry przed końcem spływu doganiamy trzecią i najgroźniejszą burzę.Jeszcze przed mostem drogowym i drogą do Warszawy nie pada... ...200 metrów za, dopada nas rzęsista ulewa. Ponieważ wpłynęliśmy na ujściowy odcinek rzeki, gdzie nie ma żadnych miejsc, w których moglibyśmy się skryć, dlatego, że zbliżaliśmy się do kilku sieci wysokiego napięcia - postanowiliśmy nawrócić i przeczekać pod mostem.Parę minut pstrągowania i i jesteśmy bezpieczni. Przymusowy postój trwa 20 minut. Błyskawice walą spektakularnie, grzmoty wskazują, że odległość wyładowań nie jest daleka od naszej pozycji.Udało się, przeżyliśmy!Płyniemy dalej i naszym oczom ukazuje się cywilizacja - Elektrownia Kozienice. Kilkaset metrów i wpływamy do królowej polskich rzek - Wisły.Tu, w miejscowości Kłoda, kończymy nasz spływ. Szybko spuszczamy powietrze z kajaka, pakujemy do auta i spadamy po drugi samochód.Mokrzy ale szczęśliwi.20 kilometrów przepięknej, dzikiej rzeki - przyroda jest wielka!Co kolejnym razem?Mam nadzieję, że inny projekt, projekt kilkudniowy z biwakowaniem i "harcerskim" klimatem wraz z łowieniem rybek.pozdrawiammarboru4 punkty
-
Moje zakończenie sezonu Chopok sobota 30.04.2016r,tym razem jednodniowe.Bielsko sobota rano Jeleśnia Korbielów granica SK 78 przełęcz Prislop Jeździłem na południu do Kosodrzewiny, wprawdzie stok nieratrakowany, ale brak przypadkowych narciarzy i lepszy śnieg niż na północy (prawie firn po 4 dniach od opadu) plus brak kolejek do wagoników-dał mi dużo radości na zakończenie sezonu. Tatralandia na tyle zatłoczona że z trudem udało się znaleźć leżak do sjesty przed drogą powrotną do domu.Ps.Rano na parkingu w Jasnej zaparkował obok mnie srebrny SBI z PL, samotny kierowca nie potrafił nawet pozdrowić sąsiada.Pewnie to taki rodzaj osobników co kontakty utrzymują wyłącznie online, a ja nie byłem zalogowany3 punkty
-
Mariusz!Wielkie dzięki - bawiłem się podwójnie: raz gdy razem nartowaliśmy a drugi raz czytając forum. Takimi relacjami i zdjęciami zasługujesz na miano Pierwszego Propagandzisty - jestem pewien, że miejsce w busie dla Ciebie zawsze się znajdzie! Jeszcze parę słów o Kicusiu z punktu widzenia off piste. Można wyróżnić tutaj dwie części - górną: dość połogą i mało urozmaiconą oraz, po wyraźnym przełamaniu, zdecydowanie stromszą i urozmaiconą dolną. Deniwelacja ośrodka to 1050 m. Poniżej jest obszerny fragment dolnej części - to czego brakuje jest najciekawsze i najbardziej strome. Na całym obszarze jest kupę możliwości freeridowania, najlepsze są te w dolnej części (choć ze względu na warunki najwięcej pojeździliśmy na X1, zaliczyliśmy jeszcze X2, X3) Wadą systemu są kolejki do gondolki, która jest dość kluczowa dla funkcjonowania całości. Dość niespodziewanie, jak na koniec sezonu, 3 z 4 dni udało się spędzić na offpiste a wtorek na Kicusiu był naprawdę przyjemny. Po raz pierwszy zanotowałem w naszej ekipie sytuację gdy kolega jeżdżący po trasach nie miał towarzystwa do jazdy bo reszta freeridowała :laughing:. A jeszcze parę lat temu w ekipie trudno było znaleźć kogoś do offpiste...PozdroWiesiek3 punkty
-
Śniegu mieliśmy pod dostatkiem JurekByd z Wujotem omawiali już plany na przyszły rok Narto-terroryści dali sobie upust na zaśnieżonych polach...3 punkty
-
3 punkty
-
Miałem z Anią jechać na turystyczną wyprawę zdobyć Kłodzką Górę i Kowadło.Niestety w piątek wieczorem pod Biedronką we Wrocławiu,napadła mnie podejrzana grupa.Ogłuszyli mnie,skrępowali.Obudziłem się w sobotę w nieznanym miejscu. Próbowałem uciekać,ale oni szybko poruszają się na nartach i do tego zostawiałem wyraźne ślady po których łatwo mnie znajdywali.Może ktoś zna to miejsce,każda informacja się przyda. Straszyli, że zamrożą i zakopią mnie w śniegu!Zabrali mi ubranie,kiedy chcieli zabrać mi spodnie,udało mi się uciec na chwilę. Znowu mnie dopadli i cały dzień torturowali.Bolą mnie uda i kolana. Na koniec twarz palili mi żywym ogniem(czyżby Szwedzi?)a może geje albo inni terroryści? Udało mi się schować w jednym bucie malutki tablecik, a w drugim aparat fotograficzny.Dzięki temu napisałem tę relację. Przetrzymują mnie w jakimś więzieniu,albo tajnym ośrodku CIA....Z okna mam takie widoki. Tak wygląda szef porywaczy, a na miejscu porusza się taką maszyną. Może jutro uda się coś więcej dodać. Ania trzymaj się,tęsknię za Tobą. Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.1Zeszły sezon kajakowy niestety nie był udany.Złożyło się na to kilka przyczyn: mało czasu, niskie stany wód, słaba pogoda w weekendy, może trochę brak chęci... nieważne. Obiecałem sobie, że w tym roku będzie dużo lepiej. Mniej roweru, więcej pływania.Od jakiegoś czasu planowaliśmy spływ w tegoroczną majówkę - niestety pogoda w kratkę a zimno odstraszało nas od realizacji planów.Aż do dzisiaj i determinacji Piotrka, Expata, że jedziemy!Z decyzją zwlekaliśmy do południa - pogoda nie była zbyt pewna.Paula zrezygnowała z pływania na rzecz roweru - męska część paczki ostatecznie nie odpuściła - olbrzymia w tym zasługa, bardzo pozytywnie nastawionego do wyjazdu, naszego Kompana i towarzysza wielu wypraw zarówno narciarskich, górskich i tych wodnych.I dobrze! Czasami motywacji brak i głos Przyjaciela, jego zapał jest wskazany.Ponieważ "Piękna" odpadła, a czasu mieliśmy mało - wyprawa tym razem na jedną łódkę.Cel również z braku czasu mógł być jeden - "moja" rzeka, Radomka.Ponieważ nie chcieliśmy się przeprawiać przez przeszkody wodne, zwodowaliśmy się za mostem drogowym w miejscowości Brzóza. Już w trakcie rozkładania sprzętu, jedno było pewne - zmokniemy.Praktycznie, z każdej strony front atmosferyczny i ciemne chmury. Odgłosy wyładowań atmosferycznych i w oddali widok ściany deszczu.Cóż? Szybko na wodę i przed siebie. Na pierwszy rzut oka widać, że rzeka się zmieniła i żyje - nowe zwałki, nowe przeszkody w wodzie, nowe drzewa mocniej nad nią pochylone. Cisza, spokój, czyste powietrze, zero ludzi, dzika natura...pięknie!Wydawać by się mogło, że jedyni intruzi, to my...choć kaczki wzbijają się do lotu w ostatniej chwili i niemalże w zasięgu wiosła. Pierwszy deszcz i obrzeża burzy dopadają nas przed upływem pierwszej godziny spływu. Niestety z pośpiechu zapominam z domu wziąć fartuchów......szybko zakładam sztormiak - Expat, moknie... Plaża, na której robiliśmy popas w zeszłym roku, praktycznie przestała istnieć - został niewielki pasek piasku. Mijamy znajome i niezwykle urocze miejscówki.Tutaj jakby czas stanął w miejscu... Jakaż ta rzeka jest śliczna! Ile tajemnic z przed lat skrywa, ile jeszcze zdoła przed nami odkryć? Co chwilę manewrujemy pomiędzy przeszkodami, non stop jest co wiosłami robić - jest ciekawie.Nie tylko w wodzie, ale na brzegu również......huśtawka i skok do wody - kto czegoś takiego nie robił w dzieciństwie? Wspomnienia wracają... Ależ cudnie dookoła......tak blisko miasta, a tak dziewiczo! Mijamy jakieś zabudowania, jakąś wioskę... jaką? Kto by się tam zastanawiał? Niebo ponownie ciemnieje...2 punkty
-
Nowa kolej w Wiśle-Jaworniku (w sumie 7-ma w Wiśle, nie licząc skoczni), obok hotelu "Stok" potwierdzona: http://lanovky.sk/?page=rep&id=9432 punkty
-
Mam opis i film z wyprawy w norweskie fiordy u siebie ale oczywiscie nie wrzucam linka bo wytną. Miałem koszmarne problemy z wynajmem łodzi i w koncu (mimo tego ze mam patent) zdecydowalem sie na drozszą opcję ze skipperem. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i nie bardzo wyobrażam sobie teraz innej opcji: 1. Kapitan nam łowił i gotował. Jak padnięci wracalismy z nart - czekala wspaniała obiadokolacja 2. Kapitan doskonale znał fiord. Znał np "ten stary rozwalający się mostek" do ktorego można podpłynąć i wyładować sprzęt bez używania pontonu (oszczędność min. 40 minut rano). 3. Kapitan był w stanie rzucić kotwicę na dziko. Myślałem że też bym umiał, ale jak zobaczyłem jak koleś z 30-letnim pełnomorskim doświadczeniem pół godziny po zatoczce pływa patrząc uważnie na sonar, by wybrać bezpieczne miejsce - to wymiękłem. Fiordy są cholernie głębokie. Kilkanaście metrów od brzegu masz często głębokość 50-70 metrów. Rzucanie kotwicy w Norwegii to nie Grecja. To naprawdę sztuka. (Chyba że będziecie nocować w portach, ale to z kolei zawęża wam opcje na wejścia, no i punkty przygody "minus trzy") 4. Kapitan był też skiturowcem. Umiał extra doradzić gdzie wejść w kolejny dzień. Napisz jak i gdzie udało ci się wziąć tę łódkę! Zajrzyj do mnie na bloga (z menu np video trafisz na "Norwegię" - jest film, opisy itd. Pzdr Nelis PS. Pozdrowienia z tej samej szerokości geograficznej. Właśnie kończę sezon w 200km na wschód od Lofotów - w Laponii :-)2 punkty
-
Kaprun - Kitzsteinhorn W ostatni dzień narto-terroryści dowożą nas kilkanaście minut po 8 do Kaprun. Osobiście dla mnie, to powrót w to miejsce po 18-tu latach. Pogoda wreszcie nas rozpieściła, dużo słońca, doskonała widoczność, niewielki wiatr i temperatura około - 7 stopni. Ludzi jak na ten lodowiec niezbyt dużo. Do tego po wczorajszych opadach śniegu warunki off piste prawie doskonałe. Narciarstwo free, to w takiej ilości dla mnie nowość. Muszę trochę popracować nad swoją techniką, bo jeżdżę zbyt siłowo, a trzeba więcej dobrej techniki. W porównaniu do jazdy trasowej, wysiłek jest mega większy, ale to do czasu - za rok będzie lepiej. Do tego jeśli uda się zrealizować pewne plany skiturowe, to myślę, że za rok będzie sporo łatwiej poruszać się w takich warunkach jak dzisiaj (czyli wtorek). A zresztą niech przemówią foty....2 punkty
-
Co prawda to jeszcze kwiecień,a właściwie ostatni dzień tegoż miesiąca,ale też początek weekendu majowego. Wariantów było kilka,ale ze względów technicznych zdecydowałem jechać na Chopok. Jasiek niestety nie mógł do mnie dojechać,Moloo dostał zbyt późno ode mnie "esa".Ale cóż,ja też byłem późno w domu. Tym razem postanowiłem się nie spieszyć nadmiernie,bo źle się wstaje o 4 rano,kiedy idzie się spać po północy. Na szczęście się zwlekłem i nawet o rozsądnej porze. Na miejsce dojechałem 8.20 - niby idealnie,ale ten wygodny parking wypełniony na full! Nawet małe autko nie szło wepchnąć.Trudno,udałem się piętro niżej. To mnie nie martwiło,bardzie była obawa o ilość szusujących. Jest strasznie ciepło,przynajmniej w słońcu,więc lekki ubiór. No to na pierwsze krzesełko i do góry. Na Biela Put biało i to na tyle,że teraz jeszcze by tu spokojnie zjechał. Krzesło "wygwizdów" chodziło,więc szybka decyzja i grzeję do niego. przy okazji niezłe zdziwko - śnieg zmrożony! Następne przy krzesełku - narty ściągamy. To można przeboleć,ale kiedy orientuję się jak ono wolno jedzie,to nieco mina zrzedła... Zeskoczyć się nie da,więc pozostaje podziwiać widoki.Pierwsze spojrzenie i wygląda to nieźle.Śniegu na trasie nie brakuję,nawet tam gdzie tydzień temu już go nie było.Co lepsze,jest bardzo twardo! Warunki dla GS a nie szerokich łopat. Próbowałem też nieco po za trasą,ale tam lodoszreń,przynajmniej na początku. Pozostaje sprawdzić krawędzie łopat. jestem pod wrażeniem,więc Funitelem do góry. W tym momencie nie ma jeszcze kolejek,a gondole jeżdżą na wpół puste. To dobry moment,że rozejrzeć się za JC,bo dostałem wcześniej wiadomość,że jedzie na toury. Niestety tutaj jest ich tylu,że trudno zgadnąć który to. Przy zjeździe zwalniałem,bądź nawet zatrzymywałem się przy każdym,który mógł być potencjalnie Jackiem. Niestety nie dopatrzyłem. Za to sporo fajnych,uśmiechniętych dziewczyn... Później się "zesemesowaliśmy". Ale może jeszcze o warunkach - na górze to już w ogóle beton! Oj,pojechałoby się na takiej gigantce. Co lepsze,praktycznie nie ma wiatru,co tu jest rzadkością. Pogoda wzorowa! Później umówiliśmy się w knajpie i ja w dół,a Jacek do góry. Niestety musiałem zrobić mały Pit-Stop,bo coś mnie lekko w brzuchu bolało. Poszedłem na małe pifko. W tym momencie słyszę,że kolejka będzie nieczynna i prosimy korzystać w tym czasie z innych urządzeń. Zaraz,zaraz,tylko co zostało??? Patrzę na krzesło "wygwizdów",a to stoi. Pozostaje więc Biedronka i ewentualnie hardkor na Biela Put. Czekam więc i przy okazji odnajdujemy się z Majorem. W tym momencie szlag mnie trafiał,że nie zabrałem fok. Co najmniej jakby ważyły 500 kg i zajmowały 3/4 samochodu. A tak często się walały w bagażniku... Na szczęście mamy plan awaryjny - można przytroczyć narty do plecaka i cisnąć z buta! :applause: Trochę mnie to przerażało,bo przy dole śnieg już grząski się robił,a do tego waga nart. Może kogoś poprosić o pomoc? Może tego? Kiedy już prawie byliśmy gotowi do drogi,otwarli drzwi i Funitel ruszył! na początku ospale,jak w tej bajce o lokomotywie,żeby nabrać rozpędu i już szło. Uff! Można ruszać dalej do boju,choć był plan,żeby teraz na południe zjechać. Dostrzegam jednak Jacka z gondoli i to przy górze,więc postanawiam trochę widoczków uwiecznić i zaczekać. Rozczaruję Was,to jeszcze nie koniec relacji...2 punkty
-
W poszukiwaniu Wielkiego ŁuguW rezerwacie Miodne, między Radomiem a Zwoleniem, byliśmy już trzy razy na rowerach. Niestety, każda z tych wypraw okazywała się porażką. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie udało nam się odnaleźć Wielkiego Ługu. Czym on jest? Największym bagniskiem Puszczy Kozienickiej i zarazem największym zbiornikiem wodnym prawie 100 hektarowego Rezerwatu Ługi Helenowskie wchodzącego w skład Rezerwatu Miodne. Skąd wcześniejsze porażki? Ano stąd, że oznaczeń w samym lesie jak na lekarstwo...a właściwą drogę wśród setek dróg leśnych odnaleźć niezwykle trudno.Początek naszej podróży, to wiele chmur i niewiele słoneczka.Wjazd do Puszczy Kozienickiej i mazowieckie klimaty: W samym lesie mrok i wilgoć.Zagubiona gdzieś w środku boru myśliwska ambona: Jedziemy po mapie, jedziemy niby zgodnie z zapisanymi na kartce wskazówkami a docieramy nie do tego Ługu......nie żałujemy - odnaleziony Ług, nosi nazwę Okrągły i jest niezwykle piękny. Wracamy na asfalt i szukamy na czuja innej drogi leśnej.Druga próba i bingo!Tuż przy zarośniętym trakcie zauważamy Wielki Ług Helenowski. Droga nie jest prosta. Co chwilę napotykamy na przeszkody......powalone drzewo: Wędrujący pomiędzy bagniskami strumień przez który, należało przeprowadzić rowery. Czysta woda, śpiew ptaków i charakterystyczny zapach torfu... Docieramy na miejsce.Niestety droga do platformy widokowej na Wielkim Ługu jest zalana - mimo wielu prób obejścia podmokłego terenu - suchą nogą nie da się przejść.Musimy poczekać na porę suchą. Podejrzewam, że późnym latem będzie można powtórzyć wycieczkę - drogę przecież już odnaleźliśmy i znamy. A wygląda to mniej więcej tak... Przyroda tego miejsca czaruje swoją naturalnością. Bagno jest bajkowe, groźne ale również niezwykle urodziwe. Żegnamy Rezerwat Miodne - wiemy, że tu, w tym sezonie rowerowym wrócimy. Kilka ciekawych miejsc, niezwykle urokliwych wciąż na nas czeka... Wracamy do domu a dookoła mazowieckie, nizinne klimaty. Kończymy jazdę z wynikiem ok 60 km. Jak na 5 dzień na rowerze w tym roku - jest ok.pozdrawiammarboru2 punkty
-
Ogląda ktoś i kibicuje? Mistrzostwa świata niezły maraton. Kilku wielkich szybko odpadło. Pozdrawiam.1 punkt
-
Może uda się Ciebie ściągnąć na któryś z projektów dwudniowych. Jeśli się któryś z kolegów "wysypie", to pakujesz plecak i przybywasz :cheerful:1 punkt
-
1 punkt
-
Projekt Maewan to cztery lata, wieloetapowej, podróży dookoła świata. Narty, wspinaczka górska, skitury i freeride na nartach. Pomysłodawcą jest Erwan Le Lann, który jednocześnie pełni funkcję kapitana jachtu Maewan. Wraz ze swoim zespołem ma na celu opłynąć kulę ziemską w poszukiwaniu dziewiczych linii narciarskich ale nie tylko... Poniższy film opowiada o pierwszej części ich przygód, między Islandią i Grenlandią, z załogą złożoną między innymi z eksperta żeglarskiego, ekstremalnych narciarz freeride, alpinisty i kamerzysty. Poruszają się w nim wzdłuż wybrzeża Grenlandii, co robią? Spójrzcie! Ten film po prostu powala i miażdży! Opowieść... ...ujęcia z jachtu w czasie sztormu, ujęcia ze szczytu masztu...a potem Grenlandia, skitury, przepiękne Góry i zjazdy! Mistrzostwo Świata. Filmik jest świeżutki - został opublikowany jakiś miesiąc temu. Się chłopaki z Francji bawią... Tłumaczenie z francuskiego na angielski tylko wchodząc na filmik bezpośrednio do kanału You Tube. [video=youtube;oPv8PepssRo]1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
No i Kasprowy jednak zakończył dziś sezon... myślałem że podziałają do weekendu 7-8 maja. Od 9 maja przegląd kolejki linowej.1 punkt
-
Niestety orczyk na Kaniówce jest w planach od kilku lat. Żadnego przetargu jeszcze nie było.1 punkt
-
Co tu dużo gadać? Popatrzcie najpierw na wyspę... [video=youtube;YFfAQygjBRA] ...a teraz narty z mega widokami. [video=youtube;E0A8slzeszM] Magiczna wyspa w Norwegii - Lofoten :cheerful:1 punkt
-
1 punkt
-
Mi też filmik bardzo się spodobał dlatego chciałem się podzielić spostrzeżeniami dotyczącymi sprzętu w temacie o minimalizmie skiturowym , bo warto podpatrywać na jakim sprzęcie realizują takie przygody . Kto wie, może w przyszłym roku będziemy mieli namiastkę takiej tury , ale nie chcę zapeszać . W pewnym towarzystwie strach się przyznawać czego się pragnie , bo ani się oglądniesz, a siedzisz w schronisku nad Popradzkim Stawem, albo jedziesz już w aucie do Matreier Tauernhaus i startujesz na lodowiec , ewentualnie jesteś już zapisany na listę sail & ski , a w najgorszym wypadku zostajesz uprowadzony i budzisz się nago w kolejce gondoli . Boję się wieczorem zamknąć oczy, ponieważ wspomniałem kiedyś "sadyście" o północnej ścianie Mont Blanc i Elbrusie . Czy aby czasami rano nie obudzę się w Refuge des Grands Mulets albo pod Prijut 11? Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Zawsze mówię,że w Szczyrku czas płynie wolniej... Oczywiście,jak dostaną wszystkie papiery na pewno ruszą z budową. Lepiej niech mają komplet,niż jakby mieli bawić się w samowolę... : BSA to wyjątek,bo mają sporo hajsu i... czasu. To w ogóle jakiś fenomen. TMR też bogaty i rozsądnie inwestuję,więc pewnie nowe kolejki powstaną,ale też potrzebują czasu. COS dobre 4 lata (jak nie więcej) starał się o pozwolenie na postawienie nowych Bublin! W końcu powstały,więc wierzę,że i w SON będą nowe koleje. : Nosiłbym ich na rękach! Wszystko wskazuję na to,że Pilsko umrze... :sorrow: Umrze narciarsko. Dotychczasowy właściciel olał sprawę,a chętnych inwestorów brak! :sorrow: Nawet TMR się wycofał,po analizach... :sorrow: Pozostaje nadzieja,że gmina Jeleśnia się mocniej zaangażuję,bo w końcu to Pilsko przyciąga.1 punkt
-
Pierwszy raz byłem w Alpach i ani razu nie byłem w restauracji, nic nie jadłem i nic nie piłem.Faktem jest też, że nie było nawet czasu pomyśleć o knajpie, a co dopiero pójść. Piłem i jadłem tylko to co dostałem w bazie, toż to prawdziwy szok. U terrorystów wszystko odbywa się błyskawicznie. Wyżywienie było super. Ledwo wstaliśmy, a już były gorące parówki, kiełbasy i jajecznica, do tego różne sery i serki, pomidory, ogórki, papryka, szczypiorek i wiele innych dodatków. Nikt nie chodził głodny. Po przyjeździe z nart w parę minut i jedzenie gotowe, zanim się wykąpaliśmy, już talerze na stołach i gorące posiłki, zupy - flaczki, gulaszowa, grochówka z wkładką (po prostu genialna), do tego krokiety. Jeszcze codziennie wieczorem Jurek przygotowywał wspaniały twarożek z papryką, pomidorami, cebulą i rzodkiewką. Po posiłkach talerze i sztućce błyskawicznie lądowały w zmywarce i ani śladu po posiłkach. Wieczorem sprawdzanie warunków na kolejny dzień i wybór ośrodka na który jedziemy rano. Wszystko dokładnie zaplanowane. Nie można się do niczego doczepić. Warunki mieszkaniowe doskonałe. Spaliśmy po 2 osoby w pokojach z łazienkami. Jedynie Aras (musi być ważną postacią w tym ugrupowaniu) spał sam i do tego z telewizorem, ale jak przyszedł groźny Wujot to i tak wszyscy musieli oglądać MŚ w Snookerze. Jeśli gdzieś Ich spotkacie uważajcie, są niezwykle przebiegli, mnie jak tylko byłem w busie zrobili pranie mózgu (z wami pewnie zrobią to samo - nikt się im nie oprze). Teraz z niecierpliwością czekam, kiedy będą nowe przyjęcia do organizacji narto-terrorystów i gotów jestem na wszystko by się dostać. PS Nie bierzcie wszystkiego dosłownie, trochę w niektórych sprawach mijam się z prawdą, np. sadystyczny Wujot - to tak naprawdę bardzo miły i sympatyczny gość, do tego świetny narciarz, mający doskonałą kondycję i dlatego ciężko jest utrzymać Jego tempo. To samo dotyczy reszty grupy.Ale jeśli spędza się co roku od 60 do 100 dni na nartach (prawie wszystko w Alpach) to nie ma się co dziwić! O kosztach nie będę pisał bo i tak nikt mi nie uwierzy. Ale Chopok nie jest jedyną alternatywą na niedrogie nartowanie.1 punkt
-
Nasz rowerowy weekend kręcił się wokół zawodów Endutotrails w Bielsku-Białej.Ja nie startowałem, ale towarzyszyłem w sobotę młodszemu synowi Marcinowi w objeździe niektórych nieznanych nam jeszcze odcinków oraz częściowo w czasie zawodów.Marek nie starował bo nie chciał ryzykować przed maturą, ale też towarzyszył Marcinowi zjeżdżając po tych samych trasach bez pomiaru czasu oraz na dojazdówkach.W dzisiejszych 1 majowych zawodach brało udział 250 zawodników. Większość to amatorzy i pasjonaci rowerowego enduro. Było tez trochę byłych i obecnych zawodników.Zawody polegały na dotarciu (w założonym maksymalnym czasie) na szczyty 4 okolicznych górek i zjeździe na czas do punktu pomiarowego.Brzmi to banalnie, ale takie nie jest. Zjazdy są dość karkołomne, na dużych stromiznach usianych kamieniami, korzeniami, często z błotem. Przejazdy przez strumienie też były.W sumie dzisiaj kto ukończył rywalizację to zrobił 40 km po górach i 1700 m przewyższenia.Marcin zaliczył 3 gleby, ale na szczęście niegroźne. Gorzej było ze skurczami, które groziły nawet wycofaniem się z imprezy, ale dał radę.Zajęte miejsce jeszcze nie jest znane, ale i tak z czołówką szans nie miał. Enduro jeździ dopiero od niespełna roku i ma z tego wielką radość. Ja też mam :biggrin: . Gdyby nie wiosenny rower to śmigałbym teraz pewnie na Chopoku.objazd tras 1 maja, dzień zawodów1 punkt
-
cz.2 - wszystkie drogi prowadzą do RotundyPorobiłem widoczki,czas się zaczaić na Jacka. Zoom mam dobry,to pewnie się nawet nie zorientuję. Już się wyłania zza śniegu i patrzcie na jakim luzie maszeruję! Tempo miał dobre: tutaj jakiegoś "leszcza"w czapeczce wyprzedza... Ale żeby "leszczowi" nie było głupio,dał mu fory,rozmawiając przez telefon. No cóż,po takim wysiłku, między kolejnymi wdechami wykrztusić jeszcze z siebie jakieś słowa? No no... No to z uśmiechem na twarzy na WZF... Udaliśmy się do Rotundy na jedzonko.Jacek owocki,ja ponownie spróbowałem Wyprażonego Syra. Porcja dobra,widoki piękne,więc tak fajnie się siedziało i na tatry patrzyło... W tym czasie Major z Małżonką ostro cisnęli na fokach. Ponieważ przy moim wyjeździe co chwilę zatrzymywali gondolę,uznali,że tak będzie bezpieczniej. Trochę im zajęło,ale w końcu wszyscy zebraliśmy się do kupy. Trochę to nasze spotkanie potrwało... :proud: Na tyle fajnie się siedziało,że nam się ruszyć nie chciało,ale w końcu trzeba wziąć się do roboty. Był pomysł,żeby zjechać na południe,ale ze względu na szybko wytapiany śnieg,zrezygnowaliśmy. Tak więc odprowadziliśmy JC,że tak powiem,a My jeszcze na Funitela i do dzieła! Teraz ludzi już mało,to i pojeździć więcej można. U góry ciągle jeszcze dość twardo,poniżej Lukovej już miękko i sztorm na stoku. Mimo to całkiem przyjemnie,tylko nieco pary brakowało.No ale na koniec dnia? Oczywiście w drodze na dół trzeba przejechać Majovą - tu ciągle dość równo,ale niesamowicie tępy śnieg.Można by na krechę jechać i prędkości by raczej nie było... Dziś dało się dojechać niemal na sam dół na Biela Put. Taką jazdę kombinacyjną to My lubimy. Dalej już z buta i pożegnanie - Major zaparkował jeszcze piętro niżej. Tutaj tak ciepło,że włożyłem krótkie gacie do samochodu i klima na full!Powrót...Ledwie wyjechałem a tu Jacek dzwoni - znowu Policja łapie tam gdzie to opisywałem.Niby nie ma o czym pisać,ale trochę zabawna sytuacja była. Otóż od pewnego czasu jechało za mną jakieś Audi na słowackich numerach. Kiedy ja wzorowo w terenie zabudowanym,on niemal chciał mnie w powietrzu przeskoczyć. Kiedy wyjeżdżałem po za miasto,jadąc 90 - 100 km/h,Audi znikało,jakbym jechał Ferrari. Kiedy dojechałem do kluczowej miejscowości,pomyślałem,że owo Audi mnie dojdzie i tak się stało. Wiedziałem,gdzie będą celować,więc bezwzględnie nie przekraczałem prędkości. Audica gaz,a 300 metrów dalej lizaczek... :tongue: Czemu o tym sobie napisałem? Trudno mi zrozumieć gościa,który tak się niby spieszy,ale jak może legalnie pojechać szybciej,nie korzysta z tego,ale jak jest 50 to ciśnie... Zrozum tu Słowaka,jak pisał Jasiek. :proud: Oczywiście info o patrolu puściłem dalej do Majora,bo podejrzewałem,że jedzie kawałek za mną.Mam nadzieję,że bez przygód.Na koniec dzięki Jacek,Major i Justynka za spotkanie,wspólnie spędzony dzień na nartach i nie tylko. Szkoda,że takie piękne dni tak szybko się kończą. Pozostaje czekać na następne. Może za tydzień?Pozdrawiam.Johnny1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







