Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      3 572


  2. johnny_narciarz

    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      8 428


  3. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      2 888


  4. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      4 038


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 09.05.2017 uwzględniając wszystkie działy

  1. Miałem kończyć sezon (ten przywyciągowy) na Kasprowym Wierchu, ale ze względu na zakup Sprytnego Karnetu, bardziej opłacało mi się pojechać kawałek dalej do Tatrzańskiej Łomnicy. Przy okazji okazało się, że słowacka stacja działała dłużej, co tym bardziej mi pasowało... Pobudka znów o świcie, gdzieś tam po 4 rano. Powolne gramolenie i przy okazji spojrzenie na kamerki - jest pięknie! Cała trasa powyżej chmur w pełnym słońcu! Wygląda obiecująco, ale padający deszcz koło domu trochę niepokoi. Jednak decyzja o wyjeździe już podjęta! Pozostaje tylko zdecydować jakie narty zabrać. Miałem wziąć "łopaty",ale nocny przymrozek mnie zmylił i wziąłem bardziej uniwersalne K2 Rictor. Obieram trasę przez Jabłonkę, bo mam nadzieję uniknąć korków. Decyzja trafna! Droga w stronę Korbielowa pusta, bo ludzie jadą tłumnie do pracy w przeciwnym kierunku: do Bielska-Białej. Na Słowacji święto, więc w ogóle nie ma samochodów. Dopiero koło Nowego Targu większy ruch, ale już za Białką Tatrzańską znów pusto. Niestety nawet na Podhalu intensywne opady deszczu, do tego chmury wydawały się być wysoko. Jednak po przekroczeniu granicy, tak może 10 km. dalej, mogę już założyć przyciemniane okulary... Ale widok w samej Tatrzańskiej Łomnicy nie nastraja optymizmem. "Dziod" wisi nad górą i raczej wiele słońca nie zobaczę. Ale teraz to już nie ma co płakać nad rozlanym, będzie dobrze! Nie wspominałem, że dzień wcześniej wykupiłem wyjazd na Łomnicki Szczyt, bo prognozy na popołudnie były obiecujące... Na parkingu już ok 20, może 30 samochodów. Gramoli się paru narciarzy. To znak, że będzie można pojeździć! Miałem obawy, bo w mailu napisali, że będzie komunikat o... ósmej rano! Gdybym tyle czekał w domu, to by mi pół dnia uciekło. Ale jestem, jest sporo narciarzy, więc będą szusy. Pozostało udać się po "Mistenke", czy coś takiego (potrzebne do wjazdu na Łomnicki Szczyt) i już mogę się gramolić do góry. Jedna gondolka, druga gondolka - przy okazji robię różne ujęcia filmowe - i jestem przy Skalnym Plesie. Niestety tutaj mgła, choć przez chwile wydawało się, że wyjadę powyżej chmur. Nic z tego! Do tego już widzę, że trza było brać "Armaty".Miękko wszędzie, bardzo miękko! No cóż, ostatecznie Rictory też dobrze jadą w takich warunkach. Ruszam pod krzesełko i do góry. Tutaj jest ponad 400 m przewyższenia, to może jeszcze wyjadę ponad chmury. Marzenia ściętej głowy! Owszem, rozjaśniało się, coś jakby smaliło, ale nawet na górze ciągle gęsta mgła. Widoczność jakieś dwie muldy do przodu. Tak , trasa nie była ratrakowana i to dawno. Ale to już widziałem na kamerkach. Ruszam tempem emeryta i dość asekuracyjnie. Już przy starcie baner z ostrzeżeniem o wystającej skale. Trzeba być czujnym, bo faktycznie najechanie nartą na coś takiego mogłoby się źle skończyć. Przynajmniej dla sprzętu. Dale już lepiej, ale moje tempo marne. Nawet jakaś starsza babcia była szybsza... Jakoś nie mogę się przestawić na te Rictory. Tak przez pierwsze 3 zjazdy. Później jakby coś pękło i teraz to ja zaczynam gonić, że tak powiem. Przy okazji wyjeżdżam mocniej po za trasę, bo śnieg taki sam, ale równiej i fajniej. Słowacy w większości dziś na narach "pod butem 100+". Jakoś mnie to nie dziwi, ale na Rictory nie narzekam. Tylko ta mgła... Do tego jest mi bardzo ciepło, choć jest w okolicach zera stopni, muszę się porozbierać. Ale tak po godzinie nagle widoczność się poprawia. Chmury odsłaniają nieco trasy i jazda staje się przyjemniejsza. Teraz to pojeździłem i zasłużyłem na nagrodę. Czas zrobić tradycyjną przerwę na browara. Chwile później czekam już na wyjazd na Łomnicki Szczyt. Skoro tu się przejaśniło, to może i tam u góry? Czekam niecierpliwie na wyjazd, choć coś mi się tu nie zgadza. Ach tak, trwa remont dolnego peronu. Najpierw pan z obsługi uważnie sprawdza "Mistenki", a następnie wprowadza nas do wagoniku "wyjściem". Ale to drobny szczegół. No tor ruszamy! Wagonik wjeżdża w chmurę i niecierpliwie czekam na zobaczenie promieni słonecznych. Czekam, czekam i się nie doczekam. Niestety, to moje trzecie podejście i znowu się nie udało. Na górze mgła bez perspektywy na jakieś przejaśnienie. Pozostaje sobie pospacerować, bo przecież nie będę siedział w barze. Coś tam widać, to może jakieś ujęcia wyjdą. Dodam, że przy pierwszej próbie zerwał się wiatr i przestali wywozić ludzi. Przy drugiej była mgła, ale chwilami szczyty się odsłaniały. Tym razem "Dziod" na nic nie pozwolił. Prognozy się nie sprawdziły. Kiedy tak stoję na tarasie i sobie rozmyślam jak daleko bym "poleciał", z mgły wyłaniają się mocno oszpejowani wspinacze. Przeszli przez barierki, sprzęt rzucili przy wejściu i udali się do baru... Ja robię jeszcze sporo zdjęć i ujęć filmowych. Spaceruję tam i z powrotem, szukając jakiś szczegółów. Co ciekawe, wielu wyjeżdżających ogranicz się do wyjścia przed sam bar. Chyba nie wiedzą, że balkon dookoła domu prowadzi na krótką ścieżkę z atrakcjami. Oczywiście we mgle wiele nie zobaczą, ale jednak jest to jakaś atrakcja. Choćby stanąć na słynnym tarasie. Po za tym, zawsze może się zdarzyć, że na chwilę chmury się rozejdą... Niestety góra chyba mnie nie lubi i tym razem ani na chwilę widoków nie było. Moja tura została wezwana do wagoniku i czas wracać. Chociaż podczas zjazdu były widoki. Postanowiłem jeszcze przespacerować się nad jeziorko. Nigdy tam nie byłem, a to tylko kilka kroków. Warto było. Później jeszcze mały posiłek i trzeba było powrócić do harówki, choć czasu wiele nie pozostało. Za to pogoda na sam koniec zrobiła się piękna. Przynajmniej tu przy trasie. Szczyt był nadal zasłonięty, choć teraz już na pewno coś bym zobaczył. Czyli prognozy się sprawdziły, ale z małym poślizgiem. Może następnym razem... do czterech razy sztuka? Dwa zjazdy no i przyszła 15.30. Czas się zwijać, bo mi jeszcze gondole wyłączą, a nie wyobrażam zejść stamtąd z buta narciarskiego... Biela Put mogłem przejść, ale tu to chyba by pół dnia zajęło. Przy okazji zwróciłem uwagę, że obsługa zbiera zabawki przy trasie. Tak, to był ostatni dzień działania stacji. Pora wracać. W sumie zadowolony jadę na dół. Ostatni dzień przywyciągowy w bliższej/dalszej okolicy został zakończony. Zdecydowanie na plus, choć pogoda popsuła nieco zabawę. Sezon zakończyłem, choć kto wie czy mnie "ktoś" na skitoury nie wyciągnie... Przywyciągowo sezon rozpoczęty 11 listopada, a zakończony 8 maja - nieźle! Podobno sezon u nas trwa krótko... Pozdrawiam, Johnny
    12 punktów
  2. Na grzbiecie Karkonoszy nawialo w niektorych miejscach kilka metrów śniegu. Właśnie maszyna odśnieżyła drogę pomiędzy Vyrovka o Loucni Bouda. Robi wrażenie. http://video.idnes.cz/?idvideo=V170508_161820_hradec_jda więcej fot na stronie http://hradec.idnes.cz/snehove-bariery-vyrovka-lucni-bouda-krkonose-fop-/hradec-zpravy.aspx?c=A170508_174540_hradec-zpravy_the
    7 punktów
  3. Nasz wyjazd powoli zbliża się do końca ale powinniśmy mieć jeszcze co najmniej jeden bardzo dobry dzień. Rano żegnamy krewetki, krótki skok przez morze i lądujemy na Uloyi - wyspie z jednym szczytem (i czterema wierzchołkami). Początek już znacie było jak zawsze, las (tym razem nawet z wygodną drogą i oznakowaną ścieżką!!!), hala, szczyt. Nie dziwię się, że Uloya jest taka kultowa bo widoki są tutaj powalające. Dużo wody w pierwszych planach i otwarte kierunki. Po drodze możemy zobaczyć nasze ostanie cele i Wielka Kupa (ta z prawej) co się z Diupvik jawiła niewinnie wygląda... Nasze wcześniejsze cele z Lyngseidet też możemy podziwiać w oddali. Na szczycie jak już wspomniałem jest bardzo ładnie. Kusi nas z Tomkiem aby zjechać na "ciemną" stronę Uloyi. Ta góra jest zupełnie analogiczna do tych wcześniejszych z jednej strony przyjazna i łagodna a z drugiej ściany. Ponieważ czeka nas dalszy rejs i już nie ma za dużo czasu to odpuszczamy, szczególnie, że zjazdu nie szło wcześniej zobaczyć. I było to Tomku do zrobienia! Tymczasem ekipa rozluźniona, spokojnie relaksuje się w tych pięknych okolicznościach. To 7 dzień łażenia, zero spinki. Wyjazd udał się już za...ście. Dokumentuje więc te zarośnięte od dwóch tygodni twarzyczki - pewnie wyglądam tak samo. Patrząc na Piotra widać, że musiał zahaczyć o maszynkę (podobnie też MajorSki) Ale reszta była normalna - nie musieliśmy się nikomu podobać. A właściwie to... nawet nie chcieliśmy się nikomu podobać! U El Capitano stanu zarostu nie udało mi się sprawdzić. Najlepsze, ze bałem się, że po 11 dniach przebywania w ciasnocie żaglówki będę miał już dość tych typów a tu wprost przeciwnie. Tematów do rozmów nie zabrakło do końca mimo, że wyjazd był prawie bezalkoholowy (te ceny w Norwegii kosmos...). Co to znaczy właściwa ekipa... Z czystym sumieniem powiem to nie był kolejny najlepszy dzień w Norwegii. Seria kiedyś musiała się skończyć a dorównać zjazdowi z Sormegaisa nie jest łatwo. Ale to był piękny dzień. Dokładnie piękny. Wsiedliśmy do łódki i niczego już nie oczekiwałem. A tu bonusik całkiem niespodziewany dostaliśmy (a już szczególnie ja). raz, że piękny zachód słońca był jak przepływaliśmy obok naszych pierwszych szczytów norweskich (co je też o wschodzie słońca obserwowaliśmy) Ale dwa solidnie dmuchnęło. El Capitano zarządził rozłożenie grota i gafla co wszystkich zelektryzowało Sesje foto szybko się skończyły i zaczęła się jazda. A najlepsze, że za sterem stał (zapierając się nogami z całych sił) niżej podpisany! Pozdro Wiesiek
    3 punkty
  4. Marionen, bardzo jestem zadowolony ze Ci się udała wycieczka. Jak zwykle spadasz na cztery łapy Jesteś w stanie ocenić max nachylenie w kotle ? Oczywiście chętnie odwiedzę Pradziada w końcu zimą następny sezon. Kojarzę że grupa beskidzka wyraża zainteresowanie tym rejonem. Może więc już dziś zaproponuję wstępnie wspólne tury pod Pradziadem. Każdy ma tam na tyle odległości autem, że można dojechać na jeden dzień.
    2 punkty
  5. Pierwsze dwa dni środa czwartek, zimowo i wietrznie, chmura i wiatr powyżej 1400m Wiało tak że ledwo wróciłem w czwartek z południa (zjazd 10min, powrót 1:10) no ale chciałem zobaczyć nową gondolę. Od piątku bajka, bezchmurnie rano -17 C, na trasach kilka stopni mrozu. Piątek Szczyrbskie Pleso na Furkocie kolejka do 5min Tak wyglądała droga 537 z Szczyrbskiego Plesa Obawiałem się kolejek, ale nawet w Sylwestra można było jeździć pustymi trasami bez kolejek. A na single line w Zahradkach 2-3 min. Trasa Mistrzowska 7 i 7a oraz kanapa B5 lub B4 tylko dla nas w Sylwestra Gorący i taneczny bal w Tatralandii Nowy Rok Chopok Południe 33a Zapasy śniegu na Brhliska 10a pod gondolą A3 Warunków na trasach nie oceniam, bo złe to są jak nie ma śniegu, a jeździło nam się dobrze, poza zjazdem na południe we mgle. Pomyślności w Nowym Roku.
    1 punkt
  6. To złapałem błąd. Kliknąłem link, który Jacku zamieściłeś na forum, do galerii z targów InterAlpin. W załączniku też plik html ze źródłem strony, może się przyda. skionline_error.html
    1 punkt
  7. Miało lać wiać i zapowiadała się jazda we mgle. Było bezwietrznie, nie padało, a chmury były nade mną i pode mną. Przepiękne zakończenie sezonu.
    1 punkt
  8. Sezon 2016/17 zakończyłem 07.05.2017 na Łomnickim Siodle, pogoda dopisała.
    1 punkt
  9. na wyprzedaży foki bezklejowe Colltex Whizz, dobra cena i niezbyt wysoka waga, 185cm x 130mm https://www.polarsport.pl/foki-colltex-whiz.html
    1 punkt
  10. Dużym zaskoczeniem dla mnie było, że śnieg tak szybko odpłynął z masywu Pradziada, liczyłem na więcej (dłużej), w ten weekend jeszcze mi się po cichu marzyło. Ale największa niespodzianka i to na plus była inna. Od godziny 12 do 20 ( całych 8 godzin) nie spotkałem żywej duszy, ani na szlaku, ani w kotle, ani na szczycie Velka Hole. Ostatnia osoba to Czech który w Karlovie przegonił mnie z drogi na parking. Pora jednak popróbować swych sił w żlebie. Górna krawędź żlebu i od początku stromo, do tego wyprzedzają mnie śnieżne kule. Myślę sobie, że jakby co to zdążę odbić w lewo, bo tam śniegu już nie ma. Pierwszy odcinek do poprzecznych skał najbardziej stromy, muszę odbić w lewo i przekroczyć najwyżej położony ciek wodny (może to zaczątek Moravicy). Od razu orientuję się, że ostatni opad śniegu nie związał się ze starym podłożem, co na tej focie świetnie widać. Dobrze, że większość tej górnej warstwy się wytopiła. Po lewej stronie śniegu więcej, ale dużo bardziej miękki. Z okolicznych skał i całego kotła co kilkanaście metrów kolejny strumień wodny (a na wypłaszczeniu powyżej kotła widziałem również kilka młaków) tworzy już zaczątek Moravicy Teraz znowu w prawo bliżej skał, tam jest bardziej twardo. Potwierdza się teoria o której pisał kiedyś Jasiek i chyba MarioJ lub MajorSki (tego już nie jestem pewien), że najlepszy śnieg to ten brudny. Tutaj tak właśnie jest. Jazda po nim, mimo licznych małych odłamków kamiennych z skał powyżej jest fantastyczna. W kilku miejscach podchodzę jeszcze raz, nie zdejmując nart bo się nie da. Może ulepię bałwana... nie, nie mam już sił Zjeżdżając po prawej stronie małym grzbietem, wywołuję kilka mini lawinek, można wyobrazić sobie jak wygląda prawdziwa Musiałem jeszcze uważać na wystające krzaki, skręty tak dobierać by nie zaczepić dziobami, lub piętkami o nie. Reszta to już sama przyjemność. Mijałem piękne formacje skalne po prawej stronie Jak drzewa muszą walczyć ze śniegiem i lawinami o życie Patrząc na żleb wydaje się, że nie ma po czym zjechać, a jednak dało się Ostatnia przerwa na zregenerowanie sił. Samotna skała, gdzieś na dnie Przejście przez potok i powrót na szlak niebieski, w stronę Karlova. Piękny dzień dobiega końca. Miało być więcej śniegu i gorszy zjazd, a było na odwrót. Bilans dnia zdecydowanie na plus. Pozdrawiam serdecznie! PS MarioJ zjeżdżałem żlebem tym samym co chłopaki na wrzuconym przez Ciebie linku, tylko ja od początku, ale Oni mieli zdecydowanie więcej śniegu (byli w pełni zimy jednak), trzeba by to powtórzyć w sezonie zimowym ? Jak coś to... Dzięki jeszcze raz!
    1 punkt
  11. Prawie zszedłem na zawał Musimy się kiedyś z Tobą wybrać w roli przewodnika, zapomnimy map i gpsow. To będzie Adventure Tour.
    1 punkt
  12. Fotki zorzy piękne, to jednak się tam działo. No cóż ja miałem wtedy fizycznie najgorszy dzień, nie zjechałem dwa razy, nie wstałem na zorze. Ale najważniejszy zjazd zaliczyłem w pełnym gazie. Najlepszy dzień i tak mało zdjęć z gór, tak nie może być No to sklep na początek Taki rest to ja rozumiem Radość podejścia Piękny czysty puch Dwie linie po dwóch zawodnikach na razie Banany po zjeździe Szczyt to Sorbmegaisa (1288m). Mi wyszło 1350m vertical, więc Wieśkowi i ekipie z dwoma zjazdami pewnie z 1700m może nawet. To będzie więc rekord przewyższenia w Norwegii.
    1 punkt
  13. Idealny dzień (w ujęciu skippera) Czyżby moi koledzy nie tylko zostali gdzieś daleko z tyłu na tym szlaku co go przecieram ale zgoła poszli sobie gdzieś w bok robiąc ze mnie Latającego Holendra??? Halo Panowie, miało być wspólnie, obudźcie się i ruszcie tyłki (a właściwie pióra)!!! Na początek sytuacja. Po lewej macie naszą wczorajszą turę na Wielką Kupę. Na prawo jest kolejny cel. Dość dokładnie obejrzeliśmy go sobie dzień wcześniej co niosło za sobą bardzo określone konsekwencje. Niezbyt nam się podoba wizja dymania nadmorską drogą 3 kilometrów. Ale ekonomia czasowa zwyciężą i początek jest taki. Z drogi nie mamy zamiaru ustąpić. Na środku foty nasza górka. Schodzimy na szlak przy sklepie w którym Robert kupuje kilogram cukru. Po co mu kilogram cukru w plecaku ? . Wygląda mi to na jakąś ofiarę rytualną. Będę dalej śledził uważnie poczynania mojego doświadczonego kolegi. Wchodzimy w las - jest tam założony ślad. Ale to jakaś masakra: stromo, gęstwa taka, że trzeba dosłownie przeciskać się między drzewkami, do tego upał. Co jakiś czas foki puszczają, lecąc, łapiemy się rozpaczliwie pieńków. K... latają gęsto między drzewami. No koniec końców wyłazimy na hale. A tutaj powtórka z wczoraj tyle tylko, że ani skrawka chmurki - totalna blacha. Uznaję, że mnie to zwalnia z fotograficznych czynności (bo zdjęcia bez chmur to połowa zdjęć) do tego widoki na Alpy Lyngeńskie w zasadzie identyczne nie ma się więc co rozczulać i trzeba zasuwać na górę. Ze szczytu zdjęć nie mam. Ponieważ El Capitano znacząco został na podejściu to proponuję żeby na niego zaczekać a ponieważ to może być około godziny to postanawiamy z Robertem i MajorSki zjechać z kopuły szczytowej. Mijamy Michała, później na górę i... Tak, tak dzień się zacznie jako, że nie mamy zamiaru zjeżdżać po utartych (czyli przewodnikowych ścieżkach). Wczorajsza wizja lokalna wykazała możliwość "zjazdu życia" Jedziemy kawałek granią a później jest tak. Kilkuset metrowa lufa z 35 stopniowym średnim nachyleniem (miejscami sporo więcej), do tego dziewiczy puch. 100% bezpiecznie to na pewno nie jest więc adrenalina buzuje. Wjeżdżamy w długich odstępach czasowych, Tomek z nad nawisu obserwuje zjazdy od góry. Piotr, co pojechał pierwszy, asekuruje od dołu. Zjazd jest naprawdę długi, trwa, trwa, trwa i już dokładnie wiem po co przyjechałem do Norwegi. Przyjechałem dla tego zjazdu. Proste. Na dole - no po prostu entuzjazm (ktoś ma to na fotach???). Ehhh. Dalej jedziemy przedziwnie pofałdowanym terenem. Jest po prostu bajecznie, euforia mija ale wspomnienie zjazdu (jak wszystkich innych najlepszych zjazdów) wryło się w pamięć. I już na zawsze będzie to w mojej głowie - razem z parunastu/parudziesięcioma innymi co tam tkwią. Zjeżdżamy na plażę wariantem co go wczoraj reszta ekipy opracowała. Jeszcze pamiątkowa fota - nasze ślady dobrze widać. Wieczorem, gadam z żonką i oczywiście oznajmiam, że był to najlepszy dzień w Norwegi - reszta ekipy leje bo to już szósty najlepszy dzień. Czy może być coś jeszcze? Ano może - ponieważ to jest pierwsza bezchmurna noc, oznajmiam - "obudźcie mnie jak będzie zorza" . I faktycznie Klisiu budzi mnie przed 24.00 i przez kolejne 90 min stoję w porcie w przejmującym wietrze i nad portem i wytwórnią jest tak Ale zdecydowanie lepszy jest widok na Alpy Lyngeńskie, tutaj to nawet oprócz zielonego pojawiają się niezdecydowane róże... Zorza nie ma zamiaru się skończyć ale po półtorej godziny dochodzimy z Robertem, że pora już spać (reszta poszła wcześniej). Wysyłam jeszcze żonce sms "piękna zorza czyli to był Idealny Dzień (Skippera)". Kto nie zna Pingwinów z Madagaskaru to niech koniecznie obejrzy - co prawda jakość słaba ale daje pojęcie co to jest idealny dzień!!! I de olo Wujot
    1 punkt
  14. Na początek małe uzupełnienie - trochę rozczarował mnie brak Waszej dociekliwości w kwestii ducha nart (a i tej drugiej atrakcji z jazdą w tle). Dbając o koloryt i przybliżenie kultury opowiem do końca tą historię. W czasach gdy żyli herosi (a nie takie konusy jak teraz) ziemia Nordlandu była areną wielkich potyczek między Odinem a olbrzymami Lokiego. Do jednej z najbardziej spektakularnych bitew doszło właśnie na półwyspie na którym turowaliśmy. Nie wdając się w sceny batalistyczne skutek był taki, że Odin wspomagany przez Thora i innych bogów pokonał dzikie hordy przeciwników. Gdy umilkł już bitewny zgiełk Odin używając sobie tylko przyrodzonych mocy ułożył wielki stos z skamieniałych ciał przeciwników. Był on pod niebo wielki. Stojąc na szczycie wydał ryk przepotężny co góry poprzestawiał. Co było dalej nie wiemy bo jedyny świadek tych zdarzeń samotny wiking Norgar Diupvik, co zaplątał się przez sztormy w te niedostępne okolice, zginął w jednej chwili od akustycznej fali uderzeniowej (ryk był naddźwiękowy). Łaskawy Odin pozwolił zamieszkać duchowi Diupvika na powstałej z kamiennych ciał górze. Ten ostatni, w kolejne rocznice bitwy, ukazuje się przybyszom opowiadając tę batalistyczną historię. Duch przyjmuje różne postacie - narciarzom ukazuje się jako narciarz. Na cześć zwycięstwa Odina miejsce to nazwano Storhaugen co tłumaczymy jako Wielka Kupa. Aby usłyszeć opowieść Norgara Diupvika trzeba być na Storhaugen na początku kwietnia, mieć pokorę wobec starożytnych bogów, umysł czysty i nieskalane serce. Po wykonaniu 7-go perfekcyjnego skrętu należy się zatrzymać pokłonić w cztery strony świata i liczyć, że stanie się! Czasem trochę już zgryźliwy Diupvik może przybrać inną, nie w pełni ukształtowaną narciarsko, postać... Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  15. Szczyrk - SON, bardzo podobnie będą wyglądały nowe gondole
    1 punkt
  16. Kilka pierwszych zdjeć z targów
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...