Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. Góral spod Skrzycznego

    Góral spod Skrzycznego

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 042


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. WojtekM

    WojtekM

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      2 421


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 27.05.2017 w Odpowiedzi

  1. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk Pro
    4 punkty
  2. Tęsknicie? Na Skrzycznem jeszcze jest. Fotka z dzisiejszego objazdu Skrzycznego przez młodszego Górala:
    3 punkty
  3. Chmurka, winowajca przerwania mojego dzisiejszego treningu Jedna strona: Druga strona...
    3 punkty
  4. Czasu rzeczywiście jest dużo aby uzbierać na Vantage X 83 CTi, na razie mogę sobie pozwolić tylko na wolny marsz i to w poziomie. Przygotowania do sezonu spróbuję rozpocząć od sierpnia, 6 m-cy po. Trzymajcie kciuki. Pozdrawiam Smutny Góral.
    2 punkty
  5. Co to za wątpliwości Góralu, przecież jest oczywistą oczywistością, że będziesz jeździł. Pytanie tylko od kiedy? Ale przecież się nam nie spieszy.
    2 punkty
  6. W tym budżecie, na pierwszą szosę polecam Triban 540 https://www.decathlon.pl/rower-szosowy-triban-540-id_8377756.html To już jest na osprzęcie 105, rama aluminium, widelec karbon. W tych pieniądzach nic lepszego nie dostaniesz, a jeszcze zostanie ci na buty, bloki, ciuchy itp. Poczytaj na forach szosowych. Właściwie żaden konkurent nie zbliża się się cenowo do Tribana. Tylko musisz wyzbyć się poczucia, że marka Decathlonu jest gorsza. No i mieć mozliwość zakupu - ciężko jest teraz dostać Tribany 520 (Sora) i 540 (105, koła Mavic) - idą w sezonie jak ciepłe bułeczki w całej Europie, i do Polski trafia ich mało. Z Tribanami 500 nie ma już takiego kłopotu, ale Twój budżet pozwala spokojnie na więcej niż ten model. Na pierwszą szosę Triban 540 (lub nawet tańszy 520), to rozwiązania moim zdaniem idealne. A znam i takich, którzy na jeszcze tańszych Tribanach 500 objeżdżają wielokrotnie droższe rowery
    2 punkty
  7. Niekoniecznie Z tym to podobnie jak z nartami - jak popatrzysz w katalogowe ceny, to często jest kosmos, a wystarczy poszperać i można kupić za pół ceny np. model z poprzedniego sezonu, powystawowy itp. No, tylko że musisz wiedzieć czego chcesz. I dlatego nie jestem pewien, czy powinieneś od razu się szarpać na jak najbardziej wypasiony rower. Masz pewność, że to Ci się na tyle spodoba, że te wydane kilka tysięcy więcej będzie uzasadnione? A może na początek jednak coś tańszego, wręcz podstawowego? Zapewniam Cię, że różnica w jeździe/osiągach pomiędzy "góralem", a tanią szosą będzie kolosalna, zaś różnica pomiędzy tańszą szosą, a droższą szosą będzie niewielka. Zaoszczędzisz też na kosztach eksploatacji, bo wbrew pozorom na rowerze za darmo się nie jeździ - części się zużywają i trzeba je wymieniać (chyba, że mało się jeździ, ale to po co wtedy super rower ;)), im wyższa grupa osprzętu, tym bardziej boli. Pojeździsz 2-3 sezony, wkręcisz się na całego i wtedy bez wahania (i bez potencjalnych wpadek, np. rozmiarowych) dasz nie 5tys, ale 7-8 za nowy rower. Ja tak zrobiłem i uważam, że to był dobry pomysł. Z 5, czy 6 lat temu kupiłem po prostu najtańszą szosę - aluminium, najniższa grupa sprzętowa, dobrze ponad 11kg wagi, katalogowo ok 2k PLN. Pod koniec zeszłego sezonu nabyłem nowe cacko - karbon, pełna ultegra, poniżej 8kg (a jeszcze koła by można ulepszyć), katalogowo 12k PLN... Owszem, na nowym się jeździ fajniej (pod warunkiem, że nie na zjazdach albo na bocznym wietrze, gdzie stary kloc się lepiej zachowuje :)), bardziej skłania do depnięcia, ale różnica w osiągach jest mniejsza niż by się mogło wydawać. To będzie miało znaczenie może w kilku procentach. A cała reszta, to moc silnika
    2 punkty
  8. a teraz mój drugi biegun muzyczny. mam nadzieję , że admin tego nie usunie
    2 punkty
  9. To trio akordeonowe, momentami rewelacyjne - jakoś go nie znałem a warto. Skoro mówisz o naszych towarach eksportowych to na pewno Bester Quartet jako gwiazda Tzadik (wytwórnia Zorna). No i akordeon w składzie A drugie to dam Skalpel no jednak "stajnia" Ninja Tune, to jest najpierwsza liga. No i z WRO. No i też jazzopodobne. Chętnie posłuchałbym Twojej ciemnej strony jakby co. Teraz bardzo ciemna strona. I coś co nie może być popularne ale dla mnie masakra. Jakby co to też WRO Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  10. Prawdopodobnie ostatnie tury w tym sezonie postanowiliśmy zakończyć z przytupem, padło na Baranie Rogi od Zielonego Stawu. Ruszany z Andrychowa dość późno jak na nas bo o 4 rano w składzie Rafał Z., Filip no i moja skromna osoba, jak się potem okazało uzbierało się nas znacznie więcej. Na parkingu Kieżmarskiej Białej Wody meldujemy się trochę przed 7 rano standardowe gramolenie i ruszamy z buta trekingowego doliną Kieżmarską w stronę Chaty przy Zielonym Stawie. Jak widać towarzyszy na dość młody skiturowiec Alex na razie bez nart ale wkrótce go dogonią, idziemy spokojnym tempem przez około 5,5km. Dwa kilometry przed schroniskiem pojawia się śnieg wysokość około 1400m.n.p.m. część ekipy zaczyna foczyć a ja dalej cisnę z buta bo z doświadczenia wiem że pewnie na ciekach wodnych będą przerwy w śniegu i będzie trzeba ściągać narty lub na żywca po kamolach latać, jak się okazało miałem racje ale nie było aż tak tragicznie. W końcu po około 2,5h-3h docieramy nad staw gdzie posiedzimy z godzinę zbierając siły. Tutaj dość nietypowa niespodzianka nas spotyka mianowicie gospodarze schroniska postanowili odśnieżyć szlak prowadzący do nich używając do tego traktora Jak widać śniegu jeszcze z metr na wysokości 1551 m. przez co odśnieżanie idzie bardzo wolno. Jak wspomniałem wcześniej siedzimy przy schronisku chwile i czekamy na resztę towarzystwa która zadeklarowała chęć wspólnego foczenia w ten sposób uzbierało nas się 8 luda 7 na nartach 1 pieszo Około 10:30 ruszamy w kierunku czoła Dzikiej doliny. Dochodzimy do pierwszego żlebu i tutaj pakujemy narty na plecy i jazda do góry kolega próbował foczyć w żlebie ale po kilku zakosach poddał się za wąsko było. W żlebie mijamy kilka fajnych wodospadów idzie się dobrze śnieg mokry ale nie osuwa się raki kompletnie w tym miejscu zbędne. mijamy żleb i wchodzimy do Doliny Dzikiej, zastajemy tam przeogromne hektary śniegu już na samą myśl o zjeździe gęby cieszą się nam niemiłosiernie. Napotykamy po drodze gapowiczów dolina ma jedno przełamanie a na jej końcu po lewej stronie jest wlot na Baranią Przełęcz gdzie zmierzamy żleb prowadzący na nią jest dość stromy dochodzi do 45 stopni. W końcu docieram na przełęcz gdzie rozdzielamy się Ja, Rafał Z. Filip i Marta postanawiamy wyjść na szczyt a reszta z różnych powodów zostaje na przełęczy i delektuje się widokami ponieważ pogoda była dla nas łaskawa i przegoniła chmurska które jeszcze godzinę wcześniej zalegały na szczycie i niżej czasem opłaca się wolno bez pośpiechu dreptać W kierunku szczytu trzeba zrobić lekki trawers w dość mocno nachylonym zboczu ale trudności nie sprawia przy zachowaniu dużej ostrożności. Po około 20-30 minutach stajemy na szczycie z bananami na twarzy bo za chwile będzie to co lubimy najbardziej czyli zjazd I takim sposobem zrobiliśmy kolejny szczyt do Korony Tatr kończąc sezon Skiturowy . kilka danych odnośnie trasy mniej więcej tak zmieściliśmy się w maksymalnych wartościach czasowych: Trasa: Parking w okolica Kieżmarskich Żłobów (przy żółtym szlaku) - Schroniska nad Zielonym Stawem w Dolinie Kieżmarskiej - Dolina Dzika - Barania Przełęcz (2389 m) - Baranie Rogi (2526 m) Podejście: ok. 1600 metrów. Od schroniska ok. 900 metrów. Zjazd: W lini podejścia. Przy dobrych warunkach śnieżnych da się zjechać do samego parkingu. Trudność: S3-3+ Nachylenie: maksymalnie 45 stopni Zagrożenia: lawiny na podejściu żlebem przez próg Doliny Dzikiej, oraz pod Baranią Przełęczą Czas: podejście ok 5-7h, zjazd ok. 1-2 godz Schroniska: Nad Zielonym Stawem w Dolinie Kieżmarskiej Sprzęt: Raki, Czekan, ABC Lawinowe, ew. Harszle Film z ostatniej tury w tym sezonie. Pozdrawiam Rafał Foty: Ja Rafał Z. Filip Marta Przemek
    1 punkt
  11. 28 jest w Tribanie 540. A w 520 są z przodu nawet trzy blaty 50X39X30. Ale rozumiem, że kolega na Alpy się nie rzuci. Przynajmniej nie w pierwszym roku , więc jakoś bym na to nie zwracał szczególnej uwagi. Przy zakupie rowerów typu Triban 520, 540, czy też Huragan 4 dostaniemy naprawdę sporo za każdą złotówkę (w tym w 540 i Huraganie pierwszy z wyścigowych napędów - 105) i jeszcze trochę może w kieszeni zostanie na konieczne wydatki typu pedały/bloki, buty, spodenki itp. Moim zdaniem nie ma co się zaginać z pierwszą szosę na więcej. Chyba, że dysponujemy rzeczywiście dużo większym budżetem. Albo chcemy mieć rzeczywiście coś z lepszym napisem, a nie jakiś Triban czy Romet. Ale w mojej skromnej opinii - za 5 tys. nic lepszego (nowego) nie kupisz. A nawet jeżeli, to nie zostanie zbyt wiele na konieczne wydatki. Może gdyby tak podbić jeszcze budżet .... No kwestia czego chcesz i jak chcesz jeździć.
    1 punkt
  12. W uzupełnieniu do Tribana 540 https://www.decathlon.pl/rower-szosowy-triban-540-id_8377756.html zapomnialem jeszcze dodać Romet Huragan 4 http://www.romet.pl/Rower,HURAGAN_4,10,713,714,14574,2017.html Oba rowery - Triban 540 i Huragan 4 - to absolutne killery cenowe z napędem Shimano 105. Każdy z nich ma plusy i minusy. Triban ma chyba nieco słabszą korbę i hamulce, ale za to ma koła Mavic Aksium. Rowery konkurencyjne z tym osprzętem to już dużo większy wydatek. Zależy ile jesteśmy skłonni zapłacić więcej za malowanie (które w końcu też jest ważne ).
    1 punkt
  13. Jeśli będzie mi dane stanąć jeszcze na nartach to będą to Atomic Vantage ale te kolejne 83 i dłuuuuuuuuuuuuugie.
    1 punkt
  14. Zapomniałem napisać relacji ze styczniowych zawodów w biegówkach, które zorganizowałem. Raz zapominałem, raz nie było czasu i w końcu zrobiła się końcówka maja, a relacja dotyczy stycznia. W grudniu, gdy w spadł śnieg w Warszawie, wpadłem na pomysł, żeby zorganizować u siebie w szkole zawody w biegach narciarskich. Jako, że narciarstwa zjazdowego nie będę promował u siebie w szkole, to zostały biegówki. Pomysł trochę od czapy, bo szkoła jest niemal w centrum Warszawy, więc śniegu jest tam najmniej. Miejsca też nie ma zbyt dużo - trzy boiska w tym dwa ogrodzone siatkami. Innymi problemami były pieniądze na wypożyczenie nart i chęć dyrekcji, bo przecież ktoś musi wziąć odpowiedzialność za to czy komuś coś się stanie. Kiedy tak planowaliśmy z kolegami, jaką trasę wytyczyć, stopniał śnieg. Jako, ze był dopiero grudzień, to prawdopodobieństwo, że śnieg jeszcze spadnie, było wysokie. Powoli zaczęliśmy ustalać trasę, pieniądze, nagrody itp. Na początku stycznia spadł śnieg. Chętni się pojawili (ok. 20 osób), więc to już coś. Narty pożyczyło nam Towarzystwo Narciarskie Biegówki, które pomogło także przygotować trasę i vouchery na szkolenie biegówkowe w ramach nagród. Oprócz voucherów nagrodami za 3 pierwsze miejsca w kategorii M i K były czapki zimowe. Z ustaleniem trasy było sporo problemów - wychodziły nam dość ostre zakręty (jeden 180 stopni i jeden ok. 60-70). Do tego wąskie gardło. Na dwóch najtrudniejszych zakrętach nie wytyczaliśmy toru, tylko zostawiliśmy wolny przejazd - i tak co chwila ktoś się tam wywalał Na pozostałej trasie ślady założyliśmy trackseterem. Długość wyniosła ostatecznie ok. 330 metrów. Mało? Dużo? Zależy, jak patrzeć. Na kilka dni przed zawodami przyszła odwilż i sporo toru zniknęło (część biegła nad rurami z ciepłą wodą). Potem przyszedł mróz i tor zrobił się trochę lodowy. Na poprawki było za późno, więc zdążyliśmy tylko załatać wybrakowane miejsca. Przed Mistrzostwami Czackiego w Biegach Narciarskich (oficjalna nazwa zawodów) TN Biegówki Wesoła zorganizowało rozgrzewkę. Do tego profesjonalnie zabezpieczyli trasę - start, metę oraz zakręty. Ostatecznie w Mistrzostwach wzięło udział 19 osób. Najlepszy czas u chłopaków to 1:36 a u dziewczyn 1:37. Może wolno, ale na tak krótkiej trasie było aż 9 zakrętów! Jak widać, nawet w centrum miasta można pobiegać na nartach. Za rok planuję tego typu zawody a dużo większą skalę i z większą pompą. Kilka zdjęć na koniec Filmik z Mistrzostw:
    1 punkt
  15. I jeszcze w sprawie wzrostu - jesteś pomiędzy L i XL, więc dobrze przymierzyć. Liczy się długość nóg, geometria ramy itp. Na youtubie i forach szosowych sporo porad jak dobierać rozmiar. Można też wspomóc się tabelami wybranego producenta. Z moich doświadczeń lepiej rama trochę mniejsza, niż za duża.
    1 punkt
  16. Maćku , ja rozumiem/szanuję każdy tok rozumowania w tym wątku , ale najbliżej mi do tego co napisał Cosworth240 no i Ty . Zbytnie oszczędności z reguły później odbijają się czkawką , ale też nie mam zamiaru kupować roweru na zbliżający się Tour De France , żeby się załapać do którejś z ekip . Szukam tzw. złotego środka , chociaż wiem , że o taki najtrudniej . W sumie z wydatkiem rzędu 4-6 tyś już się pogodziłem , mam tylko zagwostkę dotyczącą tego modelu Giant AnyRoad CoMax . Nawet nie wiedziałem , że takie hybrydy crossa z szosą są produkowane , a ja w sumie na swoim starym MTB sporo jeżdżę po drogach nieutwardzonych lub o gorszej nawierzchni ( bo lubię ) i zastanawiam się , czy taki "wynalazek" nie byłby dla mnie lepszy od typowej kolarki ?
    1 punkt
  17. Panowie , zgadzam się z Wami jeżeli chodzi o sprzęt , jego dobór , cenę itp . Można kupić np. kilkuletnie używki w bardzo dobrym stanie i na przyzwoitym osprzęcie za ,powiedzmy, 1,5-2 tyś. zł . Można też wydać bez problemu 20 tyś. zł albo i więcej , jak ktoś ma kasę i fantazję . Wszystkie Wasze uwagi , sugestie są dla mnie cenne i z pewnością jakieś wnioski z nich wyciągnę .Na razie chłonę wiedzę , przeglądam internet i myślę , że coś w końcu upoluję
    1 punkt
  18. Christian Scott subtelny i na pewno wart posłuchania. Co do hard/heavy/trash/speed/breakcore/itd bo tak to mniej więcej szło to też to przeszedłem - jak jest dostatecznie głośno to zawsze robi wrażenie. Ale ogólnie to mam to na razie za sobą. Ale chciałbym skręcić w inną stronę, poznając różnych mało znanych a świetnych wykonawców z Polski (których nikt nie zna) można zadać sobie pytanie czy tylko my tak mamy. Dlatego co jakiś czas "próbkuję" jakiś region np. RPA, Kenię albo Bali, Peru/cokolwiek (ale szczególnie Afrykę) przesłuchując komplet artystów uznanych tam za najciekawszych. Można szoku dostać ile jest interesujących wykonawców, często z doskonałą świadomością tego co gra świat w tym i awangarda akademicka. Jakiś czas temu zainteresowałem się sceną bejrucką i cóż tu mówić naprawdę jest co słuchać. Oprócz tej tanecznej muzy w katalogu wytwórni która to wydała jest bardzo dużo doskonałej muzyki improwizowanej i tym też warto się zainteresować. Tutaj kawałek płyty, który zdecydowanie przypomina charakterem improwizowane kawałki z twórczości Kammerflimmer Kolektief (Niemcy), jednej z najbardziej nieszablonowych formacji około jazzowych. Ale to jest dla koneserów. A teraz Kinszasa (Kongo) równie energetyczna i równie "współczesna" kapela. No i jak ci ludzie się ruszają! Jak się spodobało to następny kawałek Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  19. To przez codzienne ślepienie w kamerki! Na tydzień się od tego odcinam i pooglądam sobie na żywo
    1 punkt
  20. Zdjęcia z drona, niestety słabiutkie Więcej: http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/beskidy/a/szczyrkowski-osrodek-sportowy-inwestycje-ida-pelna-para-zdjecia-z-drona,12104116/
    1 punkt
  21. Niech ten wątek będzie dla extremalnej jazdy. Bargiel właśnie siedzi w Chamonix i szaleje po stromych żlebach. Więc znalazłem serwis, gdzie 27-letni Walijczyk pokazuje swoje zjazdy w rejonie Mont Blanc, same strome linie. Jakby kogoś interesowało, to fajne inspiracje https://joelevanschamonix.com/ski-lines/
    1 punkt
  22. Tytuł tej relacji chyba powinien brzmieć "jak odwala po czterdziestce"... Jeszcze niedawno wypalałem paczkę papierosów dziennie, a podstawową rozrywką w weekend było wędkarstwo. Oczywiście w wersji gruntowej - zarzuć i zapomnij. No chyba, że jakimś cudem coś wzięło, to trzeba było wspiąć się na wyżyny wysiłkowe. Ale zostawmy ten temat. Zmieniłem tryb życia i teraz w czasie poza narciarskim jeżdżę dużo na rowerze. Do tego zainteresowałem się nietypowymi maszynami jak Fat Bike. Nie umknęło to uwadze pewnemu teamowi, zwłaszcza kiedy napisałem im test roweru. No i się zaczęło... Po Fat Bike Race Góry Stołowe, zostałem namówiony na start w Bike Maratonie. Żebym tak choć w jednej edycji z całego cyklu wystartował. Miałem debiutować w Zdzieszowicach, ale ze względu na pogodę ( sypał śnieg ) wolałem udać się na Chopok. Druga szansa przyszła szybko, bo w ten weekend we Wiśle. Pogoda według prognoz miała być piękna, ale im bliżej weekendu, tym była gorsza. Co zrobić, kiedy start już opłacony, a koledzy z teamu nawet numerek startowy mi przysłali. Do tego piękne ubranko firmowe. Na kolejne edycje musiałbym przejechać kawał drogi, więc to była tak naprawdę ostatnia szansa. Umyłem maszynę, przesmarowałem i wydawało się, że jest gotowa. Niestety podczas mysia zauważyłem, że mam urwaną szprychę, która goniła sobie swobodnie i mogłaby narobić szkód. Usunąłem ją i teoretycznie nie ma się czym przejmować. Jednak takie miejsce zawsze jest lekko osłabione i w ekstremalnych warunkach może zawieść. Za to Boss teamu nie zawiódł i załatwił mi serwis, ale niestety panowie szprychy nie mieli. Stwierdzili, że pozostałe 31 powinno mi wystarczyć. Ale cofnijmy się nieco. Niestety nie ma bagażnika rowerowego w aucie i musiałem porozbierać brykę. Rower oczywiście! Pościągałem koła i wszedł. Spakowałem wszystkie niezbędne rzeczy, jak kask czy numerek startowy i heja do Wisły. Pozostało pytanie gdzie zaparkować, bo w centrum wszystko płatne, a samochód dobrze mieć blisko. Wiem! Skolnity! Pod skocznią. Na ten sam pomysł wpadł jeszcze jeden osobnik i nikt więcej. Za to poniżej wszyscy się tłoczyli i szukali miejsca choćby przy drodze. Oto jak przydaje się wiedza narciarska. Powoli powyciągałem rower, poskładałem go uważnie i ruszyłem w miejsce startu. Pogoda w tym czasie średnia - chmury, ale bez deszczu. W sumie to dobrze, bo upał nie jest taki fajny. Spotkałem Bossa teamu, który starował z innego sektora. Krótka pogawędka i czas się rozgrzać. Niestety zimno mi się robi i nawet kilka kilometrów rozgrzewki tego nie zmienia. Do tego wcześniej udaję się na start, żeby być na czele - doświadczenie z Gór Stołowych. Niestety nie dostrzegam Matiego, pewnie ustawił się gdzieś pod koniec. Nie dostrzegam też innego kolegi z teamu, który nie przyznał się, że będzie. Pozostaje włączyć zapis GPS i czekać na swoją kolej. Kiedy ruszyło 6 sektorów, czas na nas, czyli siódmy. Podjeżdżamy na start, odliczanie i go! Początek to rundka przez centrum Wisły, gdzie dopingowały nas tłumy kibiców. Ostatnim razem tak liczne spotkałem na Śnieżce. Peleton zaczyna się rozciągać, a koło mnie przelatuje Mati1981. Nawet mnie nie dostrzegł, ale pewnie też nie widział wcześniej mojego ubranka firmowego. Trasa powoli zaczyna się zwężać i rośnie nachylenie. Staram się oszczędzać siły, bo z góry założyłem, że jadę średni dystans czyli Mega: 46 km i 2000m przewyższenia. Gdyby mi dobrze szło, to rozważałem full opcję tj. Giga: 61 km i 2700m przewyższenia. Niestety nie czuję mocy. Wyraźnie ostatnio za mało treningów. Ale staram się utrzymywać przyzwoite tempo. Gdzieś w środku pierwszego podjazdu wyprzedza mnie kolega z teamu, który właśnie się nie przyznał do udziału. Krótka dyskusja i poszedł mocniej do przodu. "Kurcze, chyba coś za słabo jadę" - pomyślałem. Ale nie zwracam uwagi na innych i realizuje swój plan. Przede wszystkim oszczędzać siły na później. Podjazd się kończy i dojeżdżamy do miejsca gdzie trzeba zdecydować jaki dystans jedziemy. Chwila zawahania i cisnę na Mega/Giga - kolejna decyzja dopiero na 40-tym kilometrze. Trochę jazdy po szczytach, praktycznie bez chwili wytchnienia. Trochę zjazdu i znowu do góry, aż w końcu dojeżdżamy do pierwszego dłuższego zjazdu. Niestety w drugiej jego części bardzo stromo i tu raczej niczego nie nadrobię. Pod jego koniec zsiadam z roweru, tak samo robi 90% zawodników. Jeden ciśnie i nawet daje rady. Ale to był pierwszy pogrom. Kawałek dalej łatają flaki, a jeden osobnik miał nawet ósemkę z obręczy! Widać umiejętności techniczne to nie wszystko. Trzeba też uważać na sprzęt. Jeden flak może zniweczyć wysiłki, jeśli ktoś walczy o każdą sekundę. Ponownie zaczynamy dłuższy podjazd, a następnie jazda góra dół. Czasami wplecione są trudniejsze odcinki w postaci singli, nie koniecznie zjazdowych. Mimo kilku suchych dni, są miejsca, gdzie mnóstwo błota, bo drogą płynie strumyk. No i co z tego, że jest w dół, kiedy rozpędzić za bardzo się nie da? Niemal każdy zjazd obfituję w różne trudności techniczne i za każdym razem kilku kolarzy łatających dętki. Do tego na trasie leży mnóstwo bidonów. Jakby ktoś się przeszedł trasą po zawodach, prawdopodobnie nazbierał by ich co najmniej 50! Dopiero zjazd do Brennej pozwolił na więcej. Ale i tak trzeba było uważać, żeby nie złapać tzw. snejka. Tutaj chwila oddechu, kiedy wjeżdżam na asfaltową drogę. Ale fajnie! Tak równo, prosto, sucho... Sielanka szybko się kończy i od razu zaczyna ostry harpagan. Miejscami trzeba zsiąść z roweru. Ale umiejętność prowadzenia bikea pod górę też w cenie. Tą techniką doganiam wielu zawodników. Oczywiście oni też prowadzą rowery. Po za tym, poniżej pewnej prędkości nie ma sensu jechać! Człowiek szybszy jest pieszo i traci mniej sił. Chyba większość to dostrzegła. Ale ja zaczynam mieć inny problem - tylna przerzutka. Wspomniałem wcześniej, że nie była dobrze wyregulowana, no i w ekstremalnym obciążeniu zaczynała zawodzić. A to nie mogłem zmienić biegu na wyższy bez kombinowania (dwa do góry i jeden wstecz), a to przy redukcji na największą tarczę spadał łańcuch. Tracę przez to sporo czasu, ale jakoś udaje mi się nad tym panować. Po jakimś czasie nie wytrzymuję i robię ekspresową poprawkę, wykręcając linkę. Udało się! Teraz pracuję niemal bez zarzutu! Ale chyba czasem jest blokowana przez błoto. Tego niestety coraz więcej, bo najpierw zaczyna siąpić, a następnie lać! Powstaje kolejny problem - zaparowane okulary. Zastanawiam się nawet, czy ich nie ściągnąć, ale wtedy deszcz wali po oczach. Więc jadę w połowie po omacku, co czasami kończy się najechaniem na jakiś głaz czy inny korzeń. Znowu muszę uważać i nieco zwalniam. Gdzieś chyba w połowie, może nieco po za połową dystansu ponownie sielanka. Długi asfaltowy zjazd. Wreszcie mogę "poszaleć". Ten jednak koczy się zakrętem 90 stopni (zjazd na szuter), schowanym za zakrętem. Ostre hamowanie, oba koła w poślizg, ale udaje się wpasować, choć z lekką stratą. Oczywiście za tym miejscem ponowna wspinaczka, ale dłuższy czas po równiutkim asfalcie. Patrze na czas, na zrobiony dystans i już wiem, że na Giga nie mam szans zdążyć. Do tego czuję się już tak zmęczony, że nie porwałbym się na niego. Wspomnę tu jeszcze o bardzo fajnym technicznym odcinku. Coś w rodzaju singla, ale takiego między skałami - super! Za nim kolejny zjazd i zabawna sytuacja. Otóż cały czas wyprzedzaliśmy się z innym gościem, ale tu dotarliśmy razem. Kolega się zatrzyma, wskazał zjazd i powiedział: "proszę". Wyraźnie na zjazdach bardziej się bał ode mnie i chyba temu te ciągłe przetasowania między nami. Ale w końcu zaczął się ostatni podjazd. Tym razem dość lekki, coś jak na Szyndzielnię czerwony szlak. Łatwo było złapać rytm i powoli do przodu. Tutaj nawet co nieco nadrobiłem. Wyjechaliśmy na szczyt i ponownie jazda góra dół. Przy każdym zjeździe już myślałem, że to będzie ten ostatni, ale ciągle za mgłą ukazywała się kolejna mała górka. Dopiero po 42 km jazdy, wreszcie tylko na dół. Ale tu wpleciono niezbyt długi singiel - trudność średnia, ale w błocie i po korzeniach. Dalej miejscami dość stromy szuter, później asfalt i już byłem pewny, że będzie sielanka. Nie tak szybko! Wpleciono jeszcze kawałeczek singla, który wydawał się mega łatwy, ale właśnie tam trafiłem na korzeń i było ciepło... Dalej już asfaltową drogą do mety. Ale byłem szczęśliwy, kiedy ją mijałem! Wyrypa zakończona! Aż sam w to nie wierzę. Mój czas i miejsce nie powalają - 4.34.51, 340 w generalce,94 w M4. Ale głównym celem było ukończyć zawody i zdobyć doświadczenie. Jestem cały przemoczony i z błota. Rower tak samo. Na szczęście organizatorzy zadbali o myjki i po chwili bryka była jak nowa. Nawet smar z łańcucha i zębatek zszedł! Gorzej z właścicielem. Mogłem co najwyżej wskoczyć do Wisły, ale tam zimno. Udałem się po posiłek, porobiłem jeszcze kilka ujęć, rozejrzałem się za kolegami, ale chyba dawno temu już pojechali. Zarówno z teamu jak i mój imiennik. Jest mi zimno, leje deszcz, więc szybko do samochodu choć trochę się ogrzać. Niestety nie przewidziałem opadu, bo w prognozach go nie było i nie zabrałem niczego ciepłego do ubrania. Zrzuciłem mokre, ubłocone ciuchy i jedyne co mogłem zrobić, żeby jakość znieść temperaturę, to założyć 2 T-shirty. Poszedłem jeszcze na dekorację, którą obserwowało może kilka osób - nic dziwnego patrząc na pogodę - i postanowiłem wracać do domciu. Po zawodach od razu kilka wniosków. Po pierwsze SPD obowiązkowo! Kupiłem przed samymi zawodami, ale koledzy odradzali jak nigdy nie próbowałem. W pół łyse opony to też nie najlepszy pomysł na zawody. Po za tym chyba poszukam innych, lepszych na zjazdy. Przerzutki obowiązkowo muszą być wyregulowane perfekt! Jakakolwiek odchyłka od normy, w ekstremalnej sytuacji zawodzi całkiem. Do tego koniecznie napęd 1x coś tam - 1x12, 1x11, 1x10. Przednia przerzutka, kiedy nie ma czasu, jest bardzo upierdliwa, nawet dobrze wyregulowana. Sztyca pneumatyczna regulowana z kierownicy super sprawa! Bardzo pomaga na zjazdach. Szkoda, że dostałem ją tylko do testu, bo sprawdziła się rewelacyjnie! Mimo małego skoku wynoszącego 65 mm. Może jeszcze o samych zawodach. Organizacja na najwyższym poziomie! Podobnie jak Śnieżka Uphill Race - ten sam organizator. Wszelkie formalności można załatwić przez internet i przyjechać prosto na start. Trasa znakomicie oznakowana i nie tylko chodzi o wskazania kierunku jazdy. Każde trudne miejsce jest oznaczone i w zależności o stopnia - jednym, dwoma lub trzema wykrzyknikami. Tras bardzo urozmaicona. Spotkamy wszystko co można w górach - ostre kamieniste zjazdy, single, odcinki z błotem, jazda między skałami, trudne i łatwe podjazdy, szybkie odcinki asfaltowe, czy nawet odcinki trawiaste. Na mecie czekają już dziewczyny z napojem, a kawałek dalej ciepły posiłek. Jest kilka stanowisk z myjkami ciśnieniowymi, z których skorzystać może każdy. Jest też serwis rowerowy. Nie wiem czy jeszcze będę chciał występować w tego typu zawodach, ale co przejechałem to moje i bardzo się cieszę! Wrażenia niezapomniane, więc pewnie będzie kusić. Ha ha, ale jak się jednak wkręcę, to może kiedyś będzie mi dane potrzymać puchar, a nie tylko oglądać... Pozdrawiam, Johnny
    1 punkt
  23. Kilka foci od organizatora - zadbali, żeby było co wspominać! Czyż nie fajna pamiątka? Szkoda, że reszta imprez organizowana jest daleko ode mnie, bo może bym jeszcze pojechał...
    1 punkt
  24. Co do takiego szufladkowania "Atom'ów" to sam nie wiem dlaczego tak jest chociaż pamiętam ich początki na "Bielskiej Zadymce Jazzowej" w 2009 gdzie wygrali konkurs na młody talent czy coś w tym stylu. Dali wtedy krótki koncert w teatrze w Bielsku i były owacje na stojąco. Miałem okazję w tym uczestniczyć i naprawdę mnie urzekli. Wtedy gwiazdą "Zadymki" był Nigel Kennedy ale dla mnie odkryciem był (chyba) nikomu nieznany u nas Christan Scott czyli młody chłopak z trąbką ze swoim zarombistym zespołem (grał min wcześniej z Prince'm). Pamiętam jak po koncercie krzątał się po bielskiej "Sferze" a ja jako jedyny poprosiłem go o autograf na jego płycie i naprawdę był zaskoczony
    1 punkt
  25. Mariusz pięknie to ująłeś! Szczypta chęci odkrywania świata, chochla decyzji, dodać trochę nonszalancji, dosypać świetną ekipę, wymieszać z piękną pogodą i podać w rewelacyjnym miejscu! To jest przepis na wspaniałą przygodę i poznawanie świata poprzez skitury Dziękuje chłopakom za wspaniałe chwile, to było coś niesamowitego i dziękuje Wiesiowi za tę relację fajne, że pociągnąłeś te sanki i relacja powstała Pozdr Tomek
    1 punkt
  26. Słucham naprawdę dużo, rzadko więcej jak 3x. 5x oznacza już zauroczenie i mam wrażenie, że są coraz większe tyły. Co chwila znajduję fantastycznych wykonawców co nagrywają już parę lat. Jest to po prostu rozszerzającą się bańka. Ten Atom String Quartet jest naprawdę dobry - przesłuchałem ich płyty Places, Fade In, Atomsphere. W tej ostatniej parę razy zaleciało mi Seifertem (co był moją młodzieńczą fascynacją - zajechałem pewnie z 3 Kilimandżaro) ale ogólnie to nie wiem dlaczego ich pakują ściśle w jazz bo czasem blisko temu do klasyki. Najciekawsza i po prostu świetna była płyta z Sendeckim - on air. Jakoś nigdzie w necie nie znalazłem recenzji, nawet nie ma tego na stronie zespołu ale informacje o wspólnych projektach już tak. Natomiast 27.05 ma być premiera najnowszej płyty pod nazwą... "Seifert". Koncert masz w klubie 12/14 w Warszawie. Mógłbym tu pociągnąć np Grzecha Piotrowskiego (ale pewnie znasz) ale będzie coś bardzo nietuzinkowego i też chyba zauważone na świecie. Muza improwizowana (ale nie jazz). Zero kompromisów. Przesłuchałem to na pewno z 5x . Szkoda, że na YT nie ma utworu otwierającego płytę bo miażdży. pozdro Wiesiek
    1 punkt
  27. No i jeszcze mój filmik. Bez jakiś efektów specjalnych.
    1 punkt
  28. Chyba Pani Ania "trochę" przesadziła z tą łatwością , ale faktycznie psycha jest tu najważniejsza . Jak ktoś się zblokuje , to nawet super umiejętności narciarskie nic nie pomogą . Pewnie m.in. dlatego Zachód Grońskiego zjechało tak niewiele osób .
    1 punkt
  29. Znalazłem filmik z trasy Mini i przy okazji przyłapałem gościa na ominięciu singla... Dokładnie między 11.02 a 11.04 min. - widać jak mija znak skrętu w lewo, ale pojechał prosto. Na szczęście singiel był krótki i wracał do tej drogi (to była wspólna część wszystkich dystansów). Wkrótce zmontuję swój.
    1 punkt
  30. Z profilu facebooka Anny Tybor wstawiam komentarz i zdjęcie: "poprawka...ta kropka była wstawiana na szybko. Po analizie i zdjęciach skąd zaczęły zjeżdżać dziewczyny pokazujemy prawdziwą wersję." Anna Tybor : Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa! Dobrze widzieć, ze kobiecy skialpinizm jest doceniany ?. W niedalekiej przyszłości szykują sie pewne projekty, które są bezpośrednio związane z rozwojem kobiecego skialpinizmu w Polsce! ? jeszcze raz dzięki ? Na fejsie Klaudia Tasz podawała ze kilka lat temu też zjechała prawie całość Grońskiego. Szacun dla dziewczyn. Dla mnie brak tego kawałka nie ma znaczenia, zjazd ekstremalny.
    1 punkt
  31. Mają dziewczyny ....... odwagę. Tak eksponowane zjazdy to nie dla mnie, przy błędzie czekan raczej nie pomoże. Dwie znakomite narciarki - Anna Tybor i Magdalena Derezińska - Osiecka zjechały z Zachodu Grońskiego Majowy sezon narciarski dla wybranych. Dwie Polki zjechały Zachodem Grońskiego Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/ciekawostki/news-majowy-sezon-narciarski-dla-wybranych-dwie-polki-zjechaly-za,nId,2396394
    1 punkt
  32. Jeszcze kilka zdjęć z placu budowy Szczyrkowskiego Ośrodka Narciarskiego
    1 punkt
  33. Jak się podpaliłeś, to zrobiłeś pierwszy krok Ćwicz technikę na trasach i obok, to się kiedyś zwróci na dzikim freeridzie. Taki wyjazd do Norwegii to coś więcej niż same narty, to wyprawa w nieznany kraj, poznawanie nowych gór, przełamywanie nowych trudności, po prostu zwiedzanie świata poprzez skitury.
    1 punkt
  34. Tak jak obiecałem, wstawiam troszkę zdjęć z dzisiejszego wypadu Czyrna-Hala-Solisko. Jako że nie przepadam za tym aby opisywać poszczególne fotki, to napiszę ogólnie, przede wszystkim od samego początku na starcie widać zaawansowaną wycinkę drzew, w szczególności na wąskich gardłach lub zakrętach co może cieszyć. Pracę przy budowie zbiornika wydaję mi się że idą sprawnie, (pracowali nawet dziś!), na pewno na ten moment można odnieść wrażenie że na Hali panuje totalna pustka (bez drzew) lecz na pewno widok zmieni się na lepsze gdy przybędą stacje kolei, zbiornik oraz restauracje. Jak można zauważyć na zdjęciach na pewno sporo czasu zajmie im także profilowanie tras. Jeśli pogoda dopiszę to kolejne fotki z mojej strony za 2 tygodnie. Pozdrawiam wszystkich!
    1 punkt
  35. Hej, No od czasu do czasu zaglądam. Chyba za rzadko. Miałem dłuższą przerwę a tu takie piękne zdjęcia się pojawiły :).
    1 punkt
  36. Mam absolutne przekonanie, że kwintesencją narciarstwa jest jazda w terenie, do tego stopnia, że staram się tam jeździć zawsze niezależnie od warunków. Na pewno trzeba się objeździć i ten początek jest najtrudniejszy. Później trudno uwierzyć, że ktoś chce śmigać po trasach. Co do reszty to rozczaruję Cię ale jesteśmy rozpaczliwie normalni, uważamy się za turystów i po takich trasach jeździmy. Z pewnej odległości wydaje się to awangardą a tam na miejscu oprócz naszego było jeszcze parę innych "narciarskich" statków a nasz rejs jednym z 7 co się odbyły. Do tego trzeba dodać tych co mieszkają na lądzie. A ponieważ nie ma tam wyciągów ani heliski (jest zabroniony) to spotykasz tam sobie podobnych - normalnych może tylko zakręconych na punkcie gór. To co najważniejsze w takiej zabawie to ekipa - nawzajem się inspirujemy, konsultujemy pomysły, oceniamy ryzyko. To nie jest zabawa dla singli jak masz ekipę to można się bawić w takie wyjazdy. Tutaj Kamil przesłał mi link z opisem sail&ski ja zadzwoniłem i pogadałem i trochę się podpaliłem. Dalej poszło szybko bo podstawowe gremium było zdecydowane więc reszta nie miała za bardzo wyjścia. Ja podpisałem umowę i zarezerwowałem jacht, Kamil zebrał kasę, Tomek namierzył tani lot, Kamil zabukował (przynajmniej mi), żarcie rozpracowaliśmy razem z Kamilem, Paweł przywiózł liofy z USA, Tomek z Polski, Mariusz + 3 opracowali trasy, ktoś przygotował grupę w necie i arkusze kontaktowe i jakoś poszło. Bardzo fajna jest tutaj atmosfera na SO - to był główny powód dla którego się tutaj przenieśliśmy z Mariuszem. Kamil też tutaj zagląda. Marionen już z nami jeździ i przypomnę, że w Tatry Słowackie też zapraszaliśmy chętnych. Jestem pewien, że wcześniej czy później spotkamy się na turach. Mam nadzieję, że damy radę nadążyć za tutejszymi przecinakami. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  37. Jeśli chodzi o dziewczyny, to ja uwielbiam takie cztery z WARPAINT. Wiesiu, ciekaw jestem Twojego zdania. a jeśli się spodoba, to polecam drugi utwór
    1 punkt
  38. Bo tak zapinkalałeś.... Stałem na początku naszego sektora, ale też Cie nie dojrzałem. Dopiero po ruszeniu wyprzedziłeś mnie jak strzała! Myślałem, że pojedziesz Giga... Ja pojechałem średni dystans, tj.Mega i 46 km, 2000 m przewyższenia. Ile było podjazdów to nawet nie zliczyłem, ale jak wjeżdżałem do Wisły to myślałem, że ze szczęścia oszaleje! Gdzieś od połowy dystansu zaczęło siąpić, a ostatnia godzinę jazdy lać! Zrobiło się ślisko i błotniście, więc zwłaszcza końcówkę jechałem powoli. Na ostatnim mini singlu najechałem na korzeń i nieomal zakończyło się to glebą. Właściwie całą końcówkę jechałem po omacku, bo mokre i parujące okulary, nawet przy sporej prędkości spowodowały, że nic nie widziałem. Przygód było więcej, ale to może później jakąś relację napiszę. PS. Jestem na twoim zdjęciu w czarno-zielonych barwach, pod literką "e" z Eski. Jechałem w barwach :"fatbajkowych" - duże koło na plecach. PS. Koledzy z teamu zrobili mnie w konia i pojechali mini... a myślałem,że będą czekać na mecie... Jeszcze mi powiedzieli, że słaby czas miałem - normalnie szczyt bezczelności...
    1 punkt
  39. Bike Maraton Wisła - jechałem dystans mini, 24 km, dwa dłuższe podjazdy i zjazdy. Johnnego niestety nie spotkałem, a mieliśmy jechać z tego samego sektora, mam nadzieję że dojechał bez przygód. Mi się udało, 28 miejsc w M3 i 92 w Open. Ludzi cała masa... Pozdrawiam Maciek Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  40. Dziś odwiedziłem BSA. Trasa Gołkowice - Brenna - BSA i spowrotem, pogoda trochę marna. Cóż, taki mamy klimat Nawet szybko mi to poszło, chyba w obawie że lunie
    1 punkt
  41. No dobrze poprawię się będzie poważniej - na początek cudowna płyta - niby znamy te melodie ale brzmi współcześnie. Vivaldi narodził się na nowo. Zakochałem się od pierwszych nutek O ile Recomposed jeszcze powinno być co niektórym znane to Piero Milesi jest (był) poza ogólnie znanym nurtem a szkoda bo jego muzyka jest wysmaczona maksymalnie i niebanalna Na zakończenie trochę młodsze pokolenie - nie dość, że interesujący kompozytor i wykonawca to jeszcze z "orkiestrą robotów" więc wybrałem ten kawałek. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  42. Kilka zdjęć z Kasiny na zachętę : W lesie powstaje całkiem nowy Bike Park oraz trasa zjazdowa MTB. Krótki opis oraz galerie zdjęć wrzucę wieczorem Pozdrawiam Paweł
    1 punkt
  43. Maciek, musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy dasz radę skręcać na 45 stopniach w niezbyt szerokim żlebie, jaką jest Rysa, szczególnie na początku zjazdu. Druga kwestia podejście: czy w razie uślizgu będziesz potrafił zahamować czekanem. Może jednak lepiej podejść na zasadzie starej górskiej zasady stopniowania trudności: najpierw parę razy 35-40 stopni, a później żleby 45 stopni. Rysa wygląda tak:
    1 punkt
  44. Najbardziej to mi imponowało że szedł do góry i ani razu nie stękał że nie może, że za stromo, że już ma dość nic z tego, wyszedł bez problemowo zjechał jak umiał zero stresu Wspomaganie było ale przed tą drogą co ją trzeba było z buta zrobić, chyba bardziej stresująca była niż te 45
    1 punkt
  45. Relacja liniowa zmierza do końca samotny zawodnik Wujot dobiega do mety. Czy go jeszcze ktoś przywita, czy wszyscy poszli do już domu??? Nasz poprzedni dzień skończył się późno w nocy w Oldervik. Z wyliczenia czasu wychodzi nam, że musimy wypłynąć najpóźniej o 16.00 aby zrobić klar i zdać statek. Kamil & Co wyznaczyli więc pobliski cel. Problem jest tylko taki, że trzeba dojść (i wrócić) asfaltem 5 km, co nikomu się specjalnie nie uśmiecha. Sprawdzamy autobusy i okazuje się, że mamy w tamtą stronę o 10.00 i powrotny o 15.00. Słabością takiego planu jest brak elastyczności. Jakoś zbieramy się jednak na ten autobus, w momencie jak przyjeżdża to zmieniamy zdanie i postanawiamy wejść na całkiem imponującą górkę nad portem. Musiało to strasznie śmiesznie wyglądać - przyjeżdża autobus a goście w tył zwrot. Nie jest to jednak takie absurdalne bo Robert w rozmowie z miejscowym dowiedział się, że z tej górki jakiś Francuz zjeżdża. A skoro może Francuz to my też. Wobec tego ramowy plan wygląda tak: Pogoda jest zmienna i raczej słabo z widocznością. Znajdujemy jakieś stare ślady i jak się już domyślacie lądujemy na szczycie. Robi się niskie przejaśnienie i widoki są przednie bo krajobraz, ogólnie pełne mleko, ale na Alpy Lyngeńskie (z drugiej co wczoraj strony) jest żyleta. Z naszej strony przez chwilę jest tak Z czasem się kiepści i przed zjazdem jest jakoś tak Pora pomyśleć o zjeździe - nie uśmiecha mi się łagodna droga podejściowa (bez historii). Podobnego zdania jest MajorSki, MarioJ i Betti (Robert) - postanawiamy zjechać przyuważonym wcześniej mało wyrazistym ale za to stromym żlebem. Prawdę powiedziawszy nie jest to super rozsądne: raz, że nad nim jest potężny nawis (co prawda jesteśmy prawie pewni, że z lewej (orograficznie) powinien być dobry wjazd a dwa, że widoczność naprawdę się pogarsza, więc wycelowanie na łagodnej kopule (bez wpakowania się w nawis) w to miejsce będzie wyzwaniem. Ale zawsze przecież możemy zawrócić. Poniższy track jest dowodem, że istnieją tajemnicze zjawiska i tylko splątanie na poziomie kwantowym może je wyjaśnić. Otóż niebieska linia to droga rejestratora Mariusza a czerwona... Mariusza. Zjazd na pewno dostarczył emocji, szczególnie mnie pierwszemu. Nie widziałem nic a stok stromy a na nim parę bryłek lodu wielkości małych lodówek absorpcyjnych. Na dole byliśmy w pełnym składzie bo akurat reszta powoli doszlusowała. Dalej było za to niesamowicie przyjemnie bo już były punkty orientacji: drzewa, krzaki, trawy. Chłopaki pojechali wzdłuż koryta strumienia ja znalazłem snowboardowy ślad po prawej, pojechałem przez las i wylądowałem ze 200 m dalej. Przy łódce byliśmy koło 15.00 i kapitan dosłownie od razu zarządził wymarsz. Na miejscu w Tromso czekało nas sprzątanie i pakowanie. Później parę godzin snu i w nocy żegnaliśmy się z łódką w takich to okolicznościach. Sypało pięknie. Jeszcze było trochę lotniskowych przygód ale to już może inni dopiszą plus statystyki, nomenklaturę i parę nie poruszonych tematów. Ale ogólnie udało się tę relację dociągnąć! Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  46. Podobnie jak pewnie spora część odwiedzających ten wątek staram się letni czas spędzić na rowerze. Ta pasja do tego stopnia się powiększyła, ze postanowiłem połączyć "przyjemne z pożytecznym" i od jakiegoś czasu wydaję "mapy" rowerowe. Słowo "mapy" jest ujęte w cudzysłów bo to są właściwie kompleksowe pomysły na wypoczynek ujęte na poskładanej kartce papieru (siłą rzeczy więc mapy). Mam doskonale rozjeżdżone okolice Wrocławia. Staram się o tym pisać na moim turystycznym blogu w dziale rowerowym. Zapraszam Was do relacji z wczoraj - siłą rzeczy łatwiej mi zlinkować do istniejącej relacji jak ją powtórnie przenosić. Ale jak pojawią się ewentualne pytania to oczywiście odpowiem tutaj. http://polandtravel.info/ulubione-trasy-rowerowe12017/ Mam nadzieję, że nie popełniam forumowego faux pas Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  47. Dziękuję za Mariusza. WZF pod Pradziadem, popieram,Super miejsce
    1 punkt
  48. Wesoła kompania skiturowa(i nie tylko) bez problemu zmieści się w Ovcarna pod Pradziadem
    1 punkt
  49. chyba że z antybiotykoterapii ...niestety.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...