Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 26.09.2017 w Odpowiedzi
-
COS jest w trakcie prac projektowych instalacji naśnieżania na odcinku Kanion - Szczyrk (dojazd od FISu) - info z początku września. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już w tym sezonie będzie naśnieżanie pierwszej trasy na sam dół!5 punktów
-
Jak w tytule - 100 zł za fajny plecak skiturowy to moim zdaniem spora okazja. https://www.decathlon.pl/plecak-do-narciarstwa-skitourowego-bny-ski-tour-20l--id_8319744.html Koniecznie obejrzyjcie filmik bo to bardzo fajne rozwiązanie - kieszeń z łatwym dostępem i ukośne mocowanie nart plus reszta powodują, że jest prawie idealny. Jedyna wada to trochę zbyt mała pojemność (20 l) ale na jednodniowe tury w zasadzie wystarcza. Kamil (kskuski) użytkował go przez ostatnie dwa sezony i był bardzo zadowolony. pozdro Wiesiek4 punkty
-
Pojawiły się tam już takie kwiatki https://www.holidon.pl/noclegi/szczyrk/pensjonat/5046/zdjecia/ Po przeglądnięciu zdjęć wszystko cacy z zewnątrz willa jak h... Z komina czysty dymek z naszego wungla Pokoje w stylu retro, lata 70 Telewizor :D, no fajny, lampowy chyba jeszcze A że w kiblu nie ma górnopłuka, to już w ogóle jest wypas No i ta wylewka nad umywalką 0,5m, można se głowę umyć, a w tych nowoczesnych paściach to ledwo dłonie się mieszczą A tak poza tym, to fotki świeże, z 2009 roku, a to znaczy że nic się do tej pory nie zmieniło, znaczy zmieniło się wszystko jest bardziej zardzewiałe. No ale to pewnie wina konserwatora zabytków, nie pozwoli nic zrobić Ale jakie trzeba mieść szczęście, żeby z kwatery na zadupiu awansować na pole position nie robiąc ze swojej strony NIC, o przepraszam zapewne cennik ewoluował też na pole position4 punkty
-
No właśnie - należy zadać pytanie, czy można było ? Podejrzewam, że nie można było: 1. Zburzyć budynku na Jaworzynie (z barem, ubikacją), i dzięki temu wydłużyć wyciągu. 2. Zmienić przebiegu dolnego odcinka, tak aby górna stacja ze Szczyrku kończyła bieg powyżej dolnego peronu na Skrzyczne. I pewnie nie chodziło o pieniądze, tylko o projekt i przepisy (takie, jak przy każdej budowie). Przedstawiam, co chcę zrobić i dostaję odpowiedź co mogę, a czego NIE MOGĘ zrobić.3 punkty
-
Nie poprawiono jakiegoś tam elementu, czyli zmiany osi kolei? Taka "drobna" zmiana mogłaby kosztować ogromną kasę. Pamiętaj, że kolej w większości została sfinansowana przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. W takim przypadku każda złotówka ma znaczenie. Za to jeżeli będzie porządna zima, to wszyscy zobaczycie inny drobny element, który został zrealizowany przy okazji budowy kolei, dzięki któremu być może przybędzie alternatywny zjazd do Szczyrku3 punkty
-
Nikogo nie zainteresował temat? Ciekawe? Wydawało mi się, że elektroniczne winiety wzbudzą zainteresowanie? Ja używam aplikacji ASFINAG od kilku lat, kiedy płacę za dodatkowo płatne odcinki i tunele. Kilka razy zaoszczędziłem w ten sposób sporo czasu na kolejkach do bramek. Jedyny mankament, który widzę w zakupie winiet elektronicznych, to fakt, że nie będzie można ich kupić "w ostatniej chwili"2 punkty
-
Ten Mio , może i fajny , ale jakiś taki "dupny" , jak bym miał smartfona na kierownicy . Zakładając , że gość z powyższego filmiku jeździ jakieś bardziej wymagające trasy na MTB , to zastanawiam się jak takie ustrojstwo ( jego mocowanie ) wytrzymuje wszelkiej maści wstrząsy ? Poza tym ekran dotykowy w tego typu urządzeniach jakoś do mnie nie przemawia . Ja jestem raczej za rozwiązaniem typu licznik rowerowy z systemem bezprzewodowym ANT+ z opcją GPS . Jest to mniejsze , chyba jednak bardziej odporne na różne "przygody" ,które nas mogą spotkać na drodze, zużywa też mniej energii ( dłuższy czas działania ) , a jak się człowiek gdzieś zgubi na trasie ( pomimo GPS ) to i tak praktycznie każdy z nas ma ze sobą Smartfona z wgraną jakąś nawigacją , więc może się odnaleźć w terenie .2 punkty
-
To będąc przekornym może dojdziemy do wniosku, że w ogóle nie ma nic sensu projektować (wyciągi, tasy), bo przecież pod górkę można podejść. Można z niej też zjechać. Jazda w lesie ma swój wielki urok. Trasy w sumie nie trzeba też ratrakować, bo w końcu w dawnych czasach takich luksusów nie było. Można w sumie jeszcze pomyśleć jeszcze o zrezygnowaniu z nart carvingowych, bezpiecznych wiązań ze ski stoperami itd. Wrócimy wtedy do korzeni. Pewnie będą też tacy, którym takie retro klimaty sprawią przyjemność A cała dyskusja sprowadza się do czyjegoś spostrzeżenia, że skoro wydano tyle kasy, to szkoda że nie poprawiono jakiegoś tam elementu, co do którego wszyscy są zgodni, że jakimś wielkim problemem nie jest, ale jednak mimo tych wydanych milionów słowa "problem" lub "utrudnienie" gdzieś się tam przewijają lub przychodzą na myśl. Osobiście bliżej mi poglądów Sapienta, czy Artixa, choć jasne jeżeli inaczej się nie dało, to super że jest to co jest i że jest tak jak jest.2 punkty
-
Mam takie samo zdanie. Ale nie, jak nie pasuje to kończyć z nartami. Co za dziwna mentalność?2 punkty
-
Tak - jednym z kroków ku temu była likwidacja wszystkich starych fundamentów poprzednich kolei i wyciągu. Masz w pełni rację - nie można było. Porównanie z SON-em jest lekko mówiąc niestosowne. Artix, nikt nikomu nie każe się cieszyć z tej inwestycji. Teoretycznie dało się zrobić ją inaczej, ale praktycznie nie. Podobnie jak z połączeniem turystyczno-narciarskim Bielsko-Skrzyczne. Technicznie da się to zrobić, ale praktycznie nie jest to możliwe.1 punkt
-
Czasami bywa tak, że jakiś uciążliwy detal na tle całego, nowoczesnego otoczenia, potrafi zepsuć ogólne wrażenie. Akurat w przypadku Skrzycznego nie widzę powodów do narzekań - mamy największe inwestycje od lat. Myślę więc, że można wybaczyć to króciutkie podejście - zresztą i tak na Jaworzynie jest taśmociąg "dla wygodnych". A czy w SON potrafili to rozwiązać lepiej? Nie wiem, ale z tego co kojarzę, to nadal będzie trzeba kawałek podejść od stacji gondoli do orczyków na Małe Skrzyczne Natomiast ogólnie narzekanie na infrastrukturę (stare krzesła, czy orczyki) ma o tyle sens, że narciarstwo - w przeciwieństwie do wędrówek górskich, czy plażowania - kosztuje niemałe pieniądze. I te pieniądze płacimy nie za widoki, ale właśnie za infrastrukturę. Więc jeśli np. karnet w nowoczesnym ośrodku narciarskim kosztuje powiedzmy 100 zł/dzień, to mam prawo oczekiwać, że w tej cenie wjadę na górę wyłącznie "wypasionymi" kanapami i nie będę musiał nigdzie podchodzić. A jeśli mam wjeżdżać w tempie niewiele szybszym, niż bym wszedł, albo męczyć się na orczykach, to w takim przypadku oczekiwałbym karnetu w cenie powiedzmy 20-30 zł. Rynek oczywiście sam zweryfikuje i już to właściwie robi.1 punkt
-
1 punkt
-
Myślisz o zjeździe pod kolejką? Pamiętam w pierwszych latach po budowie 2os też był to popularny zjazd, niestety później wszystko zarosło dodatkowo zagrodzili polanę Hondraski oraz zlikwidowaną starą czerwoną trasę idącą wzdłuż wyciągu z Jaworzyny do Szczyrku.1 punkt
-
Spodziewałem się że emocje wezmą górę, ale mam prawo wyrazić swoje zdanie. Celowo napisałem "takie utrudnienia jak są na Skrzyczne", bo mówimy o podejściu 20m, a Wy przeskakujecie na drugą skrajność w stylu po co winda. Nie chodzi o to po co winda na 10 piętro, tylko po co winda w 1-piętrowym budynku. Przeczytajcie sobie 3 razy posta Mitka, tam wszystko jest jasno napisane.1 punkt
-
Cześć Po prostu logiczne myślenie. Ja mam pewne ograniczenia ruchowe ale takich rzeczy nie zauważam. Skoro dla kogoś są problemem to można domniemywać, że jego stan fizyczny jest bardzo zły i na stoku może nie dać sobie rady. Do tego dokłada się również zły stan psychiki, która nastawiona jest na pesymizm i czarnowidztwo. Tego typu podejście jest mi znane np z podejścia brata żony, która najpierw przez pól roku szuka miejsca, które spełni jej oczekiwania wakacyjne po czym będąc na wakacjach skupia się na jedynym negatywie typu o 30 cm z nisko kran do mycia rowerów, który to staje się podstawowym problemem urlopu. Po prostu taki typ ludzi, nie potrafiących się cieszyć. Raczej dziwię się i trochę współczuje. Pozdrowienia1 punkt
-
Niestety nie udało mi się zaliczyć drugiego dnia na nartach i to mimo tego, że spałem pod lodowcem - tym razem Hintertuxem. Niestety obowiązki zawodowe i rodzinne spowodowały, że nie wsiadłem do gondolki z nartami - a byłem już na parkingu. Gdyby była pełna lampa, to pewnie bym się uparł i na te 2-3h i tak bym pojechał, ale spojrzałem na kamerki na stronie ośrodka i na górze dominowały chmurki, choć na dole widać było, że się przeciera i pewnie koło południa była nadzieja na jakiś mix słońca z chmurkami. Po drodze z Zurychu miałem okazję przejechać przedsezonowo przez dwa ośrodki - zatrzymałem się bowiem w Sankt Anton w nadziei oglądnięcia finiszu wyścigu kolarskiego na MŚ w Bergen, no i potem przejechałem na noc przez cały Zillertal do miejscowości Tux. Cóż mogę stwierdzić, Sankt Anton bardzo zaspany, wszyscy czekają na sezon. Byłem zaskoczony jak mało rzeczy było otwartych - knajpy, hotele pozamykane w większości na cztery spusty. Ale miejscowość wygląda na gotową do sezonu. Patrząc w górę Galzigbahn nawet wypatrzyłem już jakąś jedną lub drugą rozstawioną armatę. W Zillertal przygotowania do sezonu idą pełną parą. Drogowcy działają tu i tam poprawiając dojazd/przejazd główną drogą. W Finkenberg pracę przy gondoli idą w najlepsze, choć jeszcze sporo roboty zostało. Pod lodowcem sporo samochodów - na pewno duuużo więcej niż gdy byłem na Pitztalu w czwartek, gdzie była jakaś zupełna garsteczka. Z kronikarskiego obowiązku donoszę, że spałem w hotelu Kirchlerhof, gdzie za nocleg w pokoju jednoosobowym z wypaśnym jedzeniem Half-Board zapłaciłem 63 EUR już z podatkiem. Spałem z nowszej części hotelu - uważam, że pokój to mocne 3* ocierające się może nawet of 4*. Obiekt zlokalizowany jest ok 7 km od parkingu pod lodowcem. Z tego co patrzyłem taka sama opcją, ale nocleg w pokoju 2-os. jest ciut tańszy (oczywiście zakładając 2-osobowe obłożenie) i kosztuje coś 53 albo 55 EUR z half-board. Takie ceny obowiązują do ostatnich dni października, potem idzie ok. 20 EUR w górę (do 23.12), a potem jeszcze wyżej. Poniżej parę zdjęć z Sankt Anton i Zillertal, a także to co widziałem na webcamie wczoraj rano:1 punkt
-
1 punkt
-
Cześć To już było ćwiczone przez lata. Jak czytam, że dla niektórych podejście 20 metrów schodkowaniem albo podjechanie łyżwą to jest niemalże tragedia pozwalająca mówić o "marnowanej szansie" to jednak polecam zrezygnować z nart. Ja w każdym razie taką ewentualność rozważam. Pozdro1 punkt
-
Nie do końca się z tym zgodzę że zmarnowano. Aby nie trzeba było podchodzić do górnego peronu to chyba jednym rozwiązaniem było by wyznaczenie nowej trasy kolei ( po lekkim skosie) co wiązało by się ze znaczna wycinką drzew (a to znając życie było by i jest to niemożliwe) lub wyburzenie budynku na Jaworzynie i nieznacznie przedłużenie kolei co już w ogóle jest czymś nieosiągalnym... Nie narzekajmy i cieszmy się tym co jest, a od 1,5 minutowego dreptania w butach narciarskich w górę chyba jeszcze nikt nie zginął...1 punkt
-
Mnie mówił, że od przyszłego roku będzie ekspertem w szwajcarskiej tv, jak go zapytałem czym się teraz zajmuje. Istnieje jakaś linia ciuchów sygnowana jego imieniem: www.marc-proteam.com . W przeszłości działał jako konsultant, ma też jakąś agencję menedżerską. Człowiek wielu talentów. Ale między innymi dlatego ponieważ jest przedsiębiorczy, dlatego też całe życie startował pod flagą Luksemburga. Głównym powodem był konflikt w kadrze Austrii, gdyż związek promował jakiegoś pupila ze szkoły w Stams i ojciec Marka się wkurzył i w wieku 12 lat przerejestrował go do Luksemburga. To jednak oznaczało, że rodzina sama musiała za wszystko płacić (sprzęt, treningi, hotele), ale z kolei kasowała też całą kasę od sponsorów nie dzieląc się ze związkiem. To było finansowo dużo bardziej ryzykowne, ale dawało też potencjalnie większy zysk. W Austrii związek zapewniłby mu sprzęt, szkolenie itd., ale też kasa od sponsorów szłaby do związków (dzisiaj w wielu federacjach sportowiec kasuje kasę z reklamy z kasku bez dzielenia się ze związkiem, choć np. nie w Norwegii, ale tam taki przywilej wywalczył sobie Svindall, natomiast żeby było śmieszniej norweska federacja nie zezwoliła na to samo Kristoffersenowi). Mark twierdzi, że jedyne za co przez całą jego karierę zapłacił związek luksemburski to był hotel podczas olimpiady i to by było na tyle. Dzisiaj dla odmiany jadłem kolację z szefem związku narciarskiego Lichtensteinu. Kraj może niezbyt duży, ale ponieważ mają Tinę Weirather, no to dla nich też zaczyna się ciekawy okres w roku olimpijskim. Dowiedziałem się m.in. o trudnych relacjach związków krajowych z IOC (czyli komitetem olimpijskim), zwłaszcza w zakresie ograniczeń dot. relacji ze sponsorami. W sumie temat rzeka.1 punkt
-
Ja używam Garmin Edge Explore 820. Nie jest to tania zabawka, ale w tej cenie dostajemy duże możliwości. Tym bardziej jeśli ktoś szuka urządzenia bardziej z przeznaczeniem do treningów. Ma możliwość załadowania kilku map jednocześnie, nie trzeba ograniczać się tylko do tej dostarczanej prze Garmina. Gps działa bezproblemowo i jest dosyć dokładny. Jest baza adresowa, punkty POI itd, ma też tryb samochodowy. Można załadować pliki .gpx z wcześniej utworzona trasą. Z extra funkcji to połączenie z telefonem przez Bluetooth, możliwość odczytywania sms i sygnały o połączeniach. Można też ustawić nr alarmowy w razie wypadku. Jesli licznik wykryje nagłe i mocne przeciążenie wyśle sms z pozycją do wcześniej zedfiniowanego numeru. Dodatkowo jeśli połączy się konto Garmina z Endomondo treningi po zakończeniu są automatycznie przesyłane za pomocą telefonu. Jest mniejszy niż Mio, wg mnie zdecydowanie zgrabniejszy i nie zajmuje tyle miejsca na kierownicy. Z zestawie są 2 uchwyty - 1 na pałąku i jeden zwykły. Dodatkowe czujniki to extra wydatek Cena - ja akurat zamówiłem w Bikeinn w czerwcu za trochę ponad 1200 zł, około 400 zł taniej niż w polskich sklepach (była wtedy promocja).1 punkt







