Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. johnny_narciarz

    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      8 428


  3. Mitek

    Mitek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      7 273


  4. paolomario

    paolomario

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      452


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.05.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. Już pewnie mało kto tutaj zagląda - narty poszły w odstawkę. no cóż trzeba skończyć co się zaczęło. Plan już znacie - zasadniczo go zrealizowaliśmy. Wyjazd miał być tydzień wcześniej ale fatalne warunki spowodowały przesunięcie (to wtedy zamarzło tych 7 narciarzy). Później jeszcze jeden dzień się obsunęło bo nie było miejsc w pierwszym schronisku. Dzień 0 (4.05) Wrocław - Interlaken Wyjechaliśmy z Wro około 6.30. Po 13 godzinach jazdy wylądowaliśmy na campingu w Interlaken. Okolica wprost nieprzyzwoita - jeziora, spora rzeka, potężne góry, wyciągi turystyczne i stada atrakcji. Wycacane wszystko na maksa. Następnego ranka pobudka o 6:00, pakowanko i do pociągu (stacja Interlaken ost). Kupujemy bilet na Top Europa (ok 105 CHF). Wygląda to tak. Po drodze są dwie przesiadki (zaznaczyłem kółkami) - wszystko jest bardzo ładnie zsynchronizowane ale i tak podróż trwa dwie godziny. Trzeba powiedzieć, że już drugi odcinek jest odlotowy - kolejka wije się w ciągłych zakrętach na bardzo stromych odcinka płynnie włącza się napęd na trzecią zębatą szynę. Obok pionowe ściany, pastwiska, domki - bajka. Trzeci fragment podróży przebiega u stóp słynnej ściany Eigera, później już tunelem. Po drodze jest przerwa aby obejrzeć z bliska ścianę lodowca (przez okna w ścianie) Przełęcz Jungfraujoch to jest uznana atrakcja turystyczna - Szwajcarzy wypromowali to jako Top of Europe. Już nasz kurs był pełny (stada Azjatów) a w późniejszych godzinach na większość wjazdów nie było wolnych miejsc. Infrastruktura na górze jest bardzo rozbudowana - kolejne "wypełniacze czasu". Co tam było niezbyt nas interesowało - zasuwaliśmy (chyba kilkaset metrów) do miejsca wyjścia na lodowiec. Razem z nami jest pewnie z dwudziestu narciarzy. Naszym celem będzie teraz Konkordiahutte. W najprostszym wariancie wystarczy zapiąć deski i zjechać pod schronisko. Ale nie jesteśmy od najprostszych wariantów. Nasza droga biegnie przez pobliską górkę Louvitor. Zaliczamy w ten sposób trochę pracy na wysokościach. Plecaki w ten pierwszy dzień piekielnie ciążą. Nie mniej "nasz" wariant daje bardzo satysfakcjonujący zjazd. Jest 650 m podejścia i 11 km drogi. Na pierwszy dzień wystarczy. Lądujemy w Konkordii o której później jeszcze opowiem Koncepcja Autorem jest Robert (ekipę przedstawię później). Pierwsze dwa noclegi zaplanowane są w Konkordiahutte. To najniżej położone schronisko w okolicach Jungfraujocha - 2850 m npm. Następne dwa - Finsteraarhornhutte. Ostatnia noc w górach miała być w Holandiahutte. To był bardzo fajny plan. Wyznaczają go cztery warunki brzegowe: - wjazd na Jungfraujoch - zaoszczędza żmudnego podchodzenia długimi dolinami. Można działać od razu w najatrakcyjniejszych partiach. Biorąc pod uwagę, że koszty noclegu to 70 CHF to jazda kolejką nie jest bardzo droga, szczególnie, że zaoszczędza co najmniej dzień. - aklimatyzacja w Konkordiahutte - dwa dni na stosunkowo akceptowalnej wysokości powinny nas przygotować dobrze do dalszego chodzenia. - wejście na Finsteraarhorn (a przynajmniej przełęcz Hugisattel) jako zasadniczy cel wycieczki - zjazd do Blaten. To nie jest jedyne możliwe rozwiązanie ale ma najmniej wad. Zjazdy w inne doliny są już trudne logistycznie a powrót z Jungfraujoch pozbawia nas blisko dwukilometrowego (vertical) zjazdu. Jakiego narciarza nie zaboli serce? Plan Roberta miał wystarczającą elastyczność (dwa razy po dwa zdublowane noclegi). Dodatkowo dwa razy szliśmy w miarę na lekko. Zawsze była możliwość awaryjnego powrotu kolejką. Najsłabszym elementem był przerzut z drugiego do trzeciego schroniska bo to jest długa płaska dość droga (ale z dwoma przełęczami). Nuda i patelnia. Za to zaletą było odwiedzenie trzech najatrakcyjniejszych fragmentów Alp Berneńskich i złapanie ogólnej wiedzy o tym terenie. Już po wycieczce i po ocenie atrakcyjności poszczególnych miejsc zmieniłbym chyba nieco ten plan. Przerzuciłbym po prostu nocleg z Konkordii do następnego schroniska. W bardziej hardcorowej wersji w ogóle zrezygnował z pierwszego miejsca (choć to jednak 200 m niżej).
    5 punktów
  2. Taki tam filmik z pierwszego ultramaratonu:
    3 punkty
  3. Cześć Ja jestem dość potężny (podczas niedawnej operacji lekarz powiedział, że dawno nie widział takich pancernych kości ) a akurat bardzo lubię jeździć po górkach i jak widzę podjazd to po prostu muszę się sprawdzić - nie potrafię pojechać sobie spokojnie, rekreacyjnie. Podobnie kiedyś lubiłem biegać dopóki nie wytłumaczono mi, że się po prostu do tego nie nadaję ze względu na obciążenia stawów. Też bym na schabowego poszedł choć po takim wysiłku to chyba bym się raczej poczołgał. Pozdrowienia
    2 punkty
  4. I tak do tego podchodzę. Wiem, że żadnym mistrzem nie będę i nie chce mi się całe życie ciągle czegoś sobie odmawiać. Po przejechaniu ultramaratonu zapraszali mnie na regeneracyjny makaron, wiadomo... Co ja zrobiłem? Poszedłem na wielkiego Schabowego! Nie znam się na tym, jedynie sugerowałem, że jeśli problem istnieje, to może coś z tym należałoby zrobić. Nic więcej, bo ekspertem żadnym nie jestem. Jako ciekawostkę podam, że zeszłoroczna edycję Maratonu Rowerowego Dookoła Polski wygrał gość, któremu daleko do słowa szczupły. Nawet miał dość spory "mięsień piwny"... Przy tym wkręcił wręcz kosmiczny czas i rekord trasy, która liczy 3130 km! Sama część górska to 25 000 metrów przewyższenia! Przejechał to w nieco ponad 7 dni, gdzie limit czasu to 10 i dotychczas udało się to jedynie nieco ponad 50 osobą w 5 edycjach...
    2 punkty
  5. A z kolei Dave Ryding opuścił Fischer'a i podjął współpracę z Dynastar I Lange
    2 punkty
  6. Max Franz dołączył do teamu Fischera
    1 punkt
  7. Finsteraarhorn – najwyższy szczyt Alp Berneńskich (4274 m n.p.m.) oraz trzeci pod względem wybitności szczyt w Alpach. Leży w Szwajcarii, na granicy kantonów Berno i Valais. Jest najwyższym szczytem kantonu Berno i zarazem najwyższym szczytem Alp leżącym poza głównym łańcuchem. W 2001 r. cały masyw Finsteraarhornu wraz z okolicznymi lodowcami został wpisany na listę światowego dziedzictwa. Wierzchołek można zdobyć ze schroniska Finsteraarhornhütte (3048 m). Szczyt otaczają lodowce Fieschergletscher na zachodzie, Unteraargletscher i Oberaargletscher na wschodzie oraz Unterer Grindelwaldgletscher na północy. Północno-wschodni filar góry ma wysokość 1000 metrów. Plan jest następujący - punkt startu to Jungfraujoch (wjeżdża się kolejką za jedyne 107 CHF). Dalej Konkordiahutte (1) tam dwa dni, póżniej Finsteraahornhutte (2) tam też dwa dni w tym jeden wejście na Finsteraarhorn. Dalej Holandiahutte (4) nocleg i zjazd do Blaten. Są też jakieś podwarianty. Do odjazdu zostało 13 godzin! pozdro Wiesiek
    1 punkt
  8. Piwo to wszędzie było najlepsze. W sumie to nie było wyboru - woda kosztowała 12 CHF a piwo tylko 6. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  9. no już nie przynudzaj😷 w Konkordii najlepsze jest piffko🍺
    1 punkt
  10. Cześć takie ubytki wagi są normalne w każdym sporcie wytrzymałościowym. Jeżeli tracisz/łeś 5kg to znaczy, ze jeszcze sporo możesz z wagą zrobić, tylko czy to ma sens? Zawodowcem nie jesteś przecież. Po solidniejszym meczu w gałę 5 kg to norma - ale zdecydowanie lepiej wyrażać ten ubytek w %. Z Saganem tak jak WojtekM pisał. Nie jest typowym wytrzymałościowcem i góralem zbyt duża waga i nic na to nie poradzi choćby się zesrał - takie geny. Dlatego właśnie pewni ludzi przejawiają predyspozycje do pewnych sportów a do innych nie i żadnych handikapów wagowych tu być nie może. Co innego waga sprzętu ale to inny problem. Pozdrowienia
    1 punkt
  11. Odgrzebię Ci ten temat. Jechałem kiedyś Malczyce-Wrocław wzdłuż Odry po południowej stronie. Początek trudny, od Rzeczyce (nie próbuje odmieniać) lepiej. Ale generalnie fajna przygoda. Przeglądałem trochę Twoje relacje bo poruszam się trochę w tych samych rejonach pn-zach od Wro. Ostatnio przejechałem wg trasy Bike Maraton Mega Miękinia. Bardzo fajne, polecam. Podobno to jest nawet maraton MTB, ale to tylko takie pagórki, chociaż na koniec trasy ze dwa razy już nie dałem rady podjechać na singlach.
    1 punkt
  12. Zanim machnę relację (postaram się jakoś sensownie streszczać bo wrażeń wiadro) to dwie małe fotki. Dotąd (czyli prawie 4100 m npm doszliśmy (i zjechaliśmy) na nartach. Dalej była wspinaczka granią z prawej. Było nawet zdecydowanie bardziej lufiasto jak na focie. Po niecałych kolejnych dwóch godzinach. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  13. Zdjęcie z objazdu trasy Bike Atelier Maraton Brenna trasą pro. 50 km 2 km przewyższenia. Widoki cudne.
    1 punkt
  14. Tatry Zachodnie dobra alternatywa 3 maja, bez tłumów korków i kolejek. MAPA Rohacka Dolina podjazd asfaltem na rowerze- 600m w górę na 12km , dałem radę na moim trekingu, nagroda termy Orawice
    1 punkt
  15. Moja niedzielna trasa Mało znany most na Wiśle Góra Pałac Myśliwski, Promnice Plaża Tychy Paprocany Zapora Goczałkowice
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...