Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. rung

    rung

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      111


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. moruniek

    moruniek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      2 943


  4. 1mirinda

    1mirinda

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      95


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.05.2019 w Odpowiedzi

  1. To nie będzie jakaś wielka relacja, ale chciałem się podzielić osobliwymi wrażeniami. Otóż w kwietniu lubię sobie odwiedzić Zugspitze koło Ga-Pa. Ośrodek kameralny, ale bardzo go lubię, a pisałem o nim rok temu. W tym roku pierwszego dnia pogoda była piękna - słoneczno-mroźna. Drugiego dnia jednakowoż, zrobiło się biało. Wyjechałem na stok jakby nigdy nic, ot będę jeździł ostrożniej. Po pierwszym zjeżdzie odczułem lekkie nudności. Odetchnąłem na wyciągu, ale przy drugim zjeździe zaczęło mnie mdlić. Znów odpocząłem w czasie jazd w górę, ale pod koniec trzeciego zjazdu zalałem się potem, zaczęło mi się kręcić w głowie i myślałem że zwymiotuję. Ponieważ w przeszłości cierpiałem na chorobę lokomcyjną, objawy były mi znane. Mój błednik w tej bieli zwariował. Dokonałem taktycznego odwrotu do restauracji. Po godzinie podjąłem drugą próbę. Na początku było przyjemnie, choć widoczność była taka (nagranie z kasku): Potem był mały grzbiet, na którym świat stanął na głowie - pacnąłem, wstałem i po chwili zorientowałem się że stoję tyłem do stoku i jadę do tyłu. Zupełnie straciłem orientację. Zalany potem, z nudnościami, wróciłem do restauracji i to był koniec. Mieliście kiedyś coś takiego? Chorobę morską na nartach? Wczoraj wróciłem z Kitzsteinhorn - dwa dni jazdy w mleku, ale na szczęście wszystko w porządku, na Zugspitze musiałem mieć po prostu słabszy dzień... Z ciekawostek: (1) Koło lodowca znajduje się mała kapliczka (najwyżej położona świątynia w Niemczech, konsekrowana przez kardynała Ratzingera, przyszłego papieża). W niej to co niedzielę odbywa się msza. A że z kolegą szusowaliśmy właśnie w niedzielę, w dodatku palmową, kolega postanowił do mszy przystąpić. Ksiądz z pomocnicą przybyli wyciągiem. Razem z kolegą odśnieżyli dojście do kaplicy. Potem było dzwonienie dzwonnicą, ksiądz dał koledze śpiewnik, asystentka puszczała muzę z magnetofonu, ksiądz mówił "seite ein hundert sieben und zwanzig" i śpiewali. Było też i wino. Księdzu na pewno było miło, bo kolega był jedynym wiernym. (2) W tym roku wjechałem do ośrodka dwoma środkami transportu. Obydwa są niezwykle efektowne. Pierwszy to nowa kolej linowa, która w 8 minut zabiera nas z 900mnpm na 2900mnpm Drugi to pociąg, który odjeżdża z samego Ga-Pa, a potem wykutym w latach 30 tych tunelem wspina się pod sam szczyt. Stacja końcowa znajduje się przy lodowcu na 2600mnpm. A na koniec mała, nienachalna reklama - zapraszam na mój niekomercyjny, kameralny fanpage na facebooku, gdzie opisuję różne swoje narciarskie przygody https://www.facebook.com/skibumpl/
    9 punktów
  2. W tym sezonie, choć nie planowałem aż tylu dni, wyszło 61 dni na nartach. Głównie w Szczyrku, kilka dni na Słowacji, była też Stacja Kazimierz (bardzo klimatyczne miejsce, nie tylko na narty), Białka, Istebna i inne miejsca. Obyło się bez kontuzji, bez strat w sprzęcie, choć niektóre zjazdy były pod znakiem jazdy po resztkach śniegu (np. wiosenny COS). Do głównych pozytywów sezonu, zaliczyłbym jednak uczynienie z mojej córki pełnowartościowej narciarki (wszak w wieku 5 lat zjechała z czarnej ze Skrzycznego, z samej góry aż do METY, przez mostek, ścigała się z Markiem Ogorzałkiem poza trasami, tak intensywnie, że przejechali "Rudego Kota"). Mój syn przełamał swój kryzys, który się u niego pojawił w trakcie sezonu i wrócił na właściwe narciarskie tory. Moja, żona odkryła co to krawędź i zaczęła się bawić intensywnie narciarstwem. I oczywiście dziękuję Wam Wszystkim za wspólną jazdę i spotkania na stoku. Moje odkrycie sezonu. Najfajniejszy zjazd z synem (COS - końcówka warunków). Bawiliśmy się świetnie, choć moja żona popukała się w czoło, że chcemy jechać w dół. Koniec sezonu (ostatni zjazd w tym sezonie). W przyszłym sezonie, Życzę każdemu takich widoków i takiej pogody.
    6 punktów
  3. Kilka treningów na krótszych dystansach, kilka przygód... dwa szlify i dwa szczęśliwie zakończone upadki - trzy dni regeneracji, okno pogodowe i trzeba było wyjechać na pierwszy poważniejszy dystans. W Święto Pracy trzeba było przecież trochę popracować Dzisiejsza jazda zdecydowanie po płaskim i bez większych podjazdów. Na przejażdżkę wyjechaliśmy we troje - towarzyszyła mi Paula i kolega Jacek Nie chwaląc się - przy pierwszej stówce padł mój i Pauli rekordzik czasu przejazdu. Lepszej średniej niż 25,43 km/h nie wykręciliśmy nigdy na takim dystansie. Oczywiście grzechem byłoby nie zrobić kilku zdjęć z kwitnącym rzepakiem Paula: Ja Jacek: Generalnie - bardzo fajnie. Strefa tlenowa i spokojna jazda ułożona w taki sposób, że było lekko i przyjemnie. Mazowieckie klimaty: Powrót do domu... ...Panowie z przodu, bo było pod wiatr. Niestety jutro do pracy a na pozostałe dni majówki zapowiadają deszcz Oby jakieś okna pogodowe się trafiły, to się jeszcze pokręci Pozdrawiam marboru
    5 punktów
  4. Dzisiejszy poranek był chłodny ale słoneczny ,wiec na pierwsze kilometry wybrałem sie w teren otwarty w kierunku Wisły. Po kilkunastu kilometrach wjechałem w lokalne mgły,gdzie udało mi się ustrzelić zająca na drodze.Był okres że tych zwierząt mimo że mieszkam na wsi nie widziałem latami,ale teraz pomału ich liczba sie podnosi co cieszy Wisła wita mnie już słonecznie,w punkcie widokowym kępeczki robię sobie pierwszą przerwę Jadąc wałem można podziwiać nieuregulowaną Wisłe i jej liczne w tym miejscu wyspy i odnogi Droga powrotna wiodła mnie przez Puszczę Kozienicką. Zrobione ponad 87km w fajnym terenie. Pozdrawiam Marek
    3 punkty
  5. Dla mnie sezon był w miarę udany, mimo że pod znakiem dość poważnej choroby, która znacznie ograniczyła mi możliwości (łazić za bardzo nie mogłam, ale po wbiciu się w buty - jeździć się jakoś dało ) . Starałam się podszlifować technikę na niezbyt wymagających kondycyjnie wypadach, i częściowo mi się to udało, choć nie w takim zakresie, jakbym chciała - wiosną było już trochę lepiej, akurat zaczęłam czuć, że się trochę rozjeździłam. Wszystkiego 25 dni na nartach, wiosną bardziej intensywnie, głównie COS. Znacznie mniej niż by się chciało, ale nie ma co się oglądać wstecz i skarżyć. Może dobre bogi dadzą wyjechać latem na jakiś lodowiec .
    2 punkty
  6. Dla mnie sezon bardzo udany zarówno pod względem zjazdowym jak i skiturowym:). W sumie wyszło 43 dni na nartach pzdr.
    2 punkty
  7. Witam Ja nie liczę dni tylko wyjazdy na narty:). Mam karnet roczny 365 dni . W sezonie 2018/2019 łącznie byłem 81 razy na nartach . KTO DA WIĘCEJ.:) Janusz :
    2 punkty
  8. Ja nie liczę dni. Po prostu staram się korzystać z gór, śniegu, wolnego czasu (którego zawsze za mało) na tyle na ile pozwalają mi okoliczności i zdrowie. Ten sezon jak najbardziej udany, do tego stopnia że na koniec zimy zainwestowałam w zakup nowego sprzętu w stopniu nadprogramowym (szaleństwo: SL + sprzęt skiturowy). Za udany sezon uznaję min. 1 tygodniowy wyjazd w Alpy + lokalne wyjazdy weekendowe w jak największej ilości zima jest piękna!
    2 punkty
  9. Prześwietlenie forumowicza Skionline
    2 punkty
  10. Górskie ścieżki rowerowe powstają w Szczyrku W odpowiedzi na coraz większą popularność górskich kompleksów rowerowych, a szczególnie Enduro Trails w Bielsku- Białej, spółka Tatry Mountain Resort inwestuje w budowę górskich tras rowerowych w ośrodku narciarskim Szczyrk Mountain Resort. Warto dodać, że jest to pierwszy tego typu "produkt turystyczny" w Szczyrku. Więcej przeczytacie tutaj
    1 punkt
  11. Pogoda, jak każdy widzi za oknem, jest dosyć dynamiczna w ostatnich dniach i niestety miała ona negatywny wpływ na moje decyzje i plany narciarskie na koniec sezonu 2018/2019. Zatem, mogę śmiało napisać, że oficjalnie zakończyłem zimę Ponieważ to był rok, numer 3 z tych najlepszych lat - wypada napisać małe podsumowanie. Łącznie 43 dni na nartach, Endomondo pokazało 2 198,9 przebytych kilometrów... ...ale to nie jest najważniejsze. Najważniejszych było kilka innych rzeczy. Pierwszą, kluczową była walka o odzyskanie formy po przebytej operacji kolana. Najtrudniej było przezwyciężyć strach i blokadę w głowie przed prędkością, trudnościami tras oraz warunkami na stokach - na szczęście aura pomogła, a wrodzona skłonność do podejmowania ryzyka, tym razem nie sprowadziła mnie na manowce. Druga, to spełnienie dwóch marzeń związanych z górami wysokimi i narciarstwem: jazda pod kultowym Matterhornem oraz Mont Blanc Te szczyty są magnetyzujące i mają coś niesamowitego w sobie. Kiedyś, kiedyś może by tak wejść na któryś z nich?... To chyba zbyt ambitne wyzwanie... Trzecia - to trzeci udział we wspaniałej imprezie jaką jest WorldSkiTest. Jazda i przebywanie w gronie gwiazd światowego narciarstwa, to zawsze niesamowite przeżycie. Testowanie nowych produktów czołowych producentów nart - fantastyczne! A na dodatek... zabrać na taką imprezę moją Drugą, Drogą Połowę? Coś niesamowitego! Jeszcze raz dziękuję @JC Czwarta - element podróżniczy... Poznałem w tym sezonie 14 całkiem dla mnie nowych, alpejskich ośrodków narciarskich. WOW!!! Ile jeszcze przede mną?... już przed tym sezonem myślałem, że jest ich niewiele - a tu takie zaskoczenie. Piąta rzecz - moja Miłość do Dolomitów, wydawać się może, że przeżywa swoją renesans! W tym roku, te najbardziej niesamowite Góry jakie widziałem, oczarowały mnie ponownie, nowymi miejscami, swoją potęgą i majestatem... pięknem. Szósta - ujarzmienie nowych GS nart Narty, to też Ludzie. W tym roku miałem olbrzymią przyjemność dzielić swoją pasję i pojeździć, spotkać się z wieloma przyjaciółmi i znajomymi: @JC, @johnny_narciarz, @Bumer, @mifilim, @Góral spod Skrzycznego, @marionen, @Piotr_67, @Annaa, @andy-w, @tanova, @San28, @gregre0, @1mirinda, @elosawa, @ewangelizator, @moruniek, @wielofish, @kmarcin… no i przede wszystkim @Paula była najczęściej przeze mnie spotykanym narciarzem - wybaczcie jeśli kogoś pominąłem - dziękuję Wam za spędzony, wspólny czas! Dwa wspominkowe klipy z tej zimy Dolomity: Dolina Aosty: A dla Was jaki to był sezon? Będzie super jak w tym wątku, dotyczącym mojego podsumowania sezonu, podsumujecie również swój sezon narciarski 2018/2019
    1 punkt
  12. OMG! Narty się znudzić nie mogą! To herezja pomyśleć nawet, że mogłyby Sorry, to żart, ale nie mogłam się powstrzymać. Znów pół roku czekania...
    1 punkt
  13. Nie, nie stanie się "Krupówkami", pewnie masz rację że Matterhorn jest trudniejszy technicznie, ale..... Szerp nie musi robić testu wydolnościowego. Zrobi to za niego góra. W tym wątku były już cytowane opinie, o ile tlen obniża wysokość dla oddychania, chyba tysiąc albo dwa niżej. Załóżmy że dwa tysiące, to i tak jest to ciągle 7500 metrów. Wiem jakie miałem problemy na wysokości 5500 i to na siedząco:;) Widziałem jak inni się zachowywali, zapewniam Cię, że nie była to "bułka z masłem przed śniadaniem". Powyżej 7000 metrów jest strefa śmierci, i żaden cudotwórca i diesięciogwazdkowy hotel tego nie zmieni. Aby turystyczne wejście skończyło się powodzeniem, to trzeba górę zdobyć w określonym tempie, bo inaczej albo się zamarznie albo się udusi - nawet jak lokaj będzie niósł setkę butli z tlenem. Niestety, znowu muszę przypomnieć Tomka Mackiewicza i dlaczego został na trochę niższej górze na zawsze. W latach 90 - tych aby być dopuszczonym do latania na lepszej klasy szybowcu to należało zrobić przelot 300 km. Wielu się burzyło, że instruktorzy chcą mieć dla siebie sztabówkę. A prawda była taka, że jak ktoś w ciągu powiedzmy sześciu godzin obleciał tak długą trasę, to znaczy że precyzyjnie krążył w kominach że wybierał dobre chmury - bo inaczej lot nie odbyłby się w dobrym tempie, to znaczy że jakość pilotażu jest na dobrym poziomie i można go wsadzić na lepszy(trudniejszy) szybowiec i sobie na nim nie zrobi krzywdy. Jeżeli ktoś zapłacił za wyprawę komercyjną, a oszukał co do swoich umiejętności, to góra go szybko zweryfikuje, Bo będzie wolniej się wspinał, a zimno i brak tlenu będą powoli go zabijać. Jak stamtąd na czas nie ucieknie - ze zdobyciem szczytu czy bez, to jego los i tak będzie przesądzony. Pewnie znasz, ale jakby co, to obejrzyj sobie film Chyba dobrze oddaje realia, które na górze gór panują. Zwróć uwagę na szefa ekspedycji który wie kiedy jeszcze można kontynuować wspinanie i kiedy trzeba powiedzieć sobie wystarczy i spróbować uciec ze strefy śmierci. A że brak tlenu upośledza w pierwszej kolejności układ nerwowy, można zaobserwować jak "turystom" rozum odbiera.
    1 punkt
  14. Buty - ok zgodzę się. Ale jak gdzieś jadę ze snowboardzistą, to zawsze jest dyskusja i zastanawianie się ze strony snowboardzisty - czy gdzieś w terenie nie będzie zbyt płaskiego odcinka, który dla snowboardzisty jest ciężki do pokonania. W szczególności kiedy śnieg jest głęboki. Na nartach pokonanie takiego odcinka jest łatwiejsze. Podobnie z nartostradami które mają płaskie odcinki.
    1 punkt
  15. Dostałem nową, letnią mapę SMR. Zaznaczone są tam ścieżki rowerowe, które powstaną w tym roku lipiec i wrzesień 2019. Ale...! Na mapce zaznaczona jest też restauracja na Hali Skrzyczeńskiej z opisem 12/2019!
    1 punkt
  16. Krok w dobrym kierunku! Ale jeszcze nie wystarczający. Oby rząd miał jaja i wprowadził to prawo jak najszybciej. Wyborcy na to czekają. Ale znając Jarka to pewnie wycofa się przed zmianą albo po 3 miesiącach obowiązywania nowego prawa. Ja trzymam za tę zmianę kciuki!
    1 punkt
  17. Właśnie - skąd wiesz? Pozdro
    1 punkt
  18. Jaki SPORT ? Narciarstwo jakie uprawia obecnie ogromna większość to nie sport tylko rekreacja ruchowa będąca tylko jednym z elementow urlopu zimowego. Piwo, bombardino, leżaczki, zabawa i osypywanie się śniegiem, popołudniowe apres, wieczorna impreza, termy, sauny, kuligi,grille - to jest ważne a narty to tylko dodatek, ze sportem nie ma to wiele wspolnego i wszystko jedno czy to narty, deska, sanki czy inna trajka
    1 punkt
  19. Sezon był całkiem udany. I choć spędziłam na nartach zaledwie 15 dni , to i tak jest to chyba najwięcej w dotychczasowej „karierze”. Biorąc pod uwagę fakt, że mieszkam daleko od gór i każdy wypad to co najmniej kilka godzin jazdy w jedną stronę, oraz mocno ograniczone możliwości urlopowe w zimie, to jest nieźle, że prawie w każdym zimowym miesiącu udało się zorganizować jakiś wyjazd na narty. Nie wyszło tylko w grudniu – szkoda. Styczeń – cztery dni w Szczyrku z rodziną i spotkanie WZF. Było bardzo miło i cieszę się, że tyle sympatycznych osób z forum mogłam poznać . Luty – rodzinny wyjazd na ferie do Bregenzerwald. Piękna pogoda i intensywne zwiedzanie czterech narciarskich miejscówek w Vorarlbergu Marzec – jeden dzień w Brandnertal i trzy w Sankt Anton, połączone z objazdem Ski Arlberg. Zdecydowanie wartość dodana tego sezonu. Kwiecień – ostatni dzień sezonu w Białce – po prostu wiosenne narty i chillout w słońcu . No i cóż, narty już schowane na strychu i więcej km zrobione na rowerze niż na deskach.
    1 punkt
  20. dla mnie ten sezon zapowiadał sie rewelacyjnie i taki był przez pierwsza połowę, w końcu byłem dobrze przygotowany i z licznymi możliwościami w kalendarzu wyglądało na to, ze wrócę do przebiegów sprzed-tacierzyńskich, już w połowie lutego miałem na liczniku 16 dni niestety dał znać o sobie kręgosłup, przez co straciłem zazwyczaj najmocniejszą wiosenną część sezonu, musiałem odpuścić plany związane z Dolomitami oraz odrzucić propozycje wyjazdu do Alpe dHuez do tego ćwiczenia rehabilitacyjne negatywnie wpłynęły na kolano więc pomimo poprawy kręgosłupa zdecydowałem się odpuścić końcówkę sezonu, by na spokojnie skupić się na wzmocnieniu układu powięziowego niemniej jednak sezon był dobry, świetny Szczyrk podczas opadu roku i klęski żywiołowej, do tego rewelacyjny Zillertal z idealną pogodą oby gorzej nie było a będzie dobrze sezon skończony na 99%,
    1 punkt
  21. Cześć Wczoraj z Rafałem - bratem mojej żony pojechaliśmy na planowana od jakiegoś czasu wycieczkę inspirowana Maćkową Wisłą 1200. Trasa wiodła z Warszawy prawym brzegiem Wisły do Nowego Dworu Mazowieckiego gdzie (omijając miasto) dojechaliśmy do Narwi. Tu lewym brzegiem Narwi do Zegrza, ominięcie zalewu przez Nieporęt do ujścia Bugu. Teraz lewym brzegiem Bugu wzdłuż rzeki przez Wyszków do Broku gdzie na działce Rafała zakończyliśmy przy browarach i grillu. Staraliśmy się jechać jak najbliżej rzek drogami i ścieżkami po wałach. W paru miejscach łączniki asfaltowe. Musieliśmy pokonać w bród jedną rzeczkę, dwa odcinki piachu były dość upierdliwe. Przygody zaczęły się już przy starcie gdzie zostawiłem przy drodze plecak i musiałem wracać około 7 km ale dzięki temu przekonałem się, że na moim rowerze MTB mogę przekroczyć na płaskim 40km/h. Później w wyniku błędu w nawigacji musieliśmy pokonać dobre kilkaset metrów dnem nieczynnego kanału w środku lasu a pod koniec drogi zamknięto nam przed nosem knajpę z pierogami i piwek w Kamieńczyku i podobnie w Broku. Rafał jechał na facie ale na asfaltach walił równo 30 na godzinę. Wyszło w sumie trochę ponad 160km. W sumie super wyprawa w świetnym towarzystwie.
    1 punkt
  22. No mój sezon ilościowo nie był tak bogaty, pomimo trzech wyjazdów w Alpy. Wpływ na to miała pewnie choroba, która zabrała mi praktycznie cały luty (na szczęście bez żadnych powikłań). W moim przypadku to skromne osiemnaście dni. Ale patrząc na to z innej strony było to osiemnaście cudownych dni w moim życiu i to większość razem z moją cudowną żoną. Dla takich chwil warto żyć i tłuc się po Świecie. A takie widoki potrafią osłodzić nawet najgorsze chwile Pozdrawiam wszystkich i spotykamy się na nartach już za parę miesięcy
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...