Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 774


  3. Chrumcia

    Chrumcia

    VIP


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      800


  4. miraz

    miraz

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      757


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 02.08.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. Błękity, zielenie, skały, woda i szczyty gór. Ostatni dzień naszej wędrówki po Tatrach w tegoroczny urlop, był pełen słońca i niby tych samych, tatrzańskich, a jakże odmiennych klimatów. Patrzył na nas dzisiaj Krywań, Szatan, Rysy... Wysoka - tatrzańskie giganty...a my? A my cichutko, powoli, nie śpiesząc się, kończyliśmy naszą przygodę z górami...ale wrócimy - jeszcze wiele szlaków przed nami... Dzisiejszą wędrówkę rozpoczynamy szlakiem czerwonym ze Strbskiego Plesa - to ten sam, który od słowackiej strony prowadzi na Rysy. Turystów było sporo (piękna pogoda) ale nie było zatrzęsienia...a po rozłące szlaku koprowego, z rysowym było już całkiem fajnie Narty, wiadomo i zjazdowe, i te do skoków w SP A w oddali Krywań...tak, jakby pilnował tutejszych stoków Początek szlaku... Rozpoznajecie poniższe, tatrzańskie giganty? I tak jakby naszym oczom ukazał się słowacki Matterhorn 😮 Paula dzisiaj jest słodką mandarynką, czy może kwaśną pomarańczą? Tak, tak... to Poprad!!! W dzisiejszej, naszej dolinie są jego źródła. Hincov Potok: Baszty i Szatan... 😮 Wchodzimy do góry i nagle ukazuje się nam, taka oto panorama W centralnej części nasz cel... ...a nieco po prawej od środka, na moje oko Przełęcz pod Chłopkiem? Szersza perspektywa i na moje oko Mięguszowiecki Szczyt Wielki 2438 m npm. Ale my dzisiaj na Koperka idziemy... Piękny jest z oddali!!!! Docieramy nad spektakularne Wielkie Hinczowskie Jezioro. Fantastyczne miejsce! Idziemy dalej i kolejne "błękitne oko"...w tle Szatan... trzeba się strzec 😮 Szatan, to prawie to samo, co Boruta przecież Małe Hinczowskie Jezioro z bliska: A w oddali?... Ciągniemy na szczyt. Tutaj, jak pod każdym zwieńczeniem góry robi się trochę więcej ludzi. Widok w stronę Tatr Zachodnich...po lewej, w głębi - Krywań. Jesteśmy! Kolejny tatrzański cel zdobyty!!! Koprowy Wierch 2366 m npm. Widoki? Proszę... Wspomniany Krywań w tle... Temnosmrecinskie jeziora: Przepiękne błękitne plamy niemalże dookoła 😮 ...w drodze, fociliśmy przy poniższej wodzie: Można się zakochać! Przycupnięta Szersza perspektywa z "oszukanym" przedszczytem Koprowego Schodzimy... Ponownie Baszty i Szatan... ...to i kozioł się w skałach schował Robimy przerwę i tarzamy się na trawie korzystając z resztek urlopu Cudnie jest... Paula mówi, że pocztówkowo... ja twierdzę, że trochę morza w tych górach i zapach kwiatów! Ostatnie fotki... Sielanka Pożegnanie z górami... Docieramy do Schronisk, hoteli, restauracji i Popradzkiego Jeziora. Kończymy naszą wędrówkę na zielonym zygzaki, to szlak na Rysy: Z pewnością kiedyś wrócimy w to miejsce Tym czasem... koniec naszych tatrzańskich przygód w te wakacje. Wszystko co dobre, szybko się kończy Podsumowując szlak na Koprowy Wierch, możemy powiedzieć, że jest on łatwy i przepiękny! Zrobiliśmy dzisiaj na nogach ok 20 kilometrów. PS. Nogi trochę bolo... Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    2 punkty
  2. Orla Perć - najtrudniejszy, tatrzański szlak pokonany przez nas w całości, wczoraj z Palenicy Białczańskiej przez Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Jak było? Hardkorowo (łańcuchy, klamry, drabinki) i pięknie! Na początku fantastyczny wodospad Siklawica, Stawy Polskie, potem kosmiczne widoki, wspinanie po skałach, a na końcu nawet wyszła do nas Kozica zapozować do zdjęcia. Całość trasy zajęła nam 15 godzin, dostaliśmy nieźle w kość, ale wróciliśmy na dół szczęśliwi. Na trasie zaliczone: Zawrat (przełęcz) 2159 m npm Mały Kozi Wierch 2228 m npm Zmarzłe Czuby 2189 m npm Zmarzła Przełęcz 2123 m npm Kozia Przełęcz 2126 m npm Zamarła Turnia 2179 m npm Kozie Czuby 2263 m npm Kozia Przełęcz Wyżna 2240 m npm Kozi Wierch 2291 m npm Przełączka nad Buczynową Dolinką 2225 m npm Zadnia Sieczkowa Przełączka 2194 m npm Zadni Granat 2240 m npm Pośredni Granat 2234 m npm Skrajny Granat 2225 m npm Graniacka Przełęcz 2145 m npm Orla Baszta 2177 m npm Przełęcz Nowickiego 2105 m npm Wielka Buczynowa Turnia (przy szczycie) 2184 m npm Mała Buczynowa 2172 m npm Krzyżne (przełęcz) 2112 m npm Kultowe miejsce, jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. I co?... ponad 80 zdjęć w fotorelacji 😮 Mapka wyprawy: I lecimy... Poranek: Zbliżamy się do siklawicy - piękne kwiaty dookoła! Wodospad: Marboru Paula Wielki Staw Polski: Nasz cel w oddali... Jaszczur Pewnie jakiś chroniony Ptaszydła się nie bał Cudnie!!! Tam idziemy... Potok: Widok w stronę Tatr Słowackich, na dole Czarny Staw Polski: Idziemy na Zawrat... w tle Świnica: Chwila przerwy: Wejście na Zawrat od Murowańca: Zawrat... ...widziany z góry: No to zaczynamy Orlą Perć: W oddali ludzie na Kościelcu (byliśmy ) No i się zaczyna... Zmarzły Staw Gąsienicowy: Łańcuchy... Na pionowej drabince: Któraś z Przełęczy... ZSG z bliska: Czerwony szlak... Paula wędrowniczka Kozi Wierch: Na szczycie... ...na Kozim jestem i ja Lecimy dalej... Coraz ciekawiej: Walka!!! Panorama: Kasprowy Wierch: Granaty: Gdzieś tam Rysy... Raz w górę, raz w dół Poleciał na Szpiglasową Przełęcz Orla z Granatu Skrajny: Na dole Zakopane Idziemy dalej... Oswojona z trudnościami Radość Potęga gór! Niczym w Dolomitach: Wspinamy się dalej... Kolejny szczyt zaliczony: Dolina 5 Stawów Polskich...również z widokiem na Siklawę Powoli kończymy szlak... Krzyżne: Schronisko w D5SP: Modelka na szlaku żółtym, na zejściu do D5SP: I jeszcze raz: Kończymy naszą wędrówkę... ...w bonusie kilka fotosów z GoPro 8 Czerwony, orli... Selfik Mały wspinacz I jeszcze raz Gdzieś na zejściu... Cudnie!!!! To miejsce ma jakąś nazwę? Osławiona drabinka... Klamerki Drabinka z oddali - kolejni wędrowcy na szlaku: Można godzinami patrzeć... Z cyklu marboru na trakcie I kolejne... Magicznie!!! Atak szczytowy I walczymy dalej... Dla takich widoków... ...i szczytów! Warto zmęczyć nogi!!! Miny, bomby...jak to było? Osławiony krok na Orlej... można obejść No to w górę... ...w bok... ...po czym znowu w górę ...zejście, wejście i tak bardzo długo i fajnie!!! Można się napatrzeć? Nie... Koniec Orlej Perci I co można by rzec w podsumowaniu tej wyprawy?... NOGI BOLO Pozdrawiamy marboru i Paula
    2 punkty
  3. Po ponad miesięcznej przerwie od gór przyszedł na nie czas. Udało się zsynchronizować dzień wolny z dobra pogoda. Wczoraj 28 lipca 2020 wstaliśmy z Miskiem o 4 rano, koło 6.30 byliśmy na parkingu Siwa Polana i w planie były Tatry Zachodnie-Grześ, Rakon i Wolowiec. Wzięliśmy rowery i o 6. 45 kupiliśmy bilet i w drogę. Rano było koło 14-15stopni, ale dzień miał być piękny O 7.10 byliśmy na Polanie Huciska i tam zrobiliśmy krótka przerwę na batonika. Jechało się bardzo przyjemnie, na pewno szybciej niż na piechotę, a że mamy raczej żółwie tempo to chcieliśmy zaoszczędzić jak najwięcej czasu żeby przed wieczorem być w domu O 7.25 ruszyliśmy dalej w stronę schroniska i równo o 8.00 dojechaliśmy do Schroniska na Polanie Chocholowskiej i zjedlismy tam śniadanko. Rowery przypielismy i zostawiliśmy na cały dzień. O 8.45 wyszliśmy w stronę Grzesia. Pierwszy raz szliśmy z kijkami i faktycznie szło nam się chyba z nimi lepiej, nie męczyliśmy że aż tak. Czytałam w necie że trasa na Grzesia raczej do trudnych i wymagających nie należy, o też naa przekonało do wędrówki. Rzeczywistosc okazała się taka że trudny nie jest ale pnie się dosyć mocno w górę krótko mówiąc dało nam na prawdę wycisk, ale słońce też robiło swoje. Czapki obowiązkowo na głowie cały dzień! O 9.20 dotarliśmy na Bobrowiecka przełęcz. Nie wiedzieliśmy w sumie czy jest tam coś ciekawego więc poszliśmy, skoro na znaku było napisane 5 minut. Myśleliśmy że moze jakieś ładne widoki co coś, ale jak się okazuje nic konkretnego, więc wróciliśmy na szlak w stronę Grzesia. Po wielu przystankach i zrobieniu zdjęć po drodze o 10.44 dotarliśmy na Grzesia. Tuż przed Grzesiem siedliśmy sobie i patrzyliśmy na góry, widoki cudowne idac po drodze i mając niewiele sil nie zdziwiłabym się jakby Misiek powiedział że odpuszczamy Rakon i Wolowiec, no ale wracać ta sama trasa? Nieee, tym bardziej że na Rakon szlak wyglądał nieco łagodniej niż na Grzesia i było na niego blizej szczerze mówiąc podejście na Grzesia na prawdę dało nam mocno w nogi po kilku zdjęciach przy i nakręceniu materiału do filmiku ruszyliśmy dalej w kierunku Rakonia. Patrząc na kolejne szczyty w tym Wolowiec zaczęliśmy się zastanawiać czy damy radę czy odpuścimy, bo wygadalo na prswde na strrome podejście a my już zdychalismy okazało się że na Rakon szło się całkiem przyjemnie. Przed Grzesiem co prawda zaczelo trochę wiać ale było to całkiem przyjemne w tym upale. Na początku z Grzesia szło się fajnie w dół, później raczej płasko, delikatnie w górę i dopiero później było nieco większe podejście, ale takie akurat w sam raz. Oczywiście obowiązkowe przystanki na chwilę oddechu, łyk wody czy robienie zdjęć i o 12.00 byliśmy na Rakoniu. Tam usiedliśmy na pół godziny żeby coś zjeść i odpocząć i podziwiać widoki. Zaczęło wiać, ubrałam softshell bo byłam cala spocona i nie chciałam żeby mnie przewiało. Po odpoczynku zaczęliśmy się zastanawiac co dalejna Wolowiec juz tak blisko, a tak stromo no ale żal nie pójść. No i decyzja że próbujemy. Widoki przepięknye, wiatr trochę mi dawał w kość bo na prawdę bałam się że mnie przewieje i miałam gęsią skórkę a w softshellu gorąco z kolei o 12.30 ruszyliśmy w kierunku Wolowca. Stromo jak nie wiem, sił brak a potem jeszcze zejście do schroniska 2 godziny... Po wielu przystankach i na prawdę ślimaczym tempie o 13.10 dotarliśmy na Wolowiec nasze pierwsze 2000 m n.p.m.Odpoczynek na górze, zdjęcia, podziwianie widoków i o 13. 20 zaczęliśmy schodzić na dol w kierunku zielonego szlaku przez Wyznie Chochołowska. Ciągnęło się i ciągnęło, na prawdę długie zejście, nogi zaczęły coraz bardziej cierpieć, nawet zaczęłam czuć ból stóp... No ale dawno tyle nie chodziliśmy. Po kilku krótkich przystankach po drodze o 15.40 byliśmy w schronisku. Rowery stałyobiad w schronisku, odpoczynek i na rower. Ależ to była przyjemność o 16.12 wsiedliśmy na rowery i o 16.41bylismy pod autem, prawie bez pedałowania, z górki, idelanie.... Plecy moje od plecaka mało nie odpadły, ale dzień po prostu był przepiękny, wycieczka cudowna. Każdemu gorąco polecam. Słońce mnie spaliło, nogi bolą, jestem zmęczona ale na prawdę jestem zadowolona bo było przecudownie. Filmik będzie wkrótce
    2 punkty
  4. Kolega pisał o Karkonoszach, więc ja dołączę kilka zdjęć ze swoje wycieczki. Mam nadzieje że kolega nie ma nic przeciwko 🙂 Kilka fotek z tras Olbrzymy, które są położone w Karkonoszach. Jeździłem w obu częściach (zachodnia i wschodnia), zachodnia jest bardziej kamienista i trudniejsza. Olbrzymy mnie powaliły, bardzo mi się podoba zachodnia część. Przy zjeździe mózg cały czas pracuje nad linią, nie ma oddechu. pętlę Olbrzymów jechałem od dołu z Piechowic do Michałowic, w Michałowicach jest zawrotka i wraca się mniej więcej w dół, nawigacja jest oczywista i jest to opisane w wielu artykułach w sieci, nie ma co powtarzać w Michałowicach godny uwagi jest sklep spożywczy VINICO gdzie przy ładnym stojaku można postawić rower, a przy stoliku można się czegoś napić, bardzo swojsko i luźno 🙂 natomiast jest jeszcze jeden ciekawy punkt, a nawet dwa złote widoki (na mapie widoczne dwie gwiazdki), na które mniej więcej można podjechać rowerem, ludzi generalnie mało, bo to są opłotki Karkonoszy pierwszy Złoty Widok wygląda tak (ten drewniano-metalowy tarasik to nowość): a drugi złoty widok jest na skraju starej kopalni granitu i tam już prawie nikt nie dojeżdża i nie dochodzi widać całe Karkonosze zachodnie, Szklarską poniżej i Izery, fotka dokumentuje kawałek tego widoku 🙂
    1 punkt
  5. Pięknie:) Ten Koprowy planuję za 3 tygodnie. Na ostatnim zdjęciu to podejście pod Osterwę, a nie droga na Rysy. Gratuluję świetnych wycieczek.
    1 punkt
  6. Gratulacje dla Was Obojga! Piękna wyprawa Dużo ludzi na szlaku?
    1 punkt
  7. Jestem jeszcze bardziej przerażony!
    1 punkt
  8. .... ba, w sezonie narciarskim bywały i kolejki po 6 Godzin - gdzie do krzesła na Goryczkową godzina deptania jeśli mnie pamięć nie zawodzi 😀
    1 punkt
  9. Kolejny dzień, gdy budzi mnie słońce i brzęk dzwonków pasących się na łące obok domu krów i owiec. Jesteśmy od soboty w Beskidzie Sądeckim, w ślicznej wiosce Wierchomla Mała, znanej zapewne niektórym z Was ze stacji narciarskiej, szumnie nazwanej Dwie Doliny Muszyna-Wierchomla Mała. Widok na kolej krzesełkową i stok mam z okna. Będziemy tutaj tydzień, w większym gronie rodzinno-towarzyskim, z nastawieniem na chodzenie po górach. Pierwsze dwa trekkingi już za nami. Rozpoczęliśmy od dwóch wycieczek z punktem startowym w Wierchomli. W niedzielę ruszyliśmy czarnym - krótkim ale stromym - szlakiem do Bacówki nad Wierchomlą. A ze schroniska - takie widoki. Na horyzoncie majaczył nawet niewyraźny kontur Tatr - gdzieś tam zapewne wędrują @marboru z Paulą. Idziemy dalej szlakiem niebieskim na Runek 1080 m npm., który w zimie jest też szlakiem narciarskim. Dalej czerwonym szlakiem na Jaworzynę Krynicką. Im dalej, tym więcej burzowych chmur zbiera się wokół nas i nawet grzmi gdzieś w oddali. Postanawiamy przeczekać gdzieś w knajpce na szczycie, przy obiedzie, ale chmury idą bokiem i nie spada ani kropla deszczu. W drodze powrotnej zaglądamy jeszcze do schroniska pod Jaworzyną, przy którym kapliczka papieska wątpliwej urody. Dużo bardziej urokliwa jest szopka w drzewie ponad Bacówką nad Wierchomlą. Ostatni odcinek to wędrówka bardzo widokową polaną Wyżne Młaki i zejście do Wierchomli ścieżką wzdłuż wyciągu.
    1 punkt
  10. Porcja fotek / kogut olbrzym w gospodarstwie 1771m
    1 punkt
  11. Pozdrawiamy gorąco z Austrii / SkiJuwel/Wildschonau/krowy na 2000m trochę blokowały szlak Miraz&Ewa&Szymon
    1 punkt
  12. Wyprawa rowerem wokół Tatr Zapraszam na relację z naszej wspólnej z @johnny_narciarz wczorajszej wyprawy, na mój blog, pod linkiem: Pozdrowienia marboru
    1 punkt
  13. O ile w sobotę horror mieszał się nam z sielanką, o tyle niedzielny etap spływu był czystą przyjemnością. Startujemy z biwaku Bogdanka, z wideł rzek - gdzie Drawa łączy się z Korytnicą. Od tego miejsca Drawa niesie zdecydowanie więcej wody, ale wciąż ma urozmaicony charakter i choć jest sporo przeszkód, to płynięcie nie wymaga aż takiej "gimnastyki" jak powyżej. W niedzielę spływa też zdecydowanie mniej osób - wreszcie można rozkoszować się ciszą, pluskiem wody, śpiewem ptaków i w spokoju kontemplować krajobrazy. Znów na wodzie: Po wodzie biegają nartniki, dookoła fruwają ważki - najpiękniejsze są te intensywnie niebieskie. Próbuję jakąś złapać w kadr wśród pola "strzałek" wodnych Tymczasem niebo chmurzy się i zanim dopłyniemy na pierwszy postój, przechodzi nad nami krótki deszcz, a w oddali dudnią grzmoty. Zostajemy dłuższą chwilę na biwaku Sitnica, czekając na rozwój sytuacji. Burza jednak przechodzi bokiem, więc płyniemy dalej. Moja towarzyszka kajakowa: Mijamy most drogowy w Moczelach: Jeszcze chwila postoju na pustawym biwaku Pstrąg - jest tu nawet krzyż i ołtarz polowy, przypominający że jesteśmy na szlaku kajakowym im. Jana Pawła II: Kończymy w Głusku, przy moście niskowodnym, przez który jeszcze wiosną przeprawialiśmy się rowerami. Patrząc tym razem od dołu, w jakim stanie jest konstrukcja, chyba nie będziemy ryzykować. Znów zbierają się gęste chmury, znów w oddali słychać grzmoty. Gdy wracamy autami, dopada nas ulewa. Ale mieliśmy farta z pogodą!
    1 punkt
  14. Już od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pomysł wybrania się na dłuższą trasę fitnessem po terenach przygranicznych. Ale najpierw były zamknięte granice, potem nie było czasu, albo pogoda nie taka. W końcu jednak przyszedł ten dzień i przekonałam Darka, abyśmy wybrali się na konkretną wycieczkę. Jednodniowy wypad do Meklemburgii odpada - ze względu na ograniczenia wjazdu, ale można przecież jeździć w Brandenburgii! Tak więc zaplanowaliśmy wyjazd transgraniczny - zachodniopomorsko-brandenburski, a dokładniej mówiąc fragment szlaku Odra-Nysa prowadzący Doliną Dolnej Odry. Nie była to nasza pierwsza wizyta w tych rejonach - bywamy tam co najmniej dwa razy w roku, nie licząc kilkudniowej wyprawy od Zgorzelca do Szczecina, zaliczonej trzy lata temu. Grunt to wcześnie wstać i mieć dość czasu w zapasie. O 5.40 radośnie obudziłam Darka stwierdzając, że kanapki na drogę gotowe i żeby się szykował . Szykował się i szykował - wyruszyliśmy o 6.40 . O tej porze w sobotę nie spodziewałam się dużego ruchu na ulicach Szczecina, ale jednak przejazd takimi rowerami przez miasto do komfortowych nie należał - światła, krawężniki, krzywa kostka, remonty dróg. Przy lekkich rowerach przeznaczonych na szosę dużo bardziej się to zauważa, niż przy turystycznych trekkingach. Skierowaliśmy się w stronę Rosówka - najbardziej na północ wysuniętego przejścia granicznego z Brandenburgią. Na granicy: Było jeszcze wciąż dość wcześnie - około 9.00 i ruch samochodowy na szosie B2 nie był zbyt duży. Zdecydowaliśmy się dojechać nią do Gartz (Oder), gdzie można wjechać na szlak. Po drodze trochę górek, ładne widoczki i czereśnie przy drodze. Ale tak przy ruchliwym asfalcie, to chyba niezbyt smacznie i zdrowo - choć szpakom zupełnie to nie przeszkadzało! W oddali - panorama Gartz. Na starówce odszukaliśmy bankomat, żeby wybrać trochę euro w gotówce. Do tej pory zwykle omijaliśmy ją bokiem, jadąc promenadą nadodrzańską, a to całkiem ładne miasteczko. Ruina kościoła św. Szczepana, z aktualnie remontowaną wieżą: A potem odszukaliśmy ławeczkę nad Odrą, gdzie zainstalowaliśmy się na drugie śniadanie. Klasyk z Gartz - czyli fotka z pomnikiem na pamiątkę trzech zburzonych mostów przez Odrę. Teraz najbliższy most jest w Gryfinie-Mescherin albo w Krajniku-Schwedt. Kawałek za Gartz znów jedziemy szosą, bo szlak biegnący koroną wałów przeciwpowodziowych jest od dwóch lat w remoncie, a objazd prowadzi niezbyt wygodną drogą z płyt. Od wioski Friedrichstal wracamy na Oder-Neiße-Radweg, najpierw kawałeczek przez las, a potem już nad kanałem w Dolinie Dolnej Odry. Niestety cały czas dokucza bardzo mocny wiatr - południowo-zachodni - więc mamy centralnie "w mordę wind". Na wałach przeciwpowodziowych fatalnie - jedziemy 15 km/h, mam wrażenie że zaraz mnie zdmuchnie, a przecież bynajmniej nie jestem kobietą filigranowej budowy ! Proszę Darka, aby podjął się roli "wiatrołapa" i jakoś chowam za nim, wtedy jest nieco lżej. Zbliżamy się do Schwedt, przed którym trasa prowadzi malowniczym mostkiem nad śluzą w kanale Odry: Samo Schwedt - spory ośrodek przemysłowy z niewielką, ale ładną starówką - mijamy bokiem i dalej zmagamy się z wichrem, mając jako rekompensatę takie widoki: Chwila odpoczynku w Criewen. Tutaj mieści się centrum informacyjne Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry oraz ciekawy pałac z ogrodem - warto zajrzeć. My jednak tym razem tylko przysiadamy na ławeczce obok drogowskazów: Kolejne miejsce to wioska Stolpe z górująca nad wioską wieżą obronną z XIII w. Czyż to nie jest idealna trasa na rowery szosowe? Jedziemy, jedziemy i dojeżdżamy do Hohensaaten, gdzie kilka łódek właśnie się śluzuje na kanale. Ale przez cały dzień nie widzieliśmy ani jednej barki na Odrze. Czyżby żegluga towarowa wciąż nie rozkręciła się po lockdownie? Tutaj po raz pierwszy rzucił nam się w oczy wyjątkowo wysoki stan rzeki. Prawdopodobnie fala kulminacyjna na Odrze, po ostatnich intensywnych opadach na południu Polski. właśnie dotarła na południowy skraj naszego województwa i przeciwległe tereny po niemieckiej stronie. W wielu miejscach jest dużo wody na terenach zalewowych na zewnątrz wałów. Jeszcze kilka kilometrów i już jesteśmy w Hohenwutzen. Jest 13.30 - pora na obiad. Proponuję, abyśmy zjedli w knajpce na Polenmarkcie w Osinowie Dolnym, ale Darek stwierdza, że ogórkową czy pierogi to on ma w domu i że chce prawdziwego Bratwursta . No cóż, w takim razie idziemy do Gasthofu w Hohenwutzen - Darek dostaje swojego bratwursta i piwo, a ja stek drobiowy z grilla i niemieckiego radlera, w przyjemnym ogródku, prawie przy rzece: Na Polenmarkt jedziemy i tak - uzupełnić picie na powrotną drogę, bo pusto w bidonach. Darek na moście granicznym: Odra-Oder. Potężna rzeka, która wreszcie znów łączy, a nie dzieli ... W Osinowie, na targowisku Polenmarkt, po tygodniach zastoju koronawirusowego, znów tętni życie: A my w tył zwrot i wreszcie z wiatrem. Niemiecki brzeg i polski brzeg: W powrotnej drodze wybieramy wariant przy wieży widokowej, czyli bliżej rzeki. Niektóre drzewa stoją całkiem w wodzie. Ale wysoki stan Odry jeszcze bardziej widoczny jest z góry, z wieży: Na kolejnym zdjęciu widać po koronie drzewa, jak mocno wiało! Niestety wiatr przyniósł też chmury frontowe i gdy byliśmy na wieży - zaczęło kropić. Na szczęście póki co - przelotnie i wkrótce przestało. Owieczki pod Friedrichsthal: W samej wiosce pstrykam taką oto aktualną dekorację - ma ktoś fantazję! Dalej pedałujemy do Gartz i odbijamy w kierunku granicznej wioski Staffelde, a następnie na polski Szlak Bielika. Na granicy po raz drugi: Namówiłam jeszcze Darka, żeby skręcić przed Pargowem (ostatnia polska miejscowość na zachodnim brzegu Odry) w lewo, wzdłuż granicy, kawałeczek na górkę z widokiem na Odrę. Mimo, że droga gruntowa, to dało się podjechać szoszówkami. Ładnie, bardzo ładnie! W wiacie w Pargowie robimy ostatni popas na kanapki. Chmury jednak coraz bardziej gęstnieją - nie ma co się rozsiadać, trzeba jechać, szczególnie, że już prawie 19.00. Jedziemy kiepskim asfaltem do Kamieńca, a potem superancką DDR-ką do Kołbaskowa, wśród dojrzałego zboża - chyba wkrótce żniwa! Żeby nie wracać przez Szczecin, wybieramy trasę na zachód od miasta - przez Smolęcin i Karwowo. Kilka podjazdów na wzgórzach stobniańskich - w gratisie. Malownicze ruiny kościoła w Karwowie: Zaraz za wioską niestety znów zaczyna padać i deszcz towarzyszy nam - mocniejszy czy słabszy - prawie całą drogę do domu. Kolejna rowerowa inwestycja w gminie Kołbaskowo, czyli DDR-ka Karwowo-Warnik: Dalej już było tak paskudnie, że nie robiłam zdjęć. Największą ulewę przeczekaliśmy na przystanku w Dołujach - podjechał autobus do Szczecina, ale nie, nie złamaliśmy się! W siąpiącej mżawce dzielnie popedałowaliśmy w stronę Dobrej Szczecińskiej . W domu byliśmy o 21.15 - jeszcze po widoku, zgodnie z planem. To była długa trasa - przy niezbyt sprzyjającej pogodzie, ale przejechana w całkiem dobrej formie, choć niezbyt szybkim tempie. No to pierwszą "dwusetkę" mam za sobą.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...