Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
08.07.2022 - 08.07.2022
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.07.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
Niedziela: Leśnica - Jezioro Czorsztyńskie - Nowy Targ Ostatni dzień czterodniowego rajdu to bonus w postaci objazdu Jeziora Czorsztyńskiego, znad którego po południu pojechaliśmy prosto do Nowego Targu, skąd mieliśmy transport powrotny do Szczecina. Pogoda dopisywała przez cały długi weekend, ale niedziela była prawdziwie upalna - dlatego też trasa nad wodą okazała się całkiem niezłym pomysłem. Na początek jednak już znaną, malowniczą drogą z Leśnicy do Nowej Białej popedałowaliśmy z widokiem na Tatry. I dalej w kierunku na Dębno i Frydman - już nad jeziorem. Na początku ścieżka prowadzi koroną betonowych umocnień, ale woda w tym miejscu jest mętna i nieładnie pachnie. Po krótkim postoju zatem ruszyliśmy podjazdem w stronę Falsztyna i tu zaczęły się fajne widoki. Jest podjazd ... ... i jest zjazd. Niestety na tym zjeździe byliśmy świadkami wypadku. Chłopak - nie z naszej grupy na szczęście - zaliczył wywrotkę i dość mocno się poharatał. W Niedzicy grupa rozdzieliła się na dwie części - bardziej ambitni, w tym Darek, pojechali pełną pętlę podjazdem przez Sromowce Wyżne, a kilkanaście osób (w tym ja) wybrało wariant bardziej ulgowy transferując się łódką do Czorsztyna. Widok na przystań i zamek w Niedzicy: Z zapory: A po drugiej stronie Czorsztyn: W Czorsztynie zainstalowaliśmy się w kawiarence nad wodą, czekając na resztę grupy. Miło było zrelaksować się w takich okolicznościach, po trudach ostatnich dni: Trasa północnym brzegiem jeziora to kręta DDR-ka, biegnąca estakadą tuż nad brzegiem jeziora i wcinająca się w kilka zatoczek: Jeszcze obiad z widokiem na jezioro i kuszący basen - niestety tylko dla gości hotelowych. A tak by człowiek chętnie wskoczył do wody po upalnym dniu i przed podróżą do domu! Ostatnie 20 kilometrów prowadziło przez Velo Dunajec do Nowego Targu - trasa odbiegła więc nieco od widocznej mapki z komoota w pierwszym poście. Gorąco niemiłosiernie i zmęczenie dawało się we znaki. Na koniec więc poszukaliśmy jeszcze ochłody w jakimś dopływie Dunajca: Około siedemnastej byliśmy na miejscu - szybki przepak przy busach i w drogę do Szczecina, która przez korki na Zakopiance wydłużyła się do 13 godzin. Ale cały wyjazd - super! Świetna trasa, choć wymagająca kondycyjnie i fajnie zorganizowany rajd.8 punktów
-
W długi weekend czerwcowy wybrałam się ze swoją drugą połówką i ze Szczecińskim Klubem Rowerowym "Gryfus" na czterodniowy rajd wokół Tatr. Do tej pory bywaliśmy z Gryfusami na imprezach dookoła Zalewu Szczecińskiego, które są bardziej masowe, a że szlak wokół Tatr kusił mnie od jakiegoś czasu - właściwie to od czasu, gdy w blogu opisał go @marboru, to nie wahaliśmy się długo, gdy klub ogłosił zapisy w pasującym nam terminie. Trasa rowerowa wokół Tatr ma kilka wariantów - z jednej strony szosowy, który co ambitniejsi pokonują w jeden dzień, z drugiej ekstremalny mtb po górskich ścieżkach i różne warianty pomiędzy. Ten nasz był właśnie taki "z gestem" - 3/4 asfaltu bardzo różnej jakości, a reszta to szutry, terenowe drogi a nawet kamieniste górskie szlaki. Mapka? Proszę: Dystans - ponad 330 km, przy blisko 2.500 m przewyższenia. Zasadniczo trzy dni na objechanie Tatr, bo ostatni dzień to objazd Jeziora Czorsztyńskiego i fragment Velo Dunajec. Czwartek: Nowy Targ - Liptowski Mikulasz Pojechało nas czterdzieści parę osób - dwoma busikami z przyczepami na rowery. Parę osób miało elektryki, były gravele, rowery górskie - chyba najwięcej, crossy i kilka trekkingów (między innymi nasze). Wyjazd ze Szczecina był we środę wieczorem - noc w podróży, a w Nowym Targu byliśmy ok. siódmej rano. Przepak na rowery, śniadanie w oberży i przed dziewiątą ruszamy na szlak. Pogoda super - słońce świeci od rana. Pierwszy odcinek prowadzi DDR-ką, dawną trasą kolejową do Trsteny. Po drodze ładne wiaty, w góralskim stylu. W Chochołowie miejscowi górale w pięknych, odświętnych strojach zmierzają na nabożeństwo z okazji Bożego Ciała: Przejeżdżamy przez granicę do Słowacji. Szlak prowadzi do Trsteny, my jednak odbijamy w kierunku na Vitanovą - to znaczy taki był plan, ale część grupy się zgubiła i trochę potrwało, zanim wszyscy wrócili na ślad. Mieliśmy więc nadprogramowy postój w takich okolicznościach przyrody - po jednej stronie Babia Góra: ... a po drugiej Tatry. I mój towarzysz drogi, po raz pierwszy na wyjeździe: Z Vitanovej jest kawałek drogą publiczną do Oravic. Wioska ta jest znana z kąpieliska termalnego, ośrodka narciarskiego - w którym jeszcze nie byliśmy - i ślicznej Doliny Juranovej, w której byliśmy na pieszej wycieczce. Tym razem nie było ani kąpieli, ani nart, ani wędrówek, tylko postój w barze i zimna kofola. Mniam! I tutaj koniec zabawy - trzeba było nabrać sił przed dwoma solidnymi podjazdami do Zuberca. Zdjęć nie robiłam, będąc zajęta mozolnym pokonywaniem kolejnych metrów przewyższenia w czerwcowym upale. Dopóki dało radę to rowerem, a stromsze odcinki pieszo. Nagrodą były spektakularne zjazdy, ale najlepsze czaiło się jeszcze za rogiem. Minęliśmy wioskę Huty i znów zjechaliśmy z asfaltu - tym razem wgłąb przepięknego wąwozu Doliny Prosieckiej: Po fragmencie równej, żwirowej ścieżki, zrobiło się bardziej terenowo. Darek jedzie z górki: Na widocznym w dole zakręcie jest rozwidlenie szlaków. Zostawiamy rowery i kawałeczek idziemy spacerkiem do pięknego, zabytkowego młyna: Powrót bardzo ekstremalną ścieżką w górę - dobre kilkaset jeśli nie więcej metrów pchania rowerów pod strome zbocze: Uff, jesteśmy - dalej jedziemy w dół Kvacańską Doliną - zjazd był też bardzo wymagający i prawie nie robiłam zdjęć, ale było bardzo ładnie. Widok w dół wąwozu: Od wlotu doliny do Liptowskiego Mikulasza - gdzie czekał na nas nocleg - mieliśmy jeszcze trochę kilometrów, a na niebie gęstniała warstwa ciemnych chmur: Znów pod górę ... Do hotelu dotarliśmy przy pierwszych kroplach deszczu, po pokonaniu blisko 100 km i ponad 1000 m przewyższenia - to mój rekord, choć nie na długo. Zdążyliśmy się zakwaterować, gdy rozpętała się burza i nawałnica. Padało całą noc i rano. [cdn.]6 punktów
-
Sobota: Poprad - Leśnica Najdłuższy i najbardziej wymagający etap szlaku wokół Tatr - ale i chyba najpiękniejszy, prowadzący po słowackim i polskim Spiszu. Zaraz za Popradem wspinamy się na bardzo widokową szutrówkę do Kežmaroka. Widać ślady nocnej ulewy: W oddali dostrzegam panoramę miasteczka Žakovce A po lewej tak ... ... albo tak: W Kežmaroku przerwa na lody w rynku. Gorąco się robi. Mają tu też ciekawy zamek: Teraz jedziemy wzdłuż rzeki Poprad: Jazda jest dość wymagająca i teraz będziemy przez 25 km zasuwać pod górę. Jedziemy przez Spisską Belę do Ždiaru. Słońce pali niemiłosiernia, a momentów wytchnienia od podjazdów jest niewiele. Przydają się wszystkie przełożenia, a zwłaszcza te naljżejsze. Z trudem dojeżdżam do knajpki w Ždiarze, w której mamy przerwę obiadową. Pewnie w zimie roi się tutaj od narciarzy, bo tuż za budynkiem jest wyciąg. Uczta dla podniebienia ... ... i dla oczu: Ruszamy dalej - to jeszcze nie koniec morderczego podjazdu. Ale widoki - cudne! Odbijamy w prawo na drogę asfaltową, która ponoć momentami ma do 22% nachylenia. Zdjęcia? Nie ma siły. Wreszcie jest szczyt - co za ulga! A dalej? Wielokilometrowy, epicki zjazd pustą szosą - jakby z dachu świata w dół. Ech, piękne to było! Trzeba było mieć dobre hamulce - Darek swoje klocki zdarł do cna. Zbliżamy się ponownie do słowacko-polskiej granicy - w Kacwinie. Niestety to nie koniec podjazdów - jeszcze ze trzy góry, a nogi już jak z waty. Czyż jednak nie warto? Mijamy kolejne miejscowości - Łapsze, Dursztyn (ostatni podjazd), Nowa Biała. Widoki? O takie: Drogi? Proszę bardzo: Nogi już mdleją z wysiłku - dobrze, że jest w dół. Dojeżdżamy do Leśnicy, gdzie jest nasz nocleg. Gdyby ktoś nie mógł zasnąć... Mnie to nie grozi. Na kolację mamy grilla, całe szczęście że na miejscu, bo bym się już nigdzie nie dowlokła. W nogach znów prawie 100 km i tym razem ponad 1300 m elewacji. Dałam radę, choć jestem ledwie żywa. [cdn.]4 punkty
-
I kolejna część relacji ze Skopje. To miasto mocno podkreśla swoje związki z Matką Teresą z Kalkuty. Spotykamy kilka pomników. I kolejny. Muzeum. To też miasto mieszania się kultur. I różnych wyznań. Albańska mniejszość widziana po drodze, jest dużo bardziej ortodoksyjna, niż ich krajanie mieszkający w Albanii. Kolejny pomnik. Jeszcze jedno zdjęcie. Teatr dla dzieci. A to już kamienice widziane od podwórza. W zasadzie, mamy zostawione piękne fasady i doklejone do nich bloki. A to tyły jednej z restauracji. Ile te wszystkie klimatyzatory, wentylatory i chłodnie muszą "żreć" energii ?3 punkty
-
Piątek: Liptowski Mikulasz - Poprad Dzień rozpoczął się przejażdżką po starówce Liptowskiego Mikulaszu, w którym przez weekend akurat odbywał się festyn. Wyjeżdżamy z Mikulasza doliną Wagu: Liptovski Hradok: Za tym miasteczkiem zjeżdżamy z główniejszych dróg w dziurawe, boczne asfalty - cały czas przy rzece. Jest pięknie i widokowo Kolejny akcent narciarski - jeździł ktoś w Łopusznej dolinie? Im bliżej Popradu, tym więcej rowerzystów na szlaku, a także spacerowiczów i rolkarzy. "Gryfusy" mocno zasuwały w peletonie, więc znów nie było czasu na zdjęcia. Wieczór zakończyliśmy za to kolacją w miłym towarzystwie na popradzkim deptaku.3 punkty
-
Jak u tej baby co to sie spowiadała z cudzolożenia za stodołą: Ksiądz: ......to będzie piekło.... Baba: ...... oj..już piecze...2 punkty
-
No cóż, smutno czytać, że przez takich jak ja zmuszony byłeś rozebrać domek. Ja pamiętam jeszcze z dzieciństwa kontrowersje wokół wysiedlania ludzi z zalanych wiosek i budowy zbiornika, mimo że były to czasy zamierzchłego PRL-u. Brak basenu jakoś przełknęłam - w knajpie był niezły kocioł, pomimo iż mieliśmy zamówiony obiad. Cały program był raczej na tempo, więc może innym razem, jeśli będę w tej okolicy indywidualnie. A, nie napisałam jeszcze, że poza paroma fragmentami po polskiej stronie, szlak w ogóle nie jest oznaczony w terenie, więc jeśli nie jedzie się za prezesem klubu , to warto wgrać sobie ślad, albo mieć dokładnie opracowaną trasę, bo można pobłądzić.1 punkt
-
W miejscu w którym stoisz robiąc to zdjęcie mieliśmy kiedyś domek który kazali nam rozebrać bo beda beton kłaść... tu po prawej stronie żyły bobry a na tą plażę przychodziły lisy (w tym jeden biały).....wiata (za Twoimi) plecami jeszcze zapewne stoi i przystań na której trzymaliśmy łodzie bez monitoringu przez cały rok - teraz zbyt dużo przypadkowych ludzi.. Na górze w knajpie można spotkać czasem Krzysztofa Cugowskiego (mieszka niedaleko)..a co do basenu to trzeba było sie z Piotrem dogadać jakoś...komunikatywny jest - może trzeba było łódkę u niego wypożyczyć.1 punkt
-
Ale kolarki w sensie rowerzystek czy spodenek? I czemu popsuły wyjazd? Robiły piekło? Czy piły w kroku i piekło ?1 punkt
-
Skopje cd. Tego dnia w mieście dało się wyczuć atmosferę gotowości służb. Wyjątkowo dużo policji, która zaczęła się "zbroić". A oto i sprawca całego zamieszania. Tego dnia rozgrywany był mecz, i kibice zmierzali na stadion w większych i mniejszych grupkach. My wracamy do oglądania zabytków. Tu Skopje widziane z twierdzy. I sama twierdza. Panorama. I kolejna. A to miejsce z którego robiłem zdjęcia. Wstęp na twierdzę był bezpłatny. Napis napotkany na ulicy. c.d.n.1 punkt
-
1 punkt
-
Wybierzmy się na te lodowce latem, jadąc samotnie w swoim bolidzie 1000km ze swojego domku. Na pewno mało CO2 spalimy. Człowiek robi tyle zbędnego CO2 do atmosfery, że to szkoda gadać. Właśnie przeczytałem o wyścigach ciężarówki z samolotem. Ciężarówka ma silniki odrzutowe i spala 900 litrów na 1km, taka zabawka chłopców z USA. Albo pokazy lotnicze, ile ich się odbędzie tego lata na całym świecie ? Będziemy się bawić wszyscy do końca, dopóki ostatni homo sapiens nie zginie z pragnienia.1 punkt







