Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
09.08.2022 - 09.08.2022
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.08.2022 uwzględniając wszystkie działy
-
Dziś spacerując po okolicznych górach, podszedłem na Tylicz Ski. Tam bardzo dużo prac ziemnych, zmieniają dojazd do kanapy. Tu widać pierwsze efekty prac. Zdemontowane oświetlenie. Im dalej, tym więcej prac. Tu widać jak zmienia się stok. Widać nową niweletę. A tak będzie wyglądał dojazd do kanapy. I w szerszej perspektywie. Zdecydowanie więcej miejsca na dole.3 punkty
-
3 punkty
-
Idziemy szlakiem granicznym. Jaworzyna raz jeszcze. Miejscami bez widoków. To już Słowacja. Tu miała być wieża widokowa. A tyle z niej zostało. I są fundamenty. Rosnę interesujące drzewa. Latają ptaszyska. c.d.n.2 punkty
-
Dziś dzień odpoczynku (co dla poniektórych członków rodziny, córka spędzała pracowite popołudnie na koniach, a my z aparatem). Padło na Lipany na Słowacji. To miejsce chodziło za mną już jakiś czas. Kilka zdjęć i słowo komentarza. Cały kompleks to 3 baseny, a w zasadzie 2 i brodzik dla dzieci. Tu najcieplejsza woda, tylko czemu oni ją filtrują ? Zjeżdżalnie, bardzo fajne, szkoda że często wyłączane i niedziałające wszystkie od rana (te fajniejsze od 12:30). Temperaturę wody lekko nadciągają. Tu basen techniczny przed wejściem, tu mamy prawdziwą wodę termalną. Kompleks się rozbudowuje, będzie to całoroczny obiekt. Boisko do siatkówki. Imitacja karczmy z bala (to baner udający bale). Ten zadaszony basen robi robotę w słoneczne dni. Mnóstwo leżaków i miejsc parkingowych. Porządku pilnują ratowniczki. Czy warto było odwiedzić to miejsce? Zdecydowanie tak, radość dzieci bezcenna. Dlaczego po naszej stronie w okolicach Krynicy nie ma takich miejsc ?2 punkty
-
I ostatnia część relacji. Podpory cd. Widok na trasę. Instalacje. Oświetlenie. Dół trasy nieco zarośnięty. I w drugą stronę.2 punkty
-
2 punkty
-
Tym razem padło na Tylicz, miałem akurat po drodze nad zalew w Klimkówce (polecam). Master Ski wygląda tak, jak poniżej. Za krzaków coś tam niby widać. Tu kolejna podpora. Z pewną dozą nieśmiałości, przez mosteczek. Budowa mocno zaawansowana. Tu widać już stację dolną. Praca cały czas wre. I jeszcze jedno takie. To co mnie zaskoczyło jednak bardziej, to ilość prac ziemnych prowadzonych w Tylicz Ski. Tu mamy mocno rozkopany dół głównego stoku. Być może jeszcze tam podjadę przyjrzeć się bliżej, temu co się tam dzieje. I jeszcze jedno.2 punkty
-
Dobrze że tutaj można czasami zobaczyć dobre rowery. 🙂 Te poprzednika, to jakieś takie wyjęte ze śmietniska.1 punkt
-
1 punkt
-
Królewska Studnia. Oznaczenie szlaków i atrakcji. Dobrze chroniony śmietnik. Taki oto rodzaj kapliczki. Fajne miejsce, nieczynne niestety. Jaworzyna widziana od strony Słowackiej. Jeszcze jedno widokowo. Boisko piłkarskie położone nieco wysoko, jak wypadnie piłka, można ją gonić, gonić i gonić. Chrońmy nietoperze.1 punkt
-
Nie ma możliwości przejazdu z COS do TMR bez podchodzenia na szczyt. Po drodze jest dolina którą trzeba ominąć zjeżdżając ze szczytu Skrzycznego.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Idziemy dalej. Jest widokowo. Zaczynamy społeczną inspekcję ośrodka Dwie Doliny (jutro wstawię więcej zdjęć). Tak by było wiadomo gdzie jesteśmy. Owce na wypasie. Bacówka. Nadal widokowo. Kapliczka. I sama kapliczka. Jaworzynka zdobyta. Widok na druga stronę Dwóch Dolin. Jutro wstawię relację z Wierchomli i tego co zostało z wyciągów po stronie Szczawnika.1 punkt
-
Dziś typowy dzień w górach, będzie nieco przydługo, relację z Dwóch Dolin wstawię dopiero jutro, bo padamy z nóg. Dziś były dużo chodzenia, jazda na koniach, kolejny dzień wykorzystany do cna. Zacznę nietypowo, bo od końca relacji wyjścia w góry. Parking (na powrocie), na tym ledwie kilkanaście aut, dodam że parking darmowy. Parę osób podjeżdża. Szczawnik płynie. Są takie miejsca odpoczynku. Robi się widokowo. Schronisko Bacówka, dobre jedzenie. Obok ktoś zbudował obozowisko. Widokowo cd. c.d.n.1 punkt
-
Druga część wyprawy rowerowej zupełnie inna. Owce. Podjazdy i zjazdy. Brak asfaltu, bruku itp. Przekraczanie brodów na rowerze. Byki. Podjazdy. Zjazdy. Cerkwie. Jeszcze więcej jazdy. Konie. Więcej koni. Jazda na dziko. Po mniejszych lub większych wertepach. A tu moja córka wraca na koniu.1 punkt
-
Były też kaczki. Ładne widoczki. Więcej widoczków. Ptaki trzymane na uwięzi. Ładnie zagospodarowany teren w Muszynie. Rodzinna jazda. Magiczne Ogrody. Te są fajnie zrobione. Jest tam widokowo. Zadbano o detale. Widokowo. Niektórzy mają fantazję. Chwila relaksu z żoną. c.d.n.1 punkt
-
Dzisiejsza relacja, to nieco przydługa relacja rowerowa. Było wszystko, od pięknego słońca rano, po padający deszcz wieczorem. Jazda rano to kilka godzin, później moja córka przesiadła się na konie, a my dalej na rowerach. Pani od koni poprowadziła nas takimi trasami, o których istnieniu nawet Mapy Czechy nie mają pojęcia. Trochę było podjeżdżania, ale po każdym podjeździe jest zjazd. Relacja dopiero teraz, bo właśnie wróciliśmy na kwaterkę. Zaczynamy klasycznie - są ścieżki rowerowe. Nie wiem czy tu ktoś nie pomylił malowania ? Są mostki. Jest widokowo. Czyta woda. Miejsca do odpoczynku. Rzeźby z kwiatów. Takie oto rowerowe kwietniki. Kolejne wiaty do odpoczynku. Ładna architektura. c.d.n.1 punkt
-
Dziś było odrobinę sentymentalnie. Takie kolejne moje magiczne miejsce na ziemi. Byłem przy piętrzeniu tego zalewu, teraz zwanego jeziorem. Jezioro Klimkowskie, bo o nim mowa, to dzisiejszy bohater opowieści. Nasze Mavrovo. Mały kameralny zalew, z rewitalizacją nabrzeża w 2020, wygląda malowniczo. Wjazd na parking na stanicy to 10 zł, w zamian bezpłatne toalety, prysznice i infrastruktura. Dno trochę muliste, mało wody, więc wchodzisz po osadach dennych, jak Ci przeszkadza, to polecam buty do wody. Jest tam malowniczo. Góry, woda, czego chcieć więcej w ten upalny dzień. Sama zapora wodna. Tu pływamy z dzieciakami dystanse. Odrobina słońca i naprawdę pięknie. Tu widać strzeżone kąpielisko. Sprzęt służb w gotowości. To pomost pływający. Nawet przy niskim stanie wody, fajne miejsce do odwiedzenia. Takie oto pniaki. I jeszcze jedna panoramka. Narobiliśmy z żoną tych zdjęć. To dam jeszcze jedno.1 punkt
-
Dziś słodko-gorzko. Słodko bo moja córka pierwszy raz pojechała na koniach w teren. To tak trochę jak przejście z oślej łączki na duży stok. Po wcześniejszych, dość intensywnych dniach, dziś dzień regeneracji. Wybór padł na Piwniczną i baseny. Te są raczej kameralne, wewnętrze (ciepłe) dostępne tylko w czepku pływackim (przypadkiem posiadaliśmy). Baseny z fajnym widokiem na Kicarz. No właśnie, Kicarz, to ten gorzki smak dzisiejszego dnia. Ustrzelone ptaszysko, wracające z łupem. Córka ruszała na konie ze Szczawnika, więc raz jeszcze obejrzałem wyciąg. Też raczej gorzki smak. Podpory w raczej dobrym stanie. Krzesła ? I sama trasa.1 punkt
-
Tu widać pierwsze efekty prac, przecież to górna stacja kanapy z wyciągu trasy nr. 6, a leży sobie w trawie. Wieża widokowa na Słotwinach. Diabelski Kamień. Podchodzę szlakiem czerwonym. Tu dość pusto, jakby nikt tu nie chodził. Można przybić piątkę z podróżnymi w gondolce. Miejscami fajnie. Znajome widoki. Bar zamknięty. Sanie gotowe do transportu towarów. Jeszcze jedno ze szczytu. Pogoda zaczyna się łamać. Knajpy mają zgromadzony zapas drewna na zimę. Takie ceny jadła na górze. Jeszcze jedno zdjęcia infrastruktury narciarskiej. Schodzimy jeszcze inną drogą leśną. Kolejny fajny dzień za nami.1 punkt
-
Tak dla przypomnienia gdzie jesteśmy. Lubię ten widok. Na posiłek udajemy się do schroniska. Oto i one. Tu pilnuje sympatyczny pies. I info gdzie to jest. W oczekiwaniu na obiad syna (na ziemniaki czekaliśmy tylko godzinę, a kurczak był na wpół surowy), udaję się by sprawdzić jak tam postępy przy budowie nowej kanapy (opisałem to wczoraj). Stoki czekają na zimę. Tylko tego śniegu brak. I kolejne. c.d.n.1 punkt
-
Jesteśmy prawie na miejscu. Stok dobrze przygotowany do zimy. Armatki czekają w gotowości. Tu nawet informują o godzinach otwarcia. Jest widokowo. Na górze robi się tłoczno. Sporo osób wchodzi od strony Krynicy zielonym szlakiem lub drogą gospodarczą. Część wjeżdża kolejką. I jeszcze takie. Gałka lodów (duża) na szczycie 4,5 nie jest źle. Widokowo cd. c.d.n.1 punkt
-
Relacja z dnia wczorajszego, nieco przydługa z zdobywania Jaworzyny. Chcieliśmy wchodzić raczej sami, niż w tłumie innych osób i to się udało. Szlak opracowałem posiłkując się Mapy.cz gdzie były ładnie rozrysowane wszystkie drogi leśne, gospodarcze. Wg. prognoz miało cały dzień lać, jak było widać na zdjęciach. Z tego miejsca ruszamy. Spotykamy konie. Widać cel naszej wycieczki. Więcej koni (ludzi brak). Asfalt przechodzie w taką oto drogę. Dalej tak. Czasem nawet coś tam widać. Docieramy do szlaku. Co do oznaczeń, wysokość w zegarku i na poziomicach na mapie kompletnie nie zgadza się z tą na tabliczce. Miejscami jakby ktoś nie był pewien gdzie idzie. Szlakiem do góry. Ten całodzienny opad deszczu. c.d.n.1 punkt
-
Dokładnie. Jak ktoś jest z "płaskopolski" i z gorami czy narciarstwem nie ma nic wspólnego, to taki przejazd to będzie największa atrakcja wyjazdu. Większośc tych osób nawet do Wetliny czy Ustrzyk Górnych nie trafi, nie mówiąc o wejściu na jakąś większą czy mniejszą górkę. Ta inwestycja to będzie perła w koronie PKLu. Nie każdy jest maniakiem chodzenia po górach czy nabijania km na nartach Ja osobiście tez lubie takie atrakcje. W dniu relaksu, a takim zawsze jest wycieczka nad Solinę z Bieszczad z pewnościa skorzystam z tej nowej atrakcji.1 punkt
-
Króciutka zajawka, więcej zdjęć w podróży moruńka. Było fajnie, córka (i żona) dały radę zrobić ponad 50 kilometrów i się dobrze bawiły. Tak było. I dalej. Jeszcze takie. Sama rzeka. Więcej zdjęć w1 punkt
-
I ostania część relacji. Część drogi po drodze powiatowej, tam nie robiłem zdjęć, ze względów bezpieczeństwa. Tu bardzo fajny fragment. Widok na Poprad. Jedziemy dalej. Granica państwa. Tak informacyjnie. Tu można było odpocząć. I napić się specyficznej w smaku wody. p.s. Jeszcze będą kolejne wyprawy rowerowe, podczas tej części urlopu.1 punkt
-
Nad rzekę zjeżdżamy wielokrotnie. Czasem płynie ona dynamiczniej. Pozujemy na jej tle. Bawimy się w przekraczanie granic. Tu zdjęcia z mostku. I w drugą stronę. Tak to Polska. Czasem trasa rowerowa, przyklejona do drogi. Dobrze oznaczona. c.d.n.1 punkt
-
Słowacja cd. Bardzo przyjemna jazda. Takie oto miejsce do odpoczywania. Tu możemy wrócić do kraju, my jedziemy dalej. Tak dla informacji, gdzie jesteśmy. Czasem przez wsie. Jakby ktoś szukał info, przez jakie. Tu mogłaby powstać druga Białka. Poprad, ach ten Poprad. I jeszcze jedno. c.d.n.1 punkt
-
Wczoraj było rowerowo. Tak rodzinnie, z córką, żoną i synem. Syn już wymiata, poszła mu siła, więc zajeżdża kolegów na nizinnym MTB, reszta mojej ekipy jechała z nami pierwszy raz ponad 50 kilometrów na rowerach. Dziewczyny były zadowolone, co pokazuje właściwy dobór trasy oraz inne atrakcje po drodze (nie samym rowerem człowiek żyje, tak wiem ciężko w to uwierzyć, ale wiecie, są jeszcze narty 😉 np.). Zaczynamy. Tak trochę asfaltowo, chodnikowo, nieciekawie. Tu Muszynka sobie płynie. Zaczynają się wydzielone ścieżki. Jest nas więcej. Jesteśmy w Muszynie. Pewnie gdybym był sam, nie wpadłbym na pomysł by się akurat tu zatrzymać ? Czego się jednak nie robi dla córki. Całkiem miłe miejsce. c.d.n.1 punkt
-
Obiecane więcej zdjęć z prac budowlanych (doceńcie, że specjalnie dla Was i własnej ciekawości schodziłem z góry by ponownie się na nią wdrapywać, bo wchodziłem od strony Muszyny), więcej zdjęć z Jaworzyny wstawię jutro (jak je obrobię do Podróży moruńka), dziś jeszcze relacja z rodzinnej wyprawy rowerowej (wczorajszej), rodzinnie zrobione ponad 50 kilometrów (córka dała radę i była zadowolona). Tu (nieco powyżej 5, na 3) leży sobie i czeka na ponowny montaż górna stacja z 6. I z drugiej strony. Na Słotwinach, też jakby jakieś prace ziemne. A na 5 cisza, spokój. Zaraz, na dole coś się jednak dzieje. Raczej to jeszcze nie przebudowa bo góra nie ruszona. Z góry 6 jakby coś zginęło, coś się jednak pojawiło. Panowie intensywnie pracują. I widok na stok. Od dołu, widok na górny peron. Zdemontowane podpory koło basenu na wodę.1 punkt
-
Jesteśmy u celu naszej dzisiejszej podróży. Oto i informacja, co to za miejsce. Tu opis projektu. Warto tam podejść. Spotykamy takie jeszcze okazy. Są miejsca by odpocząć. Stojaki rowerowe. Schodzimy skrótem. Nadal widokowo. Watry. Tu ktoś zwozi drewno z lasów i zasypał potok.1 punkt
-
A teraz zmiana miejscówki, powrót latem tam gdzie bywam zimową porą. Krynica i okolice. Nasz cele po przyjeździe, tak by nie tracić połowy dnia to krótki rekonesans po górach, tak około 10 kilometrów +/-. Ruszamy, jest widokowo. Idziemy, nie spotykamy żywej duszy po drodze. Tak jakby narciarsko się robi. Są grzyby. Ule i pszczoły. Cały czas podziwiamy piękne widoki, tu jakby ciut bardziej zurbanizowane. Docieramy do niebieskiego szlaku, dalej nikogo nie spotykamy. Mnóstwo kapliczek. Dalej widokowo. Na szlaku. Idziemy dalej. c.d.n.1 punkt
-
Wróciłem już do domu. Wracając trafiłem w środek nawałnicy, postój na pizzy nas uratował, chwilę wcześniej na drogach którymi jechaliśmy lądowały połamane drzewa. Dziś rano, sprawdziła się maksyma, kto rano wstaje. Czy warto było wybrać ten kierunek na upały ? Zdecydowanie tak. Wydra zadowolona. Tu pływa z synem. A tu syn z "wydrą". Kąpiel w samotności. Jest widokowo, gdzie Ci ludzie ? Alertów się przestraszyli ? Te dopiero od 12:00. Tu ja z "wydrą". A to moje dzieci zgodnie na SUP-ie. Nauczyły się współpracy. W celu skoków do wody. To jeszcze nie koniec relacji w tym wątku z wakacji. C.D.N.1 punkt
-
Dziś miało być sennie, leniwie, niespiesznie. Dzień zaczął się od silnej burzy. Później pływaliśmy wpław, na SUP-ie. Wieczorem jednak zrobiło się chłodniej (w porównaniu do 2 ostatnich dni, więc starczyło sił i chęci na rower), będzie relacja w wątku rowerowym. Te kolory jeziora Budzisławskiego. Nasza dzika plaża i ten kolor wody. Chwilo trwaj, Ty się opalasz na SUP-ie, a Twoje dziecko zapamiętale wiosłuje I jeszcze jedno. Czysta, ludzi umiarkowana ilość. Czego można chcieć więcej ? I jeszcze jedno.1 punkt
-
Pogoda dopisuje, mamy tropiki w Polsce, więc co tu robić jak nie spędzać dnia w wodzie i na wodzie. Betonowe brzegi, kąpieliska w jeziorze typu basen, to nie nasze klimaty. Wybieramy więc drugi (dziki) brzeg jeziora Powidzkiego. Nasza plaża. Mamy towarzystwo. Tu mój syn z wydrą. Pies czuje się jak ryba w wodzie, tylko co ktoś przepływa obok chce podpływać i sprawdzać czy wszystko w porządku. Z brzegu jezioro prezentuje się fajnie, ale dopiero z wody widać kolor wody. Jest niesamowity. Niemalże szmaragdowy. Są też znaki kardynalne i sporo mielizn (przy większych jednostkach pływających trzeba uważać), choć nie każdy umie czytać znaki. Jeszcze jedno.1 punkt







