Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.07.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
2 punkty
-
1 punkt
-
Moim zdaniem już sama niwelacja rozwiązałaby problem ze śniegiem - nie trzeba by było jakiegokolwiek naśnieżania. Aczkolwiek rzucony wcześniej pomysł talerzyka z Doliny pod Zakosy (sam kocioł) też bym poparł. Niestety, mało który inwestor się w tych czasach "porywa" na takie wyciągi - każdy konieczne chce mieć kanapę 2400 os/h, licząc na większy "przemiał" ludzi. I PKL myśli widać podobnie - zamiast móc wozić narciarzy talerzykiem, który byłby czynny przez kilka miesięcy, woli utrzymywać 60-letni złom, który nie działa ani przez jeden dzień, albo latami walczyć o inwestycję, która jak widać nie ma szans powodzenia.1 punkt
-
Sylwek też już dolatuje, Marcin daje znaka, że robi mały popas w Siennie. Z punktu widokowego na przełęcz jest około 500 metrów. Przełęcz zalesiona i bez widoków, ale za to z ławeczką na której czekamy na Marcina. Po zjeździe i odbiciu z DW 392 asfalt mocno się pogarsza. Za to jedziemy w ciszy, bez innych pojazdów nie licząc 4 gości na elektrycznych monocyklach - jest sielsko. W Żelaźnie nie omieszkamy skorzystać z tutejszej atrakcji:-) Przed metą czeka nas jeszcze ostatni podjazd w okolicy Pokrzywna. Sam podjazd jest równiuteńki, ale już zjazd od ulicy Sienkiewicza to łata na łacie. Już wcześniej zdecydowaliśmy, że nie ma sensu jechać od razu na kwaterę, stąd spotykamy się w parku zdrojowym w Polanicy i lecimy na małe co nieco. Statsy dnia pierwszego Dzień drugi Drugi dzień, budzimy się koło 7 i powoli zbieramy klamoty. Samochody mogą zostać na parkingu, ale my pokój musimy opuścić rano. Przed jazdą Sylwek jeszcze lekko reguluje przerzutki w rowerze Marcina. Po drobnych regulacjach ruszamy na trasę. Dzisiaj czekają nas raptem dwa podjazdy;-) Podjeżdżamy w okolicę Szczytnik i tam króciutki zjazd do Szczytnej. Za Szczytną rozpoczynamy główną część pierwszego podjazdu, czyli zdobycie Lisiej Przełęczy (790 m. n.p.m.). Podjazd jest bardzo ładny, dobry asfalt i niewielki ruch. Z przełęczy szybkim zjazdem zjeżdżamy do Karłowa. Tam specjalnie mijamy nasze odbicie w lewo, bo potrzebujemy sklepu. Po powrocie na trasę chwilę odpoczywamy na przydrożnym kamieniu i kierujemy się w stronę granicy. Ta część trasy jest fantastyczna, zresztą praktycznie cała droga do Nove Mesto nad Metuji jest przepiękna. Trafia się też jedna stroma ścianka, dodatkowo główna część po kostce. Ale ogólnie jest przepięknie W Nove Mesto Marcin wynajduje świetną knajpkę, a w niej fantastycznego kurczaka z puree i grilowanymi warzywami - pyszota. Zamek i ryneczek w Nove Mesto Wszystko co dobre szybko sie kończy i ruszamy na ostatni podjazd tego dnia. Generalnie wspinamy się z 300 na prawie 800 m. n.p.m przez około 20 km. Niestety ten podjazd nie jest już tak fantastyczny jak poprzedni, asfalt sporo gorszy + wiele miejsc odsłoniętych i słońce daje popalić, a ostatnie 700 metrów podjazdu to dość mocno nachylony szuter z luźnymi kamieniami - lekko nie było. No ale w końcu osiągamy "drogę sudecką" i pędzimy w doł do Dusznik po drodze mijając wyciąg orczykowy "Jodła" Za Dusznikami jeszcze małe odbicie żeby do Szczytnej nie jechać DK8. Krótki podjazd z którego otwierają się całkiem ładne widoki - niestety na zjeździe asfalt hmm szkoda gadać. Od Szczytnej wzdłuż Bystrzycy Dusznickiej gnamy do Polanicy i na kwaterę po samochody. Z pod kwatery ruszamy po 17:00 i o 22:00 melduję się w domku jak zwykle zmęczony, ale szczęśliwy. Statsy drugiego dnia1 punkt
-
Byłem w jednej kawiarnii z psami Husky (Husky cafe). Poza tym w hotelu miałem śniadanie. Po południu na wycieczki skiturowe brałem tylko małe przekąski. W hotelu była świetnie wyposażona kuchnia do samodzielnego gotowania. Tak też robiliśmy. Ceny w restauracjach to od około 130-150 zł za jednodaniową kolację do 200-300 zł za dwudaniowy obiad. I prawdę mówiąc często nie są to zbyt specjalne rzeczy. Na wycieczkach łodziami mieliśmy posiłki - zupy, kanapki, kawa, herbata. Jedyny sklep spożywczy to Svalbardbuttiken. Kupiłem pół kilograma norweskiego sera Brunost który jest jednym z nielicznych specjałów norweskich kulinariów nie naszpikowanym gigantyczną ilością chemii. Cena to 63 NOK za 0,5 kg. W Longyearbyen jest najdalej wysunięty na północ świata browar. Robią parę gatunków dobrych kraftowych piw. Cena w sklepie 29 NOK za lagera, hellesa, witbira i 40-50 NOK za inne (0,3 l). Odpowiednio w knajpie około 110-120 NOK1 punkt







