Do pewnego momentu robi to kombinacja rodzice, gmina (bo najczęściej ona jest właścicielem wyciągu), sponsorzy. Ale w pewnym momencie są tam różnego rodzaju reprezentacje na poziomie kantonów/landów lokalnych związków narciarskich (np. jakaś kadra dolnej Austrii lub tego typu), są też szkoły sportowe typu słynna szkoła sportowa w Staams. Więc wtedy wchodzi to na budżety samorządów bardziej ewentualnie związków sportowych, które z kolei mają zapewne dotacje z budżetu centralnego.
My też mamy SMSy - Szkoły Mistrzostwa Sportowego, tylko jak jeszcze parę lat temu rozmawiałem z uczniem SMS Szczyrk to wyłaniał się tam smutny obraz szkoły, która nawet ma kłopot z liczbą tyczek dla swoich uczniów. Z tego co mi mówił znajomy, który ma tam teraz syna, to zmieniło się na plus.
W nartach pojawiła się kadra Małopolski, gdzie ta notująca lepsze wyniki młodzież, która na codzień trenuje w klubach komercyjnych, może skorzystać z jakiś dotowanych wyjazdów i treningów.
Są zatem jakieś jaskółki. Co sprowadza nas do motywu przewodniego tego tematu. Na nic te zmiany na plus, jeżeli nie będzie inwestycji w infrastrukturę, bo tak i tak jest bidna w Polsce; zwłaszcza w zakresie stoków, które będą służyły do treningów. Nie upieram się, że ma to być koniecznie Nosal. Z drugiej strony ten stok jest prawie w mieście; trasa tam już i tak jakaś jest. Więc może lepiej tam niż rąbać hektary lasu gdzie indziej. Oczywiście rozumiem, że tutaj też trzeba trochę porąbać żeby móc zrealizować plany, które niedawno kreślono. Nie wiem, nie znam się na kwestiach przyrodniczych na tyle, żeby się wypowiadać z całą pewnością. Na pewno stok jest fajny do trenowania z uwagi na jego parametry. I to nie jest tak, że uważam że argumenty ekologów nie powinny wziąć góry - bo może powinny. Mój problem z argumentami ekologów są takie, że często nie ma tutaj jakiś wariantów pośrednich i otwarcia się na dyskusję, tylko jest zero jedynkowo, a w zasadzie zerowo. Nie bo nie, bo ryś, bo kaczka, bo dzik, bo jastrząb; a może da się to zrobić tak, żeby coś jednak zrobić przy możliwie małej ingerencji w przyrodę... bo to że budowa stoku narciarskiego to mega ingerencja w przyrodę, to jest dla wszystkich chyba jasne. Na tej zasadzie to można nic nie robić.
P.S. Nie wiem i zapewne Ty także tego nie wiesz, czy 10letnia, czy 12letnia Lindsey Vonn nie jęczała. Może ryczała i jęczała, a może nie. Co to w zasadzie zmienia w dyskusji, którą tu prowadzimy. Ta Lindsey miała ojca, który sam był narciarzem z sukcesami, trenowała od małego pod okiem uznanych trenerów. Podstaw miała się zatem od kogo uczyć. Faktem natomiast jest, że rodzina, gdy ona miała 12 lat, wyniosła się z tej Minnesoty, po to aby ona mogła trenować, więc raczej przeczy to teorii, że można bez możliwości trenowania na wysokim poziomie (czytaj odpowiednich stoków) odnieść sukces w tej dyscyplinie.