Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 31.10.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
COS Skrzyczne Nie widzę jakiś spektakularnych inwestycji narciarskich, natomiast z niespotykaną dotąd starannością przygotowują trasy narciarskie do nadchodzącego sezonu 25/26. Wydaje się nawet, że będzie próba uruchomienia nieczynnej od lat czerwonej Kaskady w górnej części: Teren wyrównany z kamieni, wszystko wykoszone, na Ondraszku rozłożone grube siano żeby nie zdzierać ślizgów: Na Jaworzynie budowlańcy zdemontowali zjeżdżalnie grawitacyjną i montują płotki zabezpieczające: Wypad z Kaskady: i gdzieś w dali majaczy się Czyrna z trasami dla najmłodszych U mnie też jakieś przygotowania do nowego sezonu, dwa lata testowania Volkl Decon 80. Może czas po 10 latach niewydolności na powrót do slalomki Nawet dolne części tras Fis, Kaskady i Widokowej przygotowane:12 punktów
-
4 punkty
-
Czarnów, bardzo fajna mała stacja na Dolnym Śląsku. W przedsprzedaży ma/innymi takie karnety jak: 4 dowolne dni po 2 h - 168zł 5 dowolnych dni po 2 h - 266zł 3 dowolne dni po 4 h - 225zł 3 dowolne dni całodzienne (z jazdą nocną) - 288zł Karnet całosezonowy: 1218zł ‼️ PRZEDSPRZEDAŻ NA SEZON 2025/2026 JUŻ DOSTĘPNA‼️ Akcją objęte są wszystkie opcje karnetów wielodniowych z naszego cennika, w tym również karnety całosezonowe. Rabat na zakupione karnety w ramach przedsprzedaży to 25%. Promocja trwa do 23 listopada 2025 (do północy). ⬇️Aby skorzystać ze zniżki kliknij⬇️ https://czarnowski.e-skipass.pl/3 punkty
-
Dodam tylko że model Petzl Meteor spełnią dodatkowo normę kasków skiturowych. CE-certified as a ski-touring helmet per the PCSR-002 11.2019 protocol co jest napisane tutaj https://www.petzl.com/sfc/servlet.shepherd/version/download/068Tx000007xrHBIAY wejście: https://www.petzl.com/INT/en/Sport/Helmets/METEOR2 punkty
-
Wszystko kwestia trafienia w pogodę, wielokrotnie byłam w Austrii styczeń/luty i nigdy nie było złej pogody przez tydzień czasu. Owszem może 1 dzień się zdarzył mglisty kiedy trochę trzeba odpuścić (choć są też tacy którzy nie odpuszczają). W zeszłym sezonie początkiem lutego w rejonie Pitztal-Solden-Gurgle cały tydzień była lampa, co pokazują zdjęcia w moim wątku poniżej: Natomiast @grimson w zeszłym sezonie z tego co pamiętam chyba kiepsko trafił z pogodą w nomen-omen Val di Sole - tak że nie nastawiałabym się że we Włoszech to cały czas słoneczko2 punkty
-
Tutaj twierdzą że to nie najlepszy pomysł. https://plecakilawinowe.pl/kask-na-skitury-do-skialpinizmu-np-zawodow-zestawienie/?fbclid=IwdGRzaANxSPxjbGNrA3FIqGV4dG4DYWVtAjExAAEefTTv0Gz45oQu7VhRFOaU6zEgbVlrRzdGL0t-OdxyZgvDfniaN5jz9ldmlG0_aem_8ZTpUY4YDxcf07qOQ-Kcag2 punkty
-
Ja bardziej celuję z Łomnicę, Pleso, Chopok i Moltka.. a wziąłem bo mi zniżka wskoczyła na licznik w tym roku..1 punkt
-
1 punkt
-
Tak w kwestii podsumowania inwestycji w polskich górach to: 1. Nowa kanapa 6 os. na Jaworzynie Krynickiej przy trasie 2a 2. Budowa objazdu w Doliny Lesnicy w Brennej, modernizacja strefy nauki, nowy system naśnieżania i oświetlenia Czy coś jeszcze powstało znaczącego w Polsce w roku 2025 ? Znaczenie dla polskiego narciarza ma jeszcze budowana nowej kanapy w Szczyrbskim Plesie.1 punkt
-
Hala narciarska Babica koło Wadowic Wydano decyzję środowiskową dla budowy hali narciarskiej w Babicy https://mapy.com/s/beduzejedo To kluczowy etap na drodze do realizacji projektu, który budzi ogromne zainteresowanie wśród mieszkańców nie tylko powiatu wadowickiego. Co ciekawe, planowany kryty stok narciarski ma szansę być najdłuższym na świecie! Pomysłodawcą przedsięwzięcia jest Wacław Prorok z Ryczowa, właściciel Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Usługowo-Handlowego WAKOM i zapalony sportowiec. W ramach projektu ma powstać nowoczesne centrum rekreacyjno-wypoczynkowe, którego główną atrakcją będzie kryty stok narciarski o imponującej długości 650 metrów. Według Księgi rekordów Guinnessa, aktualnie najdłuższy stok narciarski wewnątrz hali znajduje się na terenie kompleksu AlpinCenter Bottrop w Niemczech. Mierzy on 640 metrów. A zatem stok planowany do budowy w Babicy będzie dłuższy, o ile faktycznie zostanie zrealizowany według dotychczasowych zamierzeń. Kompleks zaplanowano na 4, zalesionym terenie pomiędzy ulicami Podlesie i Graniczną https://mapy.com/s/juzepenesu Sama hala zajmie powierzchnię około 27 000 m². Oprócz stoku inwestycja obejmuje rozbudowaną infrastrukturę towarzyszącą – restauracje, sklepy, wypożyczalnię sprzętu oraz strefę zabaw dla dzieci. Obiekt ma być przystosowany do przyjęcia nawet 2 000 osób jednocześnie. Dla gości zmotoryzowanych zaplanowano około 700 miejsc parkingowych. Inwestycja, jeśli dojdzie do skutku, ma szansę stać się jedną z największych atrakcji turystycznych regionu i przyciągnąć miłośników sportów zimowych z całego świata. Wizualizacje: Studio Architektoniczne LA1 punkt
-
No to teraz dla odmiany takie info: https://wadowice24.pl/pieniadze/najdluzszy-kryty-stok-narciarski-na-swiecie-pod-wadowicami-burmistrz-wydal-decyzje-srodowiskowa/?fbclid=IwdGRzaANocsFleHRuA2FlbQIxMQABHtuf91zOT7oY6xVAyqjbRR3DRs7d2Th3uQsQIzSE4Fsc6JZFrcBUHaHhxX1E_aem_PzI_hb79TYkcisxleGY7HA&sfnsn=wa Oczywiście tego typu planów i informacji już było wiele, a od decyzji środowiskowej do realizacji droga daleka i kręta, ale kto wie, kto wie...1 punkt
-
Środek sezonu narciarskiego, w poprzednim tygodniu opad śniegu, w wyjazdowym – miało być słonecznie przez cały tydzień. Warunki idealne – trzeba było tylko poukładać sprawy zawodowe tak żeby nie przeszkadzały w wyjeździe, zapakować „Wóz Drzymały” i ruszyć przed siebie. Plan nakreślony wstępnie – tj. odwiedzenie doliny Pitztal z lodowcem i Ötztal z Sölden oraz Gurglami. W praktyce trzeba było ogarnąć drogę oraz namierzyć jakieś miejsca na nocki bo jak wiadomo zimą nie jest tak łatwo koczować na dziko, poza tym w Tyrolu tego nie lubią. Aplikacja Park4night podpowiedziała mi ongiś że pod Pitztaler Gletscher można oficjalnie nocować na parkingu przy krecie w Mittelberg, konkretnie na tym: 46.95892560597836, 10.871220574443774, gdzie jest oficjalna tabliczka o możliwości kempingowania. Dokulaliśmy się na miejsce w godzinach wieczornych w niedzielę, ustawiliśmy furę przy podobnych wozach i ruszyliśmy na zwiady. Zwiad był udany, od rodaka stacjonującego na miejscu dowiedzieliśmy się co i jak, że toalety działają przez całą noc, aczkolwiek bez światła i z oznakami całodziennego używania oraz że w sumie nikt się nie melduje (mimo tablicy informacyjnej że powinno się zgłosić przebywanie pojazdu powyżej 24h). DZIEŃ 1 – Pitztaler Gletscher i Rifflsee Bilety zakupione online, zachowawczo na 1 dzionek, odebrane w automatach biletowych rano. Mimo 50m do dolnej stacji pieszką, nie zdążyliśmy na pierwszy kurs Gletscherexpressa (no szok), ale na drugi już się załapaliśmy. Na górze Bajka przez duże B! Słoneczko, sztruksik, pustki na trasach – generalnie miód dla duszy styranej brakiem śniegu i dodatnimi temperaturami w środku zimy. Poniżej kilka zdjęć na potwierdzenie opisanych powyżej okoliczności – warunki wyśmienite! Dzionek mijał nieśpiesznie i zastanawialiśmy się czy ruszać jeszcze tego samego dnia na zwiedzanie sąsiedniego miniośrodka Rifflsee, który był na tym samym karnecie. Uznaliśmy że sprawdzimy temat, bo nie jesteśmy pewni czy zostawać na drugi dzień w tym samym miejscu. Terenowo łatwiej dostać się z Rifflsee na parking pod Gletscherexpressem, ale akurat nam się zachciało odwrotnie, więc trochę przekijkowaliśmy płaskimi odcinkami niby czerwonej trasy nr 1, która tak naprawdę była zimową ścieżką w dolinie. Rifflsee to dosyć ciekawy mały ośrodek, nastawiony głównie na rodziny i uczenie maluchów, aczkolwiek czerwone i czarne trasy (9-11) z Grubenkopf polecałabym dla zaawansowanych. Trafiliśmy na popołudniowe, nie najświeższe warunki, odsłonięte trasy były mocno wyślizgane, odczuwalnie brakowało tam śniegu naturalnego, na którejś z tych tras ślizg moich SL-ek mocno oberwał przy krawędzi (nawet nie wiem kiedy, co i jak, bo kamyki były ale nie w dramatycznych ilościach). Dzień zakończyliśmy zjeżdżając czerwoną 1-ką bez mała pod drzwi domu / kamperka. Wieczorem dyskusja co robimy jutro i decyzja że zostajemy na noc, a jutro rano przejeżdżamy do sąsiedniej doliny Ötztal żeby zacząć jazdy o 9:00 w polecanym przez różnych youtuberów, w tym @JC ośrodku Kühtai. DZIEŃ 2 – Kühtai Przejazd zajął nam chwilę – zjechaliśmy z ponad 1750m npm na 700, żeby wspiąć się na 2020m npm na parkingu pod wyciągami zjedliśmy śniadanko i lekko po 9-tej ruszyliśmy odebrać bilety z automatów, które nie chciały nam ich wydać, więc niestety straciliśmy dalszą chwilkę na kolejkę do kasy w celu odebrania skipassów. Rozpoczęliśmy zwiedzanie ośrodka od strony południowej, było trochę ludzi, ale kolejki do wyciągów raczej szły na bieżąco. Rozpędziliśmy się trochę za bardzo – myśleliśmy że ośrodek jest większy i dosyć szybko przejechaliśmy to co było dostępnego ze strony południowej i zjechaliśmy na drugą, zacienioną stronę doliny. Tam były głównie trasy czarne i jakaś jedna wielowariantowa czerwona. Czarne trasy dosyć wymagające, bo twarde / wyślizgane i kamyki również tutaj wychodziły na wierzch. Trochę nam się nie chciało walczyć, więc większość reszty dnia spędziliśmy na czerwonych wariantach przy Dreiseenbahn oraz Hohemutbahn. Ośrodek fajny na 1 dzień, ale przydałoby się więcej śniegu i odrobinę lepsze połączenia między niektórymi wyciągami (żeby nie trzeba odpinać nart kiedy drogi nie są białe 😊). Było też zdumiewająco ciepło jak na ponad 2000m npm, kamperek w tym czasie naładował na full baterie na słonecznym parkingu. Skończyliśmy jakoś tak po 15-tej bo już nam się nudziło, a trasy mocno się zdegradowały. Po nartach zjazd do doliny, zakupy, tankowanko i obczajanie na który kemping uderzyć żeby na następny dzień atakować Sölden. W dolinie Ötztal są aż 4 kempingi, w tym jeden w samym Sölden – niestety oblegany i bardzo drogi. Zadzwoniliśmy pro forma ale mieli miejsce tylko na 1 noc za 90 euro, więc postanowiliśmy uderzyć do drugiego w kolejności „Natur Camping Kuprian Ötztal” gdzie były wolne parcele w cenach akceptowalnych. Pod wyciągami na parkingach nie wolno nocować (poza parkingami wielopoziomowymi, na których kamper się nie zmieści), wszędzie są wywieszone zakazy, społeczność karawaningowa opisuje też że zdarzają się kontrole parkingów i mandaty. Woleliśmy tego nie sprawdzać, ponadto po 2 nockach w Pitztalu i jednej w drodze nasz kamperek domagał się serwisu wszystkich zbiorników więc kemping był nam potrzebny. Dojechaliśmy późnym popołudniem, na miejscu bardzo miła obsługa, kemping – profeska: strefa sanitarna na poziomie minimum czterogwiazdkowego hotelu, na miejscu oczywiście jest cieplutka narciarnia, sauna (za dodatkową opłatą), restauracja i możliwość zamówienia pieczywa na rano do odbioru w recepcji (super opcja). Jedyne czego tu brakowało to słonka, bo kemping był w otoczeniu wysokich gór i w porze zimowej nie docierały tu na zbyt długo promienie słoneczne, w związku z tym musieliśmy się podłączyć do słupka z prądem, ale koszt był minimalny (wyszło chyba 3,5 euro za 3 noce). Ogólnie mogę polecić. Jedyny minus to przystanek skibusa w odległości aż ok. 10 minut piechotą DZIEŃ 3 – Sölden Rano koło 8:00 stawiliśmy się na przystanku – okazało się że pierwszy skibus przyjechał już full wyładowany ludźmi, ale zaraz za nim jechał następny. Dojazd do Gaislachkogl zajął ok. 15 minut, odebraliśmy skipassy – tym razem 3-dniowe i ruszyliśmy do góry. To tam niestety na drugiej gondoli powisieliśmy chyba z 15 minut (na szczęście na siedząco) i dopiero po 9-tej rozpoczęliśmy eksplorację ośrodka. Wjechaliśmy w pierwszej kolejności na Gaislachkogl (3058m npm) – tam gdzie muzeum Bonda, ale odpuściliśmy zwiedzanie. Zjechaliśmy czerwoną 1-ką – fajna tylko zakamieniona (tak, w Sölden na 3tyś m kamienie!), sprawdziliśmy inne kanapy i trasy w tej części ośrodka i przemieściliśmy się na Gletscher Area – chwilę to trwało, na miejscu krótka przerwa, pojeżdżone, zwiedzony punkt widokowy na Tiefenbachkogl i powrót przez Giggijoch, gdzie zostaliśmy do końca dnia. To był naprawdę solidny dzionek, pojeżdżone 51km tras wg Skiline. DZIEŃ 4 – Hoch- i Obergurgle Rano kolejnego dnia postanowiliśmy dotrzeć skibusem do Gurgli. W tym celu uznaliśmy że łapiemy busa przed 8:00, mimo że wyciągi otwierają o 9:00 – obawialiśmy się że następny będzie full obłożony, a do Gurgli autobusy kursowały co pół godziny. Zaczęliśmy dzionek od Hochgurgli – warunki świetne, sztruksik i pierwsze zjazdy z ograniczoną ilością ludzi. Potem zrobiło się trochę ciaśniej, zwłaszcza w rejonie nowej gondoli Kirchenkarbahn i tamtejszych niebiesko-czerwonych tras. Czerwone miejscami już się wyślizgały, na trasie pucharu świata sama się rozjechałam w żabę, a jakiegoś nieszczęśnika ściągał helikopter…. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności przerzuciliśmy się Top-Expressem do Obergurgl. Tamtejsze trasy jeszcze bardziej wyślizgane, mało chyba śniegu im spadło i bazowali głównie na sztucznym. Ludzi też dosyć sporo, ale sprawdziliśmy wszystko łącznie z jakimś króciutkim krzesłem przy Familyparku. Niestety nie wiem ile przejechaliśmy, bo Skiline nie odnotowała wizyty w Gurglach (mimo że jest na tym samym karnecie co Sölden). Wróciliśmy świętować prywatną uroczystość w restauracji na kempingu (jedzenie bardzo dobre, potrawy ładnie podane, ceny dosyć wysokie). DZIEŃ 5 – Sölden Na kolejny dzionek wybraliśmy ponownie Sölden – tym razem kręcąc się od Giggijocha w stronę lodowca. Trasy z rana jak śmietana, a ja załapałam zająca ni stąd ni zowąd – na szczęście bez konsekwencji. Mój partner fiknął na koniec dnia waląc głową (w kasku) o stok, tak że uznaliśmy że już na nas czas – pojeżdżone znowu prawie 50km. Logistyka na ten dzień przewidywała opuszczenie kempingu rano, przestawienie się na parking pod gondolą (obczajony dzień wcześniej) oraz wyjazd z doliny po nartach w kierunku Niemiec. DZIEŃ 6 – Garmisch Partenkirchen i powrót Po jeździe w piątek ruszyliśmy na północ – wyjazd z doliny, zakupy, tankowanie i przejazd na nocleg w Garmisch Partenkirchen. Rozważaliśmy jeszcze jazdy w Garmisch, ale zobaczyliśmy że większość tras Garmisch Classik będzie pokryta tylko sztucznym śniegiem (wielka mizeria śnieżna w tym rejonie), a Zugspitze ma tylko 20km tras u góry za jedyne 66 euro/dzień. Uznaliśmy że odpuszczamy, „nogi bolo’ etc. Ja osobiście chciałam pospać przynajmniej do 7:00 bo pobudki w przedziale 5:50 do 6:30 przez cały tydzień mnie nieco wykończyły. Ogarnęliśmy nocleg na parkingu pod skocznią (5euro/noc), gdzie stało sporo załóg i całkiem miło się kimało. Rano pospacerowaliśmy po miasteczku i skoczni – na dole były zawody juniorów – biegowe i slalom, stąd dosyć spory ruch. Bezpośrednio pod skocznią jest też gondolka Eckbauerbahn i dostępna jedna trasa narciarska czerwona. W miasteczku kawka i ciacho w historycznej kawiarni Krönner i powrót do domu przez Niemcy (odwiedziny znajomych). Podsumowanie: wyjazd udał się super, pogoda była wyborna, warunki na stokach bardzo dobre (im wyżej, tym lepiej). Obawialiśmy się tłumów w tak popularnych ośrodkach w lutym, jednak można było pojeździć bez problemu, tylko w newralgicznych miejscach w Sölden złapały nas kolejki na góra 5-10 minut stania. Kamper przeszedł test zimowania na mrozie – tylko dwa niechciane zdarzenia: 1) W Pitztalu wyłączyło się webasto w ciągu dnia jak byliśmy na trasach i lekko się ochłodziło w środku, na szczęście awaria ta nie powtórzyła się. 2) Przymarzł spust szarej wody (mróz -10 albo i więcej) i nie mogliśmy zrzucić jej wyjeżdżając z kempingu (ale wróciliśmy popołudniu po nartach – tak się umówiliśmy z obsługą). Śnieg nas nie zasypał, więc nie trzeba było odśnieżać wielkiej budy (a jest co robić w takim przypadku), drogi były czarne, więc łańcuchy tez zostały w garażu nie ruszane. Z całą pewnością ruszymy ponownie na narty zimą (ja już bym mogła, ale trzeba teraz odpracować leniuchowanie).1 punkt







