Chyba to, że jak wynika z artykułu, sezon narciarski w wyższych partiach trwa ostatnio kilkanaście dni - właściciel ośrodka chciał ustalenia z właścicielami gruntów, by w razie gdy warunki uniemożliwiają otwarcie ośrodka max. przez 20 dni w sezonie, opłata miałaby być o połowę niższa.
Pamiętam, jak w dawnych przewodnikach pisano, że w wyższych partiach góry przeciętnie sezon trwa 150 dni. A dla 20 dni w roku, to faktycznie średnio się opłaca te wyciągi konserwować, płacić pensje obsłudze (plus obsłudze tych pseudo-talerzyków dojazdowych z Buczynki), ratrakować kilometrową dojazdówkę, oprócz tego dojazdówkę powrotną itd. A kolej Szczawiny też wymaga jakichś nakładów - tylko po to, by przewozić narciarzy tam i z powrotem (bo zjazd na dół prawie nigdy nie jest możliwy).