Maria
Użytkownik forum-
Liczba zawartości
1 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Zawartość dodana przez Maria
-
Dzięki! Udanej jazdy!
-
Nie miałam kiedy zadzwonić, ale obejrzałam dziś obraz z kamery, ludziska jeździli. Mam nadzieję, że uda mi się załapać na ostatni dzień w niedzielę. Jutro, wrrr, robota, pies ją wąchał.
-
Na kamerkach wygląda byczo... A do końca maja niedaleko...
-
Do przodu, czyli w dół (chyba, że się człek rozpędzi do podjazdu).
-
Ja nawet nie liczyłam, ale sezon nie był dla mnie nadzwyczaj udany. Wydawało się, że będzie ho, ho. Zaczęłam w listopadzie na turach, ach, jaki śliczny puch leżał... Potem zaczęłam się rozkręcać dorywczymi wyjazdami na Polczakówkę, i bach! Kontuzja kręgosłupka, przeszło miesiąc z życiorysu (ważnego, czyli narciarskiego). Kondycja siadła, zaszalałam na Nosalu, nie utrzymałam nart i wyglebiłam się po ładnym locie na twardą (bezśnieżną) glebę poza trasą, do dziś trudno mi lewą rękę podnieść (po prawie 2 miesiącach). No, ale nie na ręce człek jeździ, więc jeszcze trochę pojeździłam, i dalej to czynię. Mimo to nie sezon nie był stracony. Przeznaczyłam go na podszkolenie techniczne (głównie z myślą o przygotowaniu do trudniejszych zjazdów w terenie), i chyba zrobiłam zauważalny postęp. No, i jestem bardzo zadowolona z odkrycia Nosala. Dotychczas unikałam Zakopanego ze względu na ceny i tłumy, ale na tego typu trudniejszych górkach jeździ się w mniej licznym, a dobrym towarzystwie (fakt, trafiłam tam już po głównym sezonie ceperskim). No, i przeliczając wkład finansowy na porządną jazdę, doszłam do wniosku, że się opłaca - jazda jest uczciwa, cała trasa to porządna góra, bez nudnych kawałków. Jednak w sumie sezon na plus:).
-
Mnie tam też to nie przeszkadza, ale przyjemnie mi było jednak zostać "wyjadaczem". A tak w ogóle, czy też macie problem z profilami? Nie udaje mi się wyedytować.
-
A, wszystko jasne:). Head górą! (Czyli, w dowolnym tłumacznieu, głowa do góry?)
-
No właśnie:(. Nie mówiąc o tym, że jak stuknęło mi skromne 100 postów, pojawił się przy mojej równie skromnej osobie miły i zaszczytny tytuł (czy to jest tytuł, czy jakiś inny termin:confused:): stary wyjadacz. Dziś wchodzę na forum, i znowu jestem średnio zaawansowanym pisaczem:confused: Dane z profilu zniknęły, czy trzeba je wypełniać na nowo? Nic nie rozumiem, może się starzeję i nie nadążam za postępem technologicznym...
-
Co, Łomnicę zamknęli, poważnie?! A reklamują jazdę do 11 maja! I to w dodatku za 100 koron/dzień! Psiakrew, wybierałam się tam na weekend. Zadzwonię tam jutro i dowiem się, czy może chwilowo? Na stronie nie ma nic o zamknięciu...
-
No, proszę, ja też pomyślałam o niebieskim młotku:D! Ciekawe, czemu ten nieszczęsny młotek tak się narzuca - chciałam osunąć od siebie tę myśl, ale jednak była pierwsza. Juice, świetną miałeś myśl o białych nartach. Narty jako narzędzie? Ho, ho;)
-
Magia jest wieczna, nigdy się nie kończy;) .
-
Kiedyś czytałam, że Bronisław Czech z bratem (też narciarzem zawodnikiem) przejeżdżali na rowerach trasę Zakopane-Kraków w 4 godziny (Miały gaz chłopaki, a przecież wtedy ani asfaltu jeszcze tam nie było, ani nie wierzę, żeby mieli rowery z przerzutkami)! No, a ile czasu się jechało wczoraj? Lepiej nie myśleć:eek: !
-
Ano, prawda to, najprawdziwsza prawda... Przynajmniej na to wyglądało, kiedy popatrzyć na dłuuugość kolejki - aż tak dalece moje poświęcenie nie sięgało, żeby w niej sterczeć, polazłam na piechotę: Żółw chciał pojechać koleją lecz koleje nie tanieją żółwiowi szkoda pieniędzy pójdę pieszo, będę prędzej No, i rzeczona kolejka ceprów stała chyba cały dzień, bo kiedy zjeżdżałam, wcale nie była mniejsza... Choć na górze widoczność na max 15 m, wiało i siekło zmrożonym grubym śniegiem, nawet zdjęć sobie nie mogli ładnych zrobić... Ale śniegu dopadało, będzie po czym jeździć, tyle, że już na turach.
-
Ludzie, wszyscy tak kochacie narty, a co w takim razie robicie przy tych kompach?! Czy tylko ja się dziś poświęciłam żeby wyleźć na Goryczkową i kontemplować PRAWDZIWĄ zamieć śnieżną na Kasprowym?! :eek:
-
Bobic, ten kawał o narkomanie i dżinnie jest ekstra!
-
A ja w żaden sposób nie mogę sobie przypomnieć, jak tu trafiłam . Na pewno szukając wiadomości o narciarstwie, ale szczegółów nie pamiętam. Ale najbardziej mi odpowiadała atmosfera tego forum, poczucie humoru uczestników, i brak popisów i wymądrzania się pod każdym pretekstem, co można gdzieniegdzie indziej zaobserwować .
-
Ja też. No i na szczęście dla ludzkości nie kocham śpiewać...
-
Ja też wyślę biednemu dziecku coś z Tatr.
-
Jeździłam tam wczoraj (pn.), warunki rzeczywiście dobre. Koło południa (dopiero) zaczynała się robić kasza, ale bynajmniej nie zupa. I ludzi mało. Gąsienicowa - palce lizać. Jak koło pierwszej zjeżdżałam przez Goryczkową, to w górnej części jeszcze było gładko po ratraku, za to od rozjazdów brejowate muldy. Zjazd wyjątkowo marny - niby do esa można było zjechać, ale lepiej nie mówić, po czym. W każdym razie było to płynne. Dalej i niżej, po przejściu paru metrów, jakiś uparciuch też mógłby - nawet miejscami, w lesie, lepszy śnieg niż wyżej. Ale dla szanujących swoje narty, rada, żeby odpiąć deski już przy dolnej stacji Goryczkowej.
-
Otóż to!
-
Ej, chwileczkę, a co z letnimi wyjazdami na lodowce? Mam się uczyć jeździć na desce?
-
Ja też zgadzam się z Juice i cieszę się, że mamy na forum snowbordzistę, który zechciał zabrać głos. Pozdrawiam Maria
-
Tak a propos wyczerpywania się zasobów ropy, pod koniec XIX wieku były katastroficzne prognozy nt. ruchu miejskiego: brak miejsca na stajnie dla wszystkich koni, no i perspektywa walających się po ulicach ton wonnych "spalin":cool: Oczywiście, to brzmi teraz humorystycznie, a problemy ekologiczne nie są niepoważne, ale jest to ładna ilustracja co do umiejętności naukowego przewidywania przyszłości, a nawet realnej oceny bieżących tendencji... A jeśli chodzi o instytucje, to rządzi nimi prawo Parkinsona, rzeczywistość nie ma nic do gadania. I tak wypączkują komisje, podkomisje, itd...
-
No, a jeśli ktoś waży mniej zwrot części kasy?: To byłoby logiczne (Nadbagaż lotniskowy dotyczy stricte bagażu, a tu mamy hurt - narciarz+bagaż, powinno się to uwzględnić). Może w ogóle postawić taką wielką wagę na wejściu, z automatycznym szacowaniem ceny wjazdu? I Jaka motywacja do odchudzania! Oj, moja talia wiele by zyskała!
-
Jak raport, to raport. W niedzielę (pomyliwszy na swoje szczęście daty - niedziela - 13 kwietnia, nie 14 - ominęłam Kasprowy, który i tak okazał się nie chodzić) wybrałam się na Słowację. Dojechałam do Łomnicy, znalazłam miejsce do parkowania, buty na nogi, reszta na plecy - i dawaj do lanovki. A tam miły pan parkingowy z wieścią, że łyżowaczki nie ma, bo lód. Można poczekać aż przygotują trasę, ale można się i nie doczekać. Co ja na to, pewnie łatwo się domyślić. No i w auto, do Strbskiego Plesa. Dotarłam potwornie późno, o 11. W sumie nie było czego żałować, prócz straconego po drodze czasu. Ludzi było mało (jak na niedzielę, ale żadnych kolejek i bez tłumów na trasach), śnieg dobry, naprawdę dobry - do 14 trochę rozmiękł, ale bez przesady. W sumie wyjazd udany. Infrastruktura się polepszyła! Nasi sąsiedzi chwalą się na holidayinfo.sk nowym kiblem! Fakt, wyglazurowany, i w dodatku bezpłatny, no, no. Ale kabinki takie ciasne, że trudno się w nich zmieścić (a wielkoludem z pewnością nie jestem), można ćwiczyć gimnastykę akrobatyczną, żeby nie ocierać się o kosz na odpadki. Jak bezpłatnie - to i mydła, i papieru nie ma. Ale cóż to znaczy w obliczu piękna gór? Ale czaj z soczkiem smakował chemicznie. Chemikaliów w herbacie nie trzeba od razu potępiać, byle z umiarem - ale to śmierdziało plastikiem. No i w złotówkach zapłacić można - kurs 60 koron za złotówkę. Ale w sumie i tak plus. Tatry nieziemsko piękne. Nawet jazda 40km/h cieszyła, bo można się było napatrzyć. PS. A na Łomnicy rewizja lanovki: 14-27 kwietnia, ale potem ma być czynne do 11 maja!







