-
Liczba zawartości
3 569 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
75
Zawartość dodana przez MarioJ
-
Planuję.
- 18 odpowiedzi
-
- górzystość
- eu
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Tam się wchodzi, Mariuszu, wchodzi się z boku albo z tyłu 🙂
- 18 odpowiedzi
-
- 2
-
-
- górzystość
- eu
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jakby policzyć sam Dolny Śląsk, też pewnie byśmy mieli 30% jak w Czechach. Mieszkanie blisko południowo-zachodniej granicy, to jak mieszkanie w górach, no małych górach. 🙂 Słowacja ma potężne 60%. Szkoda że teraz taki słaby okres polityczno-ekonomiczny przeżywają. Słowenia też mnie bardzo urzekła, jest dużo porządku i świetna infrastruktura na wysokim europejskim poziomie. A jednocześnie ludzie to słowianie, co jednak różnicuje nas w codziennych relacjach od Niemców. Na ferratach miałem okazję poznać kilka osób ze Słowenii, rozmawiało się z nimi bardzo przyjemnie.
- 18 odpowiedzi
-
- 3
-
-
- górzystość
- eu
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Pora wrócić do relacji z Norwegii i skompensować nieco to kończące się lato. Chciałbym Wam opisać drugi bardzo dobry dzień, który tym razem przeżyłem w duecie z kolegą Rafałem. Wybraliśmy za cel górę, która znajdowała się po drugiej stornie półwyspu Lyngen, po jego wschodniej stronie. Wybraliśmy się tam tylko we dwójkę jednym autem. Reszta grupy wybrała inny cel, bliżej kwatery. Góra to Langdalstindane 1580m. Licząc podejście z parkingu to vertical wyniósł 1540m. Numer 6.28 na mapie, którą wcześniej wrzucałem. We wschodniej części Lyngen nigdy wcześniej nie byliśmy. Nie wiedzieliśmy do końca co nas tam czeka. Wybraliśmy cel na podstawie przewodnika. Linia pięknie prezentuje się na zdjęciu, które zamieszczam na końcu. Trasa idzie w kotle ograniczonym potężnymi żebrami i skałami. Urok linii nas przekonał, a trudność i niebezpieczeństwa były na rozsądnym poziomie. Droga autem była dość długa, godzina jazdy dookoła półwyspu od jego południowej strony. Już w trakcie jazdy autem okazało się, że po wschodniej stronie jest więcej śniegu. Po zachodniej stronie drogi na poziomie morza były bez śniegu, po wschodniej stronie odwrotnie, teren był pokryty wyraźnie śniegiem. Dominowała też tam bardziej dzikość. Były zabudowania, ale były to pojedyncze domostwa, a nie całe wioski. Na parkingu, zamiast 20 aut, było jedno Subaru na szwedzkich tablicach. Z parkingu bez problemu ruszyliśmy na fokach. Z jednej strony byłem podekscytowany wprawą w nieznane, z drugiej strony góry były dość przerażająco puste, ogromne i nieco zachmurzone. Na początku nawigacja była prosta, szliśmy drogą poprowadzoną w rzadkim lesie. Spod świeżego śniegu można było czasami rozpoznać stary ślad narciarski jako niewielkie wklęśnięcia. Wrażenia był jednak takie, jakby tutaj nikogo nie było tej zimy. Po przejściu około 6 km w partii lasu, pojawiło się "nasze" zbocze, w które mieliśmy zamiar wejść. Musieliśmy całkowicie uwierzyć przewodnikowi, że rzeczywiście warto się tam pchać, bo morale trochę siadły przez trudności pogodowo-śnieżne. Najpierw powinniśmy przekroczyć jar ze stromą ścianą. Dało się ten jar trochę obejść, ale na początku musieliśmy przejść kawałek stromej ściany. Tam dominował zalodzony śnieg, założyliśmy harszle. I na tym trawersie w harszlu coś mi się poluzowalo. Trzeba było to obejrzeć, okazało się że harszel mi pękł. Konsternacja, w zasadzie jeszcze nie weszliśmy w poważną drogę pod górę i problem z harszlami. Przyszły konkretne myśli o wycofaniu. Tutaj muszę się trochę cofnąć pogodowo. Dwa dni wcześniej padał deszcz w naszym rejonie. Padało tak poważnie, że wiele osób z ekipy zrezygnowało z nart w tamtym dniu. Kolejnego dnia zrobiła się z tego lodowo-szreniowa warstwa, po której właśnie szliśmy. A do tego widoczność była ograniczona i trochę wiało. Nieciekawa atmosfera. I tutaj wleciało wsparcia partnera, który wymyślił naprawę z użyciem trytytki. Skleiliśmy urządzenie i dało się dalej na tym iść. Spodziewaliśmy że będziemy wchodzić po szreni. Natomiast mieliśmy nadzieję że wyżej w pewnym momencie „wejdzie” świeży śnieg, bo wg naszych obserwacji pogodowych powinien on być w wyższych partiach po opadzie z poprzedniego dnia. Fotka zrobiona w domu po zdjęciu trytytki: Przeszliśmy ten jar i weszliśmy już w konkretne zbocze do góry. Tam była nadal szreń, ale po krótkim czasie udało się z lewej strony znaleźć niewielkie zagłębienie, coś w kształcie rynny, gdzie płatami leżał miękki śnieg (nawiany). Po tym już się szło całkiem fajnie. Nachylenie było w granicach 30st. Szliśmy tak widząc przed sobą zbocze na odległość powiedzmy pół godziny podejścia. Wyznaczaliśmy sobie cel, na którym mieliśmy podejmować decyzję co dalej. No i cóż, okazywało się że im wyżej, tym góra była fajniejsza a szreń ustępowała na rzecz zupełnie świeżego miękkiego śniegu. Takiego czegoś nie mogliśmy odpuścić. Po każdym postoju zmienialiśmy się na prowadzeniu, ten z tyłu odpoczywał psychicznie i fizycznie. W pewnym momencie doszliśmy do typowego kotła polodowcowego, na dnie którego było małe jeziorko. Było ono zamarznięte i ośnieżone. Przed nami pojawiła się nieco mocniejsza ściana. To był ostatni etap podejścia. Przypominało mi to trochę Kocioł Małego Stawu, tylko nieco większy. Widoczność zaczęła sie poprawiać i widzieiiśmy całą ścianę kotła. Było to naprawdę piękne. Na tym postoju przedyskutowaliśmy bardzo uważnie plan końcowego działania. Śnieg był już zupełnie puszysty i nieprzewiany. Jeśli nie będzie nawianych poduszek, świeża pokrywa nie przekroczy 30cm, to nie zawracamy. W kotle spodziewaliśmy się nachylenia do 40st wg danych przewodnika. Na podstawie oglądu na żywo nie wyglądało to tak bardzo stromo. Natomiast nie wiedzieliśmy za bardzo co będzie po przełamaniu ściany kotła. Wg mapy wyglądało że teren staje się łagodny. Ustaliliśmy że podchodzimy i obserwujemy uważnie pokrywę. Ruszamy, przeszliśmy dno kotła i wchodzimy w ścianę. Nie jest stromo, najpierw 30 st, później może do około 35-37 st. Idzie się super, grubość świeżego cały czas systematycznie rośnie. Już się cieszymy na zjazd, oby tylko nam pogoda jakoś strasznie nie siadła. Do zjazdu z fanem bardzo potrzebna jest nam widoczność. Droga się dłuży, ściana wydawała się krótka (tak jak u nas w Karkonoszach), ale ona jest potężnie wysoka. Dla nas to w sumie dobrze, dłuższa ściana - dłuższy zjazd. Przypominam, jesteśmy sami, torujemy ślad, Szwedów nie widać za nami. W końcu wydaje nam się że jeszcze trzy zakosy i przełamanie. A tutaj ściana się spiętrzyła i ostatnie zakręty wchodzą na nastromieniu 40st. Udaje się wejść na nartach, ściana jest szeroka, zawrotki są trudne ale wychodzą. Wychodzimy z kotła, ale droga nadal przed nami, teren jest konkretny. Po wyjściu z kotł zbocze jednak znacząco łagodnieje. W zasadzie wg nawigacji idziemy po kopule na niezbyt wyrazisty szczyt. Patrząc na mapę widzimy że z drugiej strony góry jest potężna pionowa ściana skalna, na którą trzeba uważać. Mamy to, mamy szczyt wg mapy. Odpoczywamy i patrzymy z radością na nieskażony puch. Aha, zepsuliśmy go trochę naszym jednym śladem podejściowym. No i cóż. Jazda w dół. Na najbardziej stromym fragmencie troszkę się sypał śnieg, ale nie była to lawina. W dolnych częściach, gdzie była szreń, to wszystko puściło od słońca i jazda była cały czas po miękkim. No wielki fart na warunki. Po drodze mineliśmy tych dwóch Szwedów, wchodzili po naszym śladzie na tę samą górę. Wspaniała jazdy w niesamowitych okolicznościach. Pierwsi weszli, pierwsi zjechali. Jeden z moich najwspanialszych dni na skiturach. I dolna część zjazdu. I widok na okoliczności z płaskiej końcówki: Schemat trasy (ta z lewej):
-
Odwołuję to. Lexi, masz rację. A dlaczego?
-
Ja wiem że Ty masz zawsze rację. Ale ten korek po północy to nie byli ludzie jadący z pracy.
-
Ja Ci nie poradzę bo używam Nitecore. Paru kolegów, Wujot, Kamil, też używają i też im się chyba nie zepsuł. Chciałem tylko podkreślić że Nitecore i Skilhunt to chyba nie jest to samo. Ciekawostka. W sprzedaży są już baterie 18650 ze złączem usb-c, czyli ładujesz w trasie bez dodatkowej ładowarki, nawet z powerbanka. Trzeba tylko uważać na długości ogniw 18650, bo są różne niuanse.
- 45 odpowiedzi
-
Ale to było po północy …
-
Tylko Twój Skilhunt się zepsuł, a nasze Nitecore działają. 😀
- 45 odpowiedzi
-
Gratulacje dla Alcaraza. Spojrzałem sobie na arenę turnieju.i spore korki. Tak to jest jak nie korzysta się z komunikacji publicznej. A przed meczem wjechał Trump z ochroną i opóźnili rozpoczęcie się pojedynku.
-
@JC niezłe archeo Ci tu robią, alko, bania @grimson rozpierduchę robisz w niewłaściwym wątku
-
Ty to jak zwykle. Tylko chlanie reklamujesz.
-
Mnie się wydaje że Iga podeszła zbyt lekko do tej przeciwniczki, może biorąc pod uwagę poprzedni ich mecz. Zdarza się że Iga podchodzi bardziej walecznie do meczu, przeciwniczka stanęła na swoim najwyższym poziomie. Idze trochę serwis nie wychodził, szczególnie pierwszy. Było też widać że drugi serwis najpierw rzucała w środek pola, i to Anisiowa mocno returnowała. W drugim secie zaczęła serwisować na boki pola, i to już było trudniejsze do łatwego returnowania.
-
Tak bywa. Iga jest wielka. Czekamy na następny turniej. 🙂
-
- 1 884 odpowiedzi
-
- 4
-
-
-
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
W góry na skitury 2024/2025
MarioJ odpowiedział sstar → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
tak sie poznaje nieprzyjaciół -
W góry na skitury 2024/2025
MarioJ odpowiedział sstar → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Poziom tej akurat dyskusji na wspinanie.pl to dno. -
Tak się dobrze bawili że może będzie jakiś związek. 😁
-
Inne ciekawe sprawy dzieją sie na Podhalu. Przed tygodniem sąd rejonowy w Zakopanem nakazał rozbiórkę pięciu domów, wzniesionych na Bachledzkim Wierchu. Powstały one na terenie parku kulturowego, gdzie obowiązuje zakaz zabudowy. Samowole budowlane postawił Józef G.-M. (na co dzień posługuje się skróconą formą nazwiska - Józef M.). Według inwestora miały to być poidła dla koni. Wyrok nie uprawomocnił się, bo inwestor postanowił złożyć odwołanie. Tak samo postąpił w sprawie sąsiedniego pensjonatu, który także jest samowolką, a koszty jego zburzenia urzędnicy oszacowali na ponad 2 mln zł. Józef M. unikał kontaktów z wymiarem sprawiedliwości. Na pierwsze dwa wezwania sądu o rozpoczęciu procesu w ogóle nie zareagował, ignorując terminy rozpraw. Na trzecie wezwanie, w połowie marca 2025 r., za pośrednictwem wynajętego adwokata odpowiedział zwolnieniem lekarskim. I przekazał, że nie czuje się winny, więc nie zamierza rozbierać budynków. – Martwi nas brak wyznaczonego terminu rozbiórki, bo spodziewamy się apelacji. To orzeczenie ma charakter precedensowy, bo w Zakopanem nie rozebrano domów od lat 60. – komentuje sprawę Małgorzata Staszel, koordynator zespołu ds. parku kulturowego Kotliny Zakopiańskiej w Urzędzie Miasta Zakopane. – Natomiast jesteśmy zadowoleni z tego, że wyrok w pełni odpowiada naszemu wnioskowi o przywrócenie stanu poprzedniego - zaznacza. – Nie budzi wątpliwości, że zabudowa powstała w terenie rolnym i chronionym. Plan zagospodarowania przestrzennego nie przewiduje tu możliwości zabudowy – przekazał w wyroku sędzia Janusz Knapczyk. Zdaniem sądu działanie miało charakter umyślny, ponieważ wobec obwinionego toczyło się już wcześniej postępowanie w podobnej sprawie. Na foto poidła dla koni. Wyborcza.pl
-
Bania wygląda lepiej niż plaża na Lido w szczycie sezonu. 😁
-
Ale jesteś sensacyjnym ekspertem 🙂 Anna i jej partner planowali spędzić tydzień w Tatrach. We wrześniu mieli wyruszyć na długo wyczekiwaną wyprawę, z noclegami w jednym z najpopularniejszych górskich schronisk: Murowańcu na Hali Gąsienicowej. Rezerwację zrobili już na początku roku. Wpłacony zadatek – niemal 800 zł – miał być gwarancją spokojnego wypoczynku. – Zdiagnozowano u mnie SIBO, chorobę jelit, która wymaga bardzo rygorystycznej diety. Wykluczam laktozę, gluten, wiele owoców i warzyw. Nawet jabłko może wywołać przykre dolegliwości, bo zawiera fermentujące cukry. Leczenie obejmuje nie tylko antybiotykoterapię, ale także długotrwałe utrzymywanie diety eliminacyjnej, która – jeśli nie jest prowadzona zbilansowanie – grozi niedoborami. W takich warunkach kilkudniowy pobyt w schronisku bez dostępu do kuchni czy sklepu okazuje się po prostu niemożliwy. Pani Anna musiała zrezygnować z wyjazdu. – Schronisko napisało mi, że mogę przywieźć suchy prowiant, ale trudno funkcjonować przez tydzień na waflach ryżowych i jajkach. To nie jest rozwiązanie – mówi. 26 lipca pani Anna napisała do Murowańca, informując o swojej sytuacji i prosząc o zwrot zadatku. Powołała się na art. 394 § 3 Kodeksu cywilnego – przepis mówiący o możliwości odstąpienia od umowy bez konsekwencji finansowych, jeśli niewykonanie świadczenia wynika z przyczyn niezależnych od obu stron. Odpowiedź schroniska była jednak krótka: zwrotu nie będzie.
-
W Chorwacji dwóch Polaków zatłukło mieszkankę, lokalną obywatelkę. Polacy to biznesmeni spędzający wakacje w domu jednego z nich. Zachowywali się głośno przy alkoholu i lokalni mieszkańcy poprosili o cichsze zachowanie. W wyniku przepychanek kobieta upadła i w efekcie zmarła. Co o tym sądzą szacowni obywatele Polski domagający się czystości rasy w naszym kraju?
-
Czepiasz się szczegółów a i tak nie masz racji. Większość nazistów to byli Niemcy. Nie wszyscy Niemcy to naziści. Można powiedzieć nazistowska zbrodnia, a można powiedzieć niemieckie zbrodnie z okresu hitleryzmu. Oba określenia są prawidłowe i każdy człowiek, który uważał na historii, będzie rozumiał o co chodzi.
-
Dlaczego promujesz piwo z Hitlerem? Bo Twój umysł naszpikowany jest uproszczeniami Konfy i nie rozumie co wogóle udostępnia.







