Jak to jest, że w każdym barze/restauracji na Chopoku można kupić alkohol, a na trasach prawie wszyscy (kiedyś w gondoli spotkałem kilku podpitych homosiów, którzy śpiewali sobie coś, niestety nie tylko śpiewali...) są trzeźwi, a nawet nie czuć alkoholu od nich. U nas co chwila jakiś snowboardzista a czasami nawet narciarz od którego czuć tanim piwem na kilka metrów...