Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

leitner

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    4 151
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    164

Zawartość dodana przez leitner

  1. leitner

    Polska - nowe inwestycje

    Wydaje mi się, że obecny plan zakłada zwykłą kolej gondolową z centrum Białki na Litwinkę, a spod Bani do nowej kolei dowiezie mini metro, czyli taka niby kolej linowo-terenowa. Wizualizacja z dużym wagonem na linie pochodzi chyba z pierwotnego projektu, który zakładał kolej linową z Kotelnicy na Litwinkę, ale mieszkańcy ponoć byli dość niezadowoleni z takiego pomysłu.
  2. Pobudka 4:45 i hop w samochód, by dojechać z Warszawy do Kasiny. Nigdy tu nie jeździłem, a o tej porze sezonu nie ma już takich tłumów. Na narty przyjechałem z tatą i to o dziwo w ogóle go nie musiałem namawiać. Zaczęliśmy jeździć ok. 9:50 i już wtedy trasa niebieska była dość zjechana. Dużo cukru, mimo że w okolicy był w nocy mróz (chyba że inwersja?). Na czerwonej i czarnej śmigało się znacznie lepiej, dało się nawet coś podziałać na krawędziach. Złota armata TechnoAlpin przypomina, że co jakiś czas ośrodek unowocześnia system naśnieżania. Odwiedzenie Kasiny w ten dzień nie było jednak głównym celem. Mianowicie dziś organizowano tu Retro Wyczyn, czyli imprezę narciarską w stylu retro. Można było wypożyczyć stary narciarski sprzęt i spróbować swoich sił w slalomie. Moim celem było zjechanie kawałek na dwóch nogach bez użycia tylnej części ciała. Nie mam też własnych starych narciarskich ubiorów, więc wyglądałem raczej jak ktoś, kto przeniósł się w czasie o 50 lat we własnym stroju lub odgrzebał z piwnicy jakieś stare narty. Dwa zjazdy udało się przejechać normalnie. Powoli, ale bez upadku. Następnie już na własną rękę wjechałem z tym sprzętem na samą górę i zjechałem. Jazda niesamowicie trudna, nogi miały dużo do roboty. Całe szczęście udało się zjechać cało i zdrowo. Jako, że pozostałych kilkunastu zawodników miało doświadczenie ze startmu nartami, nie chciało mi się iść na rozdanie nagród, wolałem jeszcze 3 razy przejechać się na swoich Headach. Jak zacząłem na nich jechać, poczułem się jakbym wszedł po całym dniu do jacuzzi. Nogi od razu odpoczęły 😉 A narty znów były czołgami, które tną mokry śnieg a nie się po nim ślizgają. Na rozdanie nagród poszedł za to tata. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że zająłem 3. miejsce! To moje pierwsze podium w jakichkolwiek sportowych zawodach (w szkole zawsze byłem (przed)ostatni). Jedną z nagród jest voucher 4h na jazdę w Grupie Pingwina w tym sezonie. Czyli pewnie trzeba jechać na Skolnity...
  3. Dzień dobry z Kasiny 😊
  4. Powinno się obciążyć kosztami akcji ratowniczej osoby wchodzące do wody Rzadko, ale zdarza się, że ktoś utonie nawet na strzeżonym kąpielisku. Ali Olszański zostanie pochowany w sobotę 7.03 na krakowskim Cmentarzu Rakowickim po Mszy św. o godz. 11:00.
  5. Na Dębowcu miękko, nawet bardzo miękko. Ludzi prawie brak, karnet 50 zł. Tak że nie narzekam 😎
  6. Końcówka jazdy w Szczyrku to już jazda po mokrym śniegu. Trzeba było nastawić się na zabawę, a nie na szybką jazdę. Kolejek oczywiście brak. Nawet po południu korek do centrum to tylko kilka dodatkowych minut jazdy. Obawiam się, że za 3 dni niektóre trasy będą już zamknięte.
  7. Nogi dają radę, choć po takim wysiłku ledwo spałem. Dziś już miękko od rana. Jeździ się ciężko, szczególnie że dali mi jakieś za luźne buty. Ludzi chyba jeszcze mniej niż wczoraj, więc bez muld.
  8. Oczywiście 8h jazdy to mało, doprawiłem więc wieczornym BSA. Niestety nie był to dobry wybór. Brak raktrakowania i mała frekwencja sprawiły, że mokry śnieg zaczął tężeć. Było dość nieprzyjemnie, przy większej frekwencji z pewnością śnieg byłby bardziej luźny. A na stoku może 20 osób. Niestety do tej pory najgorzej wydane pieniądze na narty w tym sezonie 😒 W Białce były jeszcze gorsze warunki, ale tam nie dopłaca się za to 125 zł (jazda wieczorna jest w cenie dziennej). Całe szczęście pojawiły się fragmenty rozjeżdżone, dzięki czemu dało się trochę pobawić. Niestety mam za słabe nogi na takie warunki.
  9. Od rana na Skrzycznem bardzo twardo, przymrozek dobrze chwycił. Pierwszy raz czułem, że dość mocno narta ciągnęła mnie w dół. Trasy bardzo szybkie. Z tej szybkości wydawało się, że wyrwał mnie @Góral spod Skrzycznego. Pomknąłem na Suche nie wiedząc, co mnie czeka. Już po 9:30 na SON/SMR było miękko, zupełnie inaczej niż na Skrzycznem. Przejazd górą bezproblemowy. Po miłej rozmowie z Darkiem i jego bratem oraz napiciem się herbaty czekało mnie dość mocne ciśnięcie tras. Po zapięciu nart od razu straciłem ich z oczu. Po 3 zjazdach jedynką (choć lot byłby lepszym określeniem) ledwo dawałem radę, ale jakimś cudem doganiałem Darka bez uszczerbku na zdrowiu. Udało się to dzięki fantastycznym warunkom - trochę miękko, ale bardzo równo. Posmigaliśmy też na Julkach, dzięki za wspólną jazdę! Czwórka dość mocno rozgrzęzła, trójka nieco lepiej. Przejazd z 1 do 3 (czyli 1a) oficjalnie zamknięty, natomiast jako tako da się przejechać. Golgota nawet nieźle trzymała, choć pojawiły się przetarcia. Na Małym Skrzycznem świetnie, ale przy dojeździe do Hali tak tępo, że aż ciężko było jechać. Na koniec 7. Miękko, ale bez muld. Dało się na niej pobawić. Na koniec wróciłem na COS. Trasy puściły, ale Grzebień trzymał nie najgorzej. A najlepiej oczywiście na Dolinach przy wyciągu. Na dole wszystko płynie, jeszcze kilka dni może wytrzyma. Jak się okazuje KL Doliny i KL Skrzyczne jeżdżą do 15:50, a na Jaworzynę można wjechać do 16:20. Nieco ponad 8h jazdy weszło bardzo dobrze 😊
  10. COS chyba o 15:30 albo 15:45. SON/SMR do 16
  11. Witojcie ze Skrzycznego. Testuję dziś slalomkę Elana, ciekawe o której godzinie zatęsknię do all mountaina.
  12. Najpierw miałem pojechać do Szczyrku, potem na Skolnity, by ostatecznie wylądować po drugiej stronie kraju, czyli na Kurzej Górze. Na jesieni kupiłem karnet 4h na Grupę Pingwina w przedsprzedaży za 70 zł i trzeba było go w końcu wykorzystać. Tutaj nigdy nie jeździłem, a pogoda wskazywała, że tłumów raczej nie będzie. Na miejscu faktycznie tłoku nie było, choć czasem trzeba było odczekać te 2-3 minuty. W ośrodku są praktycznie dwa wyciągi. Jeden to wyciąg orczykowy, drugi to wyciąg taśmowy w tunelu. Jeździ dość szybko (jak na taśmę), a dzięki temu, że jest mniej problematyczny dla początkujących, nie był wstrzymywany awaryjnie tak często jak orczyk (któremu daleko do prędkości szczyrkowskich starych orczyków). Dostępne były 3 trasy. Pierwsza najstromsza, gdzie można było próbować bawić się w ostrzejszą jazdę. Druga łagodniejsza, ale też nie najwolniejsza. Natomiast trzecia trasa biegnie na około, a jej częścią jest kolejny wyciąg taśmowy, który transportuje do zjazdu pod dwa główne wyciągi. Trasa łagodna, natomiast na krótkim fragmencie dość szeroka. O dziwo przez 4 godziny nie dało się tu nudzić. Może też dlatego, że wszystko trochę trwa - wjazd taśmą i zjazd krótszą trasą zajmował 8 minut. Warunki na trasach bardzo dobre jak na początek odwilży. Śnieg mokry, ale było dość twardo (jak na odwilż) - narty nie musiały udawać amfibii. Nad całą stacją króluje wieża widokowa, fabryki śniegu i mnóstwo armatek śnieżnych. Sezon jeszcze tu potrwa
  13. Śnieg utrzymuje się w Warszawie nadzwyczaj długo. W związku z czym trzeba było wczoraj zostać w pracy po godzinach i dziś z rana skoczyć do Powsina (czyli południe miasta) na biegówki. W miejskiej wypożyczalni koszt wynajęcia sprzętu to tylko 30 zł (cena na cały dzień). W nocy spadło 2-3 cm świeżego śniegu. Dzięki temu jakkolwiek dało się biegać, choć podłoże było niestety fatalne. Zlodzony śnieg lub sam lód, niestety bardzo nierówno. Dawno nie wywaliłem się tyle razy co dziś w ciągu 1,5h. Fakt faktem ogromnym plusem biegania o 9 rano w lesie są pustki i ta niesamowita cisza, której tak bardzo brakuje w mieście. A Górka Szczęśliwicka stoi odłogiem 😞
  14. Wczoraj na pożegnanie cały dzień świeciło słońce. Mimo prognoz, cały dzień było dość chłodno, niemal wszystkie trasy trzymały, nawet w Ponte di Legno było twardo w południe. Piękne zakończenie 6-dniowego wyjazdu. @Jeeb w tym czasie 6 dni kosztuje 325 euro w kasie, ale reklamują się, że online (albo na telefon?) karnet jest 20% tańszy. Dziś od rana sypie śnieg. Szkoda, że powrót o 9 rano, bo jeszcze kilka razy by się zjechało po puchu.
  15. Dziś od rana na Passo Tonale siedziała chmura, więc ruszyliśmy do Ponte di Legno. Trasy w dobrym stanie, trzymał lekki mróz. W południe na Passo Tonale zrobiło się już słonecznie, ale zjechaliśmy tylko raz. Włoskie świętowanie Tłustego Czwartku. Potem szybki wjazd na Presenę, a tam ogromny wiatr i znaczny mróz. Głowę urywało, ale 3 razy zjechałem. Obok lodowca pracowały armatki, pewnie po to, by jak najlepiej zakonserwować lodowiec. Trasa Paradiso w znakomitych warunkach z lekko odsypanym sypkim śniegiem. A o 16. poszliśmy na koncert do igloo, które mieści się na Passo Paradiso. Instrumenty wykonane są z lodu, a widownia pomieściła ok. 130 osób. Passo Tonale mówi dobranoc 😁
  16. Dziś odwiedziłem Madonnę. Faktycznie pogoda mocno zmienna - od jazdy w chmurach po piękne słońce
  17. Val di Sole na 1 dzień, czyli próba ucieczki przed tłumami i chmurami. Na 1 dzień uciekliśmy z Passo Tonale do Marillevy, żeby pośmigać na stokach, na których byliśmy 7 lat temu. Dopłata do takiej atrakcji wynosiła 200 zł oraz konieczność pójścia na darmowego skibusa o 8:44. Jazdę zaczęliśmy więc dopiero przed 10. Przez cały dzień kręciliśmy się między słońcem a chmurami, niekiedy widoczność spadała do kilkudziesięciu metrów Od samego początku widać było, że kolejek nie unikniemy. Zjazd z Monte Vigo do krzesła Genziana już o tej porze był nieźle rozorany mimo lekkiego mrozu. Tłumy osób jeżdżących tak sobie zrobiły swoje. Od razu skierowaliśmy się na Passo Groste, by zerknąć z bliska na Dolomity i te niesamowite widoki. Tutaj warunki bardzo dobre mimo większej liczby narciarzy, trasy dość dobrze trzymały. Muszę jednak przyznać, że patrzenie jednocześnie pod narty, obok na nieprzewidywalnych narciarzy oraz przed siebie na widoki, nie było zbyt łatwe. Czasami jedną (lub dwie) z tych obiektów trzeba było pominąć. Wpadliśmy na jeden zjazd na Vaglianę. Zapamiętaliśmy ją jako świetną trasę po naturalnym śniegu. Zmieniło się tylko to, że zamontowano tu naśnieżanie. Następnie zjechaliśmy do nowej gondoli z podgrzewanymi siedzeniami, która nas wwiozła pod Monte Spinale. Mieliśmy jechać wyżej, ale gęsta chmura zachęciła do jazdy w dół. Potem smignęliśmy w stronę Pradalago. Tutaj na przemian jazda w chmurach i słońcu. Trasy w miarę trzymały. Następnie odwiedziliśmy na chwilę Folgaridę, czyli najgłośniejsze miejsce w całym ośrodku. Na dół zjechaliśmy czarną 1, niestety nieco rozjeżdżoną. Potem już powrót na stronę Marillevy, zjazd czarną Orso Bruno i pozostałymi trasami po tej stronie. Na koniec Nera Marilleva do Marillevy 1400, by zdążyć na kurs gondoli na dół. Teraz już wracamy skibusem z powrotem na Tonale. To był intensywny dzień, choć same trasy łatwiejsze niż w poprzednich dniach. I ciekawostka na koniec. Jazda do Białki Tatrzańskiej w środku sezonu nauczyła jak dobrze stać w kolejkach, by nie tracić za wiele czasu. Bez tej umiejętności byłoby trudniej 😉
  18. Wieczorem na zmianę wchodziła chmura i odchodziła. Widoczność bardzo różna, ale za to warunki bardzo dobre. Szkoda, że to tylko jedna dość krótka niebieska trasa (Valena). Na początku ludzi całkiem sporo, nawet na trasie było dość gęsto. Później się przeluźniło i w mgle czasem nikogo nie widziałem przed sobą. A teraz pozdrawiam ze skibusa do Marillevy.
  19. Na przełęczy dziś raz wchodziły chmury, raz nieco ustępowały. Warunki całkiem dobre, bo cały czas trzymał mróz, a poza niebieską trasą Valbiolo nie było za wiele osób. Nieco odsłonięta trasa Tonale Occidentale I zupełnie niewidoczna Contrabbandieri Z tego względu postanowiliśmy pojeździć krótkimi wyciągami na dole. Tymi małymi: I tymi dużymi: Ogólnie było dość zimno. Wiatr i słabe opady śniegu przypominały, że mamy luty. Tutaj jeszcze coś widać, natomiast godzinę później widoczność spadła do 100 metrów (nieco wyżej widoczność tylko na jedno krzesełko w przód). Po kolacji wybieramy się jeszcze na chwilę na jazdę wieczorną. Nie za długo, bo chmura nadal siedzi, co trochę zmniejsza przyjemność z jazdy. Choć trzeba przyznać, że jazda na oślep daje pewną dawkę adrenaliny.
  20. Sprawdzę może gdzieś przy kasach, natomiast u nas jedna osoba zrezygnowała ze skipassu i za wyjazd zapłaciła 1160 zł mniej (choć pewnie biuro podróży ma trochę tańsze karnety)
  21. W nocy spadło 2-3 cm śniegu. Od rana trzymały chmury, więc pojechaliśmy do Ponte di Legno i Temu. Kolejek oczywiście brak. Po tej stronie spadło mniej śniegu. Koło południa niżej śnieg już puścił i zrobił się dość ciężki. Trasa przy gondoli z Ponte na Tonale najbardziej popularna i najbardziej płaska. Dojazd do Ponte di Legno oczywiście ładny widokowo: I tutaj już dobra widoczność: Czasem nawet słonko wyszło na Temu. Słońce z Temu tanie, ale działa 😉 Nie zawsze za to działa wrzucanie zdjęć na forum: Warunki dobre, ale trasy trochę rozjeżdżone przez świeży śnieg. Na górze trasy Angelo: Wracamy na Passo Tonale, spróbować trochę jazdy w mniejszym kontraście.
  22. W Ponte di Legno jeszcze mniej ludzi, czyli często miało się prywatne trasy. Warunki dobre, choć na trasie Valbione pojawiło się trochę niebieskiego lodu, który oczywiście dało się ominąć. Taki widok, gdy dojedzie się z Passo Tonale: Trasa z wyciągiem Angelo: Czarna trasa do Valbione niestety ciagle zamknięta na treningi. Jazda dziś od 8:50 do 17:18. Dobry to był dzień. Passo Tonale mówi dobranoc 🙂
  23. Dziś nieco bardziej pochmurno, ale czasem wyglądało słońce. Dzięki temu cały czas trzymał mróz i trasy trzymały do końca dnia. Najpierw pojechaliśmy w stronę Przełęczy Przemytników czyli Contrabandieri. Widoki są tu naprawdę piękne 😀 Twardo, przyjemnie. Można mocniej przycisnąć narty. A tu już trasa Tonale Occidentale. Znowu trudno sie jeździ, gdy podziwia się widoki. Kolejek brak Potem śmignęliśmy do raju, czyli na lodowiec Presena. Pamiętam, że dla niektórych te widoki nie są aż tak niezwykłe, dla mnie jednak jest to jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie widziałem w życiu. Lodowca jeszcze trochę jest: A tu widok w drugą stronę: I na dół trasą Paradiso. Za każdym razem mam wrażenie, że trasa jest łatwiejsza. Może po prostu wszystko siedzi w głowie? Na początku można podziwiać lodospad: Trasą Paradiso i dalszymi kombinacjami zjechaliśmy do Ponte di Legno, o czym za chwilę.
  24. Tutaj jest kilka tras z (moim zdaniem) lepszymi widokami niż w Madonnie, ale tak przeważnie zgadzam się.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...