Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. mihumor

    mihumor

    VIP


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      3 592


  2. fanatyk

    fanatyk

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      1 669


  3. Boogie

    Boogie

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      4 783


  4. MB

    MB

    VIP


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      5 540


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 14.12.2009 uwzględniając wszystkie działy

  1. No to właśnie wróciłem z wypadu na Moltka - było znakomicie zważywszy, że dziś rano jeździlismy jeszcze na Katschbergu:) Wyjechalismy w sobote rano tydzien temu. Pierwszy śnieg w dolinach pojawił się gdy jechaliśmy wzdłuż pn granicy Karyntii doliną rzeki Mur - pięknie to wygladało. Koło Murau nawet gondolka chodziła. Około 16 tej zajechaliśmu do St.Margarethen pod Aineck - w dolinie 15 cm śniegu, na stokach więcej - pięknie to wyglądało. A później Flattach czyli cel dojazdu, wioska niespecjalnie ciekawa, kilka starych obejsc góralskich koło kościoła i nieco bezbarwna nowsza częsć, słabo jak na Austrię, zaplecze gastronomiczne też nie rozpieszcza. My mieszkaliśmy w wyższej części na zboczu koło wylotówki na lodowiec - niezłe widoko rano. W niedzielę ładna pogoda, takie słońce zza chmurki, rano już siedzimy w krecie czyli wysokościowym metro. Ja nie przepadam za takimi wynalazkami bo jakoś z komunikacja miejską mi się kojarzą. Zero romantyzmu ale szybko jeździ to:D. Później gondola i jesteśmy w centrum zamieszania. Do góry widać dwie trasy spadające ze szczytu, obie o szerokości pasa startowego na lotnisku we Frankfurcie, no i całkiem strome. Te dwie trasy obsługują dwa krzesła, 6 i 2 osobowe, chodziła tylko szóstka, w dół do krzesła 2ki schodzą traski niebieska i czerwono-czarna dosyć szeroka. No i można jeszcze dwiema traskami (czarna i czerwona) pomykać do startu gondolki. W sumie to niewiele tych tras, tak z połowa wyrysowanego na planie bo gestorzy w związku z tym, że szerokie te trasy to na planie każda wyrysowują jako dwie. Marketing - kłamstwo ale działa:D Ale nie ma sie co czepiać - jeździć trzea bo jest po czym. Trasy raczej wymagające, szybkie i strome, warunki świetne - dużo śniegu typu ubity proszek. Ludzi w niedzielę dużo, głównie wekendowi Słoweńcy bo z Lubljany to mają tam jak my z Krakowa do Zakopca. Ale kolejek żadnych nie było a i na trasach raczej luźno.Dzień rozruchowy - pojeździło sie grubo W poniedziałek pogoda podobna i też bez wiatru, ludzi zdecydowanie mniej, jazda na okrągło do 15.30 bo wtedy już światło robi sie słabe i nie bardzo widać po czy sie jedzie. Wtorek - wali śniegiem, wieje i troche mgły, warunki trudne, jeździ sie źle, nie widać podłoża, wszystko sie zlewa w jedna wielką biel, na stromej trasie człowiek sie całkowicie gubi - brak układu odniesienia. Jeździmy tylko do 13tej bo ta zabawa nie sprawia przyjemności i jest niebezpieczna W środę ma być pięknie więc jedziemy do Heiligenblut aby pośmigać pod samym Grosgloknerem. Auto parkujemy powyżej wsi na 1800m npm, na parkingu 5 samochodów, poza nami rano na stoku są tylko trenujący tu zawodnicy, chodzi tylko gondola i 3 orczyki. Sam ośrodek znajduje sie na 3 górach na stromym zboczu powyżej wsi na przeciwko Grosglocknera. Jeżdżąc przeważnie w dół doliny nie widać jej dna a góry po przeciwnej stronie są naprawdę imponujące. Stoki bardzo ciekawe, trudne i długie. Świetne miejsce jednak ma dwa minusy: jazda głównie na orczykach i wiatr. Jest tam ciekawy wynalazek - gondolka jeżdżaca w tunelu, przewozi narciarzy poziomo pomiędzy dwoma górami - nie ma możliwości przejazdu na nartach. Muszę przyznać, że solidnie tam pojeździłem choć przygotowanie pozostawiało nieco do życzenia - śniegu jest bowiem wszędzie mało i przetarcia czy też porozsypywane kamyczki na śniegu to na dziś standard nie tylko tu jak sie okazało później W czwartek znów Moltek, pogoda niezła ale wiatr i zimno, świetna jazda przy małej ilości ludzi, normalnie bosko. W piątek pogoda znów siada, dajemy spokój z Moltkiem i po analizie meteo wybór pada na miasto Lienz i ośrodek Zettersfeld. Z miasta wyjeżdża sie gondolą na wysokośc 1800m (nie ma możliwości zjazdu na nartach w dół) i tam 3 krzesła i 2 orczyki obsługują plątaninę tras niebieskich i czerwonych o długościach 1,5-2,5 km z wysokości 2200-2300 m do 1600m npm. Trasy są tu pięknie przygotowane, szerokie, z różnymi wariantami i kombinacjami. Jeśli dodam, że ludzi to tu była garstka i jeździlismy prawie sami przez cały dzień to chyba nie muszę pisać o zadowoleniu. Świetne miejsce na narty rodzinne, z dzieciakami. W wekendy ponoć tłok - cóż miasto spore przecież. Niemniej ośrodek zrobił na nas dobre wrazenie. No i dziś ruszyliśmy rano aby przed 9 być już na przełęczy na Katschbergu. Trasy wyglądają stąd imponująco. Robimy kilka zjazdów, jest nieźle ale widać, że śniegu mało. Na trasach sporo przetarć, gdzieniegdzie kamienie i rozwleczone kamyczki. Piękna pogoda, słońce. Ze wszystkich armatek ostro zapodają, szybko dochodzimy do wniosku, że trzeba jeździc bliżej armatek, po godzinie jednak jest już tam bardzo miękko i mocno nawiezione, dalej od nich za to można skasować sobie narty. Kończę jazdę z pewnym niedosytem bo stoki wspaniał, super jazda ale niestety czas nagli i trzeba jechać. Mam nadzieję, że jeszcze wrócę na Katschi. Później zjazd do St.Margarethen, w dolinie nie ma już śniegu, w tygodniu wszystko stopniało, we wsi łapię mandat za prędkość (20 Euro), lecimy dalej doliną Mur na wschód - cały śnieg stopniał, wygląda to jak wiosną - kiepsko z narciarskiego punktu widzenia, ale pogoda do jazdy była dobra - słońce i piękne widoki. Za miesiąc wracam w tamte okolice i tylko szlag mnie trafia, że prawdopodobnie do tego czasu nart nie zaznam - ale wtedy będa 2 tygodnie to się odkuję. Fotki postaram sie wrzuciś jutro to jak ktoś będzie miał ochotę pooglądać i doczytał to pisanie na kolanie do tego momentu - to polecam:-)))
    7 punktów
  2. "Szybciej, częściej i w nowe miejsca. Tak PKP Intercity chwali się nowym rozkładem jazdy, który zacznie obowiązywać od 13 grudnia. Skróci się podróż np. z Warszawy do Krakowa. Nasze pociągi zabiorą też narciarzy prosto do austriackiego kurortu Villach" "Komfortowe połączenie EuroNight Jan Kiepura z Warszawy i Poznania do Kolonii, Monachium i Amsterdamu. W sezonie zimowym w składzie pociągu kursuje kuszetka do Innsbrucku" Więcej: http://www.pkp.pl/node/3300 http://www.efakt.pl/PKP-zabierze-narciarzy-w-Alpy,artykuly,57609,1.html Sprawdziłem w rozkładzie. Pociąg EC do Villach będzie wyjeżdżał z Warszawy Cent. codziennie o godz. 6:45, na miejscu będzie o 18:44, czas przejazdu 11h 59m:) Stacje pośrednie: Warszawa Centralna Sosnowiec Główny Katowice Zebrzydowice Bohumin Ostrava hl.n. Ostrava-Svinov Prerov Otrokovice Stare Mesto u Uh.Hr. Hodonin Breclav Simmeringer Hauptstr Wien Meidling Wiener Neustadt Bruck a. d. Mur Leoben Hbf Knittelfeld Judenburg Unzmarkt Treibach-Althofen St. Veit a. d. Glan Klagenfurt Hbf Villach Hbf
    5 punktów
  3. Ja mam też typowo narciarskie wspomnienie z 13-go Grudnia 1981r. Pobuda jak zwykle ok.5:00 szybkie śniadanko pierwszym możliwym autobusem do dworca PKS/PKP w B-B. Przy dworcu o 6:00 msza św.,po mszy pędem przez kładkę na dworzec PKP. Planowany wyjazd do Zwardonia. W drzwiach wejściowych zomole :eek: rozklejali taki "czerwony manifest" Miałem 20 lat ale nie wiele z tego chciałem rozumieć. Myślałem komuchy straszą wojną,dupa tam nie wojna będzie ,przecież ich (komuchów) rozniesiemy:( Niestety komórek nie było więc wróciłem do domu poinformować rodzinę o zaistniałym fakcie. Z nart już były nici. Ale ..rwowałem na komuchów. Jedynym pożytkiem z którego wcale nie jestem zadowolony było to,że; cały Śląsk był odcięty bo to było inne województwo w SzCyrku puchy w Zwardoniu puchy Najeździć to można się było do woli.Ale radości to z tego nartowania nie było.
    3 punkty
  4. Proszę tych którzy urodzili się przed stanem wojennym wprowadzonym 13.12.1981 i mają jakieś wspomnienia narciarskie z tych ciężkich czasów o napisanie kilku słów Ja pamiętam wyjazdy do Szczyrku na narty autobusem PKS na feriach zimowych 1982. W Bystrej autobus został zatrzymany przez patrol wojskowy. Wtedy poza obszar powiatu nie można było wyjeźdzać bez zezwolenia. Kierowca powiedział, aby się nie wygłupiali bo przecież wiezie ludzi z nartami, a nie przestępców. Patrol odpuścił i nas przepuścił. A zimy to wtedy były, ze ho ho. Innym razem pamiętam jak dowiedziałem się, że w Polsporcie w Bielsku-Białej na Żywieckiej (dawniej ul. Andrieja Greczki, obecnie sklep Biedronka) mają rzucić (inaczej dostawa) jakiś sprzęt narciarski. Wiele nie namyślając się o 5 rano w poniedziałek nie zważając na godzinę milicyjną pobiegłem między blokami ze Złotych Łanów z ul.Podgórze stanąć do kolejki, żeby kupić upragnione narty lub cokolwiek. W kolejce wcale nie byłem pierwszy. Załapałem się jednak do pierwszej dziesiątki. Jak już koło południa byłem przy ladzie to kupiłem narty Polsport ALU, buty Tatry i spodnie piankowe. Buty były trochę za duże (miałem wtedy 15 lat), ale co tam, i tak byłem bardzo szczęśliwy. Trudno pewnie młodzieży uwierzyć w to co piszę, ale tak było
    2 punkty
  5. To tu znajdziecie kilka zdjęc z Moltka i z Heiligenblut: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=2788&catid=newimages&cutoffdate=1 Kilka fotek z Lienz i z Katchi wrzucę jutro Jeszcze kilka słów o Moltku, takie moje wnioski. Nie jest to miejsce dla kogoś kto lubi często zmieniać trasy, podróżować na nartach i przemieszczać sie na nich. To jest tak naprawdę tylko kilka tras, klimat i sceneria podobna. Jest to natomiast znakomite miejsce do szybkiej jazdy, podnoszenia swojego poziomu, treningu czy też ćwiczeń albo po prostu do najeżdżenia sie do bólu tak jak sie lubi. Trasy na Moltku to narciarskie autostrady: stromo, szeroko, doskonała widoczność do przodu jak i na boki, mała ilość załamań terenu tak więc można bezpiecznie i przewidywalnie poruszać sie z dużymi prędkościami nie tylko w dół ale i wpoprzek stoku - miejsca jest naprawdę dość. Jazda w terminie, w ktorym byłem to sama przyjemność bo trasy puściutkie przez co długo trzymają dobrą formę i jazda jest długo świeża przez co mniej męcząca. Heiligenblut - ośrodek w pięknym miejscu, świetnie eksponowany, trasy zróżnicowane i urozmaicone, te po których jeździlem były technicznie trudniejsze niż na Moltku, bardziej wymagajace i męczące - lubię takie. Dodatkowo cały dzień na orczykach spowodował, że po dniu intensywnej jazdy ostatnie przejazdy były na mocno zmęczonych nogach. Ośrodek mocno kameralny, małe knajpki, wszystko jakieś mniejsze, przy Markecie Moltku to jest jak jakiś klimatyczny, stary sklepik. Naprawdę fajne miejsce.
    2 punkty
  6. Moje własne doświadczenia Synuś lat 5. Bardzo energiczne i zainteresowane wszystkim dookoła dziecko, co stwarza problemy ze skoncentrowaniem się na jednej czynności. Nauczyciel: biedny tatuś Metoda: tylko jedyna słuszna: jazda przed dzieckiem tyłem, wspomaganie przez trzymanie czubków nart rękoma. Efekty: pierwszy dzień trzy zjazdy ok. 400 m, praktycznie większość utrzymywania toru jazy przez marnego nauczyciela. Dzień drugi. Cztery zjazdy po tej samej trasie, tata już za dzieckiem. Dziecko radzi sobie same. Parę wywrotek. Cały czas zadowolone. Dzień trzeci. Na nieco stromszym i dłuższym stoku. Pierwszy zjazd widać, że ma problemy. Przyczyna była taka, że od połowy góry dziecko wołało sikuuuuuuu. Więc tata ustawił się z przodu, złapał za narty synka i rura na dół bo szkoda czasu na jazdę do hotelu i przebieranie olanego brzdąca. Po uldze dziecko jeździło na tasiemce w górę. Do końca dnia śmigało tak, że jadąc za nim ( w celu ubezpieczenia przed wariatami na stoku szkoleniowym) mogłem jechać skrętem równoległym (oczywiście hamującym:D). Pełna kontrola szybkości. Cały czas uśmiechnięty. Dzień czwarty. Jedziemy na Motolino. Na początku mówi, że nie chce jeździć na nartach. Po wjeździe na górę, zmienia zdanie. Jedziemy na dół niebieską długą. Daje radę. Cały czas zadowolony. Zachciało się na tasiemkę. To dawaj busem. Po przyjeździe na miejsce stwierdza, że krzesełkiem. I tak do końca dnia z 10 razy. Z tym, że za tatusiem (tata tyłem do kierunku jazdy) "wężykiem" ze zmianą kierunku. Pełna kontrola toru jazdy i szybkości. Dziecko po każdym zjeździe ma na buźce banana od ucha do ucha. Dzień piąty i szósty. Cały czas za tatusiem. Oczywiście ojciec jeździł tyłem celem zarówno kontroli nad dzieckiem i obserwacji sytuacji z tyłu. Pełna kontrola toru jazdy i szybkości. Nawet dnia piątego przez przypadek wjechaliśmy na czerwoną pod gondola mottolino. Do wiaduktu dziecko spoko dało radę. Później było zmęczone, ale w żaden sposób nie grymasiło. Tata chcąc mu pomóc wziął na chopsasa i zjechał powoli na dół. Wnioski: 1. Pięcioletnie dziecko (przynajmniej mój syn) w czasie jazdy na nartach (i nie tylko) ma jeszcze problemy z koncentracją na jednej konkretnej czynności. Wszystko dookoła go interesuje: a to ciocia jedzie a to jakaś armata śnieżna itp.... 2. Zadziwiająca jest szybkość pojmowania zasady przyczyna - skutek bez żadnych wyjaśnień ze strony dorosłego. Jedyna rzecz jaka na początku dziecko musiało opanować to hamowanie pługiem. W związku z tym wszelkiego rodzaju tłumaczenia typu lewą nogą zahamuj bardziej czy różne inne wskazówki wydają się być bez sensu. Wystarczy, że dziecko nauczy się kontrolować prędkość - jest to najważniejsze. Później ma tylko jechać za nauczycielem - i nic - zapewniam was nic nie trzeba mu tłumaczyć. Tylko jechać "wężykiem" - brzdąc sam skręca instynktownie. Co więcej coraz bardziej podkręcałem mu skręty z jednoczesnym zwiększaniem prędkości. Nie stanowiła dla niego żadnego problemu jazda moim torem. 3. Dziecko było stale zadowolone i non stop "trajkotało" co jest dla mnie bezcenne. 4. Następne próby tylko z kijami. Zdjęcia i film wrzucę później. Ten tydzień dla mnie narciarsko był mało rozwijający (wszystkiego ostrej jazdy miałem 4 - 5h przez cały tydzień). Ale to co razem przeżyliśmy z moim chłopulkiem jest warte poświęcenia całego czasu w górach tylko dla dziecka i kropka. Jak dotarł ktoś do końca tej opowieści....to pozdrawiam.
    2 punkty
  7. Pierwszy dzień Pierwszy dzień za nami. Podróż, jak zwykle, czyli nic szczególnego. Ruch na autostradzie umiarkowany. Po drodze mijałem kilku naszych rodaków udających się w Alpy. Pogoda po drodze różnista od słońca po śnieg, ale bez ekstremalnych gwiezdnych wojen. W Nassfeld śniegu nie jest za wiele (porównując do zeszłorocznego wyjazdu na Katschberg). Warunki pod polskiego klienta, czyli sztuczny śnieg idealny na slalomki W takich warunkach przyszło mi się zmierzyć z Dynastarami Omeglass TI. Dziwnie się na mnie ludziska patrzyli w narciarni jak odklejałem z nart list przewozowy + kilometry folii, w które były zawinięte Ostatnio jeździłem na Omeglassach jeździłem w czasach kiedy Bobic nie planował jeszcze pracy w branży i bardzo byłem ciekaw, czy coś się zmieniło. Topowe slalomki Dynastara pamiętałem jako rasowe narty do wycinania ciasnych skrętów w połączeniu z funem. Wydaje mi się, że narty straciły na lekkości, ale w pozytywnym kierunku. Stały się bardziej slalomowe, dostosowane do ostrej jazdy po błyszczącym stoku. Dla pewności jutro przyłożę jeszcze rękę do nadszarpniętych przez lód krawędzi, aby potwierdzić moje pierwsze wrażenia. W boksie czekają jeszcze GSy Fischera, które mimo, że nówki zostały specjalnie przygotowane na ten wyjazd przez Marcina Szafrańskiego. Jutro więcej informacji. Z Nassfeld w Karyntii dla forum skionline.pl Dżej Si
    2 punkty
  8. napewno nie są fajniejsze od 3 Dolin, sezon trwa o ok 3 tygodnie krócej byłem w grudniu ubiegłego roku http://picasaweb.google.com/janusztatrzanski/LesPortesDuSoleilGrudzien2008#
    1 punkt
  9. Witam,Brenna też startuje na weekend - do zobaczenia na stoku! A tak było wczoraj na Białym Krzyżu
    1 punkt
  10. Dojazd jest prosty i przyjemny. Jest to najwyżej położona wioska w Dolinie Moll, leży na wysokości ok.1300m npm, dolina jest szeroka i w miarę ma prosty przebieg, nie jest stroma w swoim przebiegu, leci sie więc dnem doliny, prostą i szeroką drogą, miejscowości jest niewiele, mały podjazd zaczyna się 2 km przed wsią. Można jechać od autostrady - zjazd w Spital nad Drawą i stamtąd około godziny właśnie przez Flattach skąd jechaliśmy ok 30 minut (40 km), można też jechać od miasta Lienz, przejeżdrzamy 15 km drogą przez przełączkę i jesteśmy w dolinie Moll skąd jeszcze tylko 20 km do góry. W Heiligenblut rozpoczyna sie podjazd na przełęcz Hoch Tor słynną Grossglockner Hochalpenstrase (pewnie piszę z błędami ale niemiecki nie jest moją domeną) - droga jest w zimie zamknięta. Na wjeżdzie do wsi mamy podziemny parking, taki marketowy trochę, dolina jest tu wąska a miejsca mało, we wsi parkować nie wolno. Z parkingu 200 m idzie sie do gondoli, ta wyjeżdrza na ponad 1800m skąd startują kolejne gondole i orczyki. My podjechaliśmy serpentyną 4km ze wsi właśnie pod tą międzystacje gdzie jest mały, darmowy parking na ok 40 aut, końcówka podjazdu po lodzie była. Widok z parkingu piękny - widać GG jak na zdjęciu, ktore wrzuciłem do galerii.
    1 punkt
  11. A może Les Portes du Soleil-czyli Wrota Słońca,może nie typowa Szwajcaria,ale na granicy Francji z Szwajcarią,w jego skład/ośrodka/wchodzą dwanaście mniejszych ośrodków,połączonych od lat 60-tych infrastrukturą narciarską,z których cztery leżą po stronie szwajcarskiej ,a osiem po francuskiej.Wszystko czyni ten ośrodek:rolleyes:jednym z największych na świecie:rolleyes:Można mieszkać w znanym Champery lub francuskim Avoriaz.Oczywiście nie byłem tam,poznałem ten raj przez "Narciarski Świat" i "Narciarz zaginionych szlaków"na Travel Chanel:p,ale tras tam jest tyle co w 3-dolinach,a komercji znacznie mniej:rolleyes: Zachęcam do oglądania tych programów na w/w kanale,których wznowienie nastąpiło od 3.12.Wczoraj widziałem jak pokonać na nartach trasę Chamonix -Zermatt -"Ekstremalni podróżnicy"-jestem pod wielkim wrażeniem-narciarstwo przez duże N/i nie totalnie ekstremalne;)/
    1 punkt
  12. slalomki atomica ale musze zakutalizować profil bo juz ich niemam ten model co posiadałem jest sprzed hmmmm 5 lat:) raczej do takiej jazdy jak ty preferujesz sie nie nadaja ja jednak upierał bym się być sprobował allrounda pojedziesz skrętem ciętym a takze takim jak lubisz a moze nawet sprobojesz tej nowej techniki i złapiesz bakcyla? i wtedy taką nartą takze pojedziesz sobie nowa techniką bez zadnego problemu
    1 punkt
  13. to jak allrounda to myśle ze powinienes mieć nartę minimum 170cm i taką bym Ci polecał najwygodniej było by Ci potestować tylko pytanie czy znajdziesz dokladnie ten model w wypożyczalni ktory chcesz kupic- to jest to zasadnicze pytanie
    1 punkt
  14. Narta Crossowa może mieć twardość poprzeczną podobną do slalomki (trzymanie na twardym i dynamika) ale ma zupełnie inną twardość podłużną a także inną geometrię, jest szersza troche i ma trochę większy promień skrętu - dzięki temu mniej jest wrażliwa na gorsze warunki, lepiej wybiera nierówności, więcej wybacza, jest mniej męcząca, można powalczyć ale i powozić się lajtowo, chętniej pójdzie klasykiem. Allround to jeszcze bardziej krok w tą stronę czylki mniej sportowo a bardziej uniwersalnie. Oczywiście to jest pewne uproszczenie bo są różne modele.
    1 punkt
  15. model wyżej ale tez ok:) co do dlugości to ile masz wzrostu? krotki skręt to nie klaskyk, i takimi allroundami predzej pojedziesz klasykiem niz slalomką.
    1 punkt
  16. Na te pytania musisz sam sobie odpowiedzieć, masz napisane sporo o tej narcie. Moim zdaniem jeśli nigdy nie jeździłeś na twardej narcie, na żadnej choćby zbliżonej do Sl-ki i do tego nie bardzo wiesz o co chodzi to to narta nie dla Ciebie. To nie znaczy, że sobie z nią nie poradzisz, co więcej możliwe, że jak na niej pojeździsz będziesz zadowolony i się w niej zakochasz ale wydaje sie, że są lepsze modele zwłaszcza, że piszesz o jeździe głownie w kraju a na naszych rozjechanych stokach slalomka nie jest specjalnie przyjemna. Dobrze Ci Bugi pisze, przyglądnij sie nartą z grupy Croos lub dobrym Allroundom, na zmęczonym stoku bedą o niebo lepsze, łatwiejsze i mniej męczące, nie tak zabawowe na twardym i równym ale i w tych warunkach daja radę i pełne zadowolenie
    1 punkt
  17. rossignol mutix bądz progresor fischera, mozna też np Volkl CROSSTIGER STEEL dlaczego te wg mnie?? bo sam mowisz ze krotki skręt ale jak jest mozliwośc to dluższy więc ja bym polecał Ci narty z grupy allroud takze:) moze tez byc rossignol zenith Blizzard G-Force Sonic IQ, moze fischer viron 4.4?
    1 punkt
  18. Pani chyba chodziło o to że wszsystkie "siły" skierowali na te dwie trasy i chcą je jak najwcześniej otworzyć. Zresztą według mnie jest to rozsądny pomysł, bo lepiej wcześniej otworzyć solidną jedną trasnę niż kilka później. Nawet gdy przyjdzie ocieplenie to górne, lepiej przygotowane przetrwają.
    1 punkt
  19. SkiForum, Skionline... Jestem na obydwóch forach dosyć często. Na Skionline od niedawna uaktywniłem się pisząc... jako Gość zaglądałem w równej mierze co na SkiForum (na SkiForum kilka postów udało mi się spreparować wcześniej)...ale to wszystko nieważne. Dla mnie najważniejszy jest "Świr" narciarski a nie szyld, gdzie tego Świra każdy z nas przelewa na "elektroniczny papier". Najważniejsi są ludzie a nie miejsce gdzie Ci ludzie są. Pozdrawiam wszystkich Zapaleńców Białego Szaleństwa - w szczególności Mitka.
    1 punkt
  20. U mnie podobnie jak u Misala. W piątek 11.12.1981 pełnoletni braciszek zabrał mnie na trzy dni do Szczyrku (ja wtedy miałem 14 lat). Nocowaliśmy w ośrodku studenckim koło Dolnej stacji wyciągu na Skrzyczne (ten sam wyciąg:)). W niedziele rano pobudka, śniadanko puszczamy radio i .... nic (brat mówi wyłącz bo będzie na nas). Idziemy na stok, z megafonów ktoś cały czas ględzi:D(potem dowiedzieliśmy się kto). Po paru godzinach spotykamy gdzieś na golgocie kuzyna - "chłopaki k...a wojna". Nie mniej pojeździliśmy do zmroku, potem problem z powrotem. Udało nam się zabrać autobusem z huty bodajże Zygmunt do Świętochłowic. Następnie z buta do Bytomia 6-7km. Patrole nas nawet nie zatrzymywały z nartami na plecach (nie mniej stracha to miałem, nie powiem:eek:). Po powrocie w domu była niezła radocha (dwa gówniarze z wojny wróciły:D:D:D). Jak widać narciarstwo było nieodzownym elementem mojego życia od zarania:D
    1 punkt
  21. Nowy Pudzian Panowie, a to slyszeliscie?! To juz nie jest "Mariusz Dominator Pudzianowski" lecz "A Imie Jego Czterdziesci I Cztery "
    1 punkt
  22. 11 grudnia 1981 roku wieczorem wsiadłem do pociągu 1313 relacji Warszawa-Zakopane. Byłem wtedy doktorantem na Politechnice Warszawskiej. Pamiętam, że na początku grudnia chodziło za mną kilku studentów, aby przełożyć im laborkę na inny termin, bo w tygodniu 14-20 grudnia to oni nie mogą. Jakoś tak mętnie tłumaczyli dlaczego. Było mi to na rękę, bo były to w tym tygodniu moje jedyne zajęcia ze studentami. Wsiadam do pociągu, do wagonu zwanego wtedy kuszetką (przedział z sześcioma miejscami leżącymi). Pakuję się na środkowe wyrko a z góry wychyla się student który chciał przełożyć zajęcia 12 grudnia zainstalowałem się z kolegami w DW Hyrny w Zakopanem. Rozpoznawczo po podróży pojechaliśmy na Gubałówkę. 13 grudnia po śniadaniu pojechaliśmy jakby nigdy nic na Górę. Tam dopiero się dowiedziliśmy o jakimś stanie wojennym. Normalnie do końca jeździliśmy na Górze, na dole w Zakopanem przeczytałem dekret o stanie wojennym. Na 19 poszedłem do kościoła na dolnych Krupówkach (św. Rodziny bodajże) Wieczorem kieronwnik DW Hyrny zorganizował spotkanie na którym poinformował nas, że możemy przebywać w Zakopanem do końca planowanego pobytu. Pobyt w strefie nadgranicznej (Kasprowy) jest zabroniony. Od 14 do 20 grudnia ujeżdżalismy Gubałówkę przez mostek. Wieczorami spacer przez wyludnioną Grań Krupówek. Turyści w popłochu opuścili Zakopane, sklepy puste (w sensie brak kupujących a nie towaru - Zakopane przygotowało się już na Święta). Spokojnie mogłem pokupować prezenty pod choinkę. 20 grudnia planowy powrót do Warszawy. Potem wróciłem w Tatry 23 kwietnia 1982 roku. Wizyta w Orbisie, załatwienie przepustki do strefy nadgranicznej. Do 3 maja jeżdżę na Górze. Śniegu było tyle, że do końca zjeżdżało się do Energetyka w Kuźnicach. Poparzyłem sobie wtedy twarz równo. Mama nie mogła mnie poznać po powrocie. pzdr misal
    1 punkt
  23. Jak pisal Marcin. Długośc 165 cm i na tej narcie sie nie powozisz, cały czas trzeba skręcać, raczej krótko, można też średnio. Na zjechanym stoku trzeba ich pilnować, lubi jedna narta złapać krawędź jak sie jej dobrze nie dociska, bywają nerwowe. To świetne narty ale nie dla leniwych, na nich cały czas trzeba pracować, napierać, na dobry stok jak dla mnie nie ma lepszego rodzaju narty ale na stoku wyeksploatowanym robią się bardzo wymagające i męczące, wtedy wymagają dobrej techniki i kondycji bo bardzo trudno się na nich powozić. Na miękim to samo. Kluczowe pytanie jak jeździsz, jeśli nie przynajmniej dobrze lub bardzo dobrze to raczej poszukaj czegoś innego.
    1 punkt
  24. 1. nie będzie za twarda 2.nie jest to dobry wybór na stoki nieprzygotowane 3.90-130 byle dobrze dopasowany
    1 punkt
  25. buta nie dobiera sie do narty tylko do wagi narciarza, po 2 napisz jaki poziom umiejętności w skali forumowej, twardośc wg mnie dla Ciebie w granicach flex 90 poczytaj wątek o flexie, na nie przygotowane na pewno nie jest łatwa do ujeżdzania bo nie do tego zostala ona stworzona wszystko zalezy jaki poziom umiejętnosci masz bo to jest wymagająca narta dla dobrze i bdb jeżdzących narciarzy
    1 punkt
  26. A może tak będzie prościej dla wszystkich? 1.Płeć K/M, 2.Wiek, 3.Wzrost, 4.Waga, 5.Jaki masz poziom umiejętności w skali forum, 6.Jak długo jeździsz na nartach, 7.Jakie masz buty/flex, 8.Jakie masz teraz narty/model, 9.Na jakich nartach jeździłeś do tej pory (model, długość, promień skrętu), 10.Jak lubisz jeździć na nartach, 11.Jak chciałbyś jeździć, 12.Jaki preferujesz promień skrętu, 13.Twoje ulubione trasy, 14.Możliwości finansowe.
    1 punkt
  27. http://www.kohutka.cz - ciekawe fotki mają w galerii sporo tam pracowali http://www.skibila.cz http://www.skimosty.cz/zima/pl_nabidka.php
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...