Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Dumpling Zębowa Wróżka

    • Punkty

      16

    • Liczba zawartości

      2 900


  2. mihumor

    mihumor

    VIP


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      3 592


  3. nexcom

    nexcom

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      443


  4. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      16 751


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.02.2010 uwzględniając wszystkie działy

  1. Po tygodniu w Kals przenosimy się do Turracher Hohe. Przejazd miły przez Lienz, dalej doliną Drawyi do Bad Klaine Kirchen. Tu na chwilę stajemy. Kontrast tego kurortu w stosunku do Kals jest spory, tam zaciszna wiocha tyrolska a tu wielki świat, pięknie ubrani Panowie i kobiety we wspaniałych kreacjach:D, oświetlone wystawy, zapełnione parkingi i dużo ludzi, w piekarni za chlebek płacimy 60% drożej niż w Kals i zawijamy się, moja Pani mówi tylko:"Fajnie, że nie tu będziemy mieszkać". Jeszcze tylko 20 minut jazdy w większości oastro, kręto i 1000m do góry i jesteśmy na miejscu - kurorcik położony troszeczkę wyżej niż szczyt Babiej Gory. Wjeżdżamy autem gdy zmierzcha, pusto, cicho, po tafli zamarzniętego jeziora jedzie ratrak. Po chwili znajdujemy naszą chatę pod lasem, tu zresztą wszystkie chaty są pod lasem albo w lesie bo to miejsce nie ma charakteru miejscowości ale rozproszonych domków i kilku średniej wielkości hoteli. Jeden tylko betonowy kwadraciak mąci klimat. Pododę przez tydzień mieliśmy niezłą, dwa pierwsze dni słonecznie i jazda ponad chmurami http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3221&catid=member&imageuser=6864 póżniej dzień lampy, dwa z niewielkim śnieżkiem i ostatni ładny z 10cm puchu rano - jazda super a Dynastarki Groove ładnie w tym pływały:) Trasy przygotowane cudownie, dla mnie pierwsza liga, zero zastrzeżeń http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3227&catid=member&imageuser=6864 warunki jak w Kals tylko mniej lodu ale i ten popołudniami bywał obecny. Góry tu już nie skaliste i gotyckie, dominuje barok czyli obłość kształtu i szerokość dolin, duża przestrzeń i sporo lasu - dla mnie estetyka Tatr Zachodnich. Wyciągi chodzą niby od 9tej do 16tej ale pomny zdjęć Figo łapanego przez SB na kamerkach, wywnioskowałem, że warto przychodzić wcześniej - wyciąg Panorama, przy którym mieszkaliśmy startował już 8.40 i nikt sie nie czepiał jak się wchodziło przed czasem - sympatyczny profesjonalizm umożliwiający kilka zjazdów na rozgrzewkę po tym fajnym stoku: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3214&catid=member&imageuser=6864 Dzięki temu byłem prawdopodobnie codziennie pierwszą osobą na stoku:) Trasy tu można podzieliś na 2 częsci te wyżej położone, gdzie jeździ się w klimacie przestrzenno-kasprowym , powyżej lasu i spada na poziom jesiora http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3219&catid=member&imageuser=6864 oraz te po wschodniej stronie gdzie dominują klimaty beskidzko-lesiste a traski wiją się wśród roslinności iglastej. Mnie osobiście bardziej do gustu przypadła właśnie ta część. http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3234&catid=member&imageuser=6864 Jazda wyżej to głównie wyjazd świetnym krzesełkiem na Kornock i jazda na trasie nr 2 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3226&catid=member&imageuser=6864 W lesie zaś mamy system 3 krzesełek i 3 orczyków położonych blisko siebie i obsługujących kilkanaście tras, większośc czerwonych w długości 1,5-2,5 km. Z trasy na trasę można tu przeskakiwać błyskawicznie co jest naprawdę świetne, ludzi tu ilości znikome a już na trasach przy orczykach niemal wcale. Mi podobały się traski koło najdłuższego krzesełka Turracher, piękna, szeroka 20 FISem zwana http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3231&catid=member&imageuser=6864 fajna betonowa autostrada pod ww. krzesełkiem http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3232&catid=member&imageuser=6864 czy zakończona najtrudniejszą ścianką w tym ośrodku trasa 21: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3230&catid=member&imageuser=6864 Z trasami za jeziorkiem można wrócić skrótem - po tafli lodowej jeździ skuterek i przeciąga chętnych narciarzy pod wyciągi w części wyższej ośrodka. Wszystkie trasy w TH dla mnie były to jazdy na raz, są średnio długie, krzesełka szybkie i sprawne, oznakowanie bardzo czytelne. Niby jest tu tylko 40 km tras ale to jest 40 bez żadnych sztuczek z miksowanie wariantów i rożnymi wariancikami i przecinkami do zawyżania wyniku. Przez to nie czuje sie tego niskiego wyniku, można nawet popodróżować sobie po okolicu, robić rundkę wkoło jeziora itd. Ośrodek jest bardzo przyjemny, ma taką ludzką twarz bez zadęcia, są fajne knajpki "na trasach": http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3224&catid=member&imageuser=6864 place zabaw przy wyciągach, całoroczny tor saneczkowy typu mały rollcaster (bilet 6E i 4E), na jeziorze odsłonięta tafla pod łyżwy (2E wypożyczenie na dzień) no i leżaki, leżaki, leżaki: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3216&catid=member&imageuser=6864 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3220&catid=member&imageuser=6864 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3220&catid=member&imageuser=6864 Leżaki mnie tam zafascynowały pomimo tego, że osobiście na nich nie poleżałem - ale świetnie się prezentują w tej scenerii. Tak więc mamy tu narty i święty spokój. Już kombinuje by tu wrócić w marcu
    8 punktów
  2. Troche dziwny tytuł jak na tematykę narciarską ale spróbuję wyjaśnic to skojarzenie opisując pobieżnie swój pobyt w tym ośrodku w 3 tygodniu stycznia. Pobytowi temu towarzyszyły skrajne opinie i zroznicowany odbiór co mam nadzieję wyniknie z tej krótkiej, ilustrowanej relacji. Dojazd 16.01 przy wspaniałej pogodzie, od Salzburga jedziemy piękną doliną rzeki na Lofer, później na St.Johann i Kutzbuhel oraz Mitersill - cudne widoki i dużo klimatów narciarskich, dalej w górę pustą doliną do tunelu (10E) i w dół ostro do Matraii, kawałek za Matraii skręt w prawo i wąską drogą mocno, kręto i stromo do góry - dobrze, że jest sucho bo podjazd ostry. Wjeżdżamy do szerokiej doliny gdzie leży wioska Kals - u stóp najwyższej góry Austrii czyli Grossglocknera http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3210&c=5 Kals składa sie z kilku przysiółków a my trafiamy do niewielkiego i klimatycznego Grosdorf skąd startują wyciągi do GG Resort - gondola na przełącz 2600m i krzesła wwożące pod szczyt Blauspitz na wysokośc 2167m npm. To mała wioska o klimacie rolniczo lokalnym, w niewielkim stopniu przypomina kurorty narciarskie, jest tu niesamowicie spokojnie, cicho i wszędzie blisko - zwłaszcza na narty. Pierwszego dnia rano piękna pogoda, jeszcze cień w dolinie a góry już oświetlone http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3197&c=5 Wychodzę rano z dwiema córkami i o 8.45 jesteśmy przy orczyku - niestety okazuje sie, że wszystko startuje tu o 9tej. Jak sie później okazało Matrai startuje wcześniej i o 8.50 można byc już na przełęczy mając mały zjazd za sobą. Dla nas nie była to dobra informacja gdyż musieliśmy czas na narty dzielić na jazdę żony,moją,jazdę z dzieciakami i opiekę nad najmłodszą córką jeszcze nie jeżdżącą. Wyciągi też szybko stają bo o 16 tej, od strony Matraii o 16.15. Cóż, podział był prosty, ja rano z dzieciakami 2 gzodz, póżniej zona 2,5 i ja 2,5 + najstarsza córka z nami jeśli zechce. Zmiany w locie umożliwiła nam genialna lokalizacja bo na nartach prawie do domu można było wjechać. W pierwszy dzień na rozgrzewkę sprawdziliśmy z dzieciakami orczyki we wsi. Są one bardzo fajne do nauki z dziećmi, na pierwszy i drugi krok narciarski, świetnie przygotowane, poza porankiem cały dzień nasłonecznione i mało ludzi z nich korzysta http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3198&c=5 Po rozgrzewce ruszamy gondolą do góry by sprawdzić długą niebieską trasę do Kals. Dziecią sie podoba, mi wcale. Trasa ma kilka kilometrów i jest to wąska, plaskata serpentyniasta przecinka przez las, ma walory widokowe i komunikacyjne ale niewiele narciarskich http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3209&c=5 Na dół dojeżdża do górnych stacji orczyków, można zjechać do wsi po tych trasach a można i bokiem po polach http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3211&c=5 Później zmiana, czas żony. Gdy wraca jest zachwycona trasami pod krzesełkami Figollift. Ruszam tam natychmiast na piękne popołudnie. Krzesełka wloką sie niemiłosiernie ale pokonują sporą deniwelacje- prawie 800 m. No to w dół: na początek o dziwo bardzo dużo kamyków porozsiewanych na trasie, później na pierwszym rozjeździe znowu, cięzko to mijać, cóż wmawiam sobie, że to patyki czy inny badziew. Kamyki też spotykałem wcześniej na zakrętach niebieskiej trasy robionej z dziećmi. Ale za to trasy z krzeseł na dół przecudnej urody, stromo, równo, twardo, szybko i pusto. Biorąc pod uwagę, że to koniec dnia jazdy i do tego niedziela (więcej ludzi)były one idealne. No gdyby jeszcze nie te kamienie - w zasadzie cos takiego spotkało mnie w Alpach po raz pierwszy, co więcej nic z tym nie robiono, codziennie kamienie były w tych samych miejscach i nawet nie starano sie ich dośnieżyć. To naprawde było kiepskie:mad: No i krzesełka bardzo wolnę, jedną rundkę góra-dół plus zjazd robi się koło 25 minut niestety. Dzień drugi - biorę dzieciaki i ruszamy na stronę Matraii, kolejka jedzie prawie 2o min. Na górze okazuje sie, że zjazd jest wyłącznie stromą, czarną trasą http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3208&c=5 Z 6 letnim dzieckiem odpuszczam i musimy podejść ze 150 metrów nieco w góre do krzesełka- tam zaczynają sie trasy niebieska i czerwona http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3201&c=5 Trasa niebieska trawersuje samą górę ośrodka do górnych stacji gondoli z Matraii i krzesła Goldried. Jak się okazało jest to jesyna sensowna niebieska trasa w tym ośrodku ale nie ma komunikacji wyciągiem i nie da sie jej jeździc bez łączenia z trudniejszymi szlakami. W dół zjeżdżamy niebieską 2a - trasa wynalazek, wąska przecinka przez las schodząca serpentyną w dół przecinając wielokrotnie wszystkie trasy czarne i czerwone często w bardzo stromych miejscach wąskimi tarasikami. Rozwiązanie idiotyczne i wyjątkowo niebezpieczne, ta trasa jest całkowicie zbędna i psuje mi odbiór tego ośrodka. Szybko z niej rezygnujemy i przestawiamy sie na czerwone a te sa w tym osrodku z gatunku tych trudnych. Do tego poruszanie sie po trasach utrudniała mapka - zrobił ją chyba ktoś, kto tu nigdy nie był, trudno tu mówić o błędach bo to jedna wielka pomyłka jest. Popołudniami jeżdżę przeważnie sami tu kilka wniosków. Po wjeżdzie gondolą na przełęcz można jeździc na dwie strony, do Kals schodzi fajna czarna trasa z pięknym trawersem po grzbiecie: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3212&c=5 http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3205&c=5 Jest też piękna czetrwona trasa, dosyć trudna i stoma - sporo ludzi nią zjeżdza bo to niby najłatwiejszy zjazd na tę stronę - efekt- trup się ściele gęsto co nie ułatwia jazdy tą godna trasą. Te dwie trasy przez większośc dnia mają słabe określenie. Na stonę Matrai zaś góra to superszybkie krzesełko Cimarose obsługujace niezłe trasy czarne i czerwone. Nie podobało mi sie to, że te trasysie tu krzyżują i przeplatają. To zreszta specyfika i przypadłość tego ośrodka od strony Matraii, masa rozjazdów, krzyżówek itp. Mi to niespecjalnie odpowiadało ale dało możliwość wyrysowania wielu tras i wykazania sie statystyką wielokilometrową. Ten osrodek nie jest wcale tak duży jak to przedstawia i za pomocą trików czy dorobienia wielokilometrowych zjazdówek w typie przecinak robi się 110 km. To tak jakby z przykrótkiej jesionki ktoś chciał zrobić elegancki płaszcz. Wracając do tras to na górze podobała mi sie czarna 9tka: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3202&c=5 szkoda, że wpada na skrzyżowanie kilku tras: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3203&c=5 i dalej wszystko schodzi lejkowatą stromą trasa do krzesełka Cimarose - niefajne i niebezpieczne miejsce. Za to wielki plus to sprawnośc krzesełka - w 6-7 min robi się zjazd -wyjazd:) Niżej najbardziej podobała mi sie trasa czarno - czerwona koło krzesełka Happeck (niby to 2 trasy ale ja tam widziałem jedną), krzesełko niestety nie za szybie. No i mina - to krzesełko zamykają o 15.30 i jeśli ktoś tu zjedzie po tym czasie to niestety musi zjechac do Matraii, łapać skibusa i próbować jeszcze załapać sie na gondole. Jeśli ten ktoś mieszka w Kals to ma przerąbane - szansa, że zdązy wrócić jest marna. Taka niemiła przygoda zdarzyła się Polakowi mieszkającemu w tym samym domu co my. Drugie szybsze 6 - osobowe obsługuje 3 trasy czerwone, które można jeżdzić na wiele sposobów i wariantów. Wszystkie tutejsze czerwone są trudne i mają sporo wymagających miejsc. Sam zjazd do Matraii jest też niezbyt ciekawy ale o tym już tu pisano. To też wada tego miejsca. Natomiast wielka zaleta to widoki i fantastyczna wysokogorska sceneria, od strony Kals pięknie widać Grosglocknera http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3206&c=5 widoś go też z boku od strony stoków schodzących do Matrai: http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3207&c=5 Pozostałe dni przebiegały w pogobnym rytmie, pogoda niezmiennie dobra, dużo słońca i lekki mróz, przygotowanie tras bardzo dobre (poza wspomnianymi kamykami co kosztowało mnie 18 E - serwis), rano twardo i równiutko ale po południu sporo lodu na stromszych kawałkach i bezpośrednio przed nimi:D Jako, że straszliwie sie rozpisałem to czas na skrócone wnioski: Ekstaza: - kameralność, spokój i naturalność Kals, bliskość wyciągów, fajne orczyki do jazdy z dziećmi - dużo stromych, szybkich i trudnych tras - interesująco - piękne widoki, wysokogórskie klimaty - kilka szybkich i sprawnych wyciagów - mało ludzi zwłaszcza od strony Kals - dobre ceny Udręka: - kamyczki na trasach - beznadziejna mapka i nienajlepsze oznakowanie tras -powolne krzesełka przy najlepszych trasach -za dużo krzyżówek na trasach, -brak sensownych niebieskich tras do jazdy -rano wszystkie trasy w cieniu
    7 punktów
  3. otwarcie sezonu? Witajcie ale się za wami stęskniłem Tak sie życie poukładało że ten sezon rozpocząłem w tą sobotę - aż wstyd sie przyznać ale tak czasem bywa. Wchodzę na forum a tu tyle fajnych wątków mnie ominęło czasem ostrych czasem śmiesznych ale za to jakich swojskich chociaż jak zawsze twierdze stanowczo za mało tu fun-u Czy naprawdę nie ma na forum fun-ujących (na stoku spotkałem w tą sobotę co najmniej 2) Dla równowagi w przyrodzie wrzucę coś od siebie co prawda nie miałem kamerki ale dzięki uprzejmoości mojej małżonki są fajne ujęcia foto i żeby pokazać jak czasem jest wesoło i aby zachęcić tych którzy obawiają się może krytyki wstawiam moje "the best" z tej soboty Nazwałem ten kolaż "poczuć śnieg w zębach - bezcenne" :
    7 punktów
  4. Wisła - Trzy dni, Trzy krzesła. ...tak więc po długim dla mnie weekendzie, mogę spokojnie siąść i opisać Wam tegoroczne wrażenia z Wisły. Wyprawa: trzech facetów - na trzy krzesła, do Wisły. Pobudka w piątek o 5 i o 6 wyjazd w stronę Celu. Godzina 11 - zameldowanie w kwaterze nieopodal Nowej Osady: http://www.markus.urlop.info.pl/ - kwaterę polecam. Bardzo miła Starsza Pani, noclegi tanie bo jedynie 45 zł, elastyczne godziny przyjazdu, wyjazdu. Czysto, pachnąco i wygodnie. O godzinie 11.30 posiadamy już we trzech karnety 4 godzinne na Nowej Osadzie (cena 60 zł jeśli dobrze pamiętam). To mój debiut na tym stoku...postanowiłem po licznych postach na forum przetestować na własnych deskach jazdę tu właśnie. Plan mój ułożony był: od stoku najłatwiejszego, do najtrudniejszego. Warunki: - praktycznie bez kolejek, - warunki śnieżne - ok, - trasa dobrze przygotowana, - muldy pojawiły się tylko w dolnej części ok godziny 13-14, Wrażenia jak najbardziej pozytywne. W górnej części szeroko, potem przy lesie troszeczkę węziej. Dół jest również szeroki, jest również nieco stromiej. Delikatna wada - brak miejsca na wyhamowanie prędkości przed bramkami...przy większej ilości narciarzy na stoku - to pewnie delikatna wada. Cztery godzinki mija nam na rozgrzewce i wczucie się w klimat wiślany. Pogoda raczej słoneczna z drobnymi opadami śniegu wprowadza nas w doskonały humor. Temperatura ok -1, -2 powoduje, że nawierzchnia po jakiej jeździmy jest niemalże idealna. Pakujemy sprzęt do auta i udajemy się na obiad. Restauracja Karmen znajduje się przy drodze na Ustroń - po lewej stronie (Wisła-Ustroń). Jedzonko - pychota - również polecam. Z pełnymi brzuchami postanawiamy zapoznać się z warunkami na Soszowie. Jesteśmy tam ok godziny 18. Kupujemy karnety w opcji punktowej - 8 zjazdów. Cena 40 zł. Trasa czerwona (o tej porze to normalne na tej górce - w zeszłym sezonie tego doświadczyłem) pełna muld i oblodzeń. Dolny fragment, gdzie się hamuje - lodowisko. Jak ja kocham wyhamowywania z Soszowskiego "czerwieńca"... Trasa czarna mimo późnej pory oraz braku oświetlenia w stanie dużo lepszym. Niebieska - twarda, zmrożona i szybka. Po zaliczeniu spektakularnej gleby (tylko z wyglądu na szczęście) - kupno kasku - to była bardzo dobra decyzja - moja pokora do jazdy wzrasta... ...przy pełnej prędkości, mulda, lód...prawa narta nie utrzymała krawędzi no i niestety...w chmurze śniegu jadę na plecach jakieś 20 metrów... Kupujemy na następny dzień karnety 7 godzinne i schodzimy na dolny parking w stronę samochodu... ...parking w tym ośrodku to koszmar jest dla mnie jakiś (kosztuje 5 zł). Sobota - pobudka o 6 rano. Śniadanko jemy nieśpiesznie - na stoku jesteśmy 8.15. Do 9 czynne jedynie krzesło. Na trasach sztruksik, ludzi do 10 niewiele. W te niecałe 2 godziny pokonujemy czerwoną jakieś 6 razy, 6 razy pokonujemy również czarną z domieszką niebieskiej. Liczba narciarzy zdecydowanie rośnie z minuty na minutę... Ponieważ otwarty zostaje wyciąg h1 - w czasie 10-13 jeździmy głównie ze szczytu, szeroką niebieską 3. Tutaj naprawdę można sobie fajnie pobrykać - co zresztą robimy. Ok godziny 12 tłum przybiera nieciekawą postać - kolejki do krzesła aż po same kasy biletowe... Postanawiamy coś zjeść. Koledzy wybierają knajpkę przy dolnej stacji krzesła. Ja wolę kiełbaskę z grilla przy górnej części wyciągu. Po pół godzinie okazuje się, że mój wybór był bardziej udany - karkówka na dole - to ponoć podeszwa za niemałe pieniądze...w dodatku toaleta kosztuje kolegów 1 zł. Moja kiełbaska jest wyśmienita i w miarę tania (13 zł za duże pęto). Wrażenia z "górnego" baru - Pan przy grillu bardzo miły, Pani od herbaty ze środka - po tym jak ją poprosiłem o herbatę w dużym kubku po piwie zamiast w małym styropianowym...kazała mi zapłacić jak za 2 herbaty - 8 zł Spytałem ją, czy to za tą dodatkową wodę te dodatkowe 4 zł? Stwierdziła, że tak duża herbata - to herbata podwójna... ...pozostawię to bez komentarza. Zjeździliśmy wszystkie możliwe trasy w te 7 godzin. Podsumowując: - biorąc pod uwagę, że jazda była sobotnia - to nie było źle, kolejki w godzinach szczytowych stwarzały niedogodności w postaci 5 minutowego oczekiwania na swój wjazd na górę, - stoki przygotowane rano doskonale...potem niestety na skutek dużej eksploatacji - pojawiły się muldy i lód, - duża ilość "niedzielnych" narciarzy zdecydowanie pogorszyła bezpieczeństwo (czy naprawdę by się zatrzymać na pogawędkę z kumplem trzeba wybierać środek czerwonej trasy?), - drogo, Stacja powinna się nazywać "Dusigrosz" a nie Soszów... - wrażenia narciarskie i poziom wyjeżdżenia bardzo ok Niestety na Soszów zapominamy wziąć aparatu... Ok godziny 16.30 ponownie obiad w Karmen...i szybko na mecz Ręcznych... Niestety przegrana... Usypiamy zmęczeni ok 20, by ponownie na drugi dzień wstać o 6 rano. Koniec wiślanego nartowania to Stożek - mój ulubiony stok. Jesteśmy tam jako jedni z pierwszych. Karnecik dopołudniowy kosztuje nas 45 zł (godziny 8-13). Do godziny 10.30 puściutko. 0 kolejek. Od połowy wjazdu krzesełkiem - mgła. Stok wyratrakowany porządnie, chodź śniegu porządnie nie napadało, a nawet porządnie nie naśnieżono... Trasa czerwona - ok. Trasa niebieska - zlodzona, przetarta w niektórych miejscach do ziemi. Trasa czarna z wystającymi czarnymi miejscami, gałęziami, trawą. Podsumowując - warunki dostateczne. W ciągu 2 godzin pokonuję po 5 razy czerwoną i czarną. Nogi są zadowolone:) Ok 10-11 zaczęto ustawiać tyczki pod zawody, no i zrobiło się troszkę tłoczniej na stoku (czas oczekiwanie na swoje krzesełko ok 2 minut). Ostatnie 2 godziny pobytu w Wiśle to zdjęcia i filmiki... No i te ostatnie strasznie mnie rozczarowały (czytając forum, oglądając innych jak sobie radzą z deskami - a potem oglądając siebie - zresztą po raz pierwszy "z boku" - stwierdziłem, że skala mojej jazdy w porównaniu do innych forumowiczów jest znacznie niższa - moja 5 chyba spadnie na 3...jutro, po jutrze poddam się ocenie wklejając te filmiki - oczywiście liczę na dobre rady). Podsumowując Stożek w jednym zdaniu - mimo, że ze śniegiem kiepsko - było świetnie. Uwielbiam tą Górkę z klimatem...i zawsze zostawiam sobie ją na deser... Jesteśmy w domu ok godziny 19...zasypiam o 21 pozytywnie zmęczony tym długim weekendem. ...budzę się dzisiaj i...i czuję niedosyt. No i znowu się rozpisałem - wybaczcie. marboru
    6 punktów
  5. Dla zainteresowanych kilka moich prywatnych fotek z SG w Cortinie. Amatorszczyzna jest to więc z jakością jest różnie ale kilka znajomych twarzy da się rozpoznać ;-) Cortina d'Ampezzo WC SuperG
    5 punktów
  6. Poniedziałek 25.01.2010 Dziś pierwszy dzień po tłocznym imprezowym weekendzie. Liczyliśmy na to że stoki będą puste i rzeczywiście tak było, większość kibiców przyjechała tu tylko na weekend z tym że mimo tłoku w mieście nie było widać tłumu na stokach. Natomiast po zakończeniu zawodów cały ten tłum zniknął z miasta a na stokach też było pusto. Pojechaliśmy samochodem do Kirchbergu, pogoda nie była super słoneczna ale idealna na narty. Przejechaliśmy się do samego Kitzbühel żeby zaliczyć trasę slalomową i drugi raz zaliczyć Streifa. Niestety Streif był zamknięty i z tego co mówiła obsługa to miał być otwarty dopiero w piątek bo przygotowują go do użytku. Trasa slalomowa była generalnie też w rozbiórce, ale pozwolono nam zrobić sobie zdjęcie w bramce startowej i zjechać na dół. Trasa była totalnie zlodzona a krawędzie nart zwykłego śmiertelnika po prostu nie trzymały się tego lodu. Na krechę bałam się zjechać bo potem bym nie wyhamowała przed bizonem który właśnie ruszał na trasę, więc kalecząc ten sport i technikę zsunęłam się jakoś na dół. Tego dnia zwiedziliśmy wszystkie trasy leżące pomiędzy Kiztbuhel a Kirchbergiem oprócz trasy56 lecącej do Aschau z której potem nie ma jak sie przedostać z powrotem. Wyciągi C2, D2, D4 i D8 nie mają bramek na skipassy więc ekg wychodzi trochę zakłamane. Wtorek 26.01.2010 Od rana sypał śnieg a w powietrzu mleko. Widoczność była fatalna ale o tym dopiero się przekonaliśmy już na nartach. Postanowiliśmy dzisiaj zwiedzić stoki położone pomiędzy miejscowościami Jochberg a Pass Thurn. Samochodem podjechaliśmy do Jochebrgu, tam bez problemu znaleźliśmy miejsce na parkingu i ruszyliśmy na górę. Wiedziałam już że czeka mnie wjazd reliktowym krzesłem a potem kotwicą więc nawet nie zapinałam butów. Z wyciągów roztaczał się piękny, jednorodny widok – mleko. Wjechaliśmy z gęstą warstwę chmur. Nie było nic widać poza czubkami nart które podczas jazdy znikały pod warstwą świeżej warstwy puchu. Pomijam już fakt że był wiatr a płatki śniegu wygładzały odmrożoną twarz jak peeling. Jak już dotarliśmy na górę to zaczęliśmy wycieczkę do Pass Thurn. Większość wyciągów, którymi jechaliśmy nie miała bramek więc cały monitoring siada. Wyciągi F2, F6, F7, F8, F9, G5 i G4 nie miały bramek. Bramkę dopiero złapaliśmy w Pass Thurn na wyciągu G1. Generalnie tego dnia nasz narciarski dzień to była walka z żywiołem. Nie dość że przez mleko i śnieg nie było widać gdzie prowadzi trasa (bo trasy w tamtej okolicy nie były położone w lesie) to jeszcze nie widziałam podłoża i ukształtowania terenu. Bieg na orientację polegał na szukaniu słupków i tabliczek wyznaczających trasę i jeżdżeniu od słupka do słupka. Ludzi tego dnia na stokach było bardzo mało (albo przez mleko nie było ich widać). Wracając z Pass Thurn spotkaliśmy parę z Czech, która także próbowała się przedostać z powrotem do Jochbergu. Postanowiliśmy połączyć siły i jechać we czwórkę – w końcu co cztery pary oczu to nie dwie Szybko się okazało, że wszyscy czworo nie zauważyliśmy jednego drogowskazu i wróciliśmy do wyciągu którym już jechaliśmy. Jazda we czwórkę wyglądała tak, że jechaliśmy jedno za drugim w odległości ok 2-3 metrów żeby się nie zgubić. Na szczęście cało i zdrowo dotarliśmy do Jochbergu, po drodze zatrzymując się ok 15:45 na zasłużony obiad. Wcześniej nie chcieliśmy stawać na jedzenie bo baliśmy się, że nie wyrobimy się z powrotem. Dzień nie był do końca stracony, bo nie widząc podłoża (a właściwie nie widząc nic poza mlekiem) musiałam jechać polegając tylko na czuciu nart, coś jak jazda na nartach z zamkniętymi oczami. Polecam:) Wieczorkiem poszliśmy do Aquareny (basen w Kitzbühel). Mając skipass przy sobie wejście na basen bez limitu czasowego (czynny od 10 do 21) kosztuje 5,5 €. W budynku znajduje się basen z ciepłą wodą do pasa gdzie odbywa się aerobik, są bicze wodne i wydzielone oczko dla bobasów, basen pływacki z nieco chłodniejszą wodą i dwie zjeżdżalnie. Sauna i solarium jest za dodatkową opłatą. Spędziliśmy tam 40 minut z czego większość czasu na biczach i na zjeżdżalni I teraz ciekawostka: w przebieralni męskiej suszarki są do wolnego użytku natomiast w przebieralni damskiej wrzuca się 20 €centów co powiedzmy że starcza na podsuszenie włosów mojej długości (ale do końca suche nie są). Ręcznik, klapki i mydełko trzeba mieć swoje. Wróciliśmy do domku akurat na drugi przejazd slalomu w Schladming Środa 27.01.2010 Ostatni dzień nartowania. Za oknem chmury ale bez opadu śniegu więc postanowiliśmy pojechać do Jochbergu, zwiedzić trasy, które znamy z czucia a nie z widzenia. W połowie drogi kotwicą przywitało nas piękne ostre słońce a poniżej w dolinie zalegały gęste chmury. Bajkowy widok! Jadąc trasami śmiałam się sama do siebie z zaskoczeniem że tak te trasy wyglądają jak cokolwiek widać. Trasy były dobrze przygotowane, gładko i twardo. Ludzi było znacznie więcej, przed wyciągami stało się max 10 min w kolejce ale tłoku na trasach nie było. Generalnie ośrodek jest fajny, trasy przyjemne jednak przez te orczyki i stare wyciągi krzesełkowe które na takim wygwizdowiu jak Zweitausender (2004 m i wiatr w twarz) nie mają opuszczanej szyby niestety nie zachęcają. Jakbym miała wrócić do Kitzbühel to jeździłabym w Kirchbergu-Kitzbühel. Na koniec dnia przeszliśmy się jeszcze na kolację do centrum Kitzbühel. Zjadłam rosół z okiem bałwanka czyli speckknoedel soup i kaise spatzle czyli spatzle serowe których zapach rozkładał na łopatki skarpetki narciarskie po całym dniu jeżdżenia Po powrocie do domku spakowaliśmy to co się dało a reszta suszyła się przez noc. Czwartek 28.01.2010 Wyjazd do Wwy. Byliśmy już spakowani poprzedniego dnia, jedyne co to dopakowaliśmy rzeczy narciarskie i ok godziny 11 wyjechaliśmy. Sypał śnieg przez prawie całą drogę ale jechało się dobrze, bez większych problemów. Około 19 zrobiliśmy postój na spotkanie w Rogatej i jedzonko, które planowo miało trwać godzinę ale się nieco przedłużyło nawet nie wiem kiedy i odprowadzeni przez Wojtusia i RobertaJanusa ruszyliśmy do Wwy. Tu droga nie była już taka wesoła, parę naczep stojących na środku drogi bez ciągnika i jakieś samochody wiszące na bandach śniegu, zamieć śnieżna i lodowisko ale na 1:30 byliśmy w Wwie, cali zdrowi i z depresją że wyjazd na narty się zakończył.
    5 punktów
  7. Ischgl 23.01 - 30.01To teraz ja dorzucę jeszcze swoją relację.Termin wyjazdu: 23.01 - 30.01Trasa: Tychy - Znojmo - Ischgl - Znojmo - Tychy (z jazdami lokal. 2000km)KosztyPaliwo i winiety: 800zl (diesel w AT = ok. 1,02 EUR)Mieszkanie dla 4 os - 560 EURSkipass - 199 EUR na głowęDo tego dochodzą wydatki na jedzenie i picie na stoku - ale tutaj już wedle fanatazji, moim zdaniem ceny akceptowalne (kielbasa 6 eur, piwo 3,50, spagetti 8 eur etc.)Pogoda - na 6 dni jeżdżenia w zasadzie tylko 1 był słabszy - wykorzystany na zakupy w Samnaun. W pozostałe dni słonecznie, często z churkami, ale kontrast na stoku był zachowany, więc dało się jeździć.OśrodekCiekawe trasy - zwłaszcza po stronie austriackiej - ośrodek raczej dla dobrze jeżdżących. Bardzo dobrze rozbudowana infrastruktura. Robi wrażenie, aczkolwiek przyznam, że po wielokrotnym pobycie w dolinie Zillertal, w zasadzie ciężko mnie czymś zaskoczyć. Ludzi na stoku akceptowalnie (pewno dlatego, że to jeszcze styczeń). Na dolnej stacji gondoli byliśmy codziennie pomiędzy 8.30 - 9.00 i w zasadzie codziennie było płynnie. Trasy przygotowane wzorowo. Moje ulubione trasy to 20 i 21 (czarne) a z czerwonych 10, 12, 24 i 65.Zdecydowanie polecam zjazd do Samnaun trasa 80 (bardzo urokliwa, aczkolwiek ostatni kawałek bardzo płaski co może być problematyczne dla parapeciarzy). Dobre ceny na alkohol (Finlandia 1l = 11 CHF), perfumy. Sprzęt sportowy bez rewelacji aczkolwiek spory wybór. DO dwupoziomowej gondoli możemy się dostać skibussem, ktory obsługuje poszczególne sklepy w których robimy zakupy.Jedynym minusem wyjazdu była uszkodzona turbina w TDI i przez to powrót trwał ponad 13 godzin (80-90km/h na autostradzie).A tutaj wrzucam parę fotek.
    4 punkty
  8. Witam, Dziś kilka zdjęć z Monte Bondone: http://www.skionline.pl/galerie/?co=&g_rodzaj=&g_co=galeria&g_id=618&g_numer_zdj=1 i kilka z San Martino di Castrozza; http://www.skionline.pl/galerie/?co=&g_rodzaj=&g_co=galeria&g_id=619&g_numer_zdj=1 Narciarsko dzień udany. Wiecie pogoda jak to przy moich wyjazdach ! Zepsuła się i spadł śnieg ... w nocy , a już w dzień ... zresztą zobaczcie sami. Temperatura była iście zimowa - 12C, ale włoskie słońce umilało chwile na wyciągach. Co do internetu, to we Włoszech wygląda to trochę inaczej niż w Austrii. Po pierwsze tu kupując kartę sim trzeba się wylegitymować. Aktywacja karty trwa ok 24 godziny. Kolejna niespodzianka to fakt, że nie można kupić dostępu na ilość ściągniętych danych, tylko na czas! Ja zakupiłem kartę, która wygasa po roku jeżeli się w między czasie nie zostanie doładowana. Za 30 Euro "dostałem" startera z wliczonymi 25 Euro na rozmowy. Z tym, że za każde 10 Euro mam 30 godzin dostępu do internetu i nie więcej niż 500 MB dziennie. Takie tu maja oferty. W przyszłości mogę doładować kartę na za kwotę 10 Euro, za co dostanę 30 godzin dostępu.
    4 punkty
  9. Sobota 23.01.2010 Wielkie święto w Kitzbühel – zjazd mężczyzn. Nasz gospodarz doradził nam żebyśmy pojechali do Jochbergu, bo w Kitzbühel i w Kirchbergu będzie taki tłok, że na bank nie zaparkujemy. Rzeczywiście w Jochbergu nie było większych problemów z zaparkowaniem. Pod wyciągiem były 2 spore parkingi (free). Niestety dojazd na nartach do Kitzbühel zajął nam prawie 2 h. Najpierw jechało się reliktowym krzesłem 2 osobowym Girak, a potem dłuuuugim orczykiem 2 osobowym (kotwica). Jestem zaskoczona, że w takim ośrodku jest tak długi orczyk...na którym zaczęły mi drętwieć nogi. Mam nadzieję że mają w planach usunięcie tego wyciągu i postawienie nowoczesnego krzesła. Po tych przeprawach przywitała nas piękna, nowoczesna gondola 3S ( ) łącząca Jochberg z Kitzbühel, na 30 osób i z tego co widziałam to te 30 osób miało miejsca siedzące. Piękne widoki, wręcz zachwycające. Gondolka jest śmiesznie pociągnięta, bo lina od niej po prostu jest zawieszona na 2 wysięgnikach a po środku, w dolinie nie ma już wspornika tylko tak po prostu sobie zwisa pomiędzy tymi wysięgnikami. Aż sie nie chciało wysiadać. Jak już się dostaliśmy do Kitzbühel i zostały sprawdzone nasze wejściówki, zajęliśmy sobie miejsce przy samych siatkach zabezpieczających. Mieliśmy widok na długi skok pomiędzy skałami i 2 zakręty. Zjazd na żywo robi ogromne wrażenie, w TV mimo, że zdajemy sobie sprawę z tego jakie prędkości oni osiągają na trasach to stojąc kilka metrów od przejeżdżającego zawodnika widzi się tą prędkość z nieco innej perspektywy. A potem jeszcze jak się przejedzie tą trasą po tym lodzie gdzie krawędzie zwykłych nart po prostu puszczają dochodzi się do wniosku ,że bezpiecznej jest jechać na krechę niż sie bawić w jakiekolwiek skręty... Generalnie wrażenia niezapomniane. Powrót do Jochbergu po zawodach graniczył z cudem. Wiedzieliśmy że ostatni przejazd gondolą 3S jest o 15:45 a kolejka do Hahnenkamm bahn była tak ogromna że staliśmy pół godziny zanim się dostaliśmy do niej. Na dalszych wyciągach i trasach było generalnie pusto i już około godziny 16 zajechaliśmy do przystokowej knajpki żeby zjeść pampucha z makiem i masłem (Germknödel mit mohn und butter) i popić go Almdudlerem (czyli Alpejską CocaColą). Wieczorkiem była dekoracja zwycięzców i losowanie numerów startowych do slalomu. To dopiero była impreza – mnóstwo ludzi na ostatnim skoku na trasie, wszyscy zgromadzeni wokół Zielhaus (budynek przy mecie, z przeszkloną sceną na której odbywało się wręczenie nagród i numerów startowych). Po losowaniu numerów odbył się 10 minutowy pokaz sztucznych ogni, zapierający dech. Na stoku ustawiona była ze świec wielka liczba 70, bo to przecież 70 Hahnenkamm Renne. Ciekawostką jest to, że nikt z miejscowych już jak dzwoniłam zarezerwować nocleg nie mówił na to Puchar Świata w Kitzbühel , czy Puchar Świata na Streifie tylko Hahnenkamm Renne. Zapytałam naszego gospodarza (który jest byłym zawodnikiem o dźwięcznym imieniu Hermann) skąd ta nazwa i powiedział mi, że Hahnenkamm to nazwa góry pochodząca od jej kształtu - jak się jedzie od Kirchbergu do Kitzbühel to kształt tej góry przypomina grzebień koguta i Hahnenkamm to właśnie po niemiecku grzebień koguta. W knajpie na stoku oznaczonej na mapie nr 16 (Ehrenbachgraben) na ścianach wiszą wszystkie plakaty od 1994 roku i tematem wspólnym każdego plakatu jest właśnie grzebień koguta. Oczywiście co roku jest organizowany konkurs na plakat i ten plakat który wygra staje się plakatem Hahnenkamm Renne. Dygresja: drugą ciekawostką którą się dowiedziałam jest tajemnicze i wszechobecne w Alpach słowo Alm np. Bürger Alm, Streif Alm, Almdudler, Panorama Alm, Maria Alm, przykładów może wymieniać i wymieniać. Alm to nic innego jak u nas hala, czyli trawiasta łąka w górach na której wypasa się owieczki, kozy itp. Podczas całej imprezy staliśmy na tyłach budynku Zielhaus i łapaliśmy wychodzących zawodników celem zdobycia autografów i zrobienia sobie pamiątkowych fotek z nimi Przesympatyczny był Julien Lizeroux, który ochroniarzom powiedział żeby go nie eskortowali, bo chce chwilę poświecić fanom. Do Benniego Raicha ciężko było się dostać i raczej sprawiał wrażenie przerażonego tym tłumem. Mario Scheiber także był sympatyczny i nawet odpowiadał pełnymi zdaniami jak ktoś go o coś zapytał Nie było problemu z powtórzeniem zdjęcia jeśli jakieś sie nie udało i chętnie potem te zdjęcia oglądał Marcel Hirscher – z zachowania coś w stylu Carlo Janki. Po imprezie wraz z tłumem poszliśmy do centrum Kitzbühel. My chcieliśmy po prostu zjeść coś na kolację a reszta...chyba chciała świętować. Takiego tłumu dawno nie widziałam, w którą uliczkę się nie weszło to tłum a budki z jedzeniem i piwem ustawione na ulicach po prostu znikały w tłumie. Muzyka na cały regulator, młodzież upita, wszystkie knajpy pozamykały drzwi na klucz chyba ze strachu przed tym tłumem. Wszystko było zajęte i mięliśmy 2 opcje – albo McDonalds albo jedzenie kiełbasek z ulicy. Ponieważ ja za kiełbaskami nie przepadam to poszliśmy do Maka a tam – pusto. Przemyśleli sprawę i pochowali wszystkie stoliki, krzesła i wydawali jedzenie tylko na wynos. Tym sposobem nie było kolejek Ciekawostką był zestaw Hahnenkamm Menu z piwem Stiegl My wzięliśmy sobie ciastka czekoladowe i zmyliśmy się do domu. Niedziela 24.01.2010 Dzień slalomu. Ponieważ pierwszy przejazd zaczynał się o 10:30 a drugi o 13:15 wiec stwierdziliśmy że idąc na oba przejazdy w ogóle nie pojeździmy na nartach. Zapadła decyzja że jedziemy do Kirchbergu i stamtąd dostaniemy się do Kitzbühel, pojeździmy sobie po tamtejszych trasach i pójdziemy na 2 przejazd slalomu. Trasy w Kitzbühel były pięknie przygotowane mimo małej ilości śniegu. Były twarde, gładkie i albo szerokie, albo nartostrady. Trasa 38 o dźwięcznej nazwie Direttissima jest ponoć trasą o największym nachyleniu w Alpach do 70%. Trasa była dobrze przygotowana, twarda, gdzieniegdzie co prawda brakowało śniegu ale była przyjemna. Oczekiwałam nieco większych wrażeń z tej trasy bo czytałam o niej w necie a szczerze powiedziawszy wrażenia na mnie nie zrobiła. Jedna z wielu tras i tyle. Generalnie czarne trasy w Val Gardenie czy Val di Sole były trudniejsze niż te w Kitzbühel oznaczone tym samym kolorem. Jak dla mnie to większość z nich powinna być czerwona. Na 12:40 byliśmy już przy trasie slalomu, staliśmy dokładnie na przeciw pierwszej kamery przy bramce startowej. Baner skionline zawiesiliśmy na nartach tak żeby było widać nad czerwonymi siatkami zabezpieczającymi. Niestety kamera tak szybko migała przy nas ze nie było nas widać. Bawiliśmy się świetnie, dźwięk zbijanych tyczek na żywo brzmi cudnie Jeszcze przed 2 przejazdem na niebie pojawiły się 2 szybowce, które schodziły do dołu zostawiając na niebie kolorowe okręgi. Od razu po przejeździe Didier Cucha, nauczeni na błędach dnia poprzedniego, zmyliśmy się do Hahnenkamm bahn żeby wyrobić się na powrót do Kirchbergu. Na trasie już ok godziny 16 zjedliśmy obiad (wiedzieliśmy że na jedzenie w mieście nie ma co dzisiaj liczyć) i zjechaliśmy na parking. W drodze powrotnej minęliśmy ogromny korek – koniec imprezy weekendowej i kibice wyjeżdżali z Kitzbühel.
    4 punkty
  10. Pamiętnik z Kitzbühel (21 - 28. 2010) Środa 20.01.2010 Ruszyliśmy z Wwy ok 16:00, droga do B-B była całkiem niezła, niezbyt zatłoczona natomiast ilość radarów zwaliła mnie z nóg... mimo że droga prosta i pusta to nie dało się jechać równo tylko co chwila halt. Zajechaliśmy do B-B na małe spotkanko w Rogatej:) Dziękuję przy okazji Wszystkim którzy tak licznie przybyli Z B-B ruszyliśmy ok 23:30, po drodze zatrzymaliśmy się 2 razy na odpoczynek i zajechaliśmy do Kitzbühel we czwartek na godzinę 10 rano. Czwartek 21.01.2010 Ponieważ pokój nie był jeszcze gotowy, a już trwał trening do zjazdu więc postanowiliśmy się przejść i zobaczyć tą imprezę. Przyszliśmy na metę i właściwie na „dzień dobry” spotkaliśmy po kolei wszystkich czołowych zjazdowców Pucharu Świata. Ponieważ na mecie czekała dosłownie garstka kibiców zrobiliśmy sobie z nimi fotki, wzięliśmy autografy. Większość zawodników nie miała nic przeciwko, natomiast Didier Cuche wyciął w długą tak że trzeba było Go gonić, uciekał i śmiał się, dowcipniś jeden, ale w końcu uległ memu urokowi...nie miał za bardzo wyjścia Carlo Janka...cóż na zdjęciu miał minę jakby był tam za karę, ale taką samą minę miał na rozdaniu numerów startowych, podczas gdy reszta zawodników z uśmiechem pozdrawiała kibiców i taką samą minę ma jak wygra zawody... więc rozumiem że uśmiechu nie ćwiczył przed lustrem. Przesympatyczny był Werner Heel, który w TV wygląda na rudego brzydala z Tyrolu a w rzeczywistości ma piękny uśmiech, równiutkie zęby i jest dość przystojny jak na brzydala Svindal bidulek chyba nie wiedział jak ma kibiców przepędzić i jak się wydostać, bo jak każdy zaczął sobie z nim fotki robić to chłopak przepadł i puścili go dobre 20 minut później (dla porównania reszta zawodników po 3 – 5 minutach uciekała). Podeszliśmy jeszcze w drodze powrotnej do gondolki żeby wyrobić sobie skipassy i do centrum kupić wejściówki na zawody. Po tak emocjonującym początku pobytu w Kitzbühel wróciliśmy do naszego pokoiku rozpakować się, troszkę zdrzemnąć (w końcu dobę nie spaliśmy) i wieczorkiem pojechaliśmy się przejść po pięknym centrum Kitzbühel i zjeść kolację w przytulnej, niedrogiej restauracji z miłą obsługą, w której jak się później okazało jedliśmy prawie codziennie. Piątek 22.01.2010 Zawody (super G) zaczynały się o 11:30. Ponieważ centrum Kitzbühel i dojazd do Hahnenkamm były zamknięte a skibusy jeździły totalnie przeładowane to nasi gospodarze doradzili nam żeby pojechać do Kirchbergu i stamtąd dostać się na już nartach do Streifu. Rzeczywiście bez problemu dotarliśmy na zawody, zjechaliśmy wzdłuż trasy i wybraliśmy optymalne dla siebie miejsce na 2 zakrętach. Rozłożyliśmy baner skionline i właściwie od razu zaczął się wyścig. Wrażenia są nie do opisania, bo sama atmosfera zawodów robi swoje, a jeszcze obejrzenie tego na żywo w realnych prędkościach... niesamowite. Po przejechaniu pierwszej 30stki zjechaliśmy do mety i tam oglądaliśmy wyróżnienie Cucha, Walchhofera i Streitbergera. Potem poszliśmy na tyły trybun zobaczyć wychodzących zawodników. Spotkałam tam pana Roberta Brunnera (menagera do spraw PR austriackiego teamu) którego dobrze znamy z relacji zawodów PŚ jako podmieniacza nart austriackich zawodników Po zawodach pojechaliśmy na górę zjeść coś i potem właściwie już trzeba było zjeżdżać do Kirchbergu. Wieczorkiem pojechaliśmy do Centrum na dekorację zwycięzców i losowanie numerów startowych. Okazało się, że to tak samo huczna impreza jak same zawody Ze zjedzeniem czegoś obiadowego już był problem wieczorem. Wszystkie restauracje, których w Kitzbühel nie jest za wiele były wypełnione po brzegi albo zarezerwowane. Co prawda w Centrum rozstawili kilkadziesiąt budek z piwem, kiełbaskami i hamburgerami ale my chcieliśmy zjeść coś zdrowszego W końcu zjedliśmy średniej jakości kurczaka w miodzie i pomarańczach we włoskiej restauracji De Gusto, niby ą ę ale w gruncie rzeczy to McDonald byłby lepszy, szybszy i tańszy – czekaliśmy 30 min na danie...i zapłaciliśmy 50€ (podczas gdy obiad dla 2 osób w mieście i na stoku kosztuje ok 25€). Poza tym gość który nas obsługiwał zachowywał się dziwnie, ja byłam wściekła bo głodna a on nie umiał powiedzieć w skrócie po angielsku z czego jest to danie które chcieliśmy zamówić więc zamuczał jak krowa...aż ludzie ze stolików obok się dziwnie patrzyli.
    4 punkty
  11. Informacje ogólne: Wejściówki na zawody: Generalnie zasada jest taka, że trzeba je kupić, bo nie wpuszczają nie tylko na metę ale również przy trasie nie można stanąć, bo cała trasa jest zabezpieczona. Wejściówki można było kupić w Aquarenie, w centrum w Cash&Fun albo tuż przed zawodami u sprawdzaczy biletów. Cennik wygląda dość zabawnie bo normalne bilety kosztowały tak: SG – 17€ DH – 24€ SL – 19€ natomiast bilety VIP-Loge kosztowały tak: SG – 400€ DH – 1000€ SL – 500€ Restauracje: Restauracji w mieście jest generalnie niewiele, większość to hotelowe restauracje do których się nie pchaliśmy. Generalnie restauracje są prowadzone przez Włochów ale mają także tradycyjne dania Tyrolskie. Jeśli ktoś chce zjeść pampucha to tylko w jednej knajpie w mieście je mają, w samym centrum knajpa nazywa się Konditorei Cafe Bar (Vorderstadt 17). Ntomiast na stoku do której kanajpy nie poszliśmy to było wszystko bardzo smaczne, tyrolskie i w tych samych cenach (gulaschsuppe ok 4€, sznycel z frytkami i sałatką ok 10€, pampuch ok 4,50€). Parkingi: W Kitzbühel są 3 parkingi bezpłatne ale są one w centrum miasta i zbyt daleko od gondolki. Natomiast jest jeden duży płatny parking pod gondolką Hahnenkamm bahn wyciągającą na Streifa (trzeba tylko przejść przez tory kolejowe i jest się pod gondolką). W czasie zawodów nie można tam zaparkować bo centrum jest zamknięte i na parking pod gondolką na bank nas nie wpuszczą. Ponieważ ośrodek łączy w sobie 3 miejscowości, Kirchberg-Kitzbühel-Jochberg więc można spokojnie podjechać do Kirchbergu czy Jochbergu i tam są duże parkingi bezpłatne i stamtąd łatwo można dostać się do Kitzbühel już na nartach. Imprezy apresski: Bardzo dużo jest barów apersski, już pod samą metą Streifu zaczynają się bary i na starówce też jest ich dużo. Trafić do nich nietrudno – trzeba iść za dźwiękiem muzyki. Natomiast w weekend Pucharu Świata wszystkie ulice centrum zamieniają sie w jedną wielką imprezownię. Podsumowując: Na początku miałam obawy co do mojego noclegu, czy będą parkingi, czy będzie trzeba skibusem dojeżdżać na stok ale już po pierwszym dniu okazało się że to jest najlepsza opcja. Mieszkaliśmy jakieś 1,5 km od centrum, na obrzeżach Kitzbühel, na małym kameralnym cichym osiedlu domków z privat roomami. Z dojazdem do stoków, na imprezę czy do centrum na kolację nie było problemu a wieczorem na osiedlu była cisza i spokój, można było się wyspać, przejść wieczorem na spacer, co w centrum mogłoby być trudne, bo tak jak pisałam całe centrum zamieniało sie w imprezownię a na ulicach co kilkadziesiąt metrów rozstawione były wielkie kolumny z których wydobywała się ogłuszająca muzyka. Jak koś przez ten tekst przebrnął to gratuluję Niebawem postaram się umieścić fotki w galerii.
    3 punkty
  12. W nocy pogoda tez dawała się we znaki: Ale w dzień już było troszkę lepiej
    2 punkty
  13. Byłem dzisiaj pierwszy raz w tym ośrodku i według mnie zasługuje na opis, ponieważ plasuje się w górnej strefie stanów średnich (wg mojej skali oceny). Dojazd z Zakopanego trwa 35 minut, 3/4 płyty AC/DC Black Ice - to moja skala odległości na narty:), białą, piękną drogą przez Łysą i do Zdiaru. Dojazd na parking wąską drogą, ale kierowani jesteśmy przez obsługę, która ustawia samochody. Stanowisko niemal przy samej kasie i stacji krzesełka, chyba, że ktoś później przyjedzie, to będzie musiał podejść kawałek. Oczywiście parking jest bezpłatny. Karnet 10 E od 9tej do 12tej. 15 E całodniowy. Przelicznik przy płaceniu w PLN niekorzystny mimo, że na stronie w cenniku jest napisane 10E = 40 zł. Kolejek do kasy brak. Można płacić kartą. Obok restauracja, WC (czyste), szkoła narciarska z fanem dla dzieci (mały slalom ). Wyciąg ruszył dziesięć minut przed 9tą i wejście było możliwe (nie tak, jak u nas). Ten 3 osobowy wyciąg krzesełkowy jest tutaj od dawna. Jest dość wolny, bo i jego długość jest pokaźna (1526 m, 1350 os/h). Obok niego biegnie niebieska trasa Bachledka I o długości 1830 metrów, którą zjeżdżałem kilka razy i jesli nabierze się odpowiedniej prędkości od razu, to można się nieźle pobawić do samego dołu, mimo wypłaszczenia. Od górnej stacji tego wyciągu są dwa warianty - krótkie podejście na nartach i rozpoczynamy jazdę na jednej z dwóch czerwonych tras, lub (aby uniknąć podejścia na nartach) jedziemy kawałek przez lasek i wypadamy na trasę zwaną Majstrak. Te dwie trasy (Slalomiak i Majstrak) są czerwone, momentami Majstrak ma odcinki niebieskie) mają odpowiednio długości 950m i 1140m. Obsługiwane są przez wyciąg krzesełkowy 4 osobowy o długości 829 m i przepustowości 2200 os/h. Obie trasy mają 305 metrów przewyższenia, tak więc jazda na nich jest fajna. Alternatywnie dla krzesła wwozi na górę Tatrapoma o dł. 950m. Od trasy Majstrak jet odbicie przez las do trasy Efka 1 - 600 metrów slalomowej trasy obsługiwanej przez orczyk. Wszystkie trasy rano były przygotowane dobrze, jednak padający cały czas śnieg (przez noc i w trakcie dnia) spowodował, że zrobiło się kopnie. Mimo sporej ilości ludzi (niedziela) nigdzie do wyciągów nie ustawiały się kolejki. W tygodniu zatem musi być pusto. Moja ogólna ocena jest wysoka dla tego miejsca - parę wariantów jazdy, dwa krzesła, kilka orczyków, więc, jak na warunki tatrzańsko - podhalańskie kolejna dobra miejscówka na nartowanie. Jeszcze muszę dodać informację o dobrym systemie czytników skipasów - wystarczy zbliżyć się do bramki i bez zbędnego nachylania się, czy przykładania rękawa z kartą chipową, system otwiera bramkę. Wygodna sprawa.
    1 punkt
  14. Postanowiłem rozgladnac sie za druga nartą dla siebie, chcialem miec alternatywe dla mojej slalomki żeby non stop nie katowac krókich cietych skretow, tylko czasem pojechac dlugim szybkim gigantowym stylem:) chcialem cos uzywanego ale w z dobrym slizgiem i sporym kawalkiem kanta zeby moc pojezdzic na niej kilka sezonów.. u znajomym komisie w ns znalazlem dwie nartki, Atomic SX12pb 176cm z sezonu 06/07, i Heada Supershape Speed 177cm z sezonu 07/08. cena pierwszych 999zl, drugich 900zl. Obejrzałem sobie narty, Atomic kilka rysek posiadal ale krawedz byla spora i jazda na nich bylaby frajda dopoki nie znalazlem sprytnego łączenia krawedzi na srodku narty (musiala zostac kiedys wyrwana i naprawiona), oczywiscie sprzedawca bardzo sie zdziwil tym zjawiskiem, twierdzac ze tego nie widzial ehe ok:) Atomic odpadl.. Head... idealna strukturka, krawedzi jak nowa.. nic tylko brac i sugerując sie nowym spotem Head'a, uzaleznic sie od predkosci:D narta podobno po testach, stan bardzo dobry.. pozyczylem je na testy, o dziwo:) dzis 8.00, -16 stopni, Krynica Azoty, kilka osob jezdzi.. stok pusty.. pierwszy zjazd rozgrzewkowy.. wysoko, kontrolnie.. czuje w nogach ze nad narta trzeba bedzie popracowac.. ale nogi sie dopiero przyzwyczaily, po 3 zjazdach trzeba dolozyc do pieca! i to bylo to.. narty prowadziły sie doslownie jak lomotywa na torach, równiutko.. bez zadnych drgan na nierównosciach, i przede wszystkim szybko:D pojechałem na nich luzno wysoka pozycja.. powadzenie idealne.. sluchaja sie hehe.. ale zaczelo brakowac mi dynamiki, no i tu trzeba bylo obnizyc sylwetke, wcisnac jej porzadnie krawedz i sie po prostu trzymac, wtedy zaczely dynamicznie jechac.. długie cięte skręty to jej żywiol, typowo gigantowa narta! długie skrety jak również troszke krótsze z szybka zmianą krawedzi to czysta przyjemnosc.. przy promieniu 16,6 naprawde można na niej krecic:) no i to przyspieszenie które czuc wychodzac z zakretu.. niezly kop:P naprawde mozna uznac je za najszybsze narty na swiecie i sa na to dowody hehe:) wracajac z nart pojechalem do komisu sfinalizowac zakup:) aj bede z nich zadowolony, jutro znow je biore na poranna jazde! pozdrawiam
    1 punkt
  15. Skibus staje na pewno na P3 i my tam też najczęściej parkujemy swoje auto-przypinasz narty i po pokonaniu parunastu metrów mostkiem jesteś na trasie wiodącej do krzesła na Tschaneck.Jak wracasz z nart to też zjedziesz z tras przy Gamskogelbahn-potem przy niebieskiej "2" -aż na sam parking ,prawie pod same drzwi skibusa. Pamiętaj o drewnianym koniku mniej więcej w połowie trasy nr 7 przy krześle Gamskogelbahn , zaraz za małym kościółkiem - sobota godz.12.00 :):
    1 punkt
  16. na tym poziomie narciarstwa nie odczujesz diametralnych roznic:) więc to juz tylko to co będzie taniej i w dobrym stanie:)
    1 punkt
  17. JA wpierw podziękowałem, a teraz przeczytałem, miałem zamiar nie czytać, bo.... bo tak:o..., ale dobrze że przeczytałem... opis świetny:), dobrze się czyta, choć stwierdzam że nie pełny, pominięte są w nim pewne istotne fakty:o:cool:.
    1 punkt
  18. Ja parkowałem tylko na parkingu nr 1.(jak będziesz wjeżdżał od strony Rennweg to będzie pierwszy po lewej) Choć wyglądało,że będzie daleko do wyciągów ale jest fajny most nad drogą i dostaniesz się prosto pod Aineckbahn (3osobowe krzesło na Ainecka), zaś po kilkudziesięciu metrach dotrzesz do drugiego mostu nad tą samą drogą i dostaniesz bez najmniejszego problemu na stronę Tschaneka. Z 2 i 3 parkingu też pewnie nie będzie większych problemów ale tam nie parkowałem. Skibusem niestety nie wjeżdżałem ale na pewno staje w bardzo dogodnym miejscu.
    1 punkt
  19. Od wczoraj trwają we Francji Mistrzostwa Świata Juniorów w Alpin Ski. Odbyły się już dwie konkurencje GS i SG. Wyniki na FIS Startują też nasi młodzi zawodnicy. Dzisiaj na ES1 relacja z slalomu dziewczyn o 15.55. Drugi przejazd o 19tej. I jeszcze strona Mistrzostw
    1 punkt
  20. jak chcesz jeszcze na ten sezon to min 145 gs albo 135 lub więcej sl, a jeśli na przyszły sezon to się wstrzymaj nie wiadomo ile jeszcze podrośnie, a szkoda kupić coś co będzie za krótkie w przyszłym roku , (na pzryszły sezon to bym szukał sl w dl 140-145, albo gs 150-155)
    1 punkt
  21. To jest najlepsza opcja, ponieważ bank ma troszkę lepszy przelicznik. Więc najlepiej sobie to sprawdzić przed wyjazdem i przekalkulować. Nie zapominajmy też o tym, że za karnet zapłacimy kartą, lecz kaucję trzeba zapłacić gotówką. Ja płaciłem 15 zł, nie pamiętam ile w euro wynosiła kaucja. Takie same bramki mają też na Łomnicy, rzczywiście jest to bardzo wygodne. Ciekawe jak inne ośrodki w SK. A nie wiesz kiedy przypadkiem są te ferie? Chciałbym wiedzieć, by nie natknąć się na tłumy w środku tygodnia. Ja byłem w tej stacji w czwartek, wiec było puściutko, lecz o Hawraniu nie mógłbym tego powiedzieć, a są to ośrodki, które mają podobne do siebie trasy. Jednak największy tłum zatrzymuje Kotelnica, później część skręca na Bukowinę lub Kozieniec, ostatki zatrzymują się w Jurgowie, a na Bachledovą to już tylko niedobitki jadą - dzięki temu mamy cały stok dla siebie. Troszkę mapa ośrodka wprowadza w błąd, gdyż odcinki trasy nr 4 zaznaczone na niebiesko, nie są tak lajtowe jak cała niebieska 1. Tak samo trasa nr 3, jest odwrotna niż na mapie, najpierw czerwona, i końcówka czarna. Trochę się wystraszyłem za pierwszym razem, gdyż rozpędziłem się od góry z myślą, że trasa się wypłaszczy to sobie zwolnię, a ja na pełnej prędkości nagle wjeżdżam na sporą ściankę. Na szczęście nikt poza mną do godz 11 po tej trasie nie jeździł.
    1 punkt
  22. :DPewnego dnia zabrałem ze soba mojego dziadka do sklepu w centrum miasta aby kupic mu nowa pare butow.Zatrzymalismy sie aby kupic sobie cos szybkiego do zekaszenia.Kiedy podchodzilem do stolika gdzie siedział dziadek, zauwazylem jak przyglada sie on nastolatkowi z nastroszonymi różnokolorowymi wlosami.Moj dziadek przygladal mu sie uwaznie aż w koncu mlody chlopak bardzo wulgarnie odezwał sie do dziadka:- Co ***** stary dziadu, nigdy w zyciu nie zrobiles nic zwariowanego ?Znajac mojego dziadka szybko polknalem kawalek pizzy ktory mialem w ustach aby nie zakrztusic się podczas jego odpowiedzi. Nie zawiodłem się. Bardzo spokojnie i bez zmruzenia oka odpowiedzial :- Tak....raz się tak najebałem, że wyruchałem pawia, i wlasnie się zastanawiam czy nie jestes przypadkiem moim synem......
    1 punkt
  23. Jechaliśmy jednym samochodem w 5 osób Tankowanie do pełna w Gdyni za około 230 zł W Szczecinie dotaknowanie za 110 zł W Niemczech do pełna za około 55 Euro Tam na miejscu zatankowaliśmy przed wyjazdem do fula za 43 Euro - ropa kosztuje tam ze względu na strefę wolnocłową 0,81 Euro W drodze powrotnej tankowanie w Niemczech za 50 Euro i w Polsce za około 170 zł Dodatek W Szwajcarii można zaoptrzyć się taniej w alkohole, perfumy i zegarki Zapomniałem dodać o serze Jak wracaliśmy z nart to przymusowy był przystanek przy supermarkecie po prawej stronie Wysiadasz z auta, i już śmierdzi serami Sery własnej produkcji - polecam z jednym zastrzeżeniem Nie wkładać do lodówki bo prześmierdnie. My kupowaliśmy tylko do piwka Do domu zakupiłem z kilogram serów różnych,ale nie wkładałem do samochodu a do trumny na dachu. Nie polecam tylko sera rocznego, bo bardzo śmierdzi i jest już za ostry. Fotki będą jak tylko je obrobię
    1 punkt
  24. KREISCHBERG -wrażenia Cześć, właśnie wróciłem z 7-mio dniowego wypadu na Kreischberg. Ogólna ocena - bardzo dobra, nie tylko moja ale też całej mojej ferajny. 1.Odległość - 752 km z mojej wioski pod Krakowem - 9h wolnej jazdy, tylko 120/h - box na dachu. 2.Fajne lokum - studio ok 30m2, wyposażone na maksa za 55eur/dzień( 2 osoby dorosłe, 2 dzieci: 12 lat i maleństwo 8 miesięcy), 300m od wyciągu. 3.Świetne,szerokie trasy, nawet te czarne perfekcyjnie przygotowane, super six pack i jego trasa, trasa wzdłuż gondolki też świetna, podobnie jak 9 i 11 na Rosenkranz. 4.Całkowity brak kolejek i Polaków(chodzi mi o tzw. polskie bydło), sami grzeczni Węgrzy i garstka Austriaków. 5.Ceny:karnety, jedzenie tańsze niż w innych miejscach, fajne wyprzedaże np.Iguany. 6.Pogoda:czad:słońce i max do -10C mróz, ośrodek ponoć słynie z takiej właśnie aury. Polecam tym, którzy lubią po prostu narty, balangować nie ma gdzie ( chyba że w Murau, 6 km od St Lorenzen/St Georgen). Pozdrawiam
    1 punkt
  25. Parę słów o nartach Duel. To, że byłem już na nartach w tym roku to napisałem (780 km do raju). Ale na czym jeździłem to jeszcze nic o tym nie wspomniałem. Zabrałem ze sobą tylko dwie pary nart bo reszta rozjechała mi się na testy w różne strony. W niedzielę 10.01.10 bardzo wczesną porą pobódka itd. Na stoku o 9h. Miny mamy kwaśne bo pogoda najgorsza z możliwych. Mgła, cholerna mgła. A przecież zapłaciłem za karnet! Za mało?, że na stoku jest mgła!:eek: Na górze obowiązkowa krótka rozgrzewka ostatnie wyregulowanie zapięcia butów i w drogę to znaczy w dół niebiesko czerwoną trasą do Leogangu. Ach ten pierwszy dzień! Nie dość, że mgła to człowiek nieporadny na tych nartach jak dziecko.:eek: Ogólnie w tym dniu zrobiliśmy tylko 16km ze względu na panujące warunki atmosferyczne-mgła! Poniedziałek zapowiada się dużo lepiej. O słońcu możemy zapomnieć ale jest typowa pogoda narciarska – pochmurnie i zimno. Trasy są przygotowane. No i dzisiaj dałem sobie popalić. Goniłem jak wściekły a miałem ubrane narty Duel X-Round 166, R 14m, talia 116-65-100. http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=2918&id_modelu=4035 Ach jak dobrze, że mam dzisiaj te narty na nogach. Stok przygotowany idealnie przez ratrak, twardy, gładki jak ja po porannym goleniu a krawędzie nart świetnie trzymają na trasie. Zabawa na całego. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty zjazd na półgwizdka. Przy piątym dałem ostro w dół a potem zasłużona przerwa na posiłek. Po posiłku od nowa aż do 16h co w tym dniu dało mi wynik 35 km na nartach. Co do nart to miałem okazję już wcześniej na nich pojeździć ale teraz przez cztery pełne dni miałem je na nogach. Od wtorku do końca pobytu miałem ulubioną pogodę narciarzy czyli słońce lekki mróz około -5 stopni, dobrze przygotowane trasy i duży banan na twarzy. To lubię najbardziej! Wniosek dla mnie jest jeden. Te narty dają mi ogromną radość z jazdy bo na twardym przygotowanym stoku są bardzo stabilne i skrętne ze względu na swój promień skrętu R14m. Jak je dociskałem to bardzo fajnie bez najmniejszej nerwowości wycinały łuki, szybko przechodząc z krawędzi na krawędź a gdy trochę odpuszczałem i chciałem pojechać dłuższym spokojniejszym łukiem narta nie klepała, nie myszkowała była cały czas pod moją kontrolą. Dawała mi mnóstwo radości z jazdy bo uważam ją za nartę bardzo uniwersalną. Nic nie straciła na swoich właściwościach gdy trasy były już rozjeżdżone przez innych narciarzy. Można na niej czuć się pewnie we wszystkich warunkach dzięki swojej sandwiczowej budowie i odpowiedniej twardości. Bardzo szybko narciarz na stoku zaprzyjaźnia się z tą nartą i ma maksimum satysfakcji z jazdy na nartach bez względu na panujące warunki. Co do grafiki to jak dla mnie jedne z ładniejszych nart w tym sezonie ale to już jest oczywiście sprawa gustu każdego z nas itd.
    1 punkt
  26. po powrocie z TH i nie tylko Zastanawiałem się gdzie to umieścić. Powinien być jeszcze wątek powroty forumowiczów Nie tylko wyjazdy forumowiczów 1).Wystartowałem planowo o 2:00 z B-B,warunki drogowe doskonałe,ruch niemalże zerowy.Na dawnej strefie wolnocłowej ani jednego samochodu,takiego bezruchu jeszcze tam nie widziałem. Po 600 kilometrach o 8:40 zaparkowałem pod Kreischbergiem;http://www.kreischberg.at/ bardzo fajny nie duży ośrodek,pogoda była bajkowa,trasy wyśmienicie przygotowane. Około 15:00 przejazd 35 km dalej do TH; http://www.turracherhoehe.at/de "zalogowanie" się do apartamentu i odpoczynek 2).Jazda w TH cały dzień w pięknym słońcu i po cudownie przygotowanych trasach. 3).Pada wybór na BKK;http://www.vondenpistenindiethermen.com/ ale z przełęczy TH widać całą dolinę BKK we mgle,nie tylko dolinę nawet szczytów nie widać. Zmiana kierunku jazdy i ruszamy na Katschi;http://www.katschi.at/katschirama/ Katschberg leży równie wysoko jak TH pogoda może być więc również słoneczna i.....sprawdziło się. Cudowny dzień na Katschbergu jazda "pańska",trasy wyśmienite.Zarówno po stronie Ainecka jak i na Tschanecku. 4).Wybieramy Innerkrems;http://www.innerkrems.at/ Niestety ośrodek nie przypadł nam do gustu i po południu jesteśmy w TH i tu jeździmy "uhahani" do 16:00. W innerkrems trasy były przygotowane "po partacku" i tyle. 5).Zostajemy na miejscu w TH ,co tu dużo pisać sama radość z jazdy. 6).Wreszcie jedziemy do BKK.Parkujemy pod Kaiserburgbahn i przemierzamy cały ośrodek w stronę St.Oswald i z powrotem.Na St.Oswald zatrzymaliśmy się przez kilka godzin i około 14:00 ruszyliśmy na stronę Kaiserburga.Tam jeszcze kilka "zaliczeń" różnych tras i na koniec trasa Franza Klammera. 7).Jazda w TH z łezką w oku bo na pożegnanie. 8).Rano 5:50 pobuda ,szybkie śniadanko pakowanie do samochodu i o 7:10 ruszamy w drogę powrotną.Po niecały 200km stajemy o 9:30 na parkingu pod Semmeringiem;http://www.semmering.at/ Rozkapryszeni doskonałymi warunkami jakie mieliśmy przez 7 dni tu również nie podoba nam się zbytnio.Być może dlatego,że prawie na wszystkich trasach sypały armaty. I jeszcze jedno taka nieszczęsna gondolka 8 osobowa w której jeździ się na stojąco.Niestety ja tego typu urządzeń nie lubię. Wyjazd wspaniały.Najważniejsze szczęśliwy,bez kontuzji i przygód z samochodem. A za pogodę to tylko Bogu dziękować. Osiem dni cudownej pogody to rzadko się zdarza w styczniu.
    1 punkt
  27. W podanym terminie odwiedziłem : 14.01 Gerlitzen http://www.gerlitzen.com/ , 15-16.01 BKK http://www.vondenpistenindiethermen.com/ , 17.01 Turracher Hohe http://www.turracherhoehe.at/de. Nocleg od 14-17.01 w BKK ,czyli Bad Kleinkirchheim w pension apartamenthaus Fortin http://www.tiscover.at/at/guide/58250at,de,SCH1/objectId,ACC206946at/home.html , 100m od therm St.Katerina i jakies 5 min pieszko od wyciagów na dwie strony BKK.Polecam. Po nocnej jezdzie , rano o 8 pojawilismy sie na dole gondoli w Gerlitzen w Annenheim.Na dole pochmurnie, na górze słonecznie.Ośrodek typowo rodzinny.Szerokie trasy, fantastycznie przygotowane, sztruks, zero niespodzianek , brak lodu , kamieni , czy czegokolwiek utrudniajacego jazde. Ludzi na tyle dużo/mało ze kolejek do wyciagow brak, a na trasach bezpieczna jazda.Podobało nam się i oczywiscie polecam.Jeden dzień wystarczy na poznanie ośrodka. Po nartach udalismy sie do BKK na kwaterke. Na pierwszy dzien w BKK wybralismy strone z St.Oswald , drugi dzień stronę gdzie jest czarna trasa F.Klamera.Jedna i druga strona bardzo dobrze przygotowane.Tak samo jak w Gerlitzen , brak lodu , sam sztruksik.Trasy w całym BKK to typowe austriackie czerwone.Brak łatwych tras niebieskich.Bardziej do gustu przypadła mi strona z czarna Klamera.Szeroko , szybko , bezpiecznie.Po nartach oczywiscie wizyta w termach St.Kathrein jak i Romerbad.Thermy i sauny fajniejsze i lepsze w Romerbad.Dla zainteresowanyc od godz.18 w Romerbad jest taniej , a od 17 w St.Kathrein. Podczas jazdy po stronie gdzie jest czarna pucharowa Klamera , udało nam się uczestniczyć w wspolnej imprezie z F.Klamerem na szczycie Kaiserburg w urokliwej restauracji , a po biesiadowaniu , na zjezdzie do dolnej stacji razem z nim.Gneralnie , BKK to naprawde super osrodek i polecam go odwiedzic. W niedziele w ostatni dzien to wyjazd do Turracher Hohe.Super osrodek.Bardzo przemyslany.Trasy takze bardzo dobrze przygotowane , ale z pojawiającymi sie kawałkami lodu gdzieniegdzie.Mało ludzi , bardzo ładna pogoda , fantastycznie poprowadzone trasy w lasach, napewno tu wróce.No i tylko 650 km od domu. Zdjęcia : Gerlitzen : http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3049&c=newimages&cutoffdate=1 BKK : http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3101&catid=newimages&cutoffdate=1 TH : http://www.skionline.pl/forum/gallery/showimage.php?i=3067&c=newimages&cutoffdate=1
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...