Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. kmarcin

    kmarcin

    VIP


    • Punkty

      23

    • Liczba zawartości

      1 110


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      21

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. janek57

    janek57

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      1 699


  4. Dumpling Zębowa Wróżka

    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      2 900


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 13.02.2014 uwzględniając wszystkie działy

  1. W środowy wieczór pada deszcz - i nie nastraja pozytywnie. Pada? To mało powiedziane! - jesienna ulewa, zamiast śnieżnej, zimowej nawałnicy. Jechać? Nie jechać? Wahanie. Decyzja wstrzymywana do ostatniej chwili... ...i. Deszcz zamienił się w śnieg. Hura! Jest znak z góry - a więc: jedziemy! Szybka rezerwacja kwaterki przez telefon, pakowanie i radość. Walentynkową wyprawę czas zacząć! Pobudka o godzinie 6stej, pyszne śniadanko i w drogę, ku stolicy Tatr - Zakopanego. Wiem, wiem...Zakopane to, Zakopane tamto... Sentyment jest, to wypada odwiedzać - nie tylko dla Gór, nie tylko dla nart - dla wspomnień i tego jednego, naszego alpejskiego stoku. Do Krakowa szaro buro, mgła i mokro. Przejeżdżam obok Wawelu i przychodzą dwa MMesy od Marcina z Austrii - dzisiaj ma piękną pogodę. W głowie kiełkuje myśl, że to musi być dobry znak! Odpisujemy pozdrowienia i zastanawiamy się kiedy dla nas Słoneczko wyjdzie zza chmurki? Nie musimy długo czekać - Myślenice rozjaśnione. Niestety temperatura się podnosi - już nie ma -1, jest +3. Drzewa zaczynają się bielić podobnie jak górki. Kolejny problem: Gdzie jedziemy? To właśnie jesteśmy my - do końca nie wiemy gdzie się znajdziemy. Zobaczymy po drodze, kierunek Białka, Bukowina i dalej... Zakopianka się delikatnie korkuje - jadąc wolno robię pierwszą zimową fotkę przez okno auta. Czyż nie jest pięknie? Jedziemy dalej. Przez radio, redaktor Zimoch podgrzewa atmosferę, biegnie Justyna...i to jak biegnie?! Mamy złoto, i śmiejemy się w głos po komentarzu radiowym - humory dopisują. Próbujemy podjechać pod Kotelnicę i zaliczyć to komercyjne miejsce...niestety podjeżdżam tylko na parking - patrzę co się dzieje i szybki odwrót. W tłumach nie będziemy jeździć. No, ale gdzie, w takim bądź razie się udać? Daleko nie szukamy - z drugiej strony Białki przecież jest nieźle wyglądająca górka i wyciąg krzesełkowy. Zawrotka i grzejemy naszą małą pchełką na Litwinkę Grapę...nawet nie wiedziałem, że tak się nazywa ten ośrodek. Kupujemy karnety 2 godzinne po 35zł i tak, jak planowaliśmy, delikatne wejście w walentynkową wyprawę. Bez pośpiechu, napięcia i tego naszego wielogodzinnego drałowania na nartach. Ludzi przy wyciągu sporo...odwykliśmy od polskich warunków przy bramkach... Cóż - jesteśmy cierpliwi i po kilku minutach jedziemy w górę. Jest szeroko, narciarzy przeróżnych (dzieci, rodzin, jeansowców i innych) sporo, bo jest tu płasko, bezpiecznie. Cieplutko, zdejmuję rękawiczki i żałuję, że nie założyłem lekkiej, cieniutkiej kurtki. Aura wiosenna i nawet gdy nawiewa chmur, to jest przyjemnie - trudno uwierzyć, że to połowa lutego. Widok z góry: Jeździ się super. Mimo, że sporo ludzi, to tor jazdy swobodnie mogę wybrać - bo z jednej i drugiej strony przestrzeń. Ponieważ nachylenie jest łagodne, to jest równo. Śnieg trzyma i tylko miejscami puszcza tworząc mokre spowalniacze. Kolejka się zmniejsza - pora obiadowa. Fajnie. Zastanawiałem się jadąc dziurawą, polną drogą do stacji dolnej kolejki, czy się da wjechać na górę - do stacji górnej na parking - da się. Stok można autem zaatakować z dwóch stron Na szczycie znajduje się również karczma "Sarenka". Po prawej i lewej stronie trasy znajdują się dwa wyciągi talerzykowe - tutaj sporo dzieci stawia swoje pierwsze narciarskie kroki. Gra świateł jest niesamowita, widok karczmy i szczytu Litwinki. Z tego samego miejsca spojrzenie w dół: Po trzech zjazdach jestem rozgrzany i jeździ mi się bardzo przyjemnie. Krawędzie trzymają choć robi się coraz bardziej miękko. Przy wyciągu pojawia się cukier - godzina dobrze po 14, nocny przymrozek utrzymał trasę dłużej w przyzwoitych warunkach. Będąc na Kotelnicy w kwietniu zeszłego roku miałem piękny widok na Litwinkę, teraz patrzę na białczany "kołchoz": Po 12 przejazdach kończy się nam czas. Robimy ostatnie fotki, w tym: z charakterystycznym krzyżem znajdującym się na szczycie Litwinki: Spadamy. Szybkie pakowanie i jedziemy, przez Bukowinę do Poronina i dalej do celu. Pierwszy raz mamy fajną kwaterkę pod skoczniami narciarskimi - zazwyczaj "zahaczaliśmy" o noclegi w Kuźnicach. Wita nas bardzo miły gospodarz i mówi, że gdyby nie wieczorny, wczorajszy opad śniegu - aura nie byłaby zimowa, a na szczęście jest. Obiadokolacja przy góralskiej muzyce... No i oczywiście całusów co niemiara - przecież, to Walentynkowa wyprawa! Dzień się kończy. Co będzie jutro? Gdzie nas "zawieje"? Zobaczy się rano, choć w głowie kiełkuje już plan... Dobranoc
    8 punktów
  2. Obiecana fotka z Hermannem :)A reszta to fotki z Flachau z Alpejskimi Laseczkami
    8 punktów
  3. Słoneczne Skrzyczne. Przyjazd do Szczyrku, konkretnie dolnej stacji kolejki krzesełkowej dwuosobowej ,czyli odcinka Szczyrk- Jaworzyna godzina 09.55. Zastaję warunki pogodowe :temperatura około –4 stopnia C ,warstwa świeżego śniegu 7-10 cm, słonecznie. Te dane to,, na wyczucie’’ . Wyjazd do samej góry do10:30 . Oczywiście drugi odcinek tj.Jaworzyna -Skrzyczne to już alpejski standard i dużo szybciej. Na szczycie Skrzycznego około 15cm świeżego śniegu plus 5cm starego ,czyli razem około20 cm. U góry cały czas na lekkim minusie (około –2 stopnie) i słonecznie. Trasy czynne to około 1,5km trasa złożona z części ,,Fis’’ i ,,Kaskady’’. Otworzono też, mimo małej pokrywy śniegu trasę ,, Ondraszek’’ i cześć narciarzy z tego skorzystała. Jako ,że nabyłem karnet punktowy (550 pkt) za 50 złotych mogłem wjechać na Skrzyczne z Jaworzyny tylko 6 razy. Dużo czasu spędziłem na podziwianiu widoków, robieniu zdjęć i rozmowie z innymi narciarzami. Trzeba tez było się posilić. Na dół zjechałem o 13:30 i tam już zastałem odwilż (około +2) i śnieg szybko topniał. Na nartach w COS byłem dopiero drugi raz. Stacja zasługuje na to ,żeby raz w roku tam pojeździć ,najlepiej przy słonecznej pogodzie. Liczę na szybką wymianę dolnego odcinka wyciągu na szybką kanapę oraz poprawę systemu naśnieżania , modernizację tras do samego dołu oraz rozbudowę zaplecza gastronomicznego i sanitarnego. Wtedy można będzie tam pojeździć kilka razy w sezonie . Wycieczkę narciarską ,jak i cały dzień uważam za bardzo udane.
    5 punktów
  4. A 3 dzień... Zaczął się tak : : (to już kilka minut po mnie, bo to ja kreśliłem pierwsze ślady... niestety) Dziś pojechałem rano sam pojeździć. W sumie to na trasach byłem jako jeden z pierwszych, a że w nocy na wyratrakowane trasy spadło ze 20cm ciężkiego śniegu, bo puch to nie był, to narty kopały się niemiłosiernie. A w takim śniegu nie bardzo sobie radzę. Ale jak zacząłem jechać, to musiałem te 2km w dół zjechać, żeby wrócić wyciągiem na górę no i w pewnym momencie tak w połowie trasy narty mi złapało, tak że stanęły praktycznie w miejscu, a mnie wyrzuciło do przodu, tak że zanurkowałem w śnieg (dobrze, że narty mi wypięło, w sumie pierwszy raz, bo dość mocno mam skręcone na wiązaniach) i jak się zatrzymałem to kciuk mnie bolał, ale ruszać mogłem i tak że cały dzień z bólem przejeździłem. Chyba wybity jest. A skończył się tak :smile: : no i póki co tak :redface: : A więcej opisu i więcej zdjęć będzie jutro.
    5 punktów
  5. 3 DZIEŃ Po niefortunnym początku, o którym pisałem poprzednio, wracam wyciągiem na górę, dzwonię do żony, żeby nawet nie szykowali się, bo z przyjemnej jazdy nic nie będzie i będzie powtórka atmosfery z pierwszego dnia, bo póki co warunki wyglądały mniej więcej tak: Ale na horyzoncie zobaczyłem taki widok: Chyba zorientowali się, że tras nie widać, warunki są jakie są i odpalili ratraki i jeszcze raz zaczęli ratrakować trasy. Tak więc ponowny telefon do żony: szykujcie się, robią trasy, bedzie dobrze. Póki co zrobiłem kilka zjazdów i Gosia z Bartkiem wjechali gondolą na górę. No i zaczęła się jazda we trójkę. Jeździmy stałymi niebieskimi trasami nr 4, 5, 12, 16. Przez tą bramkę przejeżdża się na niemiecką część ośrodka Winklmoosalm. Póki co nie przejeżdżamy tam, tylko wracamy na część austriacką, A to droga powrotna, czerwona 15: No i wszechobecne ślady po jeździe pozatrasowej: Nawet Bartek spróbował przez przypadek, ale zakopał się: cdn.
    4 punkty
  6. Co to jednego kamienia nie potrafisz ominąć :. Bierz przykład z Justyny.Jej nie przeszkadza ani złamanie ani odmrożenie:smile:. Byłem dzisiaj na Skrzycznem COS) . Piękny dzień, wspaniałe widoki i około 1,5 km solidniej trasy. Też tam były w kilku miejscach kamyczki ,ale narciarz z minimalna doza ambicji i umiejętności takimi bzdetami ,jak również kilkoma zalodzeniami się nie przejmuje.Trasa na 4 w skali 1-6.PIĘKNY DZIEŃ dzisiaj miałem i szkoda mi marudów i malkontentów. :smile::cheerful:Fotki pózniej.Pozdrawiam.
    4 punkty
  7. I na koniec kilka zdjęć z lunety zainstalowanej na tarasie, gdzie patrząc w dane miejsce na horyzoncie wyświetlają się w niej nazwy szczytów. Luneta jest za free, co było miłym zaskoczeniem, bo u nas pewnie trzeba by wrzucić piątaka za minutę oglądania.
    4 punkty
  8. No i kilka widoczków z tarasu widokowego przy Kammerkor Pierwsza moja sklecona panorama:
    4 punkty
  9. Złoto złotem, ale w jakim stylu??!! Taki medal wart dwa razy więcej! Nie dość, ze ze złamaną kością, to jeszcze taka DEKLASACJA! POOOOOMPA!!! POLISH POWER!!! BRAWOOO!!! :) :) :) TOMASZ "JAK ZWYKLE BEZBŁĘDNY" ZIMOCH "Ona ma łyżeczkę i sięga po ten miód!" :stupid: "Odpocznij teraz, a potem wbijaj te kijki, jakby to były topory" :biggrin::biggrin: IDEALNIE!
    3 punkty
  10. No i zaczęło, pierwszy wyjazd do Austrii, a dokładnie w rejon ośrodków na pograniczu Tyrolu i Salzburglandu, tj. Waidring-Steinplatte (http://www.bergfex.pl/waidring-steinplatte/), Fieberbrunn (http://www.bergfex.pl/fieberbrunn/), Pilersee (http://www.bergfex.pl/pillersee/) i Lofer (http://www.bergfex.pl/lofer/). Większość pewnie będzie pukała się w głowę, że co to za wybór kiedy dosłownie 25km od Waidring są m.in. Kitzbuhel, SkiWelt, Saalbach-Hinterglemm-Leogang. A wybór był jak najbardziej świadomy, a głównie podytkowany tym, że jadąc z żoną i dzieckiem priorytetem były jak najłatwiejsze niebieskie trasy dla nich, a w Waidring, Lofer czy Fieberbrunn to one zdecydowanie dominują. Naszą bazą wypadową jest Waidring, a od apartamentu do dolnej stacji gondoli na Steinplatte mamy jakieś 250 metrów. No ale od początku. DOJAZD: W sobotę po 4 rano wyjechaliśmy z Kielc, a do pokonania było ok. 900km. W sumie jechaliśmy prawie 13 godzin, ale w Znojmie jak syn zobaczył kinderland, to razem z szybkim spacerem po sklepach przerwa zajęła nam 2 godziny. Do tego jeszcze dwie przerwy ok. 30 minutowe, tak że można przyjąć, że w 10 godzin spokojnie dojedzie się. Mimo, że sobota, ferie, to droga przebiegała bez problemów, przez Polskę szybko, przez Czechy prawie zgodnie z przepisami,choć jazdę utrudniała mgła, a przed Brnem dodatkowo spory wiatr. Wjeżdżając do Austrii wiosna. Słońce i temp. ok. 12'c. I w stronę Salzburga ruch umiarkowany, bez przerwy 140-160 na liczniku zresztą jak wszyscy. Za to w przeciwnym kierunku (od Salzburga) praktycznie przez całą drogę od Sankt Polten aż za Linz sznur wlekących się jeden za drugim samochodów z boxami na dachach. Pierwszy śnieg za oknami samochodu można było, zobaczyć dopiero przed Salzburgiem, a im dalej w góry tym widoki coraz bardziej zimowe. Zdjęć z tego dnia póki co nie będzie, bo robiłem w rawach, a w netbooku nie mam programu do ich obróbki. DZIEŃ 1. W nocy zaczął padać śnieg i tak padał, padał nie chcąc przestać. Ponieważ to wyjazd rodzinny to nie wsiedliśmy do pierwszej gonodoli, a trochę później. Na początku mały zonk przy kupowaniu skipassów, nie chce zaakceptować transakcji kartą. Żona wróciła się po swoją, a ja chwila pomyślunku i dobrze, że przy dolnej stacji było ogólnodostępne wifi. Wejście na konto i okazało się, że zagraniczne limity mam ustawione na 0. Szybka zmiana i po chwili skipassy zapłacone. Tak, że od razu jedziemy na górę, a że nie było żadnej kolejki jesteśmy tam po 8 minutach. Na górze świeżego, lepiącego się do butów i nart śniegu napadało ze 20-25 cm, tak że wszystko co pewnie przed wieczorem było wyratrakowane zostało zasypane. Widok, niby widać wszystko, ale zero kontrastu, wszystko się zlewa, nie wiadomo gdzie trasa a gdzie nie i za diabła nie mogę perspektywy mapki przełożyć na stan faktyczny. W końcu powoli ruszamy. Dość że nie widać gdzie trasa, to jeszcze wszędzie zaspy i kopki ze śniegu, muldy, tak że przyjemność z jazdy mała, a dla żony i synka to wielka męczarnia. Po ciężkich bojach dotarliśmy do dolnej stacji najdłuższego krzesła, którym wjechaliśmy na górę. Mały miał dość, tak że oni zjechali gondolą na dół, a ja zacząłem jeździć po trasach, które nadawałyby się dla nich. Generalnie większość tras, to trasy dość łatwe o długości ok. 1500-2000 metrów, bardzo szerokie, ale dzisiejsze warunki nie pozwalały pojeździć tak jakby chciało się. Jest też kilka dość wymagających, ale szerokich tras czerwonych i bodajże dwie czarne. Ale dziś były usłane muldami i kopami śniegu i odpuściłem je sobie, bo byłaby to jazda bez przyjemności. Dużym plusem są szybkie wyprzęgane krzesła 4, 6, 8 część z osłonami i część podgrzewana. Tak że debiut na austriackich stokach ze względu na warunki taki raczej słabo udany, no ale mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. A poniżej kilkanaście zdjęć z dzisiejszego dnia.
    2 punkty
  11. Telegraf po ulewie jak Feniks...Telegraf po ulewie wczoraj :frown::...więc dziś szybka akcja ...bo w nocy na minusie było:angel:.uspokajam nerwowych: :nadal jest jak było tzn. śniegu full i po przymrozku nocnym do 14-tej jazda fajna. ludzi jak zwykle:stupid:...dużo
    2 punkty
  12. Wiem Sławek, że powinien już z kijkami i zacznie, ale już po powrocie, bo nawet jego instruktor tak już sugerował, że można już pomyśleć o kijkach. Bartek ma 5,5 roku i tak naprawdę to w tym roku dopiero chce jeździć, bo w tamtym roku to ja chciałem, a on nie bardzo. Co nauczył się, a raczej potrafił od początku, to stabilność i nie przewracanie się nawet kiedy dość szybko jechał na krechę. Mnie za bardzo nie chciał słuchać, dlatego od Marka (Hucu) dostałem namiar na instruktora, z którym w ostatnim tygodniu przed wyjazdem przejeździł 2 godziny, a dlatego tylko tyle, że praktycznie nie było zimy i nie były czynne stoki w Kielcach i okolicy. Ale ten tydzień dał tyle, że teraz w Austrii zasuwa za mną aż miło nieważne czy po niebieskiej, czy po czerwonej, czy po sztruksie czy już w kopnym śniegu. I przez te kilka godzin robi od 12 do 19km zjazdów, a w tym czasie przewróci się może 2 razy i to nie groźnie. Tak, że już mam z niego pociechę, a faktycznie za 2, 3 lata nie on będzie się mnie pilnował, tylko pewnie ja jego :laughing: I zaraz po powrocie kije w rękę i dalsze lekcje.
    2 punkty
  13. Lubię takie numery.:crazy: A jeszcze brdziej lubię takie memy,jak ten z czapeczką Milera Inne memy też fajne ,ale mnie ten się najbardziej podoba.
    2 punkty
  14. Rozmowa przez komórkę - jak uniknąć mandatu [video=youtube;b31lg6DTgJw]
    2 punkty
  15. Selekcja? Uwaga, idę po bandzie: W klubach dzieci bogatych rodziców. Rozkapryszone, niegrzeczne. Rodzice kupują sprzęt, ubrania, płacą. Są oczywiście wyjątki (nawet dużo), ale ogólny obraz tak wygląda. U starszych: zioło, alkohol, imprezy. Zdecydowanie amatorom bardziej zależy niż zawodowcom. Bo u amatorów: zioło reglamentowane, alkohol umiarkowanie, pasja ogromna - bo za własne pieniądze i kosztem czasu z rodziną. :biggrin: P.S. Oczywiście mogę się mylić :stupid:
    2 punkty
  16. Ciekawy filmik pokazujący jak ważny jest zestaw lawinowy - zwłaszcza dla narciarzy free. [video=vimeo;86496463]
    2 punkty
  17. Filmik widziałem dzisiaj bo Pinki wrzucił na forum skiturowe. Niezła jazda aż ciary przechodzą jakbym miał się tam znaleźć Przy okazji szukałem dokładniejszych informacji o teranach freeride na Chopoku i znalazłem "freeride manual" są opisane żleby. http://www.jasna.sk/fileadmin/sandbox2/prirucka_Freeride.pdf Może się komuś przyda Pozdro Tomek
    2 punkty
  18. Rozbierana sesja olimpijki Jackie Chamoun Jackie Chamoun z Libanu robi furorę w internecie. Nie chodzi jednak o występy na IO w Soczi 22-letniej narciarki alpejskiej, ale o materiał z sesji zdjęciowej, w której wzięła udział przed trzema laty. Wideo wywołało oburzenie w ojczyźnie Jackie. „Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Wiem, że Liban to konserwatywny kraj, ten materiał miał nigdy nie zostać opublikowany” – napisała na Facebooku śliczna narciarka. [video=youtube;2ex6Y-QELHo]http://www.youtube.com/watch?v=2ex6Y-QELHo&oref=http%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3D2e x6Y-QELHo&has_verified=1
    2 punkty
  19. Zasady kolejności startu w kombinacji, kiedy pierwszą częscią jest zjazd bądź super-g, są takie same jak w konkurencjach szybkościowych czyli start według WCSL, gdzie zawodnicy z miejsc: 1-7 startują z numerami 16-22 8-15 8-15 16-30 są losowani do grup 1-7 oraz 23-30 i dopiero później jadą od numeru 31 podług fis punktów, wyjątkami są zawodnicy, którzy mają ponad 500 punktów w WCSL, którzy startują jako pierwsi za pierwszą 30. Maciej Bydliński jest 35 na WCSL w kombinacji, kilku zawodników, którzy są przed nim zabraknie, więc będzie losowany z grupy 16-30, więc może wystartować z numerami 1-7 lub 23-30. Mam nadzieję, że w miarę jasno to wyjaśniłem.
    2 punkty
  20. DZIEŃ 2 Po pierwszym dniu narty zostawiliśmy w przechowalni na dolnej stacji gondoli (koszt 2e, a w szafce zmieszczą się 3 pary nart), tak że nazajutrz idziemy tylko z butami, szybkie ubranie ich i bez żadnej kolejki gondolką w górę. Tym razem mimo że pochmurno z lekkimi przejasnieniami, to żadnych opadów już nie było, trasy przygotowane super, lekki mrozik, po prostu bajka. Z tymże jeżdżenie nadal rodzinne z żoną i synkiem, kosztem zaspokojenia swojego nartowania. Ale trudno. I tak największą radością jest to, że młody dzielnie jeździ, jest zachwycony i nie ma dość. Na trasach jeździ się zupełnie na luzie, bez żadnego ścisku, tak samo jazda odbywa się praktycznie na bieżąco, bo pod krzesłami nie ma kolejek. Katujemy niebieskie, a od czasu do czasu fragmenty czerwonych. Generalnie ośrodek raczej z tych kameralnych, bo ma raptem ok. 40km tras, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są długie i bardzo szerokie trasy niebieskie, gdzie można spokojnie pojechać 60-80km/h. Jest kilka bardzo fajnych i szerokich tras czerwonych o długości od 1,5km do ponad 2,5km i jedna ponad 1km trasa czarna. Pod koniec dnia poprawiła się nieco pogoda i z tarasu widokowego świetnie była widoczna panorama Alp austriackich, może nie całych, ale widoki są świetne, a Wilder Kaiser robi kapitalne wrażenie. Tak, że oprócz zdjęć z ośrodka, poniżej będzie także kilka widoczków.
    2 punkty
  21. Od wielu tygodni w Polsce szaro, buro, pochmurnie – jesiennie a nie zimowo. Na dodatek zero światła i Słońca. Człowiek, narciarz przygnębiony i jakby o krok od depresji. Od dawna planowana podróż „W poszukiwaniu Słońca” została rozpoczęta w piątek 24 stycznia późnym wieczorem. Val di Sole, Val Rendena i Madonna Di Campiglio. Prawie wszyscy byli, oprócz mnie i nareszcie się ziściło. Wyruszyliśmy na dwa samochody, w składzie ośmioosobowym: dwie dziewczyny, senior, junior i czterech chłopa. Podróż tradycyjną trasą: Radom, Kielce, Cieszyn przez Czechy w stronę Innsbrucka. Trasa dosyć długa, ponad 1300km mija bez komplikacji, przed południem jesteśmy coś zjeść w znajomym Rosenbergerze: Pierwsze fotki w stronę Gór na tym wyjeździe… …i jest obiecująco. Jest szansa „skosztować” promieni słonecznych na stoku: Mimo chmurek, niebo jest błękitne. Jest o wiele cieplej niż w Polsce podczas naszego wyjazdu. Temperatura na +5. Jadąc Brennerem mijamy pierwszy ośrodek i wyciąg narciarski. Najchętniej zatrzymalibyśmy auto, ubrali narty i już poszusowali. Niestety do celu podróży jeszcze spory kawałek drogi – na dodatek trafiamy na korek i podróż się wydłuża. Cóż – siła wyższa, nieszczęśliwy wypadek. Za oknem jeden z okolicznych zameczków: Z autostrady zjeżdżamy i niestety ostatni odcinek do Madonny jedziemy po ciemku – szkoda, bo widoki pewnie imponujące. Wjeżdżamy serpentynami do góry i…i nareszcie jest. Śnieg. Wcześniej po drodze, w dolinie go nie było. Jesteśmy. Jak można wyczytać w Internecie: „Madonna di Campiglio – małe miasteczko i centrum sportów zimowych, położone w północnych Włoszech, w gminie Pinzolo, w regionie Trydent-Górna Adyga, około 30 km na północny zachód od Trydentu, 60 km na północ od jeziora Garda. Miejscowość jest położona w dolinie Val Rendena na wysokości 1522 m n.p.m. Otaczające ją góry należą do pasma Dolomitów Brenty, będącego częścią Dolomitów. Miejscowość jest znana między innymi z odbywających się corocznie zawodów w narciarstwie alpejskim. Zawody w slalomie specjalnym rozgrywają się na jednym z dwóch przeciwległych zboczy; trasie 3 Tre lub trasie z Monte Spinale. W zawodach Pucharu Świata kobiet w 1984 roku pierwsze miejsce zajęła Polka – Dorota Tlałka-Mogore, co jest jak dotychczas jedynym zwycięstwem reprezentantki Polski w narciarstwie alpejskim tego cyklu (spośród mężczyzn Andrzej Bachleda-Curuś wygrywał dwukrotnie w 1972 roku). Nartostrady z Monte Spinale należą do większego systemu szlaków narciarskich wiodących do najwyżej w okolicy położonych nartostrad na Passo del Grosté. W samej miejscowości i w najbliższym otoczeniu znajduje się 57 wyciągów pozwalających skorzystać ze 150 km tras narciarskich o przepustowości ponad 31 tys. osób na godzinę. Znajduje się tu także snow-park o powierzchni 50 000 m² oraz 40 km tras narciarstwa klasycznego. Wraz ze znajdującym się w tej samej dolinie Pinzolo, a także z leżącymi w niedalekim sąsiedztwie Folgaridą i Marillevą oraz trochę dalej Tonale, Folgarią, Peio i Andalo tworzy on 380-kilometrowy system tras narciarskich obsługiwanych przez 140 wyciągów i kolejek objętych jednym wspólnym skipassem o nazwie „Superskirama Dolomiti”. Madonna di Campiglio z racji położenia na znacznej wysokości oraz czynnych cały rok kolejek gondolowych jest punktem wypadowym do wspinaczki wysokogórskiej. Ponadto w miejscowości bierze początek kilkanaście tras spacerowych i wspinaczkowych w kierunku Dolomitów Brenty oraz Masywu Adamello.” Źródło: Wikipedia.pl Wieczorem miasteczko wygląda cudnie. Ilość śniegu – potężna: Sama miejscowość jest magiczna i niezwykle urokliwa. Śmiejemy się, że to takie włoskie Zakopane w dobrym słowa znaczeniu tego określenia. Nie tylko piękne budowle, ale i sklepiki są tutaj pierwsza klasa. Mają swój urok mimo widocznego przepychu i „nuty” doskonałości. Rozpakowujemy się i w doskonałych nastrojach, po szczęśliwej podróży omawiamy plany co do zbliżających się tutaj naszych dni narciarskich. Kończymy ten dzień oczywiście pijąc smaczne, małe co nieco.
    1 punkt
  22. Dzisiaj pojawiły się nowe deski jak w tytule w moim boxie zmierzającym z Kielc na południe(narty dotarły do Kielc przy okazji Targów sprzętu zimowego,które dzisiaj zaczęły się w Kiecach) Wiązania Tyrolia freflex 14 już zamontowane, kąty zrobione,smarowanie w trakcie a jutro po południu zobaczymy jak sobie radzą ze mną na tyczkach.:
    1 punkt
  23. Mitku, jeżdżę na jednej nodze, uczył mnie były trener paraolimpijskiej kadry alpejczyków (nie Polaków). Wiem na czym łatwiej nauczyć się podstaw... bez względu na Twoje na pewno ogromne doświadczenie nie przekonasz mnie, że na nartach o długości docelowej łatwiej i szybciej początkujący się nauczy. To, że narta krótsza jest tylko na chwilę doskonale zdaje sobie sprawę... ja po VOELKL'u bardzo szybko przesiadłem się na dłuższego Redstera d2 sl ale zaczynałem właśnie od ciut krótszej narty żeby łatwiej złapać podstawy. Gwoli ścisłości chciałbym wycofać swoją ofertę VOELKLi aby uniknąć nieprzyjemnych postów, że kompletnie nie wiem o co chodzi w nartach...zaproponowałem cos z własnego doświadczenia, nie z chęci wykorzystania okazji do pozbycia się nart.
    1 punkt
  24. Marcin, nie walcz z wiatrakami ...tzn. ratrakami :stupid:
    1 punkt
  25. http://www.sochi2014.com/en/alpine-skiing-men-s-super-combined-downhill
    1 punkt
  26. Dodam, że prawie sam je kopiłem od MB. Niestety ten sezon u mnie szykuje się chyba praktycznie z paroma, może maksymalnie 10cioma dniami na nartach... więc zrezygnowałem.
    1 punkt
  27. Marcin, taka małą sugestia, widzę że syn jeździ bez kijów, jeśli tak cały czas, to błąd koniecznie powinien jeździć z kijami, kije wymuszają pewne odruchy. Jeśli chodzi zaś o fakt że sobie teraz nie pojeździsz tak na pełny gwizdek, to tym się nie martw, to Ci za 2-3 lata będzie oddane z nawiązką i będziesz tylko z pewną dozą wstydu, a zarazem i dumy patrzył jak młody popir..a(nie znajdują innego odpowiedniego słowa) na bez względu na to co ma pod nartami, byle to białe było, a czy równe, czy nie i czy mocno nachylone, czy słabo to bez różnicy:rolleyes:: Ile ma syn lat?
    1 punkt
  28. Mariusz spokojnej nocki,a właściwie to udanej :wink:
    1 punkt
  29. będzie dobrze :cheerful: przeciwbólowe i sruuuuu dalej :stupid:
    1 punkt
  30. Właśnie zacząłem nadrabiać zaległości czytelnicze:eek:. Dzięki Mariusz za super relację:cheerful:
    1 punkt
  31. Kurde tych pozostałych to nie znam, ale tą w czarnej kurtce jak bym gdzieś już widział :what: Wysłane Tapatalkiem
    1 punkt
  32. Wg najnowszych informacji Kamil będzie skakał dziś na treningu. Trzymajmy kciuki, żeby już nie miał takich przykrych zdarzeń :smile:
    1 punkt
  33. JEEEEEEST ZŁOTOOOOOOOO!!!! :applause: :applause: :applause:
    1 punkt
  34. Dziękuję wszystkim miłe za powitanie Pamiętam że jeszcze przeprowadzili wtedy dwie "modernizacje" - wymienili wyciągi na Małe Skrzyczne i ten który kończył się na Hali Skrzyczeńskiej ze strony Soliska (wtedy zwano go "cielętnikiem") na podwójne orczyki. Niestety ze zgrozą stwierdziłem że to były ostatnie inwestycje tamże. Szkoda, to miejsce nie zasługuje na takie traktowanie....ale to temat pewnie wielokrotnie poruszany w innych wątkach
    1 punkt
  35. Cześć Nie idziesz po bandzie BA tylko piszesz sama prawdę. Znam sytuacje warszawskich klubów i jest dokładnie tak jak piszesz. Tu nie chodzi o wyniki i przyszłość tylko o modę i lansik. Rok w klubie warszawskim dla dziecka kosztuje tyle co całkiem niezły samochód. To jednoznacznie determinuje skład. A poziom... Mój syn czasami startuje w zawodach. Orientuje się w jeździe na nartach nieźle ale nigdy nie trenował (trenuje wyczynowo inną dyscyplinę oraz jest w klasie sportowej co ma pewnie wpływ na możliwości ogólne). Kacper startując w zawodach (pierwszy dzień na nartach w sezonie) regularnie wbija się do dziesiątki wśród ponad 30 zawodników z warszawskich klubów w swojej grupie wiekowej. A to już nie są dzieci - niektórzy trenują po pięć lat, 4,5 obozów za granicą w sezonie, regularne treningi celowane cały rok itd. To powinna być przepaść. Z kogo więc mamy wybierać?? Pozdrowienia
    1 punkt
  36. 1 punkt
  37. 1 punkt
  38. Witamy serdecznie!
    1 punkt
  39. Do wesela się zagoi...ups :biggrin: Oczywiście kolejnego w Twojej pracy :wink: :smile: Zdrówka życzę!
    1 punkt
  40. Jeeeezu... teraz się zacznie... Mixer... dlaczego?
    1 punkt
  41. Justyna Kowlaczyk wystartowała ze złamaną kością stopy nie dlatego żeby pokazać, że można biegać z kontuzją ale dlatego, że tej chwili poświęciła ostatnie 4 lata. Każda kropla potu i łez wylanych na treningach była podporządkowana temu jednemu celowi - rywalizacji o olimpijski medal. I nie rezygnuje z osiągnięcia tego celu wbrew przeciwnościom losu. Pokazuje, że nic jej nie powstrzyma i da z siebie wszystko. Zwycięży albo zginie! I my - kibice - właśnie za to kochamy i szanujemy WIELKICH sportowców. Za wolę walki, za nieustępliwość, za niezłomność, za hart ducha, za poświęcenie, za profesjonalizm. A medale są tylko trzy. Tylko trzy. Chodzi o to żeby można było powiedzieć - zrobiłem wszystko co było w mojej mocy. Więcej nie mogłem.
    1 punkt
  42. A ja nic nie prawiłem o lepszym czy gorszym rozwiązaniu : Chodzi o to że po 18 godz wcale nie jest tak że się jest wypompowanym A jeśli chodzi o samolot to ma sens jak sie mieszka blisko lotniska,policz jaki czas Ci wychodzi od wyjścia z domu do zawaterowania np.Francja Ps.Kończmy te rozważania ,bo nie na temat
    1 punkt
  43. Podsumowanie Miasteczko Madonna di Campiglio, Dolomity - piękne. Najbardziej polecam: Pinzolo, Folgaridę. In plus - doskonałe przygotowanie tras czarnych. Dla początkujących - zdecydowanie Groste: Pogoda jaką trafiłem, to przewaga Słońca: Ilość przejechanych kilometrów oceniam na jakieś 200km, co daje mi niewielką średnią ok 33km (szukałem w necie, czy mogę gdzieś to sprawdzić po numerze karnetu i niestety nie znalazłem). Przygotowanie tras: Wrażenia artystyczne... Najlepsze Bombardiono w Viviani na Pradalago - jedyne 5 Euro. ...a jak piersiówka - to tylko "orzech laskowy"... Pozostaje... ...otrzeć łzy, że już się skończyło: Wróciliśmy szczęśliwi. Dolina Słońca i za słońcem poszukiwania uważamy za niezwykle udane. Dziękuję za cierpliwość i wszystkie odwiedziny w wątku. PS. Ostatnią część z krótkimi filmikami nakręconymi na wyjeździe postaram się zamieścić jak najszybciej. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  44. Powrót Pakowanie, to coś, czego najbardziej nie lubię robić przed wyjazdem powrotnym do domu. Zaraz po nartach uwijamy się szybko, bo biorąc pod uwagę warunki pogodowe, postanawiamy wyjechać jeszcze wieczorem. Czekanie do rana może być ryzykowne ze względu na nadal padający śnieg. Poszło szybko, tak jak ostatni przywieziony obiad z Polski - bigos. Bigos jest dobry na wszystko, zawsze i wszędzie :biggrin: Nim zaczniemy ruszać w dół i dalej ku autostradzie, odwiedzamy i żegnamy się z tą przepiękną, urokliwą miejscowością jaką jest Madonna Di Campiglio. Jakby białego przybyło... :wink: Robimy szybkie zakupy podarunkowo, bombardiniowe i obserwujemy ludzi zmagających się z olbrzymią pryzmą śniegu sięgającą pierwszego piętra budynku. Czyżby lawina zeszła z dachu? A może zrzut kontrolowany? ...nie! To chyba jacyś miejscy freeraiderzy :happy: Wyruszamy... ...na serpentynach jazda niezwykle ostrożna - czuć palone sprzęgło w aucie. Oby wytrwało. Łańcuchów zero. Oj przydałyby się, przydały. Jesteśmy na autostradzie. Mijamy będące w całkowitych ciemnościach ostatnie alpejskie szczyty. Smutno, że to koniec... ...jakoś szybko minęło. Wymieniamy się za kierownicą a podróż się dłuży. Jedziemy, jedziemy... ... i nie będzie Kinga, ani Hitchcocka. Będzie Monty Python - taka przygoda. W Czechach jakoś wszystkie stacje benzynowe się poukrywały, czy co? Całą ropę zeżarł "czarny potwór". Stoimy... Ale gdzie? Chyba stoki narciarskie nie chcą nas wpuścić do kraju, bo ostatni z nich przed przekroczeniem granicy magicznie unieruchamia nasz pojazd... Coś podobnego do kieleckiego Telegrafu. Wiele razy przejeżdżałem tędy - teraz mamy okazję się przyjrzeć: Co to za miejsce? Całe szczęście, że jesteśmy na dwa samochody. Wlewamy płyn do spryskiwaczy opróżniając baniaczek, lejek robimy z butelki po wodzie mineralnej i czekamy aż dowiozą... ...okazuje się, że stacja była za zakrętem - niecały kilometr dalej. Niezłe jaja :eek: Uruchamiamy auto, przekraczamy granicę i widzimy, że w okolicach Bielska straszna kicha z zimą... ...ehhh szkoda gadać. Docieramy do domu pocieszając się, że wszędzie dobrze ale właśnie w nim najlepiej. PS. Podsumowanie, suplement i filmiki jak się obrobię z nimi :smile:
    1 punkt
  45. Dzień Piąty - we mgle i puchu. Padało, pada... Wyjazd z Madonny do innych Ośrodków Narciarskich i miejsc Skiramy - odwołany. Przedostatni dzień wita nas niestety brakiem Słońca. Zadajemy sobie pytanie: Gdzie go szukać??? Trzeciego dnia, udało się je odnaleźć w Pinzolo - więc może tam? Szybka narada i mimo trudnych warunków, postanawiamy udać się, właśnie w tamtym kierunku. Pod krzesełkiem jesteśmy jak zwykle pierwsi. Obsługa odśnieża wjazd pod krzesełka. W nocy spadło co najmniej 20cm puchu...i pada, pada niestety nadal. Cały czas. Końcówka trasy przy wyciągu nie wygląda źle: Góra również: Przy próbnej jeździe upadek zalicza jeden z kolegów, a za nim wpada w nawiany śnieg drugi. Wypinają się narty - na szczęście wygląda to, bardziej komicznie niż tragicznie - kończy się śmiechem. Obsługa trasy, Policja jest jednak czujna. Podjeżdża skuterem... ...Pan Policjant pyta, czy wszystko ok? I czy nie potrzebujemy pomocy? Szybkość reakcji, na to niegroźne wydarzenie, imponuje nam. Faktycznie wytwarza się w nas, gdy o tym dyskutujemy jadąc wyciągiem, poczucie większego bezpieczeństwa, opieki ze strony Italiańców. Kierunek Pinzolo. Po trasie czarnej 57 jedzie się dosyć wygodnie mimo opadu. Czuć ratrakowanie pod nartą - jest ono po prostu przykryte lekką pierzynką, ukryte przed wzrokiem. Twarde. Śnieg zaczyna ciążyć dachom. Włosi uwijają się od rana, by usunąć niebezpieczeństwo. Robimy ponownie Ciao "pucharówce"... ...zastanawiam się gdzie w czasie zawodów mieści się publika? Jakoś tu mało miejsca: Wsiadamy do expresu i po łyczku pysznej "wiśnióweczki". Docieramy. Pada, wieje, ziąb. Zaliczamy kilka podstawowych zjazdów, w tym opisywaną wcześniej czarną 100tką: Zatrzymując się na chwilę, przed ostatnią półką, moją uwagę zwraca piękny, drewniany domek przy wyciągu i przy trasie: A może by, tak się do takiego przeprowadzić? Jedziemy w górę, a pogoda się wyraźnie pogarsza. Postanawiamy wracać w nasze "domowe" strony. Docieramy do knajpki Vivaldi i rozgrzewamy się przepysznym bombardino za jedyne 5 Euro. Mmmmmniam!!! Do końca jazdy, w tym dniu, męczymy tutejsze trasy 52, 53, 50, 54. Śniegu przybywa i przybywa... ...nie widzimy już swoich nart. Narciarze wyglądają tak, jakby jeździli na butach. Kończymy jazdę i udajemy się na spoczynek. Przy długiej wieczerzy wyglądamy za okno, raz za razem... Pada, pada, pada... Czy odnajdziemy jeszcze Słońce w Dolinie Słońca? Takie pytanie zadaję sobie zamykając oczy, pogrążając się we śnie. Zasypiam.
    1 punkt
  46. Dzień czwarty - Część I: Marilleva. Czwartego dnia - nie musieliśmy szukać Słońca. Ono nas odnalazło i towarzyszyło niemalże cały dzień. Plan: Marilleva i Folgarida. Zakładam lekką kurteczkę i całą paczką, w doskonałych nastrojach kierujemy się czerwoną, sztruksową, czerwoną trasą numer 45 w stronę pierwszej z miejscowości. Jestem bardzo zainteresowany, jak tam jest, ponieważ przy wyborze kwatery - brałem pod uwagę noclegi w hotelowisku 1400. Nim docieramy do miejsca przeznaczenia, udaje mi się uchwycić różowe porteczki w akcji. Jazda jest przewspaniała - chyba nie muszę wypisywać swoich echów i achów? - wszystko jest widać. Po dwóch zjazdach jeszcze po stronie Madonny, jedziemy pierwszymi kanapami 6stki na szczyt Monte Vigo 2179 m n.p.m. Na pierwszy "ogień" idzie czerwona całość Góry, trasami 11 i 23 - prawie 5km zjazdu. Ponieważ Słonko jest jeszcze "młodziutkie" robimy to w cieniu. 11 góra: 23 dół: Od początku, do końca w czasie tego pierwszego ślizgu - stoki są tylko nasze. Jazda szybka, dynamiczna, bo jest twardo i chłodno. Docieramy do apartamentów Marillevy 1400: Na pierwszy rzut oka - odpychająco. Jakie szczęście, że wybrałem na nasz domek, to co wybrałem. Ufff Przy znajdującej się tutaj stacji pośredniej gondoli 20 - tłok i kolejka ludzi. Wszyscy chcą się dostać do centralnej części ośrodka. Pierwszy raz w czasie pobytu spotykam się z tak dużą ilością narciarzy w jednym miejscu. Jeszcze raz robię ufff Postanawiamy się przenieść najpierw na trasę czerwoną 20. Krótka, kręta i wąska...a jak widać na poniższej fotce, początek piękny... Kolejny raz wciągamy się wyciągiem 18 na szczyt Dos De La Pesa 2155m n.p.m. i testujemy najfajniejszą i bez ludzi trasę czarną 25, 26. Świetna jazda - warunki doskonałe. Powrót w centralne miejsce Ośrodka i znowu przy wyciągach tras łagodnych - tłok. Zaliczamy krótką, niebieską dojazdówkę do archaicznego krzesła 13... ...i zaliczamy jedną z niebieskich dwóch tras. Robi się nieznośnie jeśli chodzi o ilość narciarzy. Wrażenie, jest takie, że jest ich o wiele więcej niż tras, a trasy nie dają rady ich pomieścić. Mimo pięknego dnia, pełnego słońca. Świetnej, długiej łączonej trasy czerwonej oraz podobnej czarnej - Marillevę oceniam najgorzej jeśli chodzi o region, w jakim się znajdujemy. Uciekamy w stronę Folgalidy.
    1 punkt
  47. Dzień drugi. Pradalago i Cinque Laghi w Madonnie Di Campiglio. Najlepsza rano, na początek narciarskiego dnia jest na śniadanie jajecznica z boczkiem i cebulką oraz, potem - sztruks... ...ale nie tylko. Widoki, doskonale przygotowane trasy, mróz i słoneczko...nie mówiąc o piersiówce wypełnionej "orzechem laskowym". Tak się rozpoczyna drugi dzień pobytu we Włoszech. Naszym celem są trasy Pradalago i Cinque Laghi wraz z "pucharówką" znaną z ekranów TV. Jak się później okaże kilka tutejszych stoków będzie naszymi głównymi miejscami "wyryp" zjazdowych na nartach. Tutejsza czerwona 52 i 53, to są właśnie nasze domówki, czyli ścieżki prowadzące tuż pod drzwi rezydencji w jakiej mieszkamy. Pradalago, to również doskonała, czarna 57 przecinająca stojącą, białą gondolę, wynoszącą narciarzy z Madonny na wysokość 2100 m n.p.m. Taki dzień, ranek i południe, to marzenie każdego skimaniaka. Jazda jest doskonała. Twardo, szybko, a na dodatek puste, poniedziałkowe trasy. Po kilku zjazdach przemieszczamy się na Cinque Laghi, po drodze zjeżdżając niemalże do samego miasteczka: Teraz kolejka na trasę pucharu świata w narciarstwie alpejskim - slalomową, czarną, posiadającą również sztuczne oświetlenie 91dynkę. Niesamowita, dynamiczna...tylko dlaczego taka krótka? Chciałoby się jechać i jechać...no i dało się, to zrobić, wyciągając się wyżej do 90tki i odpoczywając na niewielkim, niebieskim łączniku 92. Widok z 90: ...i zjazd na sam dół, pod kolejną gondolę di Campiglio numer 55: Z jej górnej stacji zaliczamy trasę czarno-czerwoną 86, fragment 87 i błękit 85. Przesiadamy się na kosmiczne, białe krzesło, z którego widać po prawej stronie wspomnianą, fantastyczną czarną 90 i po lewej czerwoną 88. Jesteśmy tak pochłonięci jazdą, że nie zauważamy, że diametralnie zmienia się pogoda. Pojawiają się chmury, wiatr i śnieg. Uciekamy czerwoną 89 na stronę Pradalago i robimy przerwę na posiłek, piwko. Część ekipy ucieka do apartamentu a ja, z drugą połową postanawiamy zaliczyć trzy czerwone od strony stoków Marillevy: 46, 47 i najfajniejszą, przy krześle 45tką. Kończymy dzień z nadzieją, że wieczorem i w nocy się wypada... ...w końcu przyjechaliśmy tu, w poszukiwaniu Słońca.
    1 punkt
  48. Dzień Pierwszy: Passo Groste. Piotrze, właśnie dzisiaj wróciłem i już mnie tam nie ma. Niestety. Ponieważ nie miałem Internetu, nie mogłem pisać na bieżąco relacji. Pisząc ją teraz (będę robił to na raty, chcę by była dosyć szczegółowa) wracam tam i wspominam na gorąco – chwile z niezwykłego Masywu Brenta. Wczesnym rankiem wstajemy, robimy śniadanie i obserwujemy jaka będzie pogoda. Zapowiada się piękny dzień. Kupujemy karnety Skirama, sześciodniowe. Cena 434 Euro za dwie osoby dorosłe. Wg informacji jakie odnalazłem w necie powinienem zapłacić 440 Euro. Dlaczego zapłaciłem mniej – nie wiem? Od podanej ceny zwrócono mi jeszcze na koniec nartowania 10 Euro kaucji. Dodatkowo Pani poczęstowała nas pyszną czekoladą. Ponieważ miałem wiele obaw co do swojego kontuzjowanego kolana pobyt postanowiliśmy rozpocząć od delikatnej jazdy na Passo Groste. Na wysokość 2444m n.p.m. prowadzi gondola, która jedzie poprzez stację pośrednią długo i długo… Na początek kilka zjazdów, na twardym i doskonale przygotowanym dosyć płaskim stoku oznaczonym numerem 60. Później przesiadka na krzesełko 47 i zjazdy czerwoną 61 z wysokości 2504m n.p.m. Stąd niesamowity widok na dolinę, po drugiej stronie masywu górskiego: Trasa jest szeroka, piękna: Szkoda, że tuż obok na trasie 63 ustawiony jest zamknięty dla „turystycznych” narciarzy gigant. Przy trasie 60, znajduje się za to otwarty snowpark „Ursus” – żal, że tego typu atrakcje dla mnie – nie w tym sezonie. Piękna pogoda, świetne warunki powodują, że dosyć szybko się rozgrzewam, a noga jest pewniejsza. Jeżdżę na 95% swoich możliwości, czuję się wyśmienicie. Tylko towarzyszące widoki zapierają dech w piersi… Jadę niżej czerwonym, krótkim odcinkiem 64 do dolnej stacji archaicznego krzesełka 49 i ciekawej, krętej i malowniczo krajoznawczej 65tki. Bardzo mi się podoba jazda po urozmaiconym stoku. Przerwa na coś chłodnego w knajpce przy Pierta Grande 2936m n.p.m: I potem zjazd do samego dołu niebieską, przypominającą nartostradę z hali Goryczkowej w naszych tatrach 66, na końcu której mieści się kilka szkółek narciarskich i wyciągów talerzykowych: I znowu długa jazda Groste z przewyższeniem sięgającym blisko kilometra. Rozgrzany, postanawiam się udać w lewo… … na Monte Spinale – 2101 m n.p.m.
    1 punkt
  49. W grudniu 2013 byłem ze swoim ojcem,który ma 78lat na nartach we; Flachau-Wagrain-Alpendorf Zauchensee-Kleinarl Altemarkt-Radsadt Shladming-Planai Kilka ujęć i filmików,a z tego SB stworzył taki filmik. Chciałbym w Jego wieku móc jeszcze choćby się tak ślizgać po alpejskich stokach. Może znajdzie się więcej seniorów którzy będą uwieczniani i w tym wątku będzie można ich oglądać. [video=youtube;M_5ExOMOT4M]
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...