Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. kmarcin

    kmarcin

    VIP


    • Punkty

      45

    • Liczba zawartości

      1 110


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      20

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. lokiec3

    lokiec3

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      2 630


  4. Bumer

    Bumer

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      4 396


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 17.02.2014 uwzględniając wszystkie działy

  1. Się wróciło to trzeba coś skrobnąć. Droga: start z Włocławka, w tamtą stronę 13 h, powrót 11 h. W drodze powrotnej pobiłem dwa rekordy. Przejazd na jednym zbiorniku paliwa 920 km (VW Amarok 2,0 TDI). Oraz to, że rzeczone 920 km przejechałem jednym ciągiem bez żadnego pit stopu. Uznanie również dla moich pasażerów w tym 9-cio i 5-cio latka. Mieszkanie: Kaltenbach - namiarów dokładnych nie mam bo pani nie ma nawet web strony. Znalazłem w wyszukiwarce kwater na stronie http://www.best-of-zillertal.at/de/winter/unterkuenfte/ koszt 700 Eu/ tydzień za 5 osób. Odległość 5 minut marszu od dolnej stacji. Pogoda: no tu trochę było wkurzające bo od obfitych opadów śniegu pierwszego i drugiego dnia po wiatr, zamiecie trzeciego i piątego dnia. Praktycznie tylko ostatni dzień był idealny do jeżdżenia na nartach. Warunki śniegowe: ogólnie to było bardzo ciepło, jednak ośrodek położony jest pow 1500 m (poza Golden Piste), więc śniegu nie brakło, ale zjazd do dołu od stacji pośredniej gondoli Hochzillertal - no niby otwarty, ale wąski i po kawie z mlekiem a nie po śniegu, nawet nie próbowałem, szkoda nart. Ludzie: na przyszłość jak ktoś z forowiczów usłyszy, że w lutym lokiec3 chce jechać do tak popularnego ośrodka to niech mnie kopnie tam gdzie trzeba. Kolejek nie było może specjalnie dużych, ale wydajność transportu na górę zwłaszcza w centralnej części ośrodka jest nieco przesadzona i na najpopularniejszej trasie 5 i 6 wyglądało jak w Białce. W skrajnych częściach ośrodka jednak dało się pojeździć. Trasy i wyciągi: Ogólnie ośrodek można podzielić na dwie części: tą od strony Kaltenbach oraz tą od strony Hochfugen - niestety mało poznaną ze względu na różne okoliczności. Od strony Kaltenbach Najlepsze trasy to od czerwonej 6 i wszystkie numery powyżej aż do 10. Na plus zasługuje komunikacja pomiędzy skrajnymi częściami ośrodka bo z górnej stacji Kristal Exspres można do dolnej stacji Neuhuttenbahn zjechać na raz, a w drugą stronę wystarczy podciągnąć się tylko jednym krzesłem (Schnee expres). Pod tym względem plus. Wiele tras jest ze sobą połączona, tworząc możliwość dowolnych konfiguracji zjazdu. Jest to niby plus, jednak dla mnie nie. Nie jest problemem jeżeli dwie trasy krzyżują się tak, że narciarze zjeżdżają się praktycznie pod tym samym kierunkiem. Jednak kiedy różnice kierunków są znaczne nawet do przecięć pod kątem prostym tak jak to tworzy przez cały ośrodek trasa Z może to prowadzić do niebezpiecznych zderzeń a przynajmniej trzeba mocno uważać. Takich krzyżówek jest tu mnóstwo i ja uważam, że jest to do bani. Najgorsza część ośrodka to część centralna z dwoma krzesłami Mizunbahn i Sonnenjet. Oba te krzesła wyrzucają nieprawdopodobną ilość narciarzy na trasę 5 i 6 - jak wspomniałem jazda tam nie ma nic wspólnego z jazdą. No niby jeszcze można zjechać trasami 3 i 4, ale to są popierdułki nie trasy. Wystarczyłoby w zupełności postawić tam dwie czteroosobowe kanapy zamiast 6-cio i by było ok. Do drugiej części ośrodka od strony Hochfugen można dojechać trasą 12 i krzesłem Wedelexpres. I na dół, tu uwaga: WISIENKA NA TORCIE Trasa czerwona nr 1 Shuttle Berg Zu Tal, 880 metrów przewyższenia, szeroko - żadnych zwężeń, stromość w górnych rejestrach czerwonej jednostajne nachylenie, długość ok 4 km, chyba tylko jeden łagodniejszy fragment. Mój Janek wysiadł w połowie (w ogóle jakoś tym wyjazdem mu nie szło). Zjechać tą trasę na raz to trzeba mieć kondychę i technikę, a zjechać ją po całości z prędkością na jaką pozwala ekspozycja to trzeba mieć i nerwy stalowe. W każdym razie cały czas trzeba robić, robić i końca nie widać, ale wrażenie po dojeździe na dół jest niesamowite. Dla tej trasy warto tu przyjechać. Dalej na stronę Pfaffenbuhel ze względu na Jasia się nie zapuszczaliśmy, więc jej nie opiszę. Chociaż widok na czarne trasy (których nie jestem zagorzałym miłośnikem) z opisanego powyżej zjazdu też jest imponujący i trasy wyglądają słusznie. Zabezpieczenie tras: niestety tu mam najwięcej zastrzeżeń do gestorów ośrodka. Pomijając fakt, że dużo jest dróg na półkach skalnych to są one kompletnie niezabezpieczone. Ja rozumiem, że jak taka trasa biegnie w lesie i zdarzy się komuś spaść na dół to zatrzyma się na jakimś krzaku, czy pieńku. Tu chociaż na zakrętach po zewnętrznej nad przepaściami powyżej linii lasu powinny być jakieś siatki. A przepraszam jedną siatkę widziałem - przy zbiorniku wody - widocznie boją się, że im delikwent może ssaki zapchać. Huty (dla niewtajemniczonych knajpy): z ichniego jedzenia nie korzystałem bo swojego jeszcze jakoś do domu nam się przywiozło, ale wyglądały niektóre stylowo. Podsumowanie: ośrodek imponujący pod względem wielkości i nowoczesności i komunikacji. Pod względem bezpieczeństwa, prowadzenia tras niestety niezbyt wzorcowo. Nieco przerośnięta wydajność wyciągów w centralnej części ośrodka. Popularność ośrodka jest minusem. Plusem jest łatwy i szybki dojazd. W sumie polecam dla samej ciekawości, ale nie w lutym. Dziękuję za wypowiedź, a wytrwałym za dobrnięcie do końca. Pozdrawiam. PS Przechowalnia sprzętu duża szafka dla 5-6 osób 55 Eu/6 dni.
    14 punktów
  2. 5 dzień W tym dniu miał być wyjazd do oddalonego o 15km Fieberbrunn http://www.bergfex.pl/fieberbrunn/, które obejmuje ten sam karnet Schneewinkel. Rozmawiając na stokach czy w gondoli z napotkanymi Polakami okazało się, że np. niektórzy mieszkają właśnie w Fieberbrunn, Lofer, a przyjeżdżają jeździć do Waidring, bo twierdzą, że tu jest najfajniej, najbardziej różnorodnie i w sumie jest najwięcej tras. Po analizie mapki okazało się, że gdybyśmy pojechali do Fieberbrunn, to żona i synek jeździli by tylko po jednej trasie wzdłuż gondolki, bo reszta w ciekawszych i ładniejszych miejscach, to głównie trasy czerwone. A że ja musiałbym jeździć z nimi, to nie zwiedziłbym pozostałej części ośrodka. Tak że decyzja podjęta, zostajemy w Waidring. A skoro tak, to ja byłem już na górze rano kiedy uruchamiali wyciągi. I powtórka z porannej jazdy poprzedniego dnia. Sztruks, słońce, puste trasy, jest idealnie. Robię mało zdjęć, a praktycznie tylko jeżdżę góra-dół różnymi wariantami czerwonych tras. Przy tym włączone aplikacje iSki tracker oraz OnTheSnow z dokładną personalizacją ośrodka. I tak sobie jeżdżę często prawie na maksa i... jestem zawiedziony... patrzę na aplikacje i iSki pokazało mi maksymalną prędkość 99km/h, a OnTheSnow 96,1 km/h. Nie jeździłem w ogóle dla max. prędkości, a tu było tak blisko, żeby pokonać magiczne 100km/h. Gdybym tak przed jedną ścianką nie zwalniał dla bezpieczeństwa, bo za progiem nie było widać co dzieje się na spadku, albo pojechał później na krechę to spokojnie 100 by strzeliła. Na powtórkę nie było jednak czasu, bo właśnie Gosia z Bartkiem dojechali gondolką i trzeba było przerwać swoją jazdę, a zacząć jeździć z nimi. I ponownie jeżdżenie po wszelkich niebieskich z kolejnym wypadem do niemieckiej części ośrodka. W tym dniu Gosia z Bartkiem zrobili swój rekord 19 km zjazdów. Tak wyglądał poranek w Steinplatte: I widok z samej góry Steinplatte na ośrodek w Lofer http://www.bergfex.pl/lofer/, gdzie będziemy jeździć ostatniego dnia: cdn.
    8 punktów
  3. 6 ostatni dzień jeżdżenia - Lofer Od samego początku pobytu w ostatni dzień zaplanowałem, że będziemy jeździć w Lofer http://www.bergfex.pl/lofer/. Ośrodek ten mimo, że oddalony od Waidring o 10km znajduje się już w regionie Salzburg i niestety karnet Schneewinkel nie obejmuje go. To jednak nie było problemem, bo Schneewinkiel mieliśmy na 5 dni. Problemem stało się to, że nagle Bartkowi nie wiadomo czemu odechciało się jeździć. Ale prośby, obietnice jakoś poskutkowały i ruszyliśmy. Po ok. 15 minutach byliśmy na miejscu i nie wiedząc za bardzo gdzie są parkingi udało nam się zaparkować 20 metrów od dolnej stacji gondoli. A w sumie parkingów jest kilka, niektóre powyżej dolnej stacji gondoli, do której zjeżdża się na nartach. A dookoła wiosna, w słońcu 15-20 stopni, w cieniu 8. Dolna stacja gondoli na Loferalm: Wagonik oblegany przez dzieci i wszechobecne krowy, ponieważ teren Loferalm w okresie wiosenno-letnim jest jednym wielkim pastwiskiem: Dojazdówka do dolnej gondoli z parkingów no i z ośrodka, na dole z racji nasłonecznienia i temperatury w nie najlepszym stanie, ale widać, że śniegu jest nasypane i utrzymują ją przy życiu: Czarna 10 Postalm w dolnej części ośrodka nieczynna: Zjazdówka nr 1 czarno-czerwona do dolnej stacji gondoli: No i wjechaliśmy drugą gondolką na górę, zjazd do krzesła i jedziemy 8-os. krzesłem Family Express jeszcze wyżej. Poniżej rozstawione tyczki na czerwonej 4b: Po lewej czerwony wariant 4a, a po prawej niebieski 4: Widok na Waidring-Steinplatte, gdzie dotychczas jeździliśmy: Po lewej niebieska 3, a po prawej górna część niebieskiej 4: I snowpark wzdłuż trasy nr 4: cdn.
    7 punktów
  4. I krótki spacer, po pięknym i bardzo urokliwym miasteczku Lofer. W centrum nie ma chodników, chodniki są ulicami, a ulice chodnikami, które biegną między nieharmonijnie rozstawionymi budynkami z pięknymi fasadami, malowaniami, wykończeniem.
    5 punktów
  5. ciąg dalszy 6 dnia górna część 4 i widok na górną stację krzesła na Schonbuhel: I rejon tras Schonbuhel. Główne to szerokie niebieskie 7 i 5, a do tego krótsze fragmenty tras czerwonych 5a, 6, 8, 8a: "Główny deptak" w Lofer, niebieska 4: Dywanowy łącznik pomiędzy dolną stacją krzesła Family Expres a górną stacją gondoli Almbahn II, a jednocześnie wyciąg dla dzieci, przy wydzielonym dla nich terenie: cdn.
    5 punktów
  6. Niestety netbook padł i dopiero teraz po powrocie mogę opisać swoje wrażenia.Podróż trwała autokarem 27-28 godzin dla mnie to nie problem , minęło szybko, pomagaliśmy sobie zdecydowanie alkoholem ( nie piwem bo przerwy są co 4-5 godzin).Sama wioska (dla snobów - Kurort) Alpen De Huez przypomina trochę blokowisko 5 piętrowych apartamentowców z Austriackimi chatami.Jest odkryty basen, lodowisko (w cenie karnetu po 1 wejściu) tor kartingowy/ jeepów ,dużo sklepów , restauracji, dyskotek, klubów itd.... każdy może znaleźć coś dla siebie po nartach (nawet wynająć samolot z pilotem).....Cały wyjazd zostawił niestety spory niedosyt .... przez pogodę i dlatego wiem że tam wrócę :smile: Początek pobytu nie zapowiadał tego co będzie się działo z pogodą (widok z apartamentowca) .... Widok z trasy na główną miejscowość: Niedziela i poniedziałek minęła genialnie narciarko zwiedziliśmy region tras Vaujany ,Oz En oraz ten który zrobił na mnie najlepsze wrażenie Auris z wprost genialną trasą Fronteroide.Francuzi zdecydowaną większość tras robią techniką na 3 ratraki ,nawet wielkie polany są tak ratrakowane ma to minusy, ale i plusy jeżeli ktoś lubi free-ride - to jest po prostu raj dla nichWieczorem w poniedziałek zaczyna się armagedon ..... Wtorek rano wita nas dodatnią temperaturą i .... mgłą, która z przerwami na śnieg i deszcz ze śniegiem na dole trwa do soboty W czwartek byliśmy w pobliskim Les2Alpes .... niestety ośrodek był zamknięty przez zagrożenie lawinowe, opady śniegu oraz wiatr .... więc oprócz trzech orczyków nie chodziło absolutnie nic !!! Pożegnanie w sobotę z rana- poprawa pogody: Podsumowując:Dwa dni fajnej pogody to mało, ośrodek jest zdecydowanie warty odwiedzenia, nie można się tam nudzić przez cały tydzień, wyjeżdżając było bardzo dużo śniegu w samej miejscowości - grubo ponad metr (na wysokości 1800 metrów).... śnieg na chwilę obecną zaczyna kończyć się na wysokości 1400 metrów (pierwsze zielone placki) a na 1200 metrów jest idealnie wiosennie. Przez pogodę nauczyłem się jednego, slalomki nie nadają się jako jedynie narty na wyjazd w takie warunki .... musiałem posiłkować się wypożyczalnią.... Kilka zdjęć na koniec:
    5 punktów
  7. No to zaczynamy :)Tutaj macie takie tryumfalne: Teraz kilka moich ulubionych Tutaj ponoć myślała o mnie, ale mnie się wydaje, że tylko tak kurtuazyjnie powiedziała, żeby mi było miło Te robione telefonem, dlatego jakość słabsza A to było z dedykacją dla mnie tuż po tym, jak przejechała linię mety :)
    4 punkty
  8. cd. Lofer Widok na ośrodek z górnej stacji krzesła Schonbuhel: Widok z trasy nr 9: No i nasza ekipa na szczycie Schonbuhel: Freeride jest wszędzie: Widok z 9 na połączenie 9 z 3: Pamiątkowe zdjęcie Bartka z alpejską krową: I część przeznaczona dla najmłodszych: cdn.
    4 punkty
  9. Miało być osobno, bo nie było odzewu góry odnośnie igrzysk. Wyszło jak wyszło, ale nie martw się jest specjalna klasyfikacja igrzysk prowadzona i w tej chwili wyniki wyglądają w ten sposób: 1.darek67 29 2.ojciecpramatki 26 3.marioen 22 4.roch 21 5.pete 18 6.rush 17 miraz 17 8.buenosaires 16 hucu 16 10.dzw 14
    4 punkty
  10. ciąg dalszy 5 dnia A poniżej już zdjęcia ze wspólnego jeżdżenia. 4-os. krzesłem Mosern wjazd na górę: Tą dojazdówką przejeżdżamy na stronę niemiecką Winklmoosalm: To co nam się bardzo podobało i jednocześnie zaskoczyło, to wielu narciarzy obu płci, którzy byli dobrze po 70, a niektórzy nawet po 80. Uśmiechnięci, cieszący się życiem, jazdą na nartach i przede wszystkim sprawni. Też chciałbym być takim staruszkiem. A poniżej starszy pan podchodzący pod górę na skiturach: Tędy będziemy wracać na stronę austriacką: I Winklmoosalm w całej okazałości. Długie, płaskie i niesamowicie szerokie. Idealne miejsce do stawiania pierwszych kroków a nartach i dla kogoś kto lubi się wozić na nartach a nie jeździć: Przekraczamy granicę na czerwonej 15 i widok na część austriacką: No i czas coś zjeść i napić się:
    4 punkty
  11. Dobra, jest to jakieś wyliczenie ale... Trzeba również brać pod uwagę stan toru, jego gładkość. Wiadomo, tor nie jest regenerowany po każdym biegu. Ale są też i inne czynniki, np. ilość widzów w hali, to czy ktoś otwierał jakieś drzwi w trakcie trwania biegu. a moze włączyła się automatycznie wentylacja mechaniczna? Nie bez znaczenia jest w którym kierunku krzykiem dopingowano łyżwiarzy robiąc "wiatr". A może ktoś w czasie biegu kichnął, pierdnął? A może w czasie biegu ktoś się poruszał robiąc zawirowania powietrza? A ilość tlenu w powietrzu, a temperatura powietrza i lodu, a cisnienie w hali a..... Może tak porównać wagę łyżwiarzy i liczyć jak szybko porusza się kilogram panczenisty?:smile: A najlepiej to trza było tego Holendra ostrzyc, byłby lżejszy i bardziej opływowy! No i wykastrować, przyrodzenie by nie przeszkadzało i byłby lżejszy! Przynajmniej o jedno jajko!:smile:
    4 punkty
  12. Dajcie spokój z tymi uogólnionymi opiniami o Czechach ( i Słowakom się oberwało) bo poniekąd stajecie się podobni do tej właścicielki Willi Kamila! Mnie także spotkało parę nieprzyjemności w tych krajach. Odmówiono mi sprzedaży, "stróże prawa" wymuszali mandat. Ludzie są tylko ludżmi, mają swoje uprzedzenia. W przypadku włascicieli tej willi, jeśli to prawda, jest to przypadek do leczenia! Nie do komentowania. Ludzie tak nietolerancyjnie nastawieni do innych powinni się izolować dla własnego dobra i zdrowia. Prowadzący pensjonat muszą być otwarci na różnorakie żądania ludzi a także godzić się na nie zawsze poprawne zachowanie klientów. Taki juz jest świat. Proszę, nie zniżajcie się do poziomu Kamilli.
    4 punkty
  13. Dzień Czwarty, ostatni - Jurgów. Poranek przywitał nas pięknym Słońcem. Aż żal było się pakować i wyjeżdżać...ale cóż, wszystko co dobre, szybko się kończy. Jemy śniadanko, żegnamy się z przesympatycznymi właścicielami pensjonatu, w którym mieszkaliśmy i wyruszamy w stronę Jurgowa. To Hawrań jest ostatnim celem naszej "Walentynkowej wyprawy". Jesteśmy na miejscu parę minut po 10. Kupujemy karnety dwugodzinne po 35 zł (brak karnetów 3 godzinnych - dlaczego?, cóż - taki lokalny folklor) i udajemy się na stok. Dzisiaj znowu towarzyszyć nam będą znajomi ze Starego Sącza, więc zapowiada się nartowanie w miłej atmosferze. Pierwszy rzut oka - i widzimy ustawiony gigant: Coś mi się wydaje, że to "sprawka" jednego z Forumowiczy?... Mimo sporej liczby samochodów na parkingu, tłok na stokach jest tylko "falowy". Temperatura +3, świeci słoneczko a podłoże dosyć twarde, z lekkim cukrem w dolnych partiach stoków, zwłaszcza przy wyciągach. Gdy byłem tu ostatni raz - jakieś cztery lata temu...??? - w ośrodku było tylko jedno krzesło. W chwili obecnej jest ich dwa - co znacznie podwyższyło przepustowość - wspomnienie z przed lat, to kolejki przy bramkach. Widok na szczyt i górną stację pierwszego, wybudowanego tu wyciągu "kanapowego": Jazda jest przyjemna, krawędzie trzymają - jedyny feler - to, od czasu, do czasu "slalom" między innymi narciarzami. Szerokość głównej trasy w pewnym momencie jest imponująca: Niestety, pomimo sporej ilości naprodukowanego śniegu - trasa czarna, którą nigdy nie jechałem nie została przygotowana: Widok na Tatry jest przepiękny! Stok, którego kiedyś również nie było, a który zaliczyłem - to krótki i dosyć płaski fragment na części szczytowej ośrodka. Wyciąg - talerzyk. Po treningu giganta... ...udało mi się uchwycić stadko ufoludków: Hawrań posiada oddzieloną część tzw "oślich łączek", co zdecydowanie poprawia bezpieczeństwo na głównych trasach. Szczytowa część - talerzyk, przy głównej trasie: Czas upływa nie wiadomo kiedy? Super nartowanie w miłym gronie dobiega końca. Cztery dni na Podhalu mijają w ekspresowym tempie. Udało nam się odwiedzić w tym czasie: Litwinkę, Harendę, Suche, Nosala, Kasprowy i Jurgów...a miało być lightowo... Cóż - taki life narciarskiej pary, która zamiast term i innych zbytków woli śnieg, prędkość, szusy i obcowanie wśród Gór i innych tego typu zapaleńców. Miało być romantycznie...i było, tak po narciarsku! Tytuł wątku do czegoś zobowiązuje, więc na koniec walentynkowa fotka: pozdrawiam marboru PS. Jak się ogarnę, obrobię, to wstawię kilka filmików nagranych podczas tej wyprawy.
    4 punkty
  14. Niezwykle ciepły filmik, o nartowaniu w Sarajevie. Bałkańska muzyka, klimat miasta, przygoda w egzotycznym narciarsko miejscu. Za miastem ruiny, pozostałości działań zbrojnych, poprzeplatane górkami...a to wszystko w puchu, w lesie :happy: ...a Sarajewo było przecież gospodarzem zimowej Olimpiady w 1984 roku :happy: Wtedy jeszcze Jugosławia. Z dzieciństwa pamiętam skoki w wykonaniu Nykanena i Weisfloga... W slalomie natomiast na 6 pozycji była Małgorzata Tlałka-Mogore :happy: Zachęcam do obejrzenia filmiku: [video=vimeo;39202260]
    3 punkty
  15. Krótko na temat soszowa... Byłem w niedzielę. Jak ktoś ogląda czasami jazdę po muldach w tv to na soszowie było gorzej. Wieczorne ratrakowanie pomogło na poł godziny. Z czerwonej trzeba zjechać na zielona gdzie mamy trasę pół śnieżną pół ziemną. Jak dla mnie szkoda czasu i pieniędzy. Bardziej walka aby się nie połamać nart niż jazda.
    3 punkty
  16. Jako suplement do relacji, kilka krótkich filmików, ze stoków, na których byłem. Niestety Litwinki nie sfilmowałem - w sumie nie wiem dlaczego? Zapomniałem :frown:: Nagrań dokonywałem z ręki, aparatem fotograficznym, więc jakość nie jest zbyt dobra - przepraszam. 1. Harenda. Zwróćcie uwagę na "ekipę" po prawej stronie stoku i gościa jadącego śmig. Dziewczyna, która prowadziła instruktarz - jej jazda, rewelacja. Niestety karta pamięci i jej wielkość, nie pozwoliły mi na nakręcenie drugiego obrazu. [video=youtube;dRNoLuhLFtU]http://www.youtube.com/watch?v=dRNoLuhLFtU 2. Poronin - Suche. Ależ mi się super jeździło na tym stoku. Idealna górka do jazdy karwingowej. Ośrodek z klimatem, do którego z całą pewnością wrócę. Polecam wszystkim, którzy nie byli. [video=youtube;S_3y7DA0_W0]http://www.youtube.com/watch?v=S_3y7DA0_W0 3. Nosal. Obraz niedziałającego krzesła i czynnej części stoku. Piękne kolory nieba na zachodzie słońca. [video=youtube;IgwFpAWDw6o]http://www.youtube.com/watch?v=IgwFpAWDw6o 4. Kasprowy Wierch, widoczki i zjazd z aparatem w ręku po ściance trasy gąsienicowej. [video=youtube;oDAYphEaba4]http://www.youtube.com/watch?v=oDAYphEaba4 5. Słoneczko i widoczek z Jurgowa. [video=youtube;VSDuw_vMhTM]http://www.youtube.com/watch?v=VSDuw_vMhTM
    3 punkty
  17. Klara 3 lata i 3 miesiące już ciśnie sama na talerzyku, kontroluje prędkość i skręty pługiem. Dobry użytek mamy z pachołków treningowych, slalom wprowadził urozmaicenie i córa chętnie się na nim bawi a i inne dzieci dołączają co wprowadza element pozytywnej dziecięcej rywalizacji. Poza tym wymusza skręt, bo jak sam jej powiem "skręcaj w prawo" to oczywiście skręci w lewo itp. Z każdym dniem na nartach zyskuje pewności i ochoty na jazdę. W tym sezonie ma już 13 nartodni. Próbowałem z nartami 100cm i w ogóle ich nie mogła opanować, więc czekają aż podrośnie, podobnie zresztą z kijami. [video=youtube_share;4KKnF6qv8q0]
    3 punkty
  18. Jutro GS 1 przejazd start o 6:30, 2 przejazd o 10:00
    3 punkty
  19. Karpacz - narty na Kopie nowocześniejsze Karpacz - narty na Kopie nowocześniejsze: poszerzenie tras, modernizacja wyciągu Zbyszek, system naśnieżania na Złotówce Poszerzenie tras zjazdowych, nowe wyciągi i system naśnieżania to część kompleksowej modernizacji tras narciarskich w Karpaczu. Koszt całej inwestycji wyniesie około 40 mln zł. Jak powiedział PAP zastępca burmistrza Karpacza Ryszard Rzepczyński, rozpoczęły się właśnie prace przy wycince drzew, dzięki czemu możliwe będzie poszerzenie tras narciarskich w okolicach miasta. „Do tej pory zajmowały one powierzchnię około 20 ha, która teraz zostanie powiększona o 2,6 ha. Dzięki temu narciarze będą mieli więcej miejsca na szusowanie. Dla ich wygody powstanie również wyciąg łącznikowy między ul. Olimpijską w Karpaczu a dolną stacją wyciągu na Kopę. To sprawi, że z parkingu będzie można podjechać bezpośrednio pod wyciąg, bez konieczności długich wędrówek w niewygodnych butach narciarskich” – dodał Rzepczyński. W planie jest również modernizacja wyciągu „Zbyszek”, który prowadzi na samą Kopę. Obecnie jest to wyciąg jednokrzesełkowy, a po inwestycji będzie czterokrzesełkowy. Zostanie też przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Po remoncie jego przepustowość wyniesie zimą ponad 1,2 tys. osób na godzinę i ponad 600 osób na godzinę w sezonie letnim Nowoczesny wyciąg na Kopę będzie też dużo bardziej odporny na wiatr, dzięki czemu będzie mógł funkcjonować nawet podczas dość wietrznej pogody. Istotną częścią inwestycji jest także budowa systemu naśnieżania m.in. na trasie zjazdowej „Złotówka”. „Jak pokazała tegoroczna zima, bardzo często funkcjonować mogą tylko te trasy, które są sztucznie naśnieżane. Ta inwestycja przyciągnie więc do nas więcej amatorów białego szaleństwa” twierdzi Rzepczyński. Przedsięwzięcie jest realizowane dzięki inwestorowi, którym jest Miejska Kolej Linowa Karpacz Sp z . Źródło: PAP, Onet.
    3 punkty
  20. Oto dlaczego Bodzio płakał: http://sport.wp.pl/kat,1039857,title,Amerykanie-oburzeni-zachowaniem-dziennikarki-NBC,wid,16412407,wiadomosc.html
    3 punkty
  21. Trochę oglądam te Igrzyska i stwierdzam, że jest zdecydowanie dwóch debeściaków: Przemysław Babiarz i Piotr Dębowski - komentują oni dyscypliny, o których praktycznie nie mam pojęcia (bo kojarzenie dwóch czy trzech zawodników, którzy zdobywali medale na poprzednich IO to żadna wiedza), a dzięki nim z prawdziwą przyjemnością oglądam łyżwiarstwo. Z drugiej strony chciałbym się odwołać do wczorajszego komentarza podczas zawodów bobslejowych. Tak się złożyło, że mogłem oglądać tylko przez moment, akurat trafiłem na Polaków i aż sobie usiadłem, jak usłyszałem komentarz tuż po starcie. Nie wiem, kto to komentował, ale w słowach nie przebierał: "Nikt nie walnął w tą dechę, tylko Mróz musiał!" :biggrin:
    3 punkty
  22. Witam wszystkich o poranku-z racji zamieszkiwania Kotliny Kłodzkiej wtrącę kilka słów na temat naszych sąsiadów. Ja i moi znajomi jesteśmy częstymi gośćmi po drugiej stronie granicy na nartach jak i na rower lub też dla ich dobrej kuchni. W tym sezonie praktycznie od poczatku sezonu czyli od grudnia zaczeliśmy śmiganie na nartach tam i ?I nie żałujemy warunki na narty są,były i będą lepsze od naszych górek.Nie mogę potępiać naszych sąsiadów bo zawsze jaka zima by nie była to przygotowanie stoków i w/g podejście do sportu profesjonalnego jak i amatorskiego muszę przyznać mają ciut lepsze od nas:biggrin:A co do nacji czy nas lubią czy nielubią jest tylko i wyłącznie naszą winą,a na koniec po prostu informujmy się o przypadkach złego traktowania nas czy to w Czechach czy Austrii lub gdzie indziej i eliminujmy to przez nieodwiedzanie tych miejsc a nie całego kraju:stupid:
    3 punkty
  23. jak ja lubię takie generalizowanie bez uzasadnienia. A obsesje, takie jak u niektórych, ponoc można już leczyć. W CZ bywam zbyt często by nie wiedzieć, że w każdej nacji znajdą się osobnicy, którzy nigdy w życiu nie powinni zajmowac sie usługami, ale i tacy, którzy nigdy w życiu nie powinni z nich korzystać.....
    3 punkty
  24. ...tabletek zapomniałeś połknąć....
    2 punkty
  25. Czekałem,czekałem i się doczekałem swojego wyjazdu narciarskiego w tym roku.: Od 21.02 odwiedzę znowu kraj do którego na narty jeżdzimy nader rzadko-NORWEGIA A konkretnie NOREFJELL SKICENTER,za kilka dni kilka fotek i mały opis tej niedużej miejscowości niedaleko Oslo.Teraz jest dwa metry śniegu
    2 punkty
  26. To teraz ja poddam się krytyce. Chociaż funcarving traktuję bardziej jako okazjonalną zabawę na stoku, ale zawsze można coś poprawić. W temacie fun-u jestem samoukiem. [video=youtube;G6v17AVnV54]
    2 punkty
  27. Jeszcze raz dziękuję wszystkim :happy: a każdemu z Was w ramach podziękowań samych takich chwil, takich dni i takich warunków:
    2 punkty
  28. Odwiedziłem dziś rano Telegraf, żeby zobaczyć jakie są warunki i nie wyglądało to źle. Stok wygląda na pierwszy rzut oka ładnie, wyratrakowany, nie widać żadnych prześwitów, kamieni, itp. Śnieg twardy, dość mocno zmrożony po nocnych przymrozkach i pewnie bardzo szybki. Dziś nie bardzo mogę, ale jutro melduję się tu o 10 :smile:
    2 punkty
  29. ...Johnny, to było wczoraj...
    2 punkty
  30. Ja polecam Yema F16, z tego co widzę to korzystają z technologi Audi :stupid: a kosztuje 3x mniej.A resztę spamu to przemilczę
    2 punkty
  31. Ponieważ nigdy nie byliśmy z ekipą w Beskidach postanowiliśmy w tym roku okres ferii wykorzystać zwiedzając ośrodki w rejonie Wisły, wykorzystując ją jako bazę wypadową.Choć sam wyjazd, z powodu pogody, wisiał na włosku prawie do ostatniego dnia, finalnie stanęło na postanowieniu, że jedziemy i zobaczymy co będzie. I tak w sobotę 8 lutego koło południa dotarliśmy do wiosennej Wisły. Śniegu - poza jego pasami w mijanych ośrodkach w Ustroniu, Nowej Osadzie czy Cieńkowie - grama nie było widać, ale skoro przyjechaliśmy na narty trzeba wykorzystać to co jest.[ATTACH=CONFIG]13987[/ATTACH] [ATTACH=CONFIG]13988[/ATTACH]I tak zaczęliśmy od Nowej Osady, karnet od 18-tej i bez szczególnego czekania chwilę później jesteśmy na kanapie. Stok dość szeroki, prosty, z góry wygląda na solidnie naśnieżony. Jednak pierwszy zjazd pokazał, że temperatura w ciągu dnia bliska 10 stopniom zrobiła swoje i stok jest bardzo miękki i przy tej okazji, szczególnie w dolnej części mocno zmuldzony i kaszkowaty. Jednak pierwsze koty za płoty i trzy godzinki szybko przeleciały. Zaznaczyć należy, że ilość tras na ich mapie to ściema, bo tak naprawdę to jedna trasa plus nieczynna nartostrada, którą widać było zniwelowaną przy wyciągu. Na plus fajnie rozlokowane knajpki przy trasie.Dzień drugi to wizyta w Cieńkowie. Tu już tak dobrze z naśnieżeniem nie wyglądało: ścianka zamknięta, choć jednym czy drugim boczkiem jakoś prześliznąć się dało, ale też niżej przetarć i miejsc do omijania było sporo. Ośrodek, pomimo gorszych warunków na trasach, ciekawszy od Nowej Osady, ma kilka wariantów zjazdu, może nie jakichś super ciekawych, ale jednak są. To też ośrodek, który zapisze się w historii naszej ekipy jako ten, w którym pierwszy raz skorzystaliśmy z pomocy panów z GOPR (pozdrowienia przy okazji), gdzie po kilku godzinach bezproblemowych zjazdów, już w drodze ze stoku do samochodu, koledze przydarzyło się coś takiego jak zwichnięcie łękotki, kolano odmówiło posłuszeństwa i dla niego nartowanie na tym wypadzie się zakończyło. Po wizycie w Cieńkowie, obawiając się o dalsze warunki, podjęliśmy próby wywołania opadów śniegu za pomocą różnych płynów i ich dozowania w odpowiednich dawkach. Efekty zaczęły być już widoczne wieczorem. A nad ranem obraz, który ukazał się nam za oknem wywołał tzw. banana na naszych twarzach. Decyzja szybka, jedziemy do SON, bo tam wyżej i wydawało nam się, że opad mógł być tam największy. Na miejscu banan się pogłębił, bo i biało i słonecznie. Jako, że byliśmy z dziećmi pojawiły się obawy o wjazd na kotwicach, jak się później okazało słuszne, bo jazda z 6-latkiem po oblodzonym, nierównym torze i kotwicą pod kolanem to istna mordęga. Dlatego też ekipa po dwóch zjazdach się podzieliła i część wróciła do Wisły. My natomiast zwiedzaliśmy to co było otwarte i można było pojeździć. Warunki po opadzie były bardzo dobre, na 10 trochę twardo, 8 świeży śnieg, na którym świetnie się jechało, dalej Golgota, o którą się najbardziej baliśmy, ale była całkiem przyzwoita i właściwie poszła na raz, bez lodu i muld, może końcówka trochę słabsza była. Pozostało jeszcze Suche, a więc szybkie przedreptanie przez dróżkę, krótka jazda do góry i 7 na dół. Krótko, ale bardzo przyjemnie, śnieg bardziej miękki, ale nie za miękki, fajna jazda więc jeszcze kilka razy powtórzona i dalej powrót na Juliany. Słonko cały czas świeciło, widoki były, warunki się nie pogarszały więc i u nas banan trwał i po tym czego zasmakowaliśmy padło, że musimy się tu na jakiś weekend zjawić jak będzie dużo więcej śniegu i wszystko otwarte, jednak na pewno bez mniejszych dzieci. Po dobrych wrażeniach z dnia wieczorkiem jeszcze na godzinkę pojechaliśmy na Soszów. Godzina 20.00, ludzi prawie wcale, pięć szybkich kursów koleją i dwójką w dół. Przyjemna traska na godzinę, dwie, szczególnie do góry się można fajnie rozpędzić, jednak nie wyobrażam sobie jak wygląda dojazd do wyciągu wzdłuż drogi, wąskim odcinkiem przy większej ilości narciarzy na stoku, którzy zjeżdżają wszyscy do tej trasy. Kolejny dzień, czyli wtorek, przyniósł znów opady tylko niestety tym razem deszczu i dzień minął pod znakiem zwiedzania, bez nart. Jednak zachęceni ostatnimi modłami wspomaganymi napojami od „sponsora” postanowiliśmy, że je powtórzymy, no i powtarzaliśmy do późnej nocy. No i znów się udało, środa przyniosła całodzienny opad śniegu i choć ten dzień spędziliśmy ponownie na Cieńkowie, warunki były niełatwe, bo mimo, że padał śnieg to ciuchy były mokre jak przy sporej ulewie ponieważ temperatura koło 0 powodowała, że śnieg na ziemi leżał, ale już na ubraniu czy krześle była woda. Dało się też lepiej pojeździć na ściance, jednak tu mocno wkurzaliśmy się na deskarzy. Ich zjazd, a właściwie spych powodował, że cała kilkucentymetrowa, nieubita warstwa śniegu, po którym na nartach dało się jechać, po jednym zjeździe (spychu) parapeciarza odkrywała na nowo ziemię i do jazdy trasa się już nie nadawała. Po tym dniu wyjeżdżeni, ale też mokrzy z nadziejami patrzyliśmy na prognozę na czwartek. Sprawdziła się, mrozik był, śnieg ze środy pozostał, niebo czyściutkie, nic tylko pozostało ruszyć na Skrzyczne. Już sam wjazd nawet starym krzesłem dał świetne wrażenia, przede wszystkim wizualne. Trasy pod nim są przygotowywane, jednak śniegu na nich jeszcze sporo brakuje. Dojazd do Jaworzyny i już widać, że inni się dobrze bawią. Nowa kanapa, wypasiona, jak widoki ze Skrzycznego. Trochę podziwiania widoków i zjazd FISem, trasa bardzo fajna, szeroka, ludzi sporo, warunki niezłe jednak czym później tym gorzej się robiło. Ścianka się mocno zmuldziła, a przejazd na Kaskadę i sama Kaskada ze zjazdu na zjazd koło południa robiły się coraz bardziej oblodzone. Mimo tego wrażenia pozytywne. W międzyczasie zjechaliśmy też zamkniętym Ondraszkiem i tu mniej więcej do przejazdu pod krzesłem było ok, jednak dalej masakra, czułem się jakby ktoś miał moją laleczkę voodoo i kuł ją co sekundę, bo takie odczucie towarzyszyło nartom, które miałem pod nogami, a to przenosiło się na mnie. Tej trasy póki co nie polecam. I tu pierwsza wizyta w Beskidach się zakończyła, wrażenia raczej pozytywne, chociaż w Wiśle przydałoby się coś większego, bo ośrodków sporo, ale wszystkie małe. W Szczyrku z kolei tak jak wszyscy piszą, trasy świetne jeno uciążliwe dostawanie się na nie (poza Skrzycznem). Pewnie jeszcze się tam pojawimy, ale przy lepszych warunkach śniegowych.PozdrawiamArtur
    2 punkty
  32. 4 DZIEŃ ciąg dalszy Ponad 1,5 godziny pojeździłem dość intensywnie po swoich ulubionych trasach, ale kilka minut po 10, kiedy zrobiło się już pochmurno, gondolą wjechała żona i synek i rozpoczęło się ponowne jeżdżenie razem, które także dostarczyło mi dużo radości przede wszystkim przez to, że Bartek złapał bakcyla, nie boi się jeździć i bardzo chce jeździć. Tak samo Gosia radziła sobie z każdym dniem coraz lepiej. Wspólnie jeździliśmy po tych samych trasach co do tej pory, z tymże postanowiliśmy też odwiedzić niemiecką część ośrodka Winklmossalm, którą obejmuje ten sam karnet http://www.winklmoosalm.de/. Mnie ta część poza górnym lekko czerwonym odcinkiem w ogóle nie zachwyciła, bo bardzo płasko, długo na ok. 2km i niesamowicie szeroko (ok. 100 metrów) i nudno, a do tego bardzo dużo szkółek narciarskich i bardzo dużo jeżdżących ludzi. Mnie nie zachwyciła, ale żonie na przykład podobało się, bo po prostu zjeżdżała lajtowo z górki. Jednak w całym ośrodku po obu stronach granicy to właśnie tu znajduje się najlepsze i najnowocześniejsze 6-osobowe krzesło Scheiblerg. Poniżej kilka fotek: Tu jeszcze zdjęcia kiedy jeździłem sam: 6-osobowe krzesło prowadzące na szczyt Steinplatee, a wzdłuż niego czarna 8, w górnej części prowadzącej ze szczytu do połączenia z czerwoną 9 nie jest ratrakowana: Fragment górnej części czarnej 8: Połączenie czerwonych 6 z 7, a następnie niżej z 5: Czerwona 9 i 9a na wypłaszczeniu i rozstawione na niej tyczki, a w tle czarna 8: A to trenujące dzieciaki na tyczkach: Poniżej już zdjęcia z jazdy z żoną i synkiem: Jesteśmy już w niemieckiej części i zjazd niebieską 17, to jej górna część, na której właśnie żołnierze ćwiczą zjazd z toboganem: Odcinek do dolnej stacji 6-os. krzesła, do górnej stacji jedynego czynnego orczyka Kurvenlift i w tle do górnej stacji gondoli Winkmoosalm i dolnej stacji krzesła 4-os. Na stoku miejscami troszkę tłoczno: Widok na dolną stację 4-os. krzesła i górnej gondoli: No i full wypas na krześle Scheilberg:
    2 punkty
  33. Dziękuję Wreszcie nia pierwszym miejscu - jestem w gazie :stupid: A zwróciliście uwagę, jak typowała Anetka? To się nazywa patriotyzm!
    2 punkty
  34. Jak tak patrzę na "wynik" Holendrów, to musiał być u Pani Kamili, ten co przegrał z naszym Bródką :biggrin:
    1 punkt
  35. Jacek np. napisał że Maciek jedzie w SG z 39 numerem. Ja bym tak odważnego stwierdzenie nie popełnił, ja bym raczej oznajmił że Maciek ma 39 numer startowy. :wink:
    1 punkt
  36. kolejne newsy: http://sport.tvn24.pl/f1,116/kamera-na-kasku-winna-obrazen-schumachera-zadzialala-jak-mlotek,399170.html
    1 punkt
  37. Ja tam lecę niestety w piątek 28 lutego ze Skibusami nie ma tam żadnego problemu tutaj masz link do aktualnych rozkładów: http://www.oetztalerbus.at/index.php/de/linienbus/fahrplan.html
    1 punkt
  38. Johnny - nic straconego :happy: Podobny wyciąg jednoosobowy, jak nie taki sam znajdziesz w Koninkach :cheerful:
    1 punkt
  39. Konkretna relacja okraszona zdjęciami, to jest to :applause: I poczytać i pooglądać można :happy:
    1 punkt
  40. Korek do ronda można w prosty sposób ominąć. Na wysykości centrum Wisły, jak zaczynają się dwa pasy wskakujesz na lewy i jedziesz nim do końca. Przejeżdzasz przez rzekę, kręcisz w prawo na Konopnickiej i jesteś przy Orlenie:)
    1 punkt
  41. Już myślałem że się obraziłeś na nas :tongue:
    1 punkt
  42. tumlin 16.02.14Dzięki Bumer za relację.To dorzucę Tumlin.Postanowiłem rano odreagować :biggrin: wczorajsze imieniny, więc zerwałem się z łóżka z samego rana o 10 i kazałem młodemu się ubierać też. :frown::temperatura +7 więc wiadomo jak jest. samochodów nawet parę było tzn. w związku z tym, że pole rozmaka i jest fajne błotko :stupid: i nie można parkować po prawej stronie, to parkowanie tylko po lewej i wzdłuż drogi.wzięliśmy karnety na 2 godz. (35zł), śniegu nawet sporo, oczywiście ciężki i rozbebrany. wrzucam temat młodmu, że nie ma złych warunków :stupid: i tsza ćwiczyć na tym co jest. sam zaliczam fajną glebę, jak mi nartę złapało:applause: więc przestawiam narki na miekkie i dajemy dalej. przy lesie robię sobie trasę tzn. dokopuję się do lodu i mam warun :biggrin:. dajemy jeszcze chwilę i do domku. Całkiem spoko. Trzeba się cieszyć, że jest co jest! przy sprzyjających warunkach jeszcze powinno starczyć na chwilę :applause:
    1 punkt
  43. Ja od 30 lat jeżdżę do i przez CZ. Da się wyczuć że coś nie halo, nie zawsze ale zbyt często aby uznać to za przypadek. Natomiast z lokum zawsze byłem zadowolony, jeden to nawet opisałem gdzieś tu bo byłem bardzo zaskoczony pozytywnie. Były informacje ale w wielu językach ale nic do PL szczególnego. Butelki z alkoholem, niektóre po 100euro stały sobie i można było nalewać ile się chce w zaufaniu właścicieli że za każdym kieliszkiem postawisz kreskę na kartce z zaznaczeniem pokoju. Więc nie wszyscy są tak zrypani:)
    1 punkt
  44. Bodzentyn i KrajnoDziś do południa wybrałem sie na stok w Bodzentynie. Zastałem tam dość mizerne warunki do jazdy na nartach, no ale czego sie spodziewać po 3 tygodniach odwilży i kilku dniach deszczu. Stok funkcjonuje ostatkiem sił. Moze jak zmieni się pogoda stok definitywnie nie zdechnie. Za 3 godziny jazdy płacimy tam na tygodniu 20 zł, 30 w weekendy. Stok ma koło 500m długości i jest dość łagodny, ale drugi po Telegrafie biorąc pod uwagę nachylenie. Są tam 2 orczyk,i ale tylko jeden czynny. Jest to dość żwawy talerzyk, dość mocno szarpie, istne rodeo! Jak widać na zdjeciach obsługa reanimuje stok dowożąc snieg na przetopy i lodowe przetarcia.Zjechałem tam 4 razy i udałem się do Krajna. Tu warunki były lepsze. Stok bardziej równy, brak przetarć i lodu. Cała trasa pokryta tzw. cukrem. Stok łagodny o długości ok 600m. Czynne dwa talerzyki, bardzo ślamazarne. Zdziwiony byłem że dziś mogłem na tym stoku osiągnąc -uwaga- 52,11 km/godz!!!. Oczywiście tak w Bodzentynie jak w Krajnie, parking gratis. Ośrodki posiadają wypozyczalnie sprzętu oraz są tam bary. W Krajnie wszystko o wiele lepsze, zaplecze z restauracją to nowy dość porzadny budynek. Parking utwardzony kostką. Krajno jest drozsze, 1 godz. 20 zł, 2 godz. 35, zł, 3 godz. 45 zł. W tym ośrodku jest organizowana fajna impreza. W sobotę od godz 20 do godz 24 jezdzi się za 20 zł, a gra muzyczny ratrak. Jak długo jeszcze pojeżdzimy na kieleckich stokach? Nie pytam Janka bo sie boję odpowiedzi. Mam tylko nadzieję że ci wszyscy przepowiadacze pogody się mylą i za 2 -3 dni znów zawita do nas zima!
    1 punkt
  45. Kasprowy - część II Fotka ze słowacką stroną: Wiatr jest mocny - chwila z aparatem, bez rękawiczek i nie czuję palców u rąk. Zawieja i zamieć śnieżna - tego niestety aparat nie potrafi uchwycić. Jest niesamowicie, bo takiej aurze towarzyszy słoneczko i gra świateł. Tatry! Piękno! Tradycyjny widok na górną stację krzesła z gąsienicowej oraz na stację meteo: Jeździmy cały czas bez zbędnej zwłoki! Warunki ani trochę się nie pogarszają - ścianka, to ekstaza narciarstwa! Potem - potem jest tylko lepiej. Raz za razem, raz za razem - czas mija niezwykle szybko. Słońce przesuwa się na nieboskłonie tworząc cudną grę świateł: Przez chwilę wiatr, tworzy totalny armagedon. Zamieć pokazuje swoją moc, przez chwilę opanowując kocioł, po którym szusujemy. Niesamowite. Jeden zjazd i totalna odmiana... ...zauważam tabliczkę TPN. Ehhh gdyby nie oni, może mielibyśmy namiastkę alpejskich ośrodków z prawdziwego zdarzenia? Kończy się dzień. Kolejny na Podhalu. Łączne dokonanie dnia, to 15 zjazdów trasą gąsienicową. Ostatni wyjazd w górę o 15:42...i zagadka: dlaczego krzesło działa tylko do 15:45? Głupota jak dla mnie. Spokojnie można byłoby jeszcze szusować - tym bardziej, że w końcówce dnia - jesteśmy rozgrzani i spragnieni więcej... Wracamy drugą w kolei kabiną kolejki w dół. Uwagę tym razem, będąc tu - nie przykuwa wcale Giewont, ale drzewa...las, który częściowo jest mocno naruszony przez niedawny, mocny halny, który połamał drzewa jak zapałki. Klimat jest niesamowity: Kończymy ten cudownie narciarski dzień, mając wrażenie, że zbyt szybko minął... ...ale zawsze, to co dobre, zawsze szybko się kończy :frown:: Ostatnia fotka: I w dół do Kuźnic, czas na porządny obiad i zimne piwo. Zasłużyliśmy.
    1 punkt
  46. Kasprowy - część I Dzisiejszy dzień zaczął się szybko. Po prostu, nie mogłem spać. Obudziłem się o 3 i pierwsze co, to podszedłem do okna zobaczyć jaka pogoda. Pogoda - z błękitnym niebem! :smile: Smes do expata dwie godziny później, czy podąża do Zakopanego na wspólne nartowanie? Oczywiście - tak! Super. Dzień dzisiejszy zapowiada się z nartowaniem w grupie: expat i dwóch znajomych ze Starego Sącza. Oczywiście towarzystwo dopisało i po śniadaniu, nie śpiesząc się podążamy do dolnej stacji kolejki. Tutaj kolejka do kasy nieduża, 15 minutowa. Kupujemy skipasy. Wrrrrrrrrr Cena 135zł za cały dzień to lekka przesada. Cóż - płaciliśmy w Dolomitach, płaciliśmy w Alpach - płacimy w Tatrach. Fotka kolejki i jedziemy w górę: Jesteśmy na szczycie, i: Po pierwsze, pogoda super! Gąsienicowa przygotowana rewelacyjnie. Po drugie, narciarzy jak na lekarstwo - dominują na szczycie turyści pieszy. Bajecznie i nawet gigant ustawiony, gdzie bezpłatnie sobie wykonujemy wszyscy kilka skrętów. Jedyny minus to wiatr - duje! Widoki i przejrzystość powietrza, rewelacja: Fotka z expatem: Fotka z moją Walentynką - nareszcie jest komu ją zrobić: Cudownie jest pojeździć na naturalnym śniegu. Jest równo, i jak potem się okaże do końca, nawet na ściance nie ma nierówności. To zasługa wiatru, który dosyć silnie wieje cały dzień wyrównując wszystko, gładząc. Najpiękniejsza jazda na ściance - ahhh jak pięknie! Jazda bajeczna!!!! Radość i szczęście niesamowite z jazdy :happy: Widoki...mmmmmmmm Dolna część dosyć słabo oznakowana - ale to coroczny standard, tabliczka się nie zmienia. O dziwo, dół i wąskie gardło również równe - do samego końca. Robimy przerwę na grzańca i frytki - ceny kosmos, ale nic to. Wracamy na stok i się troszkę zmienia. Aura dzisiaj wyjątkowo niestabilna - na szczęście, przeważa piękno. Zamknięta "droga" do goryczkowej:
    1 punkt
  47. Za oknem piękna, przejrzysta pogoda, temperatura -5, oby Słoneczko świeciło cały dzień. Doskonale jak na kasprowe plany.
    1 punkt
  48. Walentynki - Nosal...ufff, to koniec nartowania na dzisiaj Już pierwszego dnia, gdy podążamy do kwatery, moja Walentynka chce zobaczyć, osławioną trasę - Nosala. Wiele jej opowiadałem, że to taki podhalański Telegraf...tylko troszkę większy... Myślicie, że popuściła? Nie! Po Harendzie i Poroninie, na koniec walentynkowego dnia - Nosal! Podjeżdżamy na tutejszy parking i niemiła niespodzianka, bilecik. 1 godzina kosztuje 2zł, więc nie jest źle. Po czterech godzinach intensywnej jazdy kupujemy karnety punktowe, a nie czasowe. Jeden wjazd głównym orczykiem - 3zł. Idziemy... Troszkę niefortunne podejście, ślizgamy się butami wspinając do góry - jest ślisko i niebezpiecznie. Nie wiem, kto wymyślił coś takiego? Nochal od dołu wygląda tak: Ładny! No i podobny do "naszego" nizinnego Telegrafu...czujemy się jak u siebie. Do wyciągu, zero ludzi: Talerzyk jest mega szybki, wyrywa z butów i ciągnie w górę z super prędkością. ...taki wyciąg "wariat". Dopinam buty... ...i jazda w dół. Górna część - przetarcia do ziemi, drobne kamyczki + lód i cukrowe kopczyki. Niczego innego się nie spodziewałem na tym stoku o godzinie 16. Jeździmy lewą stroną tuż przy wyciągu i tu jest w miarę ok. Bardzo żałuję, że pojedyńcze, archaiczne krzesełko nie jest czynne i nie można wjechać i potem zjechać z samego szczytu. A w zasadzie, to dlaczego? Czemu właściciel zaparkował samochód w dolnej stacji tego wyciągu zamiast go uruchomić? Podobno taka sytuacja trwa od dwóch lat. Cztery lata temu śmigałem jeszcze tym wyciągiem, delektując się technologią i pomysłowością polskich inżynierów. Cóż? Komercja. Widocznie Strama postawił tylko i wyłącznie na ośle łączki i szkółki narciarskie - czyli kasę! A to błąd... ...bo przecież ta Góra - to legenda! I ignorancją jest to, że możliwość zjazdów z samego szczytu mają tylko uczestnicy zawodów i imprez przygotowywanych przez Właściciela (info uzyskane z kasy) - na co dzień, jedynka nie działa. ...a tam za mną, kawałek porządnego zjazdu - się marnuje: ehhh, ot Polska. Przy zachodzie słońca nieco się rozjaśnia... Oby jutro było słonecznie. W planach Kasprowy. Walentynka szczęśliwa z powodu popróbowania Nochalowego stoku... ...a ja szczęśliwy, że przy kolacji mogę to razem z nią świętować. Nie tylko dzień zakochanych, ale również zdobycie Harendy i Nosala właśnie, przez moją drugą połówkę. Z tego powodu warto przechylić naparstek, orzechowego napitku. uff, do 21 udało mi się napisać wszystkie relacje...tylko, do tej godziny miałem czas. Ehhh dobrze, że to Święto jest tylko raz w roku...hahaha. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  49. Neureuther miał wypadek: http://eurosport.onet.pl/zimowe/narciarstwo-alpejskie/soczi-2014-kandydat-do-zlota-w-slalomie-moze-nie-wystartowac-w-igrzyskach/m482d
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...