Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
07.04.2017 - 07.04.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.04.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Dzisiaj absolutna rewelacja. Jeździliśmy do teraz od 8:35 Puch na ostatniej ściance majstrowskiej - jak marzenie. Protektarska z rana a potem fis na Zachradki. Niektórzy nie chcieli kończyć jazdy. Wiecej wieczorem. Pozdrawiam Torres10 punktów
-
8 punktów
-
Tak się nasłuchałem. Tu Kasprowy, tam BSA, a jeszcze Chopok. Jedni na skitoury, inni na freeride, jeszcze inni na sztruks bądź ciapkę. Ja w koło niestety śnieżna nędza. Nie pamiętam tak słabej zimy. Pierwsza dekada kwietnia, a prawie nie ma gdzie jeździć. Pozostaje mi tylko udać się gdzieś na austriackie lodowce. A w szczególności jeden z nich, na który nigdy nie dojechałem. Może w końcu dotrę na niego. Przedłużony weekend mam, do tego dobra widoczność się zapowiada. Lada moment kozacy wrócą z pięknej i ciekawej wyprawy, na której z forum chyba niewielu było (lub wcale). Dokończenie relacji z Tatr Wysokich musi zaczekać. Szybkie pakowanie i rano mam nadzieję obudzić się w innym, lepszym białym świecie!!!6 punktów
-
5 punktów
-
3 punkty
-
Karnet 4h -20% ze 110zł na 89zł, ale dzienny i dwudniowy już -10% (Wcześniej można było kupić online skipass dzienny za 117zł teraz za 105zł cena zwykła i dwudniowy z 209zł na 189zł) Całe PKL.3 punkty
-
3 punkty
-
A a'propos "gdzieś w górach" jeszcze powtórzę Ci dzisiejszą rozmowę: - zjechaliśmy z Baraniej Przełęczy i Czerwonej Ławki - zjechaliście z Czerwonej Ławki??? teraz nastąpiła seria pytań mająca na celu sprawdzenie czy wiem co mówię i - znam to byłem tam w lecie, ale asekurowaliście się przy wejściu, jakaś lina czy wykorzystaliście łańcuchy - wiem, że łańcuchy są ale były zakryte, weszliśmy normalnie, w rakach i z czekanami, na górze założyliśmy deski i zjechaliśmy do staroleśnej - na to naprawdę szacun czyli ku pokrzepieniu serc. pozdro Wiesiek ciekawe czy ktoś napisze relację Mariusz???3 punkty
-
2 punkty
-
Bez znaczenia ....cokolwiek zabierzesz będzie dobrze. Piotrek jeździł na komórce SL w puchu i był mega zadowolony, ja jechałem na jakimś "paździerzu" z K2 i tez było suuuper. Chociaż jak jechaliśmy po zamkniętej Majstrovskiej to na górnej części po tych lodowych wałach na moich K2 to myślałem że sobie logo K2 na czole odbiję od narty tak się wyginały2 punkty
-
2 punkty
-
robi się znowu warun , więc czemu by tego nie wykorzystać . Plan na niedzielę : optimum ( cały dzień powrót ok. 18-19-ta ) :Dolina Żarska - jak będzie z kim iść , minimum ( powrót po południu 14-15-ta ) : Salatyn albo Kasprowy , albo Kopa Kondracka jacyś chętni ?2 punkty
-
Dobra dobra, mam już wstępny plan. I najważniejsze, zdjęcia częściowo posegregowane. No niektórzy to przed wejściem nawet się pochorowali, a po zjeździe zresztą też. Wyjazd był mega wypas, choć ja na Baranią nie dotarłem, ale ważne, że w ogóle wróciłem, choć nie wiem skąd2 punkty
-
Mariusz! To jeszcze coś specjalnie dla Ciebie - coś na kształt repryzy albo jak wolisz powtórki. Na początek Twój post z początku sezonu Udało nam się wtedy pojeździć wzdłuż tej niższej gondolki. Teraz przyszła pora na resztę. Ale po kolei. Na Tuxa pojechaliśmy dość niespodziewanie bo wyjazd był do SkiWelt/Kitzbuhel. Kłamliwy Bergfex zapowiadał 26 cm puchu w pierwszym i 12 cm w drugim dniu więc były nadzieje. Opad był tylko, że w wersji ciekłej. Czyli konkretny deszcz. W sob. do 13.00 puściły mi spodnie więc jazda się skończyła, w drugim dniu deszcz przestał padać gdzieś o 10.00. Wymyśliłem sobie, że na zweitausender będzie puch więc kopsnęliśmy się do Kitzbuhel. Puch nawet był tylko, że spadł na niego jeszcze deszcz. Hamowanie było takie, że można było z butów wypaść. Nawet ja nie miałem ochoty na opuszczanie zdecydowanie przyjaźniejszych boisk. Na trzeci dzień zapowiadali lampę i upał. Wiedzieliśmy, że Tux był w sobotę zamknięty (wiatr), wiedzieliśmy też po kamerkach, że deszcz też tam padał ale coś na kształt puchu też wypatrzyliśmy, do tego izoterma zero była zapowiadana na 2600 m npm. Decydujemy się więc z Jurasem na Tuxa. Pobudka 5.30, śniadanie i w drogę. Wsiadaliśmy do drugiej gondolki z nadziejami. Na górze jest ambiwalentnie na trasach - bajka ale puchu w zasadzie nie ma bo wiatr zdołał przerobić go na gips. Zjeżdżamy ze dwa razy po trasach no i jak się domyślasz mój towarzysz (freeriderus temporiblus) zostaje a ja jako freeriderus perpetuum inwentaryzuje możliwości jazdy zaczynając od okolic kanapy (gdzie jest kicha). Przenoszę się więc pod "naszą" gondolkę ze świadomością, że trzeba to będzie zjechać do dołu bo uciec nie ma gdzie. I okazuje się, że jest całkiem przyjemnie. Co prawda jakieś sępy (a właściwie to dziki) freeridowe zryły ten lej wzdłuż skał a wiatr to utrwalił więc było to po prostu pole bitwy. Ale grobla i pole na lewo spoko - równie fajne jak na początku sezonu. Jeżdżę tam sobie ale robak mnie drąży - co jest poniżej stacji gondolek? Wiem, że będzie tam trudno ale w końcu jakoś dojadę. Na początek pierwsza ścianka - bajka po prostu po puchowej kołderce ale po chwili powierzchnia tężeje i z trudem się łamie, trzymając nartę. Później łamie się tak trochę - jak zakrawędziuję, następny etap to skrabanie po powierzchni - już się nie łamie ale można na tym hamować czy skręcać. Na wypłaszczeniu już jest lodowo i łomocę jak potępieniec. Pędzę na zupełnie płaskiej trasie zaliczając jakieś nierówności starając się nie wyglebić bo siniaki byłyby z pewnością. Po tym zjeździe karnie wracam na górny odcinek. Powtarzam go wielokroć w jakiś podwariantach - jadąc miedzy skałami pod tą krótką gondolką i myśląc sobie - poczekam, przetrwam a później skopię tyłek tej offpiście. I o tym skopaniu tyłeczka zaraz będzie. Górę znasz. Dla porządku dla innych czytelników. Tutaj zaczynamy hamować przed wjazdem. Tutaj rozpoczynamy jazdę. Jak widać informacja o lawinach i przepaściach jest poniżej naszej linii więc nas nie dotyczy A tutaj jest to sympatyczne poletko, w miarę upływu dnia robiło się coraz lepiej, te linie zaczynające się najbardziej w lewo są moje i dalej za przełamanie pod widoczną gondolką. Dojeżdżam do punktu rozjazdowego. Ślady na lewo pozwalają dotrzeć do górnych gondolek. reszta to już różne warianty do dolnej części Tuxa. Dalsza droga wygląda tak Zaczynam jazdę - robię sobie na tej ściance fotkę Za chwilę jest zjazd do kociołka z bardzo sympatycznym śniegiem (o tym pisałem na początku), na czerwono zaznaczyłem swoją linię gdzie nie było śladów, poniżej wypłaszczenie i znów postój na sesję. Z tej perspektywy potężna skała na którą wjeżdża wyższa gondolka wygląda na niebotyczną twierdzę rodem z jakiegoś fantasy. zafascynowany zatrzymuję się co 200-300 m i fotografuję to dzieło. Rejestruję jeszcze takie oznaki aktywności - tym razem słonecznej Cywilizacja się przypomina już nawet nie widokiem ale głośną muzą - za chwilę jestem przy krzesełku co wyrzuci mnie nad restaurację. A stamtąd kolejnym do zjazdu 1A na dół. Tam klimaty są ją inne spora grupa wracających i bardzo miękko. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Wreszcie marzec! Minęły ferie, więc można ruszyć na narty. Co prawda zawsze przynajmniej raz w tygodniu gdzieś jestem, ale teraz można się więcej nacieszyć. Niestety obowiązki nie pozwoliły pojechać z rana, ale może to dobrze, bo ja lubię jak jest miękko. Ruszam dopiero ok 13,żeby być w Szczyrku gdzieś przed 14. O drogach nie ma sensu pisać, bo korków brak, a asfalcik suchy. Dojeżdżam pod Golgotę, gdzie parkuj i ku mojemu zdziwieniu nikt się nie pojawił, żeby pobrać opłatę. Niemożliwe... Szybkie przebieranie i do kasy. Biorę 3 godzinki, bo pewnie więcej i tak nie pojeżdżę. Dziś zabrałem moje "śmiertelne" narty, bo jazda na nich w takich warunkach jest mega przyjemna! Na dole ciepło, coś koło +15 st. Ubieram tylko cienkie, letnie spodnie , cienką koszulkę i Soft Shell. Myślałem nawet o krótkich gaciach, ale ten wiatr... Czas ustawić się w kolejce do wyciągu, jak to w niedzielę... Niestety, wyciąg na Suche już nie chodzi. Można jeszcze pojeździć na Golgocie, powyżej na zielonej (teraz już niebieskiej) i na czerwonej na Julianach. Śnieg ginie w oczach, choć tu go jeszcze sporo. Długo nie zastanawiając się, biorę na pierwszy ogień Golgotę. Warun mega, choć pewnie większość już by psioczyła... Są muldy, a jakże! Ale ja lubię takie miękkie, morskie fale sztormowe. Kiedy wokoło mało obiektów, a właściwie ich brak, to można się wyszaleć! Podoba mi się, więc ruszam sprawdzić pozostałe czynne trasy. Jeden wyciąg na Julianach chodził, więc ruszam na "10". Tutaj również spoko warun, ale fale nieco mniejsze. Da się fajnie rozpędzić. Tutaj też nieco więcej ludzi, choć oczywiście jakichkolwiek kolejek brak. Zacząłem nawet żałować, że nie udało mi się wystartować z samego rana. Piękne słoneczko, ludzi malutko, a śniegu mnóstwo! Ale z drugiej strony i tak szybko się męczyłem, bo jednak ten sztorm wypompowuję energie... Kilka zjazdów "10" i wracam pod Golgotę, oraz niebieską "8". Teraz jeżdżę całą długością na sam dół. Przy okazji mam swoja wersję "Splasch"... Ale na tym dzień się nie skończył. Po dwóch godzinach jazdy spotkałem się z Pawłem, tutaj Mostostalem. Przywiózł on interesujący przedmiot... Dokładnie to orczyk, jakie kiedyś tu można było spotkać. Dokładnie to w latach 60-ych! Pierwsze kotwice, takie drewniane. Pewnie Paweł uzupełni nieco moją relację, jeśli tu trafi. Chodziło o to, żeby przed ostatecznym demontażem całego wyciągu, porobić jak najwięcej pamiątkowych zdjęć i filmików z jego udziałem. To znaczy tego orczyka. Przy okazji przejechaliśmy się na nim. Ciekawe doświadczenie! Oczywiście wszystko działo się już po zamknięciu wciągu. Nawet sobie nie wyobrażacie ile trzeba było za tym "chodzić", żeby taką chwilę zorganizować... Wspomnę tylko o zaangażowaniu ludzi zza granicy! Ale ewentualną opowieść pozostawiam Mostostalowi, o ile będzie mieć czas na to. Kilka fotek z zabawy: Wielki dzięks dla Pawła za możliwość jazdy na wyjątkowym wyciągu i wzięcia udziału w całym wydarzeniu! Dla mnie to był pierwszy i pewnie ostatni raz na takim sprzęcie. Wkrótce zdemontują ów wyciąg i pozostaną tylko wspomnienia. Niby orczyk jak orczyk, ale jednak wyjątkowy! Chwilę po tym, jak kończyliśmy akcję, rozpadało się, tak symbolicznie. Chyba to Szczyrk opłakuję koniec pewnego etapu, a wraz z nim pewna część ludzi. To tak w skrócie, bo czasu mało. Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
Na pierwszym zdjęciu przy blizzardach stoi właśnie p. Woźniak w późniejszy latach był właścicielem wyciągu na Wiciarce niestety już nie żyje. Muszę poszukać w swoim archiwum bo miałem zdjęcia przy ratraku pod ścianą i pod Łabskim Szczytem.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Nie na Szrenicy ratrak już jeździł na początku lat 70 XX wieku jeździł nim Tadeusz Wożniak (ojciec mojej koleżanki) czasami dał nam możliwość wejścia do kabiny. Link do innych zdjęć z tamtych lat http://szklarska_poreba.fotopolska.eu/Szklarska_Poreba/b30403,Wyciag_krzeselkowy_na_Szrenice__Sudety_Lift_sp_z_oo__,24,48.html1 punkt
-
Trochę spóźniona relacja z piątku. Wziąłem wolne i wyskoczyłem na BSA. Miałem tam pojechać na rowerze, ale marna pogoda mnie zniechęciła. Miało być + 20 i słońce, a było może kilka stopni i nawet coś tam popadało. Na miejsce dotarłem przed 10 rano. Wcześniej nie miałem szans. Dla mnie to dobrze, bo wziąłem narty do zadań specjalnych - 122 pod butem... Tak jak się spodziewałem, na stoku dość miękko, ale nie wszędzie! Warunki w sumie takie jak lubię. Śniegu pod dostatkiem, choć gdzieniegdzie stok zawężony. Równie fajna była frekwencja, przynajmniej z mojego punktu widzenia... Na soku jeździło łącznie może 10 osób. Jedyne co przeszkadzało to mgła w górnej części stoku. Tragedii nie było, ale czasem trochę musiałem zwolnić. Dzisiejszego dnia była też delegacja od producenta wyciągu krzesełkowego. Chyba ze 30 osób zwiedzało i jeździło góra - dół niemal do końca działania ośrodka. Jeden nawet mnie zagadnął i dopytywał o warunki narciarskie, ale nie planował spróbować. Później towarzystwo przeniosło się do restauracji, ale nie zajęli wszystkich stolików. Mimo nieco ponurej pogody, jeździło się wyśmienicie! Uwielbiam wiosnę! Kilka fotek i filmik na koniec. Hałda śniegu w zapasie... Jeszcze filmik Nieoficjalnie zdradzę, że może za tydzień będzie tu fajna impreza... Szykujcie dechy i.... Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wstępnie przemyślę sprawę... Mieliśmy plan z Andy-w i Mati1981 żeby zaliczyć Kasprowego, więc może chłopki też coś napiszą? Dla mnie może być każdy kierunek, choć preferowałbym ten, gdzie ewentualnego dymania z buta będzie najmniej, bo nie mam skitourowych...1 punkt
-
Dziekuje panowie za szczeg.odpowiedzi,nie bede juz wszystkich cytowal Pytalem poniewaz pierwszy raz narty na nogach mialem w 2006 na Kamiensku...a dopiero w 2008 pierszy raz jezdzilem gdzies w osrodku gorskim....choc ciezko tonazwac jazda:D:D Ale od 2011 juz cyklicznie odwiedzam SON,czy COS,Pilsko a Chopka dopiero od tamtego roku:D:D:D:D Pewno gdyby sie mieszkalo wczesniej gdzies blizej gor,albo wczesniej zaczelo przygode z nartami to nie byl bym tak opozniony w rozwoju narciarskim ;-)))1 punkt
-
Wczoraj bylo bardzo miękko więc trochę kameni wychodzilo. Po dzisiejszym ochlodzeniu - kamieni brak. Ten sztruks ciężko było porysowac a dogrzebac się do kamieni to bez szans . Jeszcze dosypalo z 10 cm śniegu, więc warunki się poprawiają...1 punkt
-
1 punkt
-
Dzięki! Właśnie Darka chciałem trochę więcej wrzucić, bo pewnie gdyby był w pełni sił, na pewno bawiłby się do końca! Dzięki! Jeszcze parę scen bym wymienił, ale chyba każdy tak ma... Dzięki! Długo szukałem, ale kluczem okazało się właściwe hasło w wyszukiwarce. Szkoda, że nie mogłeś zostać, bo zabawa była na 102! No niestety niczym z tym związanym, choć ostatnio złapałem ciekawą fuchę... Ale nie napiszę (niektórzy już wiedzą), bo złamałbym regulamin... Cóż, to tylko amatorskie filmiki. Wpadaj za rok, bo na prawdę warto! Ja na pewno będę i nie tylko na tej imprezie! Pozdrowienia dla wszystkich! PS. Zastanawiam się gdzie jeszcze można by pojeździć w letnim stroju...1 punkt
-
Super! Bardzo się cieszę! Zapewne tak samo jak Rafał - Szymonidius. Impreza mega! Aniu, sam byłem zaskoczony! Ale odważnie podeszła do tematu i oboje będziemy mieć wspomnienia... A Iza do tego katarek... Chyba ostatni filmik - miał być pierwszy, ale ściągnięcie tej muzy nie takie łatwe i do tego prawa autorskie... Ale nie zblokują go. Jedynie ja nie mogę na nim zarabiać, ale nie po to go montowałem.1 punkt
-
cz.1W taką pogodę to miewam wątpliwości,czy warto jechać na narty,bo na drogach nieciekawie,bo nartowanie może być mało przyjemne,bo przemoknę,bo... a może jednak nie?Pobudka 4 rano i szybkie pakowanko,żeby o 5 rano być już w drodze.Tak według planu.Rzeczywistość zawsze to nieco koryguję.Tym razem jadę tradycyjną drogą przez Kozy,Wadowice itd.Uznałem,że o tej porze nie będzie problemu i się nie pomyliłem.Jazda szła sprawnie bez forsowania tępa.Nawet Białkę minąłem błyskawicznie.Tak do granicy,bo za nią inny świat!Sypie śnieg,a na drogach obowiązuję standard biały!Wszystko byłoby ok,gdyby nie paraliż co poniektórych kierowców na widok śniegu.Na szczęście samochodów niewiele. Mijam TŁ i cisnę dalej.Na drogach pusto i w miarę szybko docieram pod Strbskie.Udaje mi się zaparkować na górnym parkingu,jak wcześniej słyszałem.Miejsca tu mało,więc tylko ranne ptaszki mają szansę.Co ciekawe,tuż za tym parkingiem,są jakby następne,ale nie odśnieżone... Ludzie muszą parkować dużo dalej.Mało to fajne,ale dziś to nie mój problem,ja się załapałem.Jednak nawet z tego parkingu trzeba nieco podejść.Wygodni mogą narzekać.Ale mniejsza o to,bo już jestem i czas zabrać się do roboty! Nie na leżakowanie tu przyjechałem. Na początek ruszam na krzesło czteroosobowe.No właśnie - dla zainteresowanych przegląd wyciągów.Działają tu 3 krzesełka,czy tam kanapy.Jedno trzyosobowe, taki stary powolny hebel,ale mający swój niepowtarzalny urok,przy najfajniejszej ściance w całym ośrodku.Drugie to czteroosobowe szybkie,wyprzęgane,ale bez bublin,za to startujące od samego dołu,do najwyższego punktu stacji.Mimo sporego tempa jazdy,podróż trochę trwa,jak w Alpach. Trzecie to sześcioosobowe,szybkie,ale obsługujące krótszą trasę.Jak wspomniałem wcześniej,zacząłem od tego czteroosobowego.Jak dla mnie,to najlepsza opcja,dające największą możliwość pojeżdżenia i tu też spędziłem najwięcej czasu.Ten wyciąg jedzie z dala od trasy i gdyby nie mgła,byłyby piękne widoki.czasem szczyty się odsłaniały,ale tylko czasem. Na początek testuję,można powiedzieć,główną trasę.Warunki z rana znakomite!Piękny sztruksik,żadnego lodu czy minerałów.Do tego frekwencja minimalna - często jechałem sam na krześle,choć nie unikałem towarzystwa.Raz nawet miałem fajną pogawędkę z sympatycznym Słowakiem.Niestety zabawę psuję nieco mgła,która zwiesiła się w górnej części tras.Na szczęście szybko wyjeżdżałem z tej chmurki. Oczywiście szybko ruszyłem sprawdzić kolejne trasy i wyciągi.Na początek krzesło szóstka.To wyprzęgany Leitner. Co tu wiele gadać? Może to,że patrzę na trasę i na wyciąg i coś mi się nie zgadza.Co?No ilość narciarzy,którą potencjalnie może wwieźć to krzesło w stosunku do przepustowości trasy... Ale tam kolejek nie było,więc problem czysto teoretyczny.Trasa wzdłuż wyciągu to taka niebieska z lekką domieszką czerwieni przy samym dole.Nawet da się pojechać.1 punkt
-
Takich imprez w całej Europie jest sporo, ale w PL BSA jest chyba pierwsza. Nieoficjalnie zdradzę, że będzie tam więcej ciekawych wydarzeń... Trzymam kciuki i na pewno nie przegapię!1 punkt
-
Dzięki Mariusz! Chyba trochę zaskoczyłem reportera... Dziś był upał! Co widać było w TVN... Sporo osób odważyło się jeździć nawet bez koszulki! Ja tez! Rewelacja!!!!!!! Owszem - Dżonka była i też jeździła w krótkich spodenkach i praktycznie w samym staniku... Oboje mega zadowoleni! Ja jutro robię powtórkę, bo przegapić takie warunki to byłby mega grzech! Będzie ogień! Obecnie montuje filmik (będzie ich kilka). Sporo roboty przede mną...1 punkt
-
Ależ ja nie muszę się z niczego tłumaczyć... Filmiki robię głównie dla siebie na pamiątkę, a tu udostępniam, bo chyba to najlepszy przekaz. Rozumiem, że pewnie nie każdemu się podobają, ale przynajmniej dają lepszy obraz rzeczywistości niż słowo pisane. Po za tym to dla mnie fajna zabawa... Zakładam zawsze, że każda nowo poznawana osoba z natury jest życzliwa dla innych ludzi i ma przyjazne zamiary, że tak powiem. Więc przyjmuję, że to taka wkrętka była. Trafiona czy nie, to już inna sprawa... Co do samej stacji i noclegów, to Mitek na pewno w szczegółowo odpowie. Ja tylko wpadam jednodniowo. Pozdrawiam.1 punkt
-
K2 Hellbent. Moje mają 122 mm pod butem. Nowsze mają 132... Również pozdrawiam.1 punkt
-
Nie podoba się - trudno. Może dlatego, że za dużo patrzysz na czubki nart i rękawiczki (zajmują max kilka % obrazu). Nieistotne. Sam jestem ciekaw... Mi chodziło o pokazanie samej stacji: układ tras, wyciągów, warunków narciarskich, frekwencji itp. Samo pisanie nie odda tego lepiej niż krótki filmik. Fajnie to wyłapałeś. Kijki raz wbijam, raz nie, a czasem jakbym nie mógł się zdecydować. Trochę przez nierówny i czasem zaskakujący teren, który wymuszał nieco tor jazdy (kopce, przetopy, kamyczki). Co do piętek - dokładnie jak piszesz. Te narty mają spory Rocker z tyłu i przy każdej próbie przyhamowania można być nieco zaskoczonym. Do nich trzeba się nieco przyzwyczaić. Braki w technice też pewnie wychodzą... Również serdecznie pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Krótka relacja z Pilska Bez zbędnego ględzenia - start B-B o godz. 7.20 i ciśniemy do Korbielowa. Po drodze dzwoni Rafał i dowiadujemy się o jakimś kierowcy z Gliwic, któremu bardzo spieszyło się na narty... Nie nie, to nie Jasiek. My ciśniemy fullwypasówką, więc tu raczej nas nikt nie zatrzyma. Dalej oczywiście przez wioski, ale tu "szuwarków" nie spotkaliśmy. Docieramy na miejsce nieco po ósmej. Na parkingu już sporo samochodów, ale miejsca jeszcze dość. Wszystko dookoła zlodzone i czuć przenikliwe zimno. Gramoling, do kas po jeden wyjazd na Szczawiny, bo na dole śniegu brak i na krzesełko. Jeszcze podczas jazdy do Korbielowa było lekkie zachmurzenie, ale już z krzesełka ukazał nam się piękny błękit na niebie. Dzień zapowiadał się pięknie. przyjemność psuły nieco silne podmuchy wiatru. Ale kto by się przejmował. Zakładamy foki i ruszamy w kierunku Płaju. Ciśniemy trochę niebieską trasą, trochę przez las, co tam fantazja podpowie. Oczywiście trzeba było się porozbierać, bo mimo mrozu zrobiło nam się ciepło. Po drodze spotykamy tez innych skitourowców. Były też osoby, które niosły narty w rękach w dół, choć śniegu sporo... Po co się pchać na zamkniętą trasę, kiedy umiejętności brak? Nie lepiej było piątką zjechać? Nie nasz problem, ale byliśmy nieco zaskoczeni widokiem. Po dotarciu na Miziową kontaktujemy się z Jaśkiem i resztą ekipy i zgadujemy na późniejszego browara. Nie chcemy wytracić temperatury i wolimy najpierw wejść na szczyt, a dopiero później odpocząć. Wchodzimy na Kopiec, skąd przypuścimy atak na szczyt. Od Miziowej wzwyż przybyło sporo śniegu - nawet do 30 cm! Do tego to puch. Tutaj non stop było na minusie. Na Kopcu krótka sesja i czas ruszyć na ostatni odcinek. Przy okazji znajdujemy fajne obejście najstromszej ścianki, gdzie często lód utrudnia przejście.Gdy tylko wchodzimy na kopułę, zaczyna mocno wiać. Trzeba się cieplej poubierać i założyć rękawiczki. Gdzieś tak od polskiego szczytu Pilska, wiatr dosłownie urywa głowę. Czasami potrafi wytrącić na chwilę z równowagi. Kijki też jakoś tak dziwnie się stawia - człowiek chce go wbić, a ten w bok ucieka... No ale tu już po płaskim i szybko docieramy do właściwego wierzchołka. Wspinaczka zakończona! Czas porobić zdjęcia, podziwiać widoki, choć Tatry słabo widoczne i ściągnąć foki. Kiedy mocno duję, to nawet spore wyzwanie... Zjeżdżamy na Miziową i tu spotykamy się z całą ekipą obecną na Pilsku. Tradycyjne jedzonko, pifko i debata w miłej atmosferze. Przy okazji, dzięki kolegom, udaje się nam zaliczyć dodatkowy zjazd, a właściwie jeden wyjazd na górę. Warunki fantastyczne, więc warto było! Jednak do wyciągu na Pilsko kolejka spora. Ale nie dziwi mnie to. Czas ucieka i po spotkaniu ruszam w ostatni zjazd na Szczawiny. Warunki nieco gorsze, choć trudno narzekać. Tam żegnamy się z częścią ekipy i krzesełkiem na dół. Piękny dzionek! Mam cichą nadzieję, że jak zwykle Pilsko przetrwa do drugiej połowy kwietnia. Śniegu powyżej Miziowej sporo, więc jest szansa. Zazwyczaj to tu w Beskidach kończyłem sezon. Pozdrawiam, Johnny.1 punkt
-
Dobrze zrobiłeś! Ja też tu coś wrzucę, ale muszę mieć czas - to ostatnio największy problem...1 punkt
-
Mariusz! To jeszcze parę fotek dla tych co uważają, że w Alpach nie ma miejsc do swobodnego freeridowania. Akurat mają tydzień - miejsce może poznasz??? Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Razem z Andy-w mamy wstępny plan na skitoury na Pilsku. Zawsze można zmodyfikować imprezę.1 punkt
-
Pierwszy filmik z naszego Retro Day... PS. Skoro już tak to GoPro się rzuca w oczy, to niech będzie filmik z tejże kamery...1 punkt
-
Mariusz! Zacznę filozoficznie - widocznie ta przygoda była Ci potrzebna. W zasadzie dotyczy to wszystkich, po pierwszym takim przeżyciu czujność wzrasta i chroni przed kolejnymi. Są co prawda freeriderzy, którzy potrzebują dwóch a czasem trzech przygód ale nawet oni szybko stają się pełni rozsądku i przezorności. Analizując całą tę sytuację można zauważyć splot okoliczności: - pierwsze to, że się rozłączyliśmy. Byliśmy przekonani z Jurkiem, że postanowiłeś zostać na tym pierwszym offpiste lub zgoła pokatować trasę. Wjechaliśmy na ten placyk obok orczyka postaliśmy tam trochę i nie widząc Ciebie ruszyliśmy na dół. - ruszyłeś w drogę sam (co nie jest znowu takie dziwne) ale bez wcześniejszego rozeznmania. Co do jeżdżenia samemu to oczywiste jest, że to nie jest dobre ale... sam często tak robię. Po prostu jak mam do wyboru nie jeździć wogóle lub samemu to wybieram jazdę. Ale w takiej sytuacji robię bardzo dokładne rozeznanie przed jazdą. Tutaj liczyłeś na nas a zostałeś sam i to się zemściło. - to co najważniejsze zadziało się między pierwszą (ratrakowaną) drogą a tą drugą. Jadąc samotnie w lesie siłą rzeczy wpadłeś w lekką panikę - gdzie jestem? Czy na pewno jechać na południe? Rosło zaniepokojenie. Wcale się temu nie dziwię - też odczuwam w takiej sytuacji niepokój. - druga droga ze śladami narciarzy prowadzące na północ w zasadzie oznaczała koniec kłopotów ale postanowiłeś podejść do słupa wyciągu gondolowego. Tam czarna trasa była na wyciągnięcie ręki. Była to wielka ulga po niepokoju poprzedniego etapu. Do trasy było może 100 m. Tak blisko... - oglądaliśmy z Jurkiem miejsce gdzie wjechałeś w ten jar. I naprawdę trudno było to zrozumieć. Po prostu błędna decyzja spowodowana poprzednimi emocjami. - mimo wszystko musiałeś dość szybko połapać się, że wpadłeś w kanał. Najlepiej było się wycofać. Wiem, że to się wydaje bardzo trudne. Sam byłem w sytuacji gdy kumpela "przeleciała" przez taką drogę, szybko zatrzymała się w lesie i te 100 m wracała 40 min. Byliśmy w kontakcie głosowym ale jedyne co było sens zrobić to czekać na nią. Podobną przygodę mieliśmy w Venet. Jeździliśmy tam kolejne warianty, coraz bardziej pod gondolką, w miejscu gdzie było już mało śladów poprzedników. Jedziemy po kolei. Juras prowadzi. Jadę dość szybko za nim, rejestruję kolejne ślady odchodzące w prawo. Zbliża się przełamanie terenu, trzeba skoncentrować się na jeździe ale kątem oka widzę słabo czytelną ścieżkę w prawo. W stromym żlebie za to nie ma już śladu poprzedników. Zatrzymuję resztę i krzyczę do Jurka. Ten zatrzymuje się może 30 m poniżej. Te 30 m Jurek wychodził pewnie ze 30 min, a wyszedł prawie martwy. Późniejsza analiza sytuacji wykazała, że dalszy zjazd miałby przebieg bardzo zbliżony do Twojego. Najogólniej mimo uniesienia wywołanego jazdą "w pięknych okolicznościach przyrody" freerider powinien zachować czekistowską czujność i traperskiie zdolności tropiciela. A w tym wszystkim głowa powinna być bardzo chłodna. A to w zimie powinno być do zrobienia. Cały szkic sytuacyjny masz w tym wątku. Najbardziej poglądowy jest trzeci obrazek. Czerwona linia jest Twoja. Troszkę szkoda, że nie pojeździłeś z nami po wschodniej stronie (łącznie ze zjazdem na dół). Choć w sumie być może zdobywałeś cenniejsze szlify... Aby Cię trochę pognębić dodam parę zdjęć. Pierwsze jest z przygody z kamerką A tutaj zjazd na wschód (do Fugen), to górny odcinek, widać lekkie przełamanie terenu. Poniżej było tak Jeszcze niżej wjeżdżało się w las i wyglądało to tak Czyli było bajecznie. Dla mnie bomba Żałuj Waść boś trąba!!! Pozdro Wiesiek1 punkt
-
A my narzekamy na dychę w Szczyrku... :eek: Też "kocham" to miejsce... Ja poszedłem po bandzie i... cegła na gaz i na lewy pas. :biggrin: Trochę ryzykownie,ale szybko i skutecznie. :cheerful: Dla tych,co niewiedzą o co chodzi dodam,że robili tam kanalizację i pas w stronę granicy w Korbielowie jest strasznie rozpieprzony... Do tego wiocha (a raczej wiochy) mają coś chyba 10 km długości! Dzięki za relację! Ale miałeś piękną pogodę! Muszę tam pojechać jeszcze raz,ale właśnie jak będzie słoneczko. :angel:1 punkt
-
Jak najbardziej,będę wdzięczny. Sam jestem ciekaw,co Cię spotkało - pisz śmiało! :cheerful:1 punkt
-
A na podnóżkach pisało "Leitner"... Zmylili mnie! :biggrin: :applause: Mówią,że człowiek musi się dwoić i troić w dzisiejszych czasach... co niniejszym czynię... :wink: Nie,bo to było jedyne miejsce,gdzie non stop była kolejka... Wszędzie na bieżąco,jedynie do tego talerzyka,co podjechałem to spory wężyk. :redface: Zakręcający orczyk jest też na Rohacach,ale nie 90 stopni.1 punkt
-
Czas na gorące pozdrowienia z jakiegoś Ischgl (to chyba gdzieś w okolicach Ustronia czy Brennej) :DA tak poważnie, to Wróżka ma się dobrze :)Przesyła pozdrowienia i buziaki (dla mnie, ale podzielę się z Wami): JC zapoczątkował nową modę z tym swoim parciem na szkło w Andorze i efekt tego taki: Także kto ma ochotę, to jutro kamera 14 z Ischgl i można oglądać!1 punkt
-
W końcu kapitan grupy szybkiego reagowania, to musi trzymać rękę na pulsie1 punkt
-
Adaś czy Ty widzisz żebym ja gdzieś narzekał : Jeżdziłem w dużo gorszych warunkach i wystarczało mi 5 cm pod butem Pierwsze poczytaj,potem komentuj :1 punkt
-
Dzięki - poprzednie dni były trochę mniej aktywne, ale w sumie zrobiłem około 230 km zjazdów (wg GPS trackerów). Noclegi miałem w bardzo przyjemnej kwaterze - Olympic House - tu podziękowania dla idupass za możliwość zakwaterowania z nim i jego znajomymi.Na stokach było różnie gęsto - od 9 do 11 praktycznie pusto, potem do 14 pełniej (szczególnie na niebieskiej Costacci), a po 14 znowu się luzowało.Najgęściej było po stronie Costaccia (Valandrea Vetta) - tam bardziej płaska niebieska trasa przyciągała chyba najwięcej ludzi - ale tam najmniej jeździłem, więc nie wiem, czy tak było ciągle.Chyba ze trzy czwarte ludzi to Polacy byli, więc pytanie o wolne miejsce przy stoliku można było spokojnie najpierw po polsku zadawać, a dopiero przy braku reakcji przełączyć się na angielski.Co do kolejek przy wyciągach - to nie zdarzyło mi się stać dłużej niż 5 minut, ale od 11 do 14 to na bieżąco całkiem też nie było - najluźniej było chyba na Blesaccia II, ale tam najczęściej wiało i trasa była twarda, a wyciąc był bez osłony.Trasy przygotowane wg mnie bardzo dobrze - chociaż małe kamyki się zdarzały pod koniec dnia na stromiznach przed samym wyciągiem (np. na Federia czy na Sponda).Rano wyratrakowane było wszystko - do 11 każda trasa była samą przyjemnością - później na dole jakieś małe usypania były, ale porównując do trasach w Beskidach to raczej był brak sztuksu niż muldy :-) No i czym później, tym na stromiznach robiło się twardziej, a na trasie do pośredniej gondoli Carosello rzadko, ale miejscami wychodził lód.Więcej jeździłem na Carosello - na Motolino też było przyjemnie, ale z moimi słabymi umiejętnościami większą frajdę miałem jeżdżąc po czerwonych, niż po czarnych.Moje ulubione trasy to Fontane Vetta z rana (bo słońce tam oświetlało calutki stok - szeroki i dla mniej idealnie nachylony), a po południu Federia (gdzie było troszeczkę gęściej przy dojeździe pod wyciąg).Ilość otwartych tras - praktycznie cała góra (nad linią drzew) była otwarta - wszystkie trasy i wyciągi - zamknięta była chyba tylko dojazdówka z Blesaccia II na Blesaccia I.Na dół trzeba było zjechać gondolą - ale to nie było dla mnie jakimś wielkim problemem.Jako ciekawostka - wg strony livigno.eu wyciąg 2-osobowe krzeszełko Monte Della Neve (podobno stali bywalcy mówili na niego drewniaczek) jest czynny a w rzeczywistości to jest rozebrany - nie ma już nawet słupów .Druga ciekawostka - zdarzyło mi się raz pod koniec dnia zjechać na Federia poniżej limitu czasu między odbiciami karnetu - tam jest chyba 6 minut - bo wyjechałem wyciągiem, zjechałem na dół i dostałem na bramce czerwone 'buu' - ale po 10 sekundach później już puściła :-)I filmik pokazujący trasę Blesaccia:[video=youtube_share;dM4x7SRxw-M] [video=youtube_share;pFzpxgiVWc4] oraz Fontane Vetta[video=youtube_share;nw_3OjrXVBY] Ogólnie jednak moje pierwsze wrażenie z Alp jest baaardzo pozytywne - na pewno nie był to mój ostatni wyjazd w te strony i już lepiej rozumiem powszechnie używany tutaj zwrot "jedyny słuszny kierunek" :-)1 punkt
-
Na naszą bazę noclegową wybraliśmy dolinę Otztal , w Solden oraz Langenfeld - zostały jedynie pojedyncze miejsca z "dziwnych" cenach - Booking.com wskazywał obłożenie tych miejscowości na poziomie 98% .... więc wybraliśmy miejscowość oddalaną od Solden o 20 km - Umhausen - ceny jak i standart umiarkowane nocleg kosztował 25 euro w pokoju dwu osobowym oraz 35 euro w jedynce ze śniadaniem - przyzwoitym.Drugi dzień (sobota) rozpoczęliśmy po godzinie 8 rano .... stojąc w korku na dojeździe do Solden .... Pod dolną stacją Gigjocha byliśmy chwilę przed 9 rano były miejsca na parkingu , spodziewaliśmy się dużej kolejki przy gondoli jednak mimo kolejki .... 10 minut ...szło to bardzo sprawnie.Na dole w Solden ( 1300m) nie ma śniegu temperatura 3 stopnie na plusie w ośrodku jest otwartych 80% tras czyli lekko ponad 100 km z tego co widzieliśmy intensywnie naśnieżają trasy zjazdowe z poziomu 2000 metrów - praktycznie wszędzie chodzą armatki - więc otwarcie całego ośrodka to pewnie kwestia kilku dni.W całym ośrodku było bardzo dużo ludzi - w tym masa Polaków , warunki były bardzo dobre na koniec dnia na trasach było dużo muld , nie było kamieni - na otwartych trasach jest dużo śniegu.Kolejki nie przekraczały 5 minut w wielu miejscach ruch odbywał się na bieżąco na koniec dnia 16:30 na kilkadziesiąt minut powstał korek na zjeździe gondolą na dół .... wszyscy z Apresa na Gigjochu ruszyli w tym samym czasie.Dla mnie ten ośrodek to już miejsce kultowe bywam tam co roku i po prostu bardzo mi się tutaj podoba - był to bardzo udany dzień na nartach dzięki otwarciu trasy numer 30 oraz uruchomieniu tras na drugiej stronie ośrodka przed weekendem - można było robić bardzo fajne kółko.Pogoda była dobra od 2000 metrów kilka stopni na minusie , niewielka ilość chmur w ciągu dnia i sporo słońca ( zdjęcia tego akurat nie oddają ) brak mgły itd.... Niestety ... nie było dużo czasu na zdjęcia i nie są one najlepsze - robione już na koniec dnia gdy pogoda trochę siadła ale i tak było dobrze.... ( poprawiłem się w Gurglach trzeciego dnia )1 punkt







