Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      3 572


  2. nurek1974

    nurek1974

    Użytkownik forum


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      874


  3. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      2 888


  4. aklim

    aklim

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      2 906


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 29.04.2017 w Odpowiedzi

  1. Jak to wyglądać będzie w praktyce postanowiłem sprawdzić dzisiaj, sprawdzić też chciałem oczywiście moje serducho. Marcin, na początek coś dla ciebie, bo wala się tego wszędzie pełno, choć pewnie byś nie udźwignął. Interwałami do 105 uderzeń to ja nawet ze "Skiturowymi" na ten Elbrus bym dał radę co to planują za pół roku. Ale do rzeczy. Ustawa pewna tu się przydaje, bo na odcinku Solisko-Suche już plac przygotowany: Nieźle trasy tu przybędzie a i puścić się będzie można bo ludzie zawracać nie będą do kolejki na Suchem. Dla mnie spragnionego śniegu, plamka się znalazła: Do zobaczenia już w maju na większej plamce gdzieś na Słowacji czy w Tatrach.
    7 punktów
  2. Ja Maćku przeszedłem drogę a raczej przechodzę drogę ewolucyjną, może z racji że nie od razu wiedziałem że minie to wciągnie a może kasa nie puszczała na nic więcej, i tak na początek jak wiesz kupiłem sobie od Aklima Line Influence 105 186cm 141-105-131 r19 z Baronami 13 na pokładzie plus foki całość z butami ważyła blisko 13kg, Teraz mam Hagany The Jck 184cm 124/93/114 r19 z Dynafit Speed turn 2.0 całość z butami 8kg. Teraz dlaczego tak ano waga i jeszcze raz waga w miarę rozpędzania apetytu na turowanie to czynnik chyba najważniejszy jak dla mnie, bo tak naprawdę zjadę nawet na drzwiach od stodoły ale raczej ciężko miałbym je gdzieś wynieść to tak ogólnikowo. Po pierwszym sezonie turowania na Linach 105 zaczęło mi wysiadać kolano to był mocny bul który, nie pozwolił cieszyć się w zasadzie niczym cały czas w głowie było "daleko jeszcze" na zakosach te narty to była tragedia dość że ciężko było zrobić nawrót to przy wąskich torach zaliczałem uślizgi i dodatkowo duże kantowanie boczne na buta nie wiem jak to opisać, tak się dzieje gdy krawędź narty jest daleko od środka i robisz trawers stromego zbocza wtedy ucisk cholewki buta na nogę jest większy przez co zdarzał się mi bul w okolicach cholewki co nie miało miejsca na równym podejściu. Plusem tych nart była szerokość foki prawie dywan pod nartą czasami szedłem prosto bez uślizgu w stromym terenie gdzie przy wąskiej narcie musiałbym zakładać hrszle. Dodatkowo jazda w puchu była rewelacyjna ale to zdarzyło się tylko raz więc nie równoważyło to trudu w podchodzeniu jaki musiałem w to włożyć. Ogólnie zestaw był bardzo dobry ale do freeridu z krótkim podchodzeniem przywyciągowym do tego one były dedykowani i rewelacyjne natomiast stricte do turów nie nadawały się. Dlatego w drugim sezonie posprzedawałem wszystkie szerokie narty jakie miałem a było tego i trochę jeszcze dołożyłem i zakupiłem Hagany a z racji że kasa nie puszczała zrobiłem mix narty tak z kategorii Freetour a wiązania Skitur razem dało to wagę 2220g jedna, kolano przestało boleć, miałem też obawy co do wiązań pniowych że mnie to nie utrzyma jeszcze fakt że najtańsze jakie są na rynku, parę pierwszych zjazdów była zachowawcza i z lekkim cykorem ale teraz w zasadzie już zapomniałem o tym i nawet zaliczam hopki tam gdzie widzę zasypany pniak nie zawiodły mnie jak dotąd nie wypinają się bez potrzeby, jedyne co mnie irytuje to system skistopów a w zasadzie ich brak te tasiemki jakoś nadal do mnie nie przemawiają, w lawinie nawet jak się wypną to mam je przy nogach i coś mi się wydaje że działały by jak kotwica. Narta Hagan The Jack spisuje się rewelacyjnie ma rokera, radius jest taki jak mi odpowiada na trasie też na niej mogę pocisnąć w puchu ostatnio szła bosko jedynie co to moje umiejętności jazdy w tak głębokim śniegu odbiegały trochę od oczekiwań. Pytasz co bym zmienił po tych spostrzeżeniach ano jeszcze zszedłbym z wagą wszystkiego !!!! Niestety twoje rozumowanie szerokiej narty jest błędne, jak dla mnie max narta teraz to 85 pod butem waga 1200-1400 wiązania mogą zostać te co mam choć wolałbym ze skistopem. Nie piszę o butach bo wszystkie jakie miałem jak na razie do jazdy są idealne natomiast do chodzenia nie trafiłem jeszcze na buta który by mnie nie ocierał na razie sobie z tym radze plastrami silikonowymi ale przeliczając wydatki na nie to po paru sezonach kupiłbym nowego buta za to. Obecnie chodzę w Black Diamnd Prime jak ktoś ma szeroką (104mm) stopę i wysoką na podbiciu to polecam najmocniej trzymają nogę rewelacyjnie w końcu to flex110 i chyba nieliczne które go w rzeczywistości mają a nie tylko jest napisane, niestety ruchomość cholewki to tylko 40 stopni trochę mało, gdyby mnie nie ocierały to bym je zostawił pomimo wagi 1800g i tych kilku niedogodności, jedno co wiem but to podstawa w turowaniu bez dobrego buta wszytko traci trochę swój urok. pozdrawiam rg.
    7 punktów
  3. Szczyt Storhaugen (1100m), vertical 1550m, odległość 15.5km. Jesteśmy po drugiej stronie fjordu Lyngen, niż dnia poprzedniego. Zmieniliśmy też pasmo górskie, teraz Kafjord Alps. Pasmo Lyngen Alps na zdjęciach jest po drugiej stronie zatoki.
    6 punktów
  4. Jeśli chodzi o mnie to na dzień dzisiejszy mam jeden zestaw skiturowy (drugi "dostał" ode mnie Marionen). 1. Narty Hagan Trial - 167 cm ( -5 cm), 72 mm pod stopą, r= 18 m. Klasyczna narta, drewniany, normalny rdzeń, camber, jak na swój rozmiar dość ciężka - 2500 g para http://www.skionline.pl/sprzet/narty,08-09,hagan,trial,3611.html 2. Wiązanie speed + lonże około 750 g para 3. Buty Dynafit TLT 5 2500 g para 4. Foki Coltex race (fioletowa) Zestaw ma trochę lat - powiedzmy, że 5+ (i to trzeba uwzględnić teraz go oceniając ). Mam zamiar poużywać go jeszcze ze 2 lata. Patrząc po kolei. 1. Geometria narty - dla mnie zdumiewająco OK. Pewnie, że w puchu trzeba tutaj bardziej uważać, szczególnie gdy są zmienne warunki ale jeżdżę wszystko to co inni. Być może jeśli zdecyduję się na nową nartę to będzie ona troszkę szersza (zakładam, że waga to nawet spadnie) powiedzmy 78 mm. Ale być może, że zostanę przy tej geometrii. O ile będzie coś takiego w sprzedaży. 2. Wiązanie - na pewno do wymiany. Dużym zapytaniem jest czy na jakieś totalnie minimalistyczne czy jednak coś typu rider ATK (ze skistopem). Brak skistopa to jest stresująca sprawa bo raz musiałem zejść (zjechać na pożyczonych) po nartę 300 m w pionie a zatrzymała się 20 m obok przełamania lodowca gdzie było kolejnych kilkaset metrów. 3. Buty. TLT5 to dalej jest świetny but. Dylematu tu o tyle nie ma, że już go nie produkują - jest jeszcze troszkę ulepszona 6. Jedyną upierdliwością są zdejmowane języki. I nie chodzi tutaj o jakiś kłopot z zakładaniem tylko, że są jakieś kompletnie niepasujące do noszenia. Dlatego myślę o wymianie za czas jakiś. TLT7 wydają mi się wprost genialne - niesamowity, zakres ruchu, dobra sztywność i poręczność. Jeśli uda mi się dopasować do nogi (bo w tym samym rozmiarze są zbyt luźne) to mógłby być następca. jak komuś pasują to absolutnie polecam. 4. Foki race Coltex - najlepsza decyzja w skiturowym życiu. Lekkie, cienkie i z świetnym poślizgiem. Dwa sezony wytrzymały sądzę, że co najmniej dwa kolejne też pociągną. Nie bójcie się więc moheru! Jeśli chodzi o freeride to tutaj zmieniałem tyle razy narty, że szkoda gadać. Buty zawsze jedne - Factory BD 130 (mam do nich obie podeszwy), wiązania F12, Diuk. Narty obecnie to Dynastary Legendy 97 i Fishery Watea 94. Jak widzicie narty bez rockera (nowe) ale za to kupione za psi grosz (największa zaleta rockera to właśnie niska cena nart co go nie mają). W toku jazdy ustaliłem, że szerokość około 95 mm jest dla mnie najbardziej uniwersalna i to stanie się podstawą dla tworzonego właśnie zestawu freetour - do tego ridery z podkładka (albo freeridery), buty Beast. Ostatecznie mam zamiar zrezygnować z sprzętu z podeszwą alpejską. O innych elementach napiszę kiedyś indziej. Pozdro Wiesiek
    5 punktów
  5. Dzień V - czyli duch Norwega Nasz (czyli mój i MajorSki) piąty dzień zaczął się z rana (chyba o 5.00). Opuszczamy przyjazne pielesza Lyngseidet. Tomek dzierży ster w dłoni. Naszym celem jest pobliskie (niecałe 2 godziny wodą) Olderdalen. Pogoda po wschodzie słońca zapowiada się nieźle. Nie mamy wiedzy czy w Olderdalen znajdziemy przystań gdzie będzie można na parę godzin stanąć. Wizja lokalna potwierdza nasze obawy, jest port na maleńkie jednostki gdzie nie mamy szansy przybić oraz porządne nabrzeże przeznaczone dla promu. Modyfikujemy plany - Diupvik! Stajemy tam w porcie, obok jest wielka przetwórnia krewetek. Klimaty są więc zdecydowanie industrialne. Z zalet można za to wymienić dostęp do 220 V i pływające pomosty. Michał wobec tego też może poturować. Wychodzimy pewnie gdzieś o 12.00. Mała dygresja - nasz kapitan stwierdził, że jeszcze tak wyluzowanej czasowo ekipy nie widział. I rzeczywiście wstajemy jak wstajemy, śniadanie jemy jak je niespiesznie zrobimy, później bardzo spokojne oporządzenie i chyba tak przed 11.00 to nam się nigdy nie udało wyjść. Jaskrawo to kontrastuje z moimi alpejskimi turami gdzie o 7.00 byliśmy zawsze ostatnią ekipą wychodzącą z schroniska. Ale w Alpach staraliśmy się być na 15-16.00 z powrotem a tutaj 20.00 to normalka. Nasza dzisiejsza trasa wyglądać będzie tak. Jak widać jest całkiem spory kawałek płaskiego a później jak zwykle. I od początku zapowiada się rewelacyjnie. raz, że widok na Alpy Lyngeńskie przedni a dwa... Tak, tak już na dole śnieg jest znakomity. Obczajamy sobie topografię tej części aby mieć jak najlepszą jazdę. Wyżej prognoza jakości zjazdu idzie w górę. Pięknościowo jest coraz bardziej Gdzie nie spojrzeć - obrazki. Pod kopułą szczytową otwiera się widok na północny koniec Alp Lyngeńskich. Jaki jest więc stan ducha ekipy? Powiedzmy, że stan jest bardzo dobry. Zaś na szczycie jest już tylko lepiej. Niektórzy to nawet próbują odlecieć. Czeka nas tutaj zresztą jeszcze inna atrakcja ale o tym to może niech napisze ktoś z kolegów (ja tam żonaty jestem). Zjazd jest bajeczny, choć przerywany jakimiś sesjami foto. Tutaj zresztą miała się sprawdzić legenda o duchu norweskich narciarzy. (zdjęcia od MarioJ) Na dole dochodzi do secesji. Dla części ekipy taki dzień nie może już się skończyć. Nie może. Czyli razem z Mariuszem i Kamilem zaliczamy powtórkę. Powtórne wejście chwilę nam zajmuje. Nisko już położone słońce i nagromadzenie chmur nad Alpami Lyngeńskimi tworzy niesamowity klimat. Po prostu miazga. Ale jazda to dopiero jest miazga. Wybieramy prawą (orograficznie) stronę gdzie nawet śladów narciarzy nie ma i zjeżdżamy po czystym tak z 600 m przewyższenia w jednym kawałku. Na dole jeszcze dokumentacja stoku. Przez lasek fota Kamila już była więc teraz Mariusz. Nawiasem taki las jest dość zdradliwy - wydaje się, że jest kupę miejsca bo pniaczki dość małe ale jest trochę poziomych słabo widocznych gałęzi i można po pysku całkiem dobrze zgarnąć. Dojeżdżamy do cmentarza, tam ściągamy narty i pewnie ostatni kilometr+ jest z buta. Słońce właśnie zachodzi - szafa gra. I nie mam już ani cienia wątpliwości, że był to mój najlepszy dzień w Norwegi! Jak zwykle poproszę moich lepiej zorientowanych kolegów o podanie nazw gór w których byliśmy, szczytu na który wleźliśmy i jego wysokości, przewyższeń i kilometrażu. Pozdro Wiesiek
    5 punktów
  6. Dodaję jeszcze filmik z drugiego dnia autorstwa Rafała Z .
    4 punkty
  7. Ja muszę od razu dodać że jazda była piękna, puch do kolan, prawdziwy lekki puch. I tak dwa razy z samego szczytu do granicy lasu. Nachylenie 30 stopni, to na tyle stromo że już jest fajna prędkość, a jednocześnie człowiek się nie stresuje lawinami, nie trzeba się spinać i oglądać za siebie, nie trzeba robić skrętów lawinowych. Cudo. Doczekaliśmy się świeżego opadu , dzień poprzedni i w nocy, a w dzień słońce.
    4 punkty
  8. Zawsze uważałem że nie licząc Kasprowego Wierchu Hala Skrzyczeńska jest jednym z najważniejszych miejsc w Polskim narciarstwie. Teraz po modernizacji uważam że będzie najważniejszym miejscem oczywiście nie licząc Kasprowego który uważam był jest i będzie najważniejszym miejscem w Polskim narciarstwie alpejskim
    3 punkty
  9. Jakieś 3-4 tysiące wolnej kasy i można jechać tyle gdzieś kosztowało to moich znajomych. Tylko że teraz tak patrząc z perspektywy już kilku większych tur stwierdzam że szkoda kasy na to no chyba że chce się mieć ten szczyt w życiorysie. Osobiście wolę przeznaczyć te pieniądze na niższe góry ale dłuższe tury, dłuższe przejścia, lepsze i ilościowo więcej zjazdów. Wysłane z mojego XT1562 przy użyciu Tapatalka
    3 punkty
  10. Jasna - Koliesko dzisiaj rano Fot: Priznania a zazitky vlekarov a lanovkarov
    3 punkty
  11. Na prośbę @MarioJ przenoszę kategoryzację nart turowych do osobnego tematu oraz podpinam na górze. Dodałem tez linki do nart.
    3 punkty
  12. No to dwa piwa rozdane, a właściwie dwie skrzynki! Rafał, to ja wiem i m.in. po to zadałem takie pytanie. Chciałem wiedzieć jakie są Wasze doświadczenia, bo pewnie wcześniej czy później dojdę do tego samego punktu... Armada niestety nie robi węższych nart i stąd te 103. Przepraszam! Robi, ale nie wiedzieć czemu u nich węższa tourowa narta jest dużo cięższa od Kufo! Waży niemal 2000 g sztuka! Stąd moje zainteresowanie Kufo. 103. Oczywiście nie obstaje przy nich na siłę, jest to tylko mój faworyt. Wiem o co Ci chodzi, bo sam mam szeroki dechy. Kolana też trochę to odczuwają, nawet podczas jazdy, kiedy nie ma miękko jak miało być... Trawersowanie jest koszmarne, co szczególnie odczułem na Plosce w Wielkiej Fatrze. Nawet pisałem w relacji, że mnie trawers wykończył... Niby po prostym, tj. bez przewyższenia, ale trochę mnie to kosztowało. Widać na moim filmiku jak odstawałem od reszty i jak się poruszam... Czyż nie widać pewnej zbieżności? To chyba najlepszy przykład, czemu zadałem takie pytanie... A jak na razie wypowiedziały się tylko dwie osoby. I m.in. takiej odpowiedzi oczekiwałem! Właśnie o to mi chodzi - wiem co próbować. Dalej nie będę cytował, bo właściwie każde zdanie w Waszych postach to kopalnia wiedzy wynikłej z doświadczenia i dla mnie bezcenna informacja! Wielki dzięks za poświęcenie czasu i takie kompleksowe podejście do sprawy. Super! PS. Co do ok. 80 pod butem - jeździłem w głębokim puchu na czymś takim i dobrze dawało rady! Moje Roictory tez mają 80 i również fajnie dają rady! No to się klaruję...
    2 punkty
  13. Ja kupiłem wjazd o 10:40. Nie było na inne godziny. Szkoda że nie ma już srebrnych klimatycznych wagoników druhiej generacji...
    2 punkty
  14. No jak to skomentować... chyba tak: Piękna przygoda!
    2 punkty
  15. ha.... moje doświadczenie jest pewnie jeszcze mniejsze , więc nie będę się wymądrzał tylko powiem tak : - przed nam zespoły szły powiązane , więc my też - jak już wnieśliśmy te liny , uprzęże i inne szpeje to wypadało to jakoś wykorzystać - wyglądaliśmy bardziej profi w tym szpeju może nurek coś mądrzejszego napisze
    2 punkty
  16. Poza inwestycjami, zrób sobie paszport jak nie masz bo plany już są Wysłane z mojego XT1562 przy użyciu Tapatalka
    2 punkty
  17. Pogoda za oknem dołująca ( a miał być taki piękny długi narciarski weekend ) , to przynajmniej wezmę się za dokończenie relacji .Może to , przynajmniej niektórym, poprawi humor . Noc , jak to noc w schronisku , minęła w miarę spokojnie . Małym zaskoczeniem było , że pomimo tego , że już po weekendzie , to schronisko w zasadzie pełne . Pobudka po piątej ,szybka poranna toaleta , bo od szóstej dają już śniadanie . Fajnym pomysłem w tym schronisku (nie wiem jak w innych ? ) jest wystawiony na sali duży termos z gorącą herbatą – każdy może zatankować ile chce , bez żadnej dodatkowej opłaty . Po śniadaniu gramoling i tak koło 7-ej startujemy do góry . Zresztą nie tylko my . Rankiem wszystko zmrożone , więc pierwszy odcinek pokonujemy z założonymi harszlami . Po wyjściu na bardziej płaski teren , a także dzięki temu ,że słoneczko zaczyna nam przyjemnie przyświecać ( zgodnie z prognozą totalna lampa przez cały dzień ) , reszta drogi już na samych fokach . Po ok. 2 godzinach dochodzimy do schroniska Defreggerhaus 2982 m n.p.m. , które o tej porze roku jest nieczynne . Krótki popasik przy schronisku , potem tzw. oszpejowanie się i dalej w drogę . Dochodzimy do grani , poniżej której zaczyna się właściwy lodowiec . Po zejściu na powierzchnię lodowca spinamy się liną i pięcioosobowym wagonikiem pokonujemy to rozległe plateau . Docieramy do właściwej kopuły Grossvenedigera i na nartach dochodzimy do przedwierzchołka . Tu robimy skidepot i dalej już w rakach oraz z czekanami w rękach docieramy ok. 13,30 na sam szczyt . Można odtrąbić sukces . Pogoda dopisuje , trochę wieje , ale można powiedzieć , że jak na tę wysokość to zefirek , widoki piękne , cóż chcieć od życia więcej . Jeszcze obowiązkowa sesja zdjęciowa , powrót do skidepotu i robimy przygotowanie do zjazdu . Sam zjazd to czysta poezja . Nad nami słońce i błękit nieba , wokół olśniewająca biel , tak ,że strach ściągnąć okulary przeciwsłoneczne . Po pokonaniu obszaru lodowca i dotarciu do grani , którą schodziliśmy na plateau , rozdzielamy się . Ja z Filipem i Rafałem wybieramy nową drogę - zjazd doliną , która biegnie mniej więcej równolegle do trasy podejścia , natomiast drugi Rafał ( Nurek) z Łukaszem wybierają trasę pokrywającą się z tą , którą podchodziliśmy . Obydwa zespoły spotykają się przy Johannis Hutte ok. 15,30 z obowiązkowymi bananami na twarzach . W schronisku krótki odpoczynek , uzupełnienie płynów i trzeba się zbierać , żeby w miarę szybko dotrzeć do parkingu u wylotu doliny Dorfertal . Niestety zjazd na nartach jest już mocno utrudniony z uwagi na liczne przetopy . Jednak ku naszemu miłemu zaskoczeniu udaje nam się zjechać dużo niżej niż sądziliśmy , co prawda z wieloma momentami , kiedy trzeba było ściągnąć narty i trochę przejść z buta . Wszystko to dzięki licznym lawiniskom , które dosyć solidnie „ naśnieżyły” drogę dojazdową w dolinie . Ostatni odcinek już niestety tylko z buta i tak ok. 18-tej meldujemy się przy naszym „Skibusie” . Powrót do Polski bez większych przygód , może z wyjątkiem tego ,że po 2 tygodniach Nurek dostał pozdrowienia od austriackiej policji .
    2 punkty
  18. Dzięki.Nie jest źle. Aresztu fotelowego nie ma
    2 punkty
  19. Sezon narciarski udało mi się rozpocząć w tym sezonie w Alpach. Jednak takie wyjazdy to tylko wisienka na narciarskim torcie, a narciarska codzienność to lokalne nartowanie. Dla mnie lokalne narty to głównie Czechy (choć ciągle mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni i w Polsce nie będzie gorzej, jak za południową granicą!!!). Dzisiaj otwarto część trasy Andel na Cernej Horze w Janske Lazne. Jak na ostatnie słabe zimowe lata nie najgorzej. Trasa trochę krótka, szkoda - mogli dołożyć z 200-300 metrów i byłoby idealnie. Śniegu mają dostatek, jednak myślę, że nie zdążyli z przygotowaniem samej trasy. Pamiętam 6-7 lat temu (chyba) zaczynałem tutaj sezon 30 października i cały Andel był czynny, ale wtedy spadła spora porcja śniegu. Dziś warunki na szczycie były iście zimowe. Minus 7 i padający drobny śnieg, nie pamiętam czy choć raz w ubiegłym sezonie miałem okazję ślizgać się przy takiej temperaturze (wyjątek kwiecień w Alpach, ale na wysokości około 2500-3000m). Karnety na dziś i jutro są po 400 koron na cały dzień, innej opcji nie przewidzieli, za to parking darmowy, bramki przy wyjeździe podniesione. O 8.30 aut na parkingu niewiele, ale i trasa dostępna takowa. Ania poszła zdobywać Crną Horę pieszo, ja natomiast w gondolę i do góry. Na Hofmanky jeszcze śniegu trochę brakuje, ale niebawem.... Większość armatek i lanc śnieży... Prawdziwa zima wygląda tak... Kolejki na stoku były do przełknięcia, maksymalnie kilka minut... Niestety pierwszy dzień, krótka łatwa trasa, nie wszyscy jednak chyba przygotowali się kondycyjnie i mentalnie do uprawiania narciarstwa, a może to tylko pech i przypadek. Nie widziałem jak doszło do samego wypadku, sądzę jednak, że był bardzo poważny. Ewakuacja kontuzjowanego narciarza (chyba narciarki ) ze stoku trwała bardzo długo (około godziny, obawiam się coś z kręgosłupem). Ogólna uwaga - wszyscy bądźmy czujni i przygotowujmy się odpowiednio do sezonu, bo można go szybko zakończyć. Ku przestrodze... Nie było lodu, twardo, szybko, lekkie odsypy po bokach trasy, większość narciarzy dobrze i bardzo dobrze jeżdżąca Wody do naśnieżania nie brakuje i będzie tylko lepiej I to by było na tyle. Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  20. Kurcze, fajna góra Alpy turowo widzę że wymiatają Gratulacje.
    1 punkt
  21. Jutro chyba ostatnia szansa pojeździć na nartach w Czesji. Jak zwykle 30 .04. to ostatni dzień działania wyciągów na czeskim ledovcu. Praded ma do zaoferowania jeszcze 70-90 cm śniegu.Dzisiaj dostało 5 cm świeżego. Pogoda na jutro, słońce (co tam nieczęsto się zdarza) i lekki mróz. Biorę ze sobą (oprócz Ani) sprzęt turowy, może uda się wejść na coś, lub zjechać do parkingu? Może ktoś dołączy?
    1 punkt
  22. dobre pytanie sam się po drodze prze lodowiec zastanawiałem , czy te czekany nie powinniśmy mieć czasem w rękach albo ew. w szpejerkach przy uprzęży ??? , ale ja jestem dosyć zielony w tych sprawach , więc każdą krytyczną uwagę przyjmuję na klatę
    1 punkt
  23. "Zajtra 30. 4. 2017 bude stredisko Jasná Nízke Tatry opäť v prevádzke. Po viacdňovom výdatnom daždi, sú podmienky na lyžovačku výrazne pohoršené. Sneh čo ostal je prírodný a mokrý. Zjazdovky už nie je možné upravovať snehovým pásovým vozidlom. Odporúčame návštevu strediska skôr na pešiacku turistiku lanovkami."
    1 punkt
  24. Pisz, pisz bo ja narty w bagażniku mieć będę!
    1 punkt
  25. Takie info dostałem rok temu: "na dolnej i górnej stacji mamy skrytki bagażowe dla naszych klientów"
    1 punkt
  26. 1 punkt
  27. Nic spektakularnego nisko budżetowe jak zawsze żeby w ruinę nie popaść
    1 punkt
  28. Elbrus z doświadczeniem ma mało wspólnego, z tego co chłopaki mi opowiadali to tylko mocne nogi, dobra kondycja a przedewszystkim bez pośpiechu dobrze się zaaklimatyzować i trochę szczęścia do pogody. Połowę luda tam co jest wyważona ratrakmi nie zdobywa szczytu bo za szybko chcą na nim stanąć. Więcej doświadczenia i obycia trzeba mieć na zdobycie M. Blanca to jest opinia kolegi który zdobył te góry a teraz jedzie na Pik Lenina.
    1 punkt
  29. Mam taka prośbę do "starych wyjadaczy" skitourowych, jak MarioJ, Wujot, MajorSki, Nurek, Aklim - napiszcie coś o swoim sprzęcie. O co mi chodzi? Ano napiszcie jakich używacie nart, wiązań, butów i ile ważą, jak je oceniacie w jeździe, podchodzeniu , w co ewentualnie teraz byście zainwestowali. Jak rozszerzycie to o kije, raki, czekany itp. będzie jeszcze lepiej. Chce poczynić spore inwestycję i przynajmniej w części chcę skorzysta z waszych doświadczeń. Póki co, wymyśliłem sobie Armady Kufo, bo moje JJ bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły w lodoszreni - duży rocker, ale sztywny ( w przeciwieństwie do innych nart nie jest to miękka część narty), tnie szreń jak lodołamacz! Ale nie obstaje przy nich na siłę... Chcę się przyjrzeć waszemu sprzętowi...
    1 punkt
  30. Chodzi mi to po glowie ale jeszcze troche mniejszych gorek musze odwiedzic zeby zdobyc wiecej doswiadczenia ale za 4lata? Czemu nie Wysłane z mojego LG-H850 przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  31. Ale bajka!!! Piękna relacja, piękne zdjęcia!!! Aż gdzieś wewnątrz coś drgnęło... Jeszcze kilka takich i będziecie musieli mnie ze sobą zabrać! Planuję trochę inwestycji skitourowych na przyszły sezon, bo zdecydowanie coraz bardzie ciągnie mnie w tym kierunku.
    1 punkt
  32. Wypatrywałem Jaśka na Pole Position na Bile Put, ale dziś Chopok stoi. Wczorajsze powodzie poczyniły sporo szkód i dla bezpieczeństwa robią przegląd... No i słusznie! Gdyby tak śniegiem sypnęło, a nie deszcz... Taki mały Powder Attack... Pomarzyć zawsze można... Ja melduję się w poniedziałek 1 maja, czyli ostatni dzień działania.
    1 punkt
  33. Kupilem dobrze wyglądającą karkowke:) tak wiec sezon chyba uwazam za skonczony. Ten film to chyba nie z demanovskuej?!
    1 punkt
  34. Ja często dostaje error jak wchodzę na jakiś link z Facebooka, ale przez komputer. Można to naprawić ?
    1 punkt
  35. Komentarz na temat Skionline na Facebooku ? "I znów się nabralem. Po raz kolejny zaciekawiony postem fejsbukowym, oglądanym w telefonie, klikam i trafiamy na kompletnie nie przystosowaną do mobile'a stronę, z której uciekam bo przecież nie można tego przeczytać. Wrrrr...."
    1 punkt
  36. Informacja dla wybierających się na narty w długi weekend. W Alpach sypie! Nawet w dolinach pada śnieg. To zdjęcia z Innsbrucku. Opony zimowe się przydadzą lub łańcuchy w bagażniku.
    1 punkt
  37. Artix nie jedzie na długi weekend majowy do Austrii. Artix jedzie tydzień później. Bądź mądry, bądź jak Artix ???
    1 punkt
  38. Zebraliśmy kilka informacji o utrudnieniach na droga prowadzących do Tyrolu. Może komuś się przyda i zaoszczędzi czas.
    1 punkt
  39. To że ktoś sprzedał wyciągi bez stacji to jeszcze rozumiem, ale że ktoś to tak kupił..... to już ciekawostka. .... :-)
    1 punkt
  40. SON cały czas się buduje... Zbiornik na Hali Skrzyczeńskiej zaczął już nabierać wymiarów na 3 płaszczyznach (sorry za to odchylenie matematyczne ). Powstała też część przecinki pod gondolę - w miejscu goprówki będzie górna stacja kolei (chyba nawet trochę wyżej). Orczyki na Małe Skrzyczne zostają (tak jak było w planach). Podczas wjazdu gondolą lub kanapą będą roztaczały się genialne widoki na Szczyrk i Beskidy. Z orczyka na MS będzie roztaczał się widok na całe pasmo Malinowa - od Julianów przez Malinów aż po Małe Skrzyczne. Słowem - miejsce zyska widokowo Przez to wycięto sporo drzew na Hali Skrzyczeńskiej - ciekawe jak nowe koleje będą sobie radziły podczas większego wiatru
    1 punkt
  41. Rzeczywiście zmienili , ale będzie czynne turystycznie krzesło na Solisko . Tras nie przygotują .
    1 punkt
  42. dla porządku szczyt Fastdalstidnen (1260m), najdłuższa trasa 19km, vertical 1500m, jak mogłeś nie wrzucić zdjęcia z moim zjazdem wszystkie cytowane przez Wieśka foty zjazdowe robił Piotrek na moim aparacie (poniższe również) a tu już było bardziej stromo i nasze szlaczki kończymy dzień
    1 punkt
  43. Ciąg dalszy bajki. Nasz czwarty turowy dzień zapowiadał się nieźle. Po drodze jeziorko. Ze szczytu powinien być piękny widok na równoległy fiord. Niewiadomą jest pogoda. Pierwsza niespodzianka jest taka. Spadł puszek! Podobnie jak wczoraj gnają nisko zawieszone chmury. Idę ostatni co i rusz wyciągając aparat. No bo jak tu nie pochylić się nad pięknem krajobrazu. Tutaj wczorajsza górka Tomek, który ma podobny problem jak mój (czyli uzależnienie pięknościowe) służy mi za czynnik ludzki. Teraz w fotorelacji nastąpi przerwa, po prostu zrobiło się mleko i to takie, że prawdę powiedziawszy pomyślałem, że to chyba koniec wycieczki. Jednak moi koledzy raczej łatwo sobie nie odpuszczają i idziemy trochę na ślepo a trochę według nawigacji. Łatwo ten moment zobaczycie na śladzie. Widać, że na podejściu na początku hal (tam gdzie rozchodzą się traki) poszliśmy za wysoko. Na szczęście widoczność powraca i korygujemy trasę zjeżdżając do dna płaskowyżu. W okolicach jeziorka znów jest magicznie. Przy okazji identyfikujemy norweski sztruks Bardzo ciekawie po tym się jeździ w ten sposób podchodzimy po kopułę góry i zaczyna się konkretne podejście. W części dolnej jest strome i z fantastycznymi widokami na wspomniany wcześniej fiord. Co jak widać zauważają nawet najtwardsze chłopy (z Romana Bratnego) Ostre podejście zdecydowanie łagodnieje i... trwa, trwa, trwa. Mija wieczność i nie mogę uwierzyć jestem na Wielkim Siusiaku!!! Tyle drogi i Wielki Siusiak??? Wszystkim niekarkonoskim czytelnikom jestem tu winny wyjaśnienie - to nieoficjalna nazwa Wielkiego Szyszaka, którego trudno tu nie skojarzyć. Nawet wysokość bezwzględna podobna. Nad szczytem, pod szczytem przewalają się kłęby pary i jest zdeczko niecodziennie. Być może czasem usłyszycie, że chodzenie na skiturach to jest fajna sprawa. Nie wierzcie w te bajki. Fajna sprawa to jest zjazd. I każdy skiturowiec za dobry zjazd jest gotów dymać pół dnia (albo i cały). Czyli nastała pora wypłaty!!! Zrobiliśmy parę zdjęć na górnym, luzackim odcinku. Niżej było zdecydowanie bardziej ciekawie. Teraz foty od MarioJ Na dole było znów bardzo zmiennie trzeba było znów się ofoczyć. I ostatnie zdjęcie z dnia. Szykujemy się do pokonania piętra lasu. Tu już była twarda walka o życie bo warunki były bardzo wymagające i każdy zaliczył jakieś gleby. Ale też nikt się tym nie przejął. Na zakończenie poproszę tradycyjnie Mariusza lub Kamila o statystyki, nazwę szczytu etc. Inne dopowiedzenia też mile widziane. Czyli pociągnijcie sanki. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  44. No i doszliśmy do momentu w którym możemy umieścić tytuł i napisy "filmu" co go oglądacie. Czyli skitury w Norwegii właśnie się rozpoczynają. Na początek zestawienie naszych wycieczek Dzień turowy 1,2 jest za nami. Dzisiaj będzie 3. Stoimy w Lyngseidet w luksusowym porcie (bo jest kibelek, gorący prysznic i prąd) nawet nie kosztuje to zbyt dużo (około 100 zł/dzień za łódkę), miejscowość jak na "polarne" warunki - kurort. Aby założyć deski trzeba przejść dobre 200 m. Naszym celem jest .... (wstawią koledzy bo coś mi się norweskie nazwy nie trzymają) górujący pięknie nad okolicą. Dzień jest bardzo zmienny, chmury galopują ale od czasu do czasu są takie urokliwe prześwity I góra prezentuje się wtedy nad wyraz urokliwie. I tak sobie idziemy, raz słońce, raz śnieg Jak widzicie piętro lasu dawno za nami, hale też już minęliśmy i kopuła szczytowa już blisko. Pięknie widać stąd Lyngseidet. Jest nawet... no właśnie co dostrzegą Wasze wprawne oczy? Zasuwamy całkiem konkretnie (fota od Mariusza) Pogoda coraz bardziej dochodzi do wniosku, że nie lubi narciarzy Ale nikt nie ma się zamiaru poddawać I wreszcie wychodzimy na grań (fota od Mariusza) W drugą stronę jest tak i szerszy plan Jesteśmy na niższym wierzchołku - zamierzamy zjechać stąd efektownym żlebem (powyżej chyba ten z prawej). Przepinka w śnieżycy ale jest widoczność. Chowam aparat do plecaka bo zaraz zacznie się to co tygryski lubią najbardziej - jazda. Wskakujemy po kolei do żlebu. Fota znów od Mariusza. Początek jest lekko stresujący bo stromo, widoczność też nie najlepsza. Ale dalej jest cudownie bo mieciutko! Nasz kapitan (co został wyraźnie w tyle) ma troszkę mniej szczęścia, dociera na górę we mgle, która za chwilę natarła. Idzie więc na właściwy wierzchołek licząc, że się przejaśni. Ale nic z tego - zjeżdża w mleku. Czyli bez przyjemności. My ten czas załamania pogody wykorzystujemy na powtórną wycieczkę na górę (widzicie to na trakach) a na drugi zjazd znów mamy oczy! Jest naprawdę nieźle. Zjazd jest komfortowy do końca bo przez las prowadzi "przecinka", która wygląda dosłownie jak trasa narciarska. Zjeżdżamy po bandach śnieżnych przy drodze do IT i ostatnie w świetnych humorach dajemy z buta. I to jest bez wątpienia najlepszy (kolejny) dzień w Norwegii. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  45. Sprytny Kamil dorzucę jedną fotkę z dnia rejsowego, w tle skaliste zbocza po drugiej stronie fjordu, niż nasz port Lyngseidet, dodam w kontekście obecnego powder day, że w tym jednym dniu Norwegowie ogłosili 4 lawinową ... z powodu deszczu, padało tak do wysokości 200-300m, nasiąknięte strome zbocza były zagrożone, tak że dobrze nam się złożyło, że mogliśmy ten dzień wykorzystać na długie przemieszczenie się, na drugi dzień spadło do 3-ki a później 2-ka ta wioska to był prawdziwy wypas, informacja turystyczna, pensjonaty, poczta, market czynny do 23:00, kościół, wypożczyalnia skuterów, oświetlone trasy biegowe, i to wszystko za kołem podbiegunowym
    1 punkt
  46. To idąc za ciosem opiszę kolejny dzień. Zwłaszcza że będzie to bardzo łatwe. Pogoda miała być fatalna. Śnieg, mgły, wiatr. Postanowiliśmy wykorzystać go na dłuższy rejs na południe fiordu Lyngen. Albo marznę na pokładzie albo jakoś zabijam czas pod.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...