Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
08.05.2017 - 08.05.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.05.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
9 punktów
-
Śladami nowej gondoli. Wybrałem się dziś zobaczyć którędy teraz wyjeżdżać będziemy na Halę Skrzyczeńską. W miejscu gdzie trzeba się zatrzymać na "3" przejeżdżając przez drogę pierwsze fotki: w stronę parkingu: w górę: Trochę wyżej: znalezisko: Poniżej pierwszej ścianki licząc od Hali S. gondola wpadać będzie na trasę nr "1": A obok, niestety tędy w górę już nie pojedziemy: Za tydzień zobaczymy jak postępy. Spotkani znajomi Szczyrkowianie narzekają, że mogliby trochę przyśpieszyć.9 punktów
-
Nasz wyjazd powoli zbliża się do końca ale powinniśmy mieć jeszcze co najmniej jeden bardzo dobry dzień. Rano żegnamy krewetki, krótki skok przez morze i lądujemy na Uloyi - wyspie z jednym szczytem (i czterema wierzchołkami). Początek już znacie było jak zawsze, las (tym razem nawet z wygodną drogą i oznakowaną ścieżką!!!), hala, szczyt. Nie dziwię się, że Uloya jest taka kultowa bo widoki są tutaj powalające. Dużo wody w pierwszych planach i otwarte kierunki. Po drodze możemy zobaczyć nasze ostanie cele i Wielka Kupa (ta z prawej) co się z Diupvik jawiła niewinnie wygląda... Nasze wcześniejsze cele z Lyngseidet też możemy podziwiać w oddali. Na szczycie jak już wspomniałem jest bardzo ładnie. Kusi nas z Tomkiem aby zjechać na "ciemną" stronę Uloyi. Ta góra jest zupełnie analogiczna do tych wcześniejszych z jednej strony przyjazna i łagodna a z drugiej ściany. Ponieważ czeka nas dalszy rejs i już nie ma za dużo czasu to odpuszczamy, szczególnie, że zjazdu nie szło wcześniej zobaczyć. I było to Tomku do zrobienia! Tymczasem ekipa rozluźniona, spokojnie relaksuje się w tych pięknych okolicznościach. To 7 dzień łażenia, zero spinki. Wyjazd udał się już za...ście. Dokumentuje więc te zarośnięte od dwóch tygodni twarzyczki - pewnie wyglądam tak samo. Patrząc na Piotra widać, że musiał zahaczyć o maszynkę (podobnie też MajorSki) Ale reszta była normalna - nie musieliśmy się nikomu podobać. A właściwie to... nawet nie chcieliśmy się nikomu podobać! U El Capitano stanu zarostu nie udało mi się sprawdzić. Najlepsze, ze bałem się, że po 11 dniach przebywania w ciasnocie żaglówki będę miał już dość tych typów a tu wprost przeciwnie. Tematów do rozmów nie zabrakło do końca mimo, że wyjazd był prawie bezalkoholowy (te ceny w Norwegii kosmos...). Co to znaczy właściwa ekipa... Z czystym sumieniem powiem to nie był kolejny najlepszy dzień w Norwegii. Seria kiedyś musiała się skończyć a dorównać zjazdowi z Sormegaisa nie jest łatwo. Ale to był piękny dzień. Dokładnie piękny. Wsiedliśmy do łódki i niczego już nie oczekiwałem. A tu bonusik całkiem niespodziewany dostaliśmy (a już szczególnie ja). raz, że piękny zachód słońca był jak przepływaliśmy obok naszych pierwszych szczytów norweskich (co je też o wschodzie słońca obserwowaliśmy) Ale dwa solidnie dmuchnęło. El Capitano zarządził rozłożenie grota i gafla co wszystkich zelektryzowało Sesje foto szybko się skończyły i zaczęła się jazda. A najlepsze, że za sterem stał (zapierając się nogami z całych sił) niżej podpisany! Pozdro Wiesiek5 punktów
-
5 punktów
-
Dobrych informacji ciąg dalszy: http://eurosport.onet.pl/zimowe/karolina-riemen-zerebecka-wraca-do-domu/nhwqrx Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam pani Karolino .4 punkty
-
No właśnie posmakował i najchętniej bym tam pozostał... Zaliczyłem też Łomnicki Szczyt, ale ponownie góra nie była łaskawa i zobaczyłem... mgłę... Dzisiejszy dzień był niemal na pewno ostatnim dniem działania Łomnicy. Kiedy kończyłem jazdę, panowie z obsługi zbierali tyczki wyznaczające trasę, a w komunikacie na stronie podali brak warunków i krzesełko na Łomnickie Sedlo nieczynne. Pod koniec jazdy było już też sporo miejsc, gdzie wystawały głazy, kosówka itp. Przybywało ich błyskawicznie! Tak, to na pewno koniec. Ostatni wyciąg w okolicy stanął... Może jeszcze jakieś skitoury i czas na sezon letni i rower! Relacja później, a filmik jeszcze później...3 punkty
-
3 punkty
-
Dzisiaj na Lomnickim Sedle warunki bardzo przyzwoite jak na maj, śniegu jeszcze dość, cały dzień bardzo miękko, rano równo ale niedługo później już muldy, poza trasą śnieg mokry przytrzymujący. Pogoda zmienna od przechodzącej mgły (chmur) przez słońce po chwilowy deszcz z gradem. Bardzo udany majowy narciarski dzień. Kto jeszcze chciałby tam pojeździć to ma szansę, wyciąg i trasa działa do 9 maja, sezonówka dalej obowiązuje. Poniżej kilka zdjęć. Francuzka Mulda No i chyba to tyle na ten sezon...3 punkty
-
Majówkę czas zacząć! Nie inaczej jak na nartach. Niewątpliwie z pomocą przyszedł TMR ze Sprytnym Karnetem i fenomenalna pogoda! Nie mogli odmówić, więc zapowiedzieli działalność do 1 maja, choć pewnie najchętniej wyłączyli by wszystko... Pobudka o świcie, bo nie pamiętam na co budzik ustawiłem. Sprawnie się pozbierałem, przez chwilę podziwiałem wschód słońca i strzała! Przejazd poszedł sprawnie i gdzieś tak 8.10, może kilka minut później, melduję się pod Biela Put. Gramolenie nieco zajęło,ale w końcu nieco po otwarciu ruszam na krzesełko. Najpierw oczywiście fotki, ujęcia filmowe itp... Kolejka do krzesełka szybko stopniała, ale niespodzianka czekała dalej - kto wymyślił ten twinliner!? "Biedronka" nie zabiera zbyt wielu na pokład i w ten sposób powstaje wąskie gardło. Swoje musiałem odczekać. Jakże irytujące jest, jak się prawie wchodzi, a tu stop! Przecież mogli puścić z rana krzesło na Lukovą, ale jest wytłumaczenie - brak śniegu, choć komu on na dole potrzebny? Po prostu trzeba wciągnąć ludzi pod Funitela, a później mogą wyłączyć. Ale w końcu dotarłem i od razu skontaktowałem się z Jaśkiem. Co jak co, ale Jasiek zawsze na Pole Position! Już zdążył przetestować trasę i jest nieźle*! Czekam pod dolna stację Funitela i dalej już śmigamy razem. Nawet stąd widać, że warun na trasie jest! Nie mogę się doczekać! Ale Jasiek szybko dojeżdża i ruszamy razem do gondoli. Pierwszy przejazd na północy kończy się wielkim uśmiechem na twarzy. U góry twardo, wręcz lodowo, ale dość równo, jak na wiosnę... Poniżej Lukovej szybko mięknie, ale to taka tu granica - powyżej twardo, poniżej od razu miękko.Pierwsza część dnia super poniżej, druga powyżej... Próbujemy południe, bo pewnie tam będzie bardziej miękko... Niestety nie było ratrakowane i do tego tu nie puściło! Zazwyczaj to tu najszybciej robi się miękko, ale nie dziś! Oto właśnie Chopok! Tu wszystko jest możliwe. Zjeżdżamy tam raz, bo niestety trawers już wytopiony. Ale trasa 33a super! Szkoda, że się nie postarali. Co by nie mówić o Szczyrku, to jak trzeba, z łopatami zasuwają... Wracamy na północ, bo tu jednak lepiej. Przy okazji próbujemy nieco freeridu wśród Kosodrzewiny. Możliwości ograniczone, ale da się nieco poszaleć. A to przecież już maj! Oczywiście była przerwa na browara, ale na Kosodrevinie, bo tu już pozamykali... Pozostaje Rotunda, z której mamy fantastyczne widoki! Człowiek tak mógłby siedzieć i patrzyć na te widoki bez końca... Ale trzeba się zebrać i cisnąć dalej. Teraz trasa do Lukovej super, ale poniżej morskie fale! Próbujemy więc inne opcje - FIS górna część, czy freeride wśród kosodrzewiny. Jest nieźle, przynajmniej w drugim przypadku. Co jak co, ale Chopok daje sporo możliwości, nawet w maju! Góra jest bardzo chimeryczna, ale potrafi się odwdzięczyć... Niestety zmęczenie dawało się we znaki, bo warun trzeba wykorzystać. Ostra jazda do samego końca! Ostatnie wejście przez bramki 15.24. To juz wiedziałem, że nie zdążę i za Lukovą skręciłem na czarną. To była wisienka na torcie! Miękko, równo i tylko krótkie zawężenia. W zeszłym roku w kwietniu wyglądało to dużo gorzej! Och, czemu tego krzesła na Lukovą nie puścili!? Ale jazda! Dojechałem do Jasnej i dostałem asekuracyjne sygnały od obsługi, że krzesło na Biel Put już zamknięte... Pozostało skorzystać z czapek śniegu, żeby nie drałować z buta.Może trudno uwierzyć, ale tak dotarłem do jakieś 200 metrów od parkingu. Trochę dreptania i jestem na parkingu. Czas skończyć ten fantastyczny dzień! Przepraszam! Ten beznadziejny, bez klimatu, kosztowny,za karę spędzony, z kamieniami, itp... Dzięki Jaśku za towarzystwo! To była top majówka! Wstęp do przyszłego sezonu! To już niedługo... Jak sami widzicie na załączonych zdjęciach - dzień do d... Fatalne warunki, kamienie, brak mgły, zawieruchy, tłumy ludzi - po co tam się pchać? Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
1 punkt
-
To największa inwestycja narciarska ostatnich lat, a może i największa w historii. Będę tam częstym gościem. Nawet na tą okazję kupiłem parę kaloszy .1 punkt
-
1 punkt
-
ej moja tez tak mowi:) co sie dzieje z tymi zonami aaaaaa kiedys mowila ze moje nartowanie to pasja... ostatnio powiedziala ze jednak nałóg1 punkt
-
No i jest filmik. Nie wszystko wyszło jak chciałem, muszę w końcu kupić konkretny program... Miłego oglądania.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzisiaj z Krzyśkiem (@bolec) „popełniliśmy” Rohace, i to była jedna z lepszym narciarskich decyzji tego sezonu . Rano trasa, po nocnym mrozie miejscami (szczególnie w dolnym odcinku) dosyć twarda, ale szybko zaczęła puszczać i potem już było tylko lepiej… miękko, muldy, odsypy, bajka . Pogoda genialna, szczególnie w takich okolicznościach przyrody. Jeśli pogoda dopisze, to pewnie w środę powtórka .1 punkt
-
1 punkt
-
No to wygląda, że będzie OK http://eurosport.onet.pl/zimowe/karolina-riemen-zerebcka-jestem-zmeczona-ale-czuje-sie-coraz-lepiej/pc2lye Życzę wszystkiego dobrego i pełnego powrotu do zdrowia. Pozdrawiam1 punkt
-
Mariusz! To jeszcze coś specjalnie dla Ciebie - coś na kształt repryzy albo jak wolisz powtórki. Na początek Twój post z początku sezonu Udało nam się wtedy pojeździć wzdłuż tej niższej gondolki. Teraz przyszła pora na resztę. Ale po kolei. Na Tuxa pojechaliśmy dość niespodziewanie bo wyjazd był do SkiWelt/Kitzbuhel. Kłamliwy Bergfex zapowiadał 26 cm puchu w pierwszym i 12 cm w drugim dniu więc były nadzieje. Opad był tylko, że w wersji ciekłej. Czyli konkretny deszcz. W sob. do 13.00 puściły mi spodnie więc jazda się skończyła, w drugim dniu deszcz przestał padać gdzieś o 10.00. Wymyśliłem sobie, że na zweitausender będzie puch więc kopsnęliśmy się do Kitzbuhel. Puch nawet był tylko, że spadł na niego jeszcze deszcz. Hamowanie było takie, że można było z butów wypaść. Nawet ja nie miałem ochoty na opuszczanie zdecydowanie przyjaźniejszych boisk. Na trzeci dzień zapowiadali lampę i upał. Wiedzieliśmy, że Tux był w sobotę zamknięty (wiatr), wiedzieliśmy też po kamerkach, że deszcz też tam padał ale coś na kształt puchu też wypatrzyliśmy, do tego izoterma zero była zapowiadana na 2600 m npm. Decydujemy się więc z Jurasem na Tuxa. Pobudka 5.30, śniadanie i w drogę. Wsiadaliśmy do drugiej gondolki z nadziejami. Na górze jest ambiwalentnie na trasach - bajka ale puchu w zasadzie nie ma bo wiatr zdołał przerobić go na gips. Zjeżdżamy ze dwa razy po trasach no i jak się domyślasz mój towarzysz (freeriderus temporiblus) zostaje a ja jako freeriderus perpetuum inwentaryzuje możliwości jazdy zaczynając od okolic kanapy (gdzie jest kicha). Przenoszę się więc pod "naszą" gondolkę ze świadomością, że trzeba to będzie zjechać do dołu bo uciec nie ma gdzie. I okazuje się, że jest całkiem przyjemnie. Co prawda jakieś sępy (a właściwie to dziki) freeridowe zryły ten lej wzdłuż skał a wiatr to utrwalił więc było to po prostu pole bitwy. Ale grobla i pole na lewo spoko - równie fajne jak na początku sezonu. Jeżdżę tam sobie ale robak mnie drąży - co jest poniżej stacji gondolek? Wiem, że będzie tam trudno ale w końcu jakoś dojadę. Na początek pierwsza ścianka - bajka po prostu po puchowej kołderce ale po chwili powierzchnia tężeje i z trudem się łamie, trzymając nartę. Później łamie się tak trochę - jak zakrawędziuję, następny etap to skrabanie po powierzchni - już się nie łamie ale można na tym hamować czy skręcać. Na wypłaszczeniu już jest lodowo i łomocę jak potępieniec. Pędzę na zupełnie płaskiej trasie zaliczając jakieś nierówności starając się nie wyglebić bo siniaki byłyby z pewnością. Po tym zjeździe karnie wracam na górny odcinek. Powtarzam go wielokroć w jakiś podwariantach - jadąc miedzy skałami pod tą krótką gondolką i myśląc sobie - poczekam, przetrwam a później skopię tyłek tej offpiście. I o tym skopaniu tyłeczka zaraz będzie. Górę znasz. Dla porządku dla innych czytelników. Tutaj zaczynamy hamować przed wjazdem. Tutaj rozpoczynamy jazdę. Jak widać informacja o lawinach i przepaściach jest poniżej naszej linii więc nas nie dotyczy A tutaj jest to sympatyczne poletko, w miarę upływu dnia robiło się coraz lepiej, te linie zaczynające się najbardziej w lewo są moje i dalej za przełamanie pod widoczną gondolką. Dojeżdżam do punktu rozjazdowego. Ślady na lewo pozwalają dotrzeć do górnych gondolek. reszta to już różne warianty do dolnej części Tuxa. Dalsza droga wygląda tak Zaczynam jazdę - robię sobie na tej ściance fotkę Za chwilę jest zjazd do kociołka z bardzo sympatycznym śniegiem (o tym pisałem na początku), na czerwono zaznaczyłem swoją linię gdzie nie było śladów, poniżej wypłaszczenie i znów postój na sesję. Z tej perspektywy potężna skała na którą wjeżdża wyższa gondolka wygląda na niebotyczną twierdzę rodem z jakiegoś fantasy. zafascynowany zatrzymuję się co 200-300 m i fotografuję to dzieło. Rejestruję jeszcze takie oznaki aktywności - tym razem słonecznej Cywilizacja się przypomina już nawet nie widokiem ale głośną muzą - za chwilę jestem przy krzesełku co wyrzuci mnie nad restaurację. A stamtąd kolejnym do zjazdu 1A na dół. Tam klimaty są ją inne spora grupa wracających i bardzo miękko. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Mariusz! To jeszcze parę fotek dla tych co uważają, że w Alpach nie ma miejsc do swobodnego freeridowania. Akurat mają tydzień - miejsce może poznasz??? Pozdro Wiesiek1 punkt







